Cześć. Nie przyszedłem tutaj by się użalać, tak naprawdę jestem szczęśliwym człowiekiem, bo osiągam w każdej płaszczyźnie na której mam wpływ mniejsze lub większe sukcesy. Jedyny problem to w sumie brak bliskiej osoby.
Mam 25 lat, 3 lata temu byłem przez rok w związku z jedną dziewczyną, przez pół roku mieszkaliśmy ze sobą, wydawała się szczęśliwa i gdy z nią rozmawiałem to mówiła, że niczego jej nie brakowało, starałem się być dla niej najlepszym facetem, aż pewnego dnia, praktycznie z dnia na dzień usłyszałem, że to nie jest to i chce zostać sama, nie powiedziała konkretnie dlaczego tak wyszło, po prostu uczucie się wypaliło. Bolało mnie to bardzo, bo mocno ją kochałem, no ale nigdy nie zrozumiem dlaczego tak wyszło, mimo, że chciałem walczyć o ten związek to jedyna deklaracja z jej strony, że nic z tego nie będzie i tyle. Odpuściłem, bo wiadomo, że nie ma sensu nic na siłę.
Skupiłem się na rozwoju osobistym, skończyłem bardzo dobre studia, mam teraz spoko pracę, uprawiałem i uprawiam dużo sportu, w sumie tak rozwiązywałem swoje smutki zamiast użalać się jak mi źle i płakać nad sobą wolałem uciec w naukę i sport, przynajmniej to przynosi jakieś korzyści. Dlaczego było mi smutno? Głównie dlatego, że było brak mi bliskości kobiety, zależało mi na miłości, a jednocześnie nie chciałem być desperatem, po wielu nieudanych randkach, stwierdziłem, że odpuszczę na przynajmniej rok i po prostu spóbuję odnaleźć siebie, nie przeżywać tęsknoty za tym jak bardzo chciałbym przeżyć miłość tylko skupić się na tym co jest tu i teraz. Tak też zrobiłem, nie robiłem nic w kierunku dziewczyn, w końcu jak się starałem to i tak efekt był ten sam, niby jestem normalnym facetem, niby niczego mi nie brakuje, mam nienajgorszy wygląd, skończone bardzo dobre studia, dobrze płatną pracę, nie jestem niemiły, wręcz odwrotnie podchodzę do ludzi z uprzejmością i pomocą, nie jestem typem osoby co się wywyższa względem kogoś, bo nie czuję się od nikogo lepszy. Uważam się za normalnego człowieka, który ma pełno wad, ale i zalet, którymi te wady stara się nadrabiać.
Przechodząc do meritum, dałem sobie spokój z kobietami, skupiłem się na samorozwoju, stwierdziłem, że nie ma sensu, kiedy starałem się zainteresować kobietę zazwyczaj po jednym lub dwóch spotkaniach nic nie wychodziło, a zachowywałem się zupełnie normalnie, od postawienia piwa, po odwiezienie samochodem pod dom i nie zmierzanie na spotkaniu jakoś w kierunku związku, tylko raczej na poznaniu drugiej osoby, jednak kontakt i tak się urywał. Tak samo moja była, niby wszystko było ok, ale "nagle" przestała mnie kochać (nagle w cudzysłowie, bo wiadomo, że to dłuższy proces odkochiwać się w kimś) i nawet nie wiem dlaczego, co jej zaczęło we mnie przeszkadzać.
Sam nie wiem czy to ma sens, ale jak można jeszcze bardziej być atrakcyjnym w oczach dziewczyny? Tak, aby nie tracić kontaktu po pierwszych spotkaniach. Z jednej strony staram się być sobą, a z drugiej nie wiem w czym leży problem. Chętnie bym się postarał zdobyć serce kobiety, która mi się podoba, ale mam wrażenie, że to nie ma sensu jak koniec końców i tak nie wychodzi.
Co jest w zasięgu mężczyzny, aby kobieta się nim zainteresowała? Jakieś konkretne umiejętności lub cechy? Co może mi pomóc? A może dalej powinienem sobie zrobić przerwe z dziewczynami i skupić się rozwoju siebie, tylko, że już przez to przechodziłem, byłem szczęśliwy, ale czegoś mi i tak zaczynało brakować, gdy po pracy i studiach przychodziłem do pustego mieszkania i zajmowałem się tylko sobą - w głębi dusz brakowało mi tej drugiej połówki.