netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

co sądzicie o przyjaciółkach partnera?

14 odpowiedzi4 974 wyświetleniazałożony przez marissaa, 23.09.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » co sądzicie o przyjaciółkach partnera?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 15 ]

1

Temat: co sądzicie o przyjaciółkach partnera?

Co myślicie o "przyjaciółkach/przyjaciołach" partnera/partnerki?

Jesteśmy z mężem od 4 lat ze sobą, rok jako małżeństwo. Początki znajomości i "bycia" ze sobą były naprawdę niesamowite, czułam się kochana, zauważana, zdobywana. Większość rzeczy robiliśmy razem, mieliśmy wspólne pasje i zainteresowania, nigdy się ze sobą nie nudziliśmy. Po kilku latach i naciskach w ubiegłym roku zgodziłam się na małżeństwo. Ślub i wesele było jak z bajki....i trzy tygodnie po tym ta bajka się skończyła!

Właściwie nie wiem dlaczego, nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, coś mi kazało wziąć męża telefon do ręki kiedy się kąpał. Nigdy wcześniej tego nie robiłam, ponieważ uważam, że każdy ma jakiś kawałek świata dla siebie, a zaufanie to podstawa. Niestety to co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg. Mój mąż, pod pretekstem pracy w nocy przed komputerem, prowadził bardzo ożywione dyskusje ze swoimi znajomymi na FB, a że ma aplikację w telefonie to wszystko odczytałam. Nie będę przytaczać wszystkich słów, ale tekst na trzy tygodnie po ślubie do jednej z nich "mogę przyjechać i cię wymasować" nie mieści się w moich kategoriach rozumienia "koleżeństwa". I takich wątków z różnymi było kilkanaście, dodam, że każdą rozmowę on inicjował, każdą dziewczynę on zaczepiał. Myślałam, że wezmę ten telefon i wrzucę mu do wanny pełnej wody! W życiu nie miałam takich emocji, nie wiedziałam co zrobić i nic nie mówiąc wyszłam z domu, żeby się uspokoić. Oczywiście po moim powrocie mój mąż czuł, że coś jest nie tak i w złości wszytko wykrzyczałam, pokazując walizkę i drzwi. Niestety jak to bywa w takich sytuacjach zastałam zaatakowana i od głupich zazdrośnic wyzwana. Jedynym komentarzem na tamtą chwilę było "jakbyś nie ruszała mojego telefonu to by nie było całej tej akcji i nieporozumienia". Tłumaczył, że te dziewczyny to jego przyjaciółki, że pisząc do jednej z nich "kocham Cię i uwielbiam" to miał na myśli tylko platoniczną miłość (chyba nie zna znaczenia tego słowa) i że cytuję mu same zdania wyrwane z kontekstu i tyle. Dodam, że nigdy nic nie wspominał o tych przyjaciółkach, ani żadnej z nich nie poznałam. Ciche dni trwały kilka tygodni i jakoś się to wszystko rozeszło. Po trzech miesiącach ten sam głos powiedział mi "zobacz telefon" (szczerze to zaczynam się trochę bać tych podpowiedzi w mojej głowie) i znalazłam kolejną korespondencję, niestety po otworzeniu każdej kasowała się bo wcześniej usunął je z komputera. Nie muszę pisać, że skończyło się to kolejną awanturą i kolejnym śmiesznym argumentem, że skasował, żebym się nie denerwowała co tez inne dziewczyny do niego piszą! I to nazywanie każdej przyjaciółką od serca, z lat dziecięcych, z pracy, z podwórka...mnie to śmieszy i dziwi...Co chwilę jakaś do niego dzwoni, pyta o rady, prosi o pomoc, albo tak tylko w ramach pogaduch. co one wszystkie muszą sobie o mnie myśleć? Głupia żona, daje się tak kołować.

No i tak sobie żyjemy, ja w paranoi sprawdzania telefonu, on w strachu, żeby przez przypadek nie wyjść gdzieś bez niego (nawet do toalety), oddalamy się coraz bardziej, nie mamy wspólnych tematów. O intymnych rzeczach i takich przyziemnych również pisze do swojej przyjaciółki M., której też od czterech lat nie miał mi czasu przedstawić, pomaga jej w większości spraw, wozi do lekarzy bo ponoć choruje bardzo. Ja przestaje pytać, zajmuje się pracą i córką, tylko jest mi strasznie przykro bo nie zaniedbywałam go jako faceta, dbam o dom, nawet pomagam mu w pracy na ile potrafię. Nie sypiamy ze sobą od kilku miesięcy i to nie dlatego, że ja nie chcę. Jest tak jakby nie potrzebował zbliżeń ze mną...a kilka razy w nocy go nakryłam jak się przez sen onanizował...

A wczoraj moja przyjaciółka z nami wieczorem posiedziała i kiedy ją odprowadzałam powiedziała: "tak dążył do tego ślubu, a teraz wszystko co mówi mógłby zastąpić jednym słowem: w dup...e to wszystko mam".

Najgorzej, że nie wiem co dalej...

2

Odp: co sądzicie o przyjaciółkach partnera?
marissaa napisał/a:

Co myślicie o "przyjaciółkach/przyjaciołach" partnera/partnerki?

Jesteśmy z mężem od 4 lat ze sobą, rok jako małżeństwo. Początki znajomości i "bycia" ze sobą były naprawdę niesamowite, czułam się kochana, zauważana, zdobywana. Większość rzeczy robiliśmy razem, mieliśmy wspólne pasje i zainteresowania, nigdy się ze sobą nie nudziliśmy. Po kilku latach i naciskach w ubiegłym roku zgodziłam się na małżeństwo. Ślub i wesele było jak z bajki....i trzy tygodnie po tym ta bajka się skończyła!

Właściwie nie wiem dlaczego, nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, coś mi kazało wziąć męża telefon do ręki kiedy się kąpał. Nigdy wcześniej tego nie robiłam, ponieważ uważam, że każdy ma jakiś kawałek świata dla siebie, a zaufanie to podstawa. Niestety to co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg. Mój mąż, pod pretekstem pracy w nocy przed komputerem, prowadził bardzo ożywione dyskusje ze swoimi znajomymi na FB, a że ma aplikację w telefonie to wszystko odczytałam. Nie będę przytaczać wszystkich słów, ale tekst na trzy tygodnie po ślubie do jednej z nich "mogę przyjechać i cię wymasować" nie mieści się w moich kategoriach rozumienia "koleżeństwa". I takich wątków z różnymi było kilkanaście, dodam, że każdą rozmowę on inicjował, każdą dziewczynę on zaczepiał. Myślałam, że wezmę ten telefon i wrzucę mu do wanny pełnej wody! W życiu nie miałam takich emocji, nie wiedziałam co zrobić i nic nie mówiąc wyszłam z domu, żeby się uspokoić. Oczywiście po moim powrocie mój mąż czuł, że coś jest nie tak i w złości wszytko wykrzyczałam, pokazując walizkę i drzwi. Niestety jak to bywa w takich sytuacjach zastałam zaatakowana i od głupich zazdrośnic wyzwana. Jedynym komentarzem na tamtą chwilę było "jakbyś nie ruszała mojego telefonu to by nie było całej tej akcji i nieporozumienia". Tłumaczył, że te dziewczyny to jego przyjaciółki, że pisząc do jednej z nich "kocham Cię i uwielbiam" to miał na myśli tylko platoniczną miłość (chyba nie zna znaczenia tego słowa) i że cytuję mu same zdania wyrwane z kontekstu i tyle. Dodam, że nigdy nic nie wspominał o tych przyjaciółkach, ani żadnej z nich nie poznałam. Ciche dni trwały kilka tygodni i jakoś się to wszystko rozeszło. Po trzech miesiącach ten sam głos powiedział mi "zobacz telefon" (szczerze to zaczynam się trochę bać tych podpowiedzi w mojej głowie) i znalazłam kolejną korespondencję, niestety po otworzeniu każdej kasowała się bo wcześniej usunął je z komputera. Nie muszę pisać, że skończyło się to kolejną awanturą i kolejnym śmiesznym argumentem, że skasował, żebym się nie denerwowała co tez inne dziewczyny do niego piszą! I to nazywanie każdej przyjaciółką od serca, z lat dziecięcych, z pracy, z podwórka...mnie to śmieszy i dziwi...Co chwilę jakaś do niego dzwoni, pyta o rady, prosi o pomoc, albo tak tylko w ramach pogaduch. co one wszystkie muszą sobie o mnie myśleć? Głupia żona, daje się tak kołować.

No i tak sobie żyjemy, ja w paranoi sprawdzania telefonu, on w strachu, żeby przez przypadek nie wyjść gdzieś bez niego (nawet do toalety), oddalamy się coraz bardziej, nie mamy wspólnych tematów. O intymnych rzeczach i takich przyziemnych również pisze do swojej przyjaciółki M., której też od czterech lat nie miał mi czasu przedstawić, pomaga jej w większości spraw, wozi do lekarzy bo ponoć choruje bardzo. Ja przestaje pytać, zajmuje się pracą i córką, tylko jest mi strasznie przykro bo nie zaniedbywałam go jako faceta, dbam o dom, nawet pomagam mu w pracy na ile potrafię. Nie sypiamy ze sobą od kilku miesięcy i to nie dlatego, że ja nie chcę. Jest tak jakby nie potrzebował zbliżeń ze mną...a kilka razy w nocy go nakryłam jak się przez sen onanizował...

A wczoraj moja przyjaciółka z nami wieczorem posiedziała i kiedy ją odprowadzałam powiedziała: "tak dążył do tego ślubu, a teraz wszystko co mówi mógłby zastąpić jednym słowem: w dup...e to wszystko mam".

Najgorzej, że nie wiem co dalej...

w strasznym chaosie żyjesz,strasznym....nie wytrzymalabym w takiej PARODII MAŁŻEŃSTWA ANI JEDNEGO DNIA

3

Odp: co sądzicie o przyjaciółkach partnera?

Można by napisać, że Twój mąż jest przyjacielski. Podejrzane jest, to ze tylko z kobietami konwersuje, spotyka się itp.  Do tego usunięcie wiadomości po Twojej reakcji (wg mnie słusznej) zdaje sie być pewną wskazówką. Myślę, że fizycznie też Ciebie zdradza. Dlaczego:
1. Ukrywał te kontakty, dlaczego nigdy ich nie poznałaś ? (ironia)
2. Nie uprawiacie seksu przez dłuższy czas (onanizuje się, niemal każdy mężczyzna w związku)
3. Słowa pisane przez "przyjaciółki" no i przez niego "kocham cie, uwielbiam" (gra nimi, bawi się)

Być może dla niego to tylko zabawa bez kontaktu fizycznego, ale czy to też nie jest zdradą ?

Wydaje mi się, że małżeństwo to taki stan, kiedy nie ma się czasu na problemy "przyjaciółek", szczególnie, jeżeli partnerka jest niezadowolona.

Eh...myślę, ze powinnaś postawić sprawy bardzo jasno i czytelnie.

4

Odp: co sądzicie o przyjaciółkach partnera?

Posiadanie przyjaciółek to żadna zbrodnia, ale oszukiwanie i zaniedbywanie partnerki to już kompletnie inna para kaloszy. Postaw sprawę na ostrzu noża.

5

Odp: co sądzicie o przyjaciółkach partnera?

Twoja historia potwierdza moje przekonanie, że wybór partnera, to loteria losu. 4 lata, a okazuje się, że wyszłaś za innego człowieka, a z innym żyjesz, choć niby to ten sam. Współczuję ci bardzo. Nie wiem czy coś z tym da się zrobić. wydaje mi się, że wszystko co uda ci się znaleźć w tel. czy komputerze zachowuj jako dowody w razie ewentualnego rozwodu.

6 Ostatnio edytowany przez Janexi (2015-09-23 19:29:05)

Odp: co sądzicie o przyjaciółkach partnera?

Tak naprawdę żadne z teoretycznych rozwiązań naprawienia waszej relacji, które w rezultacie miałoby posłużyć za wiadro zimnej wody wylane na rozgorączkowany wrażeniami łeb Twojego męża, nie mają większego sensu w tym przypadku. Twój mąż  nie widzi winy w sobie, w swoim zachowaniu, nie widzi potrzeby współpracy z Tobą, naprawiania tego co zepsuł - w innym przypadku już dawno by się otrząsnął, i zaczął nad sobą pracować - w końcu taki stan rzeczy nie utrzymuje się od wczoraj. Ciężko mi też uwierzyć, że to ten złoty krążek na palcu go zmienił i rozbudził w nim nową, inną naturę bawidamka - lojalność musiał zgubić już jakiś czas wcześniej, tylko zwyczajnie lepiej się kamuflował... A może po prostu ufna, zakochana, przejęta nową rolą żony,  nie zauważyłaś niuansów, które robiły za drogowskaz wskazujący ścieżkę prowadzącą w przeciwległą stronę niż ołtarz...? Mieszkaliście ze sobą przed ślubem?

Moja rada - chyba jedyna właściwa - spakuj siebie, dziecko, wyprowadź się. Daj sobie i temu "małżeństwu" trochę czasu na zdystansowanie się do sprawy i ochłodę emocji.  To chyba jedyna opcja, aby coś dotarło do mózgownicy Twojego męża. Oby tylko ogarnął się nim sama dojdziesz do wniosku, że lepiej żyje Ci się w pojedynkę, niż z krętaczem, oszustem, egoistą i ciotą - bo tylko ciota nie umie przyznać się do błędu, odwraca kotem ogonem i zwala całą odpowiedzialność na swoją kobietę - nawet za bigos, który sam przypalił.

Nie pozwól tylko, aby ta historia wypaczyła Ci sposób spostrzegania przyjaźni, która niewątpliwie istnieje między kobietą a mężczyzną.
Polega ona na rozmowie, dobrej radzie, wsparciu, udzieleniu pomocy, obecności w ważnych chwilach w życiu drugiego człowieka. Gdzie panuje uczucie miłości i troski, ale takiej czysto braterskiej, a bliskość nie wykracza poza przyjacielskie gesty, gdzie nie ma miejsca na erotyczne podteksty.
Gdyby Twój mąż miał prawdziwą przyjaciółkę, od serca, która byłaby mu rzeczywiście bliska, już dawno by was ze sobą zapoznał, a już na pewno byłaby obecna na waszym ślubie. Chłop najwyraźniej ma problemy z nazywaniem rzeczy po imieniu i tak delikatnie postanowił swoje kochanki określić mianem przyjaciółek... To też jest ciotowate. smile

7

Odp: co sądzicie o przyjaciółkach partnera?

Nie wierzę w przyjaźń damsko męską. Nikt mi nie wmówi, że coś takiego istnieje.
No way!
Mężuś wg mnie kręci i to ostro. Mnie by to zadręczyło.
Spróbowałabym wyjaśnić na spokojnie i mocno podkreśliłabym, że takie traktowanie mi nie odpowiada. A potem sama zobaczysz.
Swoją drogą jakie to typowe. Gdy pan mąż zostaje praktycznie przyłapany na gorącym uczynku to automatycznie postępuje zgodnie z zasadą najlepszą obroną jest atak

8

Odp: co sądzicie o przyjaciółkach partnera?
Ogniu krocz ze mną napisał/a:

Nie wierzę w przyjaźń damsko męską. Nikt mi nie wmówi, że coś takiego istnieje. (...)

Nie wierzysz, bo sama jej nie doświadczyłaś. A może też inne osobiste doświadczenia lub doświadczenia bliskich Ci osób, wywierają dodatkowy wpływ na to, że obraz damsko-męskiej przyjaźni widzisz w czarnych barwach... Jakkolwiek wcale nie oznacza to, że w rzeczywistości  takie "zjawisko" nie występuje - z autopsji wiem, że czasem się przytrafia, i potrafi bardzo dobrze funkcjonować, niosąc ze sobą wiele dobrego. smile

9

Odp: co sądzicie o przyjaciółkach partnera?

Ja wierzę w przyjaźń między kobietą i mężczyzną, o ile tak jak w naszym przypadku, dotyczy ona małżeństwa.
Mamy wspólnych przyjaciół i nie tylko. Ale jakoś nie rozmawiam z nimi na tematy dla mnie najważniejsze, zanim nie porozmawiam o nich z żoną.
Mogę zapytać o zdanie co myślą o wakacjach w tym a tym miejscu, co polecają dla dzieci na prezenty, czy też zapytać jak nowocześnie odnowić mieszkanie itp itd. Ale rozmawiać w taki sposób jak opisała autorka? żart.

Do mnie także dochodzą głosy, że moja żona nie dzieli się naszymi najbliższymi sprawami. Oczywiście, że możemy pożartować na wszelkie tematy, czasami wyrazić opinie, ale są dla nas granice. Często wtedy słyszymy, ze my to musimy mieć wiele problemów, skoro nic nie mówimy o pewnych sprawach, o których od nich możemy się dowiedzieć. Wtedy mówię to co napisałem powyżej. I zdziwienie... Jak żona/mąż może być najlepszym przyjacielem...
Janexi, to co piszesz powinno występować pomiędzy małżonkami, którzy kochają się wzajemnie. Sorry, ale skoro dzielisz się problemami z osobami trzecimi, szczególnie tymi najbliższymi, to coś jest nie halo. hmm

10

Odp: co sądzicie o przyjaciółkach partnera?

Wspólni przyjaciele naszego małżeństwa... Oczywiście proszę bardzo!

A nie, że każdy z nas spotyka się sam,  wiadomo rozmowy o neutralnych rzeczach  ale i o tym co dzieje się w np. w naszym małżeństwie,  które dla mnie jest sacrum.

Nie i nie.  Nie sądzę, że mam spaczony sposób odbierania przyjaźni męsko damskiej a tym bardziej w małżeństwie. Dla mnie coś takiego po prostu nie istnieje.

11

Odp: co sądzicie o przyjaciółkach partnera?

to nie sa przyjaciółki tylko kochanki
ktora madra kobieta pozowoli pisac do siebie zonatemu koledze ,,moge cie wymasowac?,,

12

Odp: co sądzicie o przyjaciółkach partnera?

Wywal dziada dopiero wtedy odetchniesz pełną piersią.
Znoszenie tego musi być zadręczające.

13

Odp: co sądzicie o przyjaciółkach partnera?
facetJAKwielu napisał/a:

(...) Sorry, ale skoro dzielisz się problemami z osobami trzecimi, szczególnie tymi najbliższymi, to coś jest nie halo. hmm

No popatrz, a ja zawsze myślałam, że to jest całkowicie normalne. Że skoro z kimś się bardzo dobrze znamy, jesteśmy sobie życzliwi, ufamy sobie, to możemy się tej osobie zwierzyć, podpytać o radę, poprosić o wsparcie i pomoc - bez względu na płeć. Oczywiście są problemy, które ściśle dotyczą mnie i mojego partnera, i nikomu o nich nie opowiadam, bo tylko nasza dwójka może je ogarnąć, ale czasem występują problemy, które są powiązane ściśle ze mną, i mam prawo porozmawiać o tym z kim chce, i żadne z nas nie widzi w tym najmniejszego problemu.

Mam przyjaciół płci męskiej, z którymi znam się o wiele dłużej niż z moim partnerem. Już na samym początku znajomości dowiedział się o ich istnieniu, i miał dwa wyjścia - albo zaakceptować ich obecność w moim życiu i zacząć ze mną budować coś fajnego, albo zrobić scenę, że taka przyjaźń jest "nie halo" i pójść sobie w piździet, gdzie w scenariuszu drugim wcale bym po nim nie płakała, bo możliwość zrezygnowania z przyjaciół nigdy nie wchodziła i nie będzie wchodzić w grę. Wybrał opcję pierwszą, jesteśmy ze sobą od prawie 4 lat - czasami spotykamy się wszyscy razem, czasami spotykam się ze swoimi przyjaciółmi sam na sam, i nie było jeszcze ani jednej sceny zazdrości. To się nazywa zaufanie.

Mój były facet miał bardzo dobrą przyjaciółkę od podstawówki. Mieli bardzo dobry kontakt, spędzali ze sobą bardzo dużo czasu, gdy zaczęło między nami być coś poważnego, zaczęliśmy spędzać też czas we trójkę... Polubiłam ją, miałam z nią fajne relacje i nigdy nie było o nią jakiś scen zazdrości - być może dlatego, że dobrze wiedziałam, że nie pociąga mojego faceta fizycznie... Myślę, że to jest chyba jedyny warunek przyjaźni damsko-męskiej, aby dwoje ludzi nie miało do siebie pociągu. Wtedy ciężko jest im nawet wyobrazić sobie siebie w jednym łóżku. wink

14

Odp: co sądzicie o przyjaciółkach partnera?

Bawidamek zawsze zostanie bawidamkiem. Znam to z autopsji. Uwierz ze na takich podstawach nie da sie zbudowac niczego chyba ze chcesz popaść w totalną paranoję, ale z tego co zrozumiałam macie dziecko-pomyśl o nim jak twoja frustracja się na nim odbije. Ja miałam tyle szczęścia, ze odkryłam prawde przed slubem i pogoniłam gnoja na 7 wiatrów zanim sprawy przybrały gorszy obrót. Wiem źe łatwo jest udzielać rad kiedy nie jest się w sprawę zaangaźowanym, ale im dłuźej to trwa tym gorzej dla ciebie. Uświadom męźusia, ze skoro on posiada przyjaciółki od serca to ty tez moźesz takowe przyjaznie zawierac.

15

Odp: co sądzicie o przyjaciółkach partnera?

Przykro mi z powodu twojej historii. Im szybciej zrozumiesz, że raczej nic tutaj nie wskórasz - twój małżonek jest babiarzem, który ma kochanki, nie przyjaciółki i przestań się oszukiwać, tym lepiej dla ciebie. Na nic nie zdadzą się twoje prośby, krzyki czy inne szantaże. To niestety taki typ. Ja spróbowałabym odejść.

Posty [ 15 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » co sądzicie o przyjaciółkach partnera?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026