Witam. Chciałabym się poradzić innych kobiet jak to w końcu jest z tą matką faceta, i opiszę tutaj swoją sytuację. Jesteśmy razem z chłopakiem 8 lat, czyli prawie od zawsze, jesteśmy młodzi ja przed 30 on niewiele starszy. Przed tym jak zamieszkaliśmy ze sobą wspólny czas spędzaliśmy głównie u niego w domu, wtedy gdy jeszcze mieszkał ze swoją mamą. On stracił ojca kilka lat temu, jednak jak sam zawsze mówił z matką miał zawsze lepsze relacje i byli też bardziej zżyci. Można powiedzieć że jego matka zawsze była gdzieś w pobliżu gdy jeszcze spotykaliśmy się u niego - w sensie wszelkie kłótnie z moim TŻ często przebiegały na jej oczach, ponieważ w końcu mieszkali ze sobą więc trudno gdyby o nich nie wiedziała. Nie mogę powiedzieć że się do nich wtrącała, co to to nie, sami jakoś zawsze staraliśmy się rozwiązać problemy. Chodzi mi bardziej o to że jego matka ze wszystkim co się u nas dzieje w tamtych czasach była na bieżąco zaznajomiona. Od początku związku tak było. Pozatym często jeździliśmy z nią na wspólne wakacje, wyjazdy - głównie ze względu na to że nie stać nas było na wakacje we dwoje. Byliśmy młodzi, ja nie pracowałam. Owszem zdarzały się wyjazdy jedynie we dwoje, ale częściej odbywały się te we czwórkę (jezdzlismy wszyscy razem z jego młodszym bratem).
A teraz meritum całej tej sprawy - od kiedy zamieszkaliśmy ze sobą 2 lata temu mój facet CODZIENNIE dzwoni do swojej matki, smsuje z nią o różnych ☠☠☠☠☠☠☠ach, zwierza jej się gdy ma problemy ze zdrowiem, informuje gdzie planujemy wychodne itd. Codziennie rano w tygodniu pisze do niej rano informując ją, ze dojechał do pracy. Co wieczór pisze jej dobranoc. Smsuje z nią z pracy. Oczywiście ze mną też pisze, też mi się zwierza z problemów, rozmawia na bieżąco. Czasem, nie zawsze, dzwoni do niego w weekendy i potrafią rozmawiać kilka razy dziennie w sobotę po średnio 15 min. Gdy próbuję to skomentować zawsze z jego strony jest atak, że nie powinnam się wtrącać w takie sprawy, że ze mną jest na codzień i ja mam go też codziennie. Jemu bardzo trudno na początku było pogodzić się z tym że wyprowadza się od niej. Oboje płakali. Nie zrozumcie mnie źle, ja rozumiem że można być zzytym z rodzicami - moja mama też płakała gdy się wtedy wyprowadziłam. Jednak po jakimś czasie każdy sobie z tym radzi. Obecnie mieszkamy od jego matki jakieś 5 km - to jest to samo miasto! Tak samo moi rodzice. On widuje się z matką nawet po kilka razy w tygodniu. Ja dzwonię do rodziców co kilka dni, czasem ich odwiedzam - nie tak często jak on swoją matkę. Jego matka mieszka z jego młodszym bratem. Nie pracuje. To nie tak, że jest samotna. Co najbardziej mnie denerwuje, to to że każdy wyjazd planowany jest z jej właśnie udziałem. Wspólne wakacje, wyjazd w góry. Kiedyś pretekstem były pieniądze, dziś mamy pieniądze i stać nas na wyjazd we dwoje. Ja również jasno to zakomunikowałam, że każde kolejne wakacje planuje tylko i wyłącznie z nim. Problem w tym, że np rok temu jego matka po prostu w ostatniej chwili oznajmiła ze jedzie z nami, apartament wykupiony itd no więc jakże można by nie wziąć ze sobą mamusi? Ustaliłam z chłopakiem ze w tym roku nie ma takiej możliwości - szczerze mówiąc nie wiem jak to wyjdzie, dlatego tak bardzo mnie to frustruje. Ona potrafiła przyjechać w naszą rocznicę do tego samego hotelu w którym zaplanowaliśmy weekend, bez zapowiedzi. Ostatnie wakacje we dwoje z moim TŻ spędziliśmy 4 lata temu. Wszystkie kolejne były z jego matka i bratem. Mój chłopak oczywiście wie, że nie ma opcji na to byśmy znowu spędzili wyjazd w ich gronie. Mówi mi że jestem trochę wredna, bo nie doceniam że oni mnie zabierali na wakacje gdy nie stać nas było na wspólne, ale też rozumie moją decyzję. Wiem że jest mu z tym trudno, przedstawić to swojej mamie. Ona często wypytuje czy ja mam ją za jakąś wiedźme że nie chce już z nimi jeździć. Ja na to oczywiście spokojnie mówię że zależy mi po prostu na tym by spędzić czas z moim TŻ tylko we dwoje. To jest dla mnie trochę patologiczne - tłumaczyć się z takich rzeczy? Tak samo takie kwestie wg mnie powinny być z jego strony jakby jasne i zrozumiałe. Co do końca oczywiście nie jest. Czasem w żartach mi mówi że ja chciałabym odseparować go od jego matki. A nie o to mi oczywiście chodzi... On na każde takie prztyczki co do jego mamusie zawsze reaguje bardzo tym, że wg niego ja nie powinnam się wtrącać w jego relacje z nią. Żeby było jasne - ona nie wtrąca się do naszego związku, nie przyjeżdża do nas do domu. Ja również mam dosyć dobre relacje z nią i jego bratem. Można powiedzieć że wszyscy jesteśmy dosyć dobrze zżyci i dogadujemy się.
Ja to widzę, że on jest jakby między młotem. I kowadłem. On chciałby udobruchac obie z nas. Oczywiście tak się nie da. Napiszcie co sądzicie o jego relacji z matką.