Ze mną jest coś nie tak. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Ze mną jest coś nie tak.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 ]

Temat: Ze mną jest coś nie tak.

Witam wszystkich. Zbierałem się aby to napisac od długiego czasu, a teraz nawet nie wiem od czego zacząc big_smile
Zacznijmy od tego, że jestem chłopakiem i chyba jestem straszną cipą. Mam kilka problemów z którymi nie mogę sobie poradzic. Już od podstawówki pamiętam , że miałem problemy z poznawaniem nowych osób, ale mimo to w jakiś tam sposób przez całą podstawówkę miałem kumpli i koleżanki. Zawsze miałem z kim wyjśc gdzieś się pobawic itd.(ale dziewczyny nie miałem)  Potem nadeszło gimnazjum. Przeniosłem się do niego z paczką z podstawówki więc nadal miałem z kim rozmawiac itd. Jakoś tam razem ze znajomymi zaczeliśmy wychodzic na dwór z koleżankami z klasy. Pod koniec 2 klasy kolega zakochał się w jednej dziewczynie. Był to mój najlepszy przyjaciel. Nie wiem co mu odbiło, ale stwierdził, że zarywam do jego dziewczyny (nigdy w życiu! Nie dośc, że była zajęta przez niego to jeszcze kompletnie nie była w moim guście!) No i w ten sposób zaczeliśmy coraz mniej ze sobą rozmawiac. Z resztą kumpli z podstawówki nadal się kumplowałem, ale oni dostali jakiegoś bzika na punkcie gier komputerowych. Ja miałem bardzo słaby komputer i nie mogłem grac w te gry co oni. Dodatkowo zakumplowałem się z dwoma chłopakami z klasy. Tamci cały czas rozmawiali o grach, zaczeli oglądac jakieś lets player na youtube (czy coś takiego, dosyc popularne to się stało teraz xd ), a ja kompletnie nie wiedziałem o czym mówią, więc coraz bardziej kierowałem się w kierunku tamtych dwóch kumpli. Z biegiem czasu już prawie w ogóle nie rozmawiałem z kumplami z podstawówki bo nie miałem o czym(za to z jednym z nowo poznałych przyjaźnie się do dziś, chodzimy w technikum do jednej klasy). Tak straciłem kumpli z którymi wcześniej wychodziłem na dwór. Z nowymi też wychodziłem czasami, no ale idźmy dalej.
Będąc w gimnazjum przytyłem, ale mimo to dziewczyny mnie chyba bardzo lubiły. Chciały ze mną rozmawiac. do kilku miałem ochotę pozarywac w jednej chyba naprawdę się zakochałem bo myślełem o niej dzień w dzień przez kilka lat. Ona się do mnie ciągle uśmiechała itd Ale co z tego skoro byłem i jestem taką cipą, że nie potrafiłem z nią rozmawiac. I tu pojawia się mój pierwszy problem. Widzicie, to nie jest tak, że ja nie mam o czym gadac. Mogę nawijac cały czas ALE na chatach,gg,fejsie a jak stoje przed kimś to ni chuj. Z chłopakami coś tam sobie radzę (aktualnie w gimnazjum nie potrafiłem gadac nawet z chłopakami). Bardzo ciężko było mi znaleźc nowych znajomych i tak jest do tej pory. Byłem też strachliwy. Nie potrafiłem się postawic. Byłem słaby. I to był bardzo duży problem w pierwszym technikum do którego poszedłem.
To był koszmar. Zostałem tzw klasowym kozłem ofiarnym. Kilku chłopaków ciągle mi cisneło, śmiali się ze mnie itd A ja byłem taką cipą że nie potrafiłem sobie poradzic. W klasie do której poszedłem nie znałem żadnej osoby a w szkole tylko jedną, ale widywałem się z nią rzadko (duża szkoła). Klasy była dosyc mocno podzielona i raczej nie było problemu abym przyłączył się do innej grupy, ale z powodu mojej ułomnej zdolności komunikowania się z innymi, nie potrafiłem tego zrobic. Zakumplowałem się z dwoma chłopakami. Z jednym często wychodziliśmy na wagarki (jedyny miły czas który wspominam w tamtej szkole! ), a z drugim trzymałem się w szkole. I nie, nie był podobny do mnie. Był rok starszy. Wysoki, umięśniony znał sporty walki itd. Zaproponował mi abym zaczął trenowac, ale do tego przejdziemy później. Było mi bardzo smutno, strasznie nie chciałem jeździc do szkoły, ale w domu też nie było jakoś ekstra. Mam starszą siostrę z którą mam dobre stosunki, ale jako że jestem tym młodszym to wiecie jak to jest. Rodzice co by nie było traktowali mnie jak kogoś kto nic nie potrafi zrobic. Siostra również. Tata miał i ma zwyczaj drobnego naśmiewania się z innych w wielu przypadkach ze mnie. Wcześniej mnie to tak nie dotykało, w tamtym momencie jak byłem taki rozbity, przyjechałem do domu i słuchałem jakiś żarcików to czułem się jeszcze gorzej. Zapomniałem o tym napisac, ale w gimnazjum rodzice kupili mi psa i w tym momencie (w tym w którym jesteśmy w tekscie) to była jedyna osoba(można tak napisac o psie? ) z którą wychodziłem na spacery. Iii były to bardzo długie spacery wychodziłem nawet na półtorej godziny. Chodziłęm z nim od tak bez celu i do teraz mi to pozostało big_smile Nie miałem kumpli z którymi mógłbym wyjśc na dwór. Nadal kumplowałem się z jednym z tych dwóch którego poznałem w gimnazjum, ale on (wtedy jak i teraz) nie przepadał za wychodzeniem z domu. Owszem raz na 3 tygodnie wyjdzie, ale ja zawsze lubiłem siedziec na dworku codziennie od rana do nocy.
No wrócmy do silnego kolegi poznanego w technikum. Zaczął on mi radzic abym zaczął trenowac. Ja od jakiegoś czasu też się tym zainteresowałem. Więc zacząłem robic cwiczenia (mówię o treningu mięśni) jakie znałem. Pompki przysiady miałem jakieś hantle. Ogólnie jak teraz na to patrze to trening był do dupy jak nie wiem co big_smile Ale wciągnąłem się w to.
Klasy nadal bardzo nie lubilem tak jak zawodu który wybrałem więc zmieniłem szkołę. Ten silny kolega mi powiedział, żebym tego nie robił bo w nowej szkole będę miał to samo. I wiecie co? Miał rację! Znalazło się kilku tzw klasowych rozrabiaków którzy zrobili sobie zemnie obiekt do żartów. Niektórzy inni z klasy to podłapali i też się ze mnie śmiali. (I znowu zapomniałem wspomniec - do tej samej klasy chodzi ten kolega z gimnazjum z którym się przyjaźnie) Trenowałem od niedawna więc raczej nie było dobrych wyników. Nadal byłem cipą. Nie potrafiłem się postawic. Nie potrafiłem znaleźc znajomych. Ale moim celem stało się odzyskac kontrolę. Poszedłem do normalej siłowni. I to był chyba jedno z najlepszych wyborów w moim życiu. W szkole mi cisneli. W domu trochę też. A w siłowni... Pełno umięśnionych ludzi, wielu naprawdę twardych. Wielu w siłowni chciało mi pomóc. Pokazywało jak trenowac. Rozmawiali ze mną. W siłowni zacząłem bywac codziennie. Rozmawiałem z nimi. Zakumplowałem się. Zdobyłem trochę mięśni. Ale niestety nadal pozostawałem cipą która nie potrafiła się obronic. W tym samym klubie fitness w którym trnowałem na siłowni przyszło zbawienie. Otworzyli sekcję sportów walki. Parę tygodnie może miesięcy trwało zanim tam poszedłem. Ale byłem już bardzo zdeterminowany. Tata kupił mi rękawize ochraniacze i zacząłem trenowac boks. W to również bardzo się wciągnąłem. Nadal nie potrafiłem się obronic. Ale ciągle trenowałem. To nic, że grupa była dla mnie troszkę z dupy. Trenowali tam ochroniarze, policjanci, bojówka klubu piłkarskiego i ja. Aleee każdy z nich chciał mi pomóc. Miałem i mam bardzo dobrego trenera. Prawdziwy twardziel :d Niedługo po rozpoczęciu boksu otworzyła się również sekcja kickbokserska. Na nią też chodziłem. Na siłownie chodziłem nadal. Byłem mocno zdeterminowany, aby stac się silniejszym i umiec się obronic. W końcu nadszedł czas w którym uznałem, że jestem dosyc twardy, aby dac sobie radę z oprawcami. Ale nie, nie pobiłem ich. Miałem zbyt silną blokadę psychiczną aby to zrobic. Ale w każdym bądź razie stawiałem się im. Odpowiadałem na ich zaczepki. Cały drżałem ze strachu jak to robiłem, ale umówmy się, że klasowi oprawcy to nie są żadni twardziele tylko cipy które obrażają innych aby się dowartościowac. Także zminił się mój wygląd. I znacznie zaczeła poprawiac się moja pewnośc siebie. Nie jestem jakiś mocno umięśniony (chyba za dużo sportów walki aby nabrac masy) Ale wyglądam raczej dobrze. Zacząłem się dobrze ubierac. Zacząłem się ubierac w CROPie Hausie itd (nie żebym był jakiś bogaty ale stac mnie aby raz na kilka miesięcy kupic coś ładnego). Zaczeła się również sekcja MMA co dało mi dodatkową motywację. Od niedawna trenuję też Brazylijskie ju jitsu. Trenuję już ponad półtora roku (sporty walki) i z 2,5 roku na siłowni. Czuję się bardzo dobrze w stójce. Bardzo zagłębiłem się również w tematy sportów walki i kulturystyki. Wiem wiele na ten temat czytałem książki itd no, ale nie ważne.
Wiem, że biję się dobrze ale nadal mam blokatę w mózgu. Nie potrafię tak poprostu kogoś uderzyc. Parę miesięcy temu zaczepił mnie jakiś pijany typek na ulicy mniej więcej w moim wieku z tekstem na chui(nie wiem czy mogę tu przeklinac więc niech to krótkie i będzie jako cenzura)  się gapisz. Ale jednak zyskałem pewnośc siebie i nie uciekałem po kątach tylko odpowiedziałem że tak mi się podoba itp zaczeliśmy się kłócic. Nie biłem się z nim ale i nie uciekłame a jestem pewien że gdyby doszło do walki to bym wygrał.
No ale idźmy dalej. Jestem dosyc pewny siebie mogę stanąc w miejscu publicznym przed lustrem i z zachwytem mówic "O ja ale kociak ", ale wiecie co? Nadal nie potrafię rozmawiac z ludźmi spotkanymi na ulicy. Jak ktoś jest w klubie to z nim rozmawiam. Głównie z chłopakami. Z niektórymi rozmawia mi się naprawde dobrze. Niezależnie od wieku. Ale poza klubami czuję się inaczej.
Jak ktoś do mnie mówi to nawet potrafię podtrzymac rozmowę( z chłopakiem) ale z dziewczyną? Odpowiadam krótko i się zwijam mimo że chciałbym z nią rozmawiac przez cały dzień xd Nadal nie mam znajomych z którymi mógłbym wyjsc gdzieś. Nie potrafię się przebic do żadnej grupki znajomych. I to jest mój kolejny problem ale znacznie większym są dziewczyny. Bardzo chciałbym miec dziewczyne. Uważam się raczej za przystojniaczka. Jestem raczej elegancko ubrany. Dziewczyny na ulicy uśmiechają się do mnie ale co z tego skoro jestem taką cipą, że nie potrafię nic do nich powiedziec!! Są sytuację, że siedzę w tramwaju, niedaleko dwie piękne dziewczyny uśmiechają się do mnie dają wyraźne sygnały a ja no ni chui.
Inn sytuacja idę z psem, patrzę super ładna dziewczyna, popatrzyłem się na nią, miajam ją i słyszę jak mówi do koleżanki "o ja ale super dupeczka" i wiecie co zrobiłem? ABSOLUTNIE NIC. Udałem , że tego nie słyszę. I coś z czego najbardziej nie mogę przecierpiec. Do mojej szkoły do technikum chodzi dziewczyna która mi się bardzo podoba. Nie mogę od niej oderwac oczu. I ona o tym wie. Często uśmiechała się do mnie jak widziała, że na nią patrzę. To jest szkoła do której chodzi mało dziewczyn, dlatego też nie bywa ona w grupach dziewczyn. Nie ma dookoła niej też wielu chłopaków. Czasami siedzi sama. Ale ja jestem zbyt dużą cipą aby cokolwiek zrobic!! Zauważyłem, że ona już wie, że pewnie jak będę obok niej przechodzic to wie, że się na nią spojrzę i w tym momencie patrzyła na mnie jak na idiotę którym zresztą jestem. No, ale nadal się do mnie uśmiecha i daje mi wyraźne komunikaty, że chciałaby ze mną porozmawiac i się zapoznac.
Czy moglibyście mi coś poradzic? Co mam robic. Mam jeszcze kilka problemów ale już nie mam weny do pisania. Ogólnie jestem trochę w dupie xd Proszę o pomoc sad

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Ze mną jest coś nie tak.

Idz do psychologa i z nim porozmawiaj. Nie nabierzesz pewnosci siebie jesli sie wkoncu nie przelamiesz... Musisz to zrobić i tyle,albo do konca zycia będziesz tak o sobie mowil.

Pamietaj aby nigdy nie zatracić siebie.Wszystko co masz pewnego w życiu to Ty sam.

Posty [ 2 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Ze mną jest coś nie tak.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021