netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

17 odpowiedzi4 177 wyświetleńzałożony przez Madzix90, 16.12.2009

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1 Ostatnio edytowany przez Madzix90 (2009-12-18 16:33:00)

Temat: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

Hej. Zazwyczaj nie pisuję na takich forach, ale dopadło mnie już takie osłabienie, że może zdanie całkiem obcych zdystansowanych osób pomoże mi w moim problemie. Otóż

jestem jeszcze młoda koza (19 lat), studiuję dziennie i mieszkam w akademiku. Lecz coś tutaj nie pasuje, a mianowicie, nie studiuję tam gdzie bym chciała i nie mieszkam tam gdzie bym chciała ze względu na mojego chłopaka. Poznaliśmy się przez internet półtora roku temu. Ja mieszkałam w Katowicach, on w Warszawie. Spotykaliśmy się przez całą 3 klasę liceum średnio raz na 3 tygodnie, zazwyczaj na weekend, albo od święta na dłużej. Nigdy nie twierdziłam, że to był tęczowy związek, było dużo kłótni, ale wiem, że to ze względu na odległość. My po prostu nie potrafiliśmy się pogodzić, gdy nie patrzyliśmy sobie w oczy, mimo wszystko bardzo się kochaliśmy. Kiedy się widywaliśmy zawsze dochodziliśmy do porozumienia i kłótnie zdarzały się raz na ruski rok. A przez internet to była istna rozpacz. Wylałam litry łez. Mimo to, wiedziałam, że kiedy będziemy bliżej siebie, wszystko się ustatkuje.

Jeszcze w zeszłym roku postanowiłam po jego namowach, że wyjadę do Warszawy na studia. Zaproponował mi, żebym zamieszkała u niego (mieszka tylko z matką, więc miejsce by się znalazło). Zgodziłam się nie bojąc się, że będę od niego zależna ani nic z tych rzeczy, mimo że znajomi mnie przed tym ostrzegali. Nie udało się jednak ze względu na jego matkę... Nie zgodziła się, abym tam zamieszkała, mimo że miałam za wszystko płacić część kasy jak przy wynajmie. On okazał się bezradny (jest w moim wieku, pracuje jako krupier w kasynie, wybiera się na studia zaoczne od przyszłego roku). Zamieszkałam w akademiku (paskudne warunki.. zimno, brak kuchni), ponieważ nie było opcji żeby wracać do domu, bo zostałabym bez studiów. On w międzyczasie dostał pracę jako wspomniany wcześniej krupier i pracuje po nocach. Wcześniej, gdy robił kurs na krupiera widywaliśmy się niemal codziennie i nie ma się czego dziwić, bo znam w tym mieście tylko jego, nie licząc znajomych z uczelni.

Teraz widzimy się coraz rzadziej i rzadziej... Ja po południu kończę szkołę, on o tej porze wstaje i idzie do pracy. Widujemy się głównie w weekendy i wtedy ja u niego nocuję i czekam na niego, aż wróci z pracy i "przebywamy razem". Dlaczego wsadziłam to w cudzysłów? Bo to wygląda w praktyce tak: przyjeżdżam dajmy w sobotę o 12. On mnie wpuszcza i dosypia ze 2 godziny po czym wstaje, szykuje się i do pracy. Wraca powiedzmy o 1/3 w nocy (zaleznie od zmiany) i ja wtedy już padam, więc chcę spać ale jemu się nie chce, bo spał popołudniu... Także siedzę z nim może z godzinę, a najczęściej kładę się i mam nadzieję, że chociaż nie będzie hałasował. Warto dodać, że gra w grę przeglądarkową typu OGAME prawie że nałogowo, więc nastawia sobie w nocy budzik, żeby wysłać wojsko do ataku... I tym samym budzi też mnie. Jestem skazana na czekanie aż się położy i aż ja usnę, po czym wstaję wcześnie (8-9) bo nie potrafię spać do późna... Jestem zmęczona, ale już nie mogę usnąć, więc chcę aby on też wstał, ale on jest śpiący bo siedział w nocy. Kończy się na tym, że on śpi a ja coś robię na komputerze, potem on wstaje i szykuje się do pracy etc etc...

Oprócz tego wszystkiego ostatnio czuję się przez niego ignorowana... Często go pytam, czy wynajmiemy coś w końcu (bo też chciał), np. z dwoma studentami, żeby było taniej, ale widzę, że on niechętnie zrezygnuje z darmowej wody, gazu, prądu (płaci tylko za internet). Ale obiecał mi, że wyciągnie mnie z akademika i coś pójdzie do przodu, a on całe swoje pensje wyrzuca na pierdoły.. Sprzęt do komputera, zestaw głośników, różne takie duperele.. A kiedy raz poprosiłam go, żeby kupił mi jakiś fast-food w MCDonaldzie, bo miałam masę ważnych wydatków na tamten miesiąc, a niewiele kasy, to się zbulwersował, bo nie jest moim narzeczonym ani mężem, poza tym musi zbierać na czesne na studia za rok... Tylko że widzę jak on zbiera te pieniądze.. Wszystko przetrwania i to nie tylko jakieś tam 50 zł, ale setki złotych idą na jego zachcianki, bo on przecież na to zarabia. A ja wciąż czekam, aż on zrobi jakiś krok z tym mieszkaniem... Chodzę ciągle przybita i rozmyślam, jak było mi dobrze w domu, była rodzina, można było porozmawiać. Miałam swój szpital, swój kościół i stare ukochane przyjaciółki, a zrezygnowałam z tego dla osoby, która nie zapewnia mi przyszłości, mimo że wciąż mi powtarza, że pewnie kiedyś się pobierzemy i jak to będzie po ślubie.

Nie mam pojęcia co zrobić, aby jakoś go pobudzić do działania, aby zauważył, że mam problem... On raczej traktuje mnie jako swój problem, ponieważ to ja się upominam o cokolwiek, jako jedyna ze wszystkich otaczających go ludzi proszę go o odrobinę zaangażowania. Oferuję mu miłość i mam wrażenie, że to jest dla niego za mało, mimo że on też mówi, że mnie kocha... Choć coraz rzadziej o tym wspomina. Mam pustkę w głowie, może któraś z Was wie co mam począć?

2 Ostatnio edytowany przez Ewel (2009-12-16 19:45:25)

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

skoro jesteście w tym samym wieku, toż to jeszcze chlopiec któremu zabawki w głowie! a ty wymagasz już od niego dorosłości i odpowiedzialności. albo nim wstrząśniesz i będzie lepiej albo.... nie czekaj na niego (chyba ma już dość twojego gadania o tym mieszkaniu-jeżeliby tego chciał to juz dawno nie mieszkałabyś w akademiku! sama przyznałaś że jest mu wygodnie) musisz działac na wlasna rękę i wynając sama jakiś pokój (masz pracę w waw?) może to go wtedy ruszy ?
co do jego kasy -no właśnie jest jego i to on decyduje czy odkłada czy wydaje na zabawki. akcja z kupieniem jedzenia tylko potwierdza jego egoizm.
odpuść i wynajmij sobie pokój. ciekawe jak wtedy zareaguje.
może nie kocha tak jak twierdzi ?
nie powiem nic ostatecznie, bo ja tez się przeprowadziłam do waw do faceta ale kosztowało mnie to bardzo wiele nerwów i łez i niepewności. skończylo się pozytywnie wszystko -a raczej dopiero wtedy zaczęło ! smile mam nadzieję że tak samo będzie u ciebie; musisz zacząć sama podejmowac decyzje (możesz zaczac delikatnie pokazując konkretne oferty mieszkaniowe i np mówić że umówiłaś sie już na spotkanie w tej sprawie -co mogłoby być prawdą smile )

3

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

Znalazłam jedno interesujące mnie stanowisko (w kinie), ale po tym jak dowiedziałam się, że nie zamieszkam z nim (co chwile było inaczej - raz mogłam tam zamieszkać, raz nie, raz tak, raz nie) to po prostu nie widziałam sensu w angażowaniu się bardziej, bo mama przesyła mi kilkaset złotych na opłacenie akademika i to mi wystarcza, a gdybym mieszkała w normalnym mieszkaniu, to byłabym zmuszona iść do pracy. Najciekawiej widzi mi się mieszkanie w 2-pokojowym mieszkaniu - ja z nim w 1 pokoju i jakieś 2 przypadkowe osoby w drugim. Wychodzi dużo taniej a i przecież jest pod ręką wszystko, czego potrzeba, nie tak jak w akademiku, gdzie nie mogę wykonać podstawowych czynności, ani nawet się pouczyć, bo trzeba liczyć się ze zgrają sąsiadów.

Co do jego egoizmu, to odczuwam go niemal na każdym kroku, jest jedynakiem wychowywanym tylko przez matkę, która niekoniecznie dobrze się nim zajmowała, co tylko bardziej zaćmiło mu istnienie innych osób i ich uczuć. Ale wierzę, że egoizmu można się wyzbyć, lecz wymaga to czasu i energii, przydałoby się jednak, żeby ktoś pomógł mi w temperowaniu jego charakterku, jednak nie znam nikogo, kto mógłby z niego zrobić mężczyznę a nie "panicza" jak ja to go czasem nazywam. smile Wiem, że jest jeszcze młody i niektóre wybryki i upór to kwestia dojrzewania, co jednak nie może go do końca usprawiedliwić, bo są chłopcy w jego wieku, którzy muszą się np. opiekować swoją rodziną i do tego studiują i pracują.

Boję się tylko, że jak się usamodzielnię i zacznę być zajęta głównie sobą (szkoła praca znajomi), to on uzna, że mi się znudził i już go nie kocham, bo zawsze poświęcałam mu dużo uwagi a tu nagle taki szok dla niego. Ale zobaczymy, jeśli wygodniej dla niego będzie, jeśli ja będę pracować, uczyć się i tylko czasami się do niego odzywać, to będę miała tylko dowód na to, że mam od niego uciekać.
Tylko czy miłość znów mnie nie powstrzyma?

4

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

szukaj pracy i przeglądaj oferty mieszkań, pokazuj mu je - zobaczysz jak bardzo mu zależy. to dla niego rozpoczęłaś studia w tym a nie innym mieście więc niech sie decyduje czego chce, musi wiedzieć że trzeba ponosić konsekwencje swoich decyzji. w temperowaniu charakteru nikt ci nie pomoże, albo coś się wynosi z domu albo nie, można pracować nad kimś latami a burak z niego zawsze wyjdzie w tej czy innej sytuacji (nie mówię tu konkretnie o nim). ja egoizm i inne złe cechy też wyniosłam z domu i mój mężczyzna zawsze zwraca mi delikatnie uwagę, smutnieje i mówi co czuje w związku z tym jak postąpiłam, na mnie to działa. musisz próbować smile
na pewno na tym etapie warto zawalczyć o wasza miłość big_smile

5

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

W sumie to niech on się postawi w Twojej sytuacji, może by tak na odwrót, on jest u siebie w mieście i nie studiuje tylko pracuje w nocy, może to on przyjedzie do Katowic na studia i zamieszka z Tobą, nie rozumie z ilu spraw dla niego zrezygnowałaś, po za tym jest rozpieszczony, więc nie wie co to znaczy dzielić się pieniędzmi, jedzeniem, obowiązkami...
Może faktycznie spróbuj jeszcze raz w tym kinie i popytaj się na uczelni może jest ktoś kto chce wspólnie wynając jakąś stancje, gdy on zobaczy że jesteś samodzielna to się ocknie, a do tego pamiętaj!! jakby chiał się wprowadzić do ciebie, to niech płaci swoją część itd. bo jak jest przyzwyczajony do wydawania wypłaty na siebie to potem nie będzie chętny do płacenia, a kupuje ci jakieś prezenty czy do kina zabiera czy z tym też ma problem???

6

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

Również myślę, że to co zostawiłam za sobą było dużo więcej warte niż to co teraz mam, zarówno materialnie jak duchowo, więc czuję się z lekka okradziona wyłącznie z jego kaprysu... Często mu o tym mówiłam, żeby postawił się w mojej sytuacji i właściwie nic mi na to nie powiedział. Co do kina to chodzimy razem i nie ma zwykle z tym problemu, częściej to on kupuje mi bilet niż ja sobie sama. Co do płacenia po równo gdybyśmy mieszkali razem, to na pewno ma tego świadomość, jednak on nie chce mieszkać z obcymi osobami. Nie dociera do niego, że ja nie mam możliwości pracować na pełny etat, żeby sama z nim utrzymywać mieszkanie hmm Co do prezentów, to od czasu do czasu kupuje, choć nie tak wartościowe jak w zeszłym roku. Może na urodziny się postara, bo mam 26.12. i będziemy razem w Katowicach, nie powiedział jednak co planuje.

Dużo by dało, gdyby ktoś z nim mógł porozmawiać, bo wiem już, że moje zdanie nic nie zdziała. Ktoś starszy od niego, z autorytetem na pewno wpłynąłby chociaż na jego myśli... Bardzo lubi się ze swoim dziadkiem, jednak jest dla niego oczkiem w głowie, wiec startowanie do dziadka z prośbą o nawracanie wnuka pewnie zakończyłoby się fiaskiem.

7

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

tak,być może rozmowa ze starsza osobą pomoże......ale niekoniecznie,pomyśl nad tym,bo osoba która przeprowadzi tę rozmowę musi mieć takie stanowisko jak ty,bo inaczej.....oj było by jeszcze gorzej gdyby np namawial chlopaka aby cie zostawil,nie?
tez tak mialam,szukalam chlopaka starszego,no i znalazlam;-)mielismy problemy,ale wyjasnilismy sobie wszystko,i jest ok,a ja robilam z tego taki problem.........no bylo zle......bardzo zle......ale wystarczyly rozmowy,i stanowcze postawienie sprawy,i pomogło....mysle ze jezeli jemu na tobie zalezy,to tez cie wyslucha,i pomysli nad tym co wedlug ciebie jest zle w waszym zwiazku

8 Ostatnio edytowany przez Madzix90 (2009-12-19 14:21:47)

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

Sytuacja mnie coraz bardziej przygnębia... Zwłaszcza że on, wiedząc że mam zły humor, nie próbuje mi go poprawić. Żyje sobie własnym życiem.. Jestem dość płaczliwa, więc kiedy mówię mu że mi źle w tej kwestii, to on zawsze ma tylko jedną odpowiedź: że nie ma już siły patrzeć jak płaczę. Ale wystarczyłaby odrobina zaangażowania żeby mnie uspokoić... A on w kółko tylko nie ma siły i nie ma siły. Mówi przez telefon, że to nie jest rozmowa na telefon, ale kiedy się widzimy, nigdy o tym nie rozmawiamy. A na pewno on nigdy nie zacznie tego tematu... Czemu on jest taki ślepy?? Czasem mam wrażenie że zależy mu na mnie tylko ze względu na moje ciało i na zwalczenie nudy od czasu do czasu..

9

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

A czy jemu wogole na Tobie zalezy? Bo mi sie wydaje, ze nie. Zauwazylas, ze to Ty probujesz cos zmienic w Waszym zwiazku a on nawet palcem nie kiwnie? Widac, ze chlopak jak na swoj wiek jest jeszcze niedojrzaly. Ja bym nie wytrzymala dlugo z takim facetem jak on. Szkoda czasu! Skoro go meczysz, to po co z Toba jest? Mozliwe jest, ze tylko dla zaspokojenia wlasnych potrzeb. Takiego chlopaka trzeba poslac na manowce! Na Twoim miejscu juz dawno bym zakonczyla ten zwiazek. Moze, gdybys miala dla niego coraz mniej czasu to moze zaczalby sie o Ciebie starac. Moze wkoncu by zobaczyl co stracil jak bys znalazla sobie kogos innego? ale wtedy byloby juz za pozno. To od Ciebie zalezy czy chcesz sie jeszcze strarac o Was. Jak dla mnie to ten facet jest nudny. Dziewczyno szkoda tylko czasu. Pozdrawiam

10

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

Z doświadczenia wiem, że faceci nic nie zrozumieją tylko z domysłów, lub ze znaków które im się daje, facetom trzeba prosto z mostu powiedzieć o co konkrenie nam chodzi, ale jeśli ty już do niego dzwoniłaś i to jeszcze z płaczem a jego to nie rusza to faktycznie jest coś nie tak. A między twoim kolegą a tobą nie ma zbyt dużej różnicy wieku, mój narzeczony jest starszy ode mnie 3 lata a czasem też zachowuje się jak dziecko tongue od wieku chłopaka zawsze trzeba odjąć 2 lata big_smile czyli twój zachowuje się na 17 lat, jak jeszcze nie dojrzały rozpieszczony dzieciak, któremu jedno w głowie. Może lepiej , że z sobą nie mieszkacie, uciekaj puki się da i puki jeszcze z nim nie mieszkasz. Zacznij go ignorować, a może się zmieni...
Pozdrawiam

11

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

dziś znów odrzucenie... nie mogę już tak żyć.. jestem gdzieś na ostatnim miejscu na liście obowiązków. a nawet nie powinnam nim być.. nie chcę więcej płakać i cierpieć przez to, że komuś oddałam serce...

12

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

dziewczyno to się ogarnij i olej go. jeżeli Twoje prośby i rozmowy nic nie działają to zmień taktykę, po prostu weź życie w swoje ręce i zacznij zmieniać je tak jak byś chciała żeby wyglądało! Pogadaj z jakimiś znajomymi ze studiów i razem zaplanujcie wynajem mieszkania- nie licz w tej kwestii na swojego chłopaka. do niego  i tak nic nie dociera, więc może jak go postawisz przed faktem dokonanym zacznie coś myśleć, jeżeli nie to chyba będzie trzeba go sobie odpuścić...
Pokaż mu że jesteś samodzielna, i nie narzucaj się ze spotkaniami i takimi różnymi, to jemu przede wszystkim powinno zależeć na tym abyś w obcym mieście czuła się dobrze, zamiast czekac na niego w domu do 1 czy 3 w nocy idź z koleżankami na dyskotekę czy gdzieś, niech on wie, że nie jesteś tu sama!

13 Ostatnio edytowany przez Madzix90 (2009-12-25 20:54:48)

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

nie pisałam ponieważ się poprawiło.. nie wiem czemu to zrobił, bo zawsze w rozmowach powtarzałam to samo i zawsze waliłam grochem o ścianę, ale naprawdę się wszystko polepszyło.. pokazałam mu ten temat i może to trochę na niego wpłynęło.. nawet jeśli było to nieszczere, to dał mi poczucie, że wszystko jest już ok... aż do dziś...

to co dziś się stało kompletnie zbiło mnie z tropu.. wyżej pisałam, że przyjedzie do mnie na urodziny, do mojego domu. rozmyślił się. powód? szkoda mu kasy na podróż, przesyłka z prezentem dla mnie nie dotarła na czas, męczy go praca, itp itd. z biegiem rozmowy powodów przybywało, żeby przekonać mnie że naprawdę ma prawo wystawić mnie w urodziny... mówi, że głupio postąpił, że w ogóle zadeklarował przyjazd.. głupio.. tak, bo był wtedy ze mną szczęśliwy, więc nie myślał o zmęczeniu i o sobie, jak zwykle z resztą, tylko pomyślał o mnie i powiedział JADĘ.. dziś ni stąd ni zowąd zaczął rozmowę od tego, że jak nie znajdzie zaraz czystych skarpetek do pracy to nie przyjedzie do mnie, bo chciał zaraz po robocie wsiadać w pociąg.. rozzłościło mnie to, bo było totalnie niedorzeczne, a potem już z górki... tak jakby planował mi powiedzieć, że mu się nie chce, ale nie wiedział jeszcze jak no i udało mu się, nie przyjedzie, ma co chciał, osiągnął znów swoje... nawet nie zadzwonił, żeby przeprosić... wyklepał te kilka literek na gg i mi wysłał licząc, że przyjmę to z otwartymi ramionami.. i tylko pisał... tłumaczył się.. a ja czułam się coraz bardziej okłamana, czułam się jakby mnie ktoś wyciągnął z matrixa.. w końcu wprost powiedziałam mu, że straciłam całe zaufanie do niego...

dlaczego tak postąpiłam? bo rok temu po raz pierwszy świętował moje urodziny i schlał się na imprezie do nieprzytomności... godzinę po rozpoczęciu imprezy zostałam sama i musiałam się dalej bawić.. bawić?? jak tu się bawić czując się jak idiotka??

oczywiście pisałam i pisałam, wyrzucałam wszystko co siedziało w mojej głowie, że pewnie kogoś ma w pracy, klęłam, mówiłam, że niszczy wszystko, co staram się zbudować, że ledwo przyjechałam do domu, a on chce mi ustawić całe święta, że jest tchórzem, że zależy mu tylko na jednym... pewnie nie powinnam pisać wcale... ale póki odpisywał, ciągle miałam nadzieję, że otworzy oczy i zobaczy co zrobił.. a on jakby mnie jeszcze dodatkowo dobić w kółko powtarzał, że nie da rady i NIE PRZYJEDZIE. po co mi to powtarzał? to było jak policzki wymierzane w moją twarz raz za razem... w końcu zauważyłam, że znudziła mu się moja złość i rozpacz, bo doczepił się jakiegoś zdania i wszystko próbował obrócić w moją stronę, chciał zrobić ze mnie mścicielkę i bóg wie jeszcze co... nie miałam już siły tego czytać... zablokowałam go na gg i pozwoliłam rodzinie wypytywać, czemu znów ryczę... zostawił mnie samą i poleciał do swojej ukochanej pracy... przed północą skończy, wróci do domu, pogra chwilę, zje i pójdzie spać... a ja będę zbierać te strzępki myśli i uczuć, które mi porozrzucał i myśleć znów o najlepszym sposobie na samobójstwo, zastanawiać się, czy by w ogóle płakał, gdybym zniknęła z jego życia...

już drugi rok zostałam wystawiona... ale wtedy to było bardziej przypadkowe.. chciał się upić i to zrobił, straciłam zaufanie, ale starał się je odzyskać... po dwóch tygodniach przyjechał, żeby mnie znów przeprosić, przekonać się, że mu wybaczyłam... w tym roku rozwalił wszystko zza kurtyny... bałby się teraz spojrzeć mi w oczy, bałby się słyszeć prawdę... zrobił co chciał, choć cena tym razem była wysoka.. napisał mi smsa, że nie ma siły tego naprawiać od nowa (tylko kto to zniszczył???) i nie wie co będzie dalej, tylko dlaczego wciąż chce ze mną być, skoro już nie chcę walczyć o kobietę, którą ON SAM RANI??? pewnie myśli, że jak zwykle mu przebaczę i zapomnę i tak w kółko będę pozwalać mu robić ze mnie idiotkę... nie chcę... nie chcę mu wybaczyć i nie chcę robić ani jednego kroku w jego stronę... ale tak boję się samotności w tym wielkim mieście, że nie wiem co naprawdę mam szansę osiągnąć.. mam ochotę powiedzieć wszystkim dookoła, jaki on naprawdę jest, chcę, aby oni patrzyli na niego prawdziwego, a nie tego, którego tożsamość przed każdym ukrywam.

pewnie znów dostanę odp. typu "zostaw go itp", same wiecie, że to nie takie proste, czasem nawet niemożliwe, moja matka wyszła za alkoholika i są razem ponad 25 lat... mam to po niej... wybaczam, ale cierpię.. noszę w sobie otwarte rany i nie próbuję ich leczyć, bo wiem, że tylko pogorszę swój stan........





Rozmawiałam z nim przez telefon... Mówi że mu przykro ale... chce ze mną handlować. Powiedział, że on nie będzie budował mojego zaufania od nowa, więc jeśli zapomnę o tym co dziś było to przyjedzie... Ale jak mam zapomnieć? Zniszczył coś i mówi, że nie chce tego odbudować.. i co ja mam sobie pomyśleć??? Mam to skasować z głowy i się uśmiechać? Czy to ja go nauczyłam tego, że wszystko zdobywa się bez żadnego wysiłku? Że wszystko chce mieć podane na tacy??????? On tego zupełnie nie rozumie, błagam, powiedzcie jak mu to wytłumaczyć??

14

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

Na prawde uwazam, ze powinnas go zostawic. Moze wtedy zobaczylby co stracil, i probowal do Ciebie wrocic. Niech zobaczy, ze nie wszystko jest takie proste, i to co sie zepsulo trzeba potrafic naprawic, i sie troche o to postarac. Moze wtedy cos zrozumie.... Pokaz mu, ze jestes niezalezna, i potrafisz sobie poradzic bez niego. Udowodnij mu, ze mimo, iz mieszkasz sama w innym miescie umiesz sie dobrze bawic! Tak jak napisala poprzedniczka: wyjdz gdzies z kolezanka na impreze, zacznij zyc swoim zyciem. Szkoda tylko czasu zebys sie marnowala. Czy nie widzisz, ze on tym zwiazkiem jest juz znudzony? Ty ciagle sie starasze to odbudowac a on ma to gdzies! Jeszcze mial czelnosc napisac, ze przyjedzie pod warunkiem, ze o wszystkim zapomnisz. Idiotyzm!! Nie daj soba manipulowac, on to tylko wykozystuje!! Pozdrawiam.

15

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

Tak, on traktuje Cię jak idiotkę. I tak, Ty sama dajesz mu takie powody - jesteś niekonsekwentna, lecąca na każde jego zawołanie. Nikt nie będzie nam okazywał szacunku, którego nie wymagamy - a Ty wcale tego nie wymagasz. Facet może Tobą pogrywać, robić, co zechce, bo doskonale wie, że ma Cię jak na widelcu. Owszem, taki facet nie jest normalny, nie jest księciem z bajki, ale nie bez powodu się nie zmienia. Niby po co, skoro ma naiwne kozy na pęczki?

Madzix90 napisał/a:

pewnie znów dostanę odp. typu "zostaw go itp", same wiecie, że to nie takie proste, czasem nawet niemożliwe, moja matka wyszła za alkoholika i są razem ponad 25 lat... mam to po niej... wybaczam, ale cierpię.. noszę w sobie otwarte rany i nie próbuję ich leczyć, bo wiem, że tylko pogorszę swój stan........

Najłatwiej wymawiać się przeszłością. Twoja mama dała zniszczyć sobie życie, więc Ty nie zamierzasz zawalczyć o to, żeby zrobić ze swoim coś lepszego. Dlaczego? Bo to kosztowałoby trochę wysiłku. A Tobie wbrew pozorom wygodnie jest tak, jak jest. Dla niektórych ludzi perspektywa rozwiązania problemu jest nieatrakcyjna, bo nie wyobrażają sobie, że mogliby choć przez chwilę żyć bezproblemowo.
Z tymi otwartymi ranami - jesteś w błędzie. To działa dokładnie tak, jak z ranami fizycznymi - nie ma co liczyć na to, że głęboka rana zrośnie się sama - nie bez powodu trzeba na to odpowiednich leków i pomocy specjalisty. Za to możesz mieć 100% pewności, że jeśli zostawisz ranę bez opatrunku itd to jedyne, co Ci z tego przyjdzie to jeszcze gorsze zakażenie.
Pomoc psychologa nie jest grzebaniem w starych ranach, to raczej jak ich zszycie. I dopóki tak tego nie zobaczysz, życie przeżyjesz nieszczęśliwa. A potem urodzisz dziecko, które przy odrobinie braku silnej woli będzie się unieszczęśliwiać jak i Ty, bo nie dasz mu właściwego przykładu.
Rodzice są, jacy są i dali nam to, co mieli, nawet, kiedy nie mieli tego dużo. Za to naszą rolą jest nawet za miernotę podziękować i zrobić coś... Lepiej niż oni, nie dla nich, tylko dla siebie.

Weź się w garść!

16

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

dziewczyno  będzie coraz gorzej Twój "kretyn" jest bezczelny. Nie pozwól sobie na takie traktowanie, musisz jasno i wyraźnie dac mu do zrozumienia że źle zrobił. Mnie kiedyś też tak załatwił mój już ex byliśmy 4 lata ze sobą i ja też mu tysiące rzeczy wybaczałam choć on nawet nie przepraszał tylko ze mną zrywał a ja jak głupia leciałam i prosiłam by tego nie robił. i z czasem było coraz gorzej, bo jak on coś zrobił to jeszcze mnie zwyzywał!!!!! Teraz z nim nie jestem juz kilka miesiecy utrzymujemy kontakt od rozstania nie usłyszałam żadnego przykrego słowa, teraz on wie że jest za późno a jedno jego złe słowo i koniec naszych rozmów!

17

Odp: Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

chyba najgorsze co kobieta robi to buduje.....sama buduje a potem ma pretensje że facet to niszczy co ona sama budowala......no właśnie....bo w partnerskim związku buduje się RAZEM -we dwoje !

kobieto, nie bój sie wielkiego miasta - to jest morze możliwości dla ciebie -nie jesteś skazana na kogoś kto toba pomiata

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Miłość - z internetu do realiów i jak to się dalej potoczyło.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026