Witam was wszystkich. Będzie to prawdopodobnie jedyny temat, jaki założę na forum, ponieważ bardzo potrzebuję rady obcych ludzi, bezstronnych, takich, którzy mnie nie znają.
Od prawie 4 lat jestem w związku z x. X to mój pierwszy chłopak, ja jestem jego pierwszą dziewczyną. Nigdy go nie zdradziłam, wierzę w to, że on mnie też nie. Przez mniej więcej 2-3 lata (teraz już nie pamiętam, nie potrafię precyzyjnie określić) było między nami bajecznie. Co prawda nie mamy wspólnych znajomych i raczej rzadko przebywamy w gronie innych razem, ja też w zasadzie mam mało bliskich koleżanek, a teraz od jakiegoś czasu wszystkie są już w innych miastach. Od jakiegoś roku widzimy się prawie codziennie, od niedawna mieszkamy razem.
Problem polega na tym, że... nie potrafię ocenić, czy on mnie szanuje, czy traktuje, jak traktować powinien i czy jest to w jakimś stopniu moja wina. Denerwuje go każda błahostka, często zastanawiam się już, czy w ogóle warto się do niego odzywać, żeby go nie zirytować. Wpada w złość szybko i ciężko mu ją opanować. On twierdzi, że to ja rozstroiłam mu nerwy, ja nie widzę tego, nie wiem, czy ma rację... choć uważam, że nie. Przykład: dzwoni do niego kolega, który jeszcze ani razu nie odwiedził jego w naszym mieszkaniu, za to x lata na każde zawołanie - ja to tak widzę. Poirytowana faktem, że znów on musi lecieć - tak jakby szkoda mi go trochę - mówię, czy ten kolega nie może sam ruszyć się i przyjechać, taka sama droga. Słyszę, że nie, bo ze mną nie da się siedzieć. Ok, nie to nie, chociaż szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego tak mówi (a mówi często w taki sposób o mnie). Jak pytam o to, słyszę, że bo jestem taka jaka jestem.
Tu muszę nadmienić, że jestem osobą nieśmiałą i za dużo nie odzywam się do nieznajomych, im większe grono tym bardziej mnie "nie ma", onieśmiela mnie to. To powód, dla którego wstyd mu mnie zabrać do znajomych. Ostatnia sytuacja: wyszedł z kolegami gdzieś w plener, miał być za 3-4 godziny, wrócił po ponad 8... Czekałam na niego z robieniem obiadu, który mieliśmy robić wspólnie, czekałam, bo mieliśmy spędzić razem wieczór. Wrócił nawalony, jednak normalnie się z nim rozmawiało, jak zwykle. Dowiedziałam się, że jak wrócili z pleneru, to byli u któregoś z nich w mieszkaniu i przyszło jeszcze kilka osób, w tym dwóch z dziewczynami. Wkurzyłam się i zapytałam, czemu mnie nie zaprosił, skoro wiedział, że sama siedzę, a nie było to męskie spotkanie. Usłyszałam, że jak wyżej - ze mną się nie da. Że siedziałabym nadąsana i krzywo na wszystkich patrzyła (on to tak zawsze widzi, jednak nie jest tak - mówię to za siebie, więc mówię prawdę).
Coraz częściej siada naburmuszony, nie wiem, czy się odzywać, czy nie. Beznamiętnie się odzywa i choć nie robi nic - on manifestuje jak bardzo jemu się nudzi siedząc w domu. Uwierzcie mi, znam go tyle, że to widzę. Gdy to mówię, zaczyna się denerwować, że wymyślam.
Często w aktach złości rzuci czymś we mnie (czymś lekkim, ale czasami jak zaboli i to mówię, to śmieje się, mówiąc, że takie lekkie i nie mogło boleć, że kłamię), popchnie, poszarpie... Ale w zasadzie nie rozpatruję tego w kategoriach przemocy, choć może powinnam. W skrajnych sytuacjach każe mi się nie zbliżać i siedzi, albo wychodzi z domu.
Nie wiem, co mam więcej napisać. Bardzo pomogłyby mi wasze pytania w głębszym opisaniu, bo jak siedzę i o tym myślę, jak wygląda nasz związek, to jest tego masa, a teraz mam pustkę w głowie. Opisałam tak pi razy drzwi zarys sytuacji. Niby rozstanie może jest dobrym pomysłem, ale bardzo ciężko mi się na to zdecydować, bo jestem teraz w mieście tylko z nim, nie znam nikogo więcej, nie miałabym z kim mieszkać i ogólnie nie wiem, jakbym sobie bez niego poradziła... Szkoda mi go też zostawiać, jednak 4 lata to kawał czasu, poza tym jesteśmy dla siebie pierwszymi i to też dla mnie ważne. Na codzień jest między nami ok, ale jak dochodzi do jakichś małych chociaż spięć to masakra. On często grozi, że mnie zostawi, ale nigdy nie brałam tego na poważnie i zawsze mu to mówię, że "pierniczy".
Czy warto dalej być w takim związku? Proszę o pytania i porady.
1 2013-10-14 17:16:07 Ostatnio edytowany przez doux (2013-10-14 17:30:35)
Podobne tematy
Moim obiektywnym okiem wygląda to tak:
- nie za bardzo Cię szanuje
- popycha i rzuca w Ciebie przedmiotami
- wstydzi się Ciebie
- obwinia Cię o swój zły humor
- ciągłe muchy w nosie i niezadowolenie
- już zaczynasz bać się odzywać
- nie szanuje Waszych wspólnych planów (robienie razem obiadu, wspólny wieczór)
Moja droga, wiadomo, że pierwsza miłość wydaje się najlepsza i jedyna, ale to nieprawda. Nie będzie lepiej, wierz mi. Dobrze, że z nim zamieszkałaś, bo poznałaś dogłębnie z jakim człowiekiem masz do czynienia. Nie widzę sensu brnięcia w to dalej, bo odbierasz sobie szansę na prawdziwy, szczery związek pełen szacunku i miłości. Tego u Ciebie nie ma.
Tzn. to nie jest tak zawsze, że się mnie wstydzi - czasami jeżdżę z nim, ale raczej na takie krótkie widzenia. Chociaż może szukam mu usprawiedliwienia... Ciężko mi odejść, zwłaszcza, że na ogół jest ok, mówi, że mnie kocha itd. Po prostu od czasu do czasu jest zgrzyt. Tylko w ostatni weekend (ten, który zakończył się wczoraj) bardzo nieprzyjemnie spędzaliśmy czas, właśnie apropo tej imprezy, na którą mnie nie zabrał i nawet nie raczył powiedzieć, że będzie (nawet jeśli nie wiedział od początku, bo była spontaniczna, to jak już widział, co się święci, to powinien choć zadzwonić czy napisać smsa). Dlatego nie wiem, co robić.
Tzn. to nie jest tak zawsze, że się mnie wstydzi - czasami jeżdżę z nim, ale raczej na takie krótkie widzenia. Chociaż może szukam mu usprawiedliwienia... Ciężko mi odejść, zwłaszcza, że na ogół jest ok, mówi, że mnie kocha itd. Po prostu od czasu do czasu jest zgrzyt. Tylko w ostatni weekend (ten, który zakończył się wczoraj) bardzo nieprzyjemnie spędzaliśmy czas, właśnie apropo tej imprezy, na którą mnie nie zabrał i nawet nie raczył powiedzieć, że będzie (nawet jeśli nie wiedział od początku, bo była spontaniczna, to jak już widział, co się święci, to powinien choć zadzwonić czy napisać smsa). Dlatego nie wiem, co robić.
Szukasz usprawiedliwienia
Ale to normalne. Im szybciej zdasz sobie z tego sprawę tym lepiej. Oczywiście, że nie zawsze jest źle, nie posądzam Cie o masochizm
Ale to, co on robi i jak się zachowuje, to juz bardzo wyraźne są sygnały, że lepiej nie będzie i na Twoim miejscu zaczęłabym się zastanawiać na zakończeniu tego związku. Wierz mi, nie ma sensu.