Witam, mam chyba problem sama ze sobą. Szukam pomocy. Nigdy nie pisałam na forum, dlatego proszę o wyrozumiałość. A oto moja historia:
Około 3 miesiące temu zakończyłam 4 letni związek z moim partnerem, oboje mamy po 22 lata. Nie było jakiejś konkretnej przyczyny zakończenia naszej relacji. Po prostu się kłóciliśmy. Zerwanie to była moja decyzja. Wcześniej rozstaliśmy się też na 2 miesiące, ale wróciliśmy do siebie. Jestem osobą bardzo nerwową ( w szczególności gdy mam PMS
) wybuchową i płaczliwą. Mam wrażenie, że przez moje przesadne emocje, w niektórych błahych sprawach mój były partner stracił mną zainteresowanie i z czasem przestał kochać. Zdaje sobie sprawę z tego że zmęczył się tą sytuacją, każdy ma jakieś granice, już mu się nie chciało walczyć, przestało mu zależeć na mnie i naszym związku. Nie miał siły na wysłuchiwanie mojego gadania, płakania. Do tego pogorszył się mój wygląd (trądzik), wyglądałam fatalnie. Przestałam być dla niego atrakcyjna. Często mówiłam mu, ze go kocham, płakałam, przepraszałam za wybuchy emocjonalne. A on ciągle dawał mi kolejną szansę, na uspokojenie swoich nerwów. To wszystko moja wina. Był całym moim światem.
Ogólnie jestem osobą, która oczekuje od partnera 100% akceptacji,miłości i bezpieczeństwa. Jestem wierna, lojalna, nie zdradzam, nie flirtuje i nie oczekuje uwagi ze strony innych mężczyzn. Sama też nie jestem zazdrosna, nie mam z tym problemu, zawsze ufam partnerowi na 100%, akceptuje koleżanki itp. Nasz związek był na prawdę szczęsliwy. Przynajmniej takie miałam wrażenie. Oboje bardzo się kochaliśmy i nie potrafiliśmy żyć bez siebie. Ale niestety z roku na rok, miesiąca na miesiąc coś zaczęło się psuć. Zaczęłam czuć się odpychana, nieakceptowana, niechciana, odstawiona na boczny tor . Miałam wrażenie, że zawsze koledzy,mecze, zainteresowania, praca byli przede mną. Mój były chłopak wytykał mi błędy, zły wygląd, zachowanie, co bardzo przeżywałam i brałam sobie do serca każdą najmniejszą uwagę. Jestem osobą bardzo zakompleksioną i każda jego uwaga dotycząca mojego wyglądu sprawiała że czułam się jak zmieszana z błotem. Bolało bardzo. Obrażanie mnie, mojej rodziny, porównywanie mnie do innych, lepszych, olewanie, nieodpisywanie na smsy, ciche dni i ta obojętność w oczach. Do tego moje awantury o wszystko, typowo "włoskie" trzaskanie drzwiami, płacz, żal, potem przepraszanie. To wszystko doprowadziło do tego, że prawie popadłam w depresję, czułam się gorsza a poczucie mojej wartości spadło do zera. Mój były partner nie potrafił mi pomóc, chociaż go o to probiłam. Pomimo tego, że bardzo go kochałam ( i nadal coś do niego czuję) postanowiłam to skończyć i wycofać się z tej relacji. Tak po prostu z dnia na dzień. Nie widziałam go i nie rozmawiałam z nim całe 3 miesiące. Chciałabym tylko, żeby był szczęśliwy, znalazł kobietę, która będzie normalna, nie tak wybuchowa jak ja. Ja nie zasługuje na jego uczucia, jestem tego świadoma. Każdy straciłby cierpliwość, gdyby przebywał ciągle z osobą taką jak ja. Rozumiem go i dlatego postanowiłam dać mu wolność. I jak widać jest to dobra decyzja, gdyż żyje mu się świetnie
Gdy patrzę na zdjęcia na facebooku uśmiecham się, cieszę się jego szczęściem. Szczerze, na prawdę się ciesze. O to mi przecież chodziło.
Mam tylko problem ze sobą. Ciągle tęsknie, tak cholernie. Ciągle wypatruje go na ulicach ( mieszkamy w tym samym mieście), brakuje mi go, jego uśmiechniętej twarzy, przytulenia, bycia razem. Codziennie podświadomość przypomina mi o nim w snach. Prawie codziennie płączę. Nic mnie nie cieszy. Nie ma żadnego innego faceta na horyzoncie, a nawet gdyby był i tak nie dałabym rady stworzyć z nim relacji. Nadal rozmyślam nad byłym i nie potrafię zapomnieć. To bardzo, bardzo, bardzo ciężkie. To mój pierwszy taki związek, pierwsze rozstanie, cierpienie. Czy kiedyś to minie? Nie potrafię się wziąć w garść, gdyby to było takie proste...nie potrafie myśleć o sobie, nie mam siły na szukanie szczęścia, nie mam hobby,znajomych. Tak, wiem czas leczy rany. Ale minęły już 3 miesiące, a ja nadal zastanawiam się nad tym, ze żałuję tej decyzji. Że byłoby inaczej. Jak zabić w sobie tęsknote do byłego ? Jak przestać kochać, kogoś kto był dla ciebie całym światem ? Da się?