Witajcie, to mój pierwszy post, mam pewną sprawę z którą nie umiem sobie do końca poradzić. Koleżanki mówią że to fajny facet, rodzina go nie toleruje, nie wiem co mam robić. Muszę chyba spytać się anonimowo.
Jestem po rozwodzie z mężem, który niekoniecznie o mnie dbał, uważał że skoro on tyle zarabia to ja powinnam robić wszystko w domu. On sam nawet nie zmywał po sobie talerzy. Byłam wykończona, ale przynajmniej było stabilnie finansowo. W nowej pracy poznałam kolegę, sympatyczny, w moim wieku, dość twardo stąpający po ziemi, bardzo dobrze się dogadywaliśmy, zawsze umiał mnie rozśmieszyć i poprawić nastrój. Zaufałam mu i zaczęłam się żalić na męża. Wyszło tak, że zeszłam się z nim a męża zostawiłam. Teraz sytuacja jest zgoła inna. On wychował się w biednej rodzinie, na wszystko musiał ciężko pracować. Nie lubi dostawać prezentów, które ja uwielbiam robić, on nawet nie obchodzi swoich urodzin bo nie lubi sztucznego tłoku wokół siebie i ludzi którzy pamiętają o nim tylko wtedy gdy mogą liczyć na kielicha. Często się o to kłócimy, prosi mnie wiele razy bym mu nic nie kupowała, nie przywoziła obiadu do pracy, bo on tego nie lubi i jest mu głupio. A ja tak lubię to robić. Dlaczego nie akceptuje go rodzina spytacie... Mój były mąż gdy jechaliśmy gdziekolwiek lubił sobie wypić, więc ja wsiadałam za kółko z powrotem, oczywiście czekając na niego odpowiednio długo. Dopiero mój nowy partner uświadomił mi, ze potrafiłam być na nogach aktywnie 20 godzin, później wracać za kółkiem 50km, iść spać na 4 godziny i znów iść do pracy. Rodzina była bardzo przyzwyczajona, że jestem na każde zawołanie, pomagam, przyjeżdżam i nikt nie miał do tego pretensji. Natomiast on ma, kłóci się z moimi rodzicami, bratem, bratową, że ja mam prawo do odpoczynku i jeżeli coś chcą to mogą się zwrócić do niego. Z jednej strony to urocze, że tak o mnie zabiega, z drugiej psują się moje kontakty z rodziną. Bo wszyscy uważają że on mi dyktuje jak mam żyć i ustawia mi dni na godziny. Sam alkoholu nie pije i zabiera nas z rodzinnego spotkania o 21.30, żebym mogła się wyspać bo jutro mam do pracy. Inni mają mu to za złe, bo zwykle siedzieliśmy do białego rana. W domu mam pomoc z jego strony, nie muszę prosić by pozmywał, posprzątał, zrobił pranie czy zakupy. Mamy cudowny podział obowiązków i nawet udało mi się ostatnio przytyć, gdzie zawsze byłam chudzielcem. Zawsze też byłam chorowita, a teraz jest mi lepiej. Nie wiem co myśleć, on jest bardzo dobry i uczynny, pomocny, umie się świetnie bawić, ale z drugiej strony bardzo ważna dla mnie jest rodzina. A moi rodzice nie chcą go zaakceptować, brat też go nie lubi, uważa go za staromodnego dziwaka. Koleżanki też w pewnym sensie mają go za osła, że taki uparty i ciągle włazi mi w d... Ale uważają że to złoty człowiek, bo mało kiedy zdarza się partner który aż tak się troszczy. I nie wiem, jestem w kropce, bo nie mogę bez niego wytrzymać, ale z drugiej strony męczą mnie ciągle telefony i wyrzuty od rodzinki, że z B. było mi lepiej, przynajmniej się nie panoszył i nie robił awantur i nie traktował mnie tym samym jak córeczki, która musi iść spać bo rano nie wstanie.