netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Opowieść dla wytrwałych. Co z tą miłością?

1 odpowiedź1 947 wyświetleńzałożony przez alexandria, 20.07.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Opowieść dla wytrwałych. Co z tą miłością?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 ]

1

Temat: Opowieść dla wytrwałych. Co z tą miłością?

Witam wszystkie użytkowniczki i użytkowników. smile Jestem tu nowa i postanowiłam, że poradzę się Was w kwestii uczuciowej. Jest tu zapewne milion podobnych wątków, jednak postanowiłam opisać i swoją historię. Dodałam ten wątek do działu "trudna miłość" bo taka właśnie chyba jest moja. Zacznijmy.

Mam 20 lat. Zakochana byłam 2 razy. Pierwszy raz w wieku 17 lat, to była miłość od pierwszego wejrzenia, mocna, czułam przyciąganie niesamowite do tego chłopaka, jak magnes, chyba to ze względu, że to pierwsza taka miłość. Kiedy ze mną zerwał (zdradził mnie i stwierdził, że nasz związek nie ma sensu, bo mnie nie kocha) było ze mną tragicznie, wiadome. Nie mogłam się pozbierać, po 4 miesiącach poznałam kogoś nowego. Dzięki nowej znajomości odbiłam się od tego mojego uczuciowego dna, ale cholernie bałam się wejść w coś nowego. Z nowym wybrankiem zaczęły się spotkania, spotykaliśmy się też około 4 miesięcy i zaczęliśmy być razem, po prostu. Nie było żadnych dat upamiętniających nasze "bycie razem" stwierdził, że mnie kocha i to jest najważniejsze. Ja pierwsza powiedziałam "kocham Cię". On wtedy mnie przytulił i też to powiedział.

Co to była za miłość. Wszyscy nam mówili, że nie widzą nikogo innego jak NAS razem, że jesteśmy sobie przeznaczeni, że tworzymy jedność i bardzo do siebie pasujemy. Szczerze się przyznam, że początkowo to nie była taka miłość jak ta pierwsza. Nie była tak szalona, nagła, nie czułam od początku że kocham go nad życie. To był mój błąd, kiedy pierwsza powiedziałam, że go kocham. Czułam bardzo dużo, jednak nie wiem czy na etapie miłości. Potem wszystko uległo zmianie, bardzo go pokochałam, świata poza nim nie widziałam. Jednak czuło się, że to on kocha mnie mocniej tak czy tak. Kiedy poszedł do nowej szkoły wszystko zaczęło się psuć. Wtedy zostałam rzucona po raz 2. Stwierdził, że to nie jest to co na początku. Miesiącami zadawałam sobie pytanie: dlaczego? Z dnia na dzień w sumie. Zerwał ze mną, a ja głupia próbowałam to naprawiać na siłę. Dopiero jakiś czas temu doszłam do wniosku, że to było cholernie głupie, a skoro mnie zostawił, bo nie pokocha mnie na nowo, nie zmuszę go do związku. Było ze mną bardzo źle. Nie mogłam nic jeść, miałam ściśnięty żołądek. W tym czasie osłabienia psychicznego okazało się, że choruję na chorobę Hashimoto (przewlekłe zapalenie tarczycy), niby da się z tym żyć, jednak objawy nieleczonej do tamtej pory choroby dały mi nieźle w kość. Jednak nie o chorobie tu mowa, jedziemy dalej.

Przez około 8 miesięcy nie mogłam zapomnieć o nim. Oczywiście miałam fazy, że już go nie kocham, że zapomniałam. Jednak żyłam jakiś czas w przekonaniu, że teraz nie czas na związek, że czas się wyszaleć, że czas po prostu żyć tak jak chciałam zawsze. Przez ten okres po związkowy oczywiście miałam WYWALONE na cały wszechświat, jolo, miłość to niewola, płacz i zgrzytanie pochwy. Straszny, okrutny wstręt do związków generalnie. Do czasu.

Pod koniec maja bieżącego roku poznałam rok młodszego ode mnie chłopaka. Ułożony, cichy, po prostu porządny chłopak. Jego priorytetem nie było zmacanie mnie na pierwszym spotkaniu. On wcześniej nie miał żadnej poważnej dziewczyny, więc tematy uczuciowo-seksualne, że tak to niezgrabnie nazwę były dla niego nieznane. Nie neguję tego oczywiście chociaż czasami kiedy spotykaliśmy się czułam potrzebę przytulenia, a on nic jakby bał się, że coś zepsuje, że coś mi zrobi, nie wiem. Whatever. Znamy się od 24 maja, od tamtej pory codziennie piszemy, no i już w sumie się spotykamy. Czujemy, że znamy się od zawsze. On jest troskliwy, powiedział mi że mu bardzo zależy na mnie, że nie mówi mi co do mnie czuje przez to, że wcześniej się sparzyłam i nie chce mnie stracić. Generalnie czuję, że mogłabym stworzyć z nim fajny, stały związek. No, ale tu teraz jest ten problem. Co z tą miłością? Ja czuję do niego coś, jednak nie jest to miłość na pewno. Nie chcę z nim urywać kontaktu, ponieważ, nie jest tak, że nic nie czuję, zależy mi na nim, ale powtarza się sytuacja taka sama jak z poprzednim chłopakiem. On czuje więcej i bardziej. Nie wiem co robić, czy pozwolić tej miłości samej jakoś we mnie się wytworzyć (jak to idiotycznie brzmi, ale no nie wiem w jaki inny sposób to przekazać Wam), czy czekać na tą miłość od pierwszego wejrzenia, tą szaloną. Muszę Wam powiedzieć, że z tym poprzednim chłopakiem też tak było, że na początku nic, a potem cholernie go pokochałam. Dlatego już od tych 2 miesięcy zadaje sobie pytania i mam taki bałagan w głowie, że o boziu. Chciałabym się tak zakochać, oczywiste jednak nie chcę odtrącać tego co dał mi los. Kiedy poznałam obecnego towarzysza spotkań (:D) coś we mnie się ruszyło, spodobało mi się to, że jest taki tajemniczy, nieśmiały. I tutaj się właśnie od siebie różnimy, ja gadam jak potłuczona, on nic, ja się wkurwiam bo on nic, a on się smuci, że ja się wkurwiam i mówi "no ale co ja mam powiedzieć?".

Wytrwałym gratuluję, dziękuję za wysłuchanie/przeczytanie i napiszcie jeśli macie ochotę co o tym sądzicie, albo czy Wy mieliście/miałyście taką podobną sytuację. Jeszcze raz dzięki i pozdrawiam.
Alexandria

2

Odp: Opowieść dla wytrwałych. Co z tą miłością?

Nasz dopiero 20 lat, spotkasz jeszcze kogoś,  do kogo poczujesz chemię i z wzajemnością, czego Ci życzę. Jeśli nie czujesz niczego szczególnego, po za sympatią, do nowego chłopaka, nie wchodź z nim w bliższe relacje, nic na siłę.

Posty [ 2 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Opowieść dla wytrwałych. Co z tą miłością?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026