Cześć,
Mam 19 lat. Dwa tygodnie temu rozstałam się z chłopakiem. Był to mój pierwszy związek i spędziliśmy razem 9 miesięcy. Jestem nieśmiałą osobą i zawsze miałam problem z poznawaniem chłopaków, nie czułam się zbyt atrakcyjna, miałam niską samoocenę. W związku z tym zaczęłam szukać drugiej połówki w internecie. Poznałam się z trzema chłopakami tam. Pierwszy z nich był sympatyczny, spotkaliśmy się trzy razy, on chciał kontynuować znajomość, jednak między nami moim zdaniem nic nie zaiskrzyło. Drugi mnie kilka razy wystawił i nie przychodził na umówione spotkania. Dopiero z trzecim chłopakiem zaczęło mi się układać, spotykaliśmy się, zleżało nam na sobie. Jednak rzadko gdziekolwiek wychodziliśmy, spędzaliśmy czas głównie u mnie w domu. Mój były chłopak studiował i pracował w Warszawie, a pochodził z daleka. Tak więc nie miał tu zbyt dużo bliskich osób oprócz mnie i jego siostry. Bardzo dobrze czuł się u mnie w domu, miałam wrażenie że lepiej czuje się w towarzystwie mojej rodziny niż moim. Od czasu walentynek zaczęło się psuć coś między nami, przyjechał w złym humorze, przesiedzieliśmy wieczór prawie ze sobą nie rozmawiając. Ja międzyczasie przygotowywałam się do matury, a że jestem bardzo ambitną osobą, więc przeznaczałam na to sporo czasu. Z mojej inicjatywy wybraliśmy się dwa razy w jakieś ciekawe miejsce. Z jego propozycji byliśmy na lodowisku, na początku naszego związku i na tym się skończyło.
Na początku czerwca mój chłopak zaczął nalegać na seks, ale ja nie byłam na to gotowa, nie chciałam. Wtedy zależało mu bardziej na seksie niż na mnie. I postanowiłam się z nim rozstać. Jednak przyjechał do mnie z kwiatami, płakał i przepraszał. Wybaczyłam i dalej byliśmy razem.
Jednak dwa tygodnie temu byliśmy na mazurach z jego znajomymi. Spędziliśmy tam weekend, prawie ze sobą nie rozmawialiśmy, tylko raczej warczeliśmy. Uważał, że mam do niego jakieś pretensje i ze ja się w ogóle nie staram, że nie wykonuje małych gestów, które są ważne w związku, a to ja zawsze mu mówiłam o tym, prosiłam o to. Chciałam, żeby pamiętał o naszych rocznicach, nie wymagałam prezentów, tylko chciałam, żeby pamiętał. Ale zawsze zapominał. Wypominał mi że ja się nie staram, ale on też bardzo się nie starał. Uważał, że było dużo propozycji różnych wypadów, tylko że ja nie miałam czasu ze względu na maturę, ale to nie prawda. Propozycji przez 9 miesięcy z jego strony były dwie.
Od jakichś 3 miesięcy zastanawiałam się czy się dobrze dobraliśmy, czy nie jesteśmy za spokojni. On chciał jeszcze próbować, jednak nie potrafiliśmy tego wszystkiego naprawić. Nie wiem czemu obwiniał mnie za wszystko co było złe u nas w związku. Czasami już nie miałam siły znosić jego złych humorów, tego że jest niezadowolony i że zrzucał winę na mnie.
Jak się rozstawaliśmy to podziękowaliśmy sobie za te 9 miesięcy. On mówił, że mnie kocha. Jednak mam wrażenie, że obwinia mnie za rozpad naszego związku. Ja już do niego teraz nic nie czuje, myślę że moje uczucie do niego wygasło. Próbowałam to zmienić jeszcze jak byliśmy razem, ale mi się nie udało.
Przez pierwszy tydzień po rozstaniu dużo o nim myślałam i płakałam. Teraz też jeszcze myślę. Nie wiem czy dobrze zrobiłam że się rozstaliśmy. Martwię się o niego, jak sobie teraz radzi beze mnie, jest wrażliwym chłopkiem, nawet jak się rozstawaliśmy to płakał. Czy ja za dużo wymagam od chłopaka? Oczekuje, prawdziwego uczucia, ale czy takie istnieje? Boje się, że nie pokocham nikogo, że jestem zbyt wymagająca wobec chłopaków. Ja tylko chciałabym kochać i być kochana.