Hej.
Jesteśmy z chłopakiem rok. Ostatnio zaczeliśmy sie sporo kłócić, głównie z mojej winy, bo jestem strasznie zazdrosna i czepialska, a także podejrzliwa (mam powody, a mianowicie zachowanie pewniej laski, z którą on uporczywie nie chce zerwać kontaku, no ale z tym się już chyba pogodziłam). Czasami, przyznaję, czepiam się bez powodu, ale głównie powodem jest moja podejrzliwosc, wybujała wyobraźnia. Denerwuje mnie to, ze gdy ja sie czepiam, on staje sie chamski no i wtedy sprawia mi przykrosci. On ma ostatnio duzo stresow, a do tego dochodzi moje zachowanie, ktore zaczelo mu juz ciazyc i mielismy ostatnio rozmowe nad sensem tego zwiazku. Ostatecznie zdecydowalismy sie to kontynuuowac, starac sie panowac nad soba (ja nad czepialstwem, on nad swoimi ostrymi zachowaniami). Postanowienie dotyczace panowania nad soba nie udało sie z jego strony. Dzien po tym zachował sie wobec mnie zle. Przeprosił mnie, jakoś przeszło. Zdaje sobie sprawy że jego nerwowość wynika z tej typowej różnicy między kobietą a mężczyzną; mężczyzni potrzebuja prostych komunikatów, są bardziej praktyczni, a my mówimy metaforami i niekoniecznie oczekujemy praktycznych rad, tylko współczucia i czułosci. Mam wrażenie, że od tej krytycznej rozmowy on i tak jeszcze nie do końca czuje, że jest wszystko jak należy, choć juz troche sie odblokował i zaczął wiecej okazywać uczuc (o co też się go czepiałam, a on tłumaczył to stresem i brakiem czasu). Zależy mi na tym zwiazku. Wiem już, co mam w sobie poprawic: to, że się czepiam i to, że " nie pozwalam mu spotykać sie ze znajomymi" (nie sadze, ze mu nie pozwalam, ale praktycznie caly czas gdy ma gdzies isc nastepuje klotnia i on twierdzi ze z mojej strony to wynika, ale jak jego wypady wychodza nagle gdy bylismy juz umowieni, to ciezko zeby mnie szlag nie trafil; przyznam sie ze do niektorych jego znajomych nie pałam wielką sympatią, ale jakoś ich toleruje; zdaje mi sie ze to wszystko ma związek z moją podejrzliwoscią, bo kiedys nie bylo takich problemow - kiedys, czyli zanim wynikły dziwne sytuacje z laską o ktorej wspomniałam na początku... ale w sumie to za kazdym razem jak ma okazje to idzie do znajomych, tylko ze prawie zawsze wynika klotnia bo albo jestesmy umowieni albo ja mam nadzieje na spotkanie i sie rozczarowuje, stad frustracja). Mysle ze kazda kobieta ktora kogos kocha, chce z nim spedzac jak najwiecej czasu, tym bardziej jesli ogolnie nie ma tego czasu za duzo... no i ciezko jest zaakceptowac fakt, ze nie ze mna chce sie widziec, tylko z kim innym. Ja zawsze umawiam sie ze znajomymi o takich porach, zeby pozniej/wczesniej miec tez czas dla niego... tyle ze on nie bardzo tak moze.
I teraz pytania:
1. Jak sprawić, że będzie tak samo jak przed tą "krytyczną rozmową"? Chodzi mi o to, że będziemy czuc się w pełni swobodnie.
2. Jak nie dawać się opętać podejrzliwości? Bo on niestety nie pomoże mi bo nie zerwie kontaktu z tą laska.
3. Jak urozmaicic zwiazek (zeby nie robic cały czas tego samego - spacery, siedzenie w parkach, ogladanie filmow, co tez jest fajne, ale wiadomo ze oskocznia tez sie przydaje), co można zrobić godnego zapamiętania?
4. Co mam zrobic, zeby sie w tym wszystkim nie dusil?
5. Jak moge mu pomoc w zminimalizowaniu jego stresow? (na pewno się nie czepiać, tak, ale chodzi o cos wiecej...)