Witam,
mam okropny problem. Chyba muszę zacząć od początku. Byłam z chłopakiem dwa lata, półtora roku mieszkaliśmy razem. Wszystko było w porządku, oprócz sprzeczek, czy kłótni było naprawdę super. Do czasu aż rozpoczął on pracę w nadmorskiej miejscowości.. oddaliliśmy się w tym czasie od siebie, wina na pewno jest wspólna.. ja byłam bardzo zazdrosna o niego, co mu się nie podobało i wiele razy mówił o tym. W końcu zobaczyłam u niego w telefonie wiadomość od jednej z koleżanek z pracy, nie pokazał mi jej zawartości, tłumaczył się później mówiąc, że nie było tam nic złego, tylko propozycja wspólnego wypadu na piwo.. uwierzyłam, ale już nie było tak samo. Wiem, że się zauroczył tą dziewczyną, ona jest z drugiego końca Polski, już wyjechała, ale wiem, że mają ze sobą kontakt. Byłam tym wszystkim bardzo rozżalona, kłóciliśmy się, aż w końcu on podjął decyzję, że odchodzi. Ja nie potrafię się z tym pogodzić. Piszę do niego, dzwonię.. reaguje na moje połączenia ale widzę niechęć z jego strony. Powiedział mi, że nie da się już nic naprawić. W końcu zaproponowałam mu, że odpoczniemy od siebie kilka dni, później spotkamy się i spróbujemy porozmawiać. Zgodził się. Ale ja nie potrafię bez niego normalnie funkcjonować. Kocham Go do szaleństwa. Czuję ból, złość, gniew, frustrację. Wszystko. Nie jestem w stanie pracować, nie mogę spać, nie mogę jeść. Ciągle płaczę choć brakuje mi już łez. W ogóle sobie z tym nie radzę. Chciałabym to naprawić, wierzę że On na pewno w jakimś stopniu też tylko się pogubił. Jak mam dać sobie z tym radę.? We wtorek mam bardzo ważny egzamin, do którego muszę się jeszcze przygotować, ale nie mogę się na tym w ogóle skupić. Nie mogę przestać o nim myśleć. To tak okropnie boli. Co robić?