Cześć.
Długo myślałam o napisaniu tego posta, ale w końcu czuję, że potrzebuję komuś o tym powiedzieć.
Z moim chłopakiem jesteśmy razem ponad 3 lata, od niedawna też mieszkamy razem. Ja mam 21 lat, on 27. Układa nam się dobrze. Nasz związek opiera się na naprawdę wielkim szacunku, wyrozumiałości, wspólnych zainteresowaniach, poczuciu humoru. P. jest bardzo czuły, często mówi mi o tym, co do mnie czuje, że kocha, że jestem piękna i tym podobne. Mam naprawdę ogrom czułości z jego strony. Jednak brak mi namiętności w naszym związku, szaleństwa. On ma o wiele mniejsze potrzeby seksualne ode mnie, nie jest dla niego niczym złym nie kochać się tydzień, może nawet więcej.
Mnie to frustruje. Jestem młodą, całkiem atrakcyjną kobietą i czuję, że nie pociągam mojego mężczyzny, jest mi z tym zwyczajnie źle. Brakuje mi uwodzenia z jego strony, "tego czegoś", co porywa tak nagle. Jest moim pierwszym facetem, więc nie mam porównania. Rozmawiamy o tym już bardzo długo, bo problem wyszedł na jaw kilka miesięcy po rozpoczęciu przez nas intymnego życia. Ale wiecie, ja wtedy myślałam, że to jakoś będzie, byłam jeszcze niezbyt świadomą nastolatką, wtedy jeszcze nie wiedziałam, czego chce, czego nie, czego dokładnie oczekuję. Jasne, że teraz brałabym pod uwagę inne rzeczy przy doborze partnera, ale wtedy jeszcze nie miałam doświadczenia, nie wiedziałam. Jednak P. zdążyłam już pokochać, bo poza tym jest naprawdę dobrze razem. Ale boje się, że to przerodzi się w zwykłą przyjaźń, przyzwyczajenie, poczucie bezpieczeństwa.
Tak jak pisałam, rozmawialiśmy o tym wielokrotnie, próbowaliśmy. On jest mało zdecydowany w tych sprawach wciąż, ciągle potrzebuje czasu, powolnych kroków. Tylko ja już powoli tracę cierpliwość, siłę na czekanie. Zdarza mi się myśleć o tym, jak ktoś inny mógłby mnie traktować, jak mógłby za mną szaleć, ot po prostu. Nie chcę ranić tym mojego chłopaka, ale rozmowy na ten temat są coraz trudniejsze, często dochodzą do tego łzy bezradności (z mojej strony), u niego rodzi się presja, z którą potem ciężko sobie w łóżku poradzić. Zazwyczaj staramy się rozmawiać, dotykając się, z tą typową dla nas wyrozumiałością, ale ja coraz częściej czuję, że to nie przynosi skutku. Dla niego postępem jest to, że napiszę mi dwuznacznego smsa raz na trzy tygodnie albo że dotknie mnie namiętnie przed wyjściem z domu. Na tym zazwyczaj się niestety kończy. Często myślę o nim, fantazjuję, kiedy leżymy razem, ale on bardzo rzadko myśli o tym samym. Nie chcę zawsze przejmować inicjatywy, bo ja potrzebuję też czegoś innego, mam nadzieję, że wiecie o czym mówię.
Czy ja mam za duże wymagania? Wiem, że nie można mieć wszystkiego, a oprócz tego mam w tym związku wszystko. Czy możemy to jakoś zmienić? Ja coraz częściej już obawiam się, że nie, że to jest albo tego nie ma. Czy macie jakieś podobne doświadczenia, którymi mogłybyście się ze mną podzielić?
Dzięki za przeczytanie :-)