Witam wszystkich, spędziłam cały dzień przeglądając to forum, czytając historie innych dziewczyn, które w pewien sposób są moją historią. Nie miałam z początku zamiaru tu pisać bo zastanawiałam się czy męczyć innych kolejną podobną historią?
Ale jednak zdecydowałam napisać. Od 2 miesięcy jestem sama. Zostałam porzucona przez swojego TŻ po 7 latach związku... w głowie mi się to nie mieści do tej pory. Oboje w tym roku mamy 30-stki. Oboje mamy pracę. Nasze życie wydawało się poukładane, przyjemne, szczęśliwe.Mieszkaliśmy razem, co prawda mieszkanie wynajmowane ale urządzone w całości przez nas. Jak sobie pomyślę z jaką radością je dla nas urządzaliśmy.... Mój ukochany miał wiele zalet, ale miał jedną wadę. Nie potrafił się zadeklarować w żaden sposób co do naszej przyszłości. Niby nas w niej widział razem, ale jak to na koniec mi powiedział, nie widzi jak do tej wspólnej przyszłości mamy dojść...Kiedy doszło do rozmowy o rozstaniu dowiedziałam się, że to nie moja wina, on po prostu sam nie wie czego chce. Nie umie się mi zadeklarować, boi się tego. Nie jest na to gotów.. Tak sobie myślę ch****a jasna przecież po tylu wspólnych latach chyba się powinno wiedzieć.
Pierwsze dni po naszym rozstaniu były tragedią - płakałam, płakałam, płakałam - prosiłam żeby się zastanowił ( teraz już wiem, że to podstawowy błąd). Wyprowadziłam się do rodziców. On został w mieszkaniu. Ja tam nie mam sił mieszkać. Wszystko co tam zostało zakupione było z myślą o nas. Nie dam rady żyć w mauzoleum wspomnień. Po jakimś czasie poszłam po rozum do głowy. Płakałam, ale już nie prosiłam. Zaczęłam próbować stawać na własne nogi i funkcjonować samodzielnie. Zapisałam się na fitness 2 razy w tygodniu. Byle tylko nie przebywać sama wieczorami. Jakoś zaczęłam dochodzić do siebie. Jakoś bo ja go wciąż kocham ale powiedziałam sobie, że nie zmuszę go do bycia ze mną. Nie umiem zamknąć tego rozdziału w moim życiu. Moje rzeczy nadal leżą w mieszkaniu. Nie umiem ich zabrać. Wiem, że łudzę się, że może tam jeszcze wrócę... W zeszłym tygodniu odważyłam się wyjść z koleżankami z okazji Dnia Kobiet na imprezę. Dowiedział się, zadzwonił zaproponował, żebym nocowała w naszym mieszkaniu bo wiedział, że nie mam jak dostać się po imprezie do domu (moim rodzice mieszkają na oddalonej wiosce). Moim błędem było to, że się zgodziłam. Wracam w nocy, na łóżku położony drogi prezent... Pytam rano o co chodzi - mówi, że czuł, że był mi go dłużny. W ciągu kilku godzin które tam spędziłam prawie nosił mnie na rękach. Cały czas dotykał, przytulał i oczywiście obudził nadzieję na powrót....po to, żeby powiedzieć, że byłam nie tylko jego partnerką ale też najlepszą przyjaciółką i tej przyjaciółki nie chce tracić... Za bardzo go kocham, żeby mu ofiarować przyjaźń, jednocześnie nie umiem mu odmówić kontaktu.... chore to wszytsko. Wiem, że kiedy ktoś pyta go o nasze rozstanie mówi, że to może jeszcze nie jest definitywne. Kiedy wydawało mi się, że zaczynałam jakoś z bólem stawać na własne nogi on zachwiał wszystkim. Widziałam jak na mnie patrzył, jak działa na niego moja obecność ale wiem, że on nie chce związku. I znowu jestem w punkcie wyjścia sprzed 2 miesięcy. Załamana, bez chęci na cokolwiek. Myślę tylko o tym jak go kocham:( Wiem, że jestem beznadziejna. Po prostu nie mam pomysłu jak mam dalej żyć bez niego, skoro wiem, że jemu też nie jest łatwo beze mnie. Wiem, że to wszytsko trochę chaotyczne ale proszę o radę..
Podobne tematy
Moja Droga jeśli jak piszesz on nie chce wspólnej przyszłości i nie potrafi się w tym kierunku zdecydować to na co liczysz? Czekasz a znajdzie tę właściwą dla siebie kobietę i powie Ci, że zakochał się w innej?
Jest mu dobrze z Tobą, przyzwyczaił się do wygodnego życia (jeśli jemu gotujesz, pierzesz i sprzątasz).
Trudno powiedzieć o co mu chodzi, ale Ty skup się na faktach. Odpowiedz sobie jakie masz podstawy do myślenia o wspólnej przyszłości? Pomyśl co on Ci proponuje? Wydaje mi się, że jak trafi się jemu jakaś "lepsza okazja" to zostawi Ciebie. Zostawia sobie jakąś taką furtkę. Człowiek, który kocha chce każda chwilę spędzać razem. Miłość wiąże się z odpowiedzialnością.
Wierzę, że jest Ci ciężko, ale oprócz serca kieruj się też trochę rozumem.
Będę krakać - nie widzi was razem jako małżonków,rodziny.Kiedyś znajdzie odpowiednia,to zaraz 'dojrzeje'.
Na ten moment były partner zaserwował Ci niezły koktajl emocjonalny. Dało o sobie znać przyzwyczajenie i wspomnienia, doprawione powrotem na chwilę do wspólnej przestrzeni. Na Twoim miejscu zadałabym sobie podstawowe pytanie: skoro po 7 latach związku i wspólnym mieszkaniu facet nie wie, czego chce, to kiedy zamierza się tego dowiedzieć? I ile jeszcze zamierza Cię tak trzymać w zawieszeniu?
Naprawdę staram się kierować rozumem, ale wiadomo serce nie sługa.... Niby wiem, że on się nie zdecyduje bo miał 7 lat żeby się zastanowić. Tak z perspektywy to widzę, że to ja bardziej walczyłam o ten związek. Nie umiem w sobie zgasić jednak tej małej nadziei na jego "olśnienie". Bo jak już powiedziałam sobie dość to jak za dotknięciem magicznej różdżki on się pojawia czuły, słodki. Czytam i czytam to forum i się zastanawiam skąd kobiety biorą w sobie siłę, żeby jednak zamknąć te drzwi za sobą. Ja wiem, że muszę je zamknąć ja po prosu nie wiem na razie jak.
http://www.netkobiety.pl/t66037.html przeczytaj sobie jak autorka tematu poradziła sobie po rozstaniu
Trzeba zacisnąć zęby i przetrwać. Mądrzejszej rady nie ma. A przynajmniej ja nie znam. Ogranicz kontakty, zabierz rzeczy ze wspólnego mieszkania i wypełnij sobie dzień do maksimum. Nie zostanie Ci czasu na analizy, co zrobiłaś nie tak, dlaczego on nie potrafi się zdecydować albo co zrobić, by było jak dawniej.
Eh, zamknięcie rozdziału nie jest łatwe... Rozumiem Twoją nadzieję na to, że się coś zmieni, poprawi, że jednak wrócicie do siebie i będzie już po kres waszych dni... też i mnie nachodzą takie myśli o byłym...
1. Jeśli jesteś na 100% że to koniec, to musisz wziąć rzeczy i urwać kontakt do czasu, aż Ci nie przejdzie.
2. Jeśli nie jesteś pewna na 100%, to weź swoje rzeczy, nie odzywaj się pierwsza, ale jak on napisze/zadzwoni to rozmawiaj normalnie. Nie odpisuj po minucie, nie bądź na każde zawołanie, nie odbierz telefonu tylko oddzwoń po dłuższym czasie... Chodzi o to, żeby on poczuł, że to faktycznie koniec. Jak będzie mu się wydawać, że Cię faktycznie stracił, to albo przystanie na to i przestanie się odzywać, albo "olśni" go, że to był błąd.
3. Ale, jeśli nie jesteś pewna co do siebie na 100%, ale jesteś pewna, że on się raczej nie ustatkuje z Tobą, nie będzie "wiedział czego chce" - to tak jak w punkcie pierwszym - weź rzeczy i urwij kontakt.
P.S.
Tak, ja wiem, że fajnie się komuś doradza... ale wiem, że też powinnam urwać kontakt a nie umiem tego zrobić. Może Ty znajdziesz siłę, jeśli się upewnisz, że ten związek nie ma przyszłości.
Dzięki za link! Takie historie są pokrzepiające:) tak się zastanawiam czy część mojego doła nie bierze się z tego, że w tym roku symboliczna 30stka, znajomi pożenieni albo mają terminy - na ten rok zresztą, a ja tu taki kryzys.... Jak przekazywałam znajomym wiadomość to wszyscy szok - za taki wzór pary nas mieli. Szkoda gadać. Na ten tydzień wyznaczyłam sobie cel - nie kontaktować się z nim ani raz. Tak sobie myślę, że w mojej sytuacji metoda małych kroczków jest potrzebna:/
Brawo! Przypilnujemy Ciebie żebyś realizowała swoje małe cele, A jak będziesz miała kryzys to koniecznie odzywaj się na forum - będziemy radzić
Powodzenia
Dzięki:) moje koleżanki cały czas powtarzają, że muszę zerwać kontakt. Sama czuję,że to mnie pogrąża, ale czasem jest tak, że jak bliskie osoby coś mówią, to nie bardzo chcesz coś przyjąć. Dopiero jak zaczęłam czytać to forum to widzę, że setki kobiet takich jak ja mają historie jak moje, popełniają te same błędy ale jakoś wychodzą na prostą. Tak naprawdę cały dzień czytania tego forum powstrzymał mnie dziś przed telefonem do niego...
Mam nadzieję że wytrwam cały tydzień:)
12 2014-03-16 22:53:27 Ostatnio edytowany przez adelell (2014-03-16 22:54:15)
czytam forum i widzę w linku... swoją historię
wow :-)
ja mam 28 lat, w tym roku będę miała 29, też się zastanawiam nad biegiem czasu.... że on płynie, że większość znajomych już w zalegalizowanych związkach, i przyznam szczerze że również mnie to strasznie męczy...
wtedy myślałam że trafiłam na mężczyznę swojego życia, teraz dotarło do mnie że wcale tak nie było. Jutro miną dokładnie 3 miesiące od mojego rozstania. Wiele w tym czasie się wydarzyło, wiele było bardzo złych chwil. Ale też wiele dobrych. Wiem że jeszcze przez jakiś czas nie będę mogła komuś zaufać bo całą siebie oddałam i zostałam za to porządnie skarcona. Bolało strasznie. I chyba jeszcze nadal boli. Trochę.
Staram się o tym nie myśleć ale wiadomo, nie zawsze się tak da. Tylko że teraz W KOŃCU powoli dostrzegam że on nie był takim ideałem za jakiego go uważałam. Trafiłam na osobę która jeszcze nie wie czego chce (chociaż ma 30 lat). Zauważyłam również że ciężko jest poznać osobę z którą można zacząć się spotykać na poważnie. Ponieważ raz że brak zaufania, dwa - że się porównuje nową osobę do swojego ex.
Czas pokaże jaki los na mnie czeka. A tymczasem na kartce zapisałam sobie cele jakie chcę osiągnąć w tym roku i do tego dążę z całych sił - na tym się skupiam.
Ty również wyznacz sobie cele ale nie związane z ex - rób coś dla siebie a nie dla niego bo to Ty jesteś najważniejszą osobą a nie on. Jak Ty będziesz szczęśliwa to inni też będą to widzieć.
Ja sobie tłumaczę że moje rozstanie musiało nastąpić z tego względu że los ma dla mnie w zanadrzu coś lepszego, a angażując się w związek z moim byłym definitywnie (ślub, dzieci itp) sama siebie bym zniszczyła. Także... tak po prostu miało być. Moi znajomi go nie lubili, bracia również - to jednak coś znaczy. A to że ja miałam klapki na oczach to zupełnie inna sprawa.
Głowa do góry, będzie dobrze, MUSI ![]()
Hej adelell widzę, że z Twojego posta przebija dużo pozytywnej energii. Mam nadzieję, że też będę mogła za jakiś czas z optymizmem spojrzeć w przyszłość. A jak to było u Ciebie? Kontakt zerwany czy jeszcze jakieś próby z jego strony się pojawiały. Bo ja w tym cały szaleństwie walczę nie tylko z rozczarowaniem po związku i z jakimś absurdalnym poczuciem winy..
Skoro powiedział Ci że to nie Twoja wina i widać wyraźnie że on nie dojrzał do do tego, żeby myśleć o wspólnej przyszłości - to nie masz prawa obarczać siebie winą! Możesz to jakoś uzasadnić?
15 2014-03-16 23:32:17 Ostatnio edytowany przez adelell (2014-03-16 23:37:05)
Dwa tyg temu napisał mi maila z przeprosinami i prośbą o spotkanie.
Nie odpisałam. Zamknęłam ten temat definitywnie bo zauważyłam że jak on się odzywa, to ja na drugi dzień łapałam strasznego doła. Teraz z jego strony nastała cisza, szuka kogoś nowego na portalu randkowym. Niech szuka. Tam jest jedna szansa na 1000 że się znajdzie kogoś konkretnego. Wiem że jeszcze się odezwie w jakiś sposób (zablokowałam go na wszystkie możliwe sposoby - w tel, na mailu dodałam jego wiadomości do spamu, na facebooku, do pracy wchodzę innym wejściem). Niestety zna mój adres ale już niedługo się przeprowadzam do nowego mieszkania więc i tego nie będzie miał.
Również miałam poczucie winy że rozpad nastąpił z mojego powodu. Bo to ja zawiniłam, powinnam być lepsza, mądrzejsza, ładniejsza. Bla bla bla. Dam Ci dobrą radę - jeżeli się czymś obarczasz to czy on Ci o tym mówił ? Jeżeli tak i tego nie zmieniałaś to owszem, można się obwiniać. Ale jeżeli z jego strony nie było o niczym słowa to po prostu sama sobie wymyślasz różne rzeczy. A i tak nawet jak wszystko byś zmieniła i była idealna, to w niczym by to nie pomogło.
Przejdzie Ci - z czasem. Jak w końcu odżyjesz i zobaczysz że jest masa mężczyzn która zwraca na Ciebie uwagę. A do niego dotrze co stracił, tylko to nastąpi po jakimś czasie. Tak to już jest że jak my się pozbieramy, to do nich dopiero zaczyna docierać co utracili. O ile same damy zauważyć im tę stratę - ucinając zupełnie kontakt...
Hej, wczoraj mój ex zadzwonił i zapytał czy nie mam ochoty wracając z pracy wstąpić do niego na obiad, że coś by dla mnie ugotował... no wiecie na zasadzie koleżeńskiego spotkania i pogawędki.. Zebrałam się w sobie i powiedziałam mu, że nie możemy udawać, że nic się nie stało i tak po prostu zostać przyjaciółmi. Widywać się, rozmawiać jak gdyby między nami nie było tych wspólnych lat. Powiedziałam mu, że przyjaźń to nie jest coś co ja mu mogę dać. Skoro podjął decyzję o rozstaniu to musi się liczyć ze wszystkimi jej konsekwencjami, również utratą mnie na poziomie przyjacielskim. Ciężko mi było:( ale powiedziałam sobie, że bez tego ja cały czas będę w takim niby-związku nie związku i on mnie będzie miał dale na wyciągnięcie ręki. A przecież nie o to rozstaniu chodzi, żeby on miał kumpelę a ja wiecznego doła.
Ech ciężkie to ale mam nadzieję wytrwać!
Picea mam wrażenie, że ja mam poczuci winy, że nie mogę dać mu przyjaźni o którą prosi tak a propos mojego najnowszego posta. Ja wiem, że to chore. Wiem, że na jego punkcie mam fioła i muszę z tym walczyć!
Chat Noir jego zachowanie skojarzyło mi się z psem ogrodnika ''sam nie chce ale innemu nie da''.
Ty będziesz miała serwowaną huśtawkę emocji, bo on cię będzie tymi obiadkami i prezentami trzymał w ''rezerwie'', Jesteś jego zapleczem jakby nic ciekawszego się nie pojawiło na horyzoncie, to będzie chciał wrócić (ułatwia ewentualny powrót takim właśnie zachowaniem). Odpuści sobie jak tylko znajdzie kogoś ciekawszego. A ty po tym bardziej się nie pozbierasz.
Ja myślę, że on przez lata nie wiedział czy chce ze mną być i nad tym się zastanawiał. Teraz dla odmiany on nie wie czy na pewno chce ze mną "nie być". Jak tak sobie to wszystko piszę i czytam to mam wrażenie, że widzę absurdalność tej sytuacji. Wcześniej nie patrzyłam na to w ten sposób.
Tak pisanie pomaga nabrać dystansu. Jesteś dzielna. Brawo z Twoją reakcję. Jesteśmy tu po to, żeby Ciebie wspierać. Jak wyskoczy z tekstem o przyjaźni to powiedz, że bardzo trudno o prawdziwego przyjaciela i że nie wierzysz w przyjaźń damsko-męską, bo ona kończy się w łóżku, a wy to już przerabialiście.
Hej, wczoraj mój ex zadzwonił i zapytał czy nie mam ochoty wracając z pracy wstąpić do niego na obiad, że coś by dla mnie ugotował... no wiecie na zasadzie koleżeńskiego spotkania i pogawędki.. Zebrałam się w sobie i powiedziałam mu, że nie możemy udawać, że nic się nie stało i tak po prostu zostać przyjaciółmi. Widywać się, rozmawiać jak gdyby między nami nie było tych wspólnych lat. Powiedziałam mu, że przyjaźń to nie jest coś co ja mu mogę dać. Skoro podjął decyzję o rozstaniu to musi się liczyć ze wszystkimi jej konsekwencjami, również utratą mnie na poziomie przyjacielskim. Ciężko mi było:( ale powiedziałam sobie, że bez tego ja cały czas będę w takim niby-związku nie związku i on mnie będzie miał dale na wyciągnięcie ręki. A przecież nie o to rozstaniu chodzi, żeby on miał kumpelę a ja wiecznego doła.
Ech ciężkie to ale mam nadzieję wytrwać!
Brawo
bardzo dobrze zrobiłaś, uwierz zgodzenie się na proponowany przez niego układ, byłby dla Ciebie okropną męczarnią, (wiem bo ja byłam młoda głupia i na coś podobnego przystałam męczyłam się 4 lata az zostawil mnie dla innej)jak mówiło pare osób tutaj, traktuje Cie jako otwarta furtke, do ktorej zawsze moze wrocic, gdyby nie trafil mu sie nikt lepszy.
Trzymaj się mocno.
Ja myślę, że on przez lata nie wiedział czy chce ze mną być i nad tym się zastanawiał. Teraz dla odmiany on nie wie czy na pewno chce ze mną "nie być". Jak tak sobie to wszystko piszę i czytam to mam wrażenie, że widzę absurdalność tej sytuacji. Wcześniej nie patrzyłam na to w ten sposób.
i chciałabyś być z kimś takim kto nie wiedział czy chce z Tobą być, przecież po ślubie, za 10, 20 lat to by się i tak rypło z wielkim hukiem.
stokrotka1978 chat noir ma niewiarygodne szczęście tylko jeszcze z tego nie zdała sobie sprawy. Bo za te 10, 20 lat gdyby jej taki numer wywinął cierpiała by nie tylko ona, ale i dzieci. Nie mówiąc już o koszmarze rozwodu.
Chat noir powiedz mu, że spotykasz się z kimś. Ciekawe jakby zareagował. Czy teoria ''psa ogrodnika'' nasiliłaby się?
)
Chat Noir jego zachowanie skojarzyło mi się z psem ogrodnika ''sam nie chce ale innemu nie da''.
Ty będziesz miała serwowaną huśtawkę emocji, bo on cię będzie tymi obiadkami i prezentami trzymał w ''rezerwie'', Jesteś jego zapleczem jakby nic ciekawszego się nie pojawiło na horyzoncie, to będzie chciał wrócić (ułatwia ewentualny powrót takim właśnie zachowaniem). Odpuści sobie jak tylko znajdzie kogoś ciekawszego. A ty po tym bardziej się nie pozbierasz.
Zgadzam sie.
Byc moze nawet nie bedzie chcial wrocic, ale do poki nie ma innej to zapewne przyda sie od czasu do czasu taka ,,przyjaciolka" do rozladowania nadmoaru energi seksualnej.
Chat Noir, nie daj sie a nie dlugo on bedzie latal za toba jak piesek...
moze nie po to zeby z Toba rodzine zalozyc,
ale zeby Cie zdobyc, poczuc sie lepiej ze nadal jest panem sytuacji.
Właśnie rozmawiałam z przyjaciółką, która wpadła na mojego eks... mój mały plan zrealizowałam. Po tym jak oznajmiłam mu, że nie możemy być przyjaciółmi dla siebie po tym co nas łączyło, z jego strony nastała cisza. Z mojej też. Ale mojej koleżance powiedział, że szanuje i rozumie moją decyzję o braku kontaktu i mam do niej prawo... i jak to usłyszałam to wpadłam we wściekłość! On szanuje moją decyzję?! mój wybór?! Jaki mój wybór? Mój wybór to było życie z nim! Życie osobno to jego wybór! Ja tylko go uskuteczniłam! Mam ochotę zadzwonić i mu powiedzieć, że chyba się mu coś pomieszało! ale się powstrzymuję. Pierwszy raz od rozstania jestem wściekła. Co za bezsens. To nie był mój wybór, czego on w tym nie rozumie? Dziewczyny pomóżcie bo mnie trafi! Powinnam się po czymś takim z nim kontaktować i mu wygarnąć czy lepiej trzymać się braku kontaktu?
26 2014-03-22 11:35:40 Ostatnio edytowany przez Leila01 (2014-03-22 11:36:43)
Właśnie rozmawiałam z przyjaciółką, która wpadła na mojego eks... mój mały plan zrealizowałam. Po tym jak oznajmiłam mu, że nie możemy być przyjaciółmi dla siebie po tym co nas łączyło, z jego strony nastała cisza. Z mojej też. Ale mojej koleżance powiedział, że szanuje i rozumie moją decyzję o braku kontaktu i mam do niej prawo... i jak to usłyszałam to wpadłam we wściekłość! On szanuje moją decyzję?! mój wybór?! Jaki mój wybór? Mój wybór to było życie z nim! Życie osobno to jego wybór! Ja tylko go uskuteczniłam! Mam ochotę zadzwonić i mu powiedzieć, że chyba się mu coś pomieszało! ale się powstrzymuję. Pierwszy raz od rozstania jestem wściekła. Co za bezsens. To nie był mój wybór, czego on w tym nie rozumie? Dziewczyny pomóżcie bo mnie trafi! Powinnam się po czymś takim z nim kontaktować i mu wygarnąć czy lepiej trzymać się braku kontaktu?
Nie kontaktuj się z nim.
Zrozum, że on chciał tylko przyjaźni, której nie możesz mu dać.
On wie, zakończył związek, ale zrozumiał, że Ty zakończyłaś przyjaźń.
Szanuje to.
Nie denerwuj się bo to niczego nie da.
Emocje nadal Tobą rządzą. Wiem, że jest Ci okropnie przykro, że boli, ale takie paskudne jest już życie.
Uważam, że mimo wszystko uczciwie postąpił... Był szczery.
Taaaa Chat Noir ładnie to załatwił. Wychodzi na to, że jesteś winna rozpadowi związku. Faceci umieją odwracać kota ogonem.
Albo znając ciebie wiedział, że będziesz się z nim kontaktować by sprawę wyprostować.
Czy ty jak on zerwał z tobą błagałaś go o powrót? Co mu mówiłaś jak odchodził? Dzwoniłaś do niego, że chcesz aby wrócił?
Przyznaję, że po jego odejściu miałam parę dni gdzie robiłam cyrk (przynajmniej teraz tak to umiem nazwać). Płakałam, mówiłam, że nie dam rady się z tym pogodzić, żeby wrócił jeżeli chodź trochę mnie kocha.... teraz z perspektywy czasu wstydzę się tego, ale czasu nie cofnę. Ważne, że poszłam po rozum do głowy. Teraz poczułam się jakby to on był stroną pokrzywdzoną. A może jednak Leila ma rację i źle to odbieram. Może on po prostu zrozumiał, że nie tylko związek ale znajomość się zakończyła. Jestem w rozterce. Po prostu to wszystko jest świeże i skomplikowane.
Witaj
1. Powinnaś docenić fakt, że gość Cię nie zwodził jeszcze parę lat. 7 lat jakby w plecy, ale 7 to nie 12.
2. Macie inne priorytety Ty chcesz już stabilizacji on nie koniecznie.
3. Odchorujesz tą relację i zaczniesz zabawę w poszukiwania TEGO człowieka od nowa.
4. Słusznie ucięłaś kontakt, bo po co się męczyć widokiem zawiedzionych nadziei.
Pzdr
@Chat Noir, jak musisz pocisnąć to weź kartkę i długopis, wyrzuć z siebie to co Cię boli, a później spal kartkę. Nie warto się z nim kontaktować. Moja metoda jest bardziej ekologiczna ![]()
Chat Noir ... bardzo Ci współczuję, bo wiem doskonale jak to boli, kiedy ktoś zostawia, bo się okazuje nagle, że jest niepewny, nie wie czego chce itd.
Nie wstydź się, że na początku reagowałaś płaczem, prosiłaś itd. to ludzkie i naturalne, że się reaguje właśnie w ten sposób. Przecież kochasz i chcesz być z tą osobą.
Jak przetrwać rozstanie ? Tak, jak radzą Ci tutaj dziewczyny urwij całkowicie kontakt. Ja wiem, że to trudne. Mnie były zostawił po 3 latach ( zostałam w obcym państwie do którego oboje zdecydowaliśmy się przeprowadzić, bez pracy, bo zdecydowaliśmy,że to on pierwszy znajdzie, w mieście gdzie znałam tylko jedną osobę , dwa tygodnie przed planowaną wspólną przeprowadzką wywinął mi taki numer ! ). Było mi strasznie ciężko, okropnie cierpiałam, rozchorowałam się ale ... bardzo szybko urwałam kontakt. Zero smsów, maili itd. On on pisał i pieprzył, jak to mnie kocha, ale nie może mi niczego zaoferować, w odwiedziny chciał przyjeżdżać, na wesele mnie do siebie do rodziny zapraszał. Bla bla bla. W końcu mu musiałam napisać, żeby mi dał spokój.
Nie daj się zmanipulować. On się teraz przymila, bo mnie znalazł jeszcze tej, która zastąpi Ciebie. Nie pozwól mu, żeby zranił Cię jeszcze bardziej. Skoro po 7 latach nie może się zdeklarować nie licz, że zrobi to teraz.
Zajmij się czymś, często wychodź, może zapisz się na jakiś kurs na którym poznasz jakieś nowe osoby. Ja wiem, że i tak będziesz myślała, ale mimo wszystko pomoże to trochę do czasu, aż nie poradzisz sobie z bólem. Ja pomimo tego, że rozstałam się z byłym ponad rok temu nadal czasem budzę się z myślą o nim. Jest to już jednak zupełnie inne myślenie jak rok temu. Zorganizowałam sobie życie w miejscu, w którym zostałam i jakoś poradziłam sobie. My, kobiety jesteśmy silne.
Za kilka miesięcy zobaczysz, że życie bez niego też może być ciekawe. Zaczniesz myśleć o przyszłości, w której już nie będzie jego.
Póki co trzymaj się i bądź silna. Pozdrawiam i przytulak.
32 2014-03-22 21:52:51 Ostatnio edytowany przez m_aggie (2014-03-22 21:54:28)
Chat Noir, mój związek też niedawno rozpadł się po 7 latach, więc wiem co teraz przeżywasz. Również zawalił mi się cały świat. Wiem, że teraz jest Ci strasznie ciężko, ale będzie lepiej, uwierz mi
Nie masz na co czekać. To już nie jest rozchwiany emocjonalnie nastolatek, tylko dorosły facet, który powinien wiedzieć czego chce. Pomysł z zapisywaniem rzeczy na kartce bardzo dobry, u mnie zadziałał
Spisz sobie wszystkie błędy jakie popełniłaś, a których nie chcesz już popełnić. Dodaj wszystkie rzeczy, które powodują u Ciebie frustrację, złość, a później spal. Na drugiej kartce, zapisz, co w tym roku planujesz zrobić, co chcesz zmienić w sowim życiu. Zaplanuj sobie jakiś kurs, znalezienie nowego lub kontynuację starego hobby i tą kartkę zostaw w widocznym miejscu, żebyś nie zapomniała o swoich postanowieniach. Przede wszystkim tak jak pisano wyżej zakończ, jak najszybciej kontakt, zabierz swoje rzeczy z mieszkania. Jeśli Ci to pomoże, to schowaj do kartonu przedmioty, które Ci o nim przypominają, wspólne zdjęcia itp. Nie zapomnisz od razu, będą pojawiać się wspomnienia, chwile słabości. Po tylu latach jest o tyle trudniej, że oprócz miłości, jest mnóstwo wspomnień i przyzwyczajeń. Dlatego musisz sobie dobrze zorganizować dzień, żeby nie mieć czasu na rozpamiętywanie. I absolutnie nie zgadzaj się na przyjaźń. W tej sytuacji to najgorsze co mogłabyś zrobić. Będziesz go widywać i jednocześnie rozdrapywać rany.
Dasz radę. Mnie się udało, to i Tobie się uda! ![]()
Pomysł z zapisywaniem rzeczy na kartce bardzo dobry, u mnie zadziałał
Spisz sobie wszystkie błędy jakie popełniłaś, a których nie chcesz już popełnić. Dodaj wszystkie rzeczy, które powodują u Ciebie frustrację, złość, a później spal.
Skoro jest zainteresowanie to dodam, że można to potraktować jak rytuał oczyszczania. Najpierw trzeba mu solidnie pocisnąć, wyrazić emocje, wyżalić się, opisać sytuacje, które nie są do końca pozałatwiane np.: wspólne plany na wakacje, jakaś obietnica z tym związana i je uporządkować, a później spalić kartkę z intencją oczyszczenia relacji. Jak ktoś wierzy w siłę wyższą np.: boga to można się do niego zwrócić prosząc o oczyszczenie.
Wracając do tematu - Jeździcie po tych facetach, że nie wiedzą czego chcą, odchodzą, marnują Wam życie itp., ale to wszystko nie wydarzyłoby się gdybyście wiedziały czego chcecie od życia i to egzekwowały. Naprawdę nie potrzeba 7 lat, żeby sprawdzić faceta. Przeważnie 2 lata w zupełności wystarczy, żeby się poznać szczególnie jak się razem mieszka. Zakładając, że mu zależy, ale jest niezdecydowany to się ogarnie po tym jak poczuje, że możecie odejść. Jeżeli taka groźba istnieje, wyprowadzacie się czy dajecie do zrozumienia jakie macie oczekiwania, a na nim to nie robi wrażenia to znaczy, że jest z Wami tylko z wygody, czyli stały dostęp do seksu, jedzenie podane na stół, wszystko w domu zrobione itp.