Witam wszystkich serdecznie.
Jestem tutaj nowa.
Mam 31 lat. 3 lata po ślubie, 10 miesięczne dziecko. Z męzem byliśmy razem 10 lat jeszcze przed slubem, przeszliśmy razem bardzo dużo, mielismy ciężkie chwile, dużo problemów, zawsze się wspieraliśmy i byliśmy pewni tego ze tak będzie zawsze.
Wszystko zmienilo się po narodzinach naszej córki. Mąż zaczal znikac na całe dnie, praca od rana do nocy, nieodbieranie telefonów, nerwy na to ze dziecko płacze, na wszystko... Zaczelo się już pierwszego dnia po powrocie ze szpitala, musial cos zalatwic i na cały dzień nas zostawil. Byłam po cc. Zaczelo se wychodzenie po nocach, nie wracanie do domu. Wieczne awantury, krzyki. Moje, jego. Miałam pretensje ze nigdy go nie ma, ze nie mam w nim wsparcia, ze siedzę całymi dniami sama w domu. Tak bardzo się zawiodłam na nim. Byłam zła, jak wracał to zastawał wściekłą zonę. Ale jak miałam nie być wsciekła? Skoro wychodzil o 6:00, wracał wieczorem. Po pracy - koledzy, ciagle załatwianie czegos i wszystko takie ważne. Przy dziecku nie pomagał wcale, wracal i się kładł. Przez 10 miesięcy ani razu nie wyszedł sam z nią na spacer, baaaa - nawet razem, z mną i z małą nie wyszedł. Ani razu jej nie wykapał. Oj dużo mogłabym pisać.
Po pewnym czasie przyznał mi się ze pisze z kims sms, ze się zauroczył kolezanką z pracy. Tłumaczył ze w domu ciagle plakalo dziecko, zaczal z nia pisać, wspierala go no i stało się, zauroczył się. Przezyłam to bardzo. Oczywiście najpierw niedowierzanie i prośby żeby nie przekreslal nas, ze wszytsko naprawimy, tłumaczyłam mu ze w każdym małzzenstwie są kryzysy, ze przejdziemy przez to razem, ze jesteśmy rodziną. Przekonałam go. Został z nami. Jednak w jego zachowaniu nie zmienilo się praktycznie nic. Poniza mnie, mowi ze mnie nienawidzi, ze jest ze mną tylko ze względu na dziecko. Kompletnie nic razem nie robimy, nigdzie nie chodzimy, żadnych przyjemności, nie wiem - wyjścia do kina, na spacer, na lody. Nic... on nigdy nie chce, albo nie ma czasu, albo jest zmęczony. Od kilku lat... Ja powoli dojrzewam do myśli o rozwodzie. Nie chce takiego zycia, jestem nieszczesliwa. Jednak pojawiają się myśli co dalej, jest dziecko, jest wspólny kredyt, tyle lat zycia. Boje się ze już zawsze będę sama, mam niskie poczucie własnej wartości.
Wiem ze dużo jest mojej winy, może nie bylam taka jaka on chciałby mieć... ale starałam się, dużo dla niego poswiecilam, dużo mu pomogłam, przeszliśmy takie nieszczęścia w życiu, przetrwaliśmy wszystko, myslalam ze tak będzie zawsze.
Nie wiem po co tu napisałam, nie wiem własciwie co ja chce. Chyba potężnego kopa, żeby cos zmienić, żeby nie dac sobą pomiatać.
Przykład dzisiejszego dnia. Caly dzień ok, wieczorem pojechaliśmy na zakupy, dziecko bardzo plakalo a on zaczal się na mnie drzec, ze mnie nienawidzi, ze nie potrafie uspokoić dziecka, ze co ze mnie za matka itd.
Rozmawiam z nim a on ze ja marudzę, ze go mecze, żeby dac mu spokoj, ze idzie spac.
Nie kocha mnie, wiem to. Ja teraz jestem słaba, tak sie czuje, ze ma nade mną przewagę. Wie ze całymi dniami siedze z dzieckiem, ze jestem w jakis sposób od niego tymczasowo uzależniona. Tak bardzo chciałabym utrzec mu nosa, cos zrobić aby ta jego pewność siebie go zmylila.
Podobne tematy
Dziewczyno, pakuj siebie i dziecko i złóż pozew o rozwód. Czy masz rodzine u której możesz sie zatrzymać? Ewidentnie znudzilo mu się bycie mężem i ojcem, obowiązki go przerosły a dodatkowo uczucia do koleżanki przerodziło sie
we frustracje względem ciebie. Chcialby z nia byc a ty i dziecko stoicie mu na drodze do wolności i szczęścia.
Mam rodzicow u ktorych moge zamieszkać. Ale mieszkanie w ktorym mieszkamy jest nasze wspolne, z tego co on mowi - bede mogla w nim zostac. Ewentualnie moge cos wynajac. Wolalabym takie rozwiazanie niz mieszkanie u rodzicow.
On twierdzi ze w razie naszego rozstania bedzie sam. Ta kolezanka ma meza, chociaz pewnie w ich malzenstwie tez nieciekawie...
Przerasta mnie to wszystko. Boje sie ze bede zalowac tego kroku.
Mam rodzicow u ktorych moge zamieszkać. Ale mieszkanie w ktorym mieszkamy jest nasze wspolne, z tego co on mowi - bede mogla w nim zostac. Ewentualnie moge cos wynajac. Wolalabym takie rozwiazanie niz mieszkanie u rodzicow.
On twierdzi ze w razie naszego rozstania bedzie sam. Ta kolezanka ma meza, chociaz pewnie w ich malzenstwie tez nieciekawie...
Przerasta mnie to wszystko. Boje sie ze bede zalowac tego kroku.
Daj mu....dorosnąć.A Ty zajmij się tym co ważne...dzieckiem i sobą.
Wiesz..... nie będę twego męża usprawiedliwiał ale....depresja poporodowa u kobiet jest to fakt bezsprzeczny, a u faceta ???? Ja na własnym przykładzie pamiętam że po przyjściu na świat mej pierwszej pociechy wręcz byłem przerażony...."jak to ??? ja mam być teraz odpowiedzialny za to kruche maleństwo za rozkapryszoną w tym czasie żonę ???? czy temu podołam ???? czy moje życie ma się teraz zmienić diametralnie??? Te i wiele innych wątpliwości gnieździ się wtedy w głowie mężczyzny. Oczywiście musi on sam sobie z nimi poradzić... i czym prędzej to zrobi tym lepiej dla rodziny. Pamiętam że sam bałem się brać tę kruchą istotkę do rąk nie mówiąc o kąpieli czy innych zabiegach przy dziecku....za to jak miał już 8-9 miesięcy to fotelik ... i tyle nas mamusia oglądała....
W przypadku twego męża może nie przerobił tego tematu a jak znam życie to ty mu w tym na pewno nie pomagasz ... wręcz ciosasz mu kołki na głowie (sorry...ale tak to często wygląda) więc ucieka w pracę byle być daleko od odpowiedzialności jaka na niego spadła.Tak że gadanie o rozstaniu po 10 miesiącach jest trochę przedwczesna..... daj mu jeszcze czas aby mógł dorosnąć do roli ojca !!!!!
rumpel
Hmmm Rumpel jak zwykle dał mi do myślenia. Ja jednak myślę że koleżanka jemu w glowie przewróciła i nabrał ochoty na kawalerskie życie bez zobowiązań.
Na depresję poporodową czy baby blues zapadają także mężczyźni. Szkoda tylko, że twój małżonek nie chce stanąć na wysokości zadania i ucieka w pracę i romans. Najwyższy czas żeby przyznał się przed sobą, ze sobie nie radzi. Powinnaś też przyjrzeć się swoim zaniedbaniom męża. Wiem, że ci teraz bardzo ciężko, jesteś sfrustrowana i rozżalona, ale tak też jest (jak go traktujesz, jak przez ostatnie miesiące wyglądało wasze współżycie). Spróbuj spojrzeć na was całościowo. Życzę dużo wyrozumiałości i cierpliwości. Nie trać nadziei.
Depresja depresją. Tylko co ma do tego zauroczenie obcą mężatka?
Witam ja rowniez borykam sie z problemem malzenskim od 3 lat jestem mezatka z 2 dzieci rok po roku duzo przy takich malych szkrabach jest pracy czasami padam na pysk moj maz ma swoja firme wiec pracuje kiedy chce od dluzszego czasu sie klucimy on mnie wyzywa ja jego czesto podnosi na mnie reke upokaza nawet przy obcych ludziach raz mowi ze kocha a raz ze jestem znajduchem patologiem itp mieszkamy u jego rodzicow on ma dobrowolke wychodzi kiedy chce do kolegow a ja mieszkam 100 km od obecnego miejsca zamieszkania bez auta kasy pracy bez sytuacji z wyjsciem na prosto i tez nie wiem co robic:-(
Dziekuje za odpowiedzi. Nie wiem czy w dobrym oknie pisze bo to moje poczatku na tym forum :-D
Rumpel masz racje, na depresje poporodowa cierpia rowniez faceci. Rozumiem to. Wiem ze winy mojej jest tez duzo. Wiecznie sfochowana zona, zaniedbana, nudna. Byc moze byloby inaczej gdybym witala go usmiechem, nie klocila się i byla dalej atrakcyjna dla niego. Staralam sie tak robic, przymykalam oko na niektore sprawy. Ale z nim sie nie da. Przyklad wczorajszego dnia. Naprawdę bylo w porzadku, nirmalne zakupy. I nagle jego wybuch bo dziecko placze. Nie odezwalam sie. Ale w srodku sie gotuje. Tak zyc sie nie da. Te jeho wybuchy sa bardzo czeste. On jest bardzo nerwowy, wybucha a za chwile juz jest normalny. Ale ja mam taki charakter ze nie potrafie sie uśmiechać po tym jak mnie "zjedzie". Jestem pedagogiem, potrafie rozmawiac z ludzmi ale z nim sie nie da. Czuje sie w sytuacji bez wyjscia. Jak w jakiejs matni... wrrrr
Lifrant staram sie byc obiektywna. Zawsze odwracam sytuacje tak aby poczuc sie w czyjejs skorze ;-) ponoc wiele empatii we mnie siedzi :-D. I wiem ze moja wina tez jest. Mam zal ze w momencie kiedy bylo ciezko, kiedy dziecko bylo malutkie - on uciekl. Nie przeszlismy tego razem. Podejrzewam ze tez mialam poczatki depresji. Byly dni ze wyłam, ciagle sama w domu z malutkim dzieckiem ktore fakt- bardzo plakalo. Nie moglam dziecka zostawic w lozeczku i wyjsc, tak jak robil to on.nie moglam uciec chociaz czesto mialam na to ochote. Musialam zacisnac zeby i trwac. Teraz jest juz lepiej.
12 2015-08-08 11:49:01 Ostatnio edytowany przez dziewczynaaa31 (2015-08-08 11:51:26)
Sandra wspolczuje. Wiem co czujesz tzn domyslam sie. Ja mam o tyle lepiej ze mieszkam sama tzn z nim ale bez tesciow, rodzicow itd. Mam dobra prace do ktorej wroce po macierzynskim. Moj maz tez ma firme ktora chyba odebrala mu mozg :-/
Co tesciowie na jego zachowanie?
Sienna dokladnie, wydaje mi sie ze on nabral ochoty na zycie bez zobowiazan. Ostatnio mi powiedzial ze on nie nadaje sie do bycia w malzenstwie, rychlo w czas heh... ciagle lezy na kanapie, ciagle spi. Albo go nie ma.
14 2015-08-08 13:00:32 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-08-08 13:25:35)
Przeszłam przez to! Uciekaj dziewczyno jak najdalej! On cię wykończy!
I nie pisz głupoty, że twoja wina! Masz dziecko, którym się zajmujesz sama. Nie Spisz po nocach, w dzień też, bo kiedy?! Sama kapiesz, przewijajsz itp i jeszcze dla tego dupka masz być wymalowana, wystrojona, pachnąca! Dziewczyno, aż się gotuje we mnie! ..a on nie przewinie bo dziewczynka ( u mnie było takie tłumaczenie), nie nakarmi bo się zaksztusi, nie wykąpie bo mu wypadnie, nigdzie sam nie pójdzie, bo co zrobi jak zacznie płakać! I tak będzie czas leciał. Ty musisz umieć wszystko! Bo przecież jesteś matką. Do tego masz jeszcze być uśmiechnięta żoną, super kochanką i w ogóle naj! A on jest zmęczony, bo pracuje! Znam to!
Ja siedem lat zylam z takim człowiekiem! Napisac ci jakie dalej beda wymowki!!?;) Miłości do dziecka go nie nauczysz! Taki typ tak ma!
Choćbys na głowie stawała to taty dobrego z niego nie zrobisz!! Zawsze będziesz sama i cholernie samotna! Poszukaj wsparcia w rodzinie i zacznij żyć!
Dodam, że u mnie pol roku po rozstaniu, jest etap- ja nie, bo ona jest nauczona z tobą! Jaki z tego morał!? Moja wina! Wszystko moja wina!...ale teraz już mnie to bawi:) uśmiech na twarz, córkę za rękę i idziemy, bo tata nie umie, nie chce!( żal!)
15 2015-08-08 14:14:04 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-08-08 14:14:27)
Jeśli mogłabym ci coś doradzić, to pomimo, że mąż bardzo cię zawiódł i masz w stosunku do niego dużo żalu (rozumiem cie, naprawdę), to nie działaj na skrajnych emocjach. Przygotuj sobie plan. Poszukaj oparcia w rodzinie, jakieś koleżance, w sobie. Następnie postaw warunki mężowi, i jeśli nie będzie chciał pójść na kompromis, to bądź konsekwentna i trzymaj się tego, co powiedziałaś. Może separacja na jakiś czas go otrzeźwi? Potem obserwuj i podejmuj stosowne decyzje. Jeśli potrafisz, tak jak piszesz, wejść w czyjąś skórę, będzie ci łatwiej zrozumieć przyczyny całej tej sytuacji, zmniejszyć ból i nie pielęgnować urazy. Bo nie wiesz jak będzie za rok, dwa, pięć. A tu chodzi o wasze dziecko. Nawet jakbyście się rozeszli, to warto pokazać mu, że zawsze może na was liczyć. Mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi.
Ja też bałem się kąpać syna aby mu krzywdy nie zrobić.
Ale kidyś się odważylem i potem poleciał.
Przygotowywałem mu jedzenie i następnie karmiłem.
Przewijałem i prałem pieluchy.
Przebierałem bawiłem się z nim.
Brałem wózek i szedłem na spacer aby moja żona mogła odpocząć i zająć się sobą.
Wstawałem w nocy bo żona też potrzebowała się wyspać.
Ja pracowalem i miałem prace zmianową.
Lecz nie przeszkadzało mi, że po pracy w nocy wychodziłem z nim na spacer.
Takie zachowanie jest dla mnie naturalne.
Lexpar dla ciebie naturalne, dla mnie też a dla innych nie! Tacy ludzie istnieją niestety i nic na to nie poradzimy!
Ja sobie nie wyobrażam innego zachowania.
Owszem w moim przypadku dziecko nie było planowane ( wypadek przy pracy
)
Ale skoro przyszło to jest nie tylko żony lecz również moje.
Dlatego aktywnie włączyłem się w rodzinne życie.
A dziecko jeszcze bardIej scaliło nasz związek.
Bo jesteś odpowiedzialny, a niektórzy nie dorastają nigdy!
Być może mąż autorki jednak nie jest takim egoistycznych dupkiem!;)
Rozgorzała dyskusja o braku zaangażowania męża w opiekę nad dzieckiem, ale przecież to nie jest główny problem w tym związku...
Dziewczyno, mój ex bardzo interesował się dzieckiem, aż rwał się do opiekowania Małą. Ale na mnie nie zostawiał suchej nitki. Nie mogłam położyć się jednego dnia na chwilę po pracy, bo to oznaczało, że nie kocham dziecka. To tylko przykład i jeden z problemów, które mieliśmy.
Odeszłam, ale jestem kompletnie sama. Radzę sobie nieźle, ale poleganie tylko na sobie jest strasznym obciążeniem. Dobija mnie też fakt, że wynajmuję mieszkanie, a on został w naszym wspólnym.
Nie chcę przez to powiedzieć, że rozstanie z mężem to zły pomysł, ale musisz wyobrazić sobie co będzie dalej.
Ja teraz jestem na takim etapie, że z nim nie byłam szczęśliwa, ale aktualnie też nie jestem...
Aga ja też jestem sama. Bez stałej pracy, z marnymi groszami ale z pomocą rodziców muszę wyjść na swoje. Też nie jestem szczęśliwa ale to nie znaczy, że miałabym być z nim bo się boje samotności np. Nie wyobrażam sobie życia z nim bo było tak jak u autorki. Nie tylko dziecko go nie interesuje ale także żona.Nie wychodzą nigdzie, nie pomaga jej itp. To po co być z kimś takim?! Trwać w tym i liczyć na cud?! Ja trwałam prawie dwa lata i miałam nadzieję, że się zmieni. O dwa zadlugo! A tu jeszcze dochodzi jego zauroczenie inną. Kiepsko to wygląda ale jeżeli jest szansa uratować rodzinę to warto walczyć! Rozmawiać, iść na kompromisy! Tylko pytanie czy ta druga osoba jest dojrzała, bo jak nie to będą rozmowy jak z dzieckiem!
Zahir, ale ją nie mogę liczyć na pomoc rodziców. O wszystko muszę troszczyć się sama. Nawet znajomych ostatnio jak na lekarstwo. No i pytanie czy w tej sytuacji nie lepiej było tak tkwić?
Zahir, ale ją nie mogę liczyć na pomoc rodziców. O wszystko muszę troszczyć się sama. Nawet znajomych ostatnio jak na lekarstwo. No i pytanie czy w tej sytuacji nie lepiej było tak tkwić?
To kiepsko Aga:(
Od razu mi lepiej ![]()
Aga wspolczuje. Pewnie ci ciezko. Najgorzej jest jak nie ma bliskich osob kolo nas. Przyjaciol, rodziny, kogos z kim mozna poprostu pogadac. Ja wiem po sobie ze najgorsze "doly" lapalam jak nie moglam z kims po prostu pogadać. Po narodzinah dziecka czulam sie sama jak palec. Na zewnatrz gdziies bylo zycie, kazdy mial swoje problemy, swoj swiat, a ja zamknieta, w klatce, wylaczona ze wszystkiego. Teraz jest juz lepiej ale dalej mam wrazenie ze znajomi sie wykruszyli, kazdy dzwoni tylko jak czegos potrzebuje. Smutne to. No ale zboczylam z tematu... Aga wiem ze teraz to brzmi banalnie ale jestem pewna ze dla ciebie tez zaswieci slonce. Teraz jest ciezko ale pouklada sie wszystko. Teraz ciezko ci uwierzyc w to ale tak bedzie, nie moze byc tak ze na jedna osobe spada cala pula nieszczesc, los sie odwraca, predzej czy pozniej. Jaka jest twoja sytuacja zawodowa? Pracujesz?
Piszesz ze nie moglas sie polozyc ze od razu byly wymowki ze jestes zla matka. Heh jakie to dla mnie znajome. Moj maz niby mowi ze mam odpoczac ale w momencie jak ma swojgo nerwa to wypomina mi wszystko. Nie daj boze dziecko upadnie, oj ile sie naslucham... bo nie upilnowalam, bo placze a nie umiem uspokoic to tez moja wina bo co ze mnie za matka. Gdy jemu nie wychodzi- tez jest nerw bo dlaczego nie robie mic zeby mu pomoc. Przykladow tysiace.
To nie jest tak ze on nie kocha dziecka. Jest za nią bardzo, widze to. On ja kocha bardzo. Ale dla niego to kobieta przy dziecku ma robic wszystko.
Zahir zazdroszcze. Ze powiedzialas wkoncu "nie". Ze potrafilas. Ja jestem jakas dziwna. Boje sie wlasnie tej samotnosci. Tego ze wszystko sie zmieni. Ze bede myslec co robi, gdzie jest, ze mnie to zezre od srodka.
Jestem tchorzem. Wiecie co najbardziej bym chciala? Poznac kogos. Zakochac sie do szalenstwa i z usmiechem na ustach odejsc. Wiem ze to nie fair. Ale nie potrafie zmienic mysli.
Lexpar u nas dziecko planowane, wyczekiwane od kilku lat. Tym bardziej boli. No paradoks- staralismy sie kilka lat aby stworzyc rodzine a kiedy juz ją mamy - rozwalamy ją. Sami, na wlasne zyczenie.
Przypomniala mi sie jedna sytuacja. Mialam komolikacje po cc i musialam miec po kilku miesiacach rozcinana blizne. Tego dnia po tym zabiegu moje dziecko bylo bardzo placzace, nie chciała zasnac, zeby jej szly. Ja zwijalam sie z bolu a hrabia lezal. Prosilam zeby ja ponosil, ze mnie boli. A on ze jest zmeczony i nie ma sily. Byl taki przekonujacy. No kosmos. Pamietam ze tego dnia obrazilam sie, nie odzywalam sie kilka dni mimo ze pisal w dzien , dzwonil. Po kilku dniach gdymi juz przeszlo i zaczelam z nim rozmawiac - on juz nie chcial :-D hehe powiedzial wtedy o tej kolezance. Teraz sie z tego smieje chociaz tak naprawde to tragiczne a nie smieszne.
Zahir jak to wszytko wyglada? Wiesz... rozwod itd. Da sie?
Najgorsze jest to ze on nie daje mi przyjemnosci. Wiecie o czym mowie? Ze nie wychodzimy razem do kina, na spacer, nie jezdzimy na wycieczki. On niczego nie lubi. A moze inaczej, lubi ale nie ze mna. Moze gdybysmy chociaz cokolwiek razem robili to byloby prościej. Ja nie bylam tak sfrustrowana. Nie jestem z nim szczesliwa. Ja staram sie robic mu jakies niespodzianki typu dobra kolacja, jakis prezent, cokolwiek co sprawi mu radosc. A on mi nic. Zero niespodzianek, zero wyjsc. Tak chyba nie powinno wygladac zycie. Przecież zycie to nie tylko sprzątanie, praca itd. Trzeba miec chwile rozrywki. U nas tego nie ma. Zawsze mi odmawia. Moich znajomych nie lubi, ciagle wszedzie musialam chodzić sama, wszedzie malzenstwa, pary a ja sama wiecznie. Z czasem coraz mniej zaczeli nas zapraszac.
31 2015-08-08 22:57:44 Ostatnio edytowany przez dziewczynaaa31 (2015-08-08 22:58:32)
Sex jest. Ale nie spimy w jednym lozku. Dziecko spi w naszej sypialni w swoim lozeczku a ja na lozku. On w salonie. Nie chce jej budzic jak wstaje rano do pracy. Tak twierdzi. Wieczorem gdy chce obejrzec z nim jakis film w tym "jego" salonie - wscieka sie ze jest spiacy. Wygania mnie, doslownie. Ostatnio mowi do mnie "wpierda....j". Jak sie wtedy kloce to zadyma na pol nocy, owszem - kloce sie mocno i wtedy tez wyzywam go i mowie przykre rzeczy. Ale tylko w klotni. Gdy jet ok to nie wybucham tak "ni z gruszki ni z pietruszki". A on tak wlasnie ma. Potrafi go wuprowadzić z rownowagi doslownie wyszystko i w kazdej chwili.
. Wiecie co najbardziej bym chciala? Poznac kogos. Zakochac sie do szalenstwa i z usmiechem na ustach odejsc. Wiem ze to nie fair. Ale nie potrafie zmienic mysli.
Z takimi myślami to jesteś na najlepszej drodze, żeby jeszcze bardziej skomplikować sobie życie. Blisko do jakiegoś romansu u Ciebie z takim podejściem, a to raczej nie będzie nic dobrego.
Masz prawo ułożyć sobie życie na nowo z kimś lepszym, dającym Ci to, czego oczekujesz.
Ale zakończ obecny związek a potem zaczynaj nowe życie u boku kogoś innego.
Piotr wiem. Ale wtedy bylabym szczesliwa. A on niech sobie sie wtedy zlosci, niech krzyczy. Wpuszczalabym jednym uchem ;-). Niech lezy na kanapie, niech spi. Niech bedzie szczęśliwy. Czy tak nie byloby prosciej? Wiem ze to nie w porzadku. Ale czy on byl i jest w porzadku? Rozmawialam, tlumaczylam jak dziecku ze rodzina to rodzina, ze musimy walczyć, ze kryzysy sa i beda i takie bla bla bla.
34 2015-08-08 23:16:51 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-08-08 23:20:46)
Dziewczyna jakbym czytała swoją opowieść. Wszędzie sama. Wiecznie tylko słyszysz nie, nie mam ochoty, jestem zmęczony, nie lubię, potem, następnym razem...itd.Rezygnujesz ze znajomych, z rodziny, z wyjść gdziekolwiek. Wkrada się zazdrość o innych. Oni idą razem na sylwestra, jadą gdzieś na weekendy, urlop. A ty?! Siedzisz dzieckiem i robisz dobra minę! Proste sprawy problemem! Na zakupach kłótnia, na spacerze kłótnia! Także cię bardzo dobrze rozumiem!
My nie mamy rozwodu jeszcze!
Ja mam ten komfort, że mieszkalismy w moim mieszkaniu. Nawet nie był u mnie zameldowany. Teraz mieszkamy osobno. Ja zerwała kontakt całkowicie! Dziecko zabiera dwa razy w tygodniu na 5 godzin. Płaci dobrowolnie 500zl. I taka rola taty! Ale ja nie narzekam. Przez 7 lat przywyklam, że wszystko na mojej głowie. Córka ma już 7 lat, więc jest super! Za tatą bardzo nie tęskni, bo więzi jakiejś szczególnej z nim nie ma! Oczywiście nie bronie mu jej zabierac, nie buntuje dziecka itp. Tak szczerze, to nawet o nim nie rozmawiamy! I tak sobie zyjemy we dwie juz pol roku. Pomoc rodziców i w ogóle rodziny jest ok! A myślałam, że będę sama! Także tu jest ten motor napędowy, który dodaje mi wiary!
Zahir dokladnie, opisalas mnie a raczej mojego meza. Nawet teraz ogladam jakis program i pokazuja jeziora, morza, plaze. My jak zwykle na wakacje nie pojedziemy. Mimo ze od kilku miesiecy mowil ze pojedziemy. Jakies wycieczki, nawet jednodniowe nie dla nas. Nic nigdy nie zwiedze, nic nie zobacze. On mowi ze jego hobby to spanie i lezenie. Oczywiscie wtedy on sie smieje z tego ale tak jest. On nie lubi isc tam gdzie sa ludzie. Jakis festyn, koncert? Ciagle mowil - idz sama. Nie chce tak spedzic reszty zycia. Kiedy podjelas decyzje o rozstaniu? Ta definitywna? Co dolalo oliwy? Tak z dnia na dzien? Czy planowalas od dawna?
36 2015-08-09 08:57:49 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2015-08-09 09:31:57)
Dziewczyno, dzięki za słowa pociechy. Ja pracuję oczywiście i praca oraz moje dziecko (w odwrotnej kolejności
) to jedyne co mi wyszło w życiu.
U nas było wspólne spędzanie czasu, ale to było takie powierzchowne. Niby byliśmy razem w jednym miejscu, ale w swoich głowach każdy osobno.Nie było między nami więzi.
Usłyszałam ostatnio, że moja decyzją wymagała odwagi. Zgadzam się, ale nie chciałam, by moja córka miała taką rodzinę jak ja i patrzyła na wrogość, chłód i ciągłe awantury. Nie chciałam ingerencji jego matki we wszystkie nasze decyzje. Nie chciałam wymawiania kupna bluzki, bo w zeszłym miesiącu już sobie kupiłam. Nie chciałam nie móc cieszyć się z urządzania nowego mieszkania, bo nie pozwalał mi nawet ramki na zdjęcia kupić. Nie chciałam ciszy albo kłótni. Ciągłej krytyki. I wielu wielu innych rzeczy. Myślałam, że on będzie walczył, byliśmy na jednym spotkaniu z terapeutą.
Do tej decyzji przekonało mnie przede wszystkim przekonanie, że moje dziecko chłonie to wszystko i będzie takie skrzywione jak ja
Mała widuje się z ojcem regularnie, wie, że on ją kocha. My też spędzamy fajnie czas, ale ciągle same...
Może idźcie na terapię?
37 2015-08-09 09:21:16 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-08-09 09:21:49)
Po części było tak jak u agi. Patrzyłam na dorastającą córkę i serce sie kroilo! Nigdzie z tym dzieckiem nie jeździlismy. Stała się małym odlutkiem. W przedszkolu była bardzo płaczliwa! Poszlam z nią do Pani psycholog i uslyszalam-: dziecko potrzebuje do ludzi do innych dzieci! Inaczej nie nauczy się życia w grupie rówieśników!...w rodzinie i wsrod znajomych mamy dzieciaki ale rzadko się widywaly. Powód?! Mężowi brat mój nie pasuje to nie pojedzie, mąż koleżanki nie pasuje to nie pojedzie, do kuzyna nie bo daleko....a poza tym całkowicie się popiepszylo między nami. Mimo tych jego wad ja widziałam jego miłość do mnie! Ale jak zaczęły się problemy to po prostu uciekał od nich ( moja historię opisałam, masz czas poczytaj)!....
Jeśli chodzi o moja córkę to zmiana jest o 180 stopni. Teraz ma koleżanki i kolegów! Ja ją zaprowadzam bezproblemowo do znajomych, dzieciaki przychodzą do nas! Fajnie, naprawdę! Dziecko szczęśliwe, ja też!
Jeśli chodzi o moje małżeństwo to jest skończone! Mąż chciał wrócić ale nie będzie powrotu, ponieważ ja nie chce wracać do takiego życia a on się nie zmieni! Udowodnił mi to ostatnio!
38 2015-08-09 09:21:36 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-08-09 09:23:07)
Najgorsze jest to ze on nie daje mi przyjemnosci. Wiecie o czym mowie? Ze nie wychodzimy razem do kina, na spacer, nie jezdzimy na wycieczki. On niczego nie lubi. A moze inaczej, lubi ale nie ze mna. Moze gdybysmy chociaz cokolwiek razem robili to byloby prościej. Ja nie bylam tak sfrustrowana. Nie jestem z nim szczesliwa. Ja staram sie robic mu jakies niespodzianki typu dobra kolacja, jakis prezent, cokolwiek co sprawi mu radosc. A on mi nic. Zero niespodzianek, zero wyjsc. Tak chyba nie powinno wygladac zycie. Przecież zycie to nie tylko sprzątanie, praca itd. Trzeba miec chwile rozrywki. U nas tego nie ma. Zawsze mi odmawia. Moich znajomych nie lubi, ciagle wszedzie musialam chodzić sama, wszedzie malzenstwa, pary a ja sama wiecznie. Z czasem coraz mniej zaczeli nas zapraszac.
Sex jest. Ale nie spimy w jednym lozku. Dziecko spi w naszej sypialni w swoim lozeczku a ja na lozku. On w salonie. Nie chce jej budzic jak wstaje rano do pracy. Tak twierdzi. Wieczorem gdy chce obejrzec z nim jakis film w tym "jego" salonie - wscieka sie ze jest spiacy. Wygania mnie, doslownie. Ostatnio mowi do mnie "wpierda....j". Jak sie wtedy kloce to zadyma na pol nocy, owszem - kloce sie mocno i wtedy tez wyzywam go i mowie przykre rzeczy. Ale tylko w klotni. Gdy jet ok to nie wybucham tak "ni z gruszki ni z pietruszki". A on tak wlasnie ma. Potrafi go wuprowadzić z rownowagi doslownie wyszystko i w kazdej chwili.
Czy tak było również przed ślubem i przed narodzinami dziecka?? Dokładasz elementy tej historii. Pomiędzy wami nie ma żadnej więzi... Tak mi przykro. Co zamierzasz?
Lifrinat przed ślubem jesteś zakochana to masz klapki na oczach:)! U mnie były sygnały, że coś jest nie tak ale dostrzegłam je dopiero teraz po tym jak już bez emocji podchodze do tego wszystkiego! Zastanawiające było, że jeździlismy na randki tylko do jednej pizzerii albo do niego! Dziwne było że jak był grill u znajomych albo wypad gdzieś to jego bolala głowa. Podejrzane było to, że jak jechalismy do miasta to parkowal w jednym miejscu a potem spacerem po całym mieście z torbami ( niby dla zdrowotność to miało być)! No i oczywiście jak były jakieś imprezy to nie chodzilismy bo: on nie lubi disco, on nie tańczy, on nie pije bo rano do pracy! W kwestii finansowej też zawsze jakieś argumenty były. Po co jechać gdzieś skoro możemy np kupić małej zabawkę, będzie mieć na dłużej, a np. bilet do cyrku 70 zł i to tylko godzina:) jest mnóstwo takich absurdalnych sytuacji. Dziś to wywołuje u mnie uśmiech na twarzy, aczkolwiek zdarzają się jeszcze dni smutku! Ale już rzadziej!
Lifrinat przed ślubem jesteś zakochana to masz klapki na oczach:)! U mnie były sygnały, że coś jest nie tak ale dostrzegłam je dopiero teraz po tym jak już bez emocji podchodze do tego wszystkiego! Zastanawiające było, że jeździlismy na randki tylko do jednej pizzerii albo do niego! Dziwne było że jak był grill u znajomych albo wypad gdzieś to jego bolala głowa. Podejrzane było to, że jak jechalismy do miasta to parkowal w jednym miejscu a potem spacerem po całym mieście z torbami ( niby dla zdrowotność to miało być)! No i oczywiście jak były jakieś imprezy to nie chodzilismy bo: on nie lubi disco, on nie tańczy, on nie pije bo rano do pracy! W kwestii finansowej też zawsze jakieś argumenty były. Po co jechać gdzieś skoro możemy np kupić małej zabawkę, będzie mieć na dłużej, a np. bilet do cyrku 70 zł i to tylko godzina:) jest mnóstwo takich absurdalnych sytuacji. Dziś to wywołuje u mnie uśmiech na twarzy, aczkolwiek zdarzają się jeszcze dni smutku! Ale już rzadziej!
Czyli wiedziałaś... Tylko jak zwykle, kobieta nie posłucha swojej intuicji i to słynne myślenie: on się zmieni. Życzę wszystkiego dobrego i dużo sił!
.
41 2015-08-10 11:17:52 Ostatnio edytowany przez dziewczynaaa31 (2015-08-10 11:19:04)
Lifrinant czy tak bylo przed ślubem? Tak, czasami bylo tez tak chociaz nie az w takim stopniu. Mniej pracowal, popoludnia spedzalismy razem, weekendy tez. Jezdzilismy gdzies ze znajomymi. Zawsze mial opory ale dawal sie namowic. Mielismy tez duzo osobym znajomych tzn ja spedzalam czesto czas z kolezankami a on z kolegami. Nogdy nie bylo tak ze bylismy nierozlaczni. Kazdy mial tez swoja przestrzen. Teraz to sie zmienilo bo ja sila rzeczy nie moge spedzac czasu na imprezach itd. Znajomosci sie wykruszyly itd. Bylam pewna ze po narodzinach dziecka bedziemy rodzina, bedzimy razem cos robic itd. Dla mnie to bylo oczywiste, on tez tak mowil. Jednak u niego nie zmienilo sie nic. Wolny strzelec ;-) przyznaje ze samej mi to odpowoadalo, to ze moge wyjsc kiedy chce, gdzie chce. Kolezanki musialy sluchac marudzenia swoich facetow ze np ida same na impreze a ja tego nie mialam. Odpowiadalo mi to. Teraz przestalo bo de facto zmienily sie realia nasze. Wiem ze jestem egoistka. Ze kiedys bylo cacy a teraz mi juz nie po nosie ta niezaleznosc. Wiec zaczelam sie czepiac no i reszte znacie. Dlatego wiem ze winy mojej jest sporo. Ja to wszystko wiem.
On zawsze mowil ze podoba mu sie to ze go nie trzymam na smyczy. W sumie ja to wszytko wiedzialam. Jednak tak jak posze - bylam pewna ze to sie pozmienia. Czytajac rozne tematy na tym forum zauwazam coraz więcej swojej winy. Moze po prostu takie jest życie? Ludzie mijaja sie, trzeba to zaakceptowac i cieszyc sie z kazdej wolnej chwili? A nie tracic czas na fochy....? Ale siedzac caly dzien w domu z dzieckiem mozna dostac krecka. Teraz to ja zazdroszcze moim kolezankom tego ze robia cos z mezami, ze spedzaja razem czas ;-)
Aga bardzo ciezko Ci teraz?
Zahir a ty jak sie masz na codzien? Duzo przeszlas, czytalam twoj watek :-*
Super nie jest, zwłaszcza , ze nie mam pracy stałej:( o nim staram się nie myśleć! Wiem, że nie chce z nim być. Ale niestety nie da się odkochac w pół roku:( dziś byłam z kumplem na piwie i nie jestem gotowa na żadne randki itp.
45 2015-08-10 20:05:24 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2015-08-10 20:17:20)
Czy jest ciężko?.... Radzę sobie nieźle, mam dobrą pracę, dzięki temu mogę utrzymać nas i żyć na przyzwoitym poziomie. Ale fakt, że jestem sama odpowiedzialna za moje dziecko bardzo przytłacza. Mój ex jakoś tam się angażuje, ale ma dużo żalu do mnie, więc nasze stosunki są bardzo złe. Brak wsparcia jest duzym obciążeniem. Psychicznie jest to dla mnie sporym wyzwaniem.
Los mojego dziecka zależy w dużej mierze głównie ode mnie. A co będzie jak np. stracę pracę? ...
Ale z drugiej strony nie godzę się na pusty związek.
Aga z tego co piszesz wynika, że jesteś zupełnie sama! Przykre to, ale dasz rade napewno:) jak jest praca i zdrowie to i reszta się ułoży. Ja mam wsparcie rodziców, z tym że oni są w podeszłym wieku! Ale jak to mówią: nie wiadomo kto z brzegu! Więc nie zamartwiam się a staram pozytywnie myśleć! Z drugiej strony fakt, że moi rodzice to prawie jak moi dziadkowie też miał wpływ na moją decyzję odnośnie małżeństwa. Jestem pewna, że gdybym ich nie miała to nadal bym tkwiła w tym związku.
Dziewczynaaa co ty zrobisz!? Jeżeli widzisz jakąś szansę to warto rozmawiać, naprawiać! Tylko musicie chcieć i się starać a z tego, co piszesz to twój mąż zdziecinnial jak mój! Mój sam nie wie co chce! Myślę że jednak minie sporo czasu zanim coś będzie wiedział ale to już nie mój problem!
Nie daj się sprzedać za kredyt...
Nie zmarnuj życia, nie zakop szczęścia za pieniądze ...
Życie jest tylko jedno...
Dzieci nie są szczęśliwe żyjąc w domu, w którym nie ma miłości, a jest tylko żal, nienawiść i kłótnia...
To i tak prędzej czy później umrze...
Ludzie boją się wychodzić naprzeciw nowemu, wychodzić ze znanego, ze stref komfortu. Czasami jednak trzeba... by móc dalej żyć...
To tylko strach...
Hmm nie wiem co robic. Narazie czekam co przyniosa dni. Nie widzimy sue ostatnio prawie wcale bo on ciagle alno w pracy albo cos zalatwia. Ale nie awanturuje sie :-D czekam. Zobacze co to bedzie.
Wiem ze szkoda zycia. Skoro jestem nieszczesliwa. Wiecie jak ja zazdroszcze innym ze moga robic cokolwiek razem?? Wyjsc razem na zwykle lody? U nas to tylko w aucie albo w domu. Ze siedza na lawce razem, ze ida na spacer z psem, z dzieckiem. U nas jedyna rzecza jaka my czasem razem robimy poza domem to sa zakupy.
Dlaczego chcesz czekać?
To strach i lenistwo. Serwujesz nieszczęście sobie i swojemu dziecku.
Niedługo można Cię będzie posądzić o to, że masz to na swoje życzenie...
Ale skoro na zmianach nie zależy Tobie, bo nie chcesz brać życia w swoje ręce, to pomyśl o dzieciaku.
Lidia tak to strach, mam niskie poczucie wlasnej wartosci, obwiniam siebie tzn patrze na to jego oczami.
Dziecko jest zaczarowane tatem. Jak tylko tato wchodzi to mala leci ma zlamanie karku tzn na czworaka ;-). Swieto w domu- tata jest heh
I tak lenistwo pewnie tez. Eh zdaje sobie z tego sprawe. Czyli lidia uwazasz ze wina jest jego? Czy po prostu nie ma szans na uratowanie malzenstwa?
Wiesz, mam glupie mysli ze moze jednak jak sie zmienie, przestane sie czepiac, bede usmiechnieta itd i bede go wspierać... to jakos sie pouklada. On zmieni cos, nie wiem sama. Sa rozne dni. Czasem mysle ze jest beznadziejny i nie chce tak zyc a czasem mysle ze przeciez takie sa czasy, ludzie sie mijaja...
53 2015-08-11 22:18:57 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-08-11 22:26:18)
Ja tak czekałam półtora roku, az się swojego odbicia w lustrze przestraszyłam! ...to ci nic nie da, ze bedziesz mila, nie bedziesz sie czepiac. Przeszlam to. Po prostu w pewnym momencie mialam dosc klotni! Wiesz kiedy sie wyprowadzil.?Jak po kolejnej mojej prosbie odmowil a ja wzielam ksiazke i poszlam czytac do innego pokoju! Nie klocilam sie bo nie mialam juz sil. Nadejdzie taki moment, ze cokolwiek nie zrobisz bedzie zle!
A jaki on jest dla dziecka!? Widzisz w nim ta miłość ojcowską?
Tak. Jest zakochany w malej. Przynejmniej takie sprawia wrazenie. Tuli ja, caluje, ciagle mowi ze to jego ksiezniczka. Tak jak pisalam wczesniej - nie robi przy niej nic, tylko sie z nia bawi. Przewijanie, kapiel, usypianie, spacer - nieeeee. Ale kocha ja, widze to szzerze.
Nie daj się sprzedać za kredyt...
Nie zmarnuj życia, nie zakop szczęścia za pieniądze ...
Życie jest tylko jedno...Dzieci nie są szczęśliwe żyjąc w domu, w którym nie ma miłości, a jest tylko żal, nienawiść i kłótnia...
To i tak prędzej czy później umrze...
Ludzie boją się wychodzić naprzeciw nowemu, wychodzić ze znanego, ze stref komfortu. Czasami jednak trzeba... by móc dalej żyć...
To tylko strach...
Lidia, przemawia do mnie Twój sposób myślenia. Tak, to tylko strach. Ale ja teraz też się boję... Nie wiem przecież, że teraz będzie lepiej...
Hmmm. To punkt dla niego! Mój jest fatalnym ojcem! Taki dupek co nawet ostatnie cukierki po kryjomu przed nią zjadał, żeby tylko on miał! Szkoda gadać!
Mysle ze twoj facet to debil. Nie kocha waszego dziecka i ciebie. Ma was gdzies i dlatego nie ma go w domu wychodzi aby dzien mu zlecial wraca idzie spac i nic nie musi przy dziecku robic. O to mu chodzilo. I ty tez nie taka jestes jak sie dziecko urodzilo to juz beee jestes a tak to bylas dobra. Teraz jest mu zle baby mu sie zachcialo bo w domu dziecko i zona czeka.
Mysle ze powinnas sie rozejsc nie mysl jaki byl dawniej teraz jest dziecko a ty nie mozesz na niego liczc. Mieszkanie powinno byc twoje i dziecka nie wyprowadzaj sie samotnej matce bez kata jest zle. Jesli sie meczysz odejdz.
Kiedys przerabialam to maz wychodzil na cale dnie po pracy z domu wracal w nocy a corka sie nie opiekowal. Przez te noce dorobil sie kochanek i trojki dzieci nie slubnych. Rozwiodlam sie po fakcji bo tez zastanawialam sie co mu jest jak ty taki typ poprostu wyszlo w pranie ze dupa nie ojciec.
Powodzenia.
58 2015-08-18 22:21:16 Ostatnio edytowany przez dziewczynaaa31 (2015-08-18 22:22:26)
Katarzyna jak sie do tego zabrac? Pojsc do prawnika? Od czego zaczac?
Dzis mi powiedzial ze nasze malzenstwo to jego blad zycia. Heh milutko ;-)
Bylismy dzis w miescir i chcialam zajechac zobaczyć wozki spacerowki. Oczywiscie z wielka laska mmie podwiozl i powiedzial ze sie spieszy i takie tam :-P no ale zawiózł, poszlam sam, corka spala w aucie wiec zostali razem. Rozmawiam ze sprzadawczyna i ogladamm wozki, nagle telefon, dzwoni maz z pretensjami ze dziecko placze, przeklina, krzyczy do mnie. Glupio mi sie zobilo przed sprzedawczyna i wyszlam. Mala placze, cala mokra. Az mnie zagotowallo, zamiast ja wyjac z auta, przytulic czy cos to on siedzi. Powiedzial ze zadnego wozka mam nie kupowac, mowie do niego zeby poszedl ze mna, ze pójdziemy w trojke. On na to ze w d.... ma jakis wozek bo sie spieszy. Rece opadaja. Az mi lzy polecialy.
Wrocilismy do domu oczywiscie zadyma. Bo dziecko placze.
Rozmawialismy trochę, pytam go o jego obraz idealnego malzenstwa. On mowi ze nie ma, ze to jego blad i on nie jest w stanie nic naprawiać i wkurza go ze ja sama cos naprawiam, ze jestem mila.
Chce zebysmy sie rozstali- czuc to i widac i on tego nie ukrywa. Ale chyba go to przeraza wszystko. Tak jak i mnie... eh co robic?
Wiesz, mam glupie mysli ze moze jednak jak sie zmienie, przestane sie czepiac, bede usmiechnieta itd i bede go wspierać... to jakos sie pouklada. On zmieni cos, nie wiem sama. Sa rozne dni. Czasem mysle ze jest beznadziejny i nie chce tak zyc a czasem mysle ze przeciez takie sa czasy, ludzie sie mijaja...
Witaj! Przeczytalam Twoj watek. Nieiie wiem czy moge byc dobrym doradca gdyz sama jestem przed rozwodem. Powiem jedno on sie nie zmieni!! Nie zmieniaj sie dla niego! Zrob to dla siebie i dziecka. Nie pros nie udawaj kogos kim nie chcesz byc. Ja wlasnie tak robilam jak wkobcu przeciwstawilam sie mojemu M bo zawsze musual miec racje we wszystkim narcyz egoista bez sumienia i co blagalam zmienialam sie dla niego aby mu bylo ok a plakalam w poduszke bo on i tak nie zauwaxal moich staran. Odszedl nie ma go wine zwalil na mnie a ja czuje sie nikim bo ponizalam sie a on plul mi w twarz smial sie i poszedl od takiej pokornej. Nie dawaj sie postaw granice jesli nie to nie!!
Katarzyna jak sie do tego zabrac? Pojsc do prawnika? Od czego zaczac?
Dzis mi powiedzial ze nasze malzenstwo to jego blad zycia. Heh milutko ;-)
Bylismy dzis w miescir i chcialam zajechac zobaczyć wozki spacerowki. Oczywiscie z wielka laska mmie podwiozl i powiedzial ze sie spieszy i takie tam :-P no ale zawiózł, poszlam sam, corka spala w aucie wiec zostali razem. Rozmawiam ze sprzadawczyna i ogladamm wozki, nagle telefon, dzwoni maz z pretensjami ze dziecko placze, przeklina, krzyczy do mnie. Glupio mi sie zobilo przed sprzedawczyna i wyszlam. Mala placze, cala mokra. Az mnie zagotowallo, zamiast ja wyjac z auta, przytulic czy cos to on siedzi. Powiedzial ze zadnego wozka mam nie kupowac, mowie do niego zeby poszedl ze mna, ze pójdziemy w trojke. On na to ze w d.... ma jakis wozek bo sie spieszy. Rece opadaja. Az mi lzy polecialy.
Wrocilismy do domu oczywiscie zadyma. Bo dziecko placze.
Rozmawialismy trochę, pytam go o jego obraz idealnego malzenstwa. On mowi ze nie ma, ze to jego blad i on nie jest w stanie nic naprawiać i wkurza go ze ja sama cos naprawiam, ze jestem mila.
Chce zebysmy sie rozstali- czuc to i widac i on tego nie ukrywa. Ale chyba go to przeraza wszystko. Tak jak i mnie... eh co robic?
Moj maz w pozwie takze napisal ze bylam bledem jego zycia, roznica charakterow i destrukcja z mojej strony. Tyle lat wczesniej slub kilka mcy po slubie odwidzialo sie!" nie daj sobie tego wmowic badz silna.
Ale jak sie za to zabrac? Mam isc do prawnika? Zlozyc pozew? On w rozmowie mowi ze chce sue dogadac. Chce zostawic mi mieszkanie i splacac ten kredyt w zamian za alimenty. Mowi ze gorzej wyjde na tym jak bede sie z nim szarpac. On ma firme, wysokie zarobki. Zakladal to przed slubem. Czuje sie panem i wladca. Mowi ze jak bede z nim walczyc to zostane z niczym. To mnie przerasta.
Jak mam z nim rozmawiac? On podchodzi do tego tak lekko. Usmieha sie jak mowi o rozwodzie. Najchetniej usiadlby ze mna przy kawce i sie dogadal. Jeju to straszne. Widze jaka mu jetem obojetna. Ja nie potrafie tak z nim lekko o tym rozmawiac.
Nawet mi powiedzial zebym sobie kogos znalazla i byla szczesliwa. Mowi ze on sie nie nadaje do malzenstwa, ze to jego blad zycia. Mam tak sie rozstac z usmiechem na ustach? Udawac ze mi to obojetne?
On chce przychodzic do dziecka. Mowi ze we wszystkim mi pomoze.
Nawet mi powiedzial zebym sobie kogos znalazla i byla szczesliwa. Mowi ze on sie nie nadaje do malzenstwa, ze to jego blad zycia. Mam tak sie rozstac z usmiechem na ustach? Udawac ze mi to obojetne?
On chce przychodzic do dziecka. Mowi ze we wszystkim mi pomoze.
Hej. Moj tez byl obojetny bo juz nie kochal szybko sie odkochal.6mcy po slubie. Twoj ma to samo a dodatkowo widzi to ze Ty sie boisz i ma Cie w garsci .Mialam to samo moj widzial moj strach ze wygoni nas z domu, bo to jego zarabia sporo bo w norwegii i w ten sposob czuje sie Panem. W ostatniej rizmowie chcial mnie udobruchac aby rozwod szybko poszedl po jego mysli i sklamal ze bedziemy mogly mieszkac jeszcze rok u niego hee falszywy a dwa tyg temu jego adwokat wystosowal do mnie pismo abysmy opyscily jego wlasnosc bylam w szoku jest potforem !!! Nie dam mu sie i nie bede sie go bala. Nie mozesz sie go bac rozumiesz!!! Idz do prawnika opowiedz wszystko poradz sie co bedzie ok dla cb i corki. Zloz pozew on Cie zniszczy moj robil to samo nadal mam strach bol krzywde nienawidze go.
Frania ale rozwodu jeszcze nie macie? Bedzie potrzebny psycholog jak jest dziecko? Jakas opinia czy cos? Czy nie?
Wlasnie mi napisal sms z usmiechem co robimy. On zachowuje sie jakby nic sie kie stalo, po prostu mnie nie chce a to takie normalne. Wczoraj mi mowil ze przeciez duzo osob sie rozwodzi i to nic takiego.
Mam najwiekszy zal o to ze mial problemy z płodnościa, pomoglam mu, dzieki mnie ma dziecko bo tak to pewnie nigdy by nie mial. Mowil kiedys ze nigdy mnie nie zostawi bo zrobilam dla niego tak wiele, ze mie odwrocilam sie w tragicznym momencie jego zycia - tylko wrecz przeciwnie- pomoglam mu. A tu nagle taka zmiana. Jak pytam dlaczego u po co to wszystko bylo mowi ze nie wiedzial ze tak mu sie pozmienia. Ze wie ze to jego wina ale nic nie poradzi. Tak po prostu.