Czy przyszły mąż ma prawo mieć żal do swojej dziewczyny, że uprawiała seks ze swoimi poprzednimi partnerami?
Pytanie kieruje do wszystkich, ale cieszyła bym się, gdyby odpowiedzieli też Ci, którzy żyją w czystości.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Seks przed ślubem
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Czy przyszły mąż ma prawo mieć żal do swojej dziewczyny, że uprawiała seks ze swoimi poprzednimi partnerami?
Pytanie kieruje do wszystkich, ale cieszyła bym się, gdyby odpowiedzieli też Ci, którzy żyją w czystości.
Podobne tematy
Prawo może mieć do wszystkiego. Pytanie tylko czy chcesz kogoś takiego za męża. ![]()
Każdy ma prawo do swoich poglądów. Jednak my nie musimy się z nimi zgadzać. Jeśli mój chłopak miałby do mnie pretensje o moje życie, o to co robiłam zanim się poznaliśmy, to z pewnością nie zostałby on moim "przyszłym mężem". Dla mnie to chore, mieć do kogoś pretensje o to, że nie przeżył swojego życia tak jak my byśmy tego chcieli. Jaki jest sens roztrząsać coś, na co nie miało, nie ma i nie będzie miało się wpływu? To tak, jakby mieć pretensje do poznanej wczoraj koleżanki, że miesiąc temu wykupiła moje ulubione ciastka w pobliskiej cukierni i się ze mną nie podzieliła ![]()
Ja jestem tym czystym, pewnie zaraz dostanie mi sie od pan ale co mi tam.
Ja bym sie nigdy nie zwiazal z kobieta ktora miala za soba juz pierwszy raz, niestety uwazam ze skoro ja jestem czysty to nie chce "brudniej" kobiety.
Zadna mnie nie przekona ze uzywane jest lepsze niz nowe(to takie moje glupie myslenie).
Czy moze miec pretensje, szczerze mowiac raczej nie jesli mu to nie pasuje to powinien cie zostawic i szukac czystej.
Ja bym o tym z nim pogadal, bo on sie czegos obawia moze tego ze nie bedzie juz tym wyjatkowy, zdrady, tego ze bedzie porownywany do innych(jeszcze jakies rozkminy prawiczkow bym wynalazl). Jesli on bedzie mial z tym dalej problem to szkoda twojego czasu...
skoro ja jestem czysty to nie chce "brudniej" kobiety.
.
brudno to będzie przy pierwszym razie... ![]()
Dla mnie bez znaczenia czy ktoś wcześniej miał kogoś, czy też nie. A przynajmniej jestem świadoma, że tego nie zmienię, nie sprawię, że mój facet będzie znowu prawiczkiem ![]()
brudno to będzie przy pierwszym razie...
Dla mnie bez znaczenia czy ktoś wcześniej miał kogoś, czy też nie. A przynajmniej jestem świadoma, że tego nie zmienię, nie sprawię, że mój facet będzie znowu prawiczkiem
Posprzata sie ![]()
Ja tez jestem swiadomy ze tego nie zmienie wiec szukam takiego typu jak mi pasuje ![]()
Czy przyszły mąż ma prawo mieć żal do swojej dziewczyny, że uprawiała seks ze swoimi poprzednimi partnerami?
Pytanie kieruje do wszystkich, ale cieszyła bym się, gdyby odpowiedzieli też Ci, którzy żyją w czystości.
Moim zdaniem nie ma prawa mieć żalu. Związek oparty na tym, że cały czas będzie w nim żal nie ma sensu, bo albo kogoś akceptujemy albo nie. Jeśli nie akceptuje tego, że dziewczyna nie jest dziewicą, to nie powinien się z nią wiązać, tylko znaleźć sobie dziewicę. Każdy ma prawo do swoich poglądów, wymagań i tego nie neguję, ale nieuczciwym jest wtedy wiązać się z kimś kto ich nie spełnia i mieć o to pretensje, skoro dla niego to nie do przejścia, będzie myślał o dziewczynie niebędącej dziewicą dziewczynie gorzej, to niech zwiąże się po prostu z dziewicą. Związek to miłość, szacunek, a przy takim żalu, pretensjach tego nie będzie. Tak samo oczywiście dziewczyna jeśli nie akceptuje swojego chłopaka np jego przeszłości, to nie powinna się z nim wiązać. Chodzi o uczciwość, o to, że każdy ma prawo przeżyć życie jak chce i my nie mamy prawa wiązać się z kimś, a potem mieć pretensje. Najlepiej wiązać się z osobą, która ma podobne poglądy w takich kwestiach i tyle. Dlatego i ja nie związałabym się z kimś, dla kogo ważne byłoby dziewictwo, a ja dziewicą nie jestem, no bo po co się męczyć i obarczać pretensjami, nie tak wygląda dla mnie dobry związek. Ideą związku na pewno nie powinny być kłótnie, bo to nic nie zmienia, skoro to dla kogoś nie do przyjęcia, to po prostu niech sobie wybiera dobrze partnerkę, a nie tak,, bo nie jest niedojrzałym mieć swoje poglądy, ale niedojrzałym jest wiązać się z kimś kto nam nie odpowiada i uważać tę osobę za gorszą i mówić jej, że źle, że miała partnerów seksualnych, bo my sami mamy takie poglądy. Nie możemy nikogo zmusić do naszych poglądów, tylko chodzi o to, by związać się z kimś, kogo poglądy nam odpowiadają, a nie tak jak w temacie... Także autorko jeżeli chłopak ma do Ciebie o to pretensje i nie potrafi, ciągle o tym myśli, to nie powinniście być razem (no bo tak zrozumiałam, że pewnie piszesz tutaj o sobie), bo to tylko wtedy męczenie się.
Teo z jednej strony masz oczywiście pełne prawo do swoich poglądów, ale jak słyszę (tu czytam) taki tekst:"Ja bym sie nigdy nie związal z kobieta ktora miala za soba juz pierwszy raz, niestety uwazam ze skoro ja jestem czysty to nie chce "brudniej" kobiety.
Zadna mnie nie przekona ze uzywane jest lepsze niz nowe(to takie moje glupie myslenie).", to zbiera mi się na torsje. Te wszystkie morały o tym, że tylko ten jeden, jedyny itp. ok, tylko potem czytamy na forach lub słuchamy dylematów, które wynikają z braku doświadczenia i niedojrzałości a statystyki o rozwodach rosną. Niestety, żeby stworzyć dobry związek i mieć udany sex trzeba doświadczenia, nauczenia się w byciu w relacji. To jest bardzo trudne i trzeba (brzydko powiem) wskoczyć do kilku łóżek by się tego nauczyć.
Teo z jednej strony masz oczywiście pełne prawo do swoich poglądów, ale jak słyszę (tu czytam) taki tekst:"Ja bym sie nigdy nie związal z kobieta ktora miala za soba juz pierwszy raz, niestety uwarzam ze skoro ja jestem czysty to nie chce "brudniej" kobiety.
Zadna mnie nie przekona ze uzywane jest lepsze niz nowe(to takie moje glupie myslenie).", to zbiera mi się na torsje. Te wszystkie morały o tym, że tylko ten jeden, jedyny itp. ok, tylko potem czytamy na forach lub słuchamy dylematów, które wynikają z braku doświadczenia i niedojrzałości a statystyki o rozwodach rosną. Niestety, żeby stworzyć dobry związek i mieć udany sex trzeba doświadczenia, nauczenia się w byciu w relacji. To jest bardzo trudne i trzeba (brzydko powiem) wskoczyć do kilku łóżek by się tego nauczyć.
O to to! Właśnie tak, zgadzam się. Plus od siebie dodam: Jak Ty wgl możesz mówić, że KTOŚ (CZŁOWIEK!!!) jest "używany"? Ty też będziesz brudny i zużyty po pierwszym razie czy te poniżające teksty dotyczą w Twoim mniemaniu tylko kobiet jako "gorszej rasy"?
Myszeczko23, współczuję Ci.
I tego, że Twój przyszły mąż ma żal do Ciebie. I tego, że siebie samą nazywasz nieczystą.
Nie wiem tylko czego współczuję Ci bardziej.
nie ma to jak mieć jakiegoś bzika. prawiczek ma bzika na punkcie swojego wątłego ego. na ogół stara się odwracać kota ogonem, że on to nie miał kobiety, no bo czeka na tą jedyną białogłową, czystą, która wierzy, że on, jej dzielny rycerzyk weźmie ją jako pierwszy i jedyny.
ba, przecież kobieta, która była już z innym jest już brudna, skalana, ma pewnego rodzaju stygmat w mniemaniu prawiczka - dziwki, ladacznicy. w końcu była z kimś innym, a nie z nim. już sam ten fakt, że to nie jest ta, która na niego czeka, która nie oddała mu swego wianuszka, już była z kimś wzbudza w prawiczku falę zgorszenia i potępiania dla tej nałożnicy.
on jest lepszy. z tego wynika również to, że to kobieta powinna się do niego pierwsza odezwać, zaakceptować taki jakim on jest, itp. wszystkie jego kompleksy i schizy. a jeśli nie, to nie jest jego warta.
Teo Mat a co jeśli ta jedyna okaże się nie być tą jedyną? Wtedy już brudny będziesz. Dalej będziesz szukał czystej, czy wtedy już będzie mogła być brudna?
Martainn, przecież to oczywiste. przy każdej możliwej okazji będzie jej wypominał, że on się poświęcił, a ona na niego nie poczekała. przy kłótni będą leciały "dziwki", "kur**", etc
Czystość to pojęcie względne i ma nie wiele tak naprawdę wspólnego tylko z cielesnością.
Seks jest dla ludzi i był od zawsze dla ludzi.
Zachowanie czystości cielesnej, wcale nie oznacza szczęśliwego pożycia, bardzo często wręcz odwrotnie - dramat.
Pewnie, nich każdy ma swoje poglądy, tylko dlaczego od razu dla wielu owe poglądy stają się prawem?
Bzdura.
Martainn, przecież to oczywiste. przy każdej możliwej okazji będzie jej wypominał, że on się poświęcił, a ona na niego nie poczekała. przy kłótni będą leciały "dziwki", "kur**", etc
Pewnie tak.
Martainn, przecież to oczywiste. przy każdej możliwej okazji będzie jej wypominał, że on się poświęcił, a ona na niego nie poczekała. przy kłótni będą leciały "dziwki", "kur**", etc
Mnie bardziej interesuje co będzie, jak on już nie będzie prawiczkiem i nie daj Boże z kobietą mu nie wyjdzie. Będzie już brudny. I czy wtedy nadal będzie miał wymagania, żeby dziewczyna była "czysta".
On nie będzie 'brudnym'. On będzie doświadczonym.
On nie będzie 'brudnym'. On będzie doświadczonym.
o to, to, to!
a jak już będzie doświadczony, będzie znał arkana sztuki miłosnej, to tym lepiej, bo będzie mógł wprowadzić czystą kobietę, będzie mógł być mentorem w świecie miłości.
ale koniecznie musi być czysta! inna ten piękny świat zafajda
Teo Mat, szczęścia Ci życzę, bo będzie Ci bardzo potrzebne. Najpierw przy znalezieniu partnerki, która spełni Twoje wymagania, później do tego, że będzie wam dobrze w łóżku i na koniec źeby utrzymać małżeństwo "aż do śmierci".
Autorko, to Twoje źycie, robiłaś co chciałaś, nikomu nic do tego.
Ja jestem tym czystym, pewnie zaraz dostanie mi sie od pan ale co mi tam.
Ja bym sie nigdy nie zwiazal z kobieta ktora miala za soba juz pierwszy raz, niestety uwarzam ze skoro ja jestem czysty to nie chce "brudniej" kobiety.
Zadna mnie nie przekona ze uzywane jest lepsze niz nowe(to takie moje glupie myslenie).
Czy moze miec pretensje, szczerze mowiac raczej nie jesli mu to nie pasuje to powinien cie zostawic i szukac czystej.
Ja bym o tym z nim pogadal, bo on sie czegos obawia moze tego ze nie bedzie juz tym wyjatkowy, zdradzy, tego ze bedzie porownywany do innych(jeszcze jakies rozkminy prawiczkow bym wynalazl). Jesli on bedzie mial z tym dalej problem to szkoda twojego czasu...
No właśnie ja też mu mówiłam na spokojnie, by w takim razie szukał czystej. Ja od grudnia tamtego roku mam podobny pogląd jak on, że nie chcę seksu przed ślubem. Zawsze byłam wierząca, w Boga wierzyłam, do kościoła lubiłam chodzić, ale z powodu lenistwa byłam tam raz do roku, może rzadziej. Lecz jak już się tam znalazłam to czułam się fantastycznie, z przyjemnością słuchałam nauk w kościele (tzw kazań), a spowiedź traktowałam naprawdę jak rzecz świętą. Po śmierci mojej mamy do spowiedzi poszłam i stwierdziłam, że nie chcę tego seksu, bo wolę mieć możliwość chodzenia do komunii i do spowiedzi. Więc byłam od prawie roku czasu ze swoim facetem, którego na seks nie namawiałam, nie brakowało mi go, więc nie było możliwości, że go zdradzę. Ale on mi do dnia dzisiejszego robi pretensje o poprzedni seks. I ja tego nie rozumiem, bo podobno w związku seks nie powinien być w ogóle ważny, a u nas ten temat ciągnie się od stycznia... Chciałam tylko wiedzieć czy facet ma prawo mieć do mnie żal, a jednocześnie ze mną być.
podobno w związku seks nie powinien być w ogóle ważny
błądzisz
Myszeczko23, współczuję Ci.
I tego, że Twój przyszły mąż ma żal do Ciebie. I tego, że siebie samą nazywasz nieczystą.
Nie wiem tylko czego współczuję Ci bardziej.
Ja nie uważam siebie za nieczystą, ale za grzeszącą. Dlatego nie chciałam już grzeszyć i wolałam chodzić do spowiedzi, niż żyć bez komunii.
Myszeczka23 napisał/a:podobno w związku seks nie powinien być w ogóle ważny
błądzisz
Ale to zdanie mojego faceta. I ono miało by sens, bo też jestem zdania, że seks to tylko miły dodatek. To nie pożądanie powinno scalać ludzi.
Sorry ale mam dość, Ty masochistą jesteś? Sorry za mój cynizm, ale czy ten facet zasługuje na miano twojego przyszłego męża skoro wypomina ci twoją przeszłość....chyba, że ci to pasuje.
A jeszcze jedno, seks nie jest najważniejszy, ale jest dokładnym odzwierciedleniem tego co dzieje się w związku. To taki barometr. Poczytaj sobie dokładnie tę część forum a się przekonasz.
Jestem na tym forum od kilku lat, sama dawałam porady i wiem jak tu ludzie na seks patrzą. Ja mam po prostu odmienny pogląd. Mi tak dobrze. Z seksem u mnie było różnie i wiem, że dobry seks szczęścia nie daje i gwarancji udanego związku. Bo np bywa tak, że w pewnym momencie np kobieta ma spadek libido i pojawiają się kłótnie w związku itd. Ja nie twierdzę, że tak musi być, ale tak często bywa. Mi jest dobrze z tym poglądem i nie zmieniłam go dla swojego partnera, lecz dla samej siebie. I myślałam, że ten związek nam się uda, bo teraz mamy takie same poglądy. Lecz niestety od stycznia robi mi awantury i ja już mam tego dość, uważam, że to nie fair, że mnie ocenia i krytykuje.
Ja nie twierdze, ze twoje poglądy sa złe, masz do nich prawo. Daje ci do zrozumienia natomiast to, ze twój facet cie nie szanuje i nie jest dobrym materiałem na męża skoro wypomina ci to co było kiedyś.
Spadek libido zawsze wiąże się z jakimś problemem. I wtedy już nie można powiedzieć: "udane pożycie". Jeżeli facet (zdrowy, normalny) ma zapewnione wszystko, czego mu trzeba i ile tego chce (oczywiscie mówię w dużym uogólnieniu), to nie będzie miał czasu na zdradę c:)
Seks (moim zdaniem) nie jest dodatkiem. To część związku. Związki bez seksu rozpadają się bardzo szybko (niedawno czytałam artykuł na temat "niechęci do współżycia partnera" i stąd te wnioski).
"Dobry seks szczęścia nie daje i gwarancji udanego związku". Albo źle sformułowałaś zdanie, albo.. dobry seks nie daje szczęścia? Taki seksik z rana powoduje bananka na buzi kobiet przez calutki dzień c:
To, że mnie nie szanuje, to ja o tym wiem. Mało tego: poniża mnie i twierdzi, że ma do tego prawo, bo to ja nie szanowałam siebie, a on mi tylko o tym przypomina, dla mojego dobra, abym zrozumiała jaka byłam.
I uprzedzam wszystkich: ja się na to nie godzę, nie jestem kochającą za bardzo, nie daje mu się itd. Ten temat założyłam przy nim, aby on przeczytał co na ten temat myślą inni, aby mu udowodnić, że to on się myli, że nie ma prawa mnie tak traktować i że powinien zmienić swoje zachowanie do mnie, jeśli chce ze mną być.
Moim zdaniem nie ma prawa mieć żalu. Związek oparty na tym, że cały czas będzie w nim żal nie ma sensu, bo albo kogoś akceptujemy albo nie. Jeśli nie akceptuje tego, że dziewczyna nie jest dziewicą, to nie powinien się z nią wiązać, tylko znaleźć sobie dziewicę. Każdy ma prawo do swoich poglądów, wymagań i tego nie neguję, ale nieuczciwym jest wtedy wiązać się z kimś kto ich nie spełnia i mieć o to pretensje, skoro dla niego to nie do przejścia, będzie myślał o dziewczynie niebędącej dziewicą dziewczynie gorzej, to niech zwiąże się po prostu z dziewicą. Związek to miłość, szacunek, a przy takim żalu, pretensjach tego nie będzie. Tak samo oczywiście dziewczyna jeśli nie akceptuje swojego chłopaka np jego przeszłości, to nie powinna się z nim wiązać. Chodzi o uczciwość, o to, że każdy ma prawo przeżyć życie jak chce i my nie mamy prawa wiązać się z kimś, a potem mieć pretensje. Najlepiej wiązać się z osobą, która ma podobne poglądy w takich kwestiach i tyle. Dlatego i ja nie związałabym się z kimś, dla kogo ważne byłoby dziewictwo, a ja dziewicą nie jestem, no bo po co się męczyć i obarczać pretensjami, nie tak wygląda dla mnie dobry związek. Ideą związku na pewno nie powinny być kłótnie, bo to nic nie zmienia, skoro to dla kogoś nie do przyjęcia, to po prostu niech sobie wybiera dobrze partnerkę, a nie tak,, bo nie jest niedojrzałym mieć swoje poglądy, ale niedojrzałym jest wiązać się z kimś kto nam nie odpowiada i uważać tę osobę za gorszą i mówić jej, że źle, że miała partnerów seksualnych, bo my sami mamy takie poglądy. Nie możemy nikogo zmusić do naszych poglądów, tylko chodzi o to, by związać się z kimś, kogo poglądy nam odpowiadają, a nie tak jak w temacie... Także autorko jeżeli chłopak ma do Ciebie o to pretensje i nie potrafi, ciągle o tym myśli, to nie powinniście być razem (no bo tak zrozumiałam, że pewnie piszesz tutaj o sobie), bo to tylko wtedy męczenie się.
Zgadzam się z Tobą.
Każdy ma prawo przeżyć życie jak chce.
Tylko że:
Ja jestem tym czystym, pewnie zaraz dostanie mi sie od pan ale co mi tam.
Ja bym sie nigdy nie zwiazal z kobieta ktora miala za soba juz pierwszy raz, niestety uwazam ze skoro ja jestem czysty to nie chce "brudniej" kobiety.
Zadna mnie nie przekona ze uzywane jest lepsze niz nowe(to takie moje glupie myslenie).
Czy moze miec pretensje, szczerze mowiac raczej nie jesli mu to nie pasuje to powinien cie zostawic i szukac czystej.
Ja bym o tym z nim pogadal, bo on sie czegos obawia moze tego ze nie bedzie juz tym wyjatkowy, zdrady, tego ze bedzie porownywany do innych(jeszcze jakies rozkminy prawiczkow bym wynalazl). Jesli on bedzie mial z tym dalej problem to szkoda twojego czasu...
Zgadzam się z Teo Mat.
Do czego zmierzam, a no do tego, że jak napisała truskaweczka, każdy ma prawo przeżyć życie, tak jak chce. Owszem zgoda. Tylko ja popieram zdanie Teo. Też szukam dziewicy.
A tak ogólnie chodzi mi o to, że dajmy na to spotykam się z dziewczyną. Znajomość zaczyna się przeradzać w coś większego. I tutaj pytanie do was. Mam prosto z mostu wypalić, a raczej zapytać się czy jest dziewicą? Bo raczej na pierwszej randce o takie rzeczy się nie pyta. No to idziemy dalej, po jakimś tam spotkaniu pytam się czy współżyła i rodzą się sytuacje, jeżeli miała juz inicjacje:
1. Przylatuje tutaj na przykład na to forum i robi płacz tematy, bo on szukał dziewicy, ale przypomnijmy sobie to co napisała Truskaweczka.
2. Ma wonty do mnie, bo dla niej to dziwne, że co obchodzi mnie co ona robiła kiedyś, że dla niej to nie pojętne. Znowu wróćmy się do tego co napisała Truskaweczka.
A więc, dlaczego nie-dziewica ma do mnie problemy, że chcę sobie przeżyć swoje życie po swojemu z dziewicą? Oczywiście mówię o sytuacji, na początku związku/spotkań, zanim przerodziło by się to w coś poważniejszego. Bo potem jest, tak jak mówi przysłowie: widziały gały co brały.
Teo z jednej strony masz oczywiście pełne prawo do swoich poglądów, ale jak słyszę (tu czytam) taki tekst:"Ja bym sie nigdy nie związal z kobieta ktora miala za soba juz pierwszy raz, niestety uwazam ze skoro ja jestem czysty to nie chce "brudniej" kobiety.
Zadna mnie nie przekona ze uzywane jest lepsze niz nowe(to takie moje glupie myslenie).", to zbiera mi się na torsje. Te wszystkie morały o tym, że tylko ten jeden, jedyny itp. ok, tylko potem czytamy na forach lub słuchamy dylematów, które wynikają z braku doświadczenia i niedojrzałości a statystyki o rozwodach rosną. Niestety, żeby stworzyć dobry związek i mieć udany sex trzeba doświadczenia, nauczenia się w byciu w relacji. To jest bardzo trudne i trzeba (brzydko powiem) wskoczyć do kilku łóżek by się tego nauczyć.
Po pierwsze, żeby stworzyć związek trzeba mieć do siebie zaufanie, szczerość i wzajemną miłość do siebie. A nie na start od razu, ogromne doświadczenie seksualne. A co stoi na przeszkodzie w zdobywaniu przez dwójkę kochających się ludzi doświadczenia seksualnego? Wiesz czemu akurat do ciebie piszę? A dlatego:
To jest bardzo trudne i trzeba (brzydko powiem) wskoczyć do kilku łóżek by się tego nauczyć.
Więc idąc Twoim tokiem myślenia, trzeba się puszczać na prawo i lewo jak i mężczyzn i kobiet, aby potem móc stworzyć związek? Nie wiem, czy szukasz usprawiedliwienia, czy poparcia Twojego pomysłu. No większej głupoty nie słyszałem. No przepraszam, ale właśnie w ten sposób odebrałem Twój post.
Easy, ale dajmy na to, ze spotkasz dziewczynę swojego życia. Zadasz pytanie: "uprawiałaś już seks?", a ona powie, że tak. Przecież miała przedtem załóżmy 2 mężczyzn. I dla Ciebie ona jest z góry skreślona? Mimo tego, że świetnie się dogadujecie i takie tam?
Myszeczka cieszę się, że postawiłaś mu alternatywę. Jeszcze jedno, skoro poniża cię teraz, to co będzie dalej?
Easy , no nieźle. A nie pomyślałeś , że próbowałam stworzyć szczęśliwe związki? Powiedzieć, że ktoś się puszcza jest bardzo łatwo. Pomyśl trochę. Relacje ludzkie nie są zero jedynkowe.
To, że mnie nie szanuje, to ja o tym wiem. Mało tego: poniża mnie i twierdzi, że ma do tego prawo, bo to ja nie szanowałam siebie, a on mi tylko o tym przypomina, dla mojego dobra, abym zrozumiała jaka byłam.
Naprawdę chcesz wyjść za mąż za kogoś takiego? Serio?
I uprzedzam wszystkich: ja się na to nie godzę, nie jestem kochającą za bardzo, nie daje mu się itd.
...a mimo to nadal jest Twoim "przyszłym mężem". Jesteś związana z kimś, kto nie ma do Ciebie szacunku i stosuje wobec Ciebie psychiczną przemoc, planujesz swoją przyszłość z takim człowiekiem.
Rozumiem, że można mieć rozmaite kryteria wyboru partnera i zupełnie nic mi do tego, że ktoś szuka wyłącznie wśród dziewic, wyłącznie wśród niebieskookich, wyłącznie wśród prawniczek, wyłącznie wśród osób szczupłych itd. Dopóki jest to kryterium, które weryfikuje się przed zawarciem związku, wszystko jest ok. Ale jeśli ktoś najpierw się z kimś wiąże, a potem ma pretensje, że ta osoba nie spełnia jego wymagań, to już mi zakrawa na poważną ociężałość umysłową. Aż chce się powiedzieć: "to nierealne, tak głupich ludzi nie ma".
Easy, ale dajmy na to, ze spotkasz dziewczynę swojego życia. Zadasz pytanie: "uprawiałaś już seks?", a ona powie, że tak. Przecież miała przedtem załóżmy 2 mężczyzn. I dla Ciebie ona jest z góry skreślona? Mimo tego, że świetnie się dogadujecie i takie tam?
No raczej tak. Bo widzisz miała dwóch mężczyzna, a ja mógłbym być 3, a po mnie byłby czwarty. Dla tamtych dwóch pozostałych też była pewnie dziewczyną ich życia, tez się z nimi pewnie świetnie dogadywała. A nic nie stoi spotkać dziewczyny życia a zaraz będąca dziewicą. A zapomniałem dodać:
Wiesz, inaczej wyglądała by sprawa jakby mi to powiedziała po jakimś czasie, po prostu oszukała by mnie, to by nie było zbyt miłe.
A inna sprawa to taka, że jakby mi to powiedziała na początku znajomości, to porostu kulturalnie bym jej odmówił bycia razem, oczywiście tak bym to powiedział nie raniąc tej dziewczyny i jej uczuć. Przecież każdy ma prawo przeżyć życie jak chce, tak jak napisała Truskaweczka.
Trinity
To nie pisz, takich rzeczy, żeby być z kimś w związku, to trzeba "wskoczyć do paru łóżek"
Na prawde dla mnie zabrzmiało to tak, że:
"a po współżyje sobie z kilkoma osobami, na pewno potem zbuduje wspaniały związek"
Zapytałaś się mnie:
A nie pomyślałeś , że próbowałam stworzyć szczęśliwe związki? Powiedzieć, że ktoś się puszcza jest bardzo łatwo. Pomyśl trochę. Relacje ludzkie nie są zero jedynkowe.
Więc ja się Ciebie teraz zapytam.
Czy po wskoczeniu do kilku łóżek, jak to wcześniej napisałaś stworzyłaś silny związek?
Nie powiedziałem, że się puszczasz ![]()
Ja powiedziałem, tak jak powiedziałem wnioskując po Twoim poście, a raczej w tamtym zdaniu jednym. Bo tak to zabrzmiało.
prawiczek ma bzika na punkcie swojego wątłego ego. na ogół stara się odwracać kota ogonem, że on to nie miał kobiety, no bo czeka na tą jedyną białogłową, czystą, która wierzy, że on, jej dzielny rycerzyk weźmie ją jako pierwszy i jedyny.
Wiesz co, takiego podejścia prawiczków to ja nie zauważyłem w życiu a na forum tym bardziej.
A co do tego co pisze Teo ... z jednej strony lata mi to kompletnie koło najszlachetniejszej części ciała, dla mnie to on może sobie wybierać kobietę (jak mniemam - jedyną) swojego życia na podstawie artyzmu i skomplikowania jej linii papilarnych ale ...
nazywanie kogoś 'BRUDNYM', nazywanie w ten sposób CZŁOWIEKA i to takiego który nie zrobił nic nagannego jest zwyczajnym, pospolitym kretynizmem pierwszego sortu.
Jedyne co go powiedzmy że ratuje to wiek...może zmądrzeje. A może nie.
Więc byłam od prawie roku czasu ze swoim facetem, którego na seks nie namawiałam, nie brakowało mi go, więc nie było możliwości, że go zdradzę.
Znaczy co? Jak się chodzi do łóżka to zaraz drastycznie wzrasta ryzyko zdrady? Czy może to takie nieświadomie przekazane wewnętrzne obawy co do swojej wierności? Czy co?
Ale on mi do dnia dzisiejszego robi pretensje o poprzedni seks. I ja tego nie rozumiem, bo podobno w związku seks nie powinien być w ogóle ważny, a u nas ten temat ciągnie się od stycznia... Chciałam tylko wiedzieć czy facet ma prawo mieć do mnie żal, a jednocześnie ze mną być.
Weźcie wy się rozejdźcie póki jest to możliwe bez problemów, sorry ale to co opowiadasz brzmi jak zaczątek niezłej toksycznej patologii.
EasyRider88 u nas było tak, że on jeszcze przed związkiem wiedział o tym, że ja seks uprawiałam itd. Wtedy jak się poznawaliśmy ja miałam podobny pogląd co wszyscy: że seks jest bardzo ważny, że zbliża ludzi, że to nic złego, że on jest itd. Tylko u mnie ten seks nigdy nie był taki wspaniały jak u innych kobiet. Koleżanki się chwaliły jaki on był cudowny itd, a ja jakoś w tym seksie nie widziałam niczego większego. Owszem czasem był przyjemny, ale gacie z tyłka nie leciały. Dla mnie zawsze liczyła się bliskość, to jak się przy partnerze czuję, jakie mamy relacje, jak nam ze sobą jest itd. I wtedy nawet seks pupy nie urywał... U mnie po prostu jest tak, że najważniejsza jest relacja z drugim mężczyzną, a potem dopiero seks.
Anemonne nie planuję z nim ślubu. Aktualnie nawet ze sobą nie jesteśmy. Nie mogę i nie chcę być z facetem, który mnie tak traktuje. Ten temat jest po to, aby on zrozumiał, że nie ma prawa mnie tak traktować.
Easy, Ty byś się świetnie z Teo Matem dogadał, serio. Takie kółeczko adoracji i poszukiwaczy cnoty.
Bez urazy, sam nie jestem jakoś strasznie od was starszy ale ... pogadamy za 10 lat. Bo na razie to wiesz co ... ale oboje mówicie takie rzeczy że aż czytać się tego nie da, naprawdę. I naprawdę nie piszę tego by Ci/Wam dowalić ale takie teksty jakie z siebie wyrzucacie to świadczą albo o skrajnie nieżyciowym wychowywaniu przez rodziców albo o braku wiedzy, jakiejś minimalnej ogłady społecznej czy w ogóle kontaktu z kobietami, nawet nie tyle kontaktu stricte związkowego co w ogóle takiego nie wiem - koleżeńsko-przyjacielskiego. Ale jesteście młodzi więc może jeszcze wyjdziecie na ludzi.
Lubię Ciebie czytać, Metyl c:
Myszeczko23, mimo tego, że uprzedziłaś, napiszę. Możesz pisać/mówić, że na zaprezentowane wyżej traktowanie przez narzeczonego się nie godzisz. Mówić/pisać można wiele. Ważniejszym od słów jest zachowanie. Twoje. Ono właśnie świadczy o decyzji. Jesteś z tym człowiekiem w związku od dawna, nazywasz przyszłym mężem.
Żadna przytomna osoba nie planuje ślubu z człowiekiem tak ją traktującym. Żadna też nie bawi się w udowadnianie mu czegokolwiek. Odchodzi.
Edycja:
Przeczytałam słowa skierowane do Anemonne.
W pierwszym poście napisałaś o nim jako o przyszłym mężu. Gdyby Twoja decyzja o życiu osobnym byłaby prawdziwa, nie na pokaz, nie po to, by wymusić na nim pewne zachowania, to wątku by nie było.
Do Easy : tak stworzyłam bardzo udany związek, jesteśmy ze sobą 8 lat. Moje słowa zabrzmiały może ostro, ale niestety taka jest rzeczywistość. Żyjemy w bardzo trudnych czasach, ciężko tworzy się relacje między ludźmi i przekonanie o TYM JEDNYM, JEDYNYM jest nie na te czasy. Oczywiście jeśli komuś się udaje to jest super wiadomość.
Wielokropek podpisuję się pod tym co piszesz.
jakby mi to powiedziała na początku znajomości, to porostu kulturalnie bym jej odmówił bycia razem
szczerze podziwiam pogląd niektórych ludzi o swojej domniemanej zdolności bezwzględnego zrywania dopiero co zaczętej, acz dobrze zapowiadającej się znajomości, zwłaszcza tych narzekających na dłużej trwającą samotność,
obyście kiedykolwiek spotkali taką kobietę, co jak zarzuci Wam ręce na szyję i spojrzy w oczy, to przestanie się liczyć wszystko dookoła,
w towarzystwie której miękną kolana [a twardnieje co innego], to może się przekonacie jak niby łatwo taką spławić, bo jest "nieczysta" ![]()
Myszeczka23 napisał/a:Więc byłam od prawie roku czasu ze swoim facetem, którego na seks nie namawiałam, nie brakowało mi go, więc nie było możliwości, że go zdradzę.
Znaczy co? Jak się chodzi do łóżka to zaraz drastycznie wzrasta ryzyko zdrady? Czy może to takie nieświadomie przekazane wewnętrzne obawy co do swojej wierności? Czy co?
Nie. Po prostu mnie do tego seksu nie ciągnęło. Ogólnie mój facet mnie bardzo kręcił. To przy nim miałam gęsią skórkę, gdy mnie całował. To jego dotyk na mnie działał zawsze i to przy nim miałam ochotę na więcej (oczywiście samokontrola też była). Więc naprawdę bardzo mało prawdopodobne było to, abym jego zdradziła.
Edycja:
Przeczytałam słowa skierowane do Anemonne.
W pierwszym poście napisałaś o nim jako o przyszłym mężu. Gdyby Twoja decyzja o życiu osobnym byłaby prawdziwa, nie na pokaz, nie po to, by wymusić na nim pewne zachowania, to wątku by nie było.
Nazwałam go przyszłym mężem, aby wam zobrazować o co mi chodzi. A chodzi o to, że każdy nasz parter jest przyszłym mężem, bo przecież po to się z kimś człowiek wiąże.
Więc podsumowując: my na dzień dzisiejszy razem nie jesteśmy, ale chciała bym abyśmy byli. Lecz to może się stać tylko wtedy, gdy on zrozumie, że nie może mnie za to winić co robiłam kiedyś. A jeśli nie potrafi to niech po prostu raz a dobrze mnie zostawi i tyle. Ja to rozumiem.
Ciężka patologia. ![]()
Ciężka patologia.
Metyl to do mnie?
O waszym związku. Raz lecą teksty o małżeństwie, raz o tym że jesteście razem, innym razem że w sumie nie, jeszcze kiedy indziej że chcecie. Pomieszanie z poplątaniem istne ...
Się dobraliście ... Ty go chcesz, on ... sam nie wiem czego i kogo chce, Ty doświadczona a on Ci robi jazdy za byłych. Ludzie, ręce mi prostu opadają. Ale to nie moje klocki, ja się nimi bawić nie będę. Co miałem powiedzieć to powiedziałem. Radźcie sobie.
On ma Cię zostawić? On? Nie Ty jego? Nie Ty masz uciąć z nim kontakt?
Metyl: ja nic nie pisałam o ślubie. Taki jest tytuł tego tematu, aby dać obraz moim wątpliwościom. Jeśli to mój facet, to wiadomo, że również jest moim przyszłym mężem. Przecież nikt nie chodzi z nikim na próbę. Ale to nie znaczy, że na dzień dzisiejszy jest moim narzeczonym. To chłopak, z którym jestem od roku i z którym mam mega problemy jeśli chodzi o seks. Myślałam, że jakoś się dogadamy. Myślałam, że w związku liczy się to co dwie osoby razem budują, a nie to co było kiedyś. Ja mu chciałam pokazać, że to jego kocham, że podoba mi się to, że on nie chce seksu przed ślubem. że ja też chcę tak żyć, że jestem szczęśliwa tak żyjąc, że chcę o nas dbać i budować przyszłość wspólnie, razem. Ale on nadal żyje przyszłością, a ja już tak nie mogę, bo tylko się kłócimy.
EDIT: to mój facet, ale na dzień dzisiejszy nie jesteśmy razem i pytanie czy warto o ten związek walczyć czy sobie odpuścić.
Żabko, to po co chcesz tracić nerwy na kogoś takiego?
Dla kogoś, komu przeszkadza przeszłość?
Ja mam pewną zasadę. Liczy się to, co jest teraz. To, co było wcześniej NIE MA ŻADNEGO ZNACZENIA (chyba, że facet był w więzieniu
).
Albo się akceptuje, albo nie.
Moim zdaniem powinnaś jeszcze z nim pogadać. Zapytać się go, czy skreśla ten związek dlatego, że wcześniej byłaś w kimś zakochana.
Być może on żyje w jakiejś bajce ![]()
To, że mnie nie szanuje, to ja o tym wiem. Mało tego: poniża mnie i twierdzi, że ma do tego prawo, bo to ja nie szanowałam siebie, a on mi tylko o tym przypomina, dla mojego dobra, abym zrozumiała jaka byłam.
I uprzedzam wszystkich: ja się na to nie godzę, nie jestem kochającą za bardzo, nie daje mu się itd. Ten temat założyłam przy nim, aby on przeczytał co na ten temat myślą inni, aby mu udowodnić, że to on się myli, że nie ma prawa mnie tak traktować i że powinien zmienić swoje zachowanie do mnie, jeśli chce ze mną być.
No widzisz, Ty zmieniłaś poglądy, a on ma do Ciebie pretensje za przeszłość. U faceta czasem to może "duma" taka źle pojmowana, że z innym uprawiałaś seks, a teraz nie chcesz, ale przecież pewnie to, że nie chcesz nie wynika z tego, że on Cię nie pociąga (wtedy faktycznie byłoby kiepsko, bo pociąg też jest ważny, by seks potem był przyjemny, by druga osoba podobała się nam), tylko wynika z tego, że jednak chcesz czekać do ślubu. Ja bym nie chciała czekać z seksem do ślubu, ale ok, Ty masz inne poglądy. No i skoro związał się z Tobą, to nie powinien mieć pretensji. Skoro jesteś bliżej z wiarą, to zapytaj choćby księdza, raczej Ci powie, że właśnie bez szacunku małżeństwo nie ma sensu, a nawet wedle wiary, to skoro wedle jej dogmatów zmieniłaś swoje podejście, to pretensji nie można mieć, a on jeśli chce z Tobą być powinien Cię szanować. Wytłumacz mu, że przecież to jest przeszłość, a on Ci się podoba, tylko chcesz czekać jednak jak on. Jeżeli nadal nic nie zrozumie, to ja uważam, że nie ma sensu z nim być. Na innym forum jest dziewczyna, gdzie czytałam uprawiała seks, ale też zmieniła poglądy i czeka do ślubu ze swoim facetem, a on chyba nie uprawiał seksu, ale wie, że on ją pociąga i akceptuje to, nie ma pretensji. Są podobno bardzo szczęśliwi. Da się tak, tylko trzeba być z odpowiednim człówiekiem.
EasyRider88, no tak, wiem, nie pyta się na pierwszym spotkaniu, ok. No, ale tak jak widać po paru spotkaniach, że podobacie się sobie, to nie ma nic złego tak pogadać, po prostu jako taka rozmowa czy ma doświadczenia jakieś itp. Tak w formie zwykłej rozmowy. No i często wtedy wiadomo już, a Ty ok, jak nie jest dziewicą i nie chcesz z nią być, to wycofujesz się, a jeśli jest dziewicą i np odpowiada Ci całościowo, to spotykacie się dalej itp. Tylko u autorki jest inaczej, więc to co napisałam odnosiło się tam, jak ona pisze u nich plany są poważniejsze, raczej dłużej są razem, więc tutaj chłopak nie akceptuje jej i robi źle, jest z nią, a ma pretensje.
EasyRider88 napisał/a:jakby mi to powiedziała na początku znajomości, to porostu kulturalnie bym jej odmówił bycia razem
szczerze podziwiam pogląd niektórych ludzi o swojej domniemanej zdolności bezwzględnego zrywania dopiero co zaczętej, acz dobrze zapowiadającej się znajomości, zwłaszcza tych narzekających na dłużej trwającą samotność,
obyście kiedykolwiek spotkali taką kobietę, co jak zarzuci Wam ręce na szyję i spojrzy w oczy, to przestanie się liczyć wszystko dookoła,
w towarzystwie której miękną kolana [a twardnieje co innego], to może się przekonacie jak niby łatwo taką spławić, bo jest "nieczysta"
Nie ma takiej kobiety jeśli chodzi o mnie i nie sądzę aby to zadziałało. ![]()
Teo z jednej strony masz oczywiście pełne prawo do swoich poglądów, ale jak słyszę (tu czytam) taki tekst:"Ja bym sie nigdy nie związal z kobieta ktora miala za soba juz pierwszy raz, niestety uwazam ze skoro ja jestem czysty to nie chce "brudniej" kobiety.
Zadna mnie nie przekona ze uzywane jest lepsze niz nowe(to takie moje glupie myslenie).", to zbiera mi się na torsje. Te wszystkie morały o tym, że tylko ten jeden, jedyny itp. ok, tylko potem czytamy na forach lub słuchamy dylematów, które wynikają z braku doświadczenia i niedojrzałości a statystyki o rozwodach rosną. Niestety, żeby stworzyć dobry związek i mieć udany sex trzeba doświadczenia, nauczenia się w byciu w relacji. To jest bardzo trudne i trzeba (brzydko powiem) wskoczyć do kilku łóżek by się tego nauczyć.
Trudno to nie bede w zadnej relacji wiesz co ja nie mam z tym problemow w przeciwienstwie do ciebie wiem czego chce i tyle. Jak nie wypali to trudno, przeciez sie nie zabije... Wiesz co z tym co piszesz to raczej sie nie moge zgodzic znam troche bardzo doswiadczonych dziewczyn i one maja same problemy z relacjami nie wytrzymuja w zadnej zbyt dlugo, albo to wyglada ta sa z kims tydzien pozniej sie z nim rozstaja i znowu do niego wracaja ta w kolko... Wiec raczej nie moge sie zgodzic z twoja teoria.
O to to! Właśnie tak, zgadzam się. Plus od siebie dodam: Jak Ty wgl możesz mówić, że KTOŚ (CZŁOWIEK!!!) jest "używany"? Ty też będziesz brudny i zużyty po pierwszym razie czy te poniżające teksty dotyczą w Twoim mniemaniu tylko kobiet jako "gorszej rasy"?
Tez bede brudny, uzylem tego slowa jako przeciwienstwa slowa czysty nie bylo w tym zadnych podtekstow!
Nie uwazam kobiet za jakies gorsze, to co napisalem to byla przenosnia widze ze nie ktore kobiety lubia sobie dorabiac ideologie...
Teo Mat a co jeśli ta jedyna okaże się nie być tą jedyną? Wtedy już brudny będziesz. Dalej będziesz szukał czystej, czy wtedy już będzie mogła być brudna?
No wiedze ze wreszcie ktos na poziomie cos napisal... Nie bede szukal wtedy takiej jak ja, uwazam ze jesli ja nie bede brudny to nie moge od kobiety wymagac czystosci... Moze inaczej uwarzam ze kazdy ma prawo szukac kogos na swoim poziomie doswiadczenia.
Martainn, przecież to oczywiste. przy każdej możliwej okazji będzie jej wypominał, że on się poświęcił, a ona na niego nie poczekała. przy kłótni będą leciały "dziwki", "kur**", etc
Nie nie zwiaze sie z taka kobieta bo jestem swiadomy ze i tak bym tego jej nie wybaczyl wiec po co jej psuc zycie i siebie denerwowac... Nie mialem cale zycie w domu napatrzylem sie na taka patologie jak ty piszesz z obrazaniem kobiet i mam tego dosc, ja bym najprawdopodobniej sie spakowal i zostawil ja w spokoju niech sobie znajdzie kogos normalnego.
On nie będzie 'brudnym'. On będzie doświadczonym.
Bede brudnym, moze i doswiadczonym ale wtedy bede szukal takiej jak ja...
Teo Mat, szczęścia Ci życzę, bo będzie Ci bardzo potrzebne. Najpierw przy znalezieniu partnerki, która spełni Twoje wymagania, później do tego, że będzie wam dobrze w łóżku i na koniec źeby utrzymać małżeństwo "aż do śmierci".
A dziekuje bardzo, a tak na serio jak nie znajde to trudno swiat sie nie zawali jak nie bede miec kobiety przeciez to nie jest najwazniejsze w zyciu. Juz pisalem jak sie nie uda to trudno zdarza sie, nie bede z tego powodu rozpaczal, stwierdze ze ta kobieta nie byla dla mnie czy bede innej szukal tego teraz nie wiem...
No właśnie ja też mu mówiłam na spokojnie, by w takim razie szukał czystej. Ja od grudnia tamtego roku mam podobny pogląd jak on, że nie chcę seksu przed ślubem. Zawsze byłam wierząca, w Boga wierzyłam, do kościoła lubiłam chodzić, ale z powodu lenistwa byłam tam raz do roku, może rzadziej. Lecz jak już się tam znalazłam to czułam się fantastycznie, z przyjemnością słuchałam nauk w kościele (tzw kazań), a spowiedź traktowałam naprawdę jak rzecz świętą. Po śmierci mojej mamy do spowiedzi poszłam i stwierdziłam, że nie chcę tego seksu, bo wolę mieć możliwość chodzenia do komunii i do spowiedzi. Więc byłam od prawie roku czasu ze swoim facetem, którego na seks nie namawiałam, nie brakowało mi go, więc nie było możliwości, że go zdradzę. Ale on mi do dnia dzisiejszego robi pretensje o poprzedni seks. I ja tego nie rozumiem, bo podobno w związku seks nie powinien być w ogóle ważny, a u nas ten temat ciągnie się od stycznia... Chciałam tylko wiedzieć czy facet ma prawo mieć do mnie żal, a jednocześnie ze mną być.
Zostaw go w spokoju zerwij ta znajomosc dobrze na tym wyjdziesz uwierz mi on nigdy tego nie zaakceptuje. Ja jestem spokojny ale wiesz on juz z tego co czytam co on odwala, to az mi sie dziecinstwo przypomina naprawde nie warto!!!
@Easy - jest nas dwoch, ja w sumie licze ze uda mi sie to zwalczyc. Nie wiem moze kiedys zmienie podejscie... Nie musisz pytac one same czesto sie wygadaja...
nazywanie kogoś 'BRUDNYM', nazywanie w ten sposób CZŁOWIEKA i to takiego który nie zrobił nic nagannego jest zwyczajnym, pospolitym kretynizmem pierwszego sortu.
Jedyne co go powiedzmy że ratuje to wiek...może zmądrzeje. A może nie.
A co jest zlego w slowie brudny nie rozumie to przeciwnosc slowa czysty, ktorego uzyla autorka!
Easy, Ty byś się świetnie z Teo Matem dogadał, serio. Takie kółeczko adoracji i poszukiwaczy cnoty.
Bez urazy, sam nie jestem jakoś strasznie od was starszy ale ... pogadamy za 10 lat. Bo na razie to wiesz co ... ale oboje mówicie takie rzeczy że aż czytać się tego nie da, naprawdę. I naprawdę nie piszę tego by Ci/Wam dowalić ale takie teksty jakie z siebie wyrzucacie to świadczą albo o skrajnie nieżyciowym wychowywaniu przez rodziców albo o braku wiedzy, jakiejś minimalnej ogłady społecznej czy w ogóle kontaktu z kobietami, nawet nie tyle kontaktu stricte związkowego co w ogóle takiego nie wiem - koleżeńsko-przyjacielskiego. Ale jesteście młodzi więc może jeszcze wyjdziecie na ludzi.
No oprocz tego tematu mamy inne poglady, np. ja lubie dyskoteki, kluby a on ich nie znosi...
Wiesz to co pisze na forum to jedno az tak skrajnych pogladow nie mam w realu, moze inaczej szanuje kobiety i one mnie tez jesli sa moimi kolezankami niech sobie robia co chca... Jakie znowu zeczy ze chce dziewicy to az takie straszne, no ja nie wiem... Sam siebie wychowalem...
szczerze podziwiam pogląd niektórych ludzi o swojej domniemanej zdolności bezwzględnego zrywania dopiero co zaczętej, acz dobrze zapowiadającej się znajomości, zwłaszcza tych narzekających na dłużej trwającą samotność,
obyście kiedykolwiek spotkali taką kobietę, co jak zarzuci Wam ręce na szyję i spojrzy w oczy, to przestanie się liczyć wszystko dookoła,
w towarzystwie której miękną kolana [a twardnieje co innego], to może się przekonacie jak niby łatwo taką spławić, bo jest "nieczysta"
Wiesz co juz raz byla taka jedna i co okazalo sie ze prowadzi tak bogate zycie seksualne ze malo sie nie przewrocilem... Oczywiscie ona mi tego nie powiedziala...
Od razu za nim do czego kolwiek doszlo wycofalem sie z tej znajomosci.
Dla mnie jest po prostu chore by warunkować związek z kimś zależnie od tego czy ta druga strona z kimś była/sypiała...
Tak, to naprawdę jest takie proste ale ludzie od zawsze mają ten 'dar' by sobie komplikować życie.
Dla mnie jest po prostu chore by warunkować związek z kimś zależnie od tego czy ta druga strona z kimś była/sypiała...
Tak, to naprawdę jest takie proste ale ludzie od zawsze mają ten 'dar' by sobie komplikować życie.
A dla mnie moze byc chore twoje podejscie... I tak sie nie dogadamy(bedziesz mial okazje sie wykazac w innym temacie).
Mirko_81 napisał/a:EasyRider88 napisał/a:jakby mi to powiedziała na początku znajomości, to porostu kulturalnie bym jej odmówił bycia razem
szczerze podziwiam pogląd niektórych ludzi o swojej domniemanej zdolności bezwzględnego zrywania dopiero co zaczętej, acz dobrze zapowiadającej się znajomości, zwłaszcza tych narzekających na dłużej trwającą samotność,
obyście kiedykolwiek spotkali taką kobietę, co jak zarzuci Wam ręce na szyję i spojrzy w oczy, to przestanie się liczyć wszystko dookoła,
w towarzystwie której miękną kolana [a twardnieje co innego], to może się przekonacie jak niby łatwo taką spławić, bo jest "nieczysta"Nie ma takiej kobiety, jeżeli chodzi o mnie.
Nigdy nie wiadomo
Nie no, ale tak serio, to jasne, jak wtedy powiesz, że nie, bo masz pewne wymagania, to ok, jak za to ktoś się wiąże, a potem ma pretensje, to jest źle. No bo dojrzała osoba nawet jakby się zagalopowała i miała takie pretensje, to szybko zrozumie, że robi źle i nie ma prawa tak dręczyć osoby, którą niby kocha. W miłości nie ma miejsca na coś takiego. A on z rozmysłem ją rani, ma pretensje, to jest przemoc psychiczna już, jak było napisane.
Nigdy nie wiadomo
Nie no, ale tak serio, to jasne, jak wtedy powiesz, że nie, bo masz pewne wymagania, to ok, jak za to ktoś się wiąże, a potem ma pretensje, to jest źle. No bo dojrzała osoba nawet jakby się zagalopowała i miała takie pretensje, to szybko zrozumie, że robi źle i nie ma prawa tak dręczyć osoby, którą niby kocha. W miłości nie ma miejsca na coś takiego. A on z rozmysłem ją rani, ma pretensje, to jest przemoc psychiczna już, jak było napisane.
I tutaj sie z toba w 100% zgadzam koles jest chorobliwie zakochany i na dodatek sam nie wie czego chce...
Truskaweczko czy potrafisz znaleźć temat tego forum? Może mój sobie poczyta i coś do niego dotrze?
truskaweczka19 napisał/a:Nigdy nie wiadomo
Nie no, ale tak serio, to jasne, jak wtedy powiesz, że nie, bo masz pewne wymagania, to ok, jak za to ktoś się wiąże, a potem ma pretensje, to jest źle. No bo dojrzała osoba nawet jakby się zagalopowała i miała takie pretensje, to szybko zrozumie, że robi źle i nie ma prawa tak dręczyć osoby, którą niby kocha. W miłości nie ma miejsca na coś takiego. A on z rozmysłem ją rani, ma pretensje, to jest przemoc psychiczna już, jak było napisane.
I tutaj sie z toba w 100% zgadzam koles jest chorobliwie zakochany i na dodatek sam nie wie czego chce...
Teoretycznie mógłby, ale wtedy temu daleko do prawdziwej miłości. Jak już toksyczna relacja. No albo z rozmysłem jej to mówi, bo jednak osoba, która nie chce ranić innych nie robiłaby tego i to tak ciągle, od roku jak są razem. No bo widzi, że ją rani. Widać nic sobie z tego nie robi...
Myszeczko23, to jest forum wizaż i ok napiszę to użytkowniczka Tyene. No, ale nie piszcie w razie czego do niej, poczytajcie posty po prostu, bo inaczej to dziwnie by tak było
Sporo w sumie o tym pisała, jak pogrzebiecie, pewnie znajdziecie. Tylko nie wiem czy to pomoże, bo sama widzisz szacunek albo jest albo go nie ma, dojrzałość tak samo i jeżeli ktoś tak się zachowuje, to zmiana tak często się chyba nie zdarza.
Dla mnie jest po prostu chore by warunkować związek z kimś zależnie od tego czy ta druga strona z kimś była/sypiała...
Tak, to naprawdę jest takie proste ale ludzie od zawsze mają ten 'dar' by sobie komplikować życie.
No właśnie w "tych" kwestiach, to my się nigdy nie dogadamy. ![]()
Teoretycznie mógłby, ale wtedy temu daleko do prawdziwej miłości. Jak już toksyczna relacja. No albo z rozmysłem jej to mówi, bo jednak osoba, która nie chce ranić innych nie robiłaby tego i to tak ciągle, od roku jak są razem. No bo widzi, że ją rani. Widać nic sobie z tego nie robi..
Dlatego ja już wcześniej mówiłem, że najlepiej wszystko wyjaśnić na początku, niż potem mieć przykrości jak autorka tematu.
Teoretycznie mógłby, ale wtedy temu daleko do prawdziwej miłości. Jak już toksyczna relacja. No albo z rozmysłem jej to mówi, bo jednak osoba, która nie chce ranić innych nie robiłaby tego i to tak ciągle, od roku jak są razem. No bo widzi, że ją rani. Widać nic sobie z tego nie robi...
A moze on sie staje silniejszy jak sie nad nia zneca, bo on taki wielce zakochany a ona go tak krzywdzi.
Masz racje toksyczny zwiazek, on chce miec nad nia kontrole(wywolujac poczucie winy).
A dla mnie moze byc chore twoje podejscie... I tak sie nie dogadamy(bedziesz mial okazje sie wykazac w innym temacie).
Musisz sobie sam odpowiedzieć na pytanie co jest dla Ciebie ważniejsze, stan błony czy tam waginy Twojej hipotetycznej kobiety czy Ona jako osoba.
truskaweczka19 napisał/a:Teoretycznie mógłby, ale wtedy temu daleko do prawdziwej miłości. Jak już toksyczna relacja. No albo z rozmysłem jej to mówi, bo jednak osoba, która nie chce ranić innych nie robiłaby tego i to tak ciągle, od roku jak są razem. No bo widzi, że ją rani. Widać nic sobie z tego nie robi...
A moze on sie staje silniejszy jak sie nad nia zneca, bo on taki wielce zakochany a ona go tak krzywdzi.
Masz racje toksyczny zwiazek, on chce miec nad nia kontrole!
No tak, w jego głowie, to ona może go krzywdzi, w rzeczywistości nie krzywdzi go, bo zmieniła poglądy, a przeszłości nie zmieni, a on o tym wie i znęca się nad nią psychicznie. W każdym razie ma problemy ze sobą, skoro tak ją traktuje.
No tak, w jego głowie, to ona może go krzywdzi, w rzeczywistości nie krzywdzi go, bo zmieniła poglądy, a przeszłości nie zmieni, a on o tym wie i znęca się nad nią psychicznie. W każdym razie ma problemy ze sobą, skoro tak ją traktuje.
W sumie tez mi przychodza inne pomysly do glowy, np. jak tu ktos opisal boli go to ze ona bedzie jego jedyna a ona juz miala kogos wczesniej...(W sensie zawisci, zazdrosci).
Naprawde nie wiem po co kobiety nie raz chca zmieniac mezczyzn na sile...
Z reszta nawet jesli ona go zmieni to i tak on jej przyprawi rogi(mowie to jako prawiczek).
Mam pomysl jak mozna mu pomoc, ale jest on idiotyczny...
Teo Mat napisał/a:A dla mnie moze byc chore twoje podejscie... I tak sie nie dogadamy(bedziesz mial okazje sie wykazac w innym temacie).
Musisz sobie sam odpowiedzieć na pytanie co jest dla Ciebie ważniejsze, stan błony czy tam waginy Twojej hipotetycznej kobiety czy Ona jako osoba.
Widzisz teraz mam tak zakodowane ze jedno i drugie, jak tylko uslysze ze byl ktos wczesniej to automatycznie nawet jesli dana dziewczyna mi sie podoba i chce czegos wiecej ja sie dystansuje i tyle robie sie bardzo chlodny.
Widzisz teraz mam tak zakodowane ze jedno i drugie, jak tylko uslysze ze byl ktos wczesniej to automatycznie nawet jesli dana dziewczyna mi sie podoba i chce czegos wiecej ja sie dystansuje i tyle robie sie bardzo chlodny.
To idź do specjalisty jakiegoś, psychologa, seksuologa. Nie wiem - kogokolwiek kompetentnego.
truskaweczka19 napisał/a:No tak, w jego głowie, to ona może go krzywdzi, w rzeczywistości nie krzywdzi go, bo zmieniła poglądy, a przeszłości nie zmieni, a on o tym wie i znęca się nad nią psychicznie. W każdym razie ma problemy ze sobą, skoro tak ją traktuje.
W sumie tez mi przychodza inne pomysly do glowy, np. jak tu ktos opisal boli go to ze ona bedzie jego jedyna a ona juz miala kogos wczesniej...(W sensie zawisci, zazdrosci).
Naprawde nie wiem po co kobiety nie raz chca zmieniac mezczyzn na sile...
Z reszta nawet jesli ona go zmieni to i tak on jej przyprawi rogi(mowie to jako prawiczek).
Mam pomysl jak mozna mu pomoc, ale jest on idiotyczny...
Nie jest według Ciebie żałosne to, że np ma pretensje, a kiedyś, by zdradził z tego powodu? Przecież to nie ona go zdradziła, nie znała go, a jak on ma inne wymagania, to jak pisałam nie powinien się z nią wiązać. No, a jak on ją zdradzi, to on pokaże swój bardzo niski poziom, w ogóle wtedy brak słów, ona go nie znała i nie robiła temu wbrew jemu, a on bez skrupułów, by ją zdradził i zranił. Dobra napisz o co chodzi.
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Seks przed ślubem
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026