Cześć!
Otóż, dziwna sprawa, ale mam wrażenie, że za dużo się uczę. Studiuję medycynę, gdzie, wiadomo, trzeba się cały czas dużo uczyć. Tylko problem w tym, że ja się cały czas uczę. Wiem, że kolokwia wystarczy na te 3 zaliczyć, ale ja nie mam takiego wyczucia. Uczę się dopóki nie umiem znacznej większości ( a jak zostanie mi czas, to mam wyrzuty sumienia, że nic nie robię i przez to nie zaliczę, więc "jak coś" to jeszcze raz powtórzę.... więc koło się zamyka
). Wstaję rano i się uczę i mam strasznego stresa np. gdy obiad gotuje o te 15 min za długo niż zaplanowałam i to pozbawia mnie tych 15 min planowanej nauki. Rezultaty, nie powiem, mam ponad przeciętne. Ale chciałabym coś robić innego, bo teoretycznie jestem świadoma, że mogłabym przeznaczyć trochę czasu np. na basen, spotkania ze znajomymi i zdawać, ale jak wspomniałam cały czas stresowałabym się, że jednak nie starczy mi czasu i nie zaliczę. Co więcej jakoś sobie wmawiam, że jestem nudna, za bardzo nie mam bliskich przyjaciół, zupełnie swobodnie to czuję się tylko z rodzicami ( co jest bardzo złe, bo jestem za bardzo uzależniona od nich emocjonalnie ), więc w kwestiach towarzyskich nic nie osiągnę, i tylko kwestie naukowe mi zostały mi do jakiegoś, nie wiem jak to określić, spełnienia? Chociaż prawda jest taka, że niestety apetyt rośnie w miarę jedzenia
Ciągle mi mało i pogrąża mnie myśl, że tak ciężko pracuję, a czasami mam rezultaty gorsze od ludzi, którzy uczą się o wiele mniej, i mają więcej czasu wolnego.
Co o tym sądzicie? Jest jakiś sposób, aby wyrwać się z tego? Żyć bardziej po ludzku, a nie tak jak glonojad?
Podobne tematy
Albo, albo.
Albo decydujesz się być jedną z najlepszych studentek medycyny, albo decydujesz, że większą ilość czasu przeznaczysz na coś innego niż uczenie się.
Pytasz, jak wyrwać się z tego. Zdecydować, że nie będziesz miała tak dużych osiągnięć, jak dotychczas.
Do najlepszych mi trochę brakuje, ale to właśnie osiągnięcia choć są kuszące, to są zdradliwe, za dużo kosztują. Ja tylko się boję niezaliczenia. A widzę, że sporo ludzi ma nawet osiągnięcia i normalne życie towarzyskie...
Postępuj tak jak czujesz w głębi siebie. Tylko, że myśl nie tylko o początku działań, ale o ich końcu. A asów, którzy się mało uczą i zdają trudne rzeczy na 5 jest bardzo mało. Większość po prostu się do tego nie przyzna. Masz szansę coś osiągnąć i nie marnuj tego.
Czasami lepiej jest się czegoś pouczyć 3h niż katować temat w kółko przez 12h, z nadmiarem nauki wiedza przyswojona może dosłownie wyparować z Twojej głowy
ja bym Tobie radził uczyć się mniej ale za to z większą efektywnością. Najlepiej się uczyć w systemie 1h kucia i następnie 15 min przerwy ale ta przerwa ma być taka, że nic nie może obciążyć Twoich myśli, czyli np. 15 minut leżysz i patrzysz się w okno
dod. doradziłbym jakieś "wspomagacze", polecam stosowanie Lec1th1n 1200mg (coś jak tabletki "sesja" tylko zawierają 10x więcej składników pomagających w nauce). Taką tabletke bierzesz rano przykładowo po śniadaniu i możesz się uczyć o dowolnej porze dnia, najlepiej nie brać pod wieczór bo można mieć problemy ze snem. Brać tylko podczas trwania egzaminów, codzienne stosowanie może poddrażnić system nerwowy (pojawianie się tików) ![]()
Ale.. jak będzie się stosować normalnie to gwarantuje Tobie, że będziesz miałą mnóstwo czasu na inne rzeczy.
p.s. w miejsce "1" powinno być "i", dałem taką cenzurę, żeby nie robić "reklamy" ![]()
Medycyna, czyli pamięciówa... brrr
Piszesz, że uczysz się za dużo, czyli jak? Zakówasz siedem dni w tygodniu? Nie masz dnia bez książki? Nie wiem jak tam jest u Was na medycynie, ale przecież nie macie kolokwiów co tydzień, prawda? Zrób sobie wolne piątki. Po wykładach wyskocz ze znajomymi na piwo, do klubu, na koncert... cokolwiek. Ten jeden dzień w tygodniu na regenerację szarych komórek
Myślę, że średnia Ci nie spadnie, a wręcz podskoczy.
Dużo, czyli praktycznie cały czas, kolokwia nie są bardzo często, ale w każdym tygodniu jest po kilka wejściówek, a wywalenie z zajęć to chyba jeszcze gorszy stres dla mnie niż nie zdane koło. W sumie ostatniej sesji bardzo nie odczulam, bo uczyłam się czasowo tyle samo, tylko stres większy
w praktyce wygląda to tak, że wstaje o 6 po śniadaniu uczę się bez przerwy do jakiejś 12 ( szkoda mi czasu na przerwy ) jem obiad i mam jakieś 1,5 h przerwy a potem z drobnymi przerwami na jedzenie tak do 22-23 . Zajęcia w pewnym sensie są odpoczynkiem.
Dobrze Burzowy Ci napisal-rob jak Ci serce podpowiada i pomysl czy wolalabys zmienic studia i zyc spokojniej czy tez bardzo chcesz zostac lekarzem to wtedy Twoja meka ma sens ,bez wzgledu na stopnie jakie dostaniesz, bo bedziesz miala wiedze i bedziesz bardzo dobrym lekarzem. Tu nie chodzi o to by zaliczyc ale by zostalo w glowie.
Na którym jesteś roku? Ja Ci powiem, że dobrze pamiętam siebie sprzed dwóch lat - uczyłam się tak samo jak Ty a efekty nie były aż tak super (były ponad przeciętną ale wciąż nie najlepsze). W tym roku (to był mój trzeci) duzo się zmieniło. Po pierwsze zmieniły się zajęcia - wcześniej nie było żadnych klinik czyli po prostu trzeba było uczyć się nudnych rzeczy, teraz praktycznie wszystkie przedmioty były ciekawe. Mogłam poświęcać mniej czasu na naukę bo po prostu wszystkiego uczyłam się szybciej bo mnie to ciekawiło. Teraz bardzo intensywnie uczyłam się tylko przed egzaminami, w roku akademickim tylko na bierząco farmakologii i patomorfologii (to trzeba) no i doczytywałam z poszczególnych klinik tyle ile wymagali i co mnie akurat zaciekawiło. Zauważyłam też że aż tak intensywna nauka się po prostu nie opłaca - jesteś zbyt zmęczona i wszystko idzie wolniej do tego umysł nie jest tak sprawny i nie myśli najszybciej. Polecam sport- odpoczynek i zwiększenie sprawności intelektualnej na raz. Albo nauka w grupie - dużo szybciej i miłej
i człowiekowi nie jest tak smutno jak podczas samotnej nauki. Nie zmuszaj się do nauki, odpuść sobie, ucz się tego co Cię zaciekawi. Wyniki same przyjdą. Ja w tym roku miałam czas na wszystko - i na seriale, imprezy, spotkania ze znajomymi, regularny sport, na czytanie dobrych książek. A wyniki - dzięki temu, że uczyłam się tego, czego chciałam i nie przesadzałam z siedzeniem nie wiadomo ile godzin z rzędu (i wykorzystywałam myślenie a nie swoją pamięć) to są dużo wyższe niż wcześniej - na pewno załapię się na stypendium naukowe
Naprawdę odpuść sobie i się tak nie spinaj
wrzuć na luz i zadbaj o siebie a wszystko się ułoży, wiem co mówię ![]()
Jestem po pierwszym właśnie
może dlatego tak nad tym panikuje....ale nie wyobrażam sobie jeszcze 5 lat takich...Faktycznie wszyscy mówią, że 2 rok to już zupełnie co innego, a na 3 to się naprawdę robi ciekawie. Jakoś ciężko widzę właśnie tą farmakologię, ale nawet i fizjologie i biochemię...
Podejrzewałam, że po pierwszym
Większość ma takie odczucia właśnie. Ten rok był jak dotąd na pewno najgorszy, masakra. Na drugim biochemia jest trochę nudna (trzeba swoje przesiedzieć w książkach) ale już fizjologia jest całkiem ok. Czasu mimo wszystko jest więcej. Nie myśl na zapas
Nie popełniaj tego błędu co ja i nie żyj w 90% nauką. To się nie opłaca. Naprawdę polecam uprawiać jakiś sport - endorfiny robią swoje. No i szanuj siebie, nie wpadaj w autodestrukcję a będzie dobrze ![]()
Też tak miałam, podobnie jak Ty. Jestem na ekonomii. Zakuwałam od rana do wieczora. Żadnych wyjść z przyjaciółmi, żadnego chłopaka...i w końcu zrobiło mi się żal. Nie chcę cały czas się tylko uczyć. Trochę robię sobie przerwę.
13 2015-09-01 00:25:54 Ostatnio edytowany przez pomocnikgargamela (2015-09-01 00:26:21)
Gardzę ww. odpowiedziami. Odpowiem jako ex-najlepszy student prawa na roku.
Znajomi mieli czas na siłownię, na imprezy, na piwo i wódkę. Zazdrościłem im. Ale mimo wielu propozycji, za każdym razem odmawiałem. Skutek? Chrzanić coroczne stypendium, którego mi zazdrościli. Chrzanić dostanie się na aplikację za pierwszym razem, przez co wiele osób życzyło mi co najmniej śmierci.
Jestem człowiekiem szczęśliwym.
Po to w klasie maturalnej uczymy się, żeby wyciągnąć z tego profity. Po to dalej uczymy się, żeby być najlepszymi. Po to chcemy być najlepszymi, żeby wybić się ponad przeciętność.
Życzę wytrwałości.
Pozdrawiam.
Gardzę ww. odpowiedziami. Odpowiem jako ex-najlepszy student prawa na roku.
Znajomi mieli czas na siłownię, na imprezy, na piwo i wódkę. Zazdrościłem im. Ale mimo wielu propozycji, za każdym razem odmawiałem. Skutek? Chrzanić coroczne stypendium, którego mi zazdrościli. Chrzanić dostanie się na aplikację za pierwszym razem, przez co wiele osób życzyło mi co najmniej śmierci.
Jestem człowiekiem szczęśliwym.
Po to w klasie maturalnej uczymy się, żeby wyciągnąć z tego profity. Po to dalej uczymy się, żeby być najlepszymi. Po to chcemy być najlepszymi, żeby wybić się ponad przeciętność.Życzę wytrwałości.
Pozdrawiam.
Dazyc do bycia coraz lepszym to bardzo dobra rzecz. Wazne by nie zatonac z przerosnieta Pycha ![]()
Gardzę ww. odpowiedziami. Odpowiem jako ex-najlepszy student prawa na roku.
Znajomi mieli czas na siłownię, na imprezy, na piwo i wódkę. Zazdrościłem im. Ale mimo wielu propozycji, za każdym razem odmawiałem. Skutek? Chrzanić coroczne stypendium, którego mi zazdrościli. Chrzanić dostanie się na aplikację za pierwszym razem, przez co wiele osób życzyło mi co najmniej śmierci.
Jestem człowiekiem szczęśliwym.
Po to w klasie maturalnej uczymy się, żeby wyciągnąć z tego profity. Po to dalej uczymy się, żeby być najlepszymi. Po to chcemy być najlepszymi, żeby wybić się ponad przeciętność.Życzę wytrwałości.
Pozdrawiam.
Ukradłeś mi mózg? Oddawaj ![]()
No ja na fitness chodzę a mimo to nie wadzi mi to w nauce
A oprócz prawa mam jeszcze drugi kierunek ![]()
Ale siadłeś mi na ambicję - na jednym i na drugim byłam 3-4 (wg rankingu usosa) na roku, muszę się poprawić ![]()
Jesteś aplikantem czy już skończyłeś?
Jaka? Zgaduję - radcowska?
Autorko, ja Cię BŁAGAM, NIE SŁUCHAĆ tego że masz się rzekomo mniej uczyć. Ty będziesz LEKARZEM.
Polecam Ci sport i naukę.
Dla mnie nauka jest najważniejsza, a zostaje mi czas i na koła naukowe, i na ćwiczenia, i na pucowanie się (lubię się pucować przed lustrem
) i na zwiazek (o dziwo
). ALE nigdy nie zostawiaj tej nauki i nie spychaj jej na dalszy plan!!
Ja się uczę - w inny sposób, bo piszę - nawet w wakacje. Nie mam żadnych poprawek, a i tak pracuję.
Więc nie wiem skąd pomysł, że w trakcie roku akademickiego można się uczyć za dużo.
16 2015-09-01 09:45:37 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-09-01 13:37:46)
Nie ma bata, jak się chce być w czołówce, to uczyć się trzeba, i to dużo. Ale trzeba to robić z głową.
Uczenie się długo i bez przerw to nie jest skuteczne uczenie się. Takie ślęczenie godzinami przeciąża umysł, powoduje słabsze przyswajanie informacji, a za tym idzie stres, frustracja i ...jeszcze więcej kucia, które tylko pogarsza sytuację. Nie o to przecież chodzi, żeby siedzieć określoną ilość godzin przy biurku, ale żeby jak najefektywniej studiować. Zamiast robić maratony, podziel sobie materiał na bloki i ucz się ich systematycznie, ale krócej, z przerwami na przeciągnięcie się, pobieganie (jakiś sport, coś fizycznego co lubisz robić), spotkanie z koleżanką. Zapewniam Cię, że nie tyle będziesz mniej zmęczona, co będziesz miała o wiele lepsze wyniki ![]()
Co innego intensywna nauka a co innego autodestrukcja nie przynosząca efektów. Szczęście nigdy nie jest pojęciem zostawionym na przyszłość. Nie ma przeszłości ani przyszłości. Jest tylko teraźniejszość i na niej trzeba się skupić. A czy codzienne łamanie siebie można zdefiniować jako szczęście? Może dla masochisty
Nie zawsze największa ilość czasu poświęcona na naukę (pracę) przynosi najlepsze efekty (!). Pamiętajcie, że intensywna ucieczka w naukę jest często mechanizmem obronnym, stosunkowo często spotykanym.
Ej, naprawdę uważacie że najlepszy lekarz to taki, który wszystko wie? Bo mi się wydaje, że po pierwsze najważniejsze są umiejętności socjalne, podejście do pacjenta. Umiejętność 'wyciągnięcia' z niego tyle ile można i odpowiednia dedukcja. Powiązanie objawów wymaga główni umiejętności a nie wiedzy.
18 2015-09-01 23:52:59 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-09-01 23:54:43)
Co innego intensywna nauka a co innego autodestrukcja nie przynosząca efektów. Szczęście nigdy nie jest pojęciem zostawionym na przyszłość. Nie ma przeszłości ani przyszłości. Jest tylko teraźniejszość i na niej trzeba się skupić. A czy codzienne łamanie siebie można zdefiniować jako szczęście? Może dla masochisty
![]()
Nie zawsze największa ilość czasu poświęcona na naukę (pracę) przynosi najlepsze efekty (!). Pamiętajcie, że intensywna ucieczka w naukę jest często mechanizmem obronnym, stosunkowo często spotykanym.
Ej, naprawdę uważacie że najlepszy lekarz to taki, który wszystko wie? Bo mi się wydaje, że po pierwsze najważniejsze są umiejętności socjalne, podejście do pacjenta. Umiejętność 'wyciągnięcia' z niego tyle ile można i odpowiednia dedukcja. Powiązanie objawów wymaga główni umiejętności a nie wiedzy.
Jak nie ma wiedzy, to nie powiąże objawów.
O ile prawnik może zapomnieć brzmienia przepisów, które i tak ciągle się zmieniają, bo musi wiedzieć, gdzie szukać, to z lekarzem jest... gorzej, niestety.
Tutaj nie ma czasu na zaglądanie do książek.
Justyna 1596 - ekonomia nie jest takim kierunkiem, który można porównać do medycyny. Wiem, bo sama właśnie 2 miesiące temu obroniłam licencjat z ekonomii.
Do medycyny właściwie ciężko jest porównać cokolwiek, oprócz weterynarii.
karmelowa_truskawka napisał/a:Co innego intensywna nauka a co innego autodestrukcja nie przynosząca efektów. Szczęście nigdy nie jest pojęciem zostawionym na przyszłość. Nie ma przeszłości ani przyszłości. Jest tylko teraźniejszość i na niej trzeba się skupić. A czy codzienne łamanie siebie można zdefiniować jako szczęście? Może dla masochisty
![]()
Nie zawsze największa ilość czasu poświęcona na naukę (pracę) przynosi najlepsze efekty (!). Pamiętajcie, że intensywna ucieczka w naukę jest często mechanizmem obronnym, stosunkowo często spotykanym.
Ej, naprawdę uważacie że najlepszy lekarz to taki, który wszystko wie? Bo mi się wydaje, że po pierwsze najważniejsze są umiejętności socjalne, podejście do pacjenta. Umiejętność 'wyciągnięcia' z niego tyle ile można i odpowiednia dedukcja. Powiązanie objawów wymaga główni umiejętności a nie wiedzy.Jak nie ma wiedzy, to nie powiąże objawów.
O ile prawnik może zapomnieć brzmienia przepisów, które i tak ciągle się zmieniają, bo musi wiedzieć, gdzie szukać, to z lekarzem jest... gorzej, niestety.
Tutaj nie ma czasu na zaglądanie do książek.Justyna 1596 - ekonomia nie jest takim kierunkiem, który można porównać do medycyny. Wiem, bo sama właśnie 2 miesiące temu obroniłam licencjat z ekonomii.
Do medycyny właściwie ciężko jest porównać cokolwiek, oprócz weterynarii.
Dokładnie. Szacun dla studentów medycyny!
Fakt, inaczej uczy się na różnych kierunkach. Studiowałam i medycynę i kierunek totalnie humanistyczny, więc mogę porównać. Na medyku, szczególnie na pierwszych dwóch latach, było dużo wkuwania na pamięć (nieszczęsna anatomia!)- nie było bata,po prostu trzeba było zapamiętać-za to na na jakimkolwiek kierunku humanistycznym była masa materialów do czytania, czasem taka góra, że człowiek ledwo mógł przebrnąć.
Pocieszające jest jednak to, że na późniejszych latach studiów lekarskich, właśnie zrozumienie i łączenie faktów, oczywiście oparte na solidnej wiedzy podstaw, jest bardziej istotne. Rzeczy na klinikach niejako same z siebie "wchodzą". Na takiej psychologii zaś, ponieważ już człek przeczytał milion artykułów i rozdziałów, wiedza też się jakoś łączy i konsoliduje.
Ale nieważne co się studiuje, zasada uczenia się z przerwami, a nie jakieś maratonowe ciągi, jest kluczem do sukcesu. Trzy godziny to chyba najdłuższy blok czasu, jaki można rozważać (z pięciominutową przerwą co 55 minut). Potem to już jakakolwiek koncentracja spada do zera i nie ma sensu walić głową w mur.
Fakt, inaczej uczy się na różnych kierunkach. Studiowałam i medycynę i kierunek totalnie humanistyczny, więc mogę porównać. Na medyku, szczególnie na pierwszych dwóch latach, było dużo wkuwania na pamięć (nieszczęsna anatomia!)- nie było bata,po prostu trzeba było zapamiętać-za to na na jakimkolwiek kierunku humanistycznym była masa materialów do czytania, czasem taka góra, że człowiek ledwo mógł przebrnąć.
Pocieszające jest jednak to, że na późniejszych latach studiów lekarskich, właśnie zrozumienie i łączenie faktów, oczywiście oparte na solidnej wiedzy podstaw, jest bardziej istotne. Rzeczy na klinikach niejako same z siebie "wchodzą". Na takiej psychologii zaś, ponieważ już człek przeczytał milion artykułów i rozdziałów, wiedza też się jakoś łączy i konsoliduje.
Ale nieważne co się studiuje, zasada uczenia się z przerwami, a nie jakieś maratonowe ciągi, jest kluczem do sukcesu. Trzy godziny to chyba najdłuższy blok czasu, jaki można rozważać (z pięciominutową przerwą co 55 minut). Potem to już jakakolwiek koncentracja spada do zera i nie ma sensu walić głową w mur.
Popieram w 100% ![]()
No cóż.. i bardzo dobrze, lekarz powinien być mądry