Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 29 ]

Temat: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

Witam Was bardzo serdecznie,

Piszę tutaj pierwszy raz i mam ogromną nadzieję, że Wasze uwagi i refleksje pomogą mi ruszyć z miejsca, w którym obecnie utknęłam.

Mam 35 lat, pięć lat temu zaczęłam terapię w nurcie psychodynamicznym. Jest to terapia indywidualna, spotkania odbywają się raz w tygodniu. Regularnie uczęszczałam na wszystkie sesje, nie spóźniałam się. Jedynymi przerwami były urlopy moje lub terapeutki. Bezpośrednim powodem tego, że trafiłam do mojej terapeutki była depresja, z którą nie potrafiłam sobie poradzić. Miałam poczucie kompletnej obojętności wobec wszystkiego co mnie otacza, chodziłam jak robot odhaczając kolejne punkty dnia, nie czując nic poza ogromną pustką. Czułam się kompletnie bezradna. Z pomocą przyszła mi wówczas moja kuzynka, która była jedyną osobą z którą jako tako potrafiłam rozmawiać o moim problemie. Dała mi namiar na moją obecną terapeutkę, jako osobę z polecenia. Postanowiłam spróbować, bo w zasadzie nie miałam nic do stracenia i pomoc specjalisty wydawała mi się ostatnią deską ratunku. Nie miałam wtedy pojęcia jaka jest różnica między psychiatrą, psychologiem i psychoterapeutą. Ani tym bardziej nie wiedziałam nic o nurtach i rodzajach terapii. Można więc powiedzieć, że przypadkiem trafiłam na terapię psychodynamiczną, nie do końca będąc świadoma na co się decyduję. Pierwszy rok był tragiczny. Nie czułam w zasadzie żadnej poprawy, sesje były dla mnie bardzo trudne i miałam wrażenie, że nic z nich nie wynika. W zasadzie było to rozdrapywanie ran z dzieciństwa i jeden wielki płacz. W drugim roku zaczęło coś się dziać. Zauważyłam poprawę w samopoczuciu, zaczęło też do mnie docierać co nieco i zaczęłam postrzegać pewne sprawy z innej perspektywy. Przełomowy był rok trzeci, w którym tak naprawdę zaczęłam "łapać o co chodzi" i moje samopoczucie znacznie się poprawiło. Oczywiście miałam cały czas wiele wątpliwości i zastanawiałam się nad wieloma wątkami, ale poczułam że moja depresja jest już tylko wspomnieniem i nareszcie zaczynam żyć. I tak naprawdę pierwszy raz w życiu poczułam się człowiekiem. Było to niesamowite uczucie, jednak wiedziałam że czeka mnie jeszcze sporo pracy. To był moment, kiedy zaczęłam lubić terapię i myślałam o niej niemal na co dzień. Często zdarzały mi się momenty kiedy myślałam np. "o to jest ważne, chcę poruszyć ten temat na najbliższej sesji". Czasem wręcz nie mogłam się doczekać kolejnej sesji, bo miałam tyle spraw do poruszenia. W kolejnym, czwartym roku zaczęło się znów coś psuć. Tzn. moje samopoczucie było całkiem dobre, jednak nie miałam już takiej chęci na kolejne spotkania i z czasem wręcz zaczęłam mieć poczucie, że właściwie nie wiem, po co tam chodzę. Zaczął się pojawiać na sesjach temat zakończenia terapii. Zaczęłam myśleć, że może to ten moment, chociaż nie czułam, aby terapia była zakończona. Więc chodziłam dalej, chyba trochę w nadziei, że nastąpi jakiś przełom, który pozwoli mi poczuć, że dobrnęłam do celu. Tyle, że kończy się w tej chwili rok piąty i nic takiego się nie wydarzyło. Czuję w tej chwili wielkie zniechęcenie i rozczarowanie. Mam poczucie traconego czasu i pieniędzy, bo mam wrażenie, że z tych sesji nic nie wynika. Mam wręcz niechęć do cotygodniowych wizyt i czuję, że coraz bardziej zamykam się w sobie, a wręcz zaczynam traktować terapeutę jak wroga, który na siłę chce ode mnie wyciągnąć to co się w moim życiu dzieje, a ja nie czuję ochoty, żeby o tym opowiadać. Jednocześnie, poza terapią widzę bardzo dużą zmianę w kontaktach z ludźmi wokół mnie. I na wielu płaszczyznach radzę sobie na co dzień zdecydowanie inaczej - lepiej i dojrzalej. Moja świadomość bardzo się również zmieniła. Poza relacją z terapeutką, która spada w coraz większą przepaść. Doszło do tego, że w styczniu miałam 1,5 miesiąca przerwy w sesjach bo złożyły się po sobie urlopy mój i terapeutki, i czułam wtedy gigantyczną ulgę że nie muszę tam iść i wcale mi tych sesji nie brakowało. Wręcz w ogóle o nich nie myślałam. I teraz jakbym miała określić co czuję do mojej terapeutki, to na pierwszym planie jest jedna wielka obojętność...

Zastanawiam się, czy nie wynika to z mojej błędnej wizji "końca terapii"? W zasadzie zawsze denerwowała mnie forma tej terapii. To, że terapeuta niewiele mówi, jest bardzo zdystansowany i ogranicza się jedynie do interpretacji. W zasadzie nigdy nie odpowiada na pytania.  Przez całą terapię czułam się jak dziecko we mgle, które kroczy po omacku, nie mając w zasadzie żadnych wytycznych. Przeczytałam przez te 5 lat wiele książek, artykułów i wywiadów z  zakresu psychologii. I wydaje mi się, że gdyby nie to, to w ogóle nie wiedziałabym jak terapia ma przebiegać i kiedy się zakończyć. Terapeutka mówiła o tym bardzo zdawkowo i odwracała zawsze rozmowę w moją stronę, zadając znienawidzone przeze mnie pytanie "a jak pani myśli?". Z czasem wykształciłam sobie takie wyobrażenie o fazach terapii w nurcie psychodynamicznym:
1 poznawanie terapeuty i nawiązanie z nim relacji
2 powrót do przeszłości, głównie dzieciństwa, opowiedzenie o trudnych i traumatycznych wydarzeniach
3 ponowne świadome przeżycie traumatycznych wydarzeń
4 poznanie mechanizmów i schematów działania nabytych w przeszłości, które mają negatywny wpływ na obecne życie
5 opłakanie przeszłości, żal po stracie
6 wprowadzenie nowych mechanizmów w miejsce starych i praca nad nimi
7 zbudowanie "nowej" relacji z terapeutą, wolnej od starych schematów i mechanizmów
8 poczucie życia w dobrostanie psychicznym tj. poczucie radzenia sobie z codziennością, zwłaszcza z w trudnych sytuacjach

Według takiego schematu toczyła się moja terapia. Niektóre fazy zazębiały się między sobą, czasem były powroty do faz wcześniejszych. Przeszłam przez punkty 1-5. W większości problemów, również przez punkt 6. Chociaż nad niektórymi problemami muszę jeszcze mocno pracować. Utknęłam na punkcie 7. Nie potrafię stworzyć nic nowego i czuję z tego powodu tylko rosnącą frustrację. Nie wiem jak miałaby wyglądać "zdrowa relacja" z kimś, kto w zasadzie ze mną nie rozmawia. Nie wiem w zasadzie nic o tej kobiecie, relacja wydaje mi się jednostronna i sztuczna. I nie wiem co z tym zrobić. Może jednak nie ma potrzeby tworzenia na siłę czegoś, jeśli nie czuję takiej potrzeby? A poczucie dobrostanu przyjdzie z czasem, kiedy wszystkie nowe mechanizmy się ugruntują? Myślę o zakończeniu terapii, bo w moim odczuciu przynosi mi ona w tym momencie więcej frustracji niż jakichkolwiek korzyści. Długo dawałam szansę na to że pojawi się coś nowego, ale nic z tego. Jednak przed podjęciem decyzji o zakończeniu  hamuje mnie to, że nie chcę zrobić czegoś pochopnego. Może jednak jest jeszcze coś w mojej podświadomości, co powoduje taki stan? Nie chcę, żeby po jakimś czasie się okazało, że jest coś jeszcze nieodkryte, co utrudnia mi funkcjonowanie. A powrotu wówczas nie będzie. Z tego co zrozumiałam, nie ma czegoś takiego jak "przerwanie terapii". Jest tylko zakończenie, bez możliwości powrotu. A nie wyobrażam sobie rozpoczynania nowej terapii z innym psychoterapeutą...

Będę wdzięczna za wszelkie refleksje i uwagi, w szczególności od tych z Was, które są/były w terapii psychodynamicznej. Każda wypowiedź będzie bardzo pomocna.

Pozdrawiam serdecznie.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

Witaj, jestem w terapii psychodynamicznej 3 rok i moje spostrzeżenia są w części podobne do Twoich. Z jednej strony duże zmiany, większa świadomość samej siebie, moich reakcji, mechanizmów obronnych, przyczyn mojego stanu samopoczucia, a z drugiej mam chwile, czasem trwa to  całe miesiące, że czuję przesyt, mam dosyć ciągłej analizy, wpadam na ścianę, nie mogę ruszyć dalej i żałuję, że w ogóle zaczęłam terapię, że straciłam czas i mój i terapeutki. A potem znowu robię krok do przodu i widzę, że jest inaczej, lepiej i tak to trwa i wiem, że to naturalne w terapii, że masz wątpliwości, że chcesz przerwać. Ja rozmawiam z terapeutką o wszystkich moich wątpliwościach, rozmawiałaś ze swoją ?? Piszesz, że miałaś sporą przerwę w sesjach, może to też to spowodowało spadek zapału ?
Ja praktycznie pogodziłam się z tym, że terapia to ciągła zmiana, ciągła praca, jeden krok w przód i dwa  w tył. Raz czuję zapał i mogę góry przenosić, a raz mam tego po dziurki w nosie.
Pogadaj z terapeutką i daj sobie jeszcze trochę czasu, być może jesteś w ważnym momencie, bronisz się przed czymś i szkoda by było tak to nagle zostawiać.   
pozdrawiam Cię !

3

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

Czy rozmawiałaś o swoich wątpliwościach z terapeutką?

4

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

Jak dla mnie nie da sie leczyć chorób przewklekłych (w tym psychicznych) i te całe terapie to żerowanie na ludzkiej naiwności.

5

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?
Colt47 napisał/a:

Jak dla mnie nie da sie leczyć chorób przewklekłych (w tym psychicznych) i te całe terapie to żerowanie na ludzkiej naiwności.

Powiedz to tym wszystkim, którym terapia uratowała życie.

6

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

Autorko, ta niechęć do terapeuty może swiadczyc o oporze - być może zbliżasz się do czegos ważnego, zasadniczego w Twojej pracy nad sobą.

Warto porozmawiać o swoich odczuciach z terapeutką.

7

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

Dziękuję wszystkim za odzew.

Oczywiście, że poruszałam ten temat niejednokrotnie i próbowałam rozmawiać o tym z terapeutką. I właśnie "próbowałam" jest właściwym słowem. Za każdym niemal razem kończyło się to stwierdzeniem terapeutki, że "atakuję terapię, atakuję terapeutę i wylewam swoje frustracje". Rzeczywiście przez bardzo długi czas było to nieświadome, tzn. wydawało mi się że w "naturalny dla mnie sposób" wyrażam to co czuję. Po tym jak uświadomiłam sobie schemat i wydawało mi się, że wiem o co chodzi, wcale nie było lepiej. Próbowałam na różne sposoby i nadal był to "atak" wg terapeutki. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że niezależnie co powiem, to i tak będzie "nie tak". Po każdej kolejnej sesji moja frustracja sięga zenitu i mnie to wykańcza...
Nie sądzę, aby przerwa w sesjach miała na tą sytuację wpływ. Tak jak pisałam, czułam gigantyczną ulgę, że mam przerwę i wcale nie miałam ochoty na kolejne sesje po powrocie. Oczywiście powiedziałam o tym na pierwszej sesji  po powrocie... i to też był atak.

Pewnie tak jest, że jest to opór przed czymś, tylko już brakuje mi pomysłów, co to może być. I momentami mam wrażenie, że moje zastanawianie się i analizowanie jest szukaniem dziury w całym, bo już tam nie ma czego z tej podświadomości wyciągać. Bo co tam jeszcze może siedzieć po 5 latach wink Po przeczytaniu Waszych postów zaświtał mi dzisiaj jeszcze jeden pomysł w głowie. Podejmę kolejną próbę na najbliższej sesji. Zobaczymy co z tego wyniknie smile Zaczynam już patrzeć na to wszystko z przymrużeniem oka, bo czasami ręce mi opadają.

A tak z ciekawości Kaja74. Czy na Ciebie sformułowanie "a jak pani myśli?" też działa jak czerwona płachta na byka? Bo ja czasem mam ochotę wyskoczyć ze złości przez okno w tym momencie wink Do mojej top trójki należą jeszcze "na jaki temat tak pani myśli" oraz "co pani zamierza z tym zrobić?". To ostatnie jest zwłaszcza frustrujące, kiedy mówię o jakimś problemie i mówię, że nie wiem co dalej.

8

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

a nie pomyślałaś, że może po prostu dla Ciebie terapia już się kończy? smile Ja tak miałam, że kilka ostatnich tygodni, to już nie wiedziałam co mówić, nie chciało mi się wręcz mówić o pewnych rzeczach terapeutce bo wiedziałam że mam SWOJE zdanie i SAMA sobie z tym poradzę. Po prostu już jej nie potrzebowałam. Jak sobie to uświadomiłam, to powiedziałam o tym terapeutce, ona powiedziała że najważniejsze są moje odczucia i jeśli już jestem gotowa sama sobie radzić to ona się cieszy. Potem chodziłam jeszcze na kilka spotkań tak co miesiąc, dwa na taką wizytę kontrolną. Mówiłam co tam u mnie, jak mi się wiedzie, jaki mam nastrój i nasze drogi się rozeszły. Terapia musi być na początku ciężka i trudna do zniesienia, bo to znaczy że coś się w Tobie dzieje, że uświadamiasz sobie problemy, że pracujesz nad sobą. Potem jest właśnie en moment radości, zrozumienia wielu spraw, chęci chodzenia na spotkania, no a potem przychodzi moment kiedy zaczynasz sama sobie radzić. Skoro nie chodziłaś 1,5 miesiąca i dobrze Ci z tym było, to chyba znak że już możesz sama dalej pracować smile

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język - po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili.

9

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?
lavender_lady napisał/a:

Do mojej top trójki należą jeszcze "na jaki temat tak pani myśli" oraz "co pani zamierza z tym zrobić?". To ostatnie jest zwłaszcza frustrujące, kiedy mówię o jakimś problemie i mówię, że nie wiem co dalej.

"na jaki temat tak pani milczy" miało być. Za późno posta pisałam...

10

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?
chomik9911 napisał/a:

a nie pomyślałaś, że może po prostu dla Ciebie terapia już się kończy? smile Ja tak miałam, że kilka ostatnich tygodni, to już nie wiedziałam co mówić, nie chciało mi się wręcz mówić o pewnych rzeczach terapeutce bo wiedziałam że mam SWOJE zdanie i SAMA sobie z tym poradzę. Po prostu już jej nie potrzebowałam. Jak sobie to uświadomiłam, to powiedziałam o tym terapeutce, ona powiedziała że najważniejsze są moje odczucia i jeśli już jestem gotowa sama sobie radzić to ona się cieszy. Potem chodziłam jeszcze na kilka spotkań tak co miesiąc, dwa na taką wizytę kontrolną. Mówiłam co tam u mnie, jak mi się wiedzie, jaki mam nastrój i nasze drogi się rozeszły. Terapia musi być na początku ciężka i trudna do zniesienia, bo to znaczy że coś się w Tobie dzieje, że uświadamiasz sobie problemy, że pracujesz nad sobą. Potem jest właśnie en moment radości, zrozumienia wielu spraw, chęci chodzenia na spotkania, no a potem przychodzi moment kiedy zaczynasz sama sobie radzić. Skoro nie chodziłaś 1,5 miesiąca i dobrze Ci z tym było, to chyba znak że już możesz sama dalej pracować smile

U mnie jest tak, że z wieloma problemami sobie poradziłam i jest tak jak piszesz. Wiem jak sobie z nimi radzić, dużo już mi się udało zmienić i sama wiem co z tym dalej robić. Ale są jeszcze dwie ważne kwestie, których nie rozwiązałam. Jedną z nich jest wejście w zdrową relację z mężczyzną. I w teorii wydaje mi się, że wiem co i jak. Ale w praktyce sprawdzić nie mogę, bo póki co nie spotkałam właściwej osoby. I co w takiej sytuacji? Chodzenie na terapię, aż kogoś poznam nie jest chyba dobrym rozwiązaniem. Bo nie wiadomo, kiedy to się wydarzy. A dopóki "nie spróbuję", nie wiem jaka będzie moja reakcja, i czy będę w stanie sama sobie w tej sytuacji poradzić.

Czy byłaś w terapii psychodynamicznej, czy w innym nurcie?

11

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?
lavender_lady napisał/a:

Za każdym niemal razem kończyło się to stwierdzeniem terapeutki, że "atakuję terapię, atakuję terapeutę i wylewam swoje frustracje". Rzeczywiście przez bardzo długi czas było to nieświadome, tzn. wydawało mi się że w "naturalny dla mnie sposób" wyrażam to co czuję. Po tym jak uświadomiłam sobie schemat i wydawało mi się, że wiem o co chodzi, wcale nie było lepiej. Próbowałam na różne sposoby i nadal był to "atak" wg terapeutki. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że niezależnie co powiem, to i tak będzie "nie tak". Po każdej kolejnej sesji moja frustracja sięga zenitu i mnie to wykańcza...

A co by było gdybyś jej przyznała rację? - "Tak atakuję terapię, bo czuję , że nic mi już nie daje."
Czy nie możesz skończyć teraz terapii, a w razie czego wrócić do niej, kiedy będziesz miała taką potrzebę?

12

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?
lavender_lady napisał/a:

(...) Ale są jeszcze dwie ważne kwestie, których nie rozwiązałam. Jedną z nich jest wejście w zdrową relację z mężczyzną. I w teorii wydaje mi się, że wiem co i jak. Ale w praktyce sprawdzić nie mogę, bo póki co nie spotkałam właściwej osoby. I co w takiej sytuacji? Chodzenie na terapię, aż kogoś poznam nie jest chyba dobrym rozwiązaniem. Bo nie wiadomo, kiedy to się wydarzy. A dopóki "nie spróbuję", nie wiem jaka będzie moja reakcja, i czy będę w stanie sama sobie w tej sytuacji poradzić. (...)

Po 5 latach terapii nie znasz siebie na tyle, by wiedzieć, że stworzysz zdrowy związek? Na tyle jesteś siebie, swojego sposobu myślenia i swoich reakcji niepewna, że nie wiesz, czy będziesz umiała sobie sama poradzić? Musisz "przećwiczyć" wszystkie sytuacje z terapeutą?

To, wybacz mi, pachnie uzależnieniem... od terapii.


Poza tym nie ustaliłaś z terapeutką czasu trwania terapii i warunków jej ukończenia?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

13

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?
Wielokropek napisał/a:

Po 5 latach terapii nie znasz siebie na tyle, by wiedzieć, że stworzysz zdrowy związek? Na tyle jesteś siebie, swojego sposobu myślenia i swoich reakcji niepewna, że nie wiesz, czy będziesz umiała sobie sama poradzić?

Czas trwania terapii nie ma związku z poczuciem pewności siebie, czy sposobu myślenia. Wynika z trudnej przeszłości i traumatycznych przeżyć, które musiałam przepracować.

Wielokropek napisał/a:

Musisz "przećwiczyć" wszystkie sytuacje z terapeutą?

Na tym między innymi polega terapia...

Wielokropek napisał/a:

To, wybacz mi, pachnie uzależnieniem... od terapii.

Czasem warto nie wyciągać pochopnych wniosków.

Wielokropek napisał/a:

Poza tym nie ustaliłaś z terapeutką czasu trwania terapii i warunków jej ukończenia?

W terapii psychodynamicznej nie ma sztywnych ustaleń. Nie ustala się dokładnego czasu trwania terapii, można go określić jedynie w dużym przybliżeniu. Terapia kończy się wówczas, gdy pacjent i terapeuta wspólnie uznają, że nadszedł na to czas.

14

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?
Wielokropek napisał/a:

To, wybacz mi, pachnie uzależnieniem... od terapii.

Owszem, ale ze strony terapeutki.

15

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?
Cleopatra napisał/a:

A co by było gdybyś jej przyznała rację? - "Tak atakuję terapię, bo czuję , że nic mi już nie daje."
Czy nie możesz skończyć teraz terapii, a w razie czego wrócić do niej, kiedy będziesz miała taką potrzebę?

Nie mogę przyznać jej racji, bo nie do końca czuję czy jest to atak, czy nie. Czasem wydaje mi się, że normalnie rozmawiamy, ona odpowiada, uśmiecha się a po pół godzinie słyszę, że od początku sesji ją atakuję. Zastanawiam się, czy problem nie leży również po stronie terapeuty. Bo do relacji trzeba dwojga. A mam wrażenie, że obie jesteśmy tą terapią zmęczone i sfrustrowane. No ale, nie wiem już czy jest sens poruszać ten temat, bo będzie to na pewno atak.

Myślę, że moje wątpliwości co do zakończenia terapii wynikają jednak z tego, że "inaczej to sobie wyobrażałam". Może po prostu z tej relacji "nie da się już więcej wycisnąć".

Co do powrotu do terapii po jakimś czasie. Nie wiem czy jest taka możliwość. Muszę poruszyć ten temat ponownie. Rozmawiałyśmy o tym raz, dość dawno - jakieś 2-3lata temu. Odpowiedź była mniej więcej taka: nie ma możliwości przerwania terapii, możemy ją zakończyć, a jeżeli będzie pani chciała rozpocząć ponownie, to jest taka możliwość, ale nie daję gwarancji, że będę wtedy miała wolne miejsce. I nie wiem, czy czegoś nie przekręciłam, albo opacznie nie zrozumiałam, bo dawno to było i wówczas mój odbiór tego co mówi terapeuta był jeszcze mocno zniekształcony.

16

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?
lavender_lady napisał/a:

Czas trwania terapii nie ma związku z poczuciem pewności siebie, czy sposobu myślenia. Wynika z trudnej przeszłości i traumatycznych przeżyć, które musiałam przepracować.(...)

Wiem, że powodem terapii najczęściej jest chęć "przepracowania" wcześniejszych przeżyć. smile Niemniej jednak po kilku latach intensywnej terapii brak poczucia pewności siebie jest zastanawiającym - co najmniej do przedyskutowania z terapeutą.

lavender_lady napisał/a:

(...) Czasem warto nie wyciągać pochopnych wniosków. (...)

Nie wyciągnęłam pochopnych wniosków. smile Nie twierdziłam i nie twierdzę, że jesteś uzależniona, ale będąc na Twoim miejscu rozważyłabym tę ewentualność - stąd moja uwaga.

lavender_lady napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Musisz "przećwiczyć" wszystkie sytuacje z terapeutą?

Na tym między innymi polega terapia... (...)

Na pewno?
W takim razie Twoja terapia nigdy się nie skończy, bo co i rusz będziesz w nowych sytuacjach, z nowymi/innymi osobami.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

17

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?
lavender_lady napisał/a:
chomik9911 napisał/a:

a nie pomyślałaś, że może po prostu dla Ciebie terapia już się kończy? smile Ja tak miałam, że kilka ostatnich tygodni, to już nie wiedziałam co mówić, nie chciało mi się wręcz mówić o pewnych rzeczach terapeutce bo wiedziałam że mam SWOJE zdanie i SAMA sobie z tym poradzę. Po prostu już jej nie potrzebowałam. Jak sobie to uświadomiłam, to powiedziałam o tym terapeutce, ona powiedziała że najważniejsze są moje odczucia i jeśli już jestem gotowa sama sobie radzić to ona się cieszy. Potem chodziłam jeszcze na kilka spotkań tak co miesiąc, dwa na taką wizytę kontrolną. Mówiłam co tam u mnie, jak mi się wiedzie, jaki mam nastrój i nasze drogi się rozeszły. Terapia musi być na początku ciężka i trudna do zniesienia, bo to znaczy że coś się w Tobie dzieje, że uświadamiasz sobie problemy, że pracujesz nad sobą. Potem jest właśnie en moment radości, zrozumienia wielu spraw, chęci chodzenia na spotkania, no a potem przychodzi moment kiedy zaczynasz sama sobie radzić. Skoro nie chodziłaś 1,5 miesiąca i dobrze Ci z tym było, to chyba znak że już możesz sama dalej pracować smile

U mnie jest tak, że z wieloma problemami sobie poradziłam i jest tak jak piszesz. Wiem jak sobie z nimi radzić, dużo już mi się udało zmienić i sama wiem co z tym dalej robić. Ale są jeszcze dwie ważne kwestie, których nie rozwiązałam. Jedną z nich jest wejście w zdrową relację z mężczyzną. I w teorii wydaje mi się, że wiem co i jak. Ale w praktyce sprawdzić nie mogę, bo póki co nie spotkałam właściwej osoby. I co w takiej sytuacji? Chodzenie na terapię, aż kogoś poznam nie jest chyba dobrym rozwiązaniem. Bo nie wiadomo, kiedy to się wydarzy. A dopóki "nie spróbuję", nie wiem jaka będzie moja reakcja, i czy będę w stanie sama sobie w tej sytuacji poradzić.

Czy byłaś w terapii psychodynamicznej, czy w innym nurcie?

Jeśli chodziłaś na terapię 5 lat, i mówisz że czujesz że dasz sobie radę żyć bez niej , i że uporalaś się z najważniejszymi kwestiami to dlaczego niby masz sobie nie poradzić z wejściem w zdrową relację? nie zawsze będzie obok Ciebie terapeuta, nie będzie to wyglądać "książkowo". Będziesz uczyć się na własnych błędach, tworzyć relację na bieżąco - popełnisz błąd to przeprosisz za niego. No nie nikt nie da Ci gwarancji - tak będziesz miała zdrową relację. Czas i życie pokaże. Ale jeśli wyciągasz wnioski to wydaje mi się, że nie ma bata żebyś uwikłała się w jakiś szit. W końcu po to też chodziłaś na terapię smile Jak w Twoim otoczeniu pojawi się toksyczna osoba, i odkryjesz to po jakimś tam czasie, no to zerwiesz znajomość i tyle. Masz prawo SAMA wybierać osoby które będą w Twoim otoczeniu. Rozumiem, że się lękasz "zostać sama" - w końcu 5 lat był obok Ciebie terapeuta, to kupa czasu. ALE jeśli coś się w Twoim życiu zadzieje takiego, że na nowo będziesz potrzebowała wsparcia specjalisty to zawsze możesz wrócić na terapię. Nie ma drogi zamkniętej. Jak nie ta terapeutka to inna. To Twoje życie i pieniądze, Ty wiesz najlepiej czy jest Ci jeszcze to potrzebne. Ale jeśli nie jest, to nie marnuj pieniędzy i energii, bo Twoja frustracja rośnie. A swoją drogą jak Ty sobie wyobrażałaś zakończenie? To nie dzieje się jak w filmach smile Ja po prostu powiedziałam, że czuję że nasze spotkania nie są mi już potrzebne, że nie mam o czym tu rozmawiać i że następne spotkanie będzie ostatnim. Kupiłam czekoladki na następne bo chciałam podziękować za 2 lata wsparcia i się pożegnałam, bogatsza o kolejne doświadczenia i silniejsza. I tyle.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język - po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili.

18 Ostatnio edytowany przez Cleopatra (2015-06-13 16:16:57)

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?
lavender_lady napisał/a:

Myślę, że moje wątpliwości co do zakończenia terapii wynikają jednak z tego, że "inaczej to sobie wyobrażałam". Może po prostu z tej relacji "nie da się już więcej wycisnąć".

Jeśli chodzi o pracę z psychiką, to czasami taka klasyczna terapia nie wystarcza. Pewne wzorce zachowań i emocje powstają w nas w okresie, gdy nie potrafimy ich jeszcze werbalizować, dlatego pozostają w późniejszym życiu nieuświadomione, pomimo terapii. No i czasem potrafią komplikować życie.  Mogłabyś niezależnie od tego, czy zakończysz terapię, czy nie, poszukać innych form pracy z emocjami. Jest już teraz na polskim rynku trochę warsztatów i kursów, gdzie pracuje się z psychiką poprzez inne formy wyrazu niż rozmowa, np. poprzez taniec, malarstwo, ruch, muzykę, masaż, uświadamianie sobie biologicznych kodów, itd. Najlepiej wybrać coś wg. własnych zainteresowań.

19

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?
chomik9911 napisał/a:

Jeśli chodziłaś na terapię 5 lat, i mówisz że czujesz że dasz sobie radę żyć bez niej , i że uporalaś się z najważniejszymi kwestiami to dlaczego niby masz sobie nie poradzić z wejściem w zdrową relację? nie zawsze będzie obok Ciebie terapeuta, nie będzie to wyglądać "książkowo". Będziesz uczyć się na własnych błędach, tworzyć relację na bieżąco - popełnisz błąd to przeprosisz za niego. No nie nikt nie da Ci gwarancji - tak będziesz miała zdrową relację. Czas i życie pokaże. Ale jeśli wyciągasz wnioski to wydaje mi się, że nie ma bata żebyś uwikłała się w jakiś szit. W końcu po to też chodziłaś na terapię smile Jak w Twoim otoczeniu pojawi się toksyczna osoba, i odkryjesz to po jakimś tam czasie, no to zerwiesz znajomość i tyle. Masz prawo SAMA wybierać osoby które będą w Twoim otoczeniu. Rozumiem, że się lękasz "zostać sama" - w końcu 5 lat był obok Ciebie terapeuta, to kupa czasu. ALE jeśli coś się w Twoim życiu zadzieje takiego, że na nowo będziesz potrzebowała wsparcia specjalisty to zawsze możesz wrócić na terapię. Nie ma drogi zamkniętej. Jak nie ta terapeutka to inna. To Twoje życie i pieniądze, Ty wiesz najlepiej czy jest Ci jeszcze to potrzebne. Ale jeśli nie jest, to nie marnuj pieniędzy i energii, bo Twoja frustracja rośnie. A swoją drogą jak Ty sobie wyobrażałaś zakończenie? To nie dzieje się jak w filmach smile Ja po prostu powiedziałam, że czuję że nasze spotkania nie są mi już potrzebne, że nie mam o czym tu rozmawiać i że następne spotkanie będzie ostatnim. Kupiłam czekoladki na następne bo chciałam podziękować za 2 lata wsparcia i się pożegnałam, bogatsza o kolejne doświadczenia i silniejsza. I tyle.

Rzecz w tym, że u mnie jest problem w odwrotną stronę. Nie boję się tego, że uwikłam się w szit, tylko że się w ogóle w nic nie uwikłam. Trudno mi wchodzić w relacje z ludźmi i poznawać nowe osoby. Poznawanie dla samego poznawania jest dla mnie jakimś dziwnym tworem. A ze względu na mój tryb życia, nie mam w tej chwili możliwości poznawania bliżej nowych osób, tak po prostu "przy okazji". Stąd moje wątpliwości, czy poradzę sobie jak nadarzy się okazja...

Moje wyobrażenie zakończenia terapii było takie, że po poznaniu schematów które rządziły dotychczas moim życiem, uda mi się je stopniowo zmienić i pozwoli mi to na wejście w "zdrową relację" z terapeutką. Zdrową mam na myśli - wolną od schematów i przeniesień. No i tego właśnie nie udaje mi się zrobić, bo pojawia się agresja i frustracja. A sesje, które wg terapeutki są "normalne" i w których wg niej się do niej zbliżam, z mojego punktu widzenia są nijakie i nic nie wnoszące. Mam po nich wrażenie, że równie dobrze mogłabym pogadać o tym samym z moją przyjaciółką i nie wywalać bezsensownie tyle kasy. Dlatego zastanawia mnie, co jest przyczyną mojego zachowania - nieumiejętność wchodzenia w relację, czy poczucie że czas zakończyć terapię, bo nie jest mi ona potrzebna.

20

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

na to, to już sama musisz sobie odpowiedzieć a swoje wątpliwości powiedz dokładnie w taki sposób terapeutce. Od tego jest. Ale skoro miałaś wcześniej poczucie, że terapia pomaga i miałaś "dobre relacje" z terapeutą, to znaczy że potrafisz nawiązywać relacje. A że przychodzi Ci to z większym trudem? Widać nie jesteś typem ekstrawertyka. Nie wszystko da się wyćwiczyć. Nie można też od siebie wymagać niemożliwego. Pewne rzeczy których nauczyłaś się na terapii będziesz wykorzystywać nieświadomie. A też nie można liczyć, że wyzbędziesz się wszystkich złych nawyków w 100 %. Terapia ma pomóc, poprawić jakość życia, ale tak naprawdę to TY masz całe życie pracować nad sobą. I to będzie najtrudniejszy krok i wyzwanie dla Ciebie - życie po zakończeniu terapii i wdrażanie nowej wiedzy i nawyków. Wydaje się być przerażające i trudne, ale wykonalne. Takie jest moje zdanie smile A co zrobisz - to już Twój wybór. Zrób tak jak podpowiada Ci Twój rozum i serce a wszelkie wątpliwości przegadaj z terapeutą. Nikt Ci nie powie :"tak rzuć terapię! albo nie nie rób tego!". Wiem, że trudno podjąć taką decyzję, ale w końcu jesteś dorosłym człowiekiem i sama o sobie decydujesz i tylko Ty weźmiesz odpowiedzialność za to. Powodzenia!! smile

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język - po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili.

21 Ostatnio edytowany przez Beti8 (2015-06-19 11:39:24)

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?
lavender_lady napisał/a:

Dziękuję wszystkim za odzew.

Oczywiście, że poruszałam ten temat niejednokrotnie i próbowałam rozmawiać o tym z terapeutką. I właśnie "próbowałam" jest właściwym słowem. Za każdym niemal razem kończyło się to stwierdzeniem terapeutki, że "atakuję terapię, atakuję terapeutę i wylewam swoje frustracje". Rzeczywiście przez bardzo długi czas było to nieświadome, tzn. wydawało mi się że w "naturalny dla mnie sposób" wyrażam to co czuję. Po tym jak uświadomiłam sobie schemat i wydawało mi się, że wiem o co chodzi, wcale nie było lepiej. Próbowałam na różne sposoby i nadal był to "atak" wg terapeutki. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że niezależnie co powiem, to i tak będzie "nie tak". Po każdej kolejnej sesji moja frustracja sięga zenitu i mnie to wykańcza...
Nie sądzę, aby przerwa w sesjach miała na tą sytuację wpływ. Tak jak pisałam, czułam gigantyczną ulgę, że mam przerwę i wcale nie miałam ochoty na kolejne sesje po powrocie. Oczywiście powiedziałam o tym na pierwszej sesji  po powrocie... i to też był atak.

Pewnie tak jest, że jest to opór przed czymś, tylko już brakuje mi pomysłów, co to może być. I momentami mam wrażenie, że moje zastanawianie się i analizowanie jest szukaniem dziury w całym, bo już tam nie ma czego z tej podświadomości wyciągać. Bo co tam jeszcze może siedzieć po 5 latach wink Po przeczytaniu Waszych postów zaświtał mi dzisiaj jeszcze jeden pomysł w głowie. Podejmę kolejną próbę na najbliższej sesji. Zobaczymy co z tego wyniknie smile Zaczynam już patrzeć na to wszystko z przymrużeniem oka, bo czasami ręce mi opadają.

A tak z ciekawości Kaja74. Czy na Ciebie sformułowanie "a jak pani myśli?" też działa jak czerwona płachta na byka? Bo ja czasem mam ochotę wyskoczyć ze złości przez okno w tym momencie wink Do mojej top trójki należą jeszcze "na jaki temat tak pani myśli" oraz "co pani zamierza z tym zrobić?". To ostatnie jest zwłaszcza frustrujące, kiedy mówię o jakimś problemie i mówię, że nie wiem co dalej.

Tak jak z wiekszoscia w zyciu i terapeutke trzeba dopasowac do siebie,nie pasuje energetycznie  do Ciebie
i tyle.Ty powinnas  czuc sie komfortowo bedac na terapii i przede wszystkim czuc wsparcie.Ja bym juz dawno zmienila na inna,bo z tego co czytam to jakis kosmos.To ewidentny falsz  usmiechac sie do pacjentki  jak gdyby nigdy nic .Tobie sie wydaje ze   wszystko z twojej strony jest ok a na koniec sesji ni z gruszki ni z pietruszki dostajesz w leb za przeproszeniem i slyszysz ze  caly czas  atakowalas terapeutke ,to jakis totalny brak podejscia i przewrotnosc .Uwazam  ze jezeli terapeutka w pewnym momencie mogla poczuc sie zaatakowana slownie przez Ciebie powinnala to  natychmiast w subtelny i lagodny sposob  skorygowac,a nie szczerzyc zeby .Absolutne NO GO.

22

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

Terapia nie polega na tym, by czuć się komfortowo. Bywa bardzo różnie. Raz czujesz wsparcie, więź z terapeutą, a innym razem masz ochotę udusić ją. terapeuta jest lustrem, a sama  terapia, kawał trudnej roboty do wykonania. Poza tym autorka wątku jest w terapii 5lat, więc "energetyczne" nie dopasowanie to tu raczej nie występuje.

23

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?
Kaja74 napisał/a:

Terapia nie polega na tym, by czuć się komfortowo. Bywa bardzo różnie. Raz czujesz wsparcie, więź z terapeutą, a innym razem masz ochotę udusić ją. terapeuta jest lustrem, a sama  terapia, kawał trudnej roboty do wykonania. Poza tym autorka wątku jest w terapii 5lat, więc "energetyczne" nie dopasowanie to tu raczej nie występuje.

Z tego co czytalam dziewczyna ma niechec do terapeutki,ma jej dosc do takiego stopnia ze mysli o rezygnacji z terapi bo czuje sie niezrozumiana,wiec nie lubi jej chyba za specjalnie, wtedy mozna uznac ze ktos do kogos energetycznie lub tez mentalnie nie  pasuje , nadaje w zupelnie przeciwnym kierunku.
Sama terapia owszem nie polega na tym by czuc sie komfortowo ale pacjent powinien przynajmniej odczuwac ze jest w dobrych rekach czego nie moge stwierdzic po napisanych postach...

24

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

Dziękuję wszystkim za odzew i uwagi. Pomogło mi to w podjęciu mojej decyzji. Zdecydowałam się na zakończenie terapii. Wiem, że jest to jedyna słuszna decyzja w obecnej sytuacji. Czas rozpocząć nowy etap w życiu smile

25

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

Czy jest tu jeszcze lavender_lady? Chciałabym pogadać...
Jak Twoje sytuacja w 2017? Chodzisz na terapię?
Teraz jestem po trzech latach terapii w nurcie psychodynamicznym, dużo wdzięczności, ale też rozważam zakończenie. Mam obawy przed reakcją terapeutki i obawy, że będę chciała wracać.

26

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

Czytając zarówno założycielkę jak i ciebie, janinko, odnoszę wrażenie, że waszym największym problemem jest niesamodzielność. Co autorka pisała:

Nie miałam wtedy pojęcia jaka jest różnica między psychiatrą, psychologiem i psychoterapeutą. Ani tym bardziej nie wiedziałam nic o nurtach i rodzajach terapii. Można więc powiedzieć, że przypadkiem trafiłam na terapię psychodynamiczną, nie do końca będąc świadoma na co się decyduję

Jak można w tak podstawowej kwestii swojego dobrostanu psychicznego nie zrobić podstawowego researchu w tym zakresie a nie iść jak to cielę zdezorientowane? Autorka potem w tekście użyła sformułowania, że czuła się jak dziecko we mgle - i tak w istocie było... A Ty janinko piszesz, że masz obawy przed reakcją terapeutki - przecież nikt cię nie zmusi, nie przykuje łańcuchami... ty i tylko ty możesz zdecydować, co dalej robisz ze swoim życiem.

27

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?
janinkajasmin napisał/a:

Czy jest tu jeszcze lavender_lady? Chciałabym pogadać...
Jak Twoje sytuacja w 2017? Chodzisz na terapię?
Teraz jestem po trzech latach terapii w nurcie psychodynamicznym, dużo wdzięczności, ale też rozważam zakończenie. Mam obawy przed reakcją terapeutki i obawy, że będę chciała wracać.

Napisałam na priv

28

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

Pani Chomikowa, czasem takim jest się dzieckiem we mgle szukającym brzytwy, gdy nie  ma deski ratunku. Czasem takim się jest... Czasem jest się niesamodzielnym, tak.

Chciałam też Pani powiedzieć, że oczywiście chodzenie na terapię jest moją osobistą decyzją, ale to nie do końca jest tym samym co niesie za sobą znaczenie sformułowania "ty i tylko ty możesz zdecydować, co dalej robisz ze swoim życiem”.

Serdecznie Panią pozdrawiam
i uprzejmie proszę o niedosrywanie ludziom chwiejnym, poszukującym ratunku.

29

Odp: Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

a ja raczej zgadzam się ze zdaniem Chomikowej. Nie rozumiem, jak w kwestii własnego dobrostanu  psychicznego można zdecydować się na okreslony nurt psychoterapii , nie odrózniając elementarnych spraw jak roznica między psychologiem a psychiatra.
Poza tym- przy zaburzeniach nastroju, po wzięciu leków, nauczenia sobie radzenia z nastrojami - całe zycie się zmieniamy. Mam wrażenie,że  niezaleznie od terapii, autorka miałaby i stany zwątpienia, i stany poczucia sie dobrze- bo to wypływa  z samej natury emocji.
umiejętnością tez jest, umieć zrezygnować z tego, co nam przeszkadza, oraz umiejętnością jest poszukiwanie FACHOWEJ pomocy.  mam wrazenie, że tu ani tego, ani tego nie bylo, autorka opowiada, opowiada, ale daje sie prowadzić jak dziecko we mgle, raczej się uzaleznia od terapeutki ( terapii) zamiast po 5 latach umiec stanąć na własne nogi.

''y i tylko ty możesz zdecydować, co dalej robisz ze swoim życiem”. właśnie janinka jasmin, nie jest dziwne,że po 5 latach autorka nadal tego nie umie? Przecież, nawet bez terapii, kazdy człowiek dojrzewa , dorasta, nawet zdrowy człowiek bez terapii po 5 latach może mieć inne cele zyciowe, czasem nieco inne poglądy...itp.

Posty [ 29 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Terapia psychodynamiczna - rozczarowanie po 5 latach?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021