netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Samotny, wrażliwy, nieśmiały facet 26 lat... Czy znajdę kogoś kiedyś?

7 odpowiedzi7 340 wyświetleńzałożony przez SamotnyByt, 07.09.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Samotny, wrażliwy, nieśmiały facet 26 lat... Czy znajdę kogoś kiedyś?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1

Temat: Samotny, wrażliwy, nieśmiały facet 26 lat... Czy znajdę kogoś kiedyś?

Moje życie jakoś nigdy nie było fajne właśnie przez nieśmiałość i to nadmierną plus wrażliwości. Z jedną osobą się zaprzyjaźnię i mogę czuć się na luzie, w większym gronie, jak zamilknę to już mam dość spotkania.
Zanim zapytam czy mam jakieś realne szanse u kogoś za chociażby 10lat to opiszę, jak jest teraz...

Mieszkam na wsi. Do większego miasta mam 20km. Mieszkam z rodzicami, cały czas spędzają w domu i ja prawie też. Prawie w ogóle nikt ze sobą nie rozmawia.
Mam samochód, laptopa a resztę dnia zazwyczaj przesypiam. Mam już od prawie roku stabilną pracę, której nie lubię póki co (nie zaprzyjaźniłem się z nikim na początku i tak już pewnie zostanie dokąd tam będę pracował - końca dni albo emerytury). Cała załoga to tylko i wyłącznie faceci, czuję że moje IQ leci w dół... Chociaż są i mądre osoby. To nie studia/szkoła, nie chcę, nie idę - czy ktoś się "uczepi" kogoś, bo jest nieśmiały. Po prostu ciężko mi się czasem nawet dogadać o sprawach dotyczących pracy, a jak jest dłuższa przerwa w pracy to nic się nie odzywam i strasznie mi to przeszkadza, czasem ktoś mnie o coś zapyta, odpowiadam i na tym się kończy. Praca fizyczna. Chociaż studia mam jest już o kilka lat za późno. Wcześniej miałem pracę inną, też stresującą, ale to towarzystwo mieszane, jak już miałem "korzenie" z kimś to poznałem wiele osób kobiet i facetów. Mieliśmy zgraną grupę, wychodziliśmy co jakiś czas gdzieś razem. A jak wiadomo z kim się zadajesz z tym jesteś na bieżąco. Teraz czuję się fatalnie, bezowocna praca / dom i ciągle to samo przez cały tydzień prawie. Raz na miesiąc wpadnę na chwilę do znajomego albo do rodziny przy której czuję się ok. 

Nie mam z kim porozmawiać nawet... Czasem na stacji benzynowej czy gdziekolwiek czasem ktoś o czymś zagada (nie czy chce hot-doga/płyn do wycieraczek) - tylko tak o pogodzie to już czuję się lepiej. Dwa zdania potrafią zmienić dzień na pozytywny. Jestem jedynakiem, więc nawet nie mam z kim pogadać o tym sad

Jest jeszcze jedna część tego życia...
Mając depresję i socjofobię (lęki wewnętrzne i somatyczne widoczne z zewnątrz przy głupich zakupach) i myśli samobójcze poszedłem do lekarza. I tak się wstydziłem iść w tamtych latach do takiego kogoś... A tutaj ogromna ulga, budzę się bez problemów, nie myślę o nich? zasypiam, nie myśląc o nich, nie mam problemu z zaśnięciem? smile  To tylko pokonało depresję. Tabletkę biorę codziennie od kilku lat. Co do socjofobii dostałem uzależniające leki "tymczasowo" a jak mogłem już po nich wyjść gdziekolwiek bez strachu i nawet zagadać (stąd takie pozytywne i otwarte relacje w poprzedniej pracy smile Leki "tymczasowo doraźne" brałem codziennie, z czasem dawkę musiałem zwiększać, żeby uzyskać ten sam efekt, doszedłem do poziomu hard dawek... (5 szczęśliwych lat, jak u zwykłego człowieka). Oddałbym teraz 5lat życia za każdy normalny rok zwykłego człowieka ;(

Jeszcze ostatnia część mojego życia z teraz...
W pracy fizycznej nie mogę być taki, jak "naćpany", jak w poprzedniej, muszę szybciej kojarzyć, szef już nawet chyba wyłapał, że jest coś jest nie tak... Wyszło na zrobienie sobie dodatkowych badań dawno temu we własnym zakresie. Zacząłem odstawiać leki "tymczasowe", same depresyjne nie zmieniają "szybkości kojarzenia", więc z nimi chyba się nie rozstanę póki co w obecnym stanie, bez żadnego wsparcia. Większy problem stanowią leki "tymczasowe", z których schodzę dużo szybciej, niż inni (zależy od organizmu). Szybciej bym przeszedł, ale tylko bez pracy lęki, bezsenność, bolące stawy, głowa, męką jak na odwyku po jakiejś heroinie... Mam nadzieję, że zejdę do zera. Alkoholu nie tykam. Nie palę i nie paliłem. Chcę zejść z dawki, ale mam dość praca / dom... i zero wsparcia od kogokolwiek. Kilka razy w roku rozmowa z lekarzem.

Nie mam nawet dla kogo żyć... Przeżyje pracę, jeżeli będę miał jakiś płomyk nadziei życia dla kogoś, po pracy spotkać się z kimś, porozmawiać. Jak tak dalej pójdzie to zrezygnuję chyba z odwyku i zacznę się już kończyć i do niczego nie dojdę (a teraz do czego zmierzam? Chyba do sznura... Pogodziłem się, że te 5 lat muszę oddać z procentem. Zrobienie zakupów, jakiś wyjazd z KIMŚ zawsze dobrze mi zrobi, nie mam lęków z kimś. I praca będzie przyjemniejsza, jeżeli będę wiedział, że mam po pracy po co wracać...

Tak na podsumowanie... pewnie każdy to wie, ale komu ja to powiem?
Tok myślenia 14 latka, który ostatnio popełnił samobójstwo w gimnazjum pokazuje na jakim szczeblu "mądrości" jesteśmy. Nikt mi w szkole nie dokuczał za bardzo, mimo nieśmiałości, miałem kilku znajomych w klasie. Teraz mając 2x więcej lat kogoś kto by mi w jakiś sposób ubliżył, jak temu 14latkowi po prostu siłowo bym rozwiązał problem. Przeniósł bym się do innej szkoły, gdzie poszli moi znajomi z podstawówki.  Wtedy coś mnie blokowało, wstydziłem się, co inni pomyślą. Teraz ten problem to nie koniec świata, jak się ma 26 zamiast 14 lat. Myślę, że jakby 14latek wtedy zareagował w ten sposób kilka razy, nikt by nawet do niego nawet nic nie mówił. Teraz co, pobiję się (wierzę szczerze, że to pomoże) i pozbawienie wolności. To nie bezkarny wiek poniżej 16 lat... Osoba w wieku 50 lat, podejrzewam, że miała by gdzieś te problemy z socjofobią, jedynie depresanty albo coś innego... Nie wiem, nie mam tylu lat, nie wiem co myśli taka osoba, ale pewnie większość była by w jakiś sposób zadowolona z siebie, że przeszła to piekło.

Zapytam wprost czy jakakolwiek kobieta by chciała kogoś takiego? Dziewczynę bym taką zaakceptował, ale w drugą stronę to nie działa. Wiem, że 99% nie. Ktoś coś może napisać pozytywnego, a myśleć zupełnie coś innego.

2

Odp: Samotny, wrażliwy, nieśmiały facet 26 lat... Czy znajdę kogoś kiedyś?
SamotnyByt napisał/a:

(...) Oddałbym teraz 5lat życia za każdy normalny rok zwykłego człowieka ;( (...)

To może najwyższy czas na terapię u dobrego, doświadczonego, psychoterapeuty?

3

Odp: Samotny, wrażliwy, nieśmiały facet 26 lat... Czy znajdę kogoś kiedyś?

Ogolnie ja uwazam ze wszystkie doswiadczenia maja sens .
Te dobre czy te złe . Moze nie widac tego sensu na pierwszy rzut oka ale z czasem wiekszość rzeczy ma jakas wartość jezeli prowadzi do zmian.

4 Ostatnio edytowany przez piekny_nick (2015-09-07 23:38:01)

Odp: Samotny, wrażliwy, nieśmiały facet 26 lat... Czy znajdę kogoś kiedyś?

Szczerze mówiąc nie chciałabym nadmiernie nieśmiałego faceta. Ja tez kiedys byłam nadmiernie nieśmiała i każdy miał mnie w d. Żeby coś osiągnąć, trzeba solidnie popracować nad sobą a nie użalać się. Poza tym nadmierna nieśmiałość może być urocza u pięciolatka, ale u osób w naszym wieku wygląda po prostu śmiesznie... wiem, bo tego sama doświadczyłam, gdy mi ludzie mówili, że zachowuję się jak dzikus lub "taka stara a taka infantylna/dziwna/dzika/nienormalna/niedorozwinięta/whatever"

Nie obraź się, nie jestem zwolenniczką klepania po pleckach, a sam prosiłeś o szczerość. Mam nadzieję, że to Cię zmobilizuje, ja też musiałam dostać w swoim czasie kopa, by się w końcu ogarnąć smile

5

Odp: Samotny, wrażliwy, nieśmiały facet 26 lat... Czy znajdę kogoś kiedyś?

Dasz rade, ale nie sam. Musisz sprobowac pojsc na terapie do psychologa badz innego specjalisty, ktory przeprowadzilby z toba terapie. Ja od siebie polecam terapie psychodynamiczna. Naprawde pomaga, krok po kroku zaczynasz czuc i rozumiec NAPRAWDE. Zaczynasz sie otwierac na ludzi, problemy, przestajesz ciagle uciekac i zaczynasz sie cieszyc, ze mozna zyc z ulga i normalnie. Powaznie poszukaj kogos i zaufaj.

6

Odp: Samotny, wrażliwy, nieśmiały facet 26 lat... Czy znajdę kogoś kiedyś?

Chyba nie mam tutaj jednoznacznej odpowiedzi na pytanie "Czy jakakolwiek kobieta by mnie chciała". Są kobiety, które wolą być silną stroną związku, a są też te, które wolą czuć się nieśmiałe (czuć się, a nie być, nie chciałabym być źle zrozumiana).
A przy Twoich doświadczeniach liczy się to, co z nich wyniesiesz, czy się podniesiesz, czy dalej będziesz tonął.
I tak, są kobiety, które to zaakceptują, ale czy ty zaakceptujesz, że ktoś chce się Tobą opiekować? Czy dzisiaj, jutro umiałbyś otworzyć się na uczucie, na bliskość?
Dużo prawdy jest w słowach "Chcesz kochać, pokochaj siebie".

7

Odp: Samotny, wrażliwy, nieśmiały facet 26 lat... Czy znajdę kogoś kiedyś?

Cóż, odpowiedź na twoje pytanie jest przecząca, takiej kobiety raczej nie znajdziesz. Nie piszę, że to niemożliwe, bo z matematyki wiemy, że jak prawdopodobieństwo nie jest zerowe to siłą rzeczy dąży do jeden, ale to słaba przesłanka.

Jak napisałeś - twoi rodzice mieszkają na wsi i całe dnie spędzają w domu. Zmarnowali swoje życie, popadli w rutynę, można to bardziej nazwać egzystencją. Muszę zapytać czy w swoim życiu miałeś męski wzorzec? Czy twój ojciec interesował się twoim wychowaniem, rozmawiał z tobą? Prawdopodobnie nie i z tego może wynikać nadmierna nieśmiałość. Co do leków antydepresyjnych - nie ma się z czego cieszyć, bo to jest droga na skróty, ucieczka przed problemem, ale ten ciebie teraz dopadł i ponosisz konsekwencje. Czasem w życiu są sytuacje, gdy zdaje się, że świat się zawalił i wówczas branie takich środków może być zasadne, ale nie przez 5 lat. Uzależniłeś się, nie chcę ciebie martwić, ale po takiej długoletniej kuracji(btw gratuluję lekarza) możesz przez całe życie mieć problemy z poziomem dopaminy i serotoniny. Po prostu będziesz o wiele bardziej podatny bez leków na wahania poziomu tych substancji, a co za tym idzie huśtawki nastrojów, trudniej będzie ci być z czegoś zadowolonym, a jednocześnie łatwiej popaść w przygnębienie.

Terapia u DOBREGO psychoterapeuty jest wskazana, chociaż też nie może trwać wiecznie. Teraz jest popularne w społeczeństwie, by w razie załamania iść z tym na kozetkę, ale moim zdaniem zadaniem specjalisty jest pomóc ci zrobić to co mógłbyś w sumie zrobić sam. Czyli zastanowić się nad źródłem twoich problemów i obrać strategię jak je pokonać. Po prostu osobie obcej, z dystansu jest łatwiej obiektywnie to stwierdzić. Tak, więc nie jest to złe rozwiązanie, ale  nie możesz zrobić jak z tabletkami - znajdę dobrego psychologa, będę do niego chodził, wyrzucał z siebie to co na sercu leży, ale żadnych wniosków nie będę wyciągał.

Wróćmy jednak do twojego życia. Po pierwsze - wspominasz o poprzedniej pracy w której miało lepiej ci iść, miałeś zgraną ekipę. Nie napisałeś dlaczego zmieniłeś zajęcie, ani słowem nie wspomniałeś też co się stało z tymi znajomymi, że nie utrzymujecie kontaktów. Zastanów się nad tym. Druga sprawa - to wspominani rodzice i życie na wsi. Po prostu to ciebie ogranicza, twoje kontakty ze znajomymi, horyzonty, możliwości poznawania innych ludzi. Dojazdy zabierają czas, pewnie też siły, by wyrwać się ze schematu praca-dom-praca. Musisz zaryzykować i wyprowadzić się z domu oraz poszukać pracy, która spełniała by twoje oczekiwania. Wiem, że dla osoby nieśmiałej jest to trudne, ale myślę że jesteś w tej komfortowej sytuacji, że masz dom rodzinny, bezpieczną przystań do której zawsze możesz wrócić jakby nie poszło. Pamiętaj też o tym, że twoi rodzice nie będą żyć wiecznie(jakkolwiek oby żyli w zdrowiu jak najdłużej) - pomyśl o tym jak żyją i czy chcesz powielić ten schemat? Także bierz życie w swoje ręce, młody jesteś, pracę fizyczną zawsze jakąś znajdziesz, więc nie bój się zaryzykować i jej zmienić.

Co do kobiet - piszesz o swojej nieśmiałości, a ja ci na to - g... prawda. Czy byłeś kiedyś na randce? Niezależnie od odpowiedzi - zastanów się, jak odpowiedziałbyś na proste pytanie: czym się zajmujesz. Powiesz to co na forum, że harujesz 8 godzin fizycznie, a potem siedzisz w domu. To, a nie twoja nieśmiałość jest ogromną antyreklamą twojej osoby. Zakoduj sobie to pytanie w głowie i w ciągu tego roku jeszcze zrób co możesz, byś mógł na nie odpowiedzieć w ciekawy sposób. Myślę, że tak minimum 10 minut. Na dzień dzisiejszy bowiem dajesz jasny komunikat: MARNUJĘ SWOJE ŻYCIE - POSZUKUJĘ WSPÓLNIKA.

Powodzenia

8

Odp: Samotny, wrażliwy, nieśmiały facet 26 lat... Czy znajdę kogoś kiedyś?

mysle ze lepiej by ci zrobiło jakbys spróbował czegoś nowego i np. zamieszkał z jakimis kumplami.

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Samotny, wrażliwy, nieśmiały facet 26 lat... Czy znajdę kogoś kiedyś?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026