Nie pasujemy do siebie? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie pasujemy do siebie?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 48 ]

Temat: Nie pasujemy do siebie?

Witam serdecznie wszystkich forumowiczów.
Postanowiłam zamieścić tutaj wpis, bo nie mam się za bardzo niestety kogo doradzić.
Od 2 fali pandemii zaczęło się psuć w mojej relacji z narzeczonym. Niewiele ze mną rozmawia, poważnych rozmów unika jak ognia. Gdy komunikowałam mu, że brakuje mi czasami wspólnych rozmów, to stwierdza że mówi kiedy ma ochotę, nie zamierza na siłę i poza tym nie umie ze mną rozmawiać i nie wie czemu (zaznaczam że mogę rozmawiać na każdy temat, nawet gdy za bardzo mnie nie interesuje, aby sprawić jakaś tam radość 2 stronie i czegoś zawsze się dowiedzieć). Po pracy nie lubi o niej rozmawiać, gdy wypytuję jak tam było u niego, co ciekawego porabial, to szybko to ucina, bo nie lubi. Gdy ja odpowiadam o swojej, to niezbyt lubi o tym słuchać, nie dopytuje o nic, nie za bardzo go to interesuje. Lubimy razem spacerować, grać w gry na świeżym powietrzu, gdzies czasami jak są możliwości pojechać. Jednak od jakiegoś czasu powiedzmy wejdziemy gdzies na kawę to jest cisza, czuje się jakbym była sama ze sobą na kawie. Gdy mu o tym mówię, to on stwierdza że nie umie rozmawiać na zawołanie jak nie czuje potrzeby. Od zawsze był mniej małomówny niż ja, chociaż wiadomo początki to bardzo się starał, wymyślal różne rzeczy, potrafił późno wieczorem pójść ze mną na jakiś spacer. Teraz to wraca po pracy i jest zmęczony najczęściej i tak mija dzień. Dostaję zwrotna informacje, że ja tego nie rozumiem bo pracuje mniej godzin (on z reguły po 10 i sobota ok 6) , a ja mam wolne weekendy i stale 8 godz pracy. Nie ma za bardzo kolegów, z którymi by wychodził, tzn. są jacyś, ale mówi że są zawsze zajęci czymś innym, a zresztą on takich wyjść nie potrzebuje z nimi. Nie za bardzo lubi marzyć, bo jak stwierdza jest realista w przeciwieństwie do mnie, więc jak opowiadam o jakichś miejscach, które chciałabym odwiedzić, to często na początku zwłaszcza jest zirytowany, bo nas na to nie stać i stwierdza że ja bym wszystko na raz najlepiej chciała, a ja po prostu lubię sobie mimo że mnie nie stać porozmawiać czasami i tak się oderwać. Planować też za bardzo nie planujemy nic obecnie razem, bo nie stać nas finansowo, a w takim razie wg niego nie ma to sensu. Dopiero za ok 2 lata sytuacja finansowa powinna nam się poprawić i coś byśmy mogli w tym kierunku zmienić. Martwię się jednak tym wszystkim jak to wygląda. Ostatnio powiedział mi podczas sprzeczki, bo znów miał nagle zły humor przez finanse i przerzucił siłą rzeczy go na mnie, powiedział mi że wiem przecież, że do siebie nie pasujemy i ze będziemy ciągle się żreć, bo jak on chce coś innego to ja chcę coś innego... A ja po prostu chciałam skorzystać z pięknej pogody z nim i właśnie jakoś go z tego humoru wyciągnąć, a wyszło że on woli siedzieć w domu i że ja muszę znów robić po swojemu
Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii, jestem odporna na wszelką krytykę, więc poczytam wszelkie Wasze szczere komentarze, odpowiem na pytania.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nie pasujemy do siebie?

To co mu siedzi w głowie wie tylko on.
Trochę gościa rozumiem ale tylko trochę. Ja rzadko kiedy mówię o pracy bo wracam do domu i praca out, ja nawet nie chce o niej myśleć.
Tylko, że inne tematy to co innego - niepokojące jest to, że ogólnie nie chce z tobą dzielić się myślami, tym, co dla niego ważne, co lubi.
Ja tak miałem jak nie ufałem i dopiero poznawałem partnerkę czy koleżankę. Też były o to żale ale jest różnica między narzeczeństwem, a relacją która trwa trzy miesiące powiedzmy.
Może być też tak, że swoimi marzeniami wywierasz na nim presje - on czuje, że nie podoła. Że nie pojedziecie. Że może przez to będziesz nieszczęśliwa.
Moja matka taka była - jak ośmieliłem się powiedzieć, że coś chciałem (a nie przelewało nam się) czy tam jakąś zabawkę czy coś słodkiego to obrywałem. Szybko się oduczyłem prosić o cokolwiek, a z perspektywy czasu domyślam się, że te patologie to był rezultat jej niemocy.
Osobiście tak bym na to patrzył.
Spróbuj odbyć z nim szczerą rozmowę - zapytaj go czy mówiąc  tych swoich marzeniach nie wywierasz na nim presji. Nie śpiesz się, pozwól mu się otworzyć. Może się dogadacie.

3

Odp: Nie pasujemy do siebie?
zrzutekranu napisał/a:

To co mu siedzi w głowie wie tylko on.
Trochę gościa rozumiem ale tylko trochę. Ja rzadko kiedy mówię o pracy bo wracam do domu i praca out, ja nawet nie chce o niej myśleć.
Tylko, że inne tematy to co innego - niepokojące jest to, że ogólnie nie chce z tobą dzielić się myślami, tym, co dla niego ważne, co lubi.
Ja tak miałem jak nie ufałem i dopiero poznawałem partnerkę czy koleżankę. Też były o to żale ale jest różnica między narzeczeństwem, a relacją która trwa trzy miesiące powiedzmy.
Może być też tak, że swoimi marzeniami wywierasz na nim presje - on czuje, że nie podoła. Że nie pojedziecie. Że może przez to będziesz nieszczęśliwa.
Moja matka taka była - jak ośmieliłem się powiedzieć, że coś chciałem (a nie przelewało nam się) czy tam jakąś zabawkę czy coś słodkiego to obrywałem. Szybko się oduczyłem prosić o cokolwiek, a z perspektywy czasu domyślam się, że te patologie to był rezultat jej niemocy.
Osobiście tak bym na to patrzył.
Spróbuj odbyć z nim szczerą rozmowę - zapytaj go czy mówiąc  tych swoich marzeniach nie wywierasz na nim presji. Nie śpiesz się, pozwól mu się otworzyć. Może się dogadacie.

Tylko, że niestety ciężko z nim odbyć taka szczera rozmowę. Staram się mówić spokojnie, bez pretensji l, jakichś ataków, bez używania zwrotów typu "bo Ty..." Itp. no ale niestety z reguły on zanim zacznę mówić już okazuje zmęczenie, wzdychanie. Czasami udaje się przeprowadzić jakoś taką rozmowę i mówi, że mnie rozumie, że mam rację i że postara się nad tym pracować, ale po kilku dniach wraca wszystko do normy. Niestety właśnie nie dzieli się ze mną jakimiś pragnieniami, myślami i to mnie bardzo denerwuje i sprawia przykrość. Twierdzi, że od zawsze tak miał, że nie potrafi o czymś takim rozmawiać. Jedziemy samochodem to nie za bardzo chce rozmawiać. Oglądamy serial lub film, to jest to samo, lepiej abym nie mówiła nic, bo on wtedy nie słyszy co oni mówią... Twierdzi, że ja ciągle chcę gadać, a to nie jest prawda. Owszem lubię rozmawiać, ale nie 24 godz na dobę bez ustanku. Jednak lubię podzielić się czymś co mi ktoś powiedział, co przeczytałam, obejrzałam, a z jego strony jest tego naprawdę niewiele, jak mu się zachce. Też ciężko mi to wszystko zrozumieć skoro jesteśmy narzeczeństwem, jednak mam coraz większe w tym wszystkim wątpliwości. Źle mi z tym bardzo, że w ogóle je mam i że ostatnio regularnie jest mi smutno i coś jest nie tak. Nie wiem po prostu już co mogłabym zrobić. To nie jest tak, że tylko szukam winy w nim, a w sobie zero , bez skazy. Też zastanawiałam się czy może więcej czasu spędzać bez niego, nie rozmawiać kiedy on nie rozpoczyna od siebie, ale wtedy też czuje już w ogóle że się oddalamy sad

4

Odp: Nie pasujemy do siebie?

Taaa facet nie chce rozmawiać, a propozycją jest rozmowa big_smile na pewno zadziała.

Wywierasz na nim presję. Wyraźnie coś go gryzie, może druga fala odbiła się na jego pracy, może coś się stało, on wyraźnie rozmawiać o tym nie chce i moim zdaniem Twoją rolą jako narzeczonej nie jest wyciąganie z niego tego na siłę, tylko uszanowanie i zaakceptowanie.
Ty tymczasem przenosisz to wszystko na Wasz związek i w tym momencie facet ma na głowie dodatkowy problem w postaci Twojej paranoi i tego, że chcesz rozmawiać "o Was" i o tym, co się u Was dzieje.
A nic się nie dzieje poza tym, że on ma problem i próbuje się z tym problemem sam zmierzyć i nie chce Ci o tym mówić.

Ja bym zrobiła na Twoim miejscu tak:
powiedziałabym mu, że jestem, wspieram, pomogę jeżeli trzeba. Zapytałabym, czy jest coś, co mogę dla niego zrobić. W momencie, kiedy on pracuje w weekend, a Ty nie, zatroszczyłabym się o to, żeby np. miał obiad jak wróci z pracy, albo żeby miał coś dobrego w zapasie na gorszy czas. I tyle. Przeczekałabym. Jak chcecie iść na spacer, to idźcie na spacer, na kawę, zobaczcie coś nowego, ale nie naciskaj na to, żeby z Tobą rozmawiaj. Poopowiadaj mu to, co chcesz mu powiedzieć i tyle. Nie naciskaj, przeczekaj i zobacz.

Jesteście narzeczeństwem, to już bardziej zaawansowany etap (btw są jakieś plany na ślub? Może to też go ciśnie, bo finanse znowu, a Was nie stać?), powinniście znać siebie na tyle, żeby wiedzieć, kiedy naciskać, a kiedy odpuścić.

5

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Lady Loka napisał/a:

Taaa facet nie chce rozmawiać, a propozycją jest rozmowa big_smile na pewno zadziała.

Wywierasz na nim presję. Wyraźnie coś go gryzie, może druga fala odbiła się na jego pracy, może coś się stało, on wyraźnie rozmawiać o tym nie chce i moim zdaniem Twoją rolą jako narzeczonej nie jest wyciąganie z niego tego na siłę, tylko uszanowanie i zaakceptowanie.
Ty tymczasem przenosisz to wszystko na Wasz związek i w tym momencie facet ma na głowie dodatkowy problem w postaci Twojej paranoi i tego, że chcesz rozmawiać "o Was" i o tym, co się u Was dzieje.
A nic się nie dzieje poza tym, że on ma problem i próbuje się z tym problemem sam zmierzyć i nie chce Ci o tym mówić.

Ja bym zrobiła na Twoim miejscu tak:
powiedziałabym mu, że jestem, wspieram, pomogę jeżeli trzeba. Zapytałabym, czy jest coś, co mogę dla niego zrobić. W momencie, kiedy on pracuje w weekend, a Ty nie, zatroszczyłabym się o to, żeby np. miał obiad jak wróci z pracy, albo żeby miał coś dobrego w zapasie na gorszy czas. I tyle. Przeczekałabym. Jak chcecie iść na spacer, to idźcie na spacer, na kawę, zobaczcie coś nowego, ale nie naciskaj na to, żeby z Tobą rozmawiaj. Poopowiadaj mu to, co chcesz mu powiedzieć i tyle. Nie naciskaj, przeczekaj i zobacz.

Jesteście narzeczeństwem, to już bardziej zaawansowany etap (btw są jakieś plany na ślub? Może to też go ciśnie, bo finanse znowu, a Was nie stać?), powinniście znać siebie na tyle, żeby wiedzieć, kiedy naciskać, a kiedy odpuścić.

Były po zaręczynach rozmowy, ale później ustalo wszystko w związku z konfliktami. Nawet nie wspominam o tym temacie, bo i tak finansowo właśnie nas na to nie stać (i nie mówię o weselu, bo oboje go nie potrzebujemy) , jednak chcielibyśmy aby najbliższe osoby chociaż mogły zostać przez nas zaproszone na jakiś obiad.

6

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Lady Loka napisał/a:

Taaa facet nie chce rozmawiać, a propozycją jest rozmowa big_smile na pewno zadziała.

Wywierasz na nim presję. Wyraźnie coś go gryzie, może druga fala odbiła się na jego pracy, może coś się stało, on wyraźnie rozmawiać o tym nie chce i moim zdaniem Twoją rolą jako narzeczonej nie jest wyciąganie z niego tego na siłę, tylko uszanowanie i zaakceptowanie.
Ty tymczasem przenosisz to wszystko na Wasz związek i w tym momencie facet ma na głowie dodatkowy problem w postaci Twojej paranoi i tego, że chcesz rozmawiać "o Was" i o tym, co się u Was dzieje.
A nic się nie dzieje poza tym, że on ma problem i próbuje się z tym problemem sam zmierzyć i nie chce Ci o tym mówić.

Ja bym zrobiła na Twoim miejscu tak:
powiedziałabym mu, że jestem, wspieram, pomogę jeżeli trzeba. Zapytałabym, czy jest coś, co mogę dla niego zrobić. W momencie, kiedy on pracuje w weekend, a Ty nie, zatroszczyłabym się o to, żeby np. miał obiad jak wróci z pracy, albo żeby miał coś dobrego w zapasie na gorszy czas. I tyle. Przeczekałabym. Jak chcecie iść na spacer, to idźcie na spacer, na kawę, zobaczcie coś nowego, ale nie naciskaj na to, żeby z Tobą rozmawiaj. Poopowiadaj mu to, co chcesz mu powiedzieć i tyle. Nie naciskaj, przeczekaj i zobacz.

Jesteście narzeczeństwem, to już bardziej zaawansowany etap (btw są jakieś plany na ślub? Może to też go ciśnie, bo finanse znowu, a Was nie stać?), powinniście znać siebie na tyle, żeby wiedzieć, kiedy naciskać, a kiedy odpuścić.

Ogólnie dziękuję za Twój komentarz, bo daje mi dużo do myślenia. Bardzo możliwe, że za bardzo go naciskam i wywieram presję i stąd cała ta sytuacja. Po prostu uczyłam się długo aby wyrażać swoje emocje, wykładać kawę na ławę i możliwe, że teraz zbytnio polecialam w drugą stronę, obciążając go tym. Nie ukrywam jednak, że byłabym zadowolona, gdyby on też wyrażał swoje emocje i oczekiwania bez problemu, bo czasami po prostu mam wrażenie, że najlepiej aby nic nie mówić, a dni jakoś tam sobie lecą jeden po drugim. Np czymś się entuzjazmuje i mu o tym opowiadam, a on niestety bardziej mnie gasi, bo nie podziela tego w ogóle, nie dopytuje, czasami nawet się odcina

7

Odp: Nie pasujemy do siebie?

Ale wyrażanie swoich emocji to nie oskarżanie jego.
Wyrażenie swoich emocji to powiedzenie mu "słuchaj, Twoje milczenie działa na mnie tak i tak, ale ok rozumiem, że tego potrzebujesz". Bo to chodzi o to, żebyś pamiętała o swoich potrzebach, ale żebyś się nie nakręcała niepotrzebnie, kiedy coś jest nie tak. Wybitnie dla niego jest teraz trudny czas, a Ty go oskarżasz o całe zło Waszego związku, zamiast go wspierać w jego trudnościach.
On widocznie ma inny sposób wyrażania emocji i woli to przetrawić na spokojnie. Ja bym po prostu dała mi jakiś czas na przetrawienie tego bez marudzenia i zobaczyła.

A co do ślubu, to jakie konflikty? Te obecne czy jakieś inne?

8

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Lady Loka napisał/a:

Ale wyrażanie swoich emocji to nie oskarżanie jego.
Wyrażenie swoich emocji to powiedzenie mu "słuchaj, Twoje milczenie działa na mnie tak i tak, ale ok rozumiem, że tego potrzebujesz". Bo to chodzi o to, żebyś pamiętała o swoich potrzebach, ale żebyś się nie nakręcała niepotrzebnie, kiedy coś jest nie tak. Wybitnie dla niego jest teraz trudny czas, a Ty go oskarżasz o całe zło Waszego związku, zamiast go wspierać w jego trudnościach.
On widocznie ma inny sposób wyrażania emocji i woli to przetrawić na spokojnie. Ja bym po prostu dała mi jakiś czas na przetrawienie tego bez marudzenia i zobaczyła.

A co do ślubu, to jakie konflikty? Te obecne czy jakieś inne?

Obecne konflikty. Pewnie masz rację, oskarżam go o całe zło mimo wszystko, jednak staram się właśnie w rozmowach tłumaczyć mu tak jak napisałaś, że to milczenie wpływa na mnie tak i tak, tyle że bez niestety informacji, że rozumiem, iż on tego potrzebuje. Po prostu czasami martwię się na zapas, że kiedyś będzie pod tym względem tylko gorzej, że w ogóle nie będziemy rozmawiać, tak jakby niby razem ale osobno. Jednak gdy wyrażam swoje obawy, to dostaje informacje zwrotna, że mówi kiedy ma ochotę i ja to bym ciągle tylko rozmawiała, a wcale tak nie jest, bo sama nie lubię wiecznego trajkotania, tylko lubię czasami jednak czymś się podzielić, coś opowiedzieć , myślę że to tak po prostu scala związek, człowiek wie o sobie więcej. Z presją odnosnie marzeń, to tutaj właśnie też padła racja, że zapewne go tym obciążam, myśląc, że to fajne dzielić się pragnieniami, a on pewnie od razu myśli w stronę "jak beznadziejnie że nic nie mogę z tego spełnić". Jedyne co mogę zrobić z Twojej podpowiedzi to faktycznie wyluzować, nie naciskać na rozmowy i obserwować sytuację. Tylko w sumie jak czasowo to rozegrać, ile dać czasu na obserwację?

9

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Kate009087 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Ale wyrażanie swoich emocji to nie oskarżanie jego.
Wyrażenie swoich emocji to powiedzenie mu "słuchaj, Twoje milczenie działa na mnie tak i tak, ale ok rozumiem, że tego potrzebujesz". Bo to chodzi o to, żebyś pamiętała o swoich potrzebach, ale żebyś się nie nakręcała niepotrzebnie, kiedy coś jest nie tak. Wybitnie dla niego jest teraz trudny czas, a Ty go oskarżasz o całe zło Waszego związku, zamiast go wspierać w jego trudnościach.
On widocznie ma inny sposób wyrażania emocji i woli to przetrawić na spokojnie. Ja bym po prostu dała mi jakiś czas na przetrawienie tego bez marudzenia i zobaczyła.

A co do ślubu, to jakie konflikty? Te obecne czy jakieś inne?

Obecne konflikty. Pewnie masz rację, oskarżam go o całe zło mimo wszystko, jednak staram się właśnie w rozmowach tłumaczyć mu tak jak napisałaś, że to milczenie wpływa na mnie tak i tak, tyle że bez niestety informacji, że rozumiem, iż on tego potrzebuje. Po prostu czasami martwię się na zapas, że kiedyś będzie pod tym względem tylko gorzej, że w ogóle nie będziemy rozmawiać, tak jakby niby razem ale osobno. Jednak gdy wyrażam swoje obawy, to dostaje informacje zwrotna, że mówi kiedy ma ochotę i ja to bym ciągle tylko rozmawiała, a wcale tak nie jest, bo sama nie lubię wiecznego trajkotania, tylko lubię czasami jednak czymś się podzielić, coś opowiedzieć , myślę że to tak po prostu scala związek, człowiek wie o sobie więcej. Z presją odnosnie marzeń, to tutaj właśnie też padła racja, że zapewne go tym obciążam, myśląc, że to fajne dzielić się pragnieniami, a on pewnie od razu myśli w stronę "jak beznadziejnie że nic nie mogę z tego spełnić". Jedyne co mogę zrobić z Twojej podpowiedzi to faktycznie wyluzować, nie naciskać na rozmowy i obserwować sytuację. Tylko w sumie jak czasowo to rozegrać, ile dać czasu na obserwację?

No to masz teraz idealny czas na to, żeby wspierać jego i nie przeżywać jego emocji, bo to niezdrowe. Myślicie na różne sposoby, działacie na różne sposoby, to jest normalne.

Powiedz mu, że go wspierasz i tyle. Nie wiem ile dać czasu. Ja bym zobaczyła po kilku dniach czy sytuacja się poprawia, ale z drugiej strony jeżeli w pracy ma aż tak źle, to zasugerowałabym po kilku dniach zmianę pracy na mniej obciążającą psychicznie.

10

Odp: Nie pasujemy do siebie?

Tak to bywa, jeśli ludzie zupełnie inaczej reagują na pojawiające się problemy. Pewnie, jak większość facetów, gość nauczony jest tłumić w sobie emocje i radzić sobie ze wszystkim, choć rozumiem też ludzi, którzy niekoniecznie chcą mówić partnerowi absolutnie wszystkiego, bo uważają, że akurat a czy inna sprawa nie ma znaczenia.

11

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Lady Loka napisał/a:
Kate009087 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Ale wyrażanie swoich emocji to nie oskarżanie jego.
Wyrażenie swoich emocji to powiedzenie mu "słuchaj, Twoje milczenie działa na mnie tak i tak, ale ok rozumiem, że tego potrzebujesz". Bo to chodzi o to, żebyś pamiętała o swoich potrzebach, ale żebyś się nie nakręcała niepotrzebnie, kiedy coś jest nie tak. Wybitnie dla niego jest teraz trudny czas, a Ty go oskarżasz o całe zło Waszego związku, zamiast go wspierać w jego trudnościach.
On widocznie ma inny sposób wyrażania emocji i woli to przetrawić na spokojnie. Ja bym po prostu dała mi jakiś czas na przetrawienie tego bez marudzenia i zobaczyła.

A co do ślubu, to jakie konflikty? Te obecne czy jakieś inne?

Obecne konflikty. Pewnie masz rację, oskarżam go o całe zło mimo wszystko, jednak staram się właśnie w rozmowach tłumaczyć mu tak jak napisałaś, że to milczenie wpływa na mnie tak i tak, tyle że bez niestety informacji, że rozumiem, iż on tego potrzebuje. Po prostu czasami martwię się na zapas, że kiedyś będzie pod tym względem tylko gorzej, że w ogóle nie będziemy rozmawiać, tak jakby niby razem ale osobno. Jednak gdy wyrażam swoje obawy, to dostaje informacje zwrotna, że mówi kiedy ma ochotę i ja to bym ciągle tylko rozmawiała, a wcale tak nie jest, bo sama nie lubię wiecznego trajkotania, tylko lubię czasami jednak czymś się podzielić, coś opowiedzieć , myślę że to tak po prostu scala związek, człowiek wie o sobie więcej. Z presją odnosnie marzeń, to tutaj właśnie też padła racja, że zapewne go tym obciążam, myśląc, że to fajne dzielić się pragnieniami, a on pewnie od razu myśli w stronę "jak beznadziejnie że nic nie mogę z tego spełnić". Jedyne co mogę zrobić z Twojej podpowiedzi to faktycznie wyluzować, nie naciskać na rozmowy i obserwować sytuację. Tylko w sumie jak czasowo to rozegrać, ile dać czasu na obserwację?

No to masz teraz idealny czas na to, żeby wspierać jego i nie przeżywać jego emocji, bo to niezdrowe. Myślicie na różne sposoby, działacie na różne sposoby, to jest normalne.

Powiedz mu, że go wspierasz i tyle. Nie wiem ile dać czasu. Ja bym zobaczyła po kilku dniach czy sytuacja się poprawia, ale z drugiej strony jeżeli w pracy ma aż tak źle, to zasugerowałabym po kilku dniach zmianę pracy na mniej obciążającą psychicznie.

Jego praca jest bardziej fizyczna, mam wrażenie że po prostu czasami wstydzi się tego co robi, umniejsza się. Nie raz mu mówiłam, że na pewno dla mnie nie ma to żadnego znaczenia, a ma sporo różnych uprawnień i możliwości w swoje branży aby to zmienic jeśli bardzo go to uwiera. Z poprzednią praca było jeszcze gorzej, to dzięki mnie ja zmienił i myślałam, że dzięki stałym godzinom (nie licząc nadgodzin, które bierze aby mieć lepszy zarobek) to będzie mu lżej niż poprzednio z różnymi zmianami, a tu i tak często bywa zmęczony. Masz rację, będę na spokojnie obserwować wszystko i odpuszczę, zobaczę wówczas jak wszystko się potoczy. Z tym przeżywaniem jego emocji to niestety mam spory problem. Wystarczy, że on nie ma humoru, to za jakieś 20 min przechodzi to na mnie. Nie wiem jak powinnam sobie z tym najlepiej radzić, aby tego na siebie nie przerzucac. Tak samo jak wyjdą jakieś okoliczności, na które trzeba znów wydać pieniądze, to on się irytuje, a mi też niestety wówczas zaczyna się to udzielać i zamiast cieszyć się z tego czegoś, to się martwię.

12

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Kate009087 napisał/a:

. Tak samo jak wyjdą jakieś okoliczności, na które trzeba znów wydać pieniądze, to on się irytuje, a mi też niestety wówczas zaczyna się to udzielać i zamiast cieszyć się z tego czegoś, to się martwię.

A może ma jakieś problemy finansowe i nie chce się nimi z Tobą dzielić póki co. Mężczyźna to w końcu" głowa rodziny" , macie wziąć ślub więc być może tutaj coś go gryzie..ze niepodola ?
To tylko moje luźne domysły a tak naprawdę może to być wszystko. Nie wiesz co siedzi w jego głowie i pozostaje poczekać az się otworzy.
Jedyne co mogę poradzić to wspieraj go i nie naciskaj. Faceci nie są tacy wylewni jak my. Wstydza się swoich słabości.
Na pewno mu nie pomoże Twoje naciskanie teraz na cokolwiek. Odpuść mu trochę , ale niech czuje ze ma Twoje wsparcie.

13

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Pipolinka87 napisał/a:
Kate009087 napisał/a:

. Tak samo jak wyjdą jakieś okoliczności, na które trzeba znów wydać pieniądze, to on się irytuje, a mi też niestety wówczas zaczyna się to udzielać i zamiast cieszyć się z tego czegoś, to się martwię.

A może ma jakieś problemy finansowe i nie chce się nimi z Tobą dzielić póki co. Mężczyźna to w końcu" głowa rodziny" , macie wziąć ślub więc być może tutaj coś go gryzie..ze niepodola ?
To tylko moje luźne domysły a tak naprawdę może to być wszystko. Nie wiesz co siedzi w jego głowie i pozostaje poczekać az się otworzy.
Jedyne co mogę poradzić to wspieraj go i nie naciskaj. Faceci nie są tacy wylewni jak my. Wstydza się swoich słabości.
Na pewno mu nie pomoże Twoje naciskanie teraz na cokolwiek. Odpuść mu trochę , ale niech czuje ze ma Twoje wsparcie.

Dziękuję Ci bardzo za pomoc i rady. Na pewno kwestia finansowa go dobija i to że musi robić nadgodziny, a ciągle tej kasy brakuje i nie może nic odłożyc. Nie raz przekonywałam go aby mi się zwierzył żeby było mu lżej, ale no niestety bez powodzenia, aby pogadał tak od siebie. Może faktycznie odpuszczenie tematu sprawi, że sam się otworzy i częściej w ogole będzie chciał ze mną rozmawiać? Chociaż zastanawiam się trochę co to ma w ogóle do innego rodzaju rozmów? Typu opowiedzenia o czymś co się usłyszało, zobaczyło itp.

14

Odp: Nie pasujemy do siebie?

Wbijasz w ciągle narrację "ja". Ty przekonujesz, Ty chcesz, Ty ciągniesz.
Zastanów się czasami, czego chce ON.

15

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Lady Loka napisał/a:

Wbijasz w ciągle narrację "ja". Ty przekonujesz, Ty chcesz, Ty ciągniesz.
Zastanów się czasami, czego chce ON.

Również poszedłbym tą drogą...

16

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Kate009087 napisał/a:

Chociaż zastanawiam się trochę co to ma w ogóle do innego rodzaju rozmów? Typu opowiedzenia o czymś co się usłyszało, zobaczyło itp.

Może ogólnie siadl mu nastrój i nie ma ochoty ani nigdzie wychodzic ani rozmawiać. Nie doszukiwalabyn się od razu , ze to ma coś wspólnego z Tobą i Waszym związkiem. Na Tobie się odbija głównie bo żyjecie pod jednym dachem. Daj mu troszkę luzu, może potrzebuje coś przemyśleć. Tak jak pisałam faceci nie są zazwyczaj wylewni ,ale z pewnością potrzebują wsparcia. Najważniejsze to odpuscic poprawienie humoru na siłę albo proponiwanie rozmów, których on ewidentnie nie chce.

17

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Pipolinka87 napisał/a:
Kate009087 napisał/a:

Chociaż zastanawiam się trochę co to ma w ogóle do innego rodzaju rozmów? Typu opowiedzenia o czymś co się usłyszało, zobaczyło itp.

Może ogólnie siadl mu nastrój i nie ma ochoty ani nigdzie wychodzic ani rozmawiać. Nie doszukiwalabyn się od razu , ze to ma coś wspólnego z Tobą i Waszym związkiem. Na Tobie się odbija głównie bo żyjecie pod jednym dachem. Daj mu troszkę luzu, może potrzebuje coś przemyśleć. Tak jak pisałam faceci nie są zazwyczaj wylewni ,ale z pewnością potrzebują wsparcia. Najważniejsze to odpuscic poprawienie humoru na siłę albo proponiwanie rozmów, których on ewidentnie nie chce.

Tak, tylko to występuje regularnie i najczęściej gdy chodzi o jakieś wydatki przez pojawiające się okoliczności, albo mielibyśmy coś tam zaplanować. Oczywiście dam luzu tak jak doradzacie i będę obserwować. No i racja nie będę poprawiała humoru na siłę, bo najczęściej wychodzi to w drugą stronę. Tak samo z rozmowami, tylko mam nadzieję, że kiedyś już w ogóle nie będziemy mieli o czym rozmawiać.

18

Odp: Nie pasujemy do siebie?
bagienni_k napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Wbijasz w ciągle narrację "ja". Ty przekonujesz, Ty chcesz, Ty ciągniesz.
Zastanów się czasami, czego chce ON.

Również poszedłbym tą drogą...

Pewnie macie rację, ciągle piszę w kontekście swojej osoby ja, ja, ja. Z tym, że ja naprawdę dopytuję go co u niego, jak tam się czuje, czy wszystko ok, interesuję się co porabial w pracy, czy gdzieś indziej jak gdzieś sobie tam wybyl. Nie jest tak że mam gdzieś co on czuje i myślę tylko o sobie. Najbardziej myślę na pewno o sobie w kontekście - aby nie było w końcu tak, że w ogóle nie będzie ze mną kiedyś rozmawiał zupełnie, ani planował. Jednak może właśnie wyluzowanie, poprawa sytuacji w swoim czasie finansowym też wiele zdziała? Bo te finanse to jest top1 jeśli chodzi o jego nastrój. Robienie nadgodzin, praca w soboty, a przez kredyt i inne zobowiązania i tak wszystko jest zjadane szybko i nie ma możliwości nawet odkładania za bardzo.

19 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2021-07-13 09:44:35)

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Kate009087 napisał/a:
bagienni_k napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Wbijasz w ciągle narrację "ja". Ty przekonujesz, Ty chcesz, Ty ciągniesz.
Zastanów się czasami, czego chce ON.

Również poszedłbym tą drogą...

Pewnie macie rację, ciągle piszę w kontekście swojej osoby ja, ja, ja. Z tym, że ja naprawdę dopytuję go co u niego, jak tam się czuje, czy wszystko ok, interesuję się co porabial w pracy, czy gdzieś indziej jak gdzieś sobie tam wybyl. Nie jest tak że mam gdzieś co on czuje i myślę tylko o sobie. Najbardziej myślę na pewno o sobie w kontekście - aby nie było w końcu tak, że w ogóle nie będzie ze mną kiedyś rozmawiał zupełnie, ani planował. Jednak może właśnie wyluzowanie, poprawa sytuacji w swoim czasie finansowym też wiele zdziała? Bo te finanse to jest top1 jeśli chodzi o jego nastrój. Robienie nadgodzin, praca w soboty, a przez kredyt i inne zobowiązania i tak wszystko jest zjadane szybko i nie ma możliwości nawet odkładania za bardzo.

Ale to nie o to chodzi.
Chodzi o to, ze skupiasz sie na tym, czego TY potrzebujesz w zwiazku z jego zlym nastrojem, skupiasz sie na tym, ze on z TOBA nie rozmawia, ze TY zle sie z tym czujesz, ze TWOJ nastroj siada. Ty probujesz rozmawiac, TY przekonujesz go do zmian, TY oczekujesz, ze on sie dopasuje.

Natomiast nie skupiasz sie zupelnie na tym, czego ON potrzebuje w zwiazku z tym, ze ma zly nastroj. Nie skupiasz sie na tym, jak mozesz dopasowac sie do NIEGO, nie skupiasz sie na tym, ze ON nie chce rozmawiac.

Rozumiesz teraz?

Zreszta, masz idealny przyklad.
ON nie chce rozmawiac, TY dopytujesz, czy wszystko ok.

Czyli znowu skupiasz sie na sobie, bo jakbys skupila sie na nim, to wiedzialabys, ze najlepiej go zostawic samemu sobie i nie dopytywac, skoro on tego nie chce.

20

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Lady Loka napisał/a:
Kate009087 napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Również poszedłbym tą drogą...

Pewnie macie rację, ciągle piszę w kontekście swojej osoby ja, ja, ja. Z tym, że ja naprawdę dopytuję go co u niego, jak tam się czuje, czy wszystko ok, interesuję się co porabial w pracy, czy gdzieś indziej jak gdzieś sobie tam wybyl. Nie jest tak że mam gdzieś co on czuje i myślę tylko o sobie. Najbardziej myślę na pewno o sobie w kontekście - aby nie było w końcu tak, że w ogóle nie będzie ze mną kiedyś rozmawiał zupełnie, ani planował. Jednak może właśnie wyluzowanie, poprawa sytuacji w swoim czasie finansowym też wiele zdziała? Bo te finanse to jest top1 jeśli chodzi o jego nastrój. Robienie nadgodzin, praca w soboty, a przez kredyt i inne zobowiązania i tak wszystko jest zjadane szybko i nie ma możliwości nawet odkładania za bardzo.

Ale to nie o to chodzi.
Chodzi o to, ze skupiasz sie na tym, czego TY potrzebujesz w zwiazku z jego zlym nastrojem, skupiasz sie na tym, ze on z TOBA nie rozmawia, ze TY zle sie z tym czujesz, ze TWOJ nastroj siada. Ty probujesz rozmawiac, TY przekonujesz go do zmian, TY oczekujesz, ze on sie dopasuje.

Natomiast nie skupiasz sie zupelnie na tym, czego ON potrzebuje w zwiazku z tym, ze ma zly nastroj. Nie skupiasz sie na tym, jak mozesz dopasowac sie do NIEGO, nie skupiasz sie na tym, ze ON nie chce rozmawiac.

Rozumiesz teraz?

Zreszta, masz idealny przyklad.
ON nie chce rozmawiac, TY dopytujesz, czy wszystko ok.

Czyli znowu skupiasz sie na sobie, bo jakbys skupila sie na nim, to wiedzialabys, ze najlepiej go zostawic samemu sobie i nie dopytywac, skoro on tego nie chce.

Ok teraz dobitniej mi to przedstawilas smile spróbuję zmienić oczywiście w takim razie swoje podejście i zobaczyć jakie to da efekty, nie dopytywać, zostawić w spokoju itd. po prostu byłam nawet raz na konsultacji u psychologa, zresztą nie tylko jeden raz i dostałam nawet informację zwrotną aby nie pozwalać co chwilę się odcinać , bo to stworzy między nami mur. Nie chcę się oczywiście tłumaczyć, ale możliwe że na swój sposób to też spowodowało, że ciągle tak jakby na siłę próbuję dopytywać, wydobywać z niego co jest grane itp. jednak chciałam poprosić mimo wszystko tutaj Was o porady, bo wydaje mi się, że każda opinia z zewnątrz, inne spojrzenie na sytuację jest właśnie cenne

21

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Lady Loka napisał/a:

   

Ale to nie o to chodzi.
Chodzi o to, ze skupiasz sie na tym, czego TY potrzebujesz w zwiazku z jego zlym nastrojem, skupiasz sie na tym, ze on z TOBA nie rozmawia, ze TY zle sie z tym czujesz, ze TWOJ nastroj siada. Ty probujesz rozmawiac, TY przekonujesz go do zmian, TY oczekujesz, ze on sie dopasuje.

Natomiast nie skupiasz sie zupelnie na tym, czego ON potrzebuje w zwiazku z tym, ze ma zly nastroj. Nie skupiasz sie na tym, jak mozesz dopasowac sie do NIEGO, nie skupiasz sie na tym, ze ON nie chce rozmawiac.

Rozumiesz teraz?

Zreszta, masz idealny przyklad.
ON nie chce rozmawiac, TY dopytujesz, czy wszystko ok.

Czyli znowu skupiasz sie na sobie, bo jakbys skupila sie na nim, to wiedzialabys, ze najlepiej go zostawic samemu sobie i nie dopytywac, skoro on tego nie chce.

Chodziło mi dokładnie po to samo smile Zbyt dużo tutaj jest całkowicie jednostronnego podejścia: "co JA mam z tego wszystkiego, co JA odczuwam" itp. Druga osoba stała się w tym momencie niewidzialna.

22

Odp: Nie pasujemy do siebie?

Ja mam trochę inne zdanie na temat Twojego związku, niż powyższe wypowiedzi. Powiem Ci że miałam troszkę podobny typ chłopaka co Ty. Po pewnym czasie też wystąpił problem rozmów. Ogólnie albo ja coś opowiadałam, i miałam wrażenie że prowadzę monolog, bo albo nie było komentarza ani nic, tylko "yhm", "aha" , no to wiadomo że nie da się pociągnąć dialogu samemu. Druga kwestia, chcąc poruszyć jakieś ważne tematy, czy też związkowe,problemowe, zawsze było wymigiwanie się, unikanie trudnych tematów. Gdy też chciałam się dowiedzieć co w pracy u niego, co w domu to odpowiedzi w były stylu "po staremu", "ok", no to też nie dało się za bardzo pogadać. Też był wiecznie zmęczony. Miałam wrażenie że do mnie przyjeżdża sobie odpocząć po prostu. Chłopak nie był zły, no ale on tak był zamknięty w sobie, że wiadomo było że nigdy nie stanie się typem bardziej rozmownym, otwartym. Powiem Ci ze swojej perspektywy, że rodzi to wiele problemów. Po pierwsze to Ty będziesz nieszczęśliwa, bo masz inne oczekiwania, i potrzeby. Chcesz omawiać pewne sprawy, trudności, opowiadać sobie o codzienności, a nie dusić wszystko w sobie. Twój chłopak jest inny. Możesz oczywiście próbować metod przedstawionych powyżej, ale ja uważam że Ci to niewiele da, bo on się raczej nie zmieni, a Twoja frustracja będzie narastać. U mnie było to też jednym z powodów rozstania. Niby na pozór nikt się nie kłócił, ale wszystkie problemy były zamiatane pod dywan, udawanie że ich nie było. Z czasem mi się już też nie chciało wogóle gadać, bo to tak jakbym sobie do ściany mówiła. Niechęć narastała. No po prostu masz inne oczekiwania, i ja uważam że będziesz się z czasem coraz bardziej męczyć. Wyobrażasz sobie być z partnerem wiele lat, a nie mieć tak naprawdę o czym z nim rozmawiać? Uważam że komunikacja i rozmowa są podstawą w związku. Z kim będziesz dzielić swoje troski i radości jak nie ze swoim chłopakiem? Zastanów się nad tym. U mnie brak komunikacji po części zabił mój związek niestety.

23

Odp: Nie pasujemy do siebie?

W kwestii komunikowania swoich oczekiwań i potrzeb, jak również omawiania ważnych kwestii w relacji, takie milczenie jest z pewnością sporą przeszkodą. Natomiast mnie nie dziwią ogólnie takie postawy, bo po prostu nie wszyscy lubią dużo romawiać. Mnie też ciągłe trajkotanie i zwierzanie się ze wszystkiego osobiście męczy, choć najwidczniejnie do tego stopnia, co u tego faceta. Pewnych cech charakteru się niestety nie przeskoczy, przynajmniej nie da się człowieka zmienić o 180 stopni tak, aby odpowiadał w 100 % naszym oczekiwaniom.

24

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Diamanda napisał/a:

Ja mam trochę inne zdanie na temat Twojego związku, niż powyższe wypowiedzi. Powiem Ci że miałam troszkę podobny typ chłopaka co Ty. Po pewnym czasie też wystąpił problem rozmów. Ogólnie albo ja coś opowiadałam, i miałam wrażenie że prowadzę monolog, bo albo nie było komentarza ani nic, tylko "yhm", "aha" , no to wiadomo że nie da się pociągnąć dialogu samemu. Druga kwestia, chcąc poruszyć jakieś ważne tematy, czy też związkowe,problemowe, zawsze było wymigiwanie się, unikanie trudnych tematów. Gdy też chciałam się dowiedzieć co w pracy u niego, co w domu to odpowiedzi w były stylu "po staremu", "ok", no to też nie dało się za bardzo pogadać. Też był wiecznie zmęczony. Miałam wrażenie że do mnie przyjeżdża sobie odpocząć po prostu. Chłopak nie był zły, no ale on tak był zamknięty w sobie, że wiadomo było że nigdy nie stanie się typem bardziej rozmownym, otwartym. Powiem Ci ze swojej perspektywy, że rodzi to wiele problemów. Po pierwsze to Ty będziesz nieszczęśliwa, bo masz inne oczekiwania, i potrzeby. Chcesz omawiać pewne sprawy, trudności, opowiadać sobie o codzienności, a nie dusić wszystko w sobie. Twój chłopak jest inny. Możesz oczywiście próbować metod przedstawionych powyżej, ale ja uważam że Ci to niewiele da, bo on się raczej nie zmieni, a Twoja frustracja będzie narastać. U mnie było to też jednym z powodów rozstania. Niby na pozór nikt się nie kłócił, ale wszystkie problemy były zamiatane pod dywan, udawanie że ich nie było. Z czasem mi się już też nie chciało wogóle gadać, bo to tak jakbym sobie do ściany mówiła. Niechęć narastała. No po prostu masz inne oczekiwania, i ja uważam że będziesz się z czasem coraz bardziej męczyć. Wyobrażasz sobie być z partnerem wiele lat, a nie mieć tak naprawdę o czym z nim rozmawiać? Uważam że komunikacja i rozmowa są podstawą w związku. Z kim będziesz dzielić swoje troski i radości jak nie ze swoim chłopakiem? Zastanów się nad tym. U mnie brak komunikacji po części zabił mój związek niestety.

Dziękuję za Twój punkt widzenia i opisanie swojej poprzedniej relacji. No właśnie tego też się obawiam, że nie będę miała możliwości właśnie dzielenia z nim swoich radości, nowinek w pracy, usłyszanych rzeczy i wiele innych, bo jego to i tak niezbyt interesuje, nie dopytuje o nic, albo nawet męczy się jakby moimi opowieściami... Może spróbować oczywiście właśnie zastosować rady powyższe, aby wyluzować, nie naciskać, zwierzać się bardziej koleżankom itp. tylko zastanawiam się jak to będzie kiedyś wyglądało, a nie da się właśnie kogoś w końcu zmienić. Można owszem coś tam starać się chociaż troszkę na siłę wbrew sobie działać aby sprawić radość drugiej stronie, ale to tyle. Sama zastanawiam się jak będzie wyglądało wówczas moje szczęście w tym związku, no i jego też skoro niezbyt lubi rozmawiać, to właśnie może powinien mieć szansę bycia z kimś równie zamkniętym, bardzo spokojnym itp. a tak możliwe że będą regularne kłótnie ?

25

Odp: Nie pasujemy do siebie?

Kate, jezeli wczesniej bylo inaczej, to moze to wroci do normy. Sama widzisz, ze zachowanie Twojego partnera jest wywolane czynnikami zewnetrznymi.
Powiedz mu po prostu ze jakby Cie potrzebowal to jestes obok i pomozesz, a potem daj mu spokoj i daj mu przezywac to tak, jak potrzebuje. Jak nie potrafisz, to tak, lepiej sie rozstac, tyle ze to nie zmieni Twojej sytuacji w kolejnych zwiazkach, bo jak bedziesz zawsze stawiac siebie w zwiazku na pierwszym miejscu, to zawsze pojawi sie sytuacja, kiedy druga osoba bedzie potrzebowala przestrzeni, bo cos sie podzieje, a Ty tej przestrzeni dac nie potrafisz.

26

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Kate009087 napisał/a:
Diamanda napisał/a:

Ja mam trochę inne zdanie na temat Twojego związku, niż powyższe wypowiedzi. Powiem Ci że miałam troszkę podobny typ chłopaka co Ty. Po pewnym czasie też wystąpił problem rozmów. Ogólnie albo ja coś opowiadałam, i miałam wrażenie że prowadzę monolog, bo albo nie było komentarza ani nic, tylko "yhm", "aha" , no to wiadomo że nie da się pociągnąć dialogu samemu. Druga kwestia, chcąc poruszyć jakieś ważne tematy, czy też związkowe,problemowe, zawsze było wymigiwanie się, unikanie trudnych tematów. Gdy też chciałam się dowiedzieć co w pracy u niego, co w domu to odpowiedzi w były stylu "po staremu", "ok", no to też nie dało się za bardzo pogadać. Też był wiecznie zmęczony. Miałam wrażenie że do mnie przyjeżdża sobie odpocząć po prostu. Chłopak nie był zły, no ale on tak był zamknięty w sobie, że wiadomo było że nigdy nie stanie się typem bardziej rozmownym, otwartym. Powiem Ci ze swojej perspektywy, że rodzi to wiele problemów. Po pierwsze to Ty będziesz nieszczęśliwa, bo masz inne oczekiwania, i potrzeby. Chcesz omawiać pewne sprawy, trudności, opowiadać sobie o codzienności, a nie dusić wszystko w sobie. Twój chłopak jest inny. Możesz oczywiście próbować metod przedstawionych powyżej, ale ja uważam że Ci to niewiele da, bo on się raczej nie zmieni, a Twoja frustracja będzie narastać. U mnie było to też jednym z powodów rozstania. Niby na pozór nikt się nie kłócił, ale wszystkie problemy były zamiatane pod dywan, udawanie że ich nie było. Z czasem mi się już też nie chciało wogóle gadać, bo to tak jakbym sobie do ściany mówiła. Niechęć narastała. No po prostu masz inne oczekiwania, i ja uważam że będziesz się z czasem coraz bardziej męczyć. Wyobrażasz sobie być z partnerem wiele lat, a nie mieć tak naprawdę o czym z nim rozmawiać? Uważam że komunikacja i rozmowa są podstawą w związku. Z kim będziesz dzielić swoje troski i radości jak nie ze swoim chłopakiem? Zastanów się nad tym. U mnie brak komunikacji po części zabił mój związek niestety.

Dziękuję za Twój punkt widzenia i opisanie swojej poprzedniej relacji. No właśnie tego też się obawiam, że nie będę miała możliwości właśnie dzielenia z nim swoich radości, nowinek w pracy, usłyszanych rzeczy i wiele innych, bo jego to i tak niezbyt interesuje, nie dopytuje o nic, albo nawet męczy się jakby moimi opowieściami... Może spróbować oczywiście właśnie zastosować rady powyższe, aby wyluzować, nie naciskać, zwierzać się bardziej koleżankom itp. tylko zastanawiam się jak to będzie kiedyś wyglądało, a nie da się właśnie kogoś w końcu zmienić. Można owszem coś tam starać się chociaż troszkę na siłę wbrew sobie działać aby sprawić radość drugiej stronie, ale to tyle. Sama zastanawiam się jak będzie wyglądało wówczas moje szczęście w tym związku, no i jego też skoro niezbyt lubi rozmawiać, to właśnie może powinien mieć szansę bycia z kimś równie zamkniętym, bardzo spokojnym itp. a tak możliwe że będą regularne kłótnie ?

Jest duże prawdopodobieństwo moim zdaniem, że tak będzie, niestety. Ja nie powiedziałabym jak inni, że stawiasz siebie na pierwszym miejscu. Po prostu masz inne oczekiwania i potrzeby, jesteś osobą która lubi rozmawiać, przegadywać problemy, jesteś bardziej emocjonalna. Twój chłopak jest inny po prostu, on może woli w milczeniu przetrawiać problemy. Nikt tu nie jest winny ani zły. Jesteście różni, i pytanie czy będziesz umiała to zaakceptować i liczyć się z tym, że taki twój chłopak jest no i nigdy nie będzie super kompanem do rozmów, czy jednak będziesz czuła się w jakiś sposób nierozumiana, odrzucana itp. Myślę, że jeśli będzie Ci to przeszkadzać, to może warto byłoby jednak dać sobie szansę na poznanie osoby podobnej w kontakcie do siebie. Na pewno bym jeszcze próbowała coś podziałać w obecnym związku, starać się coś zmienić, poprawić, może akurat zaskoczy. Ale ze swojego doświadczenia mam już raczej negatywne nastawienie, bo mi się to nie udało i się też niepotrzebnie długo szarpałam sama ze sobą. U mnie jeszcze tak było, że początkowo (jakieś pół roku do roku) było sporo tematów do rozmów, można było pogadać o wszystkim. Potem z czasem było coraz gorzej. Myślę że te początki to było udawanie i staranie się pokazać z jak najlepszej strony, a po czasie wyszedł prawdziwy charakter.

27

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Lady Loka napisał/a:

Kate, jezeli wczesniej bylo inaczej, to moze to wroci do normy. Sama widzisz, ze zachowanie Twojego partnera jest wywolane czynnikami zewnetrznymi.
Powiedz mu po prostu ze jakby Cie potrzebowal to jestes obok i pomozesz, a potem daj mu spokoj i daj mu przezywac to tak, jak potrzebuje. Jak nie potrafisz, to tak, lepiej sie rozstac, tyle ze to nie zmieni Twojej sytuacji w kolejnych zwiazkach, bo jak bedziesz zawsze stawiac siebie w zwiazku na pierwszym miejscu, to zawsze pojawi sie sytuacja, kiedy druga osoba bedzie potrzebowala przestrzeni, bo cos sie podzieje, a Ty tej przestrzeni dac nie potrafisz.

On od zawsze był spokojny, nie aż tak wygadany na pewno jak ja, jednak więcej rozmawiał wcześniej czy pisał, była jednak różnica, chociaż wiadomo faza zakochania tez robi swoje. Co do dawania tej przestrzeni to zgadzam się z Tobą, muszę mimo wszystko się tego nauczyć.

28

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Diamanda napisał/a:
Kate009087 napisał/a:
Diamanda napisał/a:

Ja mam trochę inne zdanie na temat Twojego związku, niż powyższe wypowiedzi. Powiem Ci że miałam troszkę podobny typ chłopaka co Ty. Po pewnym czasie też wystąpił problem rozmów. Ogólnie albo ja coś opowiadałam, i miałam wrażenie że prowadzę monolog, bo albo nie było komentarza ani nic, tylko "yhm", "aha" , no to wiadomo że nie da się pociągnąć dialogu samemu. Druga kwestia, chcąc poruszyć jakieś ważne tematy, czy też związkowe,problemowe, zawsze było wymigiwanie się, unikanie trudnych tematów. Gdy też chciałam się dowiedzieć co w pracy u niego, co w domu to odpowiedzi w były stylu "po staremu", "ok", no to też nie dało się za bardzo pogadać. Też był wiecznie zmęczony. Miałam wrażenie że do mnie przyjeżdża sobie odpocząć po prostu. Chłopak nie był zły, no ale on tak był zamknięty w sobie, że wiadomo było że nigdy nie stanie się typem bardziej rozmownym, otwartym. Powiem Ci ze swojej perspektywy, że rodzi to wiele problemów. Po pierwsze to Ty będziesz nieszczęśliwa, bo masz inne oczekiwania, i potrzeby. Chcesz omawiać pewne sprawy, trudności, opowiadać sobie o codzienności, a nie dusić wszystko w sobie. Twój chłopak jest inny. Możesz oczywiście próbować metod przedstawionych powyżej, ale ja uważam że Ci to niewiele da, bo on się raczej nie zmieni, a Twoja frustracja będzie narastać. U mnie było to też jednym z powodów rozstania. Niby na pozór nikt się nie kłócił, ale wszystkie problemy były zamiatane pod dywan, udawanie że ich nie było. Z czasem mi się już też nie chciało wogóle gadać, bo to tak jakbym sobie do ściany mówiła. Niechęć narastała. No po prostu masz inne oczekiwania, i ja uważam że będziesz się z czasem coraz bardziej męczyć. Wyobrażasz sobie być z partnerem wiele lat, a nie mieć tak naprawdę o czym z nim rozmawiać? Uważam że komunikacja i rozmowa są podstawą w związku. Z kim będziesz dzielić swoje troski i radości jak nie ze swoim chłopakiem? Zastanów się nad tym. U mnie brak komunikacji po części zabił mój związek niestety.

Dziękuję za Twój punkt widzenia i opisanie swojej poprzedniej relacji. No właśnie tego też się obawiam, że nie będę miała możliwości właśnie dzielenia z nim swoich radości, nowinek w pracy, usłyszanych rzeczy i wiele innych, bo jego to i tak niezbyt interesuje, nie dopytuje o nic, albo nawet męczy się jakby moimi opowieściami... Może spróbować oczywiście właśnie zastosować rady powyższe, aby wyluzować, nie naciskać, zwierzać się bardziej koleżankom itp. tylko zastanawiam się jak to będzie kiedyś wyglądało, a nie da się właśnie kogoś w końcu zmienić. Można owszem coś tam starać się chociaż troszkę na siłę wbrew sobie działać aby sprawić radość drugiej stronie, ale to tyle. Sama zastanawiam się jak będzie wyglądało wówczas moje szczęście w tym związku, no i jego też skoro niezbyt lubi rozmawiać, to właśnie może powinien mieć szansę bycia z kimś równie zamkniętym, bardzo spokojnym itp. a tak możliwe że będą regularne kłótnie ?

Jest duże prawdopodobieństwo moim zdaniem, że tak będzie, niestety. Ja nie powiedziałabym jak inni, że stawiasz siebie na pierwszym miejscu. Po prostu masz inne oczekiwania i potrzeby, jesteś osobą która lubi rozmawiać, przegadywać problemy, jesteś bardziej emocjonalna. Twój chłopak jest inny po prostu, on może woli w milczeniu przetrawiać problemy. Nikt tu nie jest winny ani zły. Jesteście różni, i pytanie czy będziesz umiała to zaakceptować i liczyć się z tym, że taki twój chłopak jest no i nigdy nie będzie super kompanem do rozmów, czy jednak będziesz czuła się w jakiś sposób nierozumiana, odrzucana itp. Myślę, że jeśli będzie Ci to przeszkadzać, to może warto byłoby jednak dać sobie szansę na poznanie osoby podobnej w kontakcie do siebie. Na pewno bym jeszcze próbowała coś podziałać w obecnym związku, starać się coś zmienić, poprawić, może akurat zaskoczy. Ale ze swojego doświadczenia mam już raczej negatywne nastawienie, bo mi się to nie udało i się też niepotrzebnie długo szarpałam sama ze sobą. U mnie jeszcze tak było, że początkowo (jakieś pół roku do roku) było sporo tematów do rozmów, można było pogadać o wszystkim. Potem z czasem było coraz gorzej. Myślę że te początki to było udawanie i staranie się pokazać z jak najlepszej strony, a po czasie wyszedł prawdziwy charakter.

No właśnie tak niestety jest z reguły na początku, największe starania. U nas to tak trwało do zaręczyn na pewno do 1,5 roku, później powoli powoli bywało coraz gorzej, zwłaszcza od 2 fali pandemii. Na dodatek co ironiczne, ja kiedyś (poprzednie związki) też byłam bardziej zamknięta w sobie, nie umiałam zbyt wiele rozmawiać, często się obawiałam że nie mam nic ciekawego do powiedzenia i będę zanudzac itp. a w miarę zainteresowania rozwojem osobistym, przełamywania się, zmiany pracy i innych czynników bardziej się otworzyłam na komunikację z ludźmi. Zapewne oczywiście podziałam w aktualnym, bo jednak szkoda nam też zrezygnować z tego co już razem zbudowaliśmy, ale nie ukrywam że takie sprzeczki, kłótnie z tej tematyki powodują że mam wiele wątpliwości, rozmyślam czasami czy to ma sens itp. już nawet nie tylko ja, w końcu sam narzeczony powiedział mi, że przecięz wiem że do siebie nie pasujemy... Nawet w kwestii podejścia właśnie do ludzi, tzn. ja osobiście też nie lubię tłumów , ale jak chce skorzystać bardzo z jeziora to mam to gdzieś że ludzie tam są, w końcu też mają do tego prawo. On natomiast musi w tym temacie ponarzekać, najchętniej już by zrezygnował w ogóle aby się wykapac przez tych ludzi

29

Odp: Nie pasujemy do siebie?

Też u mnie wątpliwości narastały, frustracja rosła. Ogólnie odpowiedz sobie jeszcze na pytanie, czy przez to że on taki jest nie ciągnie Cię w dół... związek powinien dawać radość, powinnaś czuć się zadowolona, a nie mieć wrażenie że podcina Ci skrzydła, że przy nim się nie rozwiniesz, nic nie przeżyjesz, nigdzie nie pojedziesz bo on nie lubi/nie chce. Owszem można to wszystko robić samemu, tylko wtedy po co Ci ten chłop tak naprawdę?

30

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Diamanda napisał/a:

Też u mnie wątpliwości narastały, frustracja rosła. Ogólnie odpowiedz sobie jeszcze na pytanie, czy przez to że on taki jest nie ciągnie Cię w dół... związek powinien dawać radość, powinnaś czuć się zadowolona, a nie mieć wrażenie że podcina Ci skrzydła, że przy nim się nie rozwiniesz, nic nie przeżyjesz, nigdzie nie pojedziesz bo on nie lubi/nie chce. Owszem można to wszystko robić samemu, tylko wtedy po co Ci ten chłop tak naprawdę?

Ale zwiazek nie zawsze daje full radosc. Czasami zdarzaja sie momenty, w ktorych jest trudniej, cos sie dzieje w zyciu jednej osoby albo pary. I co wtedy? Od razu odchodzisz, bo zwiazek mial dawac radosc, a nie daje? Zwiazek to tez te zle momenty, tylko trzeba patrzec na caloksztalt. Twoja sytuacja byla inna niz sytuacja Autorki.

31

Odp: Nie pasujemy do siebie?

Tak, masz rację, i zachęcam autorkę aby najpierw próbowała coś zmienić, podjąć próby poprawy związku. Prawda jest też taka, że muszą chcieć tego obie strony, a nie tylko jedna. Ale jeśli się dłuugo nic nie zmienia i nie poprawia, i nie ma na to żadnych perspektyw, to moim zdaniem szkoda czasu by tkwić w czymś takim.

32

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Diamanda napisał/a:

Też u mnie wątpliwości narastały, frustracja rosła. Ogólnie odpowiedz sobie jeszcze na pytanie, czy przez to że on taki jest nie ciągnie Cię w dół... związek powinien dawać radość, powinnaś czuć się zadowolona, a nie mieć wrażenie że podcina Ci skrzydła, że przy nim się nie rozwiniesz, nic nie przeżyjesz, nigdzie nie pojedziesz bo on nie lubi/nie chce. Owszem można to wszystko robić samemu, tylko wtedy po co Ci ten chłop tak naprawdę?

Już nie raz się nad tym zastanawiałam, czy właśnie nie ciągnie w dół przypadkiem przez to, jednak nie zabrania mi rozwijać się, spędzać po swojemu czas, spotykać się z ludźmi czy coś w tym rodzaju i też nie jest tak, że w ogóle tego razem nie robimy, po prostu często musi ponarzekać albo spotkamy się razem z kimś, pójdziemy gdzieś tam, pójdziemy nad to jezioro i okazuje się że jest fajnie. Tak samo było z urodzinami okrągłymi, trochę wymyśliłam żeby zorganizować je dla naszych znajomych również we dwójkę, był opór i niezbyt zadowolony, a okazało się że podobało mu się. Jedynie najgorsza kwestia z tymi rozmowami, dzieleniem się przeżyciami, czasami wzajemne zrozumienie

33

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Diamanda napisał/a:

Też u mnie wątpliwości narastały, frustracja rosła. Ogólnie odpowiedz sobie jeszcze na pytanie, czy przez to że on taki jest nie ciągnie Cię w dół... związek powinien dawać radość, powinnaś czuć się zadowolona, a nie mieć wrażenie że podcina Ci skrzydła, że przy nim się nie rozwiniesz, nic nie przeżyjesz, nigdzie nie pojedziesz bo on nie lubi/nie chce. Owszem można to wszystko robić samemu, tylko wtedy po co Ci ten chłop tak naprawdę?

Aha i jeszcze on jest bardziej pesymistą w naszym związku (twierdzi że realista wink ja bardziej optymistycznie podchodzę do życia, wiadomo też zdarzają mi się wstawki pesymisty, pewnie jak każdemu. No i ciągnięcie w dół  najbardziej odczuwam, gdy jego humor regularnie nie wiadomo z jakiego powodu jest obniżony, jest pirytowany, że najlepiej właśnie nie podchodzić czasami, a ja wtedy (chociaż stąd już wiem że zupełnie niepotrzebnie) próbuje go wyciągnąć z tego stanu i sama w niego wpadam

34

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Kate009087 napisał/a:
Diamanda napisał/a:

Też u mnie wątpliwości narastały, frustracja rosła. Ogólnie odpowiedz sobie jeszcze na pytanie, czy przez to że on taki jest nie ciągnie Cię w dół... związek powinien dawać radość, powinnaś czuć się zadowolona, a nie mieć wrażenie że podcina Ci skrzydła, że przy nim się nie rozwiniesz, nic nie przeżyjesz, nigdzie nie pojedziesz bo on nie lubi/nie chce. Owszem można to wszystko robić samemu, tylko wtedy po co Ci ten chłop tak naprawdę?

Aha i jeszcze on jest bardziej pesymistą w naszym związku (twierdzi że realista wink ja bardziej optymistycznie podchodzę do życia, wiadomo też zdarzają mi się wstawki pesymisty, pewnie jak każdemu. No i ciągnięcie w dół  najbardziej odczuwam, gdy jego humor regularnie nie wiadomo z jakiego powodu jest obniżony, jest pirytowany, że najlepiej właśnie nie podchodzić czasami, a ja wtedy (chociaż stąd już wiem że zupełnie niepotrzebnie) próbuje go wyciągnąć z tego stanu i sama w niego wpadam

I znowu narracja "Ja" wink

35

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Lady Loka napisał/a:
Kate009087 napisał/a:
Diamanda napisał/a:

Też u mnie wątpliwości narastały, frustracja rosła. Ogólnie odpowiedz sobie jeszcze na pytanie, czy przez to że on taki jest nie ciągnie Cię w dół... związek powinien dawać radość, powinnaś czuć się zadowolona, a nie mieć wrażenie że podcina Ci skrzydła, że przy nim się nie rozwiniesz, nic nie przeżyjesz, nigdzie nie pojedziesz bo on nie lubi/nie chce. Owszem można to wszystko robić samemu, tylko wtedy po co Ci ten chłop tak naprawdę?

Aha i jeszcze on jest bardziej pesymistą w naszym związku (twierdzi że realista wink ja bardziej optymistycznie podchodzę do życia, wiadomo też zdarzają mi się wstawki pesymisty, pewnie jak każdemu. No i ciągnięcie w dół  najbardziej odczuwam, gdy jego humor regularnie nie wiadomo z jakiego powodu jest obniżony, jest pirytowany, że najlepiej właśnie nie podchodzić czasami, a ja wtedy (chociaż stąd już wiem że zupełnie niepotrzebnie) próbuje go wyciągnąć z tego stanu i sama w niego wpadam

I znowu narracja "Ja" wink

Tylko, że tutaj już chyba ciężko było odpowiedzieć na pytanie "czy czujesz że ciągnie cię w dół?" Bez takiego "ja" wink

36

Odp: Nie pasujemy do siebie?

Nawet mając małe doświadczenie ze związkami, muszę jednak przyznać, że ostatnie o czym bym pomyślał, to fakt, żę w relacji dwojga ludzi będzie się zawsze układać wzorowo czy sielsko- anieslko. Jesteśmy ludźmi, mamy swoje wady, różnimy się, popełniamy błędy, miewamy zmienne nastroje - a tymaczasem w wielu przypadkach tutaj opisywanych Autorzy wątków oczekują, że wszystko będzie zawsze cudownie i fantanstycznie.

Poza tym niektóre określenia są niezwykle subiektywne, bo np " ciągnięcie kogoś w dół" niekoniecznie może oznaczać cofanie się, ale zostawanie na tym samym miejscu - facetowi jest dobrze, jak jest  a kobieta pragnie ciągle nowych doznań, choćby w sakmej sferze zawodowow-życiowej a nie emocjonalnej. Tylko dlaczego dopiero po jakimś czasie ludzei poznają prawdę o swoim partnerze?

37

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Kate009087 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
Kate009087 napisał/a:

Aha i jeszcze on jest bardziej pesymistą w naszym związku (twierdzi że realista wink ja bardziej optymistycznie podchodzę do życia, wiadomo też zdarzają mi się wstawki pesymisty, pewnie jak każdemu. No i ciągnięcie w dół  najbardziej odczuwam, gdy jego humor regularnie nie wiadomo z jakiego powodu jest obniżony, jest pirytowany, że najlepiej właśnie nie podchodzić czasami, a ja wtedy (chociaż stąd już wiem że zupełnie niepotrzebnie) próbuje go wyciągnąć z tego stanu i sama w niego wpadam

I znowu narracja "Ja" wink

Tylko, że tutaj już chyba ciężko było odpowiedzieć na pytanie "czy czujesz że ciągnie cię w dół?" Bez takiego "ja" wink

Tyle, że gdybyś skupiła się na nim i na tym, jakiej on pomocy potrzebuje, a nie na tym, jakiej Tobie się wydaje, że potrzebuje, to nie czułabyś tego ciągnięcia w dół. Ono się stąd też bierze (między innymi), że analizujesz to wszystko pod siebie.

38

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Lady Loka napisał/a:
Kate009087 napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

I znowu narracja "Ja" wink

Tylko, że tutaj już chyba ciężko było odpowiedzieć na pytanie "czy czujesz że ciągnie cię w dół?" Bez takiego "ja" wink

Tyle, że gdybyś skupiła się na nim i na tym, jakiej on pomocy potrzebuje, a nie na tym, jakiej Tobie się wydaje, że potrzebuje, to nie czułabyś tego ciągnięcia w dół. Ono się stąd też bierze (między innymi), że analizujesz to wszystko pod siebie.

Tutaj bardzo możliwe że masz rację, bo analizuje właśnie sporo pod siebie. Wiele rzeczy odnoszę do siebie, jednak z tym muszę postarac się jakoś sobie poradzić, bo to faktycznie występowałoby niezależnie od związku (w sensie nawet jak byłby to związek już z innym mężczyzną), bo to jednak zachowanie.

39

Odp: Nie pasujemy do siebie?
bagienni_k napisał/a:

Nawet mając małe doświadczenie ze związkami, muszę jednak przyznać, że ostatnie o czym bym pomyślał, to fakt, żę w relacji dwojga ludzi będzie się zawsze układać wzorowo czy sielsko- anieslko. Jesteśmy ludźmi, mamy swoje wady, różnimy się, popełniamy błędy, miewamy zmienne nastroje - a tymaczasem w wielu przypadkach tutaj opisywanych Autorzy wątków oczekują, że wszystko będzie zawsze cudownie i fantanstycznie.

Poza tym niektóre określenia są niezwykle subiektywne, bo np " ciągnięcie kogoś w dół" niekoniecznie może oznaczać cofanie się, ale zostawanie na tym samym miejscu - facetowi jest dobrze, jak jest  a kobieta pragnie ciągle nowych doznań, choćby w sakmej sferze zawodowow-życiowej a nie emocjonalnej. Tylko dlaczego dopiero po jakimś czasie ludzei poznają prawdę o swoim partnerze?

Masz rację, nigdy nie będzie w 100% kolorowo, bo nikt nie jest idealny, zgadzam się. Tylko po prostu czasami już człowiek właśnie sam nie wie co robi źle, albo co powinien zmienić, jak podejść do partnera skoro próby idą jak pies do jeża, że chętnie tutaj takie osoby jak ja, po prostu szukają porad. Jednak absolutnie się z Tobą zgadzam. A ciągnięcie kogos w dół to w sumie i tak chyba zależy jak kto osobiście to rozumie. Ja bardziej rozumiem to tak, że bardziej zamykam się przez partnera w sobie, unikam innych ludzi (bo on np. ich nie lubi), unikam spotkań z ludźmi, czy nie wiem nie próbuje już niczego się uczyć bo na każdym kroku on mi mówi że to strata czasu, że i tak mi się to nie przyda itp (to tylko takie przykłady).

40

Odp: Nie pasujemy do siebie?

Jak facet nie wyrabia finansowo, to cała reszta leży.

Osobna sprawa - jak można być w czarnej dupie finansowo, pracując realnie półtora etatu?
Przecież teraz nawet na byle budowie (wspominałaś o pracy fizycznej) zarobki są całkiem niezłe.

41 Ostatnio edytowany przez Kate009087 (2021-07-13 22:45:01)

Odp: Nie pasujemy do siebie?
noben napisał/a:

Jak facet nie wyrabia finansowo, to cała reszta leży.

Osobna sprawa - jak można być w czarnej dupie finansowo, pracując realnie półtora etatu?
Przecież teraz nawet na byle budowie (wspominałaś o pracy fizycznej) zarobki są całkiem niezłe.

Ma kredyt (nie mała ratę), o którym pisałam w poście 1, wzięty zanim się poznaliśmy i jeszcze potrwa 2 lata spłata + wynajem i kwestie potrzebne takie jak paliwo, jedzenie (czyli nie tam jakieś pierdoły, bez których można się obyć) i naprawdę to sumując to nie zostaje zbyt wiele nawet na przyjemności jakieś, a co dopiero większe odkładanie. Także nawet jak zarobi z 5 na rękę, a tak to mniej więcej wygląda i to nie jest praca na budowie, ale też fizyczna, to i tak większość jest pożerana przez wydatki.

42

Odp: Nie pasujemy do siebie?

A teraz znów jest sytuacja, siedzi smutny, bo się nie wyspał, nic mu się nie chce i mówi że powinien iść w sobotę do roboty, bo ma za mało nadgodzin, a nie wie czy w pracy w ogóle się zgodzą itp. ja nie wiem ogólnie jak mam reagować na coś takiego, jak mam wspierać, bo też cokolwiek mówię, to mam wrażenie, że to sprawy nie polepsza. I co w takim razie odcinać się, zostawić ? Bo jak wspierać

43

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Kate009087 napisał/a:

A teraz znów jest sytuacja, siedzi smutny, bo się nie wyspał, nic mu się nie chce i mówi że powinien iść w sobotę do roboty, bo ma za mało nadgodzin, a nie wie czy w pracy w ogóle się zgodzą itp. ja nie wiem ogólnie jak mam reagować na coś takiego, jak mam wspierać, bo też cokolwiek mówię, to mam wrażenie, że to sprawy nie polepsza. I co w takim razie odcinać się, zostawić ? Bo jak wspierać

Ale co wspierać?
To są normalne, codzienne sprawy, a nie jakieś dramaty czy tragedie, wymagające wsparcia.
Jesteś jego matką, czy partnerką?
Niby wiem, że jesteś partnerką, ale stawiasz się uparcie w roli opiekunki i mamy.
Jak chce iść do pracy w sobotę, to niech idzie. A jak chce iść do pracy w sobotę, ale nie może - to nie pójdzie. To są przecież proste sytuacje, dlaczego nadawać im rysu i charakteru dramatu, który wymaga nie wiadomo jakiego wsparcia?
To tak, jakbyś Ty powiedziała, że chcesz iść w sobotę do sklepu, ale nie wiesz, czy będzie otwarty. Poważnie coś takiego wymaga wsparcia?? big_smile

44

Odp: Nie pasujemy do siebie?
IsaBella77 napisał/a:
Kate009087 napisał/a:

A teraz znów jest sytuacja, siedzi smutny, bo się nie wyspał, nic mu się nie chce i mówi że powinien iść w sobotę do roboty, bo ma za mało nadgodzin, a nie wie czy w pracy w ogóle się zgodzą itp. ja nie wiem ogólnie jak mam reagować na coś takiego, jak mam wspierać, bo też cokolwiek mówię, to mam wrażenie, że to sprawy nie polepsza. I co w takim razie odcinać się, zostawić ? Bo jak wspierać

Ale co wspierać?
To są normalne, codzienne sprawy, a nie jakieś dramaty czy tragedie, wymagające wsparcia.
Jesteś jego matką, czy partnerką?
Niby wiem, że jesteś partnerką, ale stawiasz się uparcie w roli opiekunki i mamy.
Jak chce iść do pracy w sobotę, to niech idzie. A jak chce iść do pracy w sobotę, ale nie może - to nie pójdzie. To są przecież proste sytuacje, dlaczego nadawać im rysu i charakteru dramatu, który wymaga nie wiadomo jakiego wsparcia?
To tak, jakbyś Ty powiedziała, że chcesz iść w sobotę do sklepu, ale nie wiesz, czy będzie otwarty. Poważnie coś takiego wymaga wsparcia?? big_smile

Milczy - zle
Mowi - jeszcze gorzej big_smile

i zrozum tu kobiete big_smile

45 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-07-14 11:53:02)

Odp: Nie pasujemy do siebie?
IsaBella77 napisał/a:
Kate009087 napisał/a:

A teraz znów jest sytuacja, siedzi smutny, bo się nie wyspał, nic mu się nie chce i mówi że powinien iść w sobotę do roboty, bo ma za mało nadgodzin, a nie wie czy w pracy w ogóle się zgodzą itp. ja nie wiem ogólnie jak mam reagować na coś takiego, jak mam wspierać, bo też cokolwiek mówię, to mam wrażenie, że to sprawy nie polepsza. I co w takim razie odcinać się, zostawić ? Bo jak wspierać

Ale co wspierać?
To są normalne, codzienne sprawy, a nie jakieś dramaty czy tragedie, wymagające wsparcia.
Jesteś jego matką, czy partnerką?
Niby wiem, że jesteś partnerką, ale stawiasz się uparcie w roli opiekunki i mamy.
Jak chce iść do pracy w sobotę, to niech idzie. A jak chce iść do pracy w sobotę, ale nie może - to nie pójdzie. To są przecież proste sytuacje, dlaczego nadawać im rysu i charakteru dramatu, który wymaga nie wiadomo jakiego wsparcia?
To tak, jakbyś Ty powiedziała, że chcesz iść w sobotę do sklepu, ale nie wiesz, czy będzie otwarty. Poważnie coś takiego wymaga wsparcia?? big_smile

No  chyba mam tendencje do wcielania się w roli matki i muszę koniecznie z tego wyjść. Tak samo z przerzucaniem na siebie tych emocji.

To, że mówi to nie źle, tylko czasami za dużo mam wrażenie jest w tym męczeństwa, narzekania i jaki ten świat zły big_smile zamiast wziąć sprawy w swoje ręce, pomyślmy wspólnie nad rozwiązaniami. Ile to nocy nieprzespanych mają rodzice i jakoś żyć muszą wink

46

Odp: Nie pasujemy do siebie?
Kate009087 napisał/a:

No  chyba mam tendencje do wcielania się w roli matki i muszę koniecznie z tego wyjść. Tak samo z przerzucaniem na siebie tych emocji.

Z matkami nie tworzy się związków partnerskich, w takim układzie będziecie też mieli problemy w sferze seksualnej, bo z matkami się nie sypia.

Kate009087 napisał/a:

To, że mówi to nie źle, tylko czasami za dużo mam wrażenie jest w tym męczeństwa, narzekania i jaki ten świat zły big_smile zamiast wziąć sprawy w swoje ręce, pomyślmy wspólnie nad rozwiązaniami. Ile to nocy nieprzespanych mają rodzice i jakoś żyć muszą wink

To są naprawdę drobiazgi i nie wymagają żadnej interwencji ani wsparcia.
Normalne sprawy, a nie tragedie.
Ja widzę u Ciebie usilną chęć tworzenie sobie problemów tam, gdzie ich tak naprawdę nie ma. Czy robisz to świadomie? Po to, żeby właśnie wykazać jak bardzo jesteś pomocna i wspierająca?

A że narzeka? Może ma takie usposobienie? Może jest malkontentem? Może nic go nie cieszy, a wszędzie widzi problemy?
A może jest po prostu niedojrzały, lubi się rozdrabniać, marudzić.

47

Odp: Nie pasujemy do siebie?

Jeśli tego typu sprawy, jak te wspomniane w artykule,  dla wielu kobiet wymagają wsparcia(obojętnie w którą stronę), to świat staje na głowie...

48

Odp: Nie pasujemy do siebie?
IsaBella77 napisał/a:
Kate009087 napisał/a:

No  chyba mam tendencje do wcielania się w roli matki i muszę koniecznie z tego wyjść. Tak samo z przerzucaniem na siebie tych emocji.

Z matkami nie tworzy się związków partnerskich, w takim układzie będziecie też mieli problemy w sferze seksualnej, bo z matkami się nie sypia.

Kate009087 napisał/a:

To, że mówi to nie źle, tylko czasami za dużo mam wrażenie jest w tym męczeństwa, narzekania i jaki ten świat zły big_smile zamiast wziąć sprawy w swoje ręce, pomyślmy wspólnie nad rozwiązaniami. Ile to nocy nieprzespanych mają rodzice i jakoś żyć muszą wink

To są naprawdę drobiazgi i nie wymagają żadnej interwencji ani wsparcia.
Normalne sprawy, a nie tragedie.
Ja widzę u Ciebie usilną chęć tworzenie sobie problemów tam, gdzie ich tak naprawdę nie ma. Czy robisz to świadomie? Po to, żeby właśnie wykazać jak bardzo jesteś pomocna i wspierająca?

A że narzeka? Może ma takie usposobienie? Może jest malkontentem? Może nic go nie cieszy, a wszędzie widzi problemy?
A może jest po prostu niedojrzały, lubi się rozdrabniać, marudzić.

Możliwe że mieszanka wybuchowa z tego co napisałaś wink  bardzo możliwe jest to o czym napisałaś z tym wykazaniem się, dzięki za ten wpis, zawsze mnie naprowadzaja właśnie takie stwierdzenia, na to co jest u mnie nie tak

Posty [ 48 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie pasujemy do siebie?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024