Czytam o "buncie nastolatków" i zastanawiam się nad nowomową.
Jak reagować nad młodym chamem w domu?
Lać? Tłumaczyć? Cierpliwie znosić?
Różne opinie, różne szkoły.
Znajoma ma dziwną sytuację w domu.
Podobne tematy
To może opisz tę sytuację, żeby forumowicze wiedzieli, do czego się odnieść?
To, co nazywamy potocznie buntem nastoletnim jest po prostu dojrzewaniem i kupą hormonów.
Młody człowiek jest wtedy chodzącą bombą zegarową, zarówno pod względem emocjonalnym jak i fizycznym.
Wiadomo, że złych zachowań tolerować NIE wolno, aczkolwiek nie trzeba też wszystkiego stawiać na ostrzu noża.
Wydaje mi się, że mądry rodzic podświadomie czuje, kiedy sprawę drążyć, a kiedy zostawić w spokoju.
Temat chyba podałem w sposób czytelny nie używając chińskiego języka.
Podpity 16 latek wraca do domu i ryje matce psychike, że zmarnowała mu życie.
JEDYNY obowiązek jego to nauka.
Hobby internet i gitara.
Porządek w pokoju jak zauważyłem - chlew.
Standardowy text - jak będzie miał 18 lat to się wyprowadzi i gadanie o swoich prawach.
4 2015-10-03 10:42:17 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2015-10-03 11:07:23)
Za mało napisałaś, zeby wyrobić sobie zdanie czy to jest zwykły bunt, czy coś więcej.
Największym błędem jest przyjęcie założenia, że nastolatek widzi i odczuwa świat tak samo jak dorosły.
Nie widzi i nie odczuwa. Przeżywa masę emocji związaną z nastoletnią burzą hormonów,plus pojawiają się potrzeby psychiczne charakterystyczne i naturalne dla tego okresu: zakwestionowania autorytetów (w tym najczęściej rodziców), niezależności, decydowania o sobie. Naturalne jako etap procesu dojrzewania psychicznego i kształtowania się osobowości, niezależności psychicznej. Osoby, które w tym czasie skutecznie spacyfikowano i np. biciem "wybito im bunt z głowy" mają potem problemy w dorosłym życiu. Pomyśl (drążąc ten przykład) jak osoba, na której przez lata wymuszano podporządkowywanie się absurdalnym jej zdaniem nakazom i zakazom, zabraniano wypowiadać własne opinie, karano za jakąkolwiek niezależność, jak taka osoba ma funkcjonować w dorosłym świecie? Kiedy ona miałaby nauczyć się przeciwstawiać ludziom, jeśli zajdzie taka potrzeba, albo chociażby formułować i wyrażać WŁASNE zdanie? Skąd ma mieć oparcie w samej sobie i siłę psychiczną?
To nie jest łatwy czas dla rodziców, bo trzeba rozmawiać, stawiać granice, egzekwować konsekwencje ich przekraczania, ale jednocześnie nie wycofywać się ze wsparcia i miłości, ponieważ, wbrew temu co taki nastolatek mówi, on tego wciąż potrzebuje.
Efekty nie będą zaraz. Efekty będą za kilka lat, kiedy ten etap przejdzie.
Edit:
Po chińsku nie, ale to było prawie tak jakbym ja napisała: "mam problem z matką, co robić, dziwna sytuacja?" a potem się dziwiła, że ludzie nie wiedzą co to jest za problem.
"Zmarnowała mu życie" - a dlaczego? Czym to uzasadnia?
Chłopak często popija, czy zdarzyło mu się to pierwszy raz?
Co do obowiązków, nie najlepsze podejście, bo w dorosły świat wejdzie osoba, dla której naczynia same się myją, ubrania same się piorą i lądują na półce, a śmieci same się wynoszą. Wyręczanie we wszystkim najzwyczajniej nie jest dobre, dla nikogo. Trochę obowiązków domowych go nie zabije.
5 2015-10-03 12:27:01 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-10-03 12:29:31)
Temat chyba podałem w sposób czytelny nie używając chińskiego języka.
Podpity 16 latek wraca do domu i ryje matce psychike, że zmarnowała mu życie.
JEDYNY obowiązek jego to nauka.
Hobby internet i gitara.
Porządek w pokoju jak zauważyłem - chlew.
Standardowy text - jak będzie miał 18 lat to się wyprowadzi i gadanie o swoich prawach.
Coś musiała na pewno zrobić nie tak - bez powodu się ludziom nie mówi, że zmarnowali komuś życie.
Bunt buntem, człowiek wtedy jest bardziej emocjonalny - ale bez przesady.
Jak dobrze znasz tą znajomą i czy jesteś częstym gościem w jej domu?
Bo może być tak, że po prostu nie wiesz, co się tam u nich dzieje.
U mnie np. był sajgon, ale nikt z zewnątrz nie wiedział.
Natomiast spożywania alkoholu przez osobę nieletnią NIC nie usprawiedliwia, nawet bunt.
Także z tego wyciągnęłabym poważne konsekwencje.
Temat chyba podałem w sposób czytelny nie używając chińskiego języka.
Jak reagować nad młodym chamem w domu?
No tu bym dyskutowała. Ale przytaczać zasad języka polskiego nie będę.
No i wszystko zależy też w jakim środowisku zaczął obracać się ten człowiek.
Bez obrazy. Ale te gimbusy są z roku na rok coraz gorsze.
Ja jak opuszczałem gimnazjum 4 lata temu. To jeszcze nie było określenia gimbus. Owszem też nie byłem święty. Ale nigdy nie mówiłem w takim sposób jaki opisuje autorka.
To racja, że z roku na rok młodzież coraz gorsza.
Ja byłam bodajże pierwszym rocznikiem, który poszedł do gimnazjum.
Nie było jeszcze wtedy takich akcji i cyrków jak np. słoneczko, chlanie na wycieczkach.
Odpyskowanie nauczycielowi to był potworny wstyd.
8 2015-10-03 12:49:10 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2015-10-03 12:50:47)
lichotnik, a ta znajoma wychowuje chłopaka sama? Co z ojcem?
Ojciec nie żyje.
Zachlał sie na śmierć. Nigdy nie widział syna.
Zoatawił mu spadek -bańkę długu.
Co to znaczy - bańke długu? I na jakiej zasadzie? Możesz pisać jasniej?
I, jaka jest Twoja rola w tej historii, tzn kim Ty jesteś dla tej kobiety?
Co to znaczy - bańke długu? I na jakiej zasadzie? Możesz pisać jasniej?
I, jaka jest Twoja rola w tej historii, tzn kim Ty jesteś dla tej kobiety?
Właśnie - podaj konkrety, bo ciężko się bez nich wypowiedzieć.
Jeśli jesteś jej bliskim prxyjacielem nie próbuj się wtrącać.
Może być, że jest zły na mamę za to, że jest u jej boku ktoś. W koncu skoro nigdy ojca nie miał, Ty jesteś intruzem.
Odnoszę wrażenie, że chciałbyś od nas prostą i skuteczną receptę. Takowej nie ma.
Pomyślałam sobie jednak o takim zagraniu. Gdy kolejny raz mama usłyszy zarzuty jakoby zmarnowała synowi życie, niechże będzie do tej rozmowy przygotowana.
Wiemy, że mają dostęp do internetu, mama mogłaby poklikać przy dziecku i wynaleźć kilka ogłoszeń dotyczących najmu mieszkania w okolicy. Potem powiedzieć: synu, wybierzmy coś dla ciebie.
To nie żart. I żadna kpina z sytuacji. Sprawić by dziecko nie widziało sprzeciwu to jakiś początek.
Przyszło mi do głowy, że może dzieciak obwinia matkę o to, że była związana z alkoholikiem.
I teraz ciąży na nim dług. Może stąd to ''zmarnowałaś mi życie''. Takie luźne spostrzeżenie...
Może, a może nastolatkowym tokiem myślenia "zmarnowała mu życie", bo np. nie pozwoliła mu jechać z dziewczyną na miesiąc pod namioty czy coś.
Wciąż za mało szczegółów do jakiejkolwiek oceny sytuacji.
15 2015-10-04 00:36:13 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-10-04 00:36:33)
Myślę, że problem jest bardziej złożony. I nie o namioty tu biega.
Dotrzeć do dziecka, które jest nastolatkiem jest niebywale trudno. Ono ma mniej skomplikowane patrzenie na swiat.
Dokładnie tak, jak piszecie. Nastolatek ma w gruncie rzeczy wciąż jeszcze dziecinny sposób myślenia.
Tak czy inaczej, 16latka, który przychodzi podpity do domu i pyskuje matce, należy utemperować.
Tak czy inaczej, 16latka, który przychodzi podpity do domu i pyskuje matce, należy utemperować.
Wątpię, by to coś dało. Co zrobisz takiemu chłopakowi? Zamkniesz go na klucz w domu? Zlejesz? Będziesz grozić? Tłumaczyć?
Chlanie w tak młodym wieku jest dla mnie totalnie nie do wyobrażenia. Błąd matka musiała wcześniej popełnić, skoro doszło do czegoś takiego.
Oczywiście, ze jest duże prawdopodobieństwo, ze matka za bardzo "poluzowala" chłopakowi. Ale to nie oznacza, ze nie może tego zmienic. Sa poradnie, grupy dla rodzicow, akademie wychowania, czasem wsparcie znajomych czy przyjaciol, itd. Trzeba tylko się rozejrzeć za czyms takim.
Tangerine, jak na nastolatkę to bardzo dojrzale piszesz ![]()
Bez obrazy. Ale te gimbusy są z roku na rok coraz gorsze.
Jest taki motyw w książce A. Libera "Madame" jak to dawniej było, jak to dawniej chodziło się po górach, jak to dawniej byli zdolni, młodzi pianiści... itd.
Tak, czasy się zmieniają, zmieniają się najbardziej gadżety w życiu, ale gdyby wierzyć w taki stopniowy upadek kolejnych pokoleń, to dzisiaj strach byłoby wychodzić na ulicę. Myślę, że są to przypadki indywidualne - wypracowane w dwie strony rodzic-dziecko. Ja też mam nastoletniego syna, ale nie mam aż tak ekstremalnych sytuacji, mam całkiem dobry kontakt z nim. Niektórzy zapominają, że wychowanie to nieustanny proces, (że nie kończy się wraz z rozpoczęciem szkoły, bo już nie trzeba wychodzić na spacer - może samo, bo nauczyciele wszystkiego nauczą, itd). Nawet taki nastolatek, który nie potrzebuje gadać "ze starymi" tylko woli swoich znajomych, to potrzebuje mieć świadomość, że może zwrócić się o pomoc do rodziców.
Nie mam doświadczenia z poskramianiem buntowniczych nastolatków, ale z doświadczenia swojego i wielu innych ludzi wiem, że wychowanie i relacje z rodzicami już od małego dzieciaczka warunkują o jego dojrzewaniu parę lat później. Jakby relacje były dobre, dziecko czuło się szczęśliwe i akceptowane, nie sądzę, by wykazywało się takim brakiem szacunku. Ja dla przykładu miałam dość trudne dzieciństwo (śmierć ojca), bardzo źle to na mnie wpłynęło, ale od zawsze miałam maksimum miłości i pełnej akceptacji, stąd - jeśli brały mnie nerwy albo czarna rozpacz - nigdy nie winiłam za to matki i jej tym nie obarczałam. Nie wyobrażam sobie powiedzieć do kogoś, kto tyle dla mnie zrobił przez te lata, że zmarnował mi życie. Tam coś się złego musiało dziać już wcześniej.
23 2015-10-08 11:01:36 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-10-08 11:13:26)
Autorowi wątku i tak nasze posty na nic się zdadzą, ale temat buntu dzieci - w tym nastolatków - był, jest i (pewnie) będzie aktualnym zawsze.
Bunt nastolatków jest rzeczą normalną. Jest im potrzebny (tak, tak, potrzebny) do ustalenia sobie swojego systemu wartości, swoich zasad, swojego kręgosłupa moralnego (często, gęsto, nie bardzo odbiegającym od zasad ustalonych przez rodziców). To czas ścierania się poglądów, dyskutowania do upadłego na wszelkie możliwe tematy, wytaczania argumentów przeciw zastanemu i przekazywanemu przez starsze pokolenia porządkowi świata, czas eksperymentowania na żywym organizmie. To czas bardzo trudny do przeżycia i dla nich - nastolatków, i dla osób ich otaczających, w tym rodziców.
W zdawkowo opisanym przez autora przykładzie bunt nastolatka też jest sprawą normalną. Normalnymi też są - mimo ich drastyczności - słowa młodego człowieka o zmarnowaniu życia przez matkę. Ostre słowa, ale... może prawdziwe? Może tak widział wpływ matki na siebie? Może taka jest rzeczywistość (w świetle opisanych zdarzeń - jest)?
Co z takim fantem robić? Cóż... Można, tak jak zasugerował to autor, lać go. Można lać ze wszelkimi konsekwencjami z tego lania wynikającymi. I warto jest mieć ich świadomość przed podniesieniem ręki. Dzisiaj wpadła mi w oczy - nic nie dzieje się przez przypadek - wypowiedź mądrego człowieka:
(...) Jestem zdecydowanie przekonany, że dzieci nie należy bić nigdy i pod żadnym pozorem. Bicie jest skrajnym upokorzeniem człowieka bez względu na wiek. I nie jest istotne, czy bicie jest bardzo bolesne, czy tylko symboliczne. Chodzi o sam fakt bicia. Kary cielesne zawsze wywołują upokorzenie i pragnienie odwetu. Nakręcają spiralę przemocy, która potem musi znaleźć ujście. (...)
Cóż więc robić z buntem? Przeżyć. Dyskutować z młodym człowiekiem (dyskutować, nie zaś prawić kazania, umoralniać, obrażać, straszyć, upokarzać), pytać go o zdanie i słuchać. Niezwykle ważną sprawą (choć bardzo trudną) jest też przyjęcie do wiadomości (i niezaprzeczanie) widzenia świata przez owego nastolatka, dotyczy to również (a może przede wszystkim) oceny naszego - osób dorosłych - zachowania. A że nie będzie w tym czasie przyjemnie? A musi być? Może jest jeden z niewielu momentów szczerości nastolatka.
A wcześniej, przed owym buntem wieku nastoletniego? To samo. Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Słuchać. Stawiać mądre granice. Szanować. Pokazywać świat z jego pełną różnorodnością. Uczyć, że "inny" nie znaczy "gorszy". A przede wszystkim być cierpliwym. To, że dziecko jest na świecie nie jest jego winą, a konsekwencją naszej decyzji.