netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

53 odpowiedzi6 190 wyświetleńzałożony przez milosc_i_lzy, 08.07.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 54 ]

1

Temat: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Witam,

Chciałabym zapytać o Waszą opinie na temat, który zaraz przedstawię..może znalazłby się też w odpowiedzi i lekarz, w tym i psycholog? neurolog?

Znamy się z mężem przeszło 7 lat. Na początku idealnie , jak to bywa na początku. Miły, sympatyczny chłopak , zaimponował i tak staliśmy sie parą..

Po paru latach postanowiłam odejść ,ponieważ chłopak (wtedy jeszcze tylko chłopak) zaczął traktować mnie złe. Zerwałam. Po 3 miesiącach dostałam od niego wiadomość (ale w sumie cały czas mieliśmy ze sobą kontakt smsowy),że zdiagnozowali u niego guza mózgu .... przerażenie , lęk , obawa ....
Wróciliśmy do siebie, ponieważ uznałam, że jego złe zachowanie na pewno wynika z choroby... miał mieć operację , dlatego padła decyzja o dziecku. Albo teraz albo być może nigdy, gdyż po chemii jest duże prawdopodobieństwo,ze nie będzie mógł mieć w przyszłości dzieci wogóle. Tak też się stało, wzięliśmy ślub , urodziłam cudowne dziecko., które kocham nad życie (ma niecałe 2 lata)

Niestety mąż nie miał wykonanej operacji z racji trudnego miejsca guza. Na tą chwile guz nie rośnie , tzn nie urósł przez 3 lata. Natomiast mąż nadal mnie żle traktuje to znaczy ubliża mi, zdarzyło mu się szarpnąć, ubliża mojej rodzinie.. za chwile zachowuje sie jakby to było normalne.. podam przykładowe sytuacje.. bo czegoś nie rozumiem to jestem np tępa, popieprzona.. bo żelasko odłączyłam dopiero, gdy skończyłam prasować , a nie w momencie , gdy mi został jeszcze 1 ciuch (mniej prądu by poszło)i  tą końcówką we mnie rzuci.. słowa typu ja jeszcze dziś herbaty nie piłem, śniadania nie jadłem.. dziecko zgubiło baterie to moja wina i rozwalił deske do prasowania, bo nią rzucił.. dużo, bardzo dużo sytuacji tego typu..
nie jestem pewna czy to przez guza, jednak lekarz psychiatra to wykluczył. Twierdzi, że guz w tym miejscu co ma mąż nie wpływa na zachowanie męża.. ale ja chciałabym się zapytać czy to można stwierdzić na 100%? jeśli przed laty mąż był całkiem inny? nie był wybuchowy, nie oblizał..
Chciałabym dodać ,że z tego wszystkiego chyba popadam w depresje, nie mam ochoty wychodzić, tyle co muszę. Jestem bardzo nerwowa.

Proszę o radę.

2

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Chciałabym jeszcze dodać, że mąż bardzo dużo czasu spędza przed grami komputerowymi ( w jedną grę gra już 10 lat!) czy uważacie ,że tutaj może być przyczyny jego zachowania?
czy raczej w psychice , guzu lub wychowaniu?
W psychice , mam na myśli np chorobę psychiczną?
Wychowanie? no cóż, był wychowywany przez dziadków. Babcia jest taka, że cokolwiek by się nie działo stanie za nim, jeszcze pogłaszcze. Zawsze wszystko miał podane pon nos herbatka, obrane jabłko..

Ostatnio poprosiłam męża , aby chociaż wyniósł po sobie szklankę to mi odpowiedział, ze mu to się nie chce i on pracuje to ja mam sie zająć domem i dzieckiem.. strasznie sie poczuła, robię wszystko sama, małego czasem weźmie tylko, ale poczułam się służąca.

Dodam jeszcze ,że 2 razy sie wyprowadzałam, bo po prostu nie wytrzymałam tych słów i czynów oraz presji jego rodziny.. niestety mąż groził,że się zabije, że kocha mnie i małego. obiecywał ,że się zmieni.. niestety, ciągle jest źle. raz się głodził (ultimatum to te dopóki nie wrócę).

Chciałabym poruszyć jeszcze jedną kwestie , chodzi o makijaż. Mężowi nie podoba się nic co kobiece, jednak ja walczę o głpi tusz do rzęs lub lakier do paznokci.. czy to tak wiele? z tego powodu tez mam depresje, źle mi, ale wydaje mi się, ze mój mąż niewiele sobie z tego robi.. jakby miał moje uczucia daleko.. eh , powie możesz ale nie bedziesz mi sie juz podobała i powie mi,że nie będe go podniecała nawet i nie pójdzie ze mną do łóżka.. czy to jest normalne??


Przepraszam za błędy, szybko pisałam. I proszę o opinie.

3

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Twój mąż to typowy psychofag (poczytaj w sieci o psychofagach), a guz,o ile w ogóle istnieje (widziałaś jakieś badania lekarskie?), to pretekst dobrze wykorzystywany przez niego, żeby grać biednego misia, któremu trzeba ustępować, bo on taki biedny. To wszystko są manipulacje. Uciekaj. Nie zabije się, nie masz się co martwić, to tylko teatrzyk, który ma służyć jednemu - utrzymaniu jego kontroli nad Tobą.
Jak poczytasz więcej historii kobiet w przemocowych związkach (tu, albo na blogu "moje dwie głowy" albo na blogu "uciekamy do przodu") to zobaczysz, że na początku zawsze jest fajnie, a przemoc psychiczna zaczyna się później i żaden guz nie jest do tego potrzebny.

4

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Dziękuje za odpowiedź..

Tak, guz jest na 100%, jeżdżę z mężem razem do Wojskowego Szpitala na badania. Na oddziale też byłam razem z nim, gdy miał mieć operację..  często przeszło mi przez myśl, czy jego zachowanie jest normalne... Najważniejsze jest dla mnie dziecko, dlatego muszę się upewnić co i jak.

5

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Mamy tu takie podforum pomocowe gdzie odpowiadają specjaliści www.netporady.pl
Spróbuj może tam.

6

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Dziecko właśnie teraz nabywa wzorce, którymi będzie kierowało się do końca życia: że tatuś może jeździć sobie po mamusi i nie spotykają go za to żadne poważne konsekwencje, bo mamusia pojęczy pojęczy, ale na to pozwala i się podporządkowuje.
Plus atmosfera w Waszym domu jest, jak zgaduję, pełna napięcia, więc nie dziw się się stanom lękowym dziecka w przyszłości.
Nie, to, co robi Twój mąż nie jest normalne, ani pozwalanie na coś takiego nie jest normalne.

7

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

czytam to i jestem przerażona... ale dałaś się wrobić! jesteś w mega toksycnzym związku, mąż traktuję cię jak szmatę, sorry za wyrażenie, ale tak to wygląda. szklanki nie zniesie? dzieckiem się mało zajmuje? jest niemiły? uwaga - zabrania ci się malować? przeciez to jest patologia. obawiam się że nie odejdziesz od niego bo jesteś uzależniona.. jak można tak sie dawac traktowac

8

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
Czarna Kotka napisał/a:

Twój mąż to typowy psychofag (poczytaj w sieci o psychofagach), a guz,o ile w ogóle istnieje (widziałaś jakieś badania lekarskie?), to pretekst dobrze wykorzystywany przez niego, żeby grać biednego misia, któremu trzeba ustępować, bo on taki biedny. To wszystko są manipulacje. Uciekaj. Nie zabije się, nie masz się co martwić, to tylko teatrzyk, który ma służyć jednemu - utrzymaniu jego kontroli nad Tobą.
Jak poczytasz więcej historii kobiet w przemocowych związkach (tu, albo na blogu "moje dwie głowy" albo na blogu "uciekamy do przodu") to zobaczysz, że na początku zawsze jest fajnie, a przemoc psychiczna zaczyna się później i żaden guz nie jest do tego potrzebny.

Podpisuję się pod słowami Czarnej Kotki. Wszytko to, co Autorka opisała to nie efekt jakiegoś (mimo wszystko rzekomego według mnie) guza, a osobowosci psychofaga, którego jest ofiarą. Z tą 100% pewnoscia to też nie byłbym pewien - są sposoby na zachowanie wszelkich pozorów (łącznie z "ustawką" ze znajomym lekarzem), by wszystko wyglądało prawdopodobnie i przekonywująco. Szczególnie w takim przypadku. Ta wiadomość po trzech miesiącach od rozstania... To aż zastanawiające i jakież typowe dla takiego osobnika...
Autorko - jesteś ofiarą jego manipulacji i dalsze trwanie w tej psychozie całkiem juz Ciebie wyniszczy a z dziecka stworzy - oby nie - wiernego nasladowcę tatusinych zachowań...

9

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Co do guza to mam wyniki rezonansów i tomografii i na 100% ma nowotwór. Tutaj przesadziliście. sad Nie jestem jakąś naiwną osobą, która dałaby się nabrać bez pokazania mi wyników i rozmowy z lekarzami... byłam z nim w szpitalu, gdy niemalże leżał na sali operacyjnej... faktem jest to, że gdybym go też nie kochała to nie zgodziłabym się na dziecko i ślub (po sprawdzeniu czy faktycznie jest chory, oczywiście). Założyłam, że jego zachowanie wynika właśnie z tej choroby... dlatego, że wcześniej przed wykryciem choroby, jakieś pół roku wcześniej zaczął tak się zachowywać... wcześniej był do rany przyłóż ,dlatego tak zareagowałam. OK , może zbyt pochopnie, ale operacja czekała za chwile i trzeba było podjąć jakąś decyzje. Nie wiem czy zrozumie to ktoś , kto nie był w takiej lub w podobnej, trudnej sytuacji, ale to nie temat wątku i z tego tłumaczyła się z resztą nie muszę. Prawda?

Pytałam o inne rzeczy. Chciałam porady, a nie stwierdzenia jaka to ja nie jestem naiwna.

10

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Słuchaj, to nie jest tak ,że ja na to pozwalam. Staram się uratować małżeństwo i rodzinę. Chciałabym ,aby było normalnie. Byłam po poradę u psychologa i psychiatry. Mąż był raz również ze mną.
Co do atmofery to też nie jest tak,że jest całkiem napięta,, gdyby tak było to bym od razu uciekała, heh. Mąż mówi mi, że mnie kocha, przytuli... potem cos odbije i jest awantura... sama sobie się dziwię, drugiej osobie też radziłabym odejść. Ja na prawdę jestem niegłupią i niebrzydką dziewczyną, ale po prostu chce się upewnić z czego jego zachowanie wynika, chce mieć pewność, czy rozumiesz?
Oczywiście dziecko jest dla mnie najważniejsze , jeśli nic się nie zmieni , zrobie wszystko , aby było szczęśliwe.

11

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
Czarna Kotka napisał/a:

Dziecko właśnie teraz nabywa wzorce, którymi będzie kierowało się do końca życia: że tatuś może jeździć sobie po mamusi i nie spotykają go za to żadne poważne konsekwencje, bo mamusia pojęczy pojęczy, ale na to pozwala i się podporządkowuje.
Plus atmosfera w Waszym domu jest, jak zgaduję, pełna napięcia, więc nie dziw się się stanom lękowym dziecka w przyszłości.
Nie, to, co robi Twój mąż nie jest normalne, ani pozwalanie na coś takiego nie jest normalne.

Słuchaj, to nie jest tak ,że ja na to pozwalam. Staram się uratować małżeństwo i rodzinę. Chciałabym ,aby było normalnie. Byłam po poradę u psychologa i psychiatry. Mąż był raz również ze mną.
Co do atmofery to też nie jest tak,że jest całkiem napięta,, gdyby tak było to bym od razu uciekała, heh. Mąż mówi mi, że mnie kocha, przytuli... potem cos odbije i jest awantura... sama sobie się dziwię, drugiej osobie też radziłabym odejść. Ja na prawdę jestem niegłupią i niebrzydką dziewczyną, ale po prostu chce się upewnić z czego jego zachowanie wynika, chce mieć pewność, czy rozumiesz?
Oczywiście dziecko jest dla mnie najważniejsze , jeśli nic się nie zmieni , zrobie wszystko , aby było szczęśliwe.

12

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Jak w ogóle doszło do diagnozy u Twojego męża, miał jakieś inne objawy choroby? Nie wydaje mi się żeby w tym wypadku agresja była spowodowana chorobą, szczególnie że wykluczył to specjalista. Trudno mi cokolwiek Tobie poradzić w tej sytuacji, bo z jednej strony najważniejsze jest dobro dziecka, to w jakiej wychowuje się atmosferze, a z drugiej strony rozbicie rodziny, odejście od męża, szczególnie w obliczu jego ciężkiej choroby też nie jest taką łatwą i oczywistą decyzją.
Jeśli byliście razem u psychiatry, to na pewno też próbowałaś spokojnie, rzeczowo porozmawiać z mężem? Wyłożyć mu kawę na ławę, że za jego zachowanie odpowiada tylko i wyłącznie on sam i nie będziesz tolerowała i usprawiedliwiała jego wybuchów?

U mojego męża też zdiagnozowano guza mózgu, byliśmy wtedy pół roku po ślubie, teraz mamy dziecko, mąż pracuje i teoretycznie wszystko wróciło do normy, ale jego zachowanie nie do końca, chociaż tyle że nigdy nie było problemów z agresją.

13

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
kluszczanka napisał/a:

Jak w ogóle doszło do diagnozy u Twojego męża, miał jakieś inne objawy choroby? Nie wydaje mi się żeby w tym wypadku agresja była spowodowana chorobą, szczególnie że wykluczył to specjalista. Trudno mi cokolwiek Tobie poradzić w tej sytuacji, bo z jednej strony najważniejsze jest dobro dziecka, to w jakiej wychowuje się atmosferze, a z drugiej strony rozbicie rodziny, odejście od męża, szczególnie w obliczu jego ciężkiej choroby też nie jest taką łatwą i oczywistą decyzją.
Jeśli byliście razem u psychiatry, to na pewno też próbowałaś spokojnie, rzeczowo porozmawiać z mężem? Wyłożyć mu kawę na ławę, że za jego zachowanie odpowiada tylko i wyłącznie on sam i nie będziesz tolerowała i usprawiedliwiała jego wybuchów?

U mojego męża też zdiagnozowano guza mózgu, byliśmy wtedy pół roku po ślubie, teraz mamy dziecko, mąż pracuje i teoretycznie wszystko wróciło do normy, ale jego zachowanie nie do końca, chociaż tyle że nigdy nie było problemów z agresją.

Tak, miewał i miewa bóle głowy. To ja wysłałam go do lekarza. Najpierw rodzinny, neurolog i dalej poszło. Na pewno sama dobrze wiesz jak to jest.. aby dostać się na rezonans wiadomo jakie są kolejki, pierwszy raz miał właśnie robiony , gdy się rozstaliśmy i wtedy wyszła choroba.. poprzednicy mnie nawet o to nie zapytali, tylko z góry ocenili jako łatwowierną, głupią osobę. to przykre.
Tak, oczywiście u lekarza psychiatry, jak i w domu (wielokrotnie) próbowałam porozmawiać na spokojnie. Tłumaczyć, nie krzyczeć , lecz uwierz mi, nerwy puszczaja nieraz, gdy poraz setny usłyszysz od osoby, którą kochasz bardzo przykre słowa. Gdy się starasz z całych sił. Trafiliśmy u psychiatry po tym jak 2 raz sie spakowałam i dziecko, a mąż głodził się , powiedziałam wtedy wyprowadzka od jego dziadków (też moim zdaniem mieli duży wpływ na niego, wtrącanie się itd. Ale nie mówię tutaj o agresji, bo przecież tego nikt nie karze mu robić..) Zgodził się wtedy na terapie małżenską , na wyprowadzkę. Wyprowadziliśmy sie , owszem , jednak na terapię nie jeżdziliśmy, bo mąż stwierdził, że szkoda pieniędzy i on się zmieni bez tego.. nie uwierzyłam tym razem. Ileż można wierzyć, prawda? Jednak postanowiłam zobaczyć jak to dalej będzie, poczekać na kolejny wynik z rezonansu .. starać się bardziej..

O jakim zachowaniu mówisz, jeśli chodzi o Twojego męża? Przykro mi, wiem co to znaczy, gdy się kocha, a tu taka diagnoza.
Pozdrawiam i dziękuje za wiadomość.

14 Ostatnio edytowany przez kluszczanka (2015-07-08 22:49:35)

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Mój mąż mam wrażenie że zaczął mniej od siebie wymagać, może też trochę w tym mojej winy bo zrobiłam się nadopiekuncza. Ciężko mu się do czegokolwiek zmobilizować, wszystko po najmniejszej linii oporu, zero inicjatywy,  energii, chęci. Nawet pracę zaczął zawalac. Staram się być wyrozumiala, ale często czuje się bardziej jak mamuśka niż jak żona. Z drugiej strony zawsze jest gdzieś ta niepewność że to wina choroby, leków i lęk z tyłku głowy że ten koszmar może wrócić.
Dlatego bardzo współczuję Ci tej sytuacji. Może trzeba było uprzec się przy tej terapii? Jeśli jest taka możliwość zamieszkać tymczasem osobno i jako warunek powrotu założyć właśnie jej ukończenie?  Może mąż potrzebował by sam terapii, pomocy przy radzenia sobie z gniewem, negatywnymi emocjami? Bo osoba stabilna emocjonalnie nie odstawia numerów typu głodzenie się, szantaż że sobie coś zrobi jak odejdziesz. Dobrze że przynajmniej zamieszkaliscie osobno, oby Twoj mąż zrozumiał że ma problem z którym sam sobie nie poradzi. Ale do tego też potrzeba stanowczością z Twojej strony. Bardzo mocno trzymam za Was kciuki. Nie wiem czy jesteś osobą wierząca ale mi ten najtrudniejszy czas pomogła przetrwać modlitwa.

15

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
milosc_i_lzy napisał/a:

Co do guza to mam wyniki rezonansów i tomografii i na 100% ma nowotwór. Tutaj przesadziliście.

Pytałam o inne rzeczy. Chciałam porady, a nie stwierdzenia jaka to ja nie jestem naiwna.

Dla mnie to też jest dziwne. Jak ja zerwałabym z facetem, albo facet ze mną, to nawet gdyby zdiagnozowano u mnie nowotwór, to nie dzwoniłabym w tej sprawie do byłego proponując mu małżeństwo i dzieci... A Twój facet tak zrobił. Zerwaliście, więc de facto nie Twój problem ten jego guz.

Po drugie, nie został on usunięty, nie jest leczony, a jakoś nie rośnie... Nie wydaje Ci się to dziwne? Nawet trochę?

Trzy, nawet zakładając, że ten guz jest, to nie powinno to być jego wymówką na wszystko. A on tego tak używa, a właściwie nie on, tylko ty sama go tak tłumaczysz, taki biedny, bo ma guza. To nie jest żaden powód, by Cię poniżać. Żadna wymówka. On sobie Ciebie wokół tego guza owinął. Wróciłaś do niego z litości, bo zdiagnozowano guza. Wyszłaś za niego, bo miał guza. Dziecko mu urodziłaś, bo miał guza. A teraz z nim jesteś i pozwalasz sobą pomiatać, bo ma guza? Dostrzegasz to?


Odejdź od niego kobieto! Ratuj siebie i dziecko.

16

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Dla mnie to też jest dziwne. Jak ja zerwałabym z facetem, albo facet ze mną, to nawet gdyby zdiagnozowano u mnie nowotwór, to nie dzwoniłabym w tej sprawie do byłego proponując mu małżeństwo i dzieci... A Twój facet tak zrobił. Zerwaliście, więc de facto nie Twój problem ten jego guz.


Ja go cały czas kochałam i kocham, dlatego to też i moja sprawa. Cały czas miałam nadzieję, że wyjdzie z propozycją terapii , no i cały czas czekałam na wynik rezonansu.



Po drugie, nie został on usunięty, nie jest leczony, a jakoś nie rośnie... Nie wydaje Ci się to dziwne? Nawet trochę?


Nie, nie wydaje mi się to dziwne... nie został usunięty ze względu na jego umiejscowienie i ryzyko. Przed operacją zrobiono jeszcze rezonans i wtedy okazało się, że przebiega tętnica obok, ryzyko jest duże... pomyśl. Dopóki nie rośnie nie podejmą się operacji , co zrozumiałe...
Czy nie wydaje mi się to dziwne,że nie rośnie? Kobieto , Ty nawet nie wiesz co piszesz- ja bardzo się cieszę , że nie rośnie mam nadzieję, że nigdy tak się nie stanie...poczytaj może o guzach, nowotworach...


Trzy, nawet zakładając, że ten guz jest, to nie powinno to być jego wymówką na wszystko. A on tego tak używa, a właściwie nie on, tylko ty sama go tak tłumaczysz, taki biedny, bo ma guza. To nie jest żaden powód, by Cię poniżać. Żadna wymówka. On sobie Ciebie wokół tego guza owinął. Wróciłaś do niego z litości, bo zdiagnozowano guza. Wyszłaś za niego, bo miał guza. Dziecko mu urodziłaś, bo miał guza. A teraz z nim jesteś i pozwalasz sobą pomiatać, bo ma guza? Dostrzegasz to?


Po pierwsze guz JEST... Z jednym mogę się zgodzić , że guz nie powinien być wymówka na wszystko, może faktycznie próbuję go trochę nim tłumaczyć, natomiast , gdybyś była z kimś, kto na pół roku czy rok przed wykryciem zaczyna zachowywać się inaczej niż przed laty to sama zaczęłabyś się zastanawiać czy to może nie jest wina choroby : czy to nowotworu, czy to choroby psychicznej czy zaburzeń osobowości... taką teza  ja podejrzewałam , bo znałam go wcześniej. Potem diagnoza.

Nie wróciłam do niego z litości. Z miłości. Ty chyba takiego uczucia nie znasz lub sama byłaś z kimś z litości.
Zaskakuje mnie w ludziach mała empatyczność i prostolinijność. Obyś Ty nigdy nie była w sytuacji, w której musisz podjąć jakąś ważną decyzje, któr będzie rzutować na Twoje dalsze życie. Gdybym nie wróciła wtedy to całe życie bym myślała czy dobrze zrobiłam , czy nie zostawiłam go, gdy wina nie leży po jego stronie, lecz po stronie choroby. Być z kimś na dobre to tak, a na złe ,bo problemy, choroba to już odejść i mieć gdzieś. Nie przyszłam tutaj "wjeżdżać" na mojego męża. Opisałam fakty, lecz obawiam się czy te fakty (zachowanie męża, które jest tak sprzeczne z przed lat) , czy faktycznie jest to tylko kwestia charakteru, który dopiero się wykształcił? Dostrzegasz to?

Jestem od Ciebie młodsza, a wydaje mi sie , że bardziej dojrzała. Gdybym mogła cofnąć czas to podjęłabym tę samą decyzję.

17

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
CatLady napisał/a:
milosc_i_lzy napisał/a:

Co do guza to mam wyniki rezonansów i tomografii i na 100% ma nowotwór. Tutaj przesadziliście.

Pytałam o inne rzeczy. Chciałam porady, a nie stwierdzenia jaka to ja nie jestem naiwna.

Dla mnie to też jest dziwne. Jak ja zerwałabym z facetem, albo facet ze mną, to nawet gdyby zdiagnozowano u mnie nowotwór, to nie dzwoniłabym w tej sprawie do byłego proponując mu małżeństwo i dzieci... A Twój facet tak zrobił. Zerwaliście, więc de facto nie Twój problem ten jego guz.

Po drugie, nie został on usunięty, nie jest leczony, a jakoś nie rośnie... Nie wydaje Ci się to dziwne? Nawet trochę?

Trzy, nawet zakładając, że ten guz jest, to nie powinno to być jego wymówką na wszystko. A on tego tak używa, a właściwie nie on, tylko ty sama go tak tłumaczysz, taki biedny, bo ma guza. To nie jest żaden powód, by Cię poniżać. Żadna wymówka. On sobie Ciebie wokół tego guza owinął. Wróciłaś do niego z litości, bo zdiagnozowano guza. Wyszłaś za niego, bo miał guza. Dziecko mu urodziłaś, bo miał guza. A teraz z nim jesteś i pozwalasz sobą pomiatać, bo ma guza? Dostrzegasz to?


Odejdź od niego kobieto! Ratuj siebie i dziecko.

Ja go cały czas kochałam i kocham, dlatego też i moja sprawa. Czekałam na jego wynik z rezonansu, ale do tego czasu postanowiłam nie spotykać się.

Nie, nie wydaje mi się to dziwne... nie został usunięty ze względu na jego umiejscowienie i ryzyko. Przed operacją zrobiono jeszcze rezonans i wtedy okazało się, że przebiega tętnica obok, ryzyko jest duże... pomyśl. Dopóki nie rośnie nie podejmą się operacji , co zrozumiałe...
Czy nie wydaje mi się to dziwne,że nie rośnie? Kobieto , Ty nawet nie wiesz co piszesz- ja bardzo się cieszę , że nie rośnie mam nadzieję, że nigdy tak się nie stanie...poczytaj może o guzach, nowotworach..

Po pierwsze guz JEST... Z jednym mogę się zgodzić , że guz nie powinien być wymówka na wszystko, może faktycznie próbuję go trochę nim tłumaczyć, natomiast , gdybyś była z kimś, kto na pół roku czy rok przed wykryciem zaczyna zachowywać się inaczej niż przed laty to sama zaczęłabyś się zastanawiać czy to może nie jest wina choroby : czy to nowotworu, czy to choroby psychicznej czy zaburzeń osobowości... taką teza  ja podejrzewałam , bo znałam go wcześniej. Potem diagnoza.

Nie wróciłam do niego z litości. Z miłości. Ty chyba takiego uczucia nie znasz lub sama byłaś z kimś z litości.
Zaskakuje mnie w ludziach mała empatyczność i prostolinijność. Obyś Ty nigdy nie była w sytuacji, w której musisz podjąć jakąś ważną decyzje, któr będzie rzutować na Twoje dalsze życie. Gdybym nie wróciła wtedy to całe życie bym myślała czy dobrze zrobiłam , czy nie zostawiłam go, gdy wina nie leży po jego stronie, lecz po stronie choroby. Być z kimś na dobre to tak, a na złe ,bo problemy, choroba to już odejść i miec gdzieś. Nie przyszłam tutaj "wjeżdżać" na mojego męża. Opisałam fakty, lecz obawiam się czy te fakty (zachowanie męża, które jest tak sprzeczne z przed lat) , czy faktycznie jest to tylko kwestia charakteru, który dopiero się wykształcił? Dostrzegasz to?

Jestem od Ciebie młodsza, a wydaje mi sie , że bardziej dojrzała. Gdybym mogła cofnąć czas to podjęłabym tę samą decyję.

Odejdź od niego kobieto! Ratuj siebie i dziecko.

18

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Przepraszam za błędy w cytowaniu i pisaniu, spieszyłam sie i tak wyszło..

19

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
kluszczanka napisał/a:

Mój mąż mam wrażenie że zaczął mniej od siebie wymagać, może też trochę w tym mojej winy bo zrobiłam się nadopiekuncza. Ciężko mu się do czegokolwiek zmobilizować, wszystko po najmniejszej linii oporu, zero inicjatywy,  energii, chęci. Nawet pracę zaczął zawalac. Staram się być wyrozumiala, ale często czuje się bardziej jak mamuśka niż jak żona. Z drugiej strony zawsze jest gdzieś ta niepewność że to wina choroby, leków i lęk z tyłku głowy że ten koszmar może wrócić.
Dlatego bardzo współczuję Ci tej sytuacji. Może trzeba było uprzec się przy tej terapii? Jeśli jest taka możliwość zamieszkać tymczasem osobno i jako warunek powrotu założyć właśnie jej ukończenie?  Może mąż potrzebował by sam terapii, pomocy przy radzenia sobie z gniewem, negatywnymi emocjami? Bo osoba stabilna emocjonalnie nie odstawia numerów typu głodzenie się, szantaż że sobie coś zrobi jak odejdziesz. Dobrze że przynajmniej zamieszkaliscie osobno, oby Twoj mąż zrozumiał że ma problem z którym sam sobie nie poradzi. Ale do tego też potrzeba stanowczością z Twojej strony. Bardzo mocno trzymam za Was kciuki. Nie wiem czy jesteś osobą wierząca ale mi ten najtrudniejszy czas pomogła przetrwać modlitwa.

Dziękuję Ci, że tutaj zajrzałaś. Dodajesz wsparcia, dziękuję Ci złota kobietko.

Ostatniego czasu właśnie przyszedł mi taki pomysł jaki opisałaś wyżej. Zamieszkanie osobno dla dobra dziecka (bez ograniczania kontaktu tacie, dopóki ten będzie dobrze się zachowywał przy dziecku), i to właśnie dla dobra dziecka. Główny powód. To dziecko w tym wszystkim jest najważniejsze. Nie mogę pozwolić , aby patrzyło na różne sytuacje. Chociaż podkreślam, że to nie jest tak, że cały czas jest napięta atmosfera i jest źle. Nie, dlatego jest mi też tak ciężko, bywają chwile ,gdzie mąż mnie przytuli, powie, że mnie kocha , kupi głupiego kebaba... Wiem ,że mnie kocha. sad na prawdę jest to dla mnie trudne wszystko ...

Wiem jednak, mam na tyle trzeźwość , że bez terapii będzie ciężko, nie poradzimy sobie bez niej (my, jako małżeństwo i rodzina)

Z moją wiarą bywało różnie. Bóg mnie już doświadczał, straciłam już bardzo mi bliską osobę, ale pomimo wątpliwości wtedy to jednak nadal WIERZĘ..

20

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

kochana, bądź dzielna, komentarze zawsze sa rozne

jeśli kochasz to walcz o to, nawet jak si nie uda będziesz wiedziała ze zrobilas co mogłaś

terapia przede wszystkim

sprobuj przywrocic mu wasze mile chwile, wspomnienia, początki, dziecko, i zestaw to po kilku dniach ( jak on rzeczywiście przez uczucia zacznie myśleć) z sytuacją obecna
moze gdy sam dostrzeże różnice cos sie wnim ruszy, jak nie ty porusz rozmowę dlaczego jest tak bardzo inaczej

przypomnij mu tez momenty gdy odchodzilas, jak sie wtedy czul, i ze chcial wrócić ( zapytaj o powody i dlaczego sie do tego nie stosuje)

21

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
ania.krakow napisał/a:

kochana, bądź dzielna, komentarze zawsze sa rozne

jeśli kochasz to walcz o to, nawet jak si nie uda będziesz wiedziała ze zrobilas co mogłaś

terapia przede wszystkim

sprobuj przywrocic mu wasze mile chwile, wspomnienia, początki, dziecko, i zestaw to po kilku dniach ( jak on rzeczywiście przez uczucia zacznie myśleć) z sytuacją obecna
moze gdy sam dostrzeże różnice cos sie wnim ruszy, jak nie ty porusz rozmowę dlaczego jest tak bardzo inaczej

przypomnij mu tez momenty gdy odchodzilas, jak sie wtedy czul, i ze chcial wrócić ( zapytaj o powody i dlaczego sie do tego nie stosuje)

Dziękuję za rady , dostosuję się do nich, bo próbuję wszystkiego, aby uratować nas..
Pozdrawiam serdecznie

22 Ostatnio edytowany przez Fay D. Flourite (2015-07-09 16:42:38)

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Gośc jest debilem co tu dużo mówić, jak chcesz być nikim, to proszębaw się bardzo, co z tego że jest chory? JEsteś psem czy osobą?
Traktuję Cię jak jakąś łajzęa Tobie to odpowiada, może takie mocne słowa do Ciebie dotrą. Mały spoiler: jak go zostawisz z dzieckiem będzie Ci jeszcze bardziej truł, i błagał byś do niego wróciła.

Nie rozumiem Waszego spostrzegania świata, jak was ktoś biję, wyzywa, traktuje jak rzecz, to zmiast zadaćpytanie czy z nim zerwać, to przypomina bardziej jakbyście pytali "co zrobić by bił mnie mniej" Żałosne...


Pozdrawiam

23

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
Fay D. Flourite napisał/a:

Gośc jest debilem co tu dużo mówić, jak chcesz być nikim, to proszębaw się bardzo, co z tego że jest chory? JEsteś psem czy osobą?
Traktuję Cię jak jakąś łajzęa Tobie to odpowiada, może takie mocne słowa do Ciebie dotrą. Mały spoiler: jak go zostawisz z dzieckiem będzie Ci jeszcze bardziej truł, i błagał byś do niego wróciła.

Nie rozumiem Waszego spostrzegania świata, jak was ktoś biję, wyzywa, traktuje jak rzecz, to zmiast zadaćpytanie czy z nim zerwać, to przypomina bardziej jakbyście pytali "co zrobić by bił mnie mniej" Żałosne...


Pozdrawiam

Gdyby mi to odpowiadało to by mnie tutaj nie było ..

24 Ostatnio edytowany przez Klaudyna59 (2015-07-09 23:57:31)

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Obawiam się że z czasem lepiej nie będzie , a tylko gorzej , każda taka sytuacja gdzie pozwala sobie na znieważanie Ciebie upewnia go że może więcej a gdy nerwy go poniosą to wyżyje się na tobie, nie panując nad sobą.
Dziwi mnie tylko ze jego zachowanie tłumaczysz guzem mózgu, widocznie jest on łagodny i lekarz wie co mówi ze nie wynika to z choroby a z charakteru. Człowieka nie poznasz wtedy kiedy jest dobrze ale wtedy kiedy są stresujące sytuacje. Piszesz że zerwaliście ze sobą to przypomnij sobie powód i pamiętaj o tym że ludzie nie zmieniają charakteru w ciągu kilku ostatnich miesięcy, ale wychowanie przez nadopiekuńczą babcię swoje zrobiło.
Pamiętaj o tym że los ciężki gotujecie dziecku a jego dobro powinno być najważniejsze. Czas szybko mija, masz jeszcze chęć i siły walczyć, nie poddajesz się i to rozumiem ale wszystko ma swoje granice, dziecko wychowywane w atmosferze wyzwisk i kłótni  nie będzie szczęśliwe , ponieważ to z domu rodzinnego wynosimy w życie charakter i szczęście, to jest ta baza która rzutuje na całe życie dziecka.

25

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

autorko, strasznie się spinasz, że ci ludzie piszą prawdę. tłumaczysz swojego faceta, co tutaj pokazuje twoje uzaleznienie od niego. postronne osoby uważają takie zachowanie za patologie i powinno ci to dać do myślenia

26

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

A ja bym temat tego nieszczęsne guza zostawiła w spokoju, dlaczego objawił się po rozstaniu, dlaczego nie rośnie itp. Mi wystarczy że psychiatra wyklucza jego wpływ na zachowanie męża autorki wątku. Jeśli są w tym temacie jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, to skonsultowalabym to z jeszcze jednym specjalista,  żeby mieć 100% pewności i żeby mąż też wiedział że nie ma już żadnych wymowek i za to co się dzieje odpowiada tylko i wyłącznie on.
Wydaje mi się że autorka doskonale zdaje sobie sprawę że nie może trwać w takim toksyczny związku, że nie może dać sobą pomiatac. Ale rozumiem ze chce podjąć jeszcze próbę ratowania rodziny, że nawet jeśli się nie uda,  to nie chce do końca życia zastanawiać się co by było gdyby, że może mogła zrobić coś jeszcze. 
Ja cień szansy widzę tylko jeśli będziesz potrafiła postawić zdecydowane granice, być stanowcza i konsekwentna, a mąż będzie rzeczywiście współpracował, a nie obiecywal że sam się zmieni, chwilowo będzie lepiej, a po kilku tygodniach, miesiącach znowu to samo. Nie możesz ulegać jego szantażom że się zabije, będzie się glodzil itp, jak ktoś chce sobie zrobić krzywdę to nie będzie o tym gadał i straszył tylko to zrobi. Swoją drogą takie manipulacje tym bardziej świadczą o tym że problemem nie jest jego choroba tylko prawdziwy charakter z którym krył się na początku związku.
Życzę dużo siły i wytrwałości w podjętych decyzjach.

27

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Mnie jest najbardziej szkoda dziecka, które wychowuje się w domu, w którym jedno z rodziców nie ma szacunku dla drugiego i wywołuje awantury. Z takiego domu nie wychodzi się bez uszczerbku.
Postawiłabym warunek: bezwzględnie terapia, bo obiecywał że się zmieni i się nie zmienił, to znaczy, że jego słowo jest warte funta kłaków i jeśli jeszcze raz się do Ciebie odezwie w taki sposób, nie wspominając o wywołaniu awantury, to koniec,odchodzisz.

28

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Czy kochasz męża?
Czy możesz z nim poważnie porozmawiać?

29

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Kocha męża, rozmowę może przeprowadzić, tylko nic z niej nie wyniknie, bo facet obieca cokolwiek, byle mieć tylko święty spokój i żeby mu tyłka nie truła. A potem i tak będzie jak zawsze.

30

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Postanowiłaś ultimatum i nie spełniłaś go, może on nie traktuje Twoim gróźb poważnie.

31

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
Agnieszka2221 napisał/a:

autorko, strasznie się spinasz, że ci ludzie piszą prawdę. tłumaczysz swojego faceta, co tutaj pokazuje twoje uzaleznienie od niego. postronne osoby uważają takie zachowanie za patologie i powinno ci to dać do myślenia

Wiem, że to nie są normalne relacje, dlatego chwytam się wszystkiego ,aby uratować małżeństwo , rodzinę.. nie spinam się z tego powodu, ze ktoś mi napiszę, że to patologia.. ale z tego, że ktoś zarzuca kłamstwo co do choroby: że rzekomo jej nie ma, że dałam się wrobić itd.

32

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
sluuu napisał/a:

Czy kochasz męża?
Czy możesz z nim poważnie porozmawiać?

Kocham. Z rozmową jest coraz gorzej , często na wstępie jest niemiły... nie chce o tym rozmawiać, twierdzi,że On nie ma ze soą problemu.

33

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
sluuu napisał/a:

Postanowiłaś ultimatum i nie spełniłaś go, może on nie traktuje Twoim gróźb poważnie.

Spełniłam, wyprowadziliśmy się od jego rodziny i poszliśmy do psychiatry. To były postawione warunki.

34

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
Czarna Kotka napisał/a:

Mnie jest najbardziej szkoda dziecka, które wychowuje się w domu, w którym jedno z rodziców nie ma szacunku dla drugiego i wywołuje awantury. Z takiego domu nie wychodzi się bez uszczerbku.
Postawiłabym warunek: bezwzględnie terapia, bo obiecywał że się zmieni i się nie zmienił, to znaczy, że jego słowo jest warte funta kłaków i jeśli jeszcze raz się do Ciebie odezwie w taki sposób, nie wspominając o wywołaniu awantury, to koniec,odchodzisz.

Tak , masz racje OCZYWIŚCIE mój skarbuś jest najważniejszy, dlatego bezwzględna terapia jest konieczna. Już to wiem, tylko On też musi to zrozumieć i chcieć pójść.
Nie wiem czy lepiej będzie wyprowadzić się z dzieckiem ,mąż do swojej hmm babci? i wtedy ma tą terapie przechodzić czy mimo wszystko mamy zostać w mieszkaniu razem (wynajmujemy) i nawet mogę jeździć z nim. Wspierać go , tak wiem jak to brzmi po tym wszystkim, ale czy jak człowiek ma zaburzenia osobowości to nie podchodzi pod chorobę lub przeżyć z dzieciństwa i nie trzeba takiej osobie spróbować pomóc?...

Obawiam się ,że gdyby poszedł do babci to mogliby nastawiać go negatywnie co do mnie, mojego postępowania jak śmiałam się wyprowadzic i zabrać mu dziecko itd, stąd ta 2 opcja..

35

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
kluszczanka napisał/a:

A ja bym temat tego nieszczęsne guza zostawiła w spokoju, dlaczego objawił się po rozstaniu, dlaczego nie rośnie itp. Mi wystarczy że psychiatra wyklucza jego wpływ na zachowanie męża autorki wątku. Jeśli są w tym temacie jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, to skonsultowalabym to z jeszcze jednym specjalista,  żeby mieć 100% pewności i żeby mąż też wiedział że nie ma już żadnych wymowek i za to co się dzieje odpowiada tylko i wyłącznie on.

Mąż w sumie nigdy nie tłumaczył swojego zachowania guzem, ale raczej tym, że to ja jestem winna, bo czegoś nie zrozumiałam, bo czegoś nie ma na już zrobione , bo to i tamto... a na prawde nie ma na co narzekać. Ma wszystko porobione, ale zawsze znajdzie coś.. i tłumaczy , ze to ja go denerwuje.. a zdrugiej strony on uważa, ze nie ma ze sobą problemu..


kluszczanka napisał/a:

Wydaje mi się że autorka doskonale zdaje sobie sprawę że nie może trwać w takim toksyczny związku, że nie może dać sobą pomiatac. Ale rozumiem ze chce podjąć jeszcze próbę ratowania rodziny, że nawet jeśli się nie uda,  to nie chce do końca życia zastanawiać się co by było gdyby, że może mogła zrobić coś jeszcze.

Dokładnie tak jest..

kluszczanka napisał/a:

Nie możesz ulegać jego szantażom że się zabije, będzie się glodzil itp, jak ktoś chce sobie zrobić krzywdę to nie będzie o tym gadał i straszył tylko to zrobi.

Tak,  nie powinnam ulegać jego szantażowi.. natomiast straciłam już bliską osobę i boję się.. jest to dla mnie bardzo trudne i stresujące..

36

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Chcialabym jeszcze zapytać czy przyczyną takiego zachowanie męża, o którym na początku pisałam, moze być wynikiem uzależnienia od gier komputerowych? Mąż gra większość czasu, gdy jest w domu, zauważyłam ,że jego nastrój też zależy od tego jak mu w tych grach idzie..... bo to nie jest tak ,że cały czas jest niemiły, ubliża i krzyczy...  też mówi , ze kocha, przytuli , chce pocałować ... (chociaż wcale nie mam ochoty po tych sytuacjach, słowach)

37

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

A jakie znaczenie ma to, z jakiego powodu on jest agresywny, skoro JEST AGRESYWNY i nic z tym nie zamierza robić? Czy agresja z powodu guza jest mniej dotkliwa od tej z powodu charakteru? Mniej wypacza dziecku światopogląd?

W podejmowaniu decyzji liczą się fakty. A fakty są takie, że Twój mąż czepia się o drobiazgi, ingeruje w Twoje osobiste sprawy (makijaż), szantażuje i przejawia agresję fizyczną poprzez np. niszczenie sprzętów. Z kimś takim nie można stworzyc szczęśliwej rodziny, choćby się go nie wiem jak kochało.
Jeśli najważniejsze jest dla Ciebie dziecko to pomyśl, co dla tego dziecka jest najlepsze. Czy na pewno jest to wychowywanie się pod jednym dachem z takim ojcem? To dziecko powołaliście na świat świadomie, więc naturalną konsekwencją tej decyzji jest to, że teraz wybieracie najlepsze rozwiązania dla dziecka. Mąż, dla dobra dziecka i związku powinien wybrać terapię, ale zmusić go do tego nie możesz. Ty możesz tylko podjąć decyzję o ochronie dziecka i siebie przed toksycznymi zachowaniami tego osobnika.
Gdyby on się zdecydował na terapię to właściwie nie widzę powodu, dla którego mielibyście mieszkać oddzielnie. Ale, jeśli się nie zdecyduje, trudno znaleźć argument przemawiający za tym, żebyście mieszkali razem...

38

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
vinnga napisał/a:

A jakie znaczenie ma to, z jakiego powodu on jest agresywny, skoro JEST AGRESYWNY i nic z tym nie zamierza robić? Czy agresja z powodu guza jest mniej dotkliwa od tej z powodu charakteru? Mniej wypacza dziecku światopogląd?

Dla mnie ma to znaczenie, bo jeśli wynikałoby to z powodu guza mózgu to w takim wypadku moją rolą jest mu pomóc, dlatego, że nie rani świadomie, a wywołuje to choroba..

39

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
milosc_i_lzy napisał/a:

bo jeśli wynikałoby to z powodu guza mózgu to w takim wypadku moją rolą jest mu pomóc, dlatego, że nie rani świadomie, a wywołuje to choroba..

Szczytnie i romantycznie, ale...jak zamierzasz pomóc osobie, która tej pomocy nie chce? Zamierzasz poświęcić życie swoje i dziecka po to, żeby po prostu trwać przy osobie, która was niszczy? Zresztą - gdyby to była sprawa guza, a guz jest nieoperacyjny - żadnej pomocy nikt by nie mógł tu udzielić. Mogłabyś po prostu być przy nim, ale jakim prawem pomoc mężowi miałaby się odbywać kosztem dziecka?

No ale już wiesz, że to nie jest kwestia guza. I co? Ano nic. Dalej szukasz przyczyn, zamiast stanąć przed faktami i podejmować jakieś konkretne decyzje. A może to od gier? Może od wychowania? Tylko co Ci da świadomość "od czego to", skoro Twój mąż nie zamierza nic ze swoimi zachowaniami zrobić, niezależnie od ich przyczyn?

40

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
milosc_i_lzy napisał/a:
vinnga napisał/a:

A jakie znaczenie ma to, z jakiego powodu on jest agresywny, skoro JEST AGRESYWNY i nic z tym nie zamierza robić? Czy agresja z powodu guza jest mniej dotkliwa od tej z powodu charakteru? Mniej wypacza dziecku światopogląd?

Dla mnie ma to znaczenie, bo jeśli wynikałoby to z powodu guza mózgu to w takim wypadku moją rolą jest mu pomóc, dlatego, że nie rani świadomie, a wywołuje to choroba..

Zaryzykuję taką sugestię:
skoro Autorko przyczyn takich agresywnych zachowań upatrujesz w istnieniu owego "guza" i poniekąd jesteś obiektem do wyładowywania tej agresji - może powinnaś usunąć się z jego pola widzenia, by ...nie powodować kolejnych ataków? Dla jego dobra i polepszenia samopoczucia.
Jak dla mnie wytłumczenie takich niedopuszczalnych zachowań tym schorzeniem jest mocno naciągane. Jakby nie patrzeć - fakt notorycznego przesiadywania przed monitorem (gry) moze mieć - jesli już krążyć wokoło "guza" - wpływ na zachowanie. Skoro kontakt z monitorem nie jest wskazany dla osób z epilepsją - tu też można doszukiwac sie negatywnego działania... Ale to wszystko to tylko dorabianie ideologii do usprawiedliwiania takiego partnera.
Owszem, istnienie tego "guza" moze mieć wpływ na zachowania - nie przeczę. Jednak takie zachowania powinny być na porządku dziennym i w kazdych okolicznosciach, wobec wszystkich...
Ja mam jedno, zasadnicze pytanie do Autorki: czy Twój małżonek agresywnie zachowuje się (wszystko, co pod tym pojeciem rozumiem: czepianie się, wszczynanie kłótni, wybuchy złości, niszczenie sprzętów itd.) TAKŻE w towarzystwie innych osób? Mam na mysli jego czy Twoja rodzinę, znajomych. Czy też ta cała jego - powodowana "guzem" - agresja znajduje ujście TYLKO wobec Twojej osoby? Moze to coś Ci tu naświetli... Ale czy ...otworzy oczy? Wątpię.

41

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
pterodaktyl napisał/a:

Ja mam jedno, zasadnicze pytanie do Autorki: czy Twój małżonek agresywnie zachowuje się (wszystko, co pod tym pojeciem rozumiem: czepianie się, wszczynanie kłótni, wybuchy złości, niszczenie sprzętów itd.) TAKŻE w towarzystwie innych osób? Mam na mysli jego czy Twoja rodzinę, znajomych. Czy też ta cała jego - powodowana "guzem" - agresja znajduje ujście TYLKO wobec Twojej osoby? Moze to coś Ci tu naświetli... Ale czy ...otworzy oczy? Wątpię.

Mój mąż miewał wybuchy złości w obecności mojej  rodziny jak i swojej rodziny... chciałabym dodać, że w sumie wszyscy powinniśmy być rodziną (moja rodzina dla męża, a męża rodzina dla mnie), skoro mamy ślub, natomiast miewaliśmy sprzeczki właśnie z powodu zachowania mojego męża , na przykład dlatego.. to znaczy: moja teściowa, cokolwiek by się nie działo zawsze broni mojego męża, dobrze wie jak nieraz mnie traktował, ale nie przyjmuje tego do wiadomości. Dziadkowie to samo. Utrzymuję dobry kontakt z teściem, On jest obiektywny, tak jak moja mama. Nie mam na myśli obiektywizmu mojej mamy tylko w tej kwestii, ale ogólnie, gdybym ja coś źle zrobiła to też to zobaczy.

Mąż w pracy jest do rany przyłóż. Pracownicy go chwalą.

Proszę przeczytać jeszcze raz moją historię i też mnie zrozumieć.. ja wiem, ze tak dłużej nie da się żyć. Chcę dla mojego dziecka jak najlepiej, dlatego podejmę odpowiednie kroki w najbliższym czasie to jest terapia dla męża ,jeśli nie zgodzi się i dalej będzie źle , to będę zmuszona się wyprowadzić, a nawet odejść. Wiem jednak, że będzie mi bardzo ciężko.

Pozdrawiam Was

42

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
vinnga napisał/a:

Szczytnie i romantycznie, ale...jak zamierzasz pomóc osobie, która tej pomocy nie chce? Zamierzasz poświęcić życie swoje i dziecka po to, żeby po prostu trwać przy osobie, która was niszczy? Zresztą - gdyby to była sprawa guza, a guz jest nieoperacyjny - żadnej pomocy nikt by nie mógł tu udzielić. Mogłabyś po prostu być przy nim, ale jakim prawem pomoc mężowi miałaby się odbywać kosztem dziecka?

Zdaję sobię sprawę z tego , że jeśli nie będzie chciał podjąć leczenia to rozstaniemy się. Tak jak mówiłam , dziecko jest dla mnie najważniejsze.


vinnga napisał/a:

No ale już wiesz, że to nie jest kwestia guza. I co? Ano nic. Dalej szukasz przyczyn, zamiast stanąć przed faktami i podejmować jakieś konkretne decyzje. A może to od gier? Może od wychowania? Tylko co Ci da świadomość "od czego to", skoro Twój mąż nie zamierza nic ze swoimi zachowaniami zrobić, niezależnie od ich przyczyn?

Jeśli znasz przyczyne to też wiesz na jaką terapie wysłać.
Tak się zastanawiam czy Ty byś tak łatwo odpuściła? W tak trudnej sytuacji.

43

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
milosc_i_lzy napisał/a:

...Mąż w pracy jest do rany przyłóż. Pracownicy go chwalą.
Proszę przeczytać jeszcze raz moją historię i też mnie zrozumieć.. ja wiem, ze tak dłużej nie da się żyć. Chcę dla mojego dziecka jak najlepiej, dlatego podejmę odpowiednie kroki w najbliższym czasie to jest terapia dla męża ,jeśli nie zgodzi się i dalej będzie źle , to będę zmuszona się wyprowadzić, a nawet odejść. Wiem jednak, że będzie mi bardzo ciężko.
Pozdrawiam Was

I o to własnie mi chodziło - niestety potwierdzasz moje przypuszczenia...
Mąż zachowuje się w taki sposób TYLKO WOBEC CIEBIE. Nie ma tu znaczenia fakt, ze zdarzają mu sie wybuchy w towarzystwie innych (ale też wobec Ciebie - widocznie już przestaje się hamować...). Tym bardzie niefajnie to wygląda, że - jak sama przyznajesz - wobec osób trzecich (przykład z jego pracą) jest zupełnie innym człowiekiem...
Twój mąż ma ewidentnie według mnie zaburzenia emocjonalne i zadatki na toksyka/tyrana domowego. A jego "osobistą ofiarą", kimś do odreagowywania frustracji (z dnia, z pracy z ...gier) jesteś Ty. I "guz" nie ma tu nic do rzeczy.
Zasugerowałas Vinndze, ale podejrzewam, że i każdemu innemu o odmiennym do Twego stanowisku: "Tak się zastanawiam czy Ty byś tak łatwo odpuściła? W tak trudnej sytuacji". Pozwolę sobie we własnym imieniu odpowiedzieć - ja odpuściłem, bo moja małżonka miała bardzo podobne zachowania w przeciągu dość krótkiego małżeństwa. Moje prośby o zasięgnięcie pomocy od psychologa, endokrynologa (podejrzenia zaburzeń hormonalnych...) spełzały na niczym - też słyszałem, ze to ja mam problem, a jej nic nie jest. Nie mniej zachowania były zbliżone. Ja odpuściłem po niecałym roku związku. Czy "łatwo"? - zalezy od spojrzenia. Powołujesz się - oprócz ciągłego tłumaczenia i usprawiedliwiania agresywnego małżonka - na "trudną sytuację". Tą sytuację stwarzasz sama, wybacz. Powinnaś sprawę postawić jasno, krótko i zdecydowanie: idziesz na terapię/leczenie, a jak nie - odchodzę z dzieckiem. Krótka piłka... Póki co, to Twój małżonek zachowuje sie jak klasyczny psychofag, a "guz" to taka zasłona, ...którą sama przed swoim rozsądkiem rozwinęłaś...
Skoro ten facet ma siłę by niszczyć, by wybuchać agresją do Ciebie, by godzinami grać na komputerze - słowem ma sporo negatywnej energii - to nie jest umierajacy (wybacz) i sytuacja nie wymaga od Ciebie az takiego poświęcenia, by "przy nim trwać". Owszem, to piekne poświęcenie... Ale nie w Twoim przypadku, bo bardziej zakrawa to na brak wyobraźni (psychika dziecka i Twoja) niż poswięcenie w imię miłosci...

44

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
pterodaktyl napisał/a:
milosc_i_lzy napisał/a:

...Mąż w pracy jest do rany przyłóż. Pracownicy go chwalą.
Proszę przeczytać jeszcze raz moją historię i też mnie zrozumieć.. ja wiem, ze tak dłużej nie da się żyć. Chcę dla mojego dziecka jak najlepiej, dlatego podejmę odpowiednie kroki w najbliższym czasie to jest terapia dla męża ,jeśli nie zgodzi się i dalej będzie źle , to będę zmuszona się wyprowadzić, a nawet odejść. Wiem jednak, że będzie mi bardzo ciężko.
Pozdrawiam Was

I o to własnie mi chodziło - niestety potwierdzasz moje przypuszczenia...
Mąż zachowuje się w taki sposób TYLKO WOBEC CIEBIE. Nie ma tu znaczenia fakt, ze zdarzają mu sie wybuchy w towarzystwie innych (ale też wobec Ciebie - widocznie już przestaje się hamować...). Tym bardzie niefajnie to wygląda, że - jak sama przyznajesz - wobec osób trzecich (przykład z jego pracą) jest zupełnie innym człowiekiem...
Twój mąż ma ewidentnie według mnie zaburzenia emocjonalne i zadatki na toksyka/tyrana domowego. A jego "osobistą ofiarą", kimś do odreagowywania frustracji (z dnia, z pracy z ...gier) jesteś Ty. I "guz" nie ma tu nic do rzeczy.
Zasugerowałas Vinndze, ale podejrzewam, że i każdemu innemu o odmiennym do Twego stanowisku: "Tak się zastanawiam czy Ty byś tak łatwo odpuściła? W tak trudnej sytuacji". Pozwolę sobie we własnym imieniu odpowiedzieć - ja odpuściłem, bo moja małżonka miała bardzo podobne zachowania w przeciągu dość krótkiego małżeństwa. Moje prośby o zasięgnięcie pomocy od psychologa, endokrynologa (podejrzenia zaburzeń hormonalnych...) spełzały na niczym - też słyszałem, ze to ja mam problem, a jej nic nie jest. Nie mniej zachowania były zbliżone. Ja odpuściłem po niecałym roku związku. Czy "łatwo"? - zalezy od spojrzenia. Powołujesz się - oprócz ciągłego tłumaczenia i usprawiedliwiania agresywnego małżonka - na "trudną sytuację". Tą sytuację stwarzasz sama, wybacz. Powinnaś sprawę postawić jasno, krótko i zdecydowanie: idziesz na terapię/leczenie, a jak nie - odchodzę z dzieckiem. Krótka piłka... Póki co, to Twój małżonek zachowuje sie jak klasyczny psychofag, a "guz" to taka zasłona, ...którą sama przed swoim rozsądkiem rozwinęłaś...
Skoro ten facet ma siłę by niszczyć, by wybuchać agresją do Ciebie, by godzinami grać na komputerze - słowem ma sporo negatywnej energii - to nie jest umierajacy (wybacz) i sytuacja nie wymaga od Ciebie az takiego poświęcenia, by "przy nim trwać". Owszem, to piekne poświęcenie... Ale nie w Twoim przypadku, bo bardziej zakrawa to na brak wyobraźni (psychika dziecka i Twoja) niż poswięcenie w imię miłosci...

Napisałam również to: "Mój mąż miewał wybuchy złości w obecności mojej  rodziny jak i swojej rodziny... "

45 Ostatnio edytowany przez pterodaktyl (2015-07-10 21:54:42)

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
milosc_i_lzy napisał/a:

Napisałam również to: "Mój mąż miewał wybuchy złości w obecności mojej  rodziny jak i swojej rodziny..."

Nie rozumiemy się... Napisałem cos takiego:

pterodaktyl napisał/a:

Mąż zachowuje się w taki sposób TYLKO WOBEC CIEBIE. Nie ma tu znaczenia fakt, ze zdarzają mu sie wybuchy w towarzystwie innych (ale też wobec Ciebie - widocznie już przestaje się hamować...). Tym bardzie niefajnie to wygląda, że - jak sama przyznajesz - wobec osób trzecich (przykład z jego pracą) jest zupełnie innym człowiekiem..

A to oznacza, że jego aresywne zachowania - według wszystkich Twoich opisów - są skierowane w Twoja stronę. Chyba, że to ja czegoś nie rozumiem... Tak przynajmniej odczytuję Twoj opis całosci: jest arogancki i wybuchowy wobec Ciebie, i potrafi być taki także w obecnosci rodziny (w sensie: przy nich, nie w stosunku do nich). Czy zatem jest też taki (czepliwy, wybuchowy i niszczący sprzęty w napadach) wobec innych? Znasz to z opowiadań? Jest taki np. wobec współpracowników? Dlaczego tak sie tego uczepiłem...? Bo jesli taki byłby wobec wszystkich wokoło bez róznicy czy to matka, Ty, ciotka czy kolega z pracy - mozna domniemywać, iz takie zaburzenia pośrednio są skutkiem dolegliwosci ("guza"). Jednak jesli taki jest tylko wobec Ciebie, czy wąskiej grupy wybranych osób - to dowodziłoby zaburzeń emocjonalnych wobec tych, do których wie, iz moze sobie na to pozwolić, a do innych jest "milutki" i potrafi nad soba panować/ukrywać prawdziwa naturę. Jesli tak jak w drugiej opcji - to nie efekt "guza" a osobowosci z zaburzeniami (psychofag, borderline - do wyboru do koloru).
Widzisz, wspomniałem przez chwile o ...epizodzie z własnego zycia. Małzonka też była "milutka", łagodna wobec obcych osób, wobec rodziny. Ale w czterech scianach pokazywała prawdziwą naturę. Czasami potrafiła też stracić kontrolę nad wybuchami przy swoich rodzicach - ale dla nich to widać było ...normalne. I w przypadku Twego małzonka widzę analogiczny przypadek. I wybacz - wiem, znów przeginam, przepraszam - tym bardziej z duzym niedowierzaniem traktuję istnienie tego "guza", bo wyglada to na perfidną manipulację Twoimi uczuciami ...by pozyskać na wyłączność swoją ofiarę. Tym bardziej, ze dziwnym zbiegiem okolicznosci ta kwestia pojawiła sie nagle po Twojej decyzji o rozstaniu...
Swoja radę rozwiazania całej sytuacji wczesniej juz napisałem. Jak widzisz jest taka jak i innych piszących.

46

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Takie a nie inne zachowanie męża nie ma przyczyny w grach. Tylko w nim. W jego charakterze, w jego mechanizmach reagowania na rzeczywistość. Gry są ucieczką od rzeczywistości. Zamiast rozwiązywać problemy i wykonywać zadania rzeczywiste, rozwiązuje się łatwiejsze problemy i wykonuje łatwiejsze zadania w grze,dzięki czemu można zachować pozory, że się ma nad czymś kontrolę. To daje poczucie bezpieczeństwa. Gry mogą być jego sposobem na ucieczkę przed lękiem wywołanym chorobą.
Ale ten narcystyczny rys osobowości i przemocowe zachowania to inna historia. Nie związana z grami, ani nie związana z guzem, ten typ po prostu tak ma.
Na początku związku są motylki, jesteśmy na endorfinowym haju, więc zachowujemy się inaczej niż "normalnie", lepiej. Po dwóch latach mniej więcej, kiedy poziom hormonów opada, wychodzi prawdziwa natura.
Twoje szukanie przyczyn jego zachowania pachnie chęcią wzięcia na siebie odpowiedzialności za niego. Jeśli to by było z gier, to byś mu zakazała grać, zaciągnęła do psychologa, jak mamusia. On nie potrafi zmienić swojego życia, więc ty to za niego zrobisz. Zrozum. To jest dorosły człowiek, nie jesteś za niego odpowiedzialna. Jesteś odpowiedzialna za siebie i dziecko.

Oprócz czystej ludzkiej ciekawości i naturalnej życzliwości dla drugiego człowieka, którego się szczęśliwie czy nieszczęśliwie ale jednak kiedyś tam sobie wybrało, pytanie takie może być formą poszukiwania klucza. Może więc być destrukcyjne. Jeśli będę wiedziała "czemu właśnie teraz" to będę mieć ten wpływ. Jeśli będę rozumieć zasadę, to obojętne jak absurdalna by ona nie była, znając ją będę mogła unikać jego niepożądanych zachowań. Będę więc starała się dostosować swoje zachowanie do tego, czego wymagają jego reguły gry. Odłożę na bok swoje potrzeby i samopoczucie, by osiągnąć cel - nauczyć się obsługi tej maszyny tak, by się nie złościła.

(fragment artykułu "Uwikłanie w przemocowy związek  - Zasada "jednorękiego bandyty")

47

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
pterodaktyl napisał/a:

Mąż zachowuje się w taki sposób TYLKO WOBEC CIEBIE. Nie ma tu znaczenia fakt, ze zdarzają mu sie wybuchy w towarzystwie innych (ale też wobec Ciebie - widocznie już przestaje się hamować...) A to oznacza, że jego aresywne zachowania - według wszystkich Twoich opisów - są skierowane w Twoja stronę. Chyba, że to ja czegoś nie rozumiem... Tak przynajmniej odczytuję Twoj opis całosci: jest arogancki i wybuchowy wobec Ciebie, i potrafi być taki także w obecnosci rodziny (w sensie: przy nich, nie w stosunku do nich). Czy zatem jest też taki (czepliwy, wybuchowy i niszczący sprzęty w napadach) wobec innych? Znasz to z opowiadań? Jest taki np. wobec współpracowników? Dlaczego tak sie tego uczepiłem...? Bo jesli taki byłby wobec wszystkich wokoło bez róznicy czy to matka, Ty, ciotka czy kolega z pracy - mozna domniemywać, iz takie zaburzenia pośrednio są skutkiem dolegliwosci ("guza"). Jednak jesli taki jest tylko wobec Ciebie, czy wąskiej grupy wybranych osób - to dowodziłoby zaburzeń emocjonalnych wobec tych, do których wie, iz moze sobie na to pozwolić, a do innych jest "milutki" i potrafi nad soba panować/ukrywać prawdziwa naturę. Jesli tak jak w drugiej opcji - to nie efekt "guza" a osobowosci z zaburzeniami (psychofag, borderline - do wyboru do koloru).

Sama nie wiem, potrafi być też niemiły w stosunku np do swojego taty czy mojej mamy, jednak im nie ubliża w twarz. Krzyki i trzaskanie drzwiami w stosunku do swojego taty, to tak, byłam świadkiem... sama nie wiem jak to ocenić. Czy tak jak Ty to opisałeś czy jednak niekoniecznie się z tym zgodzić, gdyż raz zdarzyła się sytuacja tego typu, że ktokolwiek by nie stanął na jego drodze to podejrzewam, że zostałby potraktowany jak ja często... żeby sprecyzować to powiem , że sytuacja miała miejsce po mojej 1wszej wyprowadzce... wpadł do mieszkania mojej mamy i zrobił awanturę, że ja to mu dziecko zabieram i on PRZYJECHAŁ PO SWOJE DZIECKO... był wtedy agresywny w stosunku do mojej rodziny również, szwagier był w domu, siostra, mama... wszyscy byli w szoku a mnie było wstyd i bardzo przykro, ze przynoszę im taki stres...

Chciałaby Cie zapytać , czy Twoja żona na codzień potrafiła Tobie ubliżać , a na drugi dzień zachować się jakby nic nie miało miejsca, mówić ,że kocha, a nawet żałuje tego itd...a jak zasugerowałeś terapie to ona przecież nie ma ze sobą problemu?To Ty ją denerwujesz itd?

pterodaktyl napisał/a:

Widzisz, wspomniałem przez chwile o ...epizodzie z własnego zycia. Małzonka też była "milutka", łagodna wobec obcych osób, wobec rodziny. Ale w czterech scianach pokazywała prawdziwą naturę. Czasami potrafiła też stracić kontrolę nad wybuchami przy swoich rodzicach - ale dla nich to widać było ...normalne. I w przypadku Twego małzonka widzę analogiczny przypadek..

Niestety chyba sytuacja jest bardzo podobna... z tego co piszesz.

pterodaktyl napisał/a:

I wybacz - wiem, znów przeginam, przepraszam - tym bardziej z duzym niedowierzaniem traktuję istnienie tego "guza", bo wyglada to na perfidną manipulację Twoimi uczuciami ...by pozyskać na wyłączność swoją ofiarę. Tym bardziej, ze dziwnym zbiegiem okolicznosci ta kwestia pojawiła sie nagle po Twojej decyzji o rozstaniu...
Swoja radę rozwiazania całej sytuacji wczesniej juz napisałem. Jak widzisz jest taka jak i innych piszących.

Proszę zostaw sprawę guza w spokoju. Mylisz się. Mąż miał już wcześniej objawy choroby, a kolejki na badania sa duże, Los chciał, ze termin miał akurat w tym czasie , co sie rozstaliśmy... mam tu wstawić opisy wyniku rezonansu z różnych miast? miał wykonywane w 3 różnych miastach od czasu diagnozy... Byłam z nim w szpitalu przed operacją i rozmawiałam z cenionymi lekarzami w Polsce... Daj z tym spokój, bo nowotwór ma i to jest fakt.

48

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
Czarna Kotka napisał/a:

Gry mogą być jego sposobem na ucieczkę przed lękiem wywołanym chorobą.

Mój mąż raczej nie zdaje sobie sprawy z choroby. Myśli na zasadzie "mam jakiegoś tam guzka"...

49 Ostatnio edytowany przez pterodaktyl (2015-07-11 11:53:36)

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
milosc_i_lzy napisał/a:

Chciałaby Cie zapytać , czy Twoja żona na codzień potrafiła Tobie ubliżać , a na drugi dzień zachować się jakby nic nie miało miejsca, mówić ,że kocha, a nawet żałuje tego itd...a jak zasugerowałeś terapie to ona przecież nie ma ze sobą problemu?To Ty ją denerwujesz itd?...

Owszem. Z tym, że nie ublizała bezposrednio - bo wiedziała dobrze, że nie ze mna takie zachowania, ale posuwała sie do przykrych słów i zachowań (czepianie sie o wszystko, krytyka wszystkiego, ironiczne uwagi, szyderstwa, podnoszenie głosu w rozmowie, niedopuszczanie do głosu - nie chce do tego wracać), po czym ...jak "ostygała" - przepraszała, załowała, nawet ze łzami w oczach. I tak do następnego, a było to kilka razy w tygodniu... Też słyszałem takie słowa, nawet uwagi, ze "niepotrzebnie to biorę do siebie, bo to było tylko w nerwach". No ale sorry... smile Terapia - za moim naciskiem była juz wyznaczona wizyta u lekarza - nie poszła, mimo ustaleń. Tak, z nią - wedle jej opinii - było wszystko w porządku, a wszystko to było "przeze mnie". To widać jakiś schemat zachowań...
Ok, temat "guza" zostawiamy, przepraszam. Tu masz moim zdaniem do czynienia z człowiekiem o znacznych zaburzeniach emocjonalnych (poczytaj o borderline...), z którym nie da sie normalnie zyć i tworzyć rodziny. W Twoim przypadku jedyna szansa to terapia szokowa: terapia i praca nad sobą albo koniec psychozy...

50

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
pterodaktyl napisał/a:
milosc_i_lzy napisał/a:

Chciałaby Cie zapytać , czy Twoja żona na codzień potrafiła Tobie ubliżać , a na drugi dzień zachować się jakby nic nie miało miejsca, mówić ,że kocha, a nawet żałuje tego itd...a jak zasugerowałeś terapie to ona przecież nie ma ze sobą problemu?To Ty ją denerwujesz itd?...

Owszem. Z tym, że nie ublizała bezposrednio - bo wiedziała dobrze, że nie ze mna takie zachowania, ale posuwała sie do przykrych słów i zachowań (czepianie sie o wszystko, krytyka wszystkiego, ironiczne uwagi, szyderstwa, podnoszenie głosu w rozmowie, niedopuszczanie do głosu - nie chce do tego wracać), po czym ...jak "ostygała" - przepraszała, załowała, nawet ze łzami w oczach. I tak do następnego, a było to kilka razy w tygodniu... Też słyszałem takie słowa, nawet uwagi, ze "niepotrzebnie to biorę do siebie, bo to było tylko w nerwach". No ale sorry... smile Terapia - za moim naciskiem była juz wyznaczona wizyta u lekarza - nie poszła, mimo ustaleń. Tak, z nią - wedle jej opinii - było wszystko w porządku, a wszystko to było "przeze mnie". To widać jakiś schemat zachowań...
Ok, temat "guza" zostawiamy, przepraszam. Tu masz moim zdaniem do czynienia z człowiekiem o znacznych zaburzeniach emocjonalnych (poczytaj o borderline...), z którym nie da sie normalnie zyć i tworzyć rodziny. W Twoim przypadku jedyna szansa to terapia szokowa: terapia i praca nad sobą albo koniec psychozy...

Poczytam.. dzięki.. Można wiedzieć jak długo jesteś po rozwodzie? Czy macie dzieci?

51

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
milosc_i_lzy napisał/a:

. Być z kimś na dobre to tak, a na złe ,bo problemy, choroba to już odejść i mieć gdzieś. Nie przyszłam tutaj "wjeżdżać" na mojego męża.

To po co żalisz się na forum? Zaciśnij zęby i weź to na klatę, jak jesteś taka wyrozumiała, twarda, uczuciowa. Nie marudź po prostu.

milosc_i_lzy napisał/a:

.Jestem od Ciebie młodsza, a wydaje mi sie , że bardziej dojrzała. Gdybym mogła cofnąć czas to podjęłabym tę samą decyzję.

Otóż to - wydaje Ci się. To, co Ty robisz, to nie jest żadna miłość. To jest martyrologia. Uważasz, że jesteś moralnie lepsza, że jesteś dobra, wspaniałomyślna i kochająca, bo trwasz przy partnerze, którzy jeździ na Tobie jak na łysej kobyle (guz nie jest tutaj ważny).

Jeśli jesteś pewna właściwej decyzji, to ponawiam pytanie: po co się użalasz nad sobą na forum?

52

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
CatLady napisał/a:
milosc_i_lzy napisał/a:

. Być z kimś na dobre to tak, a na złe ,bo problemy, choroba to już odejść i mieć gdzieś. Nie przyszłam tutaj "wjeżdżać" na mojego męża.

To po co żalisz się na forum? Zaciśnij zęby i weź to na klatę, jak jesteś taka wyrozumiała, twarda, uczuciowa. Nie marudź po prostu.

milosc_i_lzy napisał/a:

.Jestem od Ciebie młodsza, a wydaje mi sie , że bardziej dojrzała. Gdybym mogła cofnąć czas to podjęłabym tę samą decyzję.

Otóż to - wydaje Ci się. To, co Ty robisz, to nie jest żadna miłość. To jest martyrologia. Uważasz, że jesteś moralnie lepsza, że jesteś dobra, wspaniałomyślna i kochająca, bo trwasz przy partnerze, którzy jeździ na Tobie jak na łysej kobyle (guz nie jest tutaj ważny).

Jeśli jesteś pewna właściwej decyzji, to ponawiam pytanie: po co się użalasz nad sobą na forum?

Mało rozumiesz z tego co się do Ciebie pisze. Jeśli uważasz, że marudzę to po prostu tutaj nie zaglądaj. Nikt Cie nie zmusza...
Wcale tak nie uważam, to Ty to napisałaś. Proponuję dorosnąć.

53

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.
milosc_i_lzy napisał/a:

Mało rozumiesz z tego co się do Ciebie pisze. Jeśli uważasz, że marudzę to po prostu tutaj nie zaglądaj. Nikt Cie nie zmusza...
Wcale tak nie uważam, to Ty to napisałaś. Proponuję dorosnąć.

Nawzajem.
Rozumiem doskonale - buduję swoją opinię na tym, co Ty wypisujesz. I widzę to tak jak opisałam. Tłumaczysz go, jego złe zachowanie wobec Ciebie guzem - mimo iż lekarz wykluczył wpływ guza na osobowość. Zwyczajnie pozwalasz sobą pomiatać. I próbujesz być przez to bohaterką. Jesteś taka dobra, kochająca, wszystko dla miłości wytrzymasz... Powodzenia.

54

Odp: guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Przeczytaj Autorko niniejszy wpis z innego watku: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=2554634#p2554634

Posty [ 54 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » guz, miłość i łzy .. proszę o opinię.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026