jak to rozumieć...? gdy facet daje Ci bardzo delikatnie do zrozumienia, że jest o Ciebie zazdrosny, pisze do Ciebie codziennie, gdy jesteś bardziej oschła niż zwykle zauważa to i zwraca na to uwagę... jednakże nie chce pokazać tak bezpośrednio, że mu zależy...
Podobne tematy
Albo boi się odrzucenia ze strony kobiety. Albo jest to taka zwykła przyjacielska troska. Trudno stwierdzić. A mówi się, że to kobiety są skomplikowane ![]()
ewa.wu dokładnie - zgadzam się z tym skomplikowaniem
sama teraz nie wiem jak się zachować wobec niego...
4 2015-09-20 22:55:54 Ostatnio edytowany przez ewa.wu (2015-09-20 23:00:52)
Śmieszne to trochę, bo już dziećmi ,jak zakładam nie jesteście. lle już trwa wasza bliska znajomość? Odpowiadałoby Ci to gdyby jednak był zainteresowany Tobą jako kobietą ?
Wiem,że każda sytuacja jest inna , ale moja kuzynka też "przyjaźniła" się z facetem około pół roku. Codzienne pisanie, spacery, doradzał jej nawet w sprawach sercowych, a po tak długim czasie nie wytrzymał i po prostu wyznał co czuje, a był bardzo nieśmiały. I zakochany w niej od lat. Teraz są razem około 4 miesięcy. Ale życie pisze różne scenariusze, nie zawsze tak kolorowe.
A jedną z wad facetów, jaką zauważyłam rozmawiając z moimi kolegami, to to że wprost uwielbiają robić kobietom nadzieje na coś poważniejszego. Potem uważają,że nic nie obiecywali, dla takich typów liczą się nie gesty a słowa
. Potem dziewczyny płaczą...
Boi się, że jak bezpośrednio się zaangażuje to go olejesz, bo już go "zdobędziesz". Brak mu pewności siebie, nie możesz mu pomóc trochę?
6 2015-09-20 23:21:22 Ostatnio edytowany przez Maggic88 (2015-09-20 23:28:10)
Burzowy właśnie o to chodzi, że gdy ja okazuje więcej zaangażowania on się wycofuje.. twierdzi, że nie chce się z niczym śpieszyć ale gdy ja robię zdecydowany krok w tył, nie pisze czy traktuje go obojętnie on to momentalnie zauważa i zwraca mi na to uwagę pyta co się dzieje... ciężko mi to zrozumieć... dodam tylko, że jest to niejaki początek znajomości bo znamy się dopiero 3 miesiące jednakże ja wiem, że mi bardzo zależy na tej znajomości ale boje się w tym momencie okazywać cokolwiek żeby go nie przestraszyć... dwie poprzednie jego kobiety go zdradziły może tu jest klucz... ale ja naprawdę nie wiem jak w tym przypadku postępować...
ewa.wu - właśnie tego płaczu się boje, bo zależy mi na nim...
Zdradzony= chorobliwie ostrożny i nieufny, po co ma się skazywać na kolejne cierpienia ze strony "okrutnych kobiet"?
To, że szuka z Tobą kontaktu, to bardzo dobry znak. Zatem nie sądzę, że jesteś mu obojętna. Daj mu tyle czasu, ile sama jesteś skłonna wytrzymać, lub do momentu, kiedy nie pojawi się na twojej drodze ktoś równie wartościowy. Bo nie masz nic do stracenia a jedynie możesz zyskać.
Z mojej strony jeszcze napiszę, że wiele razy przerabiałam następujący scenariusz: codzienne rozmowy do późnych godzin nocnych, czasem porannych przez komunikator... trwało to może 2 miesiące... potem 14 dniowa cisza-całkowita utrata zainteresowania moją osobą. Powód? Poznałem kogoś. Sądzę, że jeśli stara się utrzymywać kontakt i go inicjuje , to nie jest "bezinteresowny" w tym, może też postrzega Cię jako potencjalną dziewczynę.
ewa.wu tak bardzo chciałabym w to wierzyć, że właśnie tak mnie postrzega... że ta jego ostrożność przemawia za takim zachowaniem... nie naciskam na niego, staram się mu okazać to zainteresowanie ale w sposób bardziej przyjacielski... przykładowo, jak wraca do domu z daleka to proszę, żeby dał znać czy dojechał do domu... także daje mu do zrozumienia, że jest dla mnie w jakiś tam sposób ważny... staram się to wszystko wytrzymywać ale ciężko tak trzymać na wodzy swoje prawdziwe uczucia.. w każdym razie bardzo dziękuję Ci za te słowa, bo działają one na mnie motywująco... ![]()
Jeżeli sytuacja się jakoś zmieni, to pisz tutaj, w tym temacie. Bo jestem ciekawa, czy coś z tego wyjdzie dobrego.
trochę pogadałam z nim szczerze... po prosiłam żeby był szczery ze mną, że może mu nie pasuje, nie czuje tego ale boi sie o tym powiedzieć i nie wie, jak się wycofać... powiedział, że jest duża szansa żeby między nami coś było, że mu bardzo pasuje ale po ostatnim związku ma jakąś blokadę, nie potrafi się zaangażować, że może minęło za mało czasu od jego zakończenia... to tak w skrócie... otworzył się przede mną to chyba dobry znak... co robić dalej? trwać? być przy nim? jest nadzieja, że będzie dobrze? On ma bardzo niska samoocenę... napisałam mu ze jest bardzo fajnym facetem a on mi na to ze wcale fajny nie jest, że jest nijaki i zimny...
11 2015-09-22 09:44:16 Ostatnio edytowany przez ewa.wu (2015-09-22 09:47:39)
Pozostaje tylko czekać, ale przynajmniej już wiesz jak to wygląda z jego strony. Bardzo fajnie, że jesteś w jego typie. Oby tylko ta oziębłość mu w końcu przeszła. Gratuluję zdobycia się na odwagę i porozmawiania z nim. Tylko niech sobie nie myśli, że będziesz na niego czekać w nieskończoność.A jeśli chodzi o wewnętrzne blokady, to nie trwają one w nieskończoność, człowiekowi w końcu zaczyna doskwierać samotność. Potrzeba miłości jest tak silna, że ryzykuje zaufać ponownie, jeśli czuje , że dla tej jednej osoby warto.Powodzenia ![]()
Ewa tylko nie rozumiem czemu on nie chce inicjować spotkań.... kiedyś mi powiedział, że wolałby żebym to ja je inicjowała, a on się chętnie spotka ale dlaczego...?
ostatnio widzieliśmy sie 2tyg temu... ![]()
13 2015-09-22 20:12:24 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-09-22 20:13:09)
błąd
?
Ewa tylko nie rozumiem czemu on nie chce inicjować spotkań.... kiedyś mi powiedział, że wolałby żebym to ja je inicjowała, a on się chętnie spotka ale dlaczego...?
ostatnio widzieliśmy sie 2tyg temu...
To już wydaje się dziwne i chyba nie do końca wypada go o to wypytywać. Będzie czuł się przyparty do muru. Pomyśli, że masz o to pretensje i się biedny zniechęci. Z niektórymi to trzeba obchodzić się delikatnie jak z jajkiem. Ale skoro twierdzi, że chętnie się spotka to może jest nieśmiały i nie chce się narzucać. W sumie ciężko coś budować na samych smsach, spotkania więcej wnoszą. A może to było "kiedyś" i kiedy wasza znajomość wejdzie na wyższy poziom niż teraz to nie będzie miał problemu żeby zaproponować spotaknie, będzie czuł się swobonie. Ale to tylko takie gdybanie, chyba strasznie "trudny" ten chłopak.
Dokładnie Ewka... strasznie skomplikowany, nie potrafię go rozgryźć... dzisiaj np po tej rozmowie cały dzień milczy, ja nie będę pisać bo chciałabym, żeby cokolwiek wyszło z jego inicjatywy... nie chce naciskać... ale nie działa to na mnie zachęcająco żeby o niego walczyć... choć bardzo mi zależy... ciężko cokolwiek wywnioskować... ![]()
17 2015-09-22 21:27:13 Ostatnio edytowany przez ewa.wu (2015-09-22 21:28:43)
Już zrobiłaś chyba wszystko co mogłaś, żeby dać mu do zrozumienia pewne rzeczy. Trochę rozluźnij kontakt, tydzień ciszy nie zaszkodzi. Może zauważy Twoją obojętność.Jak będzie mu zależało to napisze. Mój "kolega" odezwał się jak gdyby nigdy nic po 12 dniach mojej całkowitej bierności. Ale to pewnie z nudów.
A może Twój milczy bo ma przemyślenia i układa sobie coś w głowie haha ![]()
Twój "kolega"? opowiedz coś
kurde niech się zastanawia i przemyśli i dojdzie do jakiś konkretów nie ważne czy pozytywnych dla mnie czy negatywnych bo się zamęczę... ale masz racje myślę, że taka przerwa w kontakcie z mojej strony nie zaszkodzi...
19 2015-09-22 21:51:02 Ostatnio edytowany przez ewa.wu (2015-09-22 21:54:42)
Bardziej znajomy ze szkoły, normalnie nie zwracał na mnie uwagi, nie mówił nawet "cześć" kiedy mnie mijał. Ale kiedy był pijany bardziej niż zwykle to mu się włączał "drunk texting": pisanie o osobistych sprawach z przeszłości , o swoich zainteresowaniach, o swoich miłościach, rodzinie. Pisał tylko do mnie. Narzekał na cały świat i szukał wsparcia. Dzień później tygodniowe ukrywanie się na czacie FB (jakby ze wstydu)... Potem znowu trochę % i znowu to samo. Tak od około roku. Ale nie przeszkadza mi to. Zawsze jakieś miłe urozmaicenie, te rozmowy z nim.
Poza tym nie piję, więc nie wiem ile są warte te wynurzenia poalkoholowe. Ale podobno człowiek mówi wtedy co naprawdę myśli i pozbywa się jakieś blokady. Nie wiem ile w tym prawdy.
No podobno coś w tym jest, puszczają hamulce które się ma na trzeźwo
a nie spotykacie się? nie chciałabyś żeby było cos więcej?
21 2015-09-22 23:26:53 Ostatnio edytowany przez ewa.wu (2015-09-22 23:33:56)
Ze mną jest taki problem, że ja mam taki silny charakter, że zawsze z automatu ląduje we friendzone. Faceci szukają kogoś miłego i kruchego, kogo mogą otoczyć opieką, a mną już nie trzeba się opiekować, sama sobie daje radę. Bywam nazywana przez moich kolegów "ziomeczkiem z waginą". Jestem od doradzania w różnych beznadziejnych sprawach.Zawsze z resztą wolałam męskie konkretne towarzystwo. Nie miałam koleżanek. Z mojego punktu widzenia to dobrze, że weszłam w ten świat, bo jestem wyczulona na nieczyste zagrania i nie daję się tak łatwo urabiać frajerom . Po kilku latach przyjaźni wiem jedno: oni sami dobrze wiedzą, że nie wiedzą czego chcą, ale boją się do tego przyznać.
A "kolega" jest teraz na etapie szukania miłości życia, co 3 miesiące nowa dziewczyna na okres próbny, chociaż nadal kocha nad życie swoją byłą, która go zdradzała. (sama to z niego wyciągnęłam jak był pijany, pewnie nawet nie pamięta co mówił)
Pewnie upatrzył sobie mnie jako nową łatwą ofiarę do manipulacji, ale zrealizowanie jego planu okazało się zbyt skomplikowane bo chyba jestem odrobine bardziej przebiegła , więc zostałam tylko koleżanką. Chociaż mogłabym zaryzykować stwierdzenie, że do siebie pasujemy
.
Nie spotykamy się bo wyjechałam na studia, a on się wyprowadził gdzieś nad morze.
Z niektórymi to trzeba obchodzić się delikatnie jak z jajkiem.
Że co? Chyba po to, żeby za jakieś czas usłyszeć "nie zasługuję na Ciebie, jesteś dla mnie za dobra - lepiej pospotykam sie z tą zimną Jolką".
Z facetami nie obchodzi się jak z jajkiem! Z kobietami zresztą też nie. Jeśli chce sie partnerskiego związku to należy druga osobę traktować jak... człowieka. Dorosłego, pełnowartościowego, pełnosprytnego. Relacja, w której ktoś jest biedny/skrzywdzony/okrutnie nieśmiały/niezdolny do inicjatywy a druga osoba wciela się w rolę wybawiciela - niemal zawsze zamienia się w relację toksyczną.
Autorko, jeśli chcesz się opiekować - weź ze schroniska pieska. Przynajmniej wdzięczny będzie. A na partnera poszukaj sobie faceta, który partnerem chce być.
ewa.wu napisał/a:Z niektórymi to trzeba obchodzić się delikatnie jak z jajkiem.
Że co? Chyba po to, żeby za jakieś czas usłyszeć "nie zasługuję na Ciebie, jesteś dla mnie za dobra - lepiej pospotykam sie z tą zimną Jolką".
Z facetami nie obchodzi się jak z jajkiem! Z kobietami zresztą też nie. Jeśli chce sie partnerskiego związku to należy druga osobę traktować jak... człowieka. Dorosłego, pełnowartościowego, pełnosprytnego. Relacja, w której ktoś jest biedny/skrzywdzony/okrutnie nieśmiały/niezdolny do inicjatywy a druga osoba wciela się w rolę wybawiciela - niemal zawsze zamienia się w relację toksyczną.
Autorko, jeśli chcesz się opiekować - weź ze schroniska pieska. Przynajmniej wdzięczny będzie. A na partnera poszukaj sobie faceta, który partnerem chce być.
Pisałam to na podstawie swoich dziwnych doświadczeń, kiedy faceci zniechęcali się do mnie, ponieważ przez moment byłam po prostu szczera i powiedziałam co mi nie odpowiada. Potem opowiadali na około jaka to ze mnie zimna kobieta. Ale masz rację i tak by nic z tego nie wyszło, skoro zamiast się nad sobą zastanowić , woleli przerwać znajomość. A krytyka była subtelna i konstruktywna dodam. Teraz pewnie mają dziewczyny, z którymi robią co im się podoba, a te na to przystają, bo boją się porzucenia.
24 2015-09-22 23:57:26 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-09-22 23:59:26)
Ze mną jest taki problem, że ja mam taki silny charakter, że zawsze z automatu ląduje we friendzone. Faceci szukają kogoś miłego i kruchego, kogo mogą otoczyć opieką, a mną już nie trzeba się opiekować, sama sobie daje radę. Bywam nazywana przez moich kolegów "ziomeczkiem z waginą". Jestem od doradzania w różnych beznadziejnych sprawach.Zawsze z resztą wolałam męskie konkretne towarzystwo. Nie miałam koleżanek. Z mojego punktu widzenia to dobrze, że weszłam w ten świat, bo jestem wyczulona na nieczyste zagrania i nie daję się tak łatwo urabiać frajerom . Po kilku latach przyjaźni wiem jedno: oni sami dobrze wiedzą, że nie wiedzą czego chcą, ale boją się do tego przyznać.
A "kolega" jest teraz na etapie szukania miłości życia, co 3 miesiące nowa dziewczyna na okres próbny, chociaż nadal kocha nad życie swoją byłą, która go zdradzała. (sama to z niego wyciągnęłam jak był pijany, pewnie nawet nie pamięta co mówił)
Pewnie upatrzył sobie mnie jako nową łatwą ofiarę do manipulacji, ale zrealizowanie jego planu okazało się zbyt skomplikowane bo chyba jestem odrobine bardziej przebiegła , więc zostałam tylko koleżanką. Chociaż mogłabym zaryzykować stwierdzenie, że do siebie pasujemy.
Nie spotykamy się bo wyjechałam na studia, a on się wyprowadził gdzieś nad morze.
Nie obraź się, ale moim skromnym zdaniem mylisz trochę pojęcia..
"silny charakter" ani nie przeszkadza w tym żeby facet postrzegał kobietę w kontekście erotycznym. Myślę, że sporo w Twoim wpisie racjonalizacji, a mało odniesienia do przyczyn, które mogą tkwić troszkę głębiej.
A to, że niektórzy faceci opłakują "Związki", w których nigdy nie byli dla swojej wybranki wyborem nr 1, tylko opcją, jednym z kilku kolesi, to inna bajka i tu przyczyna tkwi w niskim poczuciu wartości, które wychodzi właśnie przy tego typu okazjach. Nikt, kto (przynajmniej) lubi i szanuje siebie nie godziłby się na takie poniżenie. Oni racjonalizują sobie swoja bezradność wynikającą z tego co wyżej, tłumacząc to tym, że "Bardzo kochają",ale prawda jest taka, że nie potrafią kochać, bo nie kochają samych siebie. Kochając siebie traktujemy się dobrze i wtedy automatycznie mamy pewne (zdrowe) wymagania.
Także za takich kolesi się nawet nie bierz, bo oni w żadnym razie nie są na związek gotowi, oni chcą cierpieć, bo w głębi wierzą, że na to zasługują. Inaczej nie zakochiwaliby się w osobach, które ich krzywdzą - odrzucałoby ich to.
Myślę, że sporo w Twoim wpisie racjonalizacji, a mało odniesienia do przyczyn, które mogą tkwić troszkę głębiej..
Masz rację, problem jest bardzej złożony
ale nie zamierzam się aż tak uzewnętrzniać, więc wybrałam spłyconą wersję przedstawienia problemu.
Milczy po tej rozmowie... cisza do dziś... nie rozumiem tego... ![]()
Bardzo stereotypowo się zachował. Przykre, ale dość powszechne zachowanie niedojrzałych facetów. Widocznie się myliłam myśląc, że wiek ma tu jakieś znaczenie. Czy będzie miał 18 czy 30 czy 40 lat będzie załatwiał sprawy w podobny sposób. A z Twojego opisu wydawał się taki porządny. No nic, na razie nie spisuję go na straty. Może raczy się odezwać po 2 tygodniach. Tylko szkoda, że musiałaś rozczarować się brakiem jakiejkolwiek inicjatywy z jego strony. ![]()
28 2015-09-24 22:26:09 Ostatnio edytowany przez Maggic88 (2015-09-24 22:27:04)
Ewa dostaje depresji po prostu... wyć mi się chce... powiedz mi mam go olać nie odzywać się? przytoczę Ci jeszcze rade jego najlepszego przyjaciela (jednakże nie wiem czy szczerą) "moim zdaniem powinnas wrzucic na luz...spotykac sie z nim na luzno potrzebuje teraz osoby której będzie mógł powiedzieć wszystko musisz sprawić żeby sie otworzyl jesli to zrobi to zobaczysz ze bedziecie szczesliwi" ale to co ja mam przejąć cała inicjatywę?
29 2015-09-24 22:35:24 Ostatnio edytowany przez ewa.wu (2015-09-24 22:36:56)
Takie bezsensowne trwanie przy nim zapewni Ci jakąś namiastkę relacji, ale skoro coś do niego czujesz to na dłuższą metę to będzie wykańczające psychicznie.
Za każdym razem inicjując rozmowy czy spotkania będziesz źle się z tym czuła (tak jak teraz). Ale z drugiej strony ciężko będzie zerwać kontakt, bo zaczną się myśli: może za wcześnie odpuściłam, gdybym dała mu trochę czasu to może bylibyśmy razem.
Ale zabieganie o faceta jest trochę uwłaczające dla kobiety. Tym bardziej, że podajesz mu serce na talerzu i on nic już nie musi robić, nie musi Cię do siebie przekonywać. Nie możesz mnie słuchać, bo to Twoje życie ale ja bym zerwała kontakt. Nie mam cierpliwości do niekonkretnych osobników, co nie potrafią się określić przez okres pół roku.
Wiem, że to słabe...ale można sobie tłumaczyć, że tak musiało być i może los ma dla Ciebie kogoś innego.
30 2015-09-24 22:41:57 Ostatnio edytowany przez Maggic88 (2015-09-24 22:44:29)
Boli mnie to o tyle bardzo, że to on z początku tak bardzo to nakręcał... wszystko wychodziło z jego inicjatywy... poddałam się temu bo po prostu to czułam, chciałam tego, było mi z nim dobrze... chciałam żeby to trwało wiecznie... a tu nagle taki obrót sytuacji... naprawdę wolałabym żeby mi powiedział/napisał że nie czuje tego, że mu nie pasuje... byłby jasne... a gdy mu pisze, że mu chyba przestało zależeć na tej znajomości, że zachowuje sie inaczej to mi pisze, że przesadzam a gdy proszę żeby mi napisał, że mu nie pasuje, że tego nie czuje to odpisuje, że mu pasuje ale ma blokadę....... nie ogarniam tego... nie można wprost... jeszcze dodał, że wie na pewno, że nie chce mnie skrzywdzić... a teraz co robi?
ehhh.... nie będę za nim gonić...
notorycznie trafiam na facetów którzy mnie krzywdzą... a ja chce po prostu i tylko kochać... ![]()
chandra, chandra, chandra... nie wiem co robię źle...
31 2015-09-24 22:49:09 Ostatnio edytowany przez ewa.wu (2015-09-24 22:52:00)
chandra, chandra, chandra... nie wiem co robię źle...
Jesień zobowiązuje. Może on też ma depresje. Na wiosnę się określi.
A może on myśli, że nie krzywdzi Cię jak się nie odzywa bo o sobie nie przypomina? (nadinterpretacja).
Takie bezsensowne trwanie przy nim zapewni Ci jakąś namiastkę relacji, ale skoro coś do niego czujesz to na dłuższą metę to będzie wykańczające psychicznie.
Za każdym razem inicjując rozmowy czy spotkania będziesz źle się z tym czuła (tak jak teraz). Ale z drugiej strony ciężko będzie zerwać kontakt, bo zaczną się myśli: może za wcześnie odpuściłam, gdybym dała mu trochę czasu to może bylibyśmy razem.
Ale zabieganie o faceta jest trochę uwłaczające dla kobiety. Tym bardziej, że podajesz mu serce na talerzu i on nic już nie musi robić, nie musi Cię do siebie przekonywać. Nie możesz mnie słuchać, bo to Twoje życie ale ja bym zerwała kontakt. Nie mam cierpliwości do niekonkretnych osobników, co nie potrafią się określić przez okres pół roku.
Wiem, że to słabe...ale można sobie tłumaczyć, że tak musiało być i może los ma dla Ciebie kogoś innego.
A ja np uważam ze zabieganie o faceta przez kobietę nie jest uwłaczające to nawet całkiem ciekawe.
Masz tez taka opcje oczywiście ze następnym razem przy następnym związku zrobisz to czego nie zrobisz teraz.
A ja np uważam ze zabieganie o faceta przez kobietę nie jest uwłaczające to nawet całkiem ciekawe.
Zależy.Bardzo ciężko zabiegać o kogoś kto nas nie chce, wówczas nie jest to całkiem ciekawe.
kwadrad napisał/a:A ja np uważam ze zabieganie o faceta przez kobietę nie jest uwłaczające to nawet całkiem ciekawe.
Zależy.Bardzo ciężko zabiegać o kogoś kto nas nie chce, wówczas nie jest to całkiem ciekawe.
Piszesz tak bo boisz sie porazki , swojej porazki nie tego ze ktos Cie nie chce.
Bo moze chciac tylko boisz sie spróbowac.
ewa.wu napisał/a:kwadrad napisał/a:A ja np uważam ze zabieganie o faceta przez kobietę nie jest uwłaczające to nawet całkiem ciekawe.
Zależy.Bardzo ciężko zabiegać o kogoś kto nas nie chce, wówczas nie jest to całkiem ciekawe.
Piszesz tak bo boisz sie porazki , swojej porazki nie tego ze ktos Cie nie chce.
Bo moze chciac tylko boisz sie spróbowac.
Pochwalasz rozbijanie komuś związków? albo to, że ktoś się nachalnie narzuca ? Tak to raczej jest odbierane. Nie bałabym się porażki.
A możesz się od niego odciąć?
Nie kontaktować?
Zdystansować?
kwadrad napisał/a:ewa.wu napisał/a:Zależy.Bardzo ciężko zabiegać o kogoś kto nas nie chce, wówczas nie jest to całkiem ciekawe.
Piszesz tak bo boisz sie porazki , swojej porazki nie tego ze ktos Cie nie chce.
Bo moze chciac tylko boisz sie spróbowac.Pochwalasz rozbijanie komuś związków? albo to, że ktoś się nachalnie narzuca ? Tak to raczej jest odbierane. Nie bałabym się porażki.
Nachalnośc a zwykłe zabieganie o wlasny "kawałek swiata" to roznica ![]()
ewa.wu napisał/a:kwadrad napisał/a:Piszesz tak bo boisz sie porazki , swojej porazki nie tego ze ktos Cie nie chce.
Bo moze chciac tylko boisz sie spróbowac.Pochwalasz rozbijanie komuś związków? albo to, że ktoś się nachalnie narzuca ? Tak to raczej jest odbierane. Nie bałabym się porażki.
Nachalnośc a zwykłe zabieganie o wlasny "kawałek swiata" to roznica
Za młoda siksa ze mnie, żeby tą różnicę dostrzec. ![]()
39 2015-09-24 23:31:16 Ostatnio edytowany przez Maggic88 (2015-09-24 23:36:58)
ale to mam zabiegać, walczyć o niego? ja i owszem boje się porażki, boje się odrzucenia ponownego, poniżenia... muszę widzieć sens, szanse, cień nadziei, który on mi niby daje jednakże teraz od siebie nie daje nic...zależy mi na nim bardzo ale nie wiem jak do niego podejść, jak rozmawiać, co robić...
zawsze mi się wydawało, że to facet powinien zabiegać o kobietę... dlatego mam ochotę się poddać, dlaczego ten facet nie powie wprost, że to jednak nie to tylko mnie mami słowami, że jest duża szansa żeby między nami coś było... ale wymaga ode mnie inicjacji wszystkiego, mam robić tak żeby on chciał więcej... nie wiem o co mu chodzi... rozumiem może mieć uraz no ale no kurde no... ![]()
40 2015-09-24 23:39:58 Ostatnio edytowany przez ewa.wu (2015-09-24 23:43:04)
Na razie chyba nic nie robić. Jeżeli czujesz, że warto to zacznij walczyć za "tydzień". Nie powinnaś chyba go "męczyć" w tak krótkim odstępie czasowym kolejną rozmową, która będzie miała na celu wymuszenie jakichś deklaracji. Może jego przyjaciel miał racje co do tego, by po prostu być blisko niego i niczego na razie nie oczekiwać. Może sam mu to przekazał. Faceci mają dość dobry przepływ informacji między sobą, więc się nie martw. Wszystko już zostało pewnie mu zacytowane i wie o Twoich wątpliwościach.
PS. Zranieni faceci to jest jakiś odrębny gatunek człowieka, wydaje mi się, że nam kobietom łatwiej jest uporać się z przeszłością, wyciągnąć wnioski i patrzeć w przyszłość.
Spotkałam się z nim wczoraj na dyskotece, niby byliśmy umówieni na dziś ale jakoś wyszło, że jednak spotkaliśmy się wczoraj.... byliśmy ze swoimi znajomymi... wiadomo on był po 2, 3 piwach ... ale tańczył ze mną cały czas, podczas tańca całował delikatnie w usta i w czoło... dawał do zrozumienia, że bardzo na niego działam... rozwali mi ten facet to moje serce na strzępki...
Dziś już się nie spotkacie w takim razie?
jest szansa, że się spotkamy... on ma jakąś imprezę i niewiadomo o której sie to skończy, ma mi dać znać.... no ale zobaczymy...
Coś się zmieniło ?
Widzieliśmy się w sobotę, zadzwonił zaraz jak skończyła się ta rodzinna impreza... pojechaliśmy na chwile z jego dwoma kolegami do jego znajomego bo też robił jakąś impreza na działce... byliśmy tam może z godzinę... znowu przy wszystkich, przytulał, nie odstępował na krok, całował... każdy myślał, że jesteśmy parą... potem pojechaliśmy na potańcówkę... tańczył cały czas ze mną a potem siedzieliśmy w aucie sami... luźne rozmowy, przytulanie całowanie... w rezultacie wróciłam o 6.30 do domu... ale byłam prze szczęśliwa... w niedziele cały dzień smsowaliśmy, w poniedziałek też... wstępnie jesteśmy umówieni że w któryś dzień do mnie wpadnie (pierwszy raz) na przysłowiową herbatę, może obejrzymy jakiś film (on ma da znać kiedy, bo nie wie czy to będzie w tym tygodniu czy w przyszłym więc czekam i zobaczymy co to będzie...)... kiedyś jak pisaliśmy, wspominał, że jak skończy studia będzie chciał wyjechać do niemiec... nie widzi tutaj przyszłości dla siebie a jak to sam stwierdził chce się czegoś dorobić... ja tez wcześniej wspominałam o takim wyjeździe ale gadaliśmy o tym bardzo luźno, nie wyrażałam że tak powiem swojego niezadowolenia, że on chce wyjechać choć wtedy nie raz sobie zadawałam pytanie jaki jest sens utrzymywać w takim razie tą znajomość... tym razem pozwoliłam sobie zapytać "i co zostawisz mnie tu samą?" po czym dodałam, że żartuje ale on jednak odpisał, że właśnie dlatego pyta jakie ja mam podejście do tego bo rozmawialiśmy o tym... ja oczywiście napisał ze jak najbardziej pozytywne co tez wyraziłam w poprzednich smsach, no tez niby rozmowa w żartach ale pisał mi, że nie pasuje do mnie moje nazwisko... na moje pytanie to jakie pasuje... podał swoje...
niby tylko żarty ale jakoś daje to do myślenia chyba na plus? ... ale, żeby nie było zaś za wesoło... dzisiaj nie odezwał się ani słowem... nie wiem czemu tak jest, że on raczej sam nie zagda... ehhh... nie rozumiem tego naprawdę... ja nie wytrzymałam i posłałam mu buziaka smsowego jakąś godzine temu (na znak, że o nim myślę) odwzajemnił w momencie... ale nie pisałam, już nic więcej... kurde nie chce się narzucać ale nie chce robić takich przerw w kontakcie... co myśleć o tym wszystkim...?
Tak sobie mysle, ze mase zartow, niedopowiedzen i " wydaje mi sie" w tych waszych relacjach..
A jak ty bys zagrala w " otwarte karty"?
Spotykacie sie wsrod znajomych, on cie przytula, caluje, to zapytaj wprost" czyli jestesmy tu jako para, tak?"
Jesli odpowie, ze nie, to zapytaj wprost, jak w takim razie rozumie te czulosci? W charakterze " maskotki"?
Facet sie albo zdeklaruje, albo przestanie " palic glaba" i ciebie zwodzic.
Slowem- wymagaj szacunku, poszanowania swoich uczuc- bo bedziesz plakac za kim , kto tego nie wart....
Noooo, chyba, ze pasuje ci tak, jak jest.
Tylko w takim razie nie mozesz sie skarzyc....
( np. Jak dowiesz sie, ze on wiaze plany z kims innym....)
Zapytał mnie dzisiaj czy wynajmiemy sobie razem mieszkanie od listopada... jestem w szoku.
Zapytał mnie dzisiaj czy wynajmiemy sobie razem mieszkanie od listopada... jestem w szoku.
Nie chcę tutaj jakiś kasandrycznych wizji przedstawiać ale jakoś nie podoba mi się ten kolo, jakaś taka zbyt grubymi nićmi szyta jest ta gierka. Oczywiście, jest szansa, że ma wobec ciebie uczciwe zamiary i tylko po prostu jest taki hmmm... skrajny w swoich reakcjach. Ale obstawiam, że więcej będzie można powiedzieć po "oglądaniu filmów". Jakoś tak wydaje mi się, że to jest przygotowywanie gruntu pod to oglądanie. Mam nadzieję, że się mylę, bo w sumie nic o sprawie nie wiemy, ale cuś tu śmierdzi.
Powiem szczerze, że zaczynam się zastanawiać czy on jest normalny... albo właśnie co to za gra... ![]()
Chyba nie jest. Był tu juz jeden przypadek na forum, dziewczyna porzuciła całkowicie dotychczasowe życie i pracę i pojechała do innego miasta zamieszkać w domu chłopaka. Nie ciekawie się skonczylo, może uda mi się to odnaleźć. Ale ten wielki zapał i zaangażowanie wydaje się podejrzane. Oby nie "opadlo" rownie szybko jak się pojawiło. ![]()
Ewa jak ja mam z nim postępować? ![]()
52 2015-10-01 22:42:20 Ostatnio edytowany przez ewa.wu (2015-10-01 22:44:31)
Nie wiem. Może zgodzić się na zamieszkanie ale z bardzo dużą dozą ostrożności i nieufnosci. Musiałabyś być przygotowana na to, że to może po prostu nie wypalić. Albo zamiast zamieszkać to na próbę pomieszkiwać np 3 dni w tygodniu. Bo to tak naprawdę wielki krok i dość poważna decyzja. Zazwyczaj dopiero wtedy, w tzw."praniu" wychodzi, czy ludzie do siebie pasują. Ale to może grozić końcem związku zanim się jeszcze na dobre rozpoczął. Może wyjaśnij mu, że dla Ciebie jest jeszcze za wcześnie. No chyba, że nie jest. Ale musisz być przygotowana na to, że się sparzysz. On jest bardzo dziwny najpierw długo nie przejawiał minimum inicjatywy a teraz to. No nie wiem co mam o tym myśleć.
Tylko, z drugiej strony facet nie oferuje wspólnego mieszkania pochopnie, zwykle cenią sobie dużą niezależność. Czyżby wszystko dokładnie przemyślał ?
z tym mieszkaniem to było tak... że właśnie już kiedyś rozmawialiśmy o tym, że chcielibyśmy się wyprowadzić (obydwoje mieszkamy z rodzicami, obydwojgu nam to nie pasuje, gdyż oboje mamy nieciekawą sytuacje w domu) - tu się rozumiemy... wcześniej w żartach (chyba) rozmawialiśmy, że fajnie by było tak wynająć tylko gdyby każdy sam chciał wynająć finansowo byśmy nie wydolili... no i pojawił się temat, że możemy razem wynajmiemy no i temat gotowania wspólnych obiadów, oglądania filmów itd... ale to była tylko rozmowa... nagle on wypala z taką propozycją, nie wiem czy do końca poważną czy znowu jest to jakiś test z jego strony... nie wiem zależy mi na nim ale nie ufam mu... nie wiem o co mu chodzi, co do mnie czuje... nie chce naciskać więc udaje taka obojętną... jest jeszcze cały miesiąc póki co mam wrażenie, że może się mu jeszcze z 10 razy odmienić ale kurde no ile można wytrzymać taką huśtawkę ze skrajności w skrajność... wkurzają mnie te jego dwie natury... gdy jesteśmy blisko, razem... jest tak cudownie... a gdy się rozstajemy on jakoś nie przejmuje tej inicjatywy... ja nie czuje po prostu żeby mu jakoś bardzo na mnie zależało... i to jest najgorsze... może nie umie tego wyrazić, boi się... nie wiem... może mu chodzi tylko o seks... nigdy w życiu nie spotkałam tak skomplikowanego faceta...
Z tym mieszkaniem to chyba nie jest taki zły pomysł, w najgorszym wypadku wrócisz do rodziców. Jeśli by to doszło do skutku, to nie sądzę, że byłby na tyle nierozsądny, żeby w coś grać. Złamie Ci serce= będzie zmuszony sam płacić czynsz, bo chyba sobie nie wyobrażam, żebyś w takiej sytuacji nadal tam mieszkała,
A może wybrał sobie Ciebie jako przyjemną i bezproblemową współlokatorkę z małym bonusem ? Z racji tego jak dobrze się dogadujecie. I nadal to będzie wyglądało na zasadzie " wiesz, nadal nie wiem co czuje, nadal jestem biednym i zagubionym chłopcem".
Jeśli doszłoby to do skutku chyba bym się zgodziła, zaryzykowałabym... tak myślę, że być może szybciej by się okazało czy do siebie pasujemy, czy może być coś z tego więcej - zaoszczędziłabym czas jeśli to nie jest ten facet... ja do domu zawsze wrócić bym mogła... nie wiem jak on... ale tutaj masz racje gdyby złamał mi serce, zostałby tam sam... jasne, mógłby sobie poszukać kogoś na moje miejsce... ale w sumie zamiast mnie teraz też by mógł szukać kogoś z kim mógłby to mieszkanie wynająć a jednak zaproponował to mnie... no i fakt, faktem gdy jesteśmy razem jest naprawdę super... brakuje tylko tej incjatywy z jego strony, napisania od siebie, zaproponowania spotkania i to daje mi do myślenia...
ale to mam zabiegać, walczyć o niego? ja i owszem boje się porażki, boje się odrzucenia ponownego, poniżenia... muszę widzieć sens, szanse, cień nadziei, który on mi niby daje jednakże teraz od siebie nie daje nic...zależy mi na nim bardzo ale nie wiem jak do niego podejść, jak rozmawiać, co robić...
zawsze mi się wydawało, że to facet powinien zabiegać o kobietę... dlatego mam ochotę się poddać, dlaczego ten facet nie powie wprost, że to jednak nie to tylko mnie mami słowami, że jest duża szansa żeby między nami coś było... ale wymaga ode mnie inicjacji wszystkiego, mam robić tak żeby on chciał więcej... nie wiem o co mu chodzi... rozumiem może mieć uraz no ale no kurde no...
Nie powie, że nie, bo to pewnie jest "To" tylko robisz z niego głupka i słuchasz tu koleżanek które ci każą traktować go jak jajko. Przez to, że tak robisz to on nie wie czy traktujesz go jak kolege/przyjaciela czy coś więcej, a jak nie wie to się boi.
Ja bym się cieszył jakby laska powiedziała od razu co jej na sercu leży i nie wiem czemu mężczyzna miałby się od tego spłoszyć.
ale on wie, że chciałabym żeby było między nami coś więcej...
No to skoro chce, wie że ty wiesz i nic nie robi to jest po prostu idiotą. Period.
Co począć z takim idiotą...
Zastanawiam się właśnie czy go nie zapytać wprost, czemu on nie napisze nigdy pierwszy (ujęłabym to jakoś w formie żartu) czy jednak milczeć i przestać się odzywać i czekać na jego ruch... tak się zastanawiam, może on nie chce nic inicjować z racji tych swoich przeżyć z poprzednimi dziewczynami... boi się angażować bo boi się kolejnej porażki, może oczekuje, że to ja mu pokaże, że naprawdę mi na nim zależy... nie wiem czy go nie hamuje także to, że mam sporo kolegów, na fb przykładowo większość komentarzy pod zdjęciami mam od facetów a pamiętał jak mi mówił, że jego dziewczyna specjalnie wzbudzała w nim zazdrość, spotykała się z kumplami, chwaliła się jakimiś zdjęciami z nimi itd... tak samo jak gdzieś wychodzimy sporo facetów zwraca na mnie uwagę, na imprezie zagadują a ja widzę, że on obserwuje moją reakcje... tylko kurde przez ile na dłuższą metę może tylko jedna strona wszystko inicjować, pomału zaczynam czuć że się mu narzucam, bo prostu źle mi z tym bo nie wiem czy on ma ochotę na kontakt ze mną...
a ostatnio się go zapytałam czy jest wolny w przed ostatni weekend stycznia (odległy termin ale też napisałam w formie testu co napisze) mam wtedy wesele, zapytałam, czy ze mną pójdzie od razu odpisał, że tak, że pójdzie...
Może wypowie się jakiś facet i wyjaśni mi takie zachowanie...