Znamy się z dobre 4 lata z przerwą 2 lat (ze względu na jego trudną sytuację rodzinną musiał zmienić szkołę). Teraz oboje mamy po 22 lata i w zeszłym roku w październiku między nami coś zaiskrzyło. Okazało się, że podobałam mu się od dawna, ale byłam otoczona zbyt dużą ilością adoratorów i stwierdził, że sobie odpuści. Później jak się okazało przy każdym spotkaniu ze znajomymi cieszył się, że mnie widzi. Miłość rozkwitła, w dość szybkim czasie poznałam jego rodziców, siostrę, przyjaciół. Jeśli chodzi o kłótnie to było ich na prawdę mało. A jeśli były to tylko o pierdoły, bo pod wieloma względami byliśmy tacy sami. Te same poglądy polityczne, upodobania kulinarne. Związek pełen czułości i no nie powiem. Nie mogło mu niczego brakować. Zaakceptowałam wszystkie jego wady. On moje też. Często mi nawet powtarzał z uśmiechem " ..... ale i tak Cię Kocham". I nagle buch. Po 8 miesiącach relacje się ochłodziły. Byłam ciekawa co się dzieje. Mówił, że wszystko w porządku i że nic się złego nie dzieje i że to praca. Chociaż nigdy tego nie robiłam swoim byłym partnerom... sprawdziłam jego telefon a tam... smsy z inną. Nie były jakieś erotyczne ale można było podciągnąć pod flirt. Zwykłe smsy z domieszką "fajnie by było z Tobą gdzieś pojechać". Kiedy mu to wszystko wygarnęłam zrobił się malutki. Sam nadstawił się, abym mu dała w twarz i powiedział, że to naprawi. W sferze łóżkowej jak dawniej był czuły i niezawodny. Jednak częściej się zaczęliśmy kłócić.Głównie o to, że rzadziej wychodzimy. Stwierdziłam, że go oleję. Olałam go przez cały weekend. Częściej dzwonił pisał niż wcześniej a jak się spotkaliśmy powiedział, że tęsknił i zabrał mnie do siebie. Wszystko było jak kiedyś. Zbliżał się mój wyjazd nad morze planowany wcześniej i on dobrze o tym wiedział. Zwinęłam się i wyjechałam zostawiając go. Zabrał mnie ostatniego dnia przed moim tygodniowym wyjazdem do kina. A przez wyjazd znów był chłodny. Czepiał się o pierdoły. Kiedy wróciłam obwieścił mi patrząc mi w oczy, że za bardzo mnie ranił tamtymi sms'am, naobiecywał tyle rzeczy, zatracił się w pracy, płakał przy tym rzewnie mówiąc, że mnie nadal Kocha i nie chce patrzeć na moją krzywdę. Że to dlatego koniec. Z wyjściem ode mnie zbierał się z 20 minut, pomimo, że rozmowa trwała 10. Spytał, czy moglibyśmy się spotkać niedługo na koleżeńskich relacjach ale odmówiłam. Czy Waszym zdaniem ściemniał?
Podobne tematy
ściemniał z czym?
Że mnie kocha i z tym płaczem. Nie znam facetów aż tak dobrze, żeby ocenić czy są dobrymi aktorami.
Ale zerwaliście ze sobą? Było dobrze, wróciłaś z podroży i zaczął się tak kajać?
No zerwaliśmy, powiedział, że miał czas na przemyślenia i stwierdził, że nie chce mnie dalej krzywdzić - ale z tą gadką "nadal Cię Kocham" to mnie rozwalił, bo sama nie wiem co mam o tym myśleć.
Że mnie kocha i z tym płaczem. Nie znam facetów aż tak dobrze, żeby ocenić czy są dobrymi aktorami.
Dlaczego chcesz z nim być? Bo opisujesz wasz związek w większości jako negatywny, niestabilny, nie możecie się dogadać ze sobą.
No zerwaliśmy, powiedział, że miał czas na przemyślenia i stwierdził, że nie chce mnie dalej krzywdzić - ale z tą gadką "nadal Cię Kocham" to mnie rozwalił, bo sama nie wiem co mam o tym myśleć.
Jakby Cię kochał to by z Tobą był. To co mówił nie ma znaczenia.
Dziękuję za radę, bo zrobił mi sieczkę z mózgu tym tekstem.
W takim razie też myślę jak poprzedniczka