Rejestruje się tu, bo sprawa nie daje mi spokoju, a wiadomo, że ocena postronnych ludzi będzie bardziej szczera. Napiszę w skrócie: byłam z chłopakiem 7 lat, podobno bardzo mnie kochał, nic nie wskazywało na to że będzie jakaś katastrofa.
Jakiś rok temu zorientowałam się, że za dużo pisze z jedną z naszych koleżanek i skontrolowałam mu telefon. To co tam było napisane wprawiło mnie w osłupienie natychmiast się zebrałam i pojechałam do domu. Zapewniał, że już nie będzie pisał, przepraszał, wybaczyłam. Potem znowu widziałam, że z nią pisze, ale niezobowiązujące sms, dobra odpuściłam pod warunkiem nieutrzymywania kontaktu. Nie wiem co było w międzyczasie, ale potem zauważyłam, że zaczyna na pewnym forum szukać kontaktu z kimś innym, głównie dziewczynami... Robiłam mu o to wyrzuty, ale było że on nie ma znajomych i musi ich jakoś zdobyć. W międzyczasie znowu z kimś pisał, te sms nie były "ostre" ale wyczuwałam flitr, znowu głupia wybaczyłam. W pewnym momencie oświadczył mi że pisze sobie tam z kimś ale to nie jest zobowiązujące, ja nie chciałam robić rabanu więc się zgodziłam. Kiedyś zostałam u niego spać usnęło mi się i słyszę rozmowę przez telefon. Co się okazało? On sobie do niej zadzwonił bo ja sobie poszłam spać a mu się nudziło, to co miał robić
Zaczęliśmy się o to kłócić, powiedziałam albo ja i 7 lat związku, albo jakaś znajomość z Internetu, co to w ogóle ma być? Nie odzywał się do mnie, ja do niego, coś mnie tknęło - znałam hasło do jego poczty i zobaczyłam że ma zdjęcia z wakacji pierwszej dziewczyny, tzn. nie jakieś selfie albo coś ale konkretnie goły brzuch i nogi
Pokłóciłam się o to ostro, ale potem głupia dzwoniłam, prosiłam o spotkanie bo musimy porozmawiać nie może tak być. W każdym razie, mieliśmy iść na imprezę, do której się trzeba ostro przygotować i akurat w ten dzień kiedy on chciał się spotkać ja nie mogłam, bo robiłam paznokcie (no nie mogłam rzucić wszystkiego i iść bo on akurat wtedy chce się spotkać, ja wcześniej 5 dni prosiłam o spotkanie...). W międzyczasie w ten dzień napisał mi, że "jestem dłużej w pracy", no ok często tak było. Feralny dzień imprezy, miałam do niego bardzo dużo pretensji, ale w gruncie rzeczy zaczęłam się z nim bawić, on się do mnie przymilał, adorował, zaczepiał, tak jak zawsze to robił. Tylko dowiedziałam się w międzyczasie jednej rzeczy - w dzień w który powiedział, że jest dłużej w pracy spotkał się z tą dziewczyną z którą rozmawiał przez telefon. Dowiedziałam się też, że rozmawia z nią prawie codziennie przez 2-3h... Nie umiałam wytrzymać po prostu wyszłam. On zamiast się tłumaczyć przyjął postawę obronną i jeszcze na mnie krzyczał nawet nie próbując przeprosić, nawet mówił że rozmawia mu się z nią lepiej niż ze mną, że może poruszyć każdy temat itp.
Na drugi dzień spotkaliśmy się, ja chcąc wziąć niektóre moje rzeczy od niego, to zaczął na mnie krzyczeć, mówić że gadam kłamstwa o nim przed jego rodziną i ogólnie zrobiłam mu wstyd. Że on przecież może się spotkać z koleżanką na spacer i kawę. Zarzucał mi że nigdy na delegacjach nic nie robił, nie chodził na dyskoteki, z pracy był na czas, a teraz ja jestem wszystkiemu winna bo wpieprzam mu się do życia, sprawdzam go i prowadzę śledztwo.
Niestety chyba skutecznie udało mu się wzbudzić we mnie poczucie winy, ciągle walczę z tą myślą, czy dobrze zrobiłam roztrząsając to, bo według niego nie robił nic złego. Nie wiem jak sobie poradzić z tymi myślami, ciągle się tym zadręczam.
Ps. wiem że byłam głupia wybaczając raz po raz, ale miłość jest ślepa... naprawdę