Czy życie może być dobre? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Czy życie może być dobre?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1

Temat: Czy życie może być dobre?

Witam,
Może zacznę od początku… Mam na imię Kasia, mam 21 lat i obecnie pracuję w branży finansowej. Mam wrażenie, że nie radzę sobie ze swoim życiem. Jest mi cholernie ciężko na sercu. Szczerze mówiąc, to nie mogę sobie przypomnieć chwili kiedy byłam szczęśliwa.
W rodzinnym domu, w którym niestety nadal mieszkam, nie pamiętam żebym była kiedykolwiek traktowana poważnie. Mam starszą o 7 lat siostrę, która jak to bywa w tym typie modelu rodziny, zawsze była chwalona, wychuchana i wycackana przez rodziców.  Ja natomiast byłam gdzieś tam z boku, z góry przyczepioną łatką „gorsza”.

Pamiętam już nawet te różnice, jak byłam mała… nie pamiętam ile miałam lat, może chodziłam już do szkoły? Zawsze słyszałam „ucz się jak Karolinka”, „bądź grzeczna jak Karolinka”. Dążyłam więc od małego do ideału, który rodzice we mnie zakorzenili.

Niestety, zawsze wychodziło na to, że robię coś gorzej. Lepiej sprzątała Karolina, lepiej zmywała, nawet ciuchy lepiej składała. Mając gdzieś 13lat przestałam sprzątać, zmywać i składać ciuchy. Skoro, Karolina robi to lepiej, to po co ja mam to robić? … Cóż, tak sobie wtedy myślałam. Wtedy byłam już dla matki „nierobem”.

Wcześniej w podstawówce, zawsze byłam tą drugą… moja siostra miała wcześniej tego samego wychowawcę, który zapamiętał ją jako młody talent. Karolina potrafi pięknie malować, do tego miała talent do matematyki. Pamiętam jedną sytuację, tuż przed komunią, gdy coś wyklejaliśmy. Zauważyłam, że właściwie mój klej jest pusty. Trochę za głośno powiedziałam, coś w rodzaju „No nie, Karolina znów używała mojego kleju”. Na moje nieszczęście usłyszała to moja wychowawczyni. Od razu zareagowała ostro, i jak to w jej naturze leżało, dość stronniczo. Głośno stwierdziła, że na pewno kłamię. Przecież pamięta, że moja siostra była „zawsze sumienna” i nie pozwoliłaby sobie, na żadne braki- tak jak ja. Przemilczałam to, choć nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy klasy… te ich śmiechy.

Gwoździem do trumny był następny dzień. Z okazji komunii, otrzymaliśmy tak zwane „perełki”. Zbiór cytatów , przypisów z biblii. WSZYSCY dostali jakieś pozytywne, pamiętam pewne tytułu… „Pod parasolem szczęścia”, „Liczy się każdy dzień”. Ja jako jedyna otrzymałam piękny tytuł „Powiedzieć prawdę?” Pani wręczając mi tą perełkę, powiedziała jedynie „Przemyśl to”. W domu nie powiedziałam nic, ale pamiętam, że było mi okropnie przykro. W szkole lubiana nie byłam, głównie dlatego, że byłam gruba. Dzieci mnie wręcz nienawidziły. Miałam 3 koleżanki, które mnie szczerze lubiły. Potem jedna z nich zaczęła się ze mnie naśmiewać, tak jak i reszta. No i zostały mi dwie koleżanki.

W domu w tym czasie też było nieciekawie. Co prawda, zawsze jak przychodziłam miałam przed sobą talerz z ciepłym obiadem, ale nie mogłam nigdzie wyjść na podwórko (dlatego, tak na dobrą sprawę nie znam moich rówieśników z podwórka),  nie mogłam oglądać telewizji, a jak byli znajomi u mojej siostry, to nie mogłam wejść do pokoju. Siedziałam wtedy w pokoju babci, albo w kuchni. W kuchni oczywiście było gorzej, bo matka wiecznie myślała, że podjadam – wtedy był krzyk.

Wejście do pokoju, w trakcie odwiedzin znajomych mojej siostry, było karane. Im raczej nie przeszkadzało, jak posiedziałam sobie na swoim rozsuwanym fotelu, i nawet nic się nie odzywałam. Za to Karolinie było to bardzo nie na rękę. Zazwyczaj jeśli weszłam do pokoju, to po wyjściu jej znajomych, dostawałam porządne lanie. Najczęściej w nos, który od tamtej pory mam przekrzywiony. Jak skarżyłam się na to rodzicom, to zawsze Karolina tłumaczyła się tym, że byłam niegrzeczna.
W ten właśnie sposób, zaczęłam po prostu moją siostrę nienawidzić. Wyśmiewała mnie na każdym kroku, biła i poniżała. Ja nie mogłam wtedy nic z tym zrobić.

Odskocznią dla mnie byli znajomi, z którymi oczywiście w oczach moich rodziców spotykać się nie mogłam. Popołudniami, w czasach gimnazjum, mogłam jedynie wyjść na 15 minut z psem. Jeżeli się spóźniłam, bądź wyszłam mimo ich zakazu, oczywiście otrzymywałam karę, zazwyczaj kolejny zakaz, bądź karę cielesną , choć stosunkowo rzadko. 

Takie traktowanie, już wtedy kształtowało mój charakter. Zrobiłam się zamknięta w sobie. Zmieniłam znajomych, wpadłam w narkotyki. Rodzice w sumie nie wiedzieli. Po prostu uważali, że całkiem zdziwaczałam. Wpadłam przed operacją (zaczęłam chorować, mam zespół policystyczny). W badaniach wykazano obecność narkotyków. Zaczęły się długie rozmowy. Rozmowy, to za dużo powiedziane. Oczywiście krzyk, lepiej to opisuje. Ojciec wtedy sprał mnie na kwaśnie jabłko, myśląc, że biciem mnie odtruje i głód  minie. Matka była zimna, nie mówiła nic. Po odtruciu poszłam na operacje, jako 14 letnia dziewczynka byłam sama, wśród wielu starszych kobiet, na oddziale ginekologii. Matki nie było ani razu. Przez prawie dwa tygodnie. Ojciec raz zadzwonił i zapytał czy czegoś nie potrzebuję. Przyjechał jedynie odebrać mnie ze szpitala. Zabrał wypis, wykupił leki i zawiózł do domu. Wtedy rodzice zaczęli prowadzić sklep. Nie było ich w domu, Karolina też się wyprowadziła. W domu przeważnie byłam sama z babcią, która już wtedy miała pierwsze oznaki choroby Alzhaimera.

Matka po moim wyskoku z narkotykami, zawsze pozostała dla mnie osobą oziębłą. Do tej pory zdarza jej się trzymać mnie na dość duży dystans. Jeżeli się do mnie wtedy odzywała, to tylko wyzwiskami. Dla mnie normalne było już to, że byłam dla niej „idiotką”, „debilem”. Czasami też mi mówiła, że skoro brałam narkotyki, to pewnie się puszczałam, więc stałam się też „kurwą”, „dziwką”.

Nie mam zamiaru się bronić przed tym. Miała prawo mieć mi za złe, to że ją zawiodłam. Zresztą niejednokrotnie też dawała mi, o tym znać- byłam jej życiową porażką. Córką, która uczyła się przeciętnie, miała problemy z narkotykami, a do tego była chora. Kiedyś usłyszałam, jak mówiła do siostry mojego ojca „Gdzie ja miałam z Karoliną takie problemy? Okres ma zawsze, żadnych guzów.”. Tak, jakbym była odpowiedzialna za swoją chorobę.

W drugiej klasie gimnazjum wszystkie obowiązki domowe spadły na mnie. Po szkole musiałam posprzątać, ugotować i do tego zająć się babcią, która miała co raz to bardziej zaawanasowaną chorobę Alzhaimera. Robiła się agresywna- gryzła, kopała, wyzywała. Nie chciała brać leków, więc zdecydowaliśmy się na plastry- system, który działa przez 24 godziny. Byłoby naprawdę dobrze, gdyby babcia nie zrywała sobie tych plastrów. 

Drugi raz wylądowałam na operacji na cito. Babcia kopnęła mnie w podbrzusze, jak chciałam jej podać tabletkę. Pękła torbiel. Wtedy usłyszałam informacje, że nie mogę się przemęczać, bo będzie gorzej. Jakiekolwiek takie aktywności babci, będą jedynie pogarszać sytuację.

Matka, ani ojciec nie odciążyli mnie z prac domowych, babcią dalej się zajmowałam. Robiłam, to do trzeciej klasy liceum. Obserwowałam z dnia na dzień, jak ta kobieta gaśnie w oczach, jak przestaje być tą kobietą,  z którą spędziłam wczesne dzieciństwo.

W szkole średniej, z uwagi na przeszłość z narkotykami nie miałam prawa nawet wyjść z domu. Szkoła, dom, szkoła, dom. Znajomych nie miałam, a nawet powiem, że do tej pory ich nie mam. Przez wszystkie lata miałam wpierane, że nie mogę być kimś ważnym. Byłam nikim, nic nie wartą dziewczyną.

Te słowa, de facto ukształtowały mnie. W dorosłym życiu, teraz… nie umiem sobie poradzić. Wszystko za co się zabieram źle się kończy, bez powodzenia.
Na obecną chwilę stosunki z moją rodziną są oziębłe. Ojciec… no cóż, nigdy nie liczył się z moim zdaniem i moją opinią. Nawet nie chciał mnie słuchać, teraz też mu się to nie zdarza. Matka, uważa mnie za skończonego debila. Siostra… ona zawsze powtarzała, że na nic nie zasługuję.

Jestem wrakiem człowieka, mam częste palpitacje serca, boli mnie głowa, mam torbiele na jajnikach. Nie mam niestety, komu o tym powiedzieć. 
Jeżeli byłam kiedykolwiek, w jakimkolwiek związku, to zawsze byłam zdradzana. Nigdy żaden facet nie zachował się w stosunku do mnie fair. Byłam za dobra. Ostatniemu partnerowi pożyczyłam 5 tysięcy, po czym się zmył. W wyniku tego, sama popadłam w poważne problemy finansowe.

Nie oczekuję słów pocieszenia, bo wiem, że większość „przykrości”, jakie mnie w życiu spotkały, to tak naprawdę moja wina. Nie byłam dobrym dzieckiem, dlatego mam takie stosunki z rodzicami. Z siostrą… nie dogadałyśmy się.

Nie wiem, po prostu co zrobić, żeby w końcu uwierzyć, że życie może być dobre?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy życie może być dobre?

Kasiu, nie mów, że to wszystko Twoja wina. Nie wiem jak można tak traktować swoje dziecko, tak okazywać mu na każdym kroku, że jest gorsze od swojej siostry. Jako dziecko nic dziwnego, że szukałaś ucieczki od swoich problemów i przez to popełniałaś błędy. Brakowało Ci dobrego słowa, dobrej rady. Dziś już jesteś w stanie świadomie popatrzyć wstecz na swoje życie. Bądź dobra dla siebie, nie obwiniaj siebie o swoje błędy, zadbaj o swoje zdrowie i o swoją przyszłość najlepiej jak potrafisz.

3

Odp: Czy życie może być dobre?

Życie musi być dobre, bo nie po to się rodzimy, żeby całe życie cierpieć i być nieszczęśliwym. Niestety niektórzy nie mają łatwego startu i na dzień dobry od życia dostają w twarz, doskonale rozumiem co czujesz, chociaż nie miałem podobnej sytuacji, za to nie miałem nic łatwiejszej.
Też się borykam z różnymi problemami i nie czuję się zbyt dobrze przez ostatnie 2 tygodnie, mam tragiczny nastrój i jeszcze gorszą samoocenę. Ale trzeba pchać swój wózeczek i ciągle próbować ułożyć życie, myślę, że Tobie najlepiej zrobiłby start od nowa, może się wyprowadź ? Jeżeli oczywiście dasz radę. Trudno mi doradzić coś konkretnego

4

Odp: Czy życie może być dobre?
MyNombress napisał/a:

. Ale trzeba pchać swój wózeczek i ciągle próbować ułożyć życie, myślę, że Tobie najlepiej zrobiłby start od nowa, może się wyprowadź ? Jeżeli oczywiście dasz radę. Trudno mi doradzić coś konkretnego

Bardzo dziękuję za pokrzepiające słowa. Wyprowadzić się niestety póki co nie mogę, co nie ułatwia mi sprawy.

5

Odp: Czy życie może być dobre?

Czy stać Cię na to, aby się wyprowadzić? To byłoby najlepsze, co możesz dla siebie zrobić teraz.
Czy stać Cię na wynajem pokoju? Musiałabyś tylko być ostrożna, ponieważ możesz "przyciągać" podobne osoby w nowym mieszkaniu, jak w domu... Niestety taki bagaż ze sobą musimy nosić i jakoś się go pozbywać po drodze trochę.
Nic co Cię spotkało w dziecinstwie nie jest Twoją winą! Dopiero jako osoba dorosła ponosisz odpowiedzialność za swoje życie. To nic, że nie miałaś znajomych. Teraz możesz kształtować swoje życie, tak jak Ty chcesz. Owszem to co Cię spotkało w domu, utrudnia Ci obecne życie, ale nie traktuj tego jako wymówki. Lubię takie hasło "no one is comming to save you"... wszystko w Twoich rękach. Nie czekaj na to, że ktoś się pojawi i pomoże.

Na pewno rodzicie będą próbowali Ci przeszkodzić w wyprowadzce i oderwaniu się emocjonalnym od nich, bądź dzielna.

Potrzebujesz ludzi. Musisz poznać metodą prób i błędów dobrych ludzi, którzy Cię pokochają za to, że jesteś... Taka rodzina zastępcza smile To może trwać lata, ponieważ nie masz za dużo doświadczenia w budowaniu relacji z ludźmi, ale dasz radę. Im wcześniej zaczniesz, tym lepiej.

6

Odp: Czy życie może być dobre?

Moze zaangazuj sie w cos co lubisz robic postaraj sie odnosic w tym jakies male sukcesy a potem pomysl co dalej.

Jedną z nielicznych zalet głupoty jest to , że nie można nią się zarazić.

7

Odp: Czy życie może być dobre?

Zrób coś dla siebie. Znajdź sobie jakiś cel i do niego dąż. Nikt nie jest dobry we wszystkim, ważne żeby mieć coś jednego w czym jest się dobrym. Spróbuj się usamodzielnić. Miałaś ciężkie dzieciństwo, ale nie możesz się poddawać. Twoje życie jest w twoich rękach. Powodzenia

gdykochamy

8

Odp: Czy życie może być dobre?

Serdecznie dziękuję za wszystkie pokrzepiające odpowiedzi.
Jestem w trakcie szukania mieszkania. Mam nadzieję... zaczynam wierzyć, że wszystko się ułoży.

9

Odp: Czy życie może być dobre?
Foxi napisał/a:

Serdecznie dziękuję za wszystkie pokrzepiające odpowiedzi.
Jestem w trakcie szukania mieszkania. Mam nadzieję... zaczynam wierzyć, że wszystko się ułoży.

Ulozy sie.

Made the wrong move, every wrong night
With the wrong tune
Played till it sounded right, yeah

10

Odp: Czy życie może być dobre?

Foxi,

Napisałaś sporo na temat swojej przeszłości. Przypomina mi to jazdę samochodem podczas której wpatrujemy się non-stop we wsteczne lusterko. Patrząc wstecz wylądujemy albo rozbijając się o pierwszą lepszą latarnię lub drzewo. W przeszłości najlepsze jest to, że już była.
Chciałbym, żebyś napisała w dwóch, maksymalnie w trzech zdaniach CZEGO CHCESZ w życiu (nie chodzi o to byś napisała czego NIE CHCESZ, tylko czego CHCESZ). Unikaj uogólnień typu "Chcę być szczęśliwa".

Adam.

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Czy życie może być dobre?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018