Tzn. wiem, ale ciężko mi tak jej to powiedzieć, bo wiem, że ona stwierdzi, ze mam rację, więc odpowiedzialność za jej czyny będzie spoczywała na mnie. A co jak się wszystko rozsypie? Pretensje będą do mnie.
My jesteśmy bardzo blisko ze sobą, przyjaźnimy się, ona bardzo liczy się z moim zdaniem, ja może nie o wszystkim jej mówię, bo siostra trochę też jest taką pruderią, ale często ona mi doradza, o ile uznam, że nie skrzywdzę jej otwierając się przed nią.
Moja siostra jest piękną kobietą, zawsze miała powodzenie u chłopaków/ mężczyzn (nie to co ja). Ona zawsze była tą najpiękniejszą w rodzinie, z o nią bili się chłopacy na dyskotekach, o ślub z nią kłocili się nasi kumple, gdy bawiliśmy się w dom jako dzieci. W liceum i na studiach nic nie uległo zmianie. W związku z tym stała się też bardzo wybredna (i teraz ma prawdziwy problem ze znalezieniem faceta- kilka lat była sama, a widziałam, że jej to nie pasuje, ale nie brała byle kogo, mimo że miała kilku adoratorów).
Z miesiąc temu poznała, a raczej zbliżyła się do X. "Znali się" z widzenia- mijali się często na mieście, ale nigdy nie gadali. Wpadli sb w oko, ale jak on nie zagadywał, to ona tym bardziej (ona jest dumna, nigdy by nie podrywała faceta). No ale jakimś cudem w końcu doszło do tego 1. kontaktu (już tam nie pamiętam jak, ale mniejsza z tym). Na razie mieli jedną randkę (wczesniej ona w wakacje pracowała we Władku, kilkaset km od niego, więc gadali przez skype). Wszystko fajnie, pięknie, ale już teraz widzi, że są rzeczy, które mogą jej przeszkadzać, jednak nie wie, czy to nie są jej złudzenia. Czasami ma wrażenie, ze to zwykły podrywacz, który nie szuka miłości w związku tylko seksu w związku. Taki wniosek wysunęła analizując jego przeszłość, a nie wie jak będzie w jej przypadku. Póki co jest bardzo ostrożna.
Jest też drugi, Y. Piszą ze sb na fb od 2 tygodni. Gada im się niebiańsko dobrze, lepiej niż z X, podobają się sobie. Po nim od razu widać, ze chciałby się ustabilizować, tak, jak moja siostra, gadał coś o dzieciach, a ona marzy o zostaniu pracującą mamą mężatką haha, ma świetną pracę (w PL). Tylko w tym przypadku do spotkania nie doszło, bo chłopak był do tej pory za granicą (pracował w ambasadzie w Szwajcarii- delegacja), ale niedawno wrócił na stałe do PL dalej studiować. Niestety on studiuje 350km od miejsca, w którym studiuje moja siostra, więc nawet jakby coś powaznego się między nimi zrodziło, to to byłby związek na odległość. Widywaliby się raz, może dwa razy w miesiącu. Tragedia.
Co Wy byście jej radzili?
Ja póki co twierdze, że na osądy jest za wcześnie. Z drugiej strony ona się tak spina, bo chce być ok w stosunku do obu panów. Wiecie głupio tak z tym randkować, może nawet się już całować, a wciąz się zastanawiać, czy nie lepiej rzucić go dla innego.
Myślę jednak, że ona powinna poznać dobrze ich obu (miesiąc czy 2 tygodnie to jednak za mało
), a dopiero potem, rozpatrzyć każdego z osobna czy chciałaby być z którymkolwiek z nich, bo przeciez nie o to chodzi by koniecznie któregoś wybrać.