Miałam okazję pracować w kilku marketach i wszędzie było to samo ciągłe wulgaryzmy. Szczególnie na przerwie ludzie rozmawiając ze sobą ciągle używają wulgaryzmów. Tak samo mężczyźni jak i kobiety. Mnie osobiście to strasznie razi i jest dla mnie niesmaczne. Siedzę z boku i się nie odzywam bo nie mam nic do powiedzenia no bo co tu mówić jak się z kogoś w mało wybredny sposób wyśmiewają czy prowadzą rozmowę o niczym wymyślając to kolejne wiązanki.
Patrzę na tych ludzi i po prostu zero kultury. Przecież oni są w pracy, a nie na imprezie czy spotkaniu towarzyskim. Myślałam żeby coś powiedzieć ale wątpię żeby zrozumieli, skutek mógłby być tego taki, że to ja byłabym na tapecie.
Nie wiem czy nie milej wszystkim byłoby pracować w miejscu gdzie panuje kultura języka? Przed kim oni chcą się popisać i co udowodnić? Część osób jak się z nimi na osobności rozmawia potrafi się wysławiać normalnie, a w towarzystwie sypią przekleństwami.
Podobne tematy
Nie wiem czy nie milej wszystkim byłoby pracować w miejscu gdzie panuje kultura języka?
Skoro wszyscy rzucają przekleństwami, to widocznie nie. ![]()
Miejsce pracy, ale Ci ludzie przeklinają prowadząc prywatne rozmowy. Też pracuję w markecie, u mnie ludzie przeklinają raczej w stresowych sytuacjach i rzadko rzucają wiązankami. Jeśli bardzo Ci to przeszkadza to staraj się z nimi przebywać jak najmniej (jak są w grupie). Czy macie przerwę całą zmianą? (bo to utrudni ci unikanie) i czy naprawdę wszyscy (w grupie) aż tak klną?
To zależy pewnie od specyfiki zawodu. Wątpię, aby w jakimś biurze czy w usługach ktoś ciągle przeklinał.
GdyKochamy, nie do końca. Np. znam jedną świetną panią pedagog i to taką z powołania, a nie z braku pomysłu na życie, dzieci uwielbia z wzajemnością, natomiast prywatnie klnie jak stary marynarz.
Ja przyznam, że do końca nie rozumiem tematu/problemu autorki. Przeklinają, to przeklinają, nie wiem, czego autorka oczekuje. Rad, jak ich wychować czy pomysłów, jak im zabronić? Przecież to dorośli ludzie...
Miejsce pracy, ale Ci ludzie przeklinają prowadząc prywatne rozmowy. Też pracuję w markecie, u mnie ludzie przeklinają raczej w stresowych sytuacjach i rzadko rzucają wiązankami. Jeśli bardzo Ci to przeszkadza to staraj się z nimi przebywać jak najmniej (jak są w grupie). Czy macie przerwę całą zmianą? (bo to utrudni ci unikanie) i czy naprawdę wszyscy (w grupie) aż tak klną?
Wiadomo na sali sprzedaży ludzie się hamują, ale już na magazynie nie, tak samo na przerwach. Wiele rozmów w ogóle nie dotyczy pracy, opowiadają o jakiejś imprezie albo obgadują ludzi i to niekoniecznie pracowników ale po prostu wspólnych znajomych. Tu nawet nie chodzi o to czy mi przeszkadza, ale zastanawia mnie po co oni używają wulgaryzmów jako przecinków. Niektórzy mają już to we krwi, wyrośli w takim środowisku. No ale są osoby, które w neutralnych warunkach nie przeklinają, jak ktoś nie zacznie to one też nie będą. Czy naprawdę potrzebują oni akceptacji osób, którym brak kultury? Czy o co chodzi?
U mnie w pracy ludzie też przeklinają, a pracuję w biurze, z ludźmi po kilku fakultetach, często z MBA na koncie. A dlaczego? Bo praca jest mega stresująca, wymaga maximum zaangażowania a pomyłki nie są akceptowane. Taki bufor po prostu. Zamiast iść z nerwami do klienta, lepiej powiedzieć parę słów dla rozładowania.
Mi się raczej wydaje, że po prostu trudno odnaleźć Ci się w tej pracy, dlatego Cię to denerwuje. Coś Ci tam pewnie jeszcze nie odpowiada, takie mam przynajmniej odczucie.
U mnie w domu nigdy się nie przeklinało, obracam się w środowisku, w którym ludzie też nie przeklinają albo sporadycznie. A stres nie jest dla mnie wymówką, ja też się stresuję i nie przeklinam, można zamiast k***a powiedzieć kurcze to jest kwestia przestawienia się. Nie tyle mnie denerwuje przeklinanie co czuję się nieswojo, może nawet trochę się boję gdy inni wyrażają się w tak wulgarny sposób. Nie uważam za normalne opowiadanie o jakimś wydarzeniu i wplatanie co chwilę jakiegoś przekleństwa. No bo czemu to ma służyć? Wyrażeniu emocji? Czy ludzie mają aż tak ubogi poziom słownictwa, że nie potrafią inaczej wyrazić swoich emocji? Takie przeklinanie kojarzy mi się to z jakąś patologią i agresją.
U mnie w rodzinie też się nie przeklina, natomiast wśród rówieśników słyszę dość często (nie od wszystkich, jasne). Samej też mi się zdarza, chociaż od jakiegoś czasu bardzo rzadko.
Tylko dalej nie rozumiem tego, czego oczekuje autorka.
Przeklinanie może być "niegrzeczne", może kogoś razić. Tylko co w związku z tym, że przeklina grupa dorosłych?
GdyKochamy, nie do końca. Np. znam jedną świetną panią pedagog i to taką z powołania, a nie z braku pomysłu na życie, dzieci uwielbia z wzajemnością, natomiast prywatnie klnie jak stary marynarz.
Chodziło mi tylko o przeklinanie w pracy, a nie w życiu prywatnym. Właśnie pedagogowi po prostu jasno nie wypada.
nie jestem za tego typu wypowiedziami - u nas w pracy nie ma takiej opcji aby dziewczyny przeklinały. Z racji tego, że ja nie lubię wulgaryzmów to zapędy co niektórych czasami temperuję
U mnie w domu nigdy się nie przeklinało, obracam się w środowisku, w którym ludzie też nie przeklinają albo sporadycznie. A stres nie jest dla mnie wymówką, ja też się stresuję i nie przeklinam, można zamiast k***a powiedzieć kurcze to jest kwestia przestawienia się. Nie tyle mnie denerwuje przeklinanie co czuję się nieswojo, może nawet trochę się boję gdy inni wyrażają się w tak wulgarny sposób. Nie uważam za normalne opowiadanie o jakimś wydarzeniu i wplatanie co chwilę jakiegoś przekleństwa. No bo czemu to ma służyć? Wyrażeniu emocji? Czy ludzie mają aż tak ubogi poziom słownictwa, że nie potrafią inaczej wyrazić swoich emocji? Takie przeklinanie kojarzy mi się to z jakąś patologią i agresją.
Czyli zastałaś w pracy coś, do czego nie jesteś przyzwyczajona (jak to zwykle bywa). Masz 2 wyjścia: albo przywykniesz (skoro, jak wnioskuję, przeszkadza to tylko Tobie) albo się zwolnisz, bo po jakimś czasie ciężko Ci będzie mieć tam jakiekolwiek relacje, skoro nie bierzesz udziału w rozmowach. Kwestia elastyczności i otwartości na coś innego niż dotychczas.
Też nie przepadam za przeklinaniem, bleh trochę dziwne, bo jestem facetem?
Pamiętam czasy kiedy rówieśnicy, prosili mnie bym sobie poprzeklinał, bo mieli jakiś problem ze sobą, nie mogli uwierzyć czy coś...
Mnie samą przekleństwa rażą wówczas, kiedy wynikają z ubogiego słownictwa, a cała wypowiedź jest prostacka (nie mylić z prostotą), arogancka, prymitywna. Jeśli jednak wulgaryzmy służą wzmocnieniom, to raczej nie patrzę na nie, jak na coś negatywnego. Czasem bowiem lepiej użyć jednego, dosadnego słowa, które w pełni wyraża to, co chcemy przekazać, na przykład wyrazić emocje, niż mętnie krążyć naokoło.
Tylko dalej nie rozumiem tego, czego oczekuje autorka.
Prawdę mówiąc ja również, ale przypuszczam, że chodzi po prostu o poznanie opinii innych osób na opisaną kwestię, bo raczej mało prawdopodobnym jest, aby można było wpłynąć na dorosłych ludzi, którzy nauczyli się i przyzwyczaili rozmawiać ze sobą w pewien określony sposób. Co prawda nie wiem jak to jest wśród pracowników marketów, ale są środowiska i miejsca pracy, gdzie wulgaryzmy można wręcz przypisać do ich (jakkolwiek dziwnie to w tym kontekście nie zabrzmi) nieformalnej kultury organizacyjnej.
U mnie w domu nigdy się nie przeklinało, obracam się w środowisku, w którym ludzie też nie przeklinają albo sporadycznie. A stres nie jest dla mnie wymówką, ja też się stresuję i nie przeklinam, można zamiast k***a powiedzieć kurcze to jest kwestia przestawienia się.
To znaczy, że tylko siebie i otoczenie oszukujesz, bo słowo "kurczę" wypowiadane w takim kontekście i zamiarze jest również przekleństwem. Tak samo przeklinasz używając do tego słów "jasna śrubka", "cholercia" i wiele innych
Mnie takie właśnie substytuty poważnych
przekleństw najbardziej śmieszą. Sam klnę sporo aczkolwiek dobieram częstotliwość do otoczenia
Jak obok stoi koleżanka w typie grzecznej panienki, to staram się przy niej nie kląć. Zresztą przy tych co też klną też dobieram przekleństwa do konkretnej sytuacji. Znaczy jak mnie coś wku....ło, to jak stoimy sobie na papierosku, to mówię jak mnie to wku...ło, a nie poirytowało
Miałem też w pracy kontakt z 2-3 klientami, którzy poirytowali mnie do tego stopnia, że nasze rozmowy były bardzo bogate ![]()
W zamierzchłej przeszłości nie wypadało przeklinać w obecności kobiet. Ale teraz kobiety i w tej dziedzinie zdobywają prym. Same sobie zafundowałyśmy ten "przywilej". Teraz nie wypada przeklinać tylko w obecności dzieci. Jeśli nie chcesz, żeby ktoś przeklinał w twojej obecności, to zawsze możesz to zakomunikować.
Może jestem staromodna, ale uważam, że w miejscu pracy nie powinno się przeklinać, wrzeszczeć czy wprowadzać nerwową atmosferę. Taka utopia, wiem:)
18 2016-01-13 00:48:12 Ostatnio edytowany przez kammiś (2016-01-13 00:50:32)
Gabriela - to byś się zdziwiła jakbyś popracowała w kancelarii prawnej.
Albo ja raz na uczelni siedziałam sobie w pustym korytarzu, czekałam na konsultacje. Nagle (aż mnie poderwało) coś łupnęło w gabinecie i zaraz potem donośne: "Kur***!"![]()
Olinka racja - jest wielka różnica między tym kiedy ktoś buduje prymitywną wypowiedź i klnie jako "przerywnik" a tym kiedy się zdenerwuje
Mnie też bardzo razi przeklinanie w pracy i jakiekolwiek inne formy agresji, w takiej atmosferze nie da się pracować. U mnie od czasu do czasu polecą jakieś [wulgaryzm], ale na ogół jest spokojnie. Jednak koleżanka z branży opowiadała, że u niej nie ma dnia bez wybuchów agresji szefa. Ostatnio na jednym z porali - [spam] czytałam, że teraz takie zachowanie ma poważne konsekwencje.
Nie masz innych problemów?