Cześć. Mam pewien problem z którym nie mogę się poradzić. A więc...
Wychowałam się w miarę kochającej rodzinie tzn mama zawsze dawała mi dużo miłości i czułości natomiast ojciec nie. Gdy coś mi się udawało lub robiłam coś dobrze nigdy nie powiedział dobrego słowa, natomiast kiedy coś zepsułam lub mi nie wyszło zawsze słyszałam jaka jestem beznadziejna i że nie potrafię nic zrobić. W sumie czepiał się wszystkiego, że nie zdam matury, że nie znajdę pracy itd.
Niestety to odbiła się teraz na moich relacjach z mężczyznami. Ogólnie mam duże powodzenie, mam nadzieje że nie zabrzmi to nieskromnie, ale chyba nigdy nie spotkałam się z odrzuceniem jeśli chodzi o wygląd. Problem zaczyna pozniej. Na ogół moje relacje trwają jakiś miesiąc. Wiem, że mam problem z tym, że bardzo szybko się angażuje (co on pewnie też zauważa) i idealizuje partnera. Za bardzo sie staram, za bardzo chce kogoś mieć, bo potrzebuje czułości i miłości.
Pozniej zaczynam od faceta duzo wymagac i jeśli nie spełnia moich oczekiwań to zazwyczaj robie klotnie, mam pretensje itd. Mam chyba za wysokie wymagania. Chciałabym, żeby mnie bardzo kochał, był czuły, zaskakiwał, kupował kwiaty, mowil ze jestem piekna itd (tak wiem idealy nie istnieja) Wydaje mi sie ze jest tak wlasnie przez moja relacje z dziecinstwa. Skoro ojciec mi tego nie dał to teraz szukam tego u faceta. To nie jest też tak ze siebie nie akceptuje, bo naprawde lubie siebie, albo mi sie tak wydaje gdy jestem sama, a bedac w zwiazku juz nie czuje sie pewna siebie. Wiem, ze wina lezy po mojej stronie bo juz naprawde spotykalam sie z duza iloscia mezczyzn, a stalego zwiazku nigdy nie stworzylam. Moj ostatni zwiazek przetrwał niecałe 4 miesiace, ktore były dość naciągane. Przez 2 miesiace probowałam mu mowic czego potrzebuje itd, ale i tak to nic nie zmieniało, po czym z nim zerwałam. Możliwe, że on tylko na to czekał, bo na zakonczenie zwiazku zaareagował słowiem " okej "
Może jest tu ktoś kto interesuje się psychologia albo po prostu wie jak mi pomoc?