Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Po latach biernego czytania tego wspaniałego forum w końcu zebrałam się na odwagę żeby opisać tu mój problem.
Na początek kilka słów o sobie: mam 24 lata mieszkam w dużym akademickim mieście, kończę drugi fakultet na dobrej uczelni i z pozoru moje życie jest całkiem normalne.
Największym moim bólem i problemem jest niemożność odnalezienia się w życiu. Ciągle czuję się nie na miejscu, czuję że nie radzę sobie w życiu i nie jestem w stanie stawić mu czoła. Ludzie to widzą i mam wrażenie, że z tego powodu nagminnie robię z siebie przed nimi kretynkę. Usztywniam się cała i tak bardzo chce dobrze wypaść, że osiągam skutek odwrotny. Wiem, że to błędne koło, ale nie potrafię z niego wyjść. Gdy zamykam wieczorem oczy jak film wyświetla mi się całe życiowe pasmo mojego kretynizmu. Wczoraj po kolejnej takiej "projekcji" postanowiłam, że dłużej tego nie wytrzymam i poproszę Was o radę.
Od zawsze byłam dość nieśmiałym i cichym dzieckiem potem w wieku dojrzewania trochę się poprawiło. Nawiązywać szczere kontakty potrafię z naprawdę niewieloma ludźmi, zaledwie w towarzystwie kilu osób czuję się dobrze i swobodnie. Nigdy nie byłam duszą towarzystwa i wiem, że nią nie będę, nie to jest jednak moim problemem. Ja po prostu nie potrafię rozmawiać z ludźmi, męczy mnie to, nie sprawia mi przyjemności. Nigdy nie otworzyłam się przed NIKIM, nawet przed własnym chłopakiem czy przyjaciółką. Całe życie mam wrażenie, że żyję jakby za szklaną szybą, w psychicznym i emocjonalnym odizolowaniu od reszty świata. Nie mówię, że nie ma we mnie żadnych uczuć - na swój dziwny sposób kocham moją rodzinę, chłopaka i psa
. Ja po prostu czuję, że nie pasuję do otaczającego mnie świata jak gdyby moje miejsce na Ziemi nie było tym, w którym się znajduje. Wiem, że większość z Was może to uznać za wymysły głupiej panienki, która ma w życiu za mało prawdziwych problemów, a za dużo czasu na rozmyślania, dla mnie jest to jednak prawdziwy problem.
Moje życie jest, odkąd pamiętam, ciągłą walką o "wpasowanie się" w środowisko. Czasem nawet mi się to udaje i zapominam o dręczącym mnie poczuciu pustki spędzając miłe chwile jak każdy normalny człowiek. Niestety ta walka przynosi czasem także porażki i wtedy to robię z siebie w oczach normalnych ludzi koncertową idiotkę.
Bywają momenty, że nie potrafię się normalnie zachować w całkowicie prozaicznych sytuacjach np. u lekarza czy w sklepie. Żyję jakby we własnym świecie i nie docierają do mnie niektóre bodźce z otoczenia co strasznie utrudnia mi życie. Zawsze powiem lub zrobię coś nie na miejscu, poza kontekstem czego nikt w towarzystwie nie rozumie i potem czuję się ze sobą źle. Najgorsze są rozmowy kwalifikacyjne - kompletnie nie umiem mówić o sobie "sprzedać się" pracodawcy. Jestem cała sztywna i w głowie kołacze mi się wtedy tylko jedna myśl pt. "co ja tutaj robię, ja tutaj nie pasuję!". Z tego powodu w wieku 24 lat mam przepracowane kilka miesięcy w pracach dorywczych i uważam się za nieroba i darmozjada.
Właśnie to "nie pasuję" niszczy mi życie i psychikę. Przez to staram się być niewidzialna, na uczelni nie wyrażam swoich poglądów, w grupie odzywam się tylko jeśli muszę, towarzyszy mi ciągłe poczucie zakłopotania, nie potrafię "wejść" między ludzi. Najchętniej zniknęłabym z powierzchni ziemi. Gdy pomyślę sobie, że przede mną jeszcze jakieś 60 lat życia, śluby, dzieci i praca to mam ochotę rzucić się pod tramwaj. Widzę w bliskim otoczeniu tych wszystkich ludzi świetnie radzących sobie w życiu, robiących kariery i czuję się przy nich z jednej strony jak jedno wielkie zero, a z drugiej strony budzi się we mnie wewnętrzny sprzeciw, bo chyba wcale nie chcę takiego życia. Czy mam szansę na bycie "normalną"?
Netkobietki pozdrawiam was i błagam o jakieś rady, może dotrą do mojego oddalonego od rzeczywistości mózgu.
Podobne tematy
W sumie brzmi, jak moja historia, no do niedawna tak właśnie było. Dużo wskazuje na to, że jesteś introwertyczką i dlatego czujesz się "inna". Nie jestem w stanie, w 100% określić, czy jesteś akurat tym typem, czy nie, po takiej garstce danych na ten temat, ale mogę Ci podesłać test na PW, po którym będziemy wiedzieli.
Ogólnie introwertyków jest dość mało w społeczeństwie, a że się raczej izolują, ciężko ich dostrzec. Statystycznie jest nas 20-30%, choć to dane globalne, a w konkretnych krajach, miastach, czy rejonach może ich być jeszcze mniej lub więcej. Osobowość całkowicie utrwala się w okolicach 30-stych urodzin, dlatego da się nad nią popracować, ale przede wszystkim trzeba się poznać. Poznać wady i zalety swojej osobowości, wtedy człowiek rzadziej wychodzi na idiotę. Ludzie, którzy się tym nie interesują, rzadko rozumieją, że są też inne typy osobowości i co najważniejsze, że nie da się ich nigdy w pełni zmienić.
Tu masz test MBTI, skup się i odpowiedz sobie szczerze, a literki zapisz.
http://potencjalosobowosci.com/mbti/
Po co to? Chodzi o to, że znając Twoją osobowość, można jakoś konkretnie zadziałać.
Swoją drogą ja całe życie robiłem z siebie idiotę, w oczach innych, a najgorsze chyba były sytuacje proste, jak sklep, czy spotkanie dalszego znajomego na ulicy.
Za bardzo analizujesz to co inni mogą myśleć o Tobie, wydaje Ci się, że jesteś w centrum uwagi i inni od razu zauważają Twoje wpadki. Powinnaś nabrać dystansu do swojej osoby, popatrzeć na siebie z boku i bardziej życzliwie, wyrozumiale, też trochę z poczuciem humoru. Te filmy które wyświetlasz sobie wieczorem potraktuj jak komedie. Może opowiedz komuś bliskiemu kilka scenek i pośmiejcie się razem.
Z testu wyszło mi, że mój typ osobowości to INTJ, co chyba nawet jest zgodne z prawdą.
Wiem, że nie należy stawiać się w centrum zainteresowania wszechświata, jednak po usłyszeniu kilku opinii, że jest się "jakimś dziwnym" (oczywiście za plecami) trudno jest odnosić się do siebie z życzliwością. Ostatnio jest ze mną coraz gorzej, najchętniej w ogóle nie podejmowałabym żadnych działań żeby nie ryzykować żadnej wpadki. Ciężkie jest życie introwertyka, ale chyba jesteśmy w społeczeństwie potrzebni, bo kto inny robiłby wtedy z siebie kretyna? ![]()
Wyluzuj dziewczyno - najłatwiej to zrobić upijając sie albo zestarzeć - tak do 60-70tki. Wtedy masz w nosie wszystko. A poważnie - postaraj sie bywać wśród środowisk w których do tej pory nie byłaś - ale takich niedyskotekowych
jakieś koła zainteresowań w domach kultury - stare tańce, glina, robienie witraży. Poza ciekawym hobby spotkasz być może osoby z podobnym uosobieniem i poczujesz sie o niebo lepiej. Nie jesteś sama - mój nick zaręcza to ![]()
6 2015-09-02 15:06:09 Ostatnio edytowany przez BantrothThane (2015-09-02 15:09:57)
Najważniejsze jest to, byś poznała samą siebie, a jeżeli masz z tym wielki problem, możesz spróbować poszukać informacji o tym, jak inni introwertycy sobie radzą. Musisz się zaakceptować i zmienić nawyki. Obecnie próbujesz się dostosować, być kimś, kim nie jesteś, dlatego możesz uważać, że robisz z siebie idiotkę, jednak jeżeli się zaakceptujesz, to będziesz wiedziała jak postępować. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Mamy ograniczenia, ale i zalety, które można wykorzystać. Według wielu testów jestem introwertykiem w 95%+, co oznacza, że przypadek jest ciężki i powinienem mieć ogromne problemy z egzystencją wśród ekstrawertyków, ale tak nie jest. [Dla przykładu znaczna większość introwertyków ma mniej niż 80%]
Jakie masz mocne strony? Nie porównuj się do innych, zastanów się, jakie cechy w sobie lubisz, ale nie na tle innych osób. Poznaj swoją naturę i zacznij ją wykorzystywać.
Jest wiele sposobów na to, by poznać samego siebie. ![]()
Moim zdaniem, nie jesteś jedyną osobą, która ma takie problemy. Ludzie po prostu o tym nie mówią, nie przyznają się do tego, często coś udają. Bardziej staraj się samą siebie zaakceptować niż wymagać od siebie tego, co wydaje Ci się wpasowywać Ciebie w jakiś schemat społeczeństwa. Skoro masz chłopaka, przyjaciółkę, to chyba nie jest z Tobą aż tak źle
Nie rób nic wbrew sobie, czasem pewne rzeczy naprawdę przychodzą do nas same na zasadzie "kto by pomyślał". ![]()
Zupełnie jakbym czytała o sobie. Też całe życie ze sobą walczę próbując się dopasować. Jestem strasznie spięta w towarzystwie innych ludzi, cały czas ze stresu popełniam gafy i jest mi strasznie wstyd. Jestem sobą tylko w domu i mam wrażenie że zawsze już będę dziwakiem dla innych ludzi. Wiem co czujesz.
9 2015-10-10 13:40:33 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-10-10 13:42:36)
Straszna_idiotko, przede wszystkim nie nazywaj tak siebie sama.
Byc moze jest to problem introwertyka, ale to moze byc tylko ta powierzchniowa ocena psychologiczna, ktora jednak nie dociera do sedna sprawy.
Calkowicie rozumiem Twoja niechec do tzw. "normalnego zycia" i zwiazane z tym wrecz samobojcze mysli, bo dla niektorych ludzie takie "normalne" zycie nie ma zadnego sensu.
Co bys powiedziala na to, gdyby ten materialny swiat, ktory uwazamy za ten jedyny prawdziwy, w rzeczywistosci byl tylko odbiciem czegos innego? Wtedy to uczucie przebywania za szyba mogloby byc zrozumiale.
Moja sugestia dla Ciebie byloby zainteresowac sie tematami duchowymi, ktore moze by Ci cos wyjasnily i pomogly w tym, zebys przestala uwazac sie za kogos nienormalnego.
To, ze 90% ludzkosci uwaza to materialistyczne zycie za normalne i jedynie sluszne, nie oznacza koniecznie, ze jest to naprawde normalne i odpowiadajace rzeczywistosci. Ja tez spora czesc zycia spedzilam w przekonaniu, ze cos ze mna nie tak, wlacznie z obawami, ze nadaje sie do psychiatryka. Dzis wiem, ze to nie ja bylam ta przekrecona, to reszta swiata jest postawiona na glowie
.
Jesli jestes ukierunkowana bardziej racjonalistycznie, to mozesz poczytac czy posluchac filmikow w internecie na przyklad amerykanskiegi biologa Bruce'a Liptona (Umysl ponad materia), albo zainteresowac sie na przyklad buddyzmen, ktory tez oferuje bardzo logiczny system poznania natury swiata, ktory nas otacza i oferuje metody, jak sobie radzic w tym zwariowanym swiecie.