netkobietyWszystkie działy
Seks, seksualność, psychologia

Jak żyć bez namiętności..???

94 odpowiedzi14 272 wyświetleniazałożony przez maniek212, 30.06.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Jak żyć bez namiętności..???

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 95 ]

1

Temat: Jak żyć bez namiętności..???

Sam nawet nie wiem jak zacząć moją historię....
Każdy z nas wie, że życie bywa przewrotne, brutalne, ale potrafi też być wspaniałe, kolorowe i fascynujące. To wszystko wzmocnia obecność partnera, który potrafi wspólnie z nami czerpać z życia przyjemność. Dla mnie to kwintesencja bytu na tym ziemskim padole.
Zamykając oczy widzę kobietę i mężczyzną którzy idą przez życie trzymając się za rękę pomimo przeciwności losu, a dla każdego z nich obecność drugiej połówki to cel życia. Praca i związane z nią sukcesy - jak dla mnie - to dodatek do tego właśnie życia.....
To oczywiście obraz idealny, który lata gdzieś w mojej głowie i zaburza mi totalnie odbiór realnej rzeczywistości. A rzeczywistość jest taka, że ta druga połówka żyje swoim życiem - czyli pracą - i od niej jest totalnie uzależniona, co oczywiście znalazło brutalne przełożenie na nasze życie. Proza życia.... ona zawsze się wkradnie, z nią jednak idzie wygrać - jak dwójka chce i ma do tego motywację. Wydawało mi się że mojej motywacji wystarczy za nas dwoje - niestety nie zdawałem sobie przez lata sprawy jak bardzo się myliłem.
Teraz tak faktycznie to tylko z sobą zamieszkujemy. Nie ma kolacji przy świecach, wspólnych kąpieli w pachnącej wannie, namiętnego seksu - jak sobie teraz myślę - to chyba nigdy ich nie było. Organizowałem je chyba tylko dla siebie wykorzystując chwile słabości żony lub te nieliczne chwile, kiedy miała ochotę na jakąkolwiek fizyczną bliskość między nami..... Choć przy wielu rozmowach, wciąż twierdzi, że lubi się ze mną kochać, jej postępowanie świadczy o czymś innym.
Inicjatorem jakiejkolwiek formy zbliżenia między nami jestem w 98% ja. Po kilkunastu latach życia powinienem się chyba do tego przyzwyczaić, niestety nie mogę. Każda próba zbliżenia to dusza na ramieniu, że usłyszę - a nie chcesz się tylko przytulić? nie możemy sobie poleżeć????? Lub - No śpij, śpij - taka jestem zmęczona. Ma prawo być zmęczona skoro pracuje od rana do wieczora i jest pracoholiczką, która jak każdy "holik" nie przyjmuje do wiadomości destrukcyjnego uzależnienia.
Dziś nad ranem, przytuliłem się do niej. Jej zapach, gładka skóra i ciepło pobudziły moje zmysły - zaczynam ją dotykać, powoli pieścić i po chwili słyszę - "no kuźwa to dopiero piąta rano"....

Czar prysł sad - odwróciłem się na drugi bok. W głowie mętlik, dusza o mało co z piersi mi nie wyskoczyła. To już nie pierwszy raz, lecz dziś zrozumiałem, że to się nigdy nie zmieni. Na ten temat rozmawiałem już dziesiątki razy - wciąż słyszę, że przesadzam, dla niej nasze życie seksualne jest idealne, uwielbia się ze mną kochać, a ja mam zbyt duży temperament. Z tym temperamentem jednak muszę sobie radzić sam, bo jej jakby ten problem nie dotyczy... No przecież nie można się kochać codziennie....

Na boki nie zamierzam skakać, jakoś mało mnie to kręci, lecz ostatnimi czasy coraz to częściej myślę, że może jednak powinienem. W tym związku raczej namiętności nie znajdę.... nie wiem czy potrafię bez niej żyć. Tyle lat się oszukiwałem, że może kiedy zawita w naszym łóżku, widzę, że nie ma na to szans... nie wiem co teraz robić... Czekać na te 2% jej aktywności i nadal męczyć się w tym seksualnym maraźmie. Jak ją zmobilizować do działania, czy to w ogóle jest jeszcze możliwe......???? Czy ktoś z Was ma tak samo - jak sobie z tym radzicie????

2

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Czasem mamy zbyt duże oczekiwania. Warto też doceniać to co się ma. Bo jeśli się rozstaniecie to wcale nie musi być lepiej z inną.

3

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Jak często się kochacie? Czy oprócz seksu jesteście dobrym małżeństwem -- chcecie razem żyć do końca?

Boooo... jedni Ci powiedzą, że powinieneś panować nad instynktami zwierzęcymi" -- w końcu seks nie jest w życiu najważniejszy. Są to jednak fałszywe stwierdzenia -- jakby człowiekowi,  któremu nie starcza na chleb tłumaczyć iż pieniądze nie  są w życiu najważniesjze.

Masz takie trzy drogi:

1. być wiernym, nie mieć seksu
2. żyć z żoną, mieć seks z kim innym
3. rozejść się -- rozwód

Teoretycznie jest czwarta droga -- czyli popracować nad tym, aby żona chciała z Tobą seks, aby seksu było więcej. Trzeba ją zaprowadzić do specjalisty, który będzie usiłował na nią wpłynąć -- farmaceutykami, zmienić mentalność. Chodzi o to, aby ją zmienić tak, abyś Ty miał więcej seksu -- czyli dostosować ją do Ciebie, czyli ją zgwałcić po prostu, bo w tej chwili ona nie chce seksu. Po takiej terapii prawdopdoobnie wrócisz z tym pytaniem tutaj za rok lub dwa.

Wracamy więc do tych trzech punktów.

Puryści doradzą punkt "3" na zasadzie "jak Ci źle, to odejdź, ale nie zdradzaj". Jeśli tak zrobisz, to będize znaczyło, że "tylko" z powodu seksu rozwaliłeś dobre małżeństwo.

Punkt "1" realizujesz w tej chwili. Pogódź się, że nie będziesz miał seksu, męcz się, nieś ten krzyż -- tak wielu ludzi robi.

W końcu punkt "2". Możesz wyrywać na Symp*t*i kobiety tak samo sfrustrowane jak Ty -- może Ci się uda, może będziesz miał seks. Jednak na takich portalach randkowych są głównie kobiety, które szukają partnerów na życie, a nie facetów do seksu. Na końcu pozostają dziewczyny, prostytutki z R*ks* -- seks gwarantowany, ale spotkanie fajnej koleżanki niekoniecznie.

Podsumowując -- trzeba wybrać punkt "1" albo punkt "2".

Skończ z tym błaganiem o seks, zabieganiem o seks -- ona tego NIE chce.

4

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
Gary napisał/a:

Skończ z tym błaganiem o seks, zabieganiem o seks -- ona tego NIE chce.

...bądź chce ale z kimś innym.

5 Ostatnio edytowany przez maniek212 (2015-06-30 11:05:54)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
Gary napisał/a:

Jak często się kochacie?

To różnie - czasami co drugi trzeci dzień, czasami przez kilka dni codziennie, a czasami raz na dwa tygodnie. W zależności jak "księżna" ma kaprys.... ostatnimi czasu coraz rzadziej.

Gary napisał/a:

Czy oprócz seksu jesteście dobrym małżeństwem -- chcecie razem żyć do końca?

Według mnie, tak - nie potrzebuje zmian i dlatego jest to chyba dla mnie bardziej uciążliwe. gdyby mi nie zależało, dawno bym to pieprznął w diabły - jak to mówią tego kwiatu, to pół światu.... Myślę, że ona też jej nie potrzebuje - tzn. zmiany.
wszystko rozbija się o te różnice w temperamentach i podejście do sypialni....

Gary napisał/a:

Skończ z tym błaganiem o seks, zabieganiem o seks -- ona tego NIE chce.

Błaganie o sex ..... kurna teraz sobie uzmysłowiłem, że chyba tak to wygląda ...... upokarzające dla faceta..... sad

Jak chce z kimś innym - no cóż, trzeba znaleźć cywilną odwagę by o tym powiedzieć otwarcie, na to chyba nie ma czasu... choć nie ma rzeczy niemożliwych...

6

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
maniek212 napisał/a:
Gary napisał/a:

Jak często się kochacie?

To różnie - czasami co drugi trzeci dzień, czasami przez kilka dni codziennie, a czasami raz na dwa tygodnie. W zależności jak "księżna" ma kaprys.... ostatnimi czasu coraz rzadziej.

Gary napisał/a:

Czy oprócz seksu jesteście dobrym małżeństwem -- chcecie razem żyć do końca?

Według mnie, tak - nie potrzebuje zmian i dlatego jest to chyba dla mnie bardziej uciążliwe. gdyby mi nie zależało, dawno bym to pieprznął w diabły - jak to mówią tego kwiatu, to pół światu.... Myślę, że ona też jej nie potrzebuje - tzn. zmiany.
wszystko rozbija się o te różnice w temperamentach i podejście do sypialni....

Gary napisał/a:

Skończ z tym błaganiem o seks, zabieganiem o seks -- ona tego NIE chce.

Błaganie o sex ..... kurna teraz sobie uzmysłowiłem, że chyba tak to wygląda ...... upokarzające dla faceta..... sad

Jak chce z kimś innym - no cóż, trzeba znaleźć cywilną odwagę by o tym powiedzieć otwarcie, na to chyba nie ma czasu... choć nie ma rzeczy niemożliwych...

Jak czytałam pierwszy post, byłam przekonana,że żona chcę może ze 3 razy w roku i to Cię frustruje. A tu problem polega na tym,że ona nie chce zawsze i codziennie...

7

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Albo taka jest, albo związek z rozsądku.

8 Ostatnio edytowany przez Gary (2015-06-30 13:24:15)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
maniek212 napisał/a:
Gary napisał/a:

Jak często się kochacie?

To różnie - czasami co drugi trzeci dzień, czasami przez kilka dni codziennie, a czasami raz na dwa tygodnie. W zależności jak "księżna" ma kaprys.... ostatnimi czasu coraz rzadziej.

Eeeee... to nie przesadzaj -- ja z żoną mam seks kilka razy na miesiąc i jest okej. Co innego gdybyś nie miał seksu przez pół roku. Zatem zmieniam diagnozę -- rozładuj się sam a jak żona będzie chciała seksu, to wtedy razem z nią. Do tematu wrócimy jak nie będziesz miał seksu przez pół roku.



Gary napisał/a:

Skończ z tym błaganiem o seks, zabieganiem o seks -- ona tego NIE chce.

Błaganie o sex ..... kurna teraz sobie uzmysłowiłem, że chyba tak to wygląda ...... upokarzające dla faceta..... sad

Upokarzające dla obu stron. Ty chcesz ją zgwałcić, a ona nie chce. Seks jest fajny jak obie strony chcą. W przeciwnym wypadku jak ona nie chce, a Ty ją namówisz -- to równie fajnie będzie u prostytutki.



Jak chce z kimś innym - no cóż, trzeba znaleźć cywilną odwagę by o tym powiedzieć otwarcie, na to chyba nie ma czasu... choć nie ma rzeczy niemożliwych...

Takich rzeczy się nie mówi. A ten wasz seks jest DLA NIEJ dobry? Ma orgazm i uśmiech rano?

9

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
Gary napisał/a:

Ma orgazm i uśmiech rano?

Mówi że ma i raczej nie udaje, więc tym bardziej mnie dziwi, że zegarek ważniejszy niż chwila relaksu....

10

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

W takim razie masz duże libido. I masz niemało seksu. Nie widze problemu. Wydaje mi się, że 2 tyg bez seksu można wytrzymać bez problemu.

11

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

A w jakim jesteście wieku? Ile lat po ślubie?

12 Ostatnio edytowany przez Blitzkrieg1942 (2015-06-30 16:17:35)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Może mam słaby wzrok ale autorowi tematu nie chodzi o seks a o namiętność, bo seks wydaje mu sie wymuszony. Ona nie inicjuje, nie jest chętna, zimna, a po odbytym stosunku prawi go komunałami zeby dał jej spokoj

13 Ostatnio edytowany przez maniek212 (2015-06-30 20:22:50)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
Blitzkrieg1942 napisał/a:

Może mam słaby wzrok ale autorowi tematu nie chodzi o seks a o namiętność, bo seks wydaje mu sie wymuszony. Ona nie inicjuje, nie jest chętna, zimna, a po odbytym stosunku prawi go komunałami zeby dał jej spokoj

Z tego wszystkiego zgadza się tylko brak namiętności i inicjatywy własnej.

Brak inicjatywy ze strony małżonki + brak namiętności + kubeł zimnej wody na łeb gdy ja ją wykazuje = i człowiek kładzie się do łóżka z przeświadczeniem, że lepiej spać niż się do nie przytulić, przynajmniej nie dostanie kopa, że jest piąta rano..... sad

Gary napisał/a:

W takim razie masz duże libido. I masz niemało seksu. Nie widze problemu. Wydaje mi się, że 2 tyg bez seksu można wytrzymać bez problemu.

Wytrzymać można, po dwóch tygodniach znów trafisz na nocne zmęczenie - to już próbowałem, nic nie daje. Na nią nie wpływa okres braku aktywności z mojej strony, a mnie dusi gdy patrzę jak spokojnie kładzie się spać i zasypia bez problemu nie cierpiąc z braku naszej bliskości....

To raczej przypadek nieuleczalny.....

14

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
maniek212 napisał/a:
Blitzkrieg1942 napisał/a:

Może mam słaby wzrok ale autorowi tematu nie chodzi o seks a o namiętność, bo seks wydaje mu sie wymuszony. Ona nie inicjuje, nie jest chętna, zimna, a po odbytym stosunku prawi go komunałami zeby dał jej spokoj

Z tego wszystkiego zgadza się tylko brak namiętności i inicjatywy własnej.

Brak inicjatywy ze strony małżonki + brak namiętności + kubeł zimnej wody na łeb gdy ja ją wykazuje = i człowiek kładzie się do łóżka z przeświadczeniem, że lepiej spać niż się do nie przytulić, przynajmniej nie dostanie kopa, że jest piąta rano..... sad

Gary napisał/a:

W takim razie masz duże libido. I masz niemało seksu. Nie widze problemu. Wydaje mi się, że 2 tyg bez seksu można wytrzymać bez problemu.

Wytrzymać można, po dwóch tygodniach znów trafisz na nocne zmęczenie - to już próbowałem, nic nie daje. Na nią nie wpływa okres braku aktywności z mojej strony, a mnie dusi gdy patrzę jak spokojnie kładzie się spać i zasypia bez problemu nie cierpiąc z braku naszej bliskości....

To raczej przypadek nieuleczalny.....

Brak namiętności w związku jest wynikiem braku bliskich relacji, braku pracy nad związkiem- niedbaniem wzajemnie o siebie, nie tworzeniem dobrej atmosfery i klimatu, tak by chciało się być z ta osobą, mieć o czym ze sobą rozmawiać, wspólnie w interesujący sposób spędzać czas, dzielić i cieszyć sie sobą. Aby w związku było dobrze to nie należy ciągle oczekiwać, bo dajesz z siebie tyle ile sam chcesz dac. W życiu z partnerem należy uwzględnić też jego zmęczenie, niedyspozycje, moze ona ma jakies problemy o których nie mówi, a może wystarczy partnerce tylko świety spokój, ciepła kąpiel i herbata po przyjściu do domu?
Może warto pobyć ze sobą zwyczajnie w milczeniu, cieszyć się tylko samą obecnością tej osoby.
Czy to że w związkach długoletnich nie ma już takiej namiętności jak była jest czymś złym? Może warto zwyczajnie porozmawiać z partnerką o poczuciu jej braku, może oddaleniu w relacji, bo fizyczne oddalenie, zanikanie namiętności jest efektem braku relacji i intymności w związku. Może warto wspólnie rozwiązać ten problem niż szukać doraźnej pomocy- skoku w bok. Może warto zadać sobie ten trud i pomyśleć, dlaczego ją wybrałeś, dlaczego chciałeś z nia zyć. Natomiast jeżeli wybierzesz drogę na skroty, to bądź pewien że możesz wszystko stracić. Czy tego chcesz? Czy warto ryzykować dla tych chwil namiętności utratę rodziny, żony?
Czasem przeczekaniem, odpuszczeniem można zyskać wiele, natomiast żonę stracisz jak nie zaczniesz z nią rozmawiać o swoiim problemie, bo czujesz się przez nia zaniedbany i opuszczony. Zdziwiłbys się bardzo, gdyby ona tez miała podobne odczucia, no chyba że ona nie ma aż takiej potrzeby fizycznej bliskości i wystarczy jej tylko dotyk twojej dłoni. To może być  dla ciebie nawet wyzwanie, czy akceptujesz żonę taką jaka jest : zmęczoną, bez inicjatywy w łózku. Wszystko musi mieć swój czas- gdy żona będzie wypoczęta, zadowolona, w dobrym nastroju, to namiętnośc też się pojawi.  Zadbaj może o jej wypoczynek i relaks.

15 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-07-01 21:45:18)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Iwona ma rację, jeśli Twoja żona jest pracoholiczką, potrzebny jej przede wszystkim wypoczynek i relaks. Wiadomo, w takim trybie życia niełatwo o to, ale kiedy wyluzuje i nabierze sił, ochota na seks i namiętność powinny powrócić.
Mam podobnie jak Ty ze swoim mężem. On spędza w pracy każdy weekend, w sumie prawie 70 godzin tygodniowo. Seks miałam raz na tydzień-dwa, podczas gdy moje potrzeby były podobne do Twoich, minimum raz dziennie, o nocnym miłym przebudzeniu mogłam tylko pomarzyć. Byłam bardzo urażona, czułam się zaniedbana, niekochana i nawet nie pociągająca.
Wybrałam więc drogę na skróty, znalazłam sobie mężczyznę, który zaspokoił jakiś niedobór. Tyle że to marna namiastka, ukradkowe chwile, może kilka godzin, ale niezbyt często, wiadomo, ryzyko wpadki. I na pewno nie to, czego potrzebowałam. Nie kręcił mnie "zakazany owoc", chciałam takiej namiętności i bliskości na legalu, o różnych porach dnia, nocy, często. Ale ta zdrada zmieniła mnie, do tego jeszcze to forum, bardzo dobrze robi na myślenie. Skok w bok to tylko fizyczne zaspokojenie, i to niezbyt częste. Dla mnie to była droga donikąd. Chyba żeby się rozwieść i zmienić partnera, ale jaką miałbyś gwarancję, że tamta kobieta zawsze będzie chętna? Początki zawsze są świetne, a potem...różnie bywa.
Zmiękłam, stałam się dla męża bardziej wyrozumiała, czulsza, milsza, co zaprocentowało częstotliwością zbliżeń, większą bliskością i przyjemnością. Dał się przekonać, że to też wspaniały sposób na relaks i odprężenie.
Przeanalizuj swoje zachowanie wobec niej. Popełnia błąd, jako priorytet traktując pracę, ale chyba tak lubi i potrzebuje, może musi, takie zasady tego zawodu. Więc zamiast pretensji, słusznych, ale szkodliwych, spróbuj  dać jej akceptację, wyrozumiałość, może odciąż trochę w obowiązkach domowych, jeśli czas Ci na to pozwoli. Nie myśl, że Cię olewa, to błąd, ona po prostu nie ma siły na bliskość. To przemęczenie, nie niechęć i świadome unikanie i zaniedbanie. Jeśli macie wolne weekendy, wykorzystajcie je w pełni oddając się wspólnym rozrywkom, spacerom, przejażdżkom, czy co tam lubicie. Czasem nie jest ważne, ile czasu się ze sobą spędza, ale jak. A kiedy jesteś sam, zajmij się jakąś pasją, aktywnie spędzaj czas, by za dużo nie myśleć o samotności i braku seksu.
A spuszczanie pary samodzielnie też nie jest złym pomysłem wink Słabe to i warto się nie przyzwyczajać, a już na pewno nie uzależniać, i, bądźmy szczerzy, marna to zabawa, ale pomaga, rozładowuje napięcie i pomaga doczekać właściwej przyjemności.

16

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

starlet007 -- cudowny post napisałaś! Wspaniała droga od dna, przez zdradę, do nowego życia. I ta twoja świadomość tej drogi... hoho smile smile
Jest w twoim doświadczeniu taki duchowy tunel, który prowadzi z jedneog życia do drugiego -- jest nim zdrada. Czasem trzeba przez to przejść, aby zobaczyć swoją sytuację z innej perspektywy...

17

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
Gary napisał/a:

starlet007 -- cudowny post napisałaś! Wspaniała droga od dna, przez zdradę, do nowego życia. I ta twoja świadomość tej drogi... hoho smile smile
Jest w twoim doświadczeniu taki duchowy tunel, który prowadzi z jedneog życia do drugiego -- jest nim zdrada. Czasem trzeba przez to przejść, aby zobaczyć swoją sytuację z innej perspektywy...

Gary zapędziłeś się z tym chwaleniem zdrady. Zreszta Starlet sama napisała ze to droga na skróty i droga donikąd.

18 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-07-02 13:07:46)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Gary, dzięki...:) Chyba, bo tak mi jakoś ironią zajechało... Sorki, jeśli się mylę smile
W takim zakończeniu musi być spełniony jeden podstawowy warunek - wartościowy partner. Masz rację z tą perspektywą, trzeba czasem zbłądzić by zobaczyć kogoś w innym świetle, przypomnieć sobie za co go wybraliśmy i docenić go. 
mariola856, chwalić faktycznie nie ma czego, ale...ludzka rzecz, przydarzyło się, w sumie spontan, ale o tyle świadomy, że dla mnie to miał być wstęp do nowego życia bez męża. Skończyło się inaczej, w sumie nawet świetnie, ale to rzadkość.  Jeśli ktoś potrzebuje, niech sparzy się i nauczy na własnych błędach. Choć nie polecam, bo zranienie bliskiej osoby jest okropne dla obojga. I pamiętajmy o jednym: problemu w ten sposób nie rozwiążemy, a na pewno dojdą inne, poważniejsze.

Niedobór seksu jest poważnym problemem w związku, jeśli jedna ze stron tego potrzebuje. Mnie zawsze szkoda było straty tej przyjemności, którą mogłabym mieć z dopasowanym temperamentem mężczyzną, zabawy, spełniania fantazji. Ale poza tym mamy też zwyczajne życie. Jeśli partner się w nim sprawdził, szkoda go tracić przez troszkę inne libido niż nasze. U Ciebie to nawet nie to, bo temperament to żonka chyba ma, tylko lekkie załamanie kondycji. Jeśli to naprawicie, dobrze będzie, trzeba tylko cierpliwości i chęci.

19

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

1. nie było ironi
2. nie było pochwały zdrady

Starlet rozumie z życia bardzo dużo.

20

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

To różnie - czasami co drugi trzeci dzień, czasami przez kilka dni codziennie, a czasami raz na dwa tygodnie. W zależności jak "księżna" ma kaprys.... ostatnimi czasu coraz rzadziej.
To  jest słabe Libido??? Ludzie. Gary ma rację. Nie jest źle. My kobiety, na prawdę różnimy się od facetów. I to nie chodzi o bliskość, namiętność i inne takie. Chodzi o to, że nie mamy dzień w dzień ochotę na seks. Czasami wolimy obejrzeć film, posiedzieć, przytulić się. Tak po prostu. I iść spać. Ja wiem,że Wasze hormony wtedy szaleją. Ale co z tego? My a przynajmniej ja, nienawidzę presji. W żadnej dziedzinie życia. A już w tej szczególnie.Też o piątej rano bym się wkurzyła jakby mnie ktoś obudził. O 8 już nie smile. Co jest dla was lepsze, ważniejsze. Seks co 2,3, 4 dni ale namiętny, z ochotą z naszej strony, bo nie naciskacie, czy codzienny ale taki na odwal się. Zmieńcie trochę nastawienie do nas .Ze nam sie chcieć musi i już, a jak sie nie chce to na terapie do seksuologa i innych terapeutów. Nam nic nie jest. Róznimy się płcią. I uwielbiamy się do was przytulić i ...zasnąć. Ta po prostu. A nie od razu macanie i myslenie ' a nuz dzisiaj mi da smile. Bo to właśnie nas od Was odpycha. i wtedy jest ból głowy, zeba , zmeczenie. Dajcie nam zatesknic za Waszym ciałem. Nawet jak to trwa tydzień, oczywiście bez Waszego gderania. My  rozumiemy ,ze Wam tego potrzeba. A Wy zrozumcie, że nam troszkę mniej.

21

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
checiny3108 napisał/a:

Chodzi o to, że nie mamy dzień w dzień ochotę na seks.

Nie?

22

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Nie.

23

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Ja mam.

A nawet czasem na dwa razy lub trzy razy dziennie.

24

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Ja mam.

A nawet czasem na dwa razy lub trzy razy dziennie.

25

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

To ja tez tak mam . Nawet czesto. Ale, tez bywaja dni ze nie mam wcale. I własnie o to chodzi. Ze facet nie majac seksu dwa dni, czy trzy, mimo że wie, zę on bedzie, i to całkiem zajefajny.... wariuje. Nie umie poczekać.  Boi sie nie wiem o co. Probuje, robi jakies podteksty, aluzje. Po co? MNne to akurat dziala jak płachta na byka. Jak by sie nic nie odzywal, oczywiście w tym temacie, to by kobieta nie czula jakiejs tam presji. Takie jest moje zdanie.

26 Ostatnio edytowany przez maniek212 (2016-11-14 15:00:56)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
checiny3108 napisał/a:

Dajcie nam zatesknic za Waszym ciałem. Nawet jak to trwa tydzień, oczywiście bez Waszego gderania. My  rozumiemy ,ze Wam tego potrzeba. A Wy zrozumcie, że nam troszkę mniej.

U mnie mógłbym czekać pewnie z miesiąc albo i dłużej.
Po kilku dniach niebytu w domu wrócił mąż, wieczorem do łóżeczka (żona chyba jeszcze nie zatęskniła) i na koniec się dowiedziałem - no nie... to za wiele jak dla mnie. Nie wiem o co chodziło, bo już nie miałem nawet odwagi spytać, widząc ton wypowiedzi i minę... A chodziło chyba o to, że ostatnimi czasy wszystko to trwa coraz dłużej. Kiedyś było inaczej, teraz coś się psuje i nie mogę, choć bardzo chce skończyć "przed czasem" - przecież ona myśli o tym żeby się to skończyło. To nie w sensie, że nie chce tego robić, tylko dlaczego to tak długo trwa... Sam nie wiem.
Więc teraz drogie Panie - do presji częstotliwości zbliżeń dochodzi dodatkowo kwestia czasu jego trwania. Kto ma problem - oczywiście, że ja, bo jak widać nikt nie zamierza z tym niczego zrobić. Wy potrzebujecie czasu żeby zatęsknić, a Ty chłopie się dowiaduj, kiedy to nastąpi i radź sobie sam. Dała Bozia rączki, albo w inny sposób.
Kiedyś byłem przekonany, że to ja mam rację i że powinno być jak pisałem wcześniej, teraz powoli zaczynam zmieniać zdanie. Potrzebuje przysłowiowego "bromu", który skutecznie ostudziłby moje potrzeby i ograniczył życie małżeńskie do ogarniania tematu dziecka, domu i pracy. Reszta tak przy okazji jak będziemy wypoczęci, tzn. jak ona będzie wypoczęta - a Ty sobie w tym czasie ogarniaj temat sam, a tylko żebyś czasami nie łaził gdzieś na boki bo spłoniesz na stosie..... Rewelacja!!!!!!!!!!!!!! Jak ktoś zna jakieś inne rozwiązanie tego problemu czekam z niecierpliwością na pomysły.....
Naprawdę zaczynam powoli dochodzić do wniosku, że seks pomimo, iż stanowi wielką przyjemność, powoli przeradza się w problem, a być może już jest nim od dawna. Problem dla kogoś, kto w związku ma wyższy temperament niż druga połowa. Zmniejszyć go nie idzie, leku na to nie ma, z drugiej strony dlaczego mam farmakologicznie zagłuszać naturę..... Teraz sam nie wiem co z tym zrobić. Czytam historie na forum, gdzie przez takie tematy jak ten rozpadają się małżeństwa, nie chciałbym do tego dopuścić, ale wtedy musiałbym zagłuszyć - nie wiem jak i czym - pożądanie i czekać nie wiadomo ile, aż łaskawie ktoś zatęskni za moim ciałem, tu niestety może to potrwać o wiele więcej niż ja sam będę mógł wytrzymać, a oszukiwanie się pod prysznicem ukradkiem przed żoną jakoś nie bardzo do mnie przemawia.....

_v_ napisał/a:

Ja mam.

A nawet czasem na dwa razy lub trzy razy dziennie.

No i można????? można..... I traf tu teraz na faceta, który ma ochotę raz na 1,5 miesiąca.... i wtedy można całą tą sytuację odwrócić i wypowiedź checiny3108 miałaby zupełnie inny wydźwięk....

27

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

No i można????? można..... I traf tu teraz na faceta, który ma ochotę raz na 1,5 miesiąca.... i wtedy można całą tą sytuację odwrócić i wypowiedź checiny3108 miałaby zupełnie inny wydźwięk....
hmm, popadacie ze skrajności w skrajność.... albo 5 razy dziennnie albo raz na1,5 m-ce..ludzie...posłuchajcie czasami swoich partnerów, ale słuchajcie a nie tylko słyszcie...nie wiem, ja nie jestem robotem, ktory pstryk.. o i  juz ma cheć, i nie ważne czy bylo rano3 razy... czy trzy dni temu... bo jest czasami dokładnie na odwrót, tak:  było rano 3 razy i teraz mi sie chce jeszcze trzy, ale też... było 3 dni temu a mi sie nadal nie chce. To są też hormony, to nie jet to ze, o Jezu juz mnie nie kocha, cos z nią nie tak....i takie tam. Ja wiem jedno. Wasze proszenie się, dogadywanie czy inne działania nachalne tylko babki zniechęca a nie podnieca.

28

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

checiny3108, Twoje generalizowanie jest... Niefajne tongue A bo kobieta nie chce codziennie, a bo facet musi koniecznie codziennie, a bo próby rozbudzenia w partnerze chuci są be... Nie wiem, Ty tak masz i wszyscy/większość automagicznie też? wink Ja fakt, też nie zawsze mam ochotę. Za to mój facet też nie zawsze ma. A jego tycanie i macanie mnie, kiedy nie mam ochoty, uważam za korzystne, bo u nas niemal zawsze zdaje to egzamin i kończy się dla obojga przyjemnie.
Własnego partnera trzeba samemu rozgryźć, wszelkie recepty to raczej sugestie spod znaku "na co zwrócić uwagę, bo może to ten kierunek".
maniek 212, czyli zmian od przeszło roku brak?

29 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-11-14 21:05:39)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

jakby mojemu o 5 rano zebrało się na amory, to wypadłby z wyra z prędkością światła i nie ma to nic wspólnego z brakiem namiętności. O tej porze to nawet sam Brad Pitt by mnie nie wzruszył, tylko dostał z łokcia wink
Pisaliśmy już o tym gdzieś indziej maniek, przy okazji podobnego wątku, że Twoja żona nigdy nie była okazem namiętnosci, taką sobie wybrałeś, więc taką masz. Ten Twoj osobnik, jak ją pieszczotliwie nazywałeś wtedy wink zawsze taki był, tylko byłes tak zakochany, że tego nie zauważałeś. Ona się nie zmieniła, tylko Tobie zaczęło to w końcu przeszkadzać, że to Ty ciągle jesteś motorem waszych zbliżeń i że Ty odczuwasz namiętnosć a ona raczej tak z obowiązku. Wcale nie kochacie się rzadko, jak sugeruje to pierwszy post, bo potem czytamy "To różnie - czasami co drugi trzeci dzień, czasami przez kilka dni codziennie, a czasami raz na dwa tygodnie". To nie jest rzadko.  Tylko problem jest taki, że z jej strony to jest z łaski, nawet jak codziennie. Jestem pewna, że bez problemu satysfakcjonowałoby Cię nawet raz na tydzień, gdyby to było z pasją i namiętnością, gdy widziałbyś w oczach żony pożądanie. A nie widzisz.  I znowu Cię trochę zdołuję, maniek - niestety, nie widzisz i nie zobaczysz. Kiedykolwiek tak naprawdę je widziałeś w jej oczach?
Nie ma rozwiązania Twojego problemu maniek. Skoro rozwodu nie zamierzasz brać, ani zdradzać żony, to nie ma.

30

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
adiaphora napisał/a:

Nie ma rozwiązania Twojego problemu maniek. Skoro rozwodu nie zamierzasz brać, ani zdradzać żony, to nie ma.

Wyobrażasz sobie teraz rozprawę - wysoki sądzie, żona niestety nie ma dużych potrzeb, jeśli chodzi o seksualną sferę naszego związku. Wystarczy jej raz na tydzień może na dwa. A ja bym chciał np. o 5 rano....... co by Pan chciał???? ......o 5 rano????

adiaphora napisał/a:

jakby mojemu o 5 rano zebrało się na amory, to wypadłby z wyra z prędkością światła i nie ma to nic wspólnego z brakiem namiętności. O tej porze to nawet sam Brad Pitt by mnie nie wzruszył, tylko dostał z łokcia

No to jak tak to wygląda - to jest Pan winny rozpadowi małżeństwa..... zboczeńcu!!!!!!!! big_smile big_smile big_smile big_smile big_smile

A tak na serio - To już chyba do mnie dotarło, dlatego się tak miotam i chodzę wciąż wku..... Czytam o tym co piszecie, widzę w tym wiele logiki i czuje że to prawda. Wiem, że nie można codziennie, co dwa dni, o 5 rano, zdaję sobie z tego sprawę, ale jak kiedyś pisałem - nie można zwalczyć siebie.
Kobiety to nie jest tak, że jak rano wstaje myślę o tym, że wieczorem dzisiaj bzyki, bo wypada termin. Cały dzień mam zajęty, praca, obowiązki domowe, swoje jakieś tam pasje. Wieczorem kładę się do łóżka, żona się przytuli i to jakoś tak samo wychodzi. Jakoś tak się dzieje w jej obecności, że sensory działają ze zdwojoną siłą i człowiek mimowolnie chce spędzić ten czas z nią.... Niestety - teraz zamiast robić co czuje, muszę robić analizę czy nie będzie wkurzona, czy jest wypoczęta, czy coś tam i coś.... nie ma spontaniczności bo jej w takich warunkach być nie może i to mnie właśnie doprowadza do szaleństwa.
Knuj i się dowiaduj czy możesz, albo czekaj aż zostaniesz obłaskawiony. W tym momencie mówimy tylko o tym co i jak postrzega Pani, a tym co i jak postrzega Pan to już wiecie, z tym że jak widać najważniejsze co czuje Pani, bo to ona jest kluczem do sukcesu - jak będzie wypoczęta, jak nie będzie przymuszana, jak nie będzie czuła presji, to będzie rewelacyjnie i wszyscy będą zadowoleni....
Jak jednak Panu "szaleją hormony" - to już jego problem i niech sobie radzi z tym problemem jak chce, oczywiście w ramach przyzwoitości i z zachowaniem małżeńskich wartości....

Do doopy to wszystko, bo zdaję sobie sprawę z tego, że każdy ma w tym "konflikcie" swoje słuszne racje i ma prawo o nie walczyć.... więc walczy - niestety ta walka nikomu nic nie daje, prócz frustracji.

31 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-11-15 12:36:25)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

przeczytałem sobie wypowiedzi, jakie padły w tym wątku

Gary - to chyba moim mentalistą zostanie wirtualnym wink
Full Body ...
adiaphora

gdzieś w ten deseń

po części myślę że to kwestia wieku, czasu trwania związku, jakości związku, świadomości obydwu stron
a już bankowo "komunikacji", jakości głębokości(intymnej strony) komunikacji

początkowe etapy związku/ to po części jak upojenie alkoholowe wink totalny odlot, nie wyraźne widzenie, itd itp
to jednak mija

dziś patrząc z podobnej perspektywy, w jednym kierunku "mieć" w drugim "być, skłaniałbym się do podobnych refleksji

długi etap w mym życiu, opierał się na skrajnych emocjach, co za tym idzie, w konsekwencji na  wyobrażeniu o zajebistym seksie, nie tylko własnym
etap ten dość nie przewidywanie się zakończył, rozpoczęła się praca nad sobą, przyglądanie się sobie,w sumie też pod dość konkretnymi naciskami ze strony partnerki

no i sytuacja, drastycznie się zmieniła,

gdzieś po drodze doszła świadomość, wpływu relacji z rodzicem płci przeciwnej, na seksualność własną, analogicznie parterki
to się złożyło z poszukiwaniem odpowiedzi, na pytania, czemu tak wybrałem jak wybrałem, czemu Ona wybrała jak wybrała

kopiąc głębiej, w poszukiwaniu zagubionej "namiętności", znalazłem się w miejscu, w którym wytłumaczenie znalazłem, wpływu przeżyć/wychowania/nastroju panującego w domu w którym się dorasta, emocjonalności mającej wpływ na przeżywanie, mniejsze lub większe, regulowania często "wypieraniem" potrzeby ludzkich w tej materii

najłatwiej to hormonami, wytłumaczyć, a to największa dla mnie ściema ze strony kobiet wink tak apropos

i tak wracając do początku, ani raz nie idąc wypowiedzią w kierunku "miłości" wink

podobnie jak w wypowiedziach, przerabiałem, poranki, wieczory, świece, wanny, gdzie ja tego i jak nie przerabiałem
namiętności brak

teraz kwestia, co z tym można zrobić
w jednym ujęciu, to co np. Gary rozpoczął opisywać, słuszne rozwiązanie

jest też druga strona mocy, poza przypadkami że rzeczywiście coś z partnerką nie teges jest

można się zastanowić, co ze mną jest, że taki brak namiętności odczuwam smile
czym powodowane jest to odczucie, z czego wynika, co mną kieruje (poza ciśnieniem w krzyżu)

myślę sobie, że ta świadomość otwiera kolejne drzwi, do naprawy relacji,
bo zauważ, może być tak że te flustracje tylko Ty masz, a partnerka nic nawet o tym nie wie

żyje w błogiej nieświadomości/ bezpiecznej przystani/ uśpiona

kwestia kto kogo ma wyciągać/zapraszać do wyjścia z nieświadomości,
czy obie strony muszą to przejść, czy są w stanie same to przejść, czy jest potrzebna pomoc zewnętrzna

osobiście dla mnie szukanie rozwiązania poza "związkiem" jest ostatnią drogą(mówię o zdradzie/rozwodzie), ze względu na wiele czynników które biorę pod uwagę

najważniejszym dla mnie, to szczerość i przejrzystość w relacji

poszukiwanie/oczekiwanie jest równoznaczne z "brakiem czegoś"
a przyczyny tego stanu, najłatwiej znaleźć w "obiciu siebie" które to niby jest "opisem" tejże drugiej strony big_smile
w braku/nadmiarze zachowań, postaw które według mnie muszą/nie powinny być, bo ja mam takie wyobrażenie smile

kwestia wartości, lub też redefiniowania ich wspólnie!!!, jak sam to robisz, to sam ponosisz konsekwencje big_smile

na pytanie wątku, odpowiem w moim mniemaniu: NIE DA SIĘ !!! kwestia czym jest namiętność dla mnie smile

miłego

"Poranna rozmowa małżeńska" smile
https://www.facebook.com/Pulse1Radio/vi … 839843611/

32

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Ja nie generalizuje. Uważam po prostu ,że ludzie popadają w jakieś chore skrajności. I gdzie tu namiętność?? Rozpamietywanie... acha wczoraj nie było, przedwczoraj nie było, to dziś musi być. A ona nie chce. Hmm... cos z nia nie tak jest. Spadło jej libido... A może zawsze było mniejsze, tylko ktoś tego nie widział, bo zauroczenie, fascynacja. W związku są pewne fazy w tym jedna która jest tzw zauroczeniem , która roznie trwa, ale ponoc przeciętnie do dwóch lat. A wtedy dużo rzeczy się nie widzi. A jak to przeminie, to wtedy oczka się otwierają. I zaczyna się narzekanie... Tylko w miedzy czasie  kobieta urodzila dziecko, albo dwojke, karmila po nocach, pozmienialo się trochę w jej organizmie i być może ochota, która była i tak ciut mniejsza niż u faceta, jeszcze bardziej opadla. I jak ktoś tu napisał, ,że jeśli chuci nie da się obniżyć, bo nie ma lekow, to może nie da się podwyższyć, bo nie tylko na tym zycie polega.  Często się tez zdaza ,że wręcz przeciwnie ochota się zwiększyła, tak po  30 -stce się ponoc dzieje u kobiet, a wtedy facet nie daje rady. I co?  Jakos nie widze na tych roznych forach dużo narzekajacych kobiet na taki stan rzeczy. Mysle, że dlatego, ze wiedza, że życie we dwoje to nie tylko częsty seks. I nadal uważam, ze tyle razy ile napisał autor tego całego watku to nie jest mało. Ze toche robi z igly widły. Gorzej raczej z tym, jak to wygląda. Ze z łaski. Ze na odczep się. Ale ,nie wiem jak wygladaja ich codzienne rozmowy. Bo jeśli on wiecznie marudzi na ten temat, robi aluzje, ciagle do tego tematu wraca, to nie dziwie się ,ze kobieta ma tego dość. Myslę nawet, że ona jak tylko słyszy slowo seks, to jej wszystko opada. Może rada jest taka, że trzeba to olac przez faceta. Niech pokaze ,ze tego nie potrzebuje, , kobitka zobaczy, przeanalizuje...przemysli. Jeśli go kocha, jeśli będzie chciała walczyc o związek to wreszcie może porozmawiają normalnie. Co kogo boli. I pójdą na jakiś kompromis. On zacznie brac brom, a ona viagre. Zartuję smile Pozdrawiam

33

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
maniek212 napisał/a:
adiaphora napisał/a:

Nie ma rozwiązania Twojego problemu maniek. Skoro rozwodu nie zamierzasz brać, ani zdradzać żony, to nie ma.

Wyobrażasz sobie teraz rozprawę - wysoki sądzie, żona niestety nie ma dużych potrzeb, jeśli chodzi o seksualną sferę naszego związku. Wystarczy jej raz na tydzień może na dwa. A ja bym chciał np. o 5 rano....... co by Pan chciał???? ......o 5 rano????

adiaphora napisał/a:

jakby mojemu o 5 rano zebrało się na amory, to wypadłby z wyra z prędkością światła i nie ma to nic wspólnego z brakiem namiętności. O tej porze to nawet sam Brad Pitt by mnie nie wzruszył, tylko dostał z łokcia

No to jak tak to wygląda - to jest Pan winny rozpadowi małżeństwa..... zboczeńcu!!!!!!!! big_smile big_smile big_smile big_smile big_smile

A tak na serio - To już chyba do mnie dotarło, dlatego się tak miotam i chodzę wciąż wku..... Czytam o tym co piszecie, widzę w tym wiele logiki i czuje że to prawda. Wiem, że nie można codziennie, co dwa dni, o 5 rano, zdaję sobie z tego sprawę, ale jak kiedyś pisałem - nie można zwalczyć siebie.
Kobiety to nie jest tak, że jak rano wstaje myślę o tym, że wieczorem dzisiaj bzyki, bo wypada termin. Cały dzień mam zajęty, praca, obowiązki domowe, swoje jakieś tam pasje. Wieczorem kładę się do łóżka, żona się przytuli i to jakoś tak samo wychodzi. Jakoś tak się dzieje w jej obecności, że sensory działają ze zdwojoną siłą i człowiek mimowolnie chce spędzić ten czas z nią.... Niestety - teraz zamiast robić co czuje, muszę robić analizę czy nie będzie wkurzona, czy jest wypoczęta, czy coś tam i coś.... nie ma spontaniczności bo jej w takich warunkach być nie może i to mnie właśnie doprowadza do szaleństwa.
Knuj i się dowiaduj czy możesz, albo czekaj aż zostaniesz obłaskawiony. W tym momencie mówimy tylko o tym co i jak postrzega Pani, a tym co i jak postrzega Pan to już wiecie, z tym że jak widać najważniejsze co czuje Pani, bo to ona jest kluczem do sukcesu - jak będzie wypoczęta, jak nie będzie przymuszana, jak nie będzie czuła presji, to będzie rewelacyjnie i wszyscy będą zadowoleni....
Jak jednak Panu "szaleją hormony" - to już jego problem i niech sobie radzi z tym problemem jak chce, oczywiście w ramach przyzwoitości i z zachowaniem małżeńskich wartości....

Do doopy to wszystko, bo zdaję sobie sprawę z tego, że każdy ma w tym "konflikcie" swoje słuszne racje i ma prawo o nie walczyć.... więc walczy - niestety ta walka nikomu nic nie daje, prócz frustracji.

Maniek, a Ciebie w ogóle stać na bliskość, z której nie wynika dążenie do seksu? Potrafisz się przytulać i całować i nie pchać od razu ręki między nogi?

34

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

"Maniek, a Ciebie w ogóle stać na bliskość, z której nie wynika dążenie do seksu? Potrafisz się przytulać i całować i nie pchać od razu ręki między nogi?" smile
smile lubie to!! Wlasnie o to chodzi. O położenie się razem obok siebie, tak na łyżeczkę i po prostu pojscie spać. O danie buzi na dobranoc a nie " pchanie języczka". O pogłaskanie po głowie a nie po tyłku. Tu się kryje ta namiętność, która później procentuje w sypialni. Stac Cie na to??? Dobre pytanie.

35 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-11-15 22:09:31)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
checiny3108 napisał/a:

"Maniek, a Ciebie w ogóle stać na bliskość, z której nie wynika dążenie do seksu? Potrafisz się przytulać i całować i nie pchać od razu ręki między nogi?" smile
smile lubie to!! Wlasnie o to chodzi. O położenie się razem obok siebie, tak na łyżeczkę i po prostu pojscie spać. O danie buzi na dobranoc a nie " pchanie języczka". O pogłaskanie po głowie a nie po tyłku. Tu się kryje ta namiętność, która później procentuje w sypialni. Stac Cie na to??? Dobre pytanie.

Stąd też polecana "poranna rozmowa małżeńska" wink może być popołudniowa, wieczorna, full wybór:)

36

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Ja się nie dziwię, jeśli w obecnej sytuacji go na to nie stać. Ja ze swoim też się tak rozminęłam - on nie dawał mi spontanicznie czułości, ja nie dawałam mu spontanicznie seksu (nie żadna zemsta, tak akurat u nas wyszło jako wypadkowa wszystkiego). I za niego się nie wypowiem, ale za mnie owszem. Po takich brakach jakieś przytualnie przez parę chwil absolutnie nie wystarczyło. Mogłabym mu godzinami wisieć na karku, że nawet nie mógłby do toalety iść. Ten "głód" sam w sobie był ciężki, a lekko pobudzony stawał się wszechogarniającą potrzebą. Teraz, kiedy jest to zdecydowanie częściej zaspokajane, nie mam tego problemu. Satysfakcjonuje mnie szybki tulas, parę buziaków w ciągu dnia, chwila miziania na dobranoc albo dzień dobry - satysfakcjonują mnie, bo je mam. Z seksem jest przecież podobnie - ktoś pewien fajnego seksu z ukochaną osobą nie martwi się faktem, że w tej sekundzie go nie ma. Wie, że będzie, więc "nie teraz, kochanie" traktuje jak "nie teraz, kochanie", a nie jak wydłużającą się wymówkę, pogłębiającą głód i uczucie, że nie jest się pożądanym. W sytuacji takiej jak ta autora jedna osoba tego do przodu nie ruszy, muszą obie. A z rozmową jak to z rozmową - jak partner jest niechętny, to niekiedy traktuje takie gadki jako groźby. I to czcze groźby.

37

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
checiny3108 napisał/a:

"Maniek, a Ciebie w ogóle stać na bliskość, z której nie wynika dążenie do seksu? Potrafisz się przytulać i całować i nie pchać od razu ręki między nogi?"

Gdyby nie ja nie byłoby żadnej bliskości. To pracoholiczka wiecznie przesiadująca w pracy lub przynosząca ją dalej do domu. Jak odpada praca zajmuje się dzieckiem - tu jest wytrwała.
Moim zadaniem jest chyba ogarniać wszystko, co pozwala jej realizować się zawodowo.

Bliskość...??? Taki przytulasek, taki buziaczek...???? Jak do niego dojdzie, gdy siedzi przed kompem, to dostaje opierdziel, że przecież teraz jest zajęta. Przytulaski w jej wykonaniu - w łóżku przed snem, w czasie dnia nie ma na to czasu.

Macie racje, jej chyba tylko to wystarczy. Przytulas, buziaczek do snu - styrana życiem nie ma się co dziwić.

Od kilku dni postanowiłem zmienić podejście - jak to ktoś powiedział, niech zatęskni - rewelacyjne uczucie, jak się kobieta kładzie obok ciebie, odwraca i śpi. Ciekaw jestem ile czasu potrzebuje aby zatęsknić i czy w ogóle zatęskni.

Jak czytam wpisy przedstawiające zachowanie pt. "Potrafisz się przytulać i całować i nie pchać od razu ręki między nogi?" - to wyczuwam podejście, jak do "typowego" faceta, który myśli tylko penisem i niczym więcej. Gdyby tak było, byłbym już dawno rozwodnikiem i nie zawracał Wam głowy na forum, bo po co. Może jednak ktoś przeczyta coś między wierszami i dopatrzy się faceta, któremu zależy na czymś więcej niż tylko "zamoczeniu". Boli mnie to, że z żoną nie mogę rozwiązać problemu, który wg. mnie dotyczy nas obojgu, a jak patrzę na jej zachowanie i postępowanie - dotyczy chyba tylko mnie.

Czuję że jestem w tym sam i nie mogę na nią liczyć, bo nawet nie podejmuje sama żadnej rozmowy. Gdy ja ją rozpocznę kończy się nerwową atmosferą, więc już przestałem rozmawiać. Ile jeszcze trzeba zrobić i co aby zachęcić ją do dyskusji. Powoli rezygnuję z wszystkiego o co walczyłem do tej pory, nie widzę żadnych zmian, może jeszcze za wcześnie na nie, a może już nigdy nie nastąpią.

38 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-11-17 13:11:04)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

w zasadzie to ja nie wiem po co ta "walka"

zawsze i tak kończy się przegraną(odpuszczenie/rozwód/bierność/oziębłość/wyalienowanie w robotę, niespełnione oczekiwania)

dochodzę do wniosku, że "udany związek" a więc to "bezpieczeństwo, wsparcie, zrozumienie, akceptacja drugiej osoby"
to w większości przypadków i tak kończy się i zaczyna

na mniej czy bardziej "świadomym" powielaniu/klonowaniu obrazu jaki ma druga strona

mówię o obrazie, rodzica płci przeciwnej

w ten sposób można dojść do akceptacji, a tym samym tak naprawdę

"tatkowania żonie, matkowania mężowi"

stąd też takie "kropki życiowe", jestem w "kropce" wink

39

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

@maniek
Po prostu musisz chcieć dopuścić do siebie prawdę o waszym związku.
Wtedy będziesz mógł podjąć świadomą decyzję.
A to nie będzie łatwe.

40

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
Amethis napisał/a:

dochodzę do wniosku, że "udany związek" a więc to "bezpieczeństwo, wsparcie, zrozumienie, akceptacja drugiej osoby"
to w większości przypadków i tak kończy się i zaczyna

na mniej czy bardziej "świadomym" powielaniu/klonowaniu obrazu jaki ma druga strona

mówię o obrazie, rodzica płci przeciwnej

w ten sposób można dojść do akceptacji, a tym samym tak naprawdę

"tatkowania żonie, matkowania mężowi"

Strasznie generalizujesz i przez to się mylisz. Jasne, są ludzie, którzy powielają pewne wzorce wyniesione z domu - mniej lub bardziej świadomie, niestety często nawet wtedy, gdy wzorce te nie były dobre. Ale są też ludzie, którzy są w stanie bardzo trzeźwo na swoje dzieciństwo spojrzeć i zupełnie świadomie szukać partnera, który właśnie nie przypomina rodzica. Ja tak mam - chyba najmocniejszym sygnałem, że mój obecne facet to "ten właściwy" było właśnie to, że jest zupełnie inny od mojego ojca.

41

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
ruda102 napisał/a:

Strasznie generalizujesz i przez to się mylisz. Jasne, są ludzie, którzy powielają pewne wzorce wyniesione z domu - mniej lub bardziej świadomie, niestety często nawet wtedy, gdy wzorce te nie były dobre. Ale są też ludzie, którzy są w stanie bardzo trzeźwo na swoje dzieciństwo spojrzeć i zupełnie świadomie szukać partnera, który właśnie nie przypomina rodzica. Ja tak mam - chyba najmocniejszym sygnałem, że mój obecne facet to "ten właściwy" było właśnie to, że jest zupełnie inny od mojego ojca.

ja dziś to nawet się ciesze, jak się mylę wink

zastanawiam się jedynie, dlaczego wybierając partnerkę, szukałem właśnie zupełnie innego "modelu" niż własna mama
a po ponad 10 latach

mam właśnie mamę wink a naprawdę opieki już nie potrzebuję, udało mi się w jakimś stopniu dorosnąć,
lepiej późno niż wcale smile

żeby coś określać, być pewnym
to wiem dziś że najlepiej opisywać z punktu końcowego, niż początkowego

życzę Ci jak najlepiej, w każdym razie big_smile

42

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
Xymena napisał/a:

@maniek
Po prostu musisz chcieć dopuścić do siebie prawdę o waszym związku.
Wtedy będziesz mógł podjąć świadomą decyzję.
A to nie będzie łatwe.

A jaka jest to prawda...?????
Jak można ją dopuścić, jak człowiek nie potrafi jej ustalić. Przecież jeżeli to zrobię bazując tylko na własnej ocenie faktów, może się okazać, że nie byłem w niej obiektywy i w życiu jej nie poznam. Do tego jest mi potrzebna żona, która jak na razie nie znalazła na tyle odwagi, albo chęci, żeby stanąć oko w oko z problemem i stwierdzić, że mamy go razem. Jak na razie słyszę, że mam go tylko ja. Pomimo wszystko uważam, że kobieta z którą żyje nie jest tępa i stać ja na dokonanie analizy faktów z naszego życia, więc jest szansa na to by kiedyś to z siebie wydusiła. nie wiem tylko dlaczego tego nie może zrobić do chwili obecnej. Jak widać cały czas ją coś jeszcze boli i to ja do tego doprowadziłem, lecz niestety w swojej ułomności nie mogę jeszcze dojść co to było.

Cały czas pracuję nad sobą, dużo daje mi to forum, Wasze sugestie i własne przemyślenia. Zaczynam coś rozumieć, a przede wszystkim widzieć belkę w swoim oku, której nie dostrzegałem wcześniej zaślepiony szpilką w oku żony. Posypały się pierwsze posunięcia z mojej strony, których nie wykonywałem do tej pory. Widzę zmianę nastawienia, lecz nie popadam w euforię. Sam nadal walczę z sobą i swoimi przekonaniami, ale widzę światełko w tunelu i mam nadzieję, że idę dobrą drogą.

Jak się to nie uda, to przynajmniej będę miał świadomość tego, że zrobiłem wszystko co możliwe, aby było dobrze. Szkoda tylko, jak już mówiłem, że nie ma w tym wszystkim jej - tak otwarcie, świadomie z zaangażowaniem. Chciałbym abyśmy pracowali na tym razem, a jak na razie to ja siedzę na tym forum, myślę jak i co zrobić by było dobrze, co zmienić w sobie. Nie mam żadnych informacji, że ona jednak też czuje, że w czymś się nie popisała i także jej postawa przyczyniła się do kryzysu. To by było zdrowsze i lepsze dla obojgu - teraz mam uczucie, że to ja w całości jestem winny że jest tak, a nie inaczej i tylko ja staram się doszukać w swoim działaniu błędów i je poprawić. Czy to tak powinno wyglądać?????? Jeżeli tak jest, to chciałbym aby mnie ktoś o tym przekonał i pomógł zrozumieć, a nie pozostawił mnie z tym samego, tym bardziej, że problem dotyczy nas razem, więc warto by go było razem rozwiązać, bo inaczej się nie da, albo będzie bardzo trudno....

43 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-11-18 14:42:39)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
maniek212 napisał/a:

A jaka jest to prawda...?????
Jak można ją dopuścić, jak człowiek nie potrafi jej ustalić. Przecież jeżeli to zrobię bazując tylko na własnej ocenie faktów, może się okazać, że nie byłem w niej obiektywy i w życiu jej nie poznam.

maniek212 napisał/a:

Cały czas pracuję nad sobą, dużo daje mi to forum, Wasze sugestie i własne przemyślenia.

co konkretnie tak naprawdę Ci daje?? wink czego nie powinieneś w związku odnaleźć smile (pytanie retoryczne )
tak naprawdę rozwiązując jeden problem, nabawiasz się drugiego, nazwałbym to zwiększaniem odległości pomiędzy partnerami w związku

maniek212 napisał/a:

Do tego jest mi potrzebna żona, która jak na razie nie znalazła na tyle odwagi, albo chęci, żeby stanąć oko w oko z problemem i stwierdzić, że mamy go razem.

skoro Ty, czy też Ja, przez wiele lat nie widziałem problemu, tak naprawdę nie miałem odwagi aby na niego spojrzeć, teraz gdy go widzę
mam prawo wymagać, przymuszać, aby druga strona chciała tez zobaczyć??
chodź sądzę że każdy widzi, tylko pewien etap robi zmułę, blokadę przed tym co nie pewne, a tym co jest

maniek212 napisał/a:

Jak na razie słyszę, że mam go tylko ja.

smile

maniek212 napisał/a:

Pomimo wszystko uważam, że kobieta z którą żyje nie jest tępa i stać ja na dokonanie analizy faktów z naszego życia, więc jest szansa na to by kiedyś to z siebie wydusiła. nie wiem tylko dlaczego tego nie może zrobić do chwili obecnej. Jak widać cały czas ją coś jeszcze boli i to ja do tego doprowadziłem, lecz niestety w swojej ułomności nie mogę jeszcze dojść co to było..

nawet jak dojdziesz co to jest, co wykrzyczysz jej w "twarz", zabijesz ją prawdą??, dasz jej gotowe rozwiązanie??

maniek212 napisał/a:

przynajmniej będę miał świadomość tego, że zrobiłem wszystko co możliwe, aby było dobrze.

znasz taką historyjkę, to wprowadzenie do pewnej książki w skrócie jest

Pan wysłał, służącego na targ
ten służący na targu, spotkał "śmierć", uciekł do Pana, poprosił o konia, argumentując że spotkał "śmierć",  musi jak najprędzej uciec do odległego miasta "Santara"(chyba")
Pan dał mu konia, służący odjechał
po jakimś czasie Pan udał się na targ, spotkał śmierć, zapytał czemu przestraszyła Jego służącego
śmierć odparła, ja tylko go "pozdrowiłam" bo byłam zdziwiona spotkaniem, przecież jesteśmy już umówieni wieczorem w "Santarze"  smile:)

maniek212 napisał/a:

teraz mam uczucie, że to ja w całości jestem winny że jest tak, a nie inaczej i tylko ja staram się doszukać w swoim działaniu błędów i je poprawić.

oczekujesz oklasków, od niej ?? im bardziej będziesz oczekiwał, tym większe będzie poczucie własnej winy

maniek212 napisał/a:

Czy to tak powinno wyglądać?????? Jeżeli tak jest, to chciałbym aby mnie ktoś o tym przekonał i pomógł zrozumieć, a nie pozostawił mnie z tym samego, tym bardziej, że problem dotyczy nas razem, więc warto by go było razem rozwiązać, bo inaczej się nie da, albo będzie bardzo trudno...

wielu facetów na to ma rozwiązanie, zwie się znalezienie "hobby" smile:)

a tak z innej beczki, trochę o tym "widzeniu drzazgi w czyimś oku, a własnym oku belki nie "
klasyka przerzucania winy na drugą stronę wink

w sensie trwania w czymś takim,nie wiem czy tak ma być, wiem że jest to zajefajnie ujowy stan w relacji
przechodzę coś podobnego, póki co jestem pozytywnej myśli

pępowiny i wszystkie nici pourywane, świeży tlen, trzeźwe spojrzenie

44

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
Amethis napisał/a:

co konkretnie tak naprawdę Ci daje?? wink czego nie powinieneś w związku odnaleźć smile (pytanie retoryczne )

Nie w związku, ale w sobie.... pomimo, że też go tworzę. Cały czas byłem przekonany, ze to właśnie ona jest powodem tego, że jest jak jest, a ja biedna ofiara braku jej dobrej woli i chęci zmian. Tu chodzi o spojrzenie na siebie i dopatrzenie się swojego negatywnego wpływu na całość. Tyle mi daje.

Amethis napisał/a:
maniek212 napisał/a:

Pomimo wszystko uważam, że kobieta z którą żyje nie jest tępa i stać ja na dokonanie analizy faktów z naszego życia, więc jest szansa na to by kiedyś to z siebie wydusiła. nie wiem tylko dlaczego tego nie może zrobić do chwili obecnej. Jak widać cały czas ją coś jeszcze boli i to ja do tego doprowadziłem, lecz niestety w swojej ułomności nie mogę jeszcze dojść co to było..

nawet jak dojdziesz co to jest, co wykrzyczysz jej w "twarz", zabijesz ją prawdą??, dasz jej gotowe rozwiązanie??

Będę wiedział co ją blokowało, że nie chciała za mną gadać, jak na razie nie wiem - może mało ważne, bo przecież i tak istotą jest, że nie rozmawia ze mną wcale. To przecież składowa takiego stanu rzeczy jak dotychczas i doopowatych relacji między nami. To jest informacja, a taka jest ważna w każdym procesie analizowania swojego lub naszego postępowania. Dla mnie ważna...

Amethis napisał/a:

wielu facetów na to ma rozwiązanie, zwie się znalezienie "hobby" smile:)

Mam ich trzy, z czego dwie wymagają ode mnie poświęcenia czasu, który powinienem spędzić z rodziną i kończą się kilkutygodniowym pobytem rocznie poza domem, a te w domu przykuwają do kompa na długie godziny. W tej materii nie mam braków raczej nadmiar.... smile Moim zdaniem hobby to dodatek do życia, a nie ucieczka od małżeńskich problemów i lekarstwo na nie, choć niektórzy tak to postrzegają. Interesuje mnie rozwiązanie problemu, a nie jak znaleźć odskocznię od niego.

Amethis napisał/a:

a tak z innej beczki, trochę o tym "widzeniu drzazgi w czyimś oku, a własnym oku belki nie "
klasyka przerzucania winy na drugą stronę wink

Mam nadzieję, że dobrze przeczytałeś moją wypowiedź. Zaczynam widzieć belkę w swoim, a nie szpilkę w jej.... wcześniej tego nie było i to ta zmiana, z resztą dzięki też forum nawiązując do powyższej odpowiedzi co mi ono dało... Nie staram się przerzucać winy, tylko znaleźć jej przyczynę w moim zachowaniu.

45

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
maniek212 napisał/a:

Będę wiedział co ją blokowało, że nie chciała za mną gadać, jak na razie nie wiem - może mało ważne, bo przecież i tak istotą jest, że nie rozmawia ze mną wcale. To przecież składowa takiego stanu rzeczy jak dotychczas i doopowatych relacji między nami. To jest informacja, a taka jest ważna w każdym procesie analizowania swojego lub naszego postępowania. Dla mnie ważna...

a masz świadomość że jak już znajdziesz odpowiedzi, to będzie inny Ty, i np dalej Ona taka sama

jak masz zamiar, na nią wpłynąć i dlaczego ?? wink

inaczej mówiąc, sądzisz że "doopowatość" zniknie jak Ty odkryjesz "źródło problemu"?

46

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
Amethis napisał/a:

inaczej mówiąc, sądzisz że "doopowatość" zniknie jak Ty odkryjesz "źródło problemu"?

A czy zniknie jak go nie odkryje....????? teraz mam czarne na białym doopowatość jest i problem nieodkryty.

Nie wiem czy zniknie, ale może gdy je poznam, znajdę lub znajdziemy jakieś jego rozwiązanie. Czekałem wiele lat licząc, że się coś samo rozwiąże - niestety nie pomogło. Potem zacząłem warczeć - też nie pomogło. teraz liczę, że jak razem w końcu POGADAMY!!!!!!!!!!!!!!!!!!! to w końcu pomoże.
Jeżeli wszystkie te zabiegi nie doprowadzą do niczego, prócz pogorszenia relacji, lub ich przechowania w obecnym wymiarze na dalsze lata, to nie ma sensu tego ciągnąć dalej. Jak już pisałem sam tego nie poukładam, potrzebuję jej pomocy, a wiem nasz związek nie jest jej totalnie obojętny. Nie odpowiada jej obecna forma i moja postawa. Ja w takich przypadkach walczę i drę ryja, a ona zamyka się w sobie kąsając tylko w sytuacji ataku z mojej strony. Wiemy razem, że potrafimy warczeć, ale jeszcze nie nauczyliśmy się razem poprawiać lub naprawiać, tego co nie funkcjonuje.

Będę próbował dopóki będę przekonany, że jest jakaś szansa. Jeśli w końcu odetnie nam wszystkie możliwości na lepsze jutro, rozejdziemy się. Nie przepierdziele życia na wieczną wojnę i poczucie jego zmarnowania. Ma się je tylko jedno i szkoda je przeżyć byle jak.

47

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

A jesteś czuły? CY tylko kiedy jest seks?kobiety pragną czułości czasami tylko spróbuj dać jej czułość i przytulanki bez seksu- z autopsji wiem ze wtedy moja ochota na seks jest znacznie większa ,gorzej jeżeli zaczeliscie  się mijac i seksowny jest jedynie fizycznym doznaniem

48 Ostatnio edytowany przez Wafelek (2016-11-20 19:56:48)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Witam,

ja mam podobny problem. Jesteśmy ze sobą 2 lata, Chłopak chce się kochać ze mną często a ja nie czuję potrzeby... kiedyś mogłam codziennie a teraz tyle problemów zaprząta moją głowę, że ich nie zliczę. Wolę się przytulić i dać buziaka i tyle. Tylko, że jego to bardzo męczy - staje się wtedy oschły i bardzo nerwowy. Ostatnio zarzucił mi ostro, że jestem bardzo zimna, ale problemy, w których się obecnie znajduję nie pozwalają mi się cieszyć specjalnie niczym (zdrowie, brak pracy). Czuję marazm życiowy i czuję się jakbym stała obok mojego związku... sad

49

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Zbadaj się pod kątem hormonów, a kiedy wynik niczego nie wykaże można będzie wysnuwać różne teorie.

50

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

A jak z hormonami będzie ok, to poszukaj pomocy psychologa. Skoro czujesz się psychicznie wyczerpana, to nic dziwnego, że nie masz ochoty na seks. Zadbaj o swoje zdrowie, bo tego stanu, w którym jesteś obecnie, tak po prostu nie przeczekasz. Zawalcz o siebie.

51

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Spadek nastroju często ma podłoże hormonalne, a ludzie doszukują się najpierw problemów wszędzie wokół, a nie w sobie. Być może terapia hormonalna załatwi wszystko za jednym zamachem (jeśli rzeczywiście hormony stanowią problem).

52

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Hormony, to raz.
Przemęczenie, to dwa.
Twój chłop zabiera się do ciebie od tyłka strony, to trzy.
Twój stan psychiczny (brak pracy), to cztery.
Chłop robi wyrzuty, że nie ma seksu bo wolisz zalegnąć na tapczanie niż się z nim kochać, to pięć.

Skończyły mi się palce w jednej dłoni więc dalej wyliczać nie będę... Seks nie powinien być mechaniczny bo to jak masturbacja czyjąś pochwą/penisem. Ogarnij problemy w głowie/pracy/zdrowia i napisz ponownie wink

53 Ostatnio edytowany przez Wafelek (2016-11-20 21:15:13)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Dzięki za Wasze odpowiedzi.
To prawda, jeszcze chyba nigdy nie byłam w takiej rozterce... Jestem za granicą, gdzie nie wszystko jest takie łatwe. Szukam tutaj nowej pracy (poprzednia z wielu względów nie była dobra) i są odzewy ale kolejną kłodą jest brak prawa jazdy, to bardzo utrudnia szukanie. Mimo to staram się szukać póki jeszcze jest chwila do Świąt. Jeśli nic się nie wykluje to chcę wrócić do Polski do rodziny - bo tutaj za wynajem muszę płacić jednak, wiadomo - a w Polsce chce zdać prawo jazdy, tyle, że ja się boję jeździć i nie mam takie siły wewnętrznej aby to ogarnąć. Nie za bardzo też uśmiecha mi się wracać do Polski bo jak jestem tam to wszystko mnie dołuje... ogólnie tutaj jestem zależna teraz od mojego chłopaka i nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Mieszkamy na wsi można powiedzieć, dojazd gdziekolwiek jest bardzo utrudniony, mam zaoszczędzone pieniądze ale miałam cel aby zbierać sobie na remont mieszkania a wszystko się tak pokomplikowało. Ja sama nie wiem czy chcę tu zostać, czasem czuję się samotna i taka jakaś niezaradna... Stałam się przewrażliwiona na swoim punkcie i chłodna i wiem o tym... dopadły mnie frustracje po prostu. I jeszcze zdrowie i perspektywa szukania kolejnej pracy w Polsce mnie dobija... przepraszam ale jakiś elaborat z tego wyszedł yikes

54

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Maniek, jak ja Ciebie rozumiem....eh.
Już za mną etap, że wiem...wiem doskonale, że nie zmienię drugiej strony. To ja cierpię, to mi jest źle.
Teraz rozważam, dojrzewam do kroku kolejnego...oddzielenia seksu od zwiazku...inaczej- znalezienie go poza związkiem. Dla mnie jest to tez  ogromny dylemat...
Jestem daleka do namawiania Cie do takiego kroku...Ty masz obowiązek wobec dziecka i żony, na chwile obecną pod tym względem m.in. nasza sytuacja jest inna

55

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
maniek212 napisał/a:

Nie wiem czy zniknie, ale może gdy je poznam, znajdę lub znajdziemy jakieś jego rozwiązanie. Czekałem wiele lat licząc, że się coś samo rozwiąże - niestety nie pomogło. Potem zacząłem warczeć - też nie pomogło. teraz liczę, że jak razem w końcu POGADAMY!!!!!!!!!!!!!!!!!!! to w końcu pomoże.
Jeżeli wszystkie te zabiegi nie doprowadzą do niczego, prócz pogorszenia relacji, lub ich przechowania w obecnym wymiarze na dalsze lata, to nie ma sensu tego ciągnąć dalej. Jak już pisałem sam tego nie poukładam, potrzebuję jej pomocy, a wiem nasz związek nie jest jej totalnie obojętny. Nie odpowiada jej obecna forma i moja postawa. Ja w takich przypadkach walczę i drę ryja, a ona zamyka się w sobie kąsając tylko w sytuacji ataku z mojej strony. Wiemy razem, że potrafimy warczeć, ale jeszcze nie nauczyliśmy się razem poprawiać lub naprawiać, tego co nie funkcjonuje.

Będę próbował dopóki będę przekonany, że jest jakaś szansa. Jeśli w końcu odetnie nam wszystkie możliwości na lepsze jutro, rozejdziemy się. Nie przepierdziele życia na wieczną wojnę i poczucie jego zmarnowania. Ma się je tylko jedno i szkoda je przeżyć byle jak.

Przeczytałam cały wątek i mam taki ogromny mętlik smile Maniek, to jak to jest teraz? Chcesz pogadać z żoną czy nie? Co zrozumiałeś? Czy widzisz okazję do zmiany? Czy masz pomysły na to, jak to zmienić?

Czekałem wiele lat licząc, że się coś samo rozwiąże - niestety nie pomogło.

"Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów."

56

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
Monoceros napisał/a:

Czekałem wiele lat licząc, że się coś samo rozwiąże - niestety nie pomogło.

"Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów."

w moim odczuciu "czekałem" jest nie na miejscu

tyle lat wyrzeczeń, przecież zapewne "brałeś"
w niczym to nie przeszkadzało egzystować, umacniać, budować

te lata można było właśnie przeznaczyć na wypracowanie czegoś

teraz to po prostu jest moment w życiu, że "dalej" w ten sposób jest nie akceptowalne,
w nowy "bliżej nie zdefiniowany sposób" mało prawdopodobne

przyzwyczajenia, schematy, rutynaaaaaaa
nawet jeśli "cudownej przemiany dostąpisz" co to zmienia oprócz Ciebie

kobieta już może "zastygła",  jest i będzie "zimna"

57

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

no ja sie wlasnie tez zastanawiam, co maniek zrozumial i co jeszcze chce zrobic, poza czekaniem na cud, bo z tego co pisze juz od roku, stawal prawie na rzesach i efektu nie bylo....:)

58

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Maniek, ty nie masz mało seksu, bo to co opisujesz, to nie jest mało. W sensie ilości smile W sensie namiętności... Może ten typ tak ma? Jeśli tak, to pracą nad sobą, nią może osiągniesz, że ona się nauczy udawać dla ciebie namiętne porywy. Tylko czy cię to interesuje, świadomość, że dobrze ją sobie wytresowałeś? Może nie ma namiętności akurat do ciebie? Też taki wariant jest możliwy. Być może też nie ma tej namiętności, bo ma do ciebie jakąś świadomą lub ukrytą pretensję? Może rajcuje ją inny seks, a ten "twój" ją nudzi?
Nie mniej, pretensje o brak entuzjazmu o 5 rano, to już przesada i to gruba. Ja wstaję punkt 5 rano nawet w niedzielę ale nie wpadłbym na to żeby się wtedy dobierać do żony. Pójdę sobie zrobić kawę, zjem śniadanie, przejrzę co w świecie, coś popracuję i tak około 9-tej mogę zajrzeć znów do łóżka wink
W sumie to chyba masz 3 możliwość:
1. olej brak namiętności, bierz seks jaki jest, w końcu to też jakiś seks. Nie obrażaj się, rób swoje, jak jej to nie przeszkadza...
2. spróbujesz się dowiedzieć o co chodzi albo się poprawi albo nie smile
3. olej brak namiętności (co robić dalej w domu patrz pkt 1), a namiętności poszukaj poza domem.

59

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
Amethis napisał/a:

przyzwyczajenia, schematy, rutynaaaaaaa
nawet jeśli "cudownej przemiany dostąpisz" co to zmienia oprócz Ciebie

kobieta już może "zastygła",  jest i będzie "zimna"

Trochę się nie zgodzę. W związku, jeśli zmienia się jedna osoba, siłą rzeczy zmienia się cały związek, a przez to zmienia się i druga osoba. Tak samo jest w rodzinie, jak dziecko dorasta, rodzina musi się przekształcić, dostosować, co wywołuje zmiany w każdym członku rodziny. Jak jeden z rodziców zaczyna chorować na jakąś chorobę psychiczną, to też wpływa na pozostałe osoby. Jak jeden z rodziców postanawia iść na studia i się rozwijać, tak samo wpływa to na całość rodziny i na każdego z osobna.
Lubię patrzeć na związki i rodziny jak na systemy, gdzie zmiana jednej części musi wywołać zmiany w pozostałych częściach.

Problem w tym, że nawet jak siebie zmienisz, to nie kontrolujesz zmiany, jaka zachodzi w systemie i pozostałych osobach, jest to mało przewidywalne. Jest jedna prawda, która może się tutaj zastosować - im bardziej naciskasz, tym większy spotykasz opór. I wszystko stoi w miejscu. Czysta fizyka.

60 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-11-22 01:15:41)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
Monoceros napisał/a:
Amethis napisał/a:

przyzwyczajenia, schematy, rutynaaaaaaa
nawet jeśli "cudownej przemiany dostąpisz" co to zmienia oprócz Ciebie

kobieta już może "zastygła",  jest i będzie "zimna"

Trochę się nie zgodzę. W związku, jeśli zmienia się jedna osoba, siłą rzeczy zmienia się cały związek, a przez to zmienia się i druga osoba. Tak samo jest w rodzinie, jak dziecko dorasta, rodzina musi się przekształcić, dostosować, co wywołuje zmiany w każdym członku rodziny. Jak jeden z rodziców zaczyna chorować na jakąś chorobę psychiczną, to też wpływa na pozostałe osoby. Jak jeden z rodziców postanawia iść na studia i się rozwijać, tak samo wpływa to na całość rodziny i na każdego z osobna.
Lubię patrzeć na związki i rodziny jak na systemy, gdzie zmiana jednej części musi wywołać zmiany w pozostałych częściach.

Problem w tym, że nawet jak siebie zmienisz, to nie kontrolujesz zmiany, jaka zachodzi w systemie i pozostałych osobach, jest to mało przewidywalne. Jest jedna prawda, która może się tutaj zastosować - im bardziej naciskasz, tym większy spotykasz opór. I wszystko stoi w miejscu. Czysta fizyka.

big_smile
ja się nawet cieszę, że są ludzie pozytywnej myśli, to dobrze wróży big_smile
zgodzić się z Tobą, muszę

dodam jeszcze że póki co, jego "starania" miały nikły wpływ na to oddziaływanie o którym piszesz
długoletnie związki są już czymś przesiąknięte, musiała by partnerka po pierwsze
mieć entuzjazm do zmian, którego chyba nie ma
musiało by to pewnie zjadliwe być, a pewnie nie jest
itd itp

opisujesz idealny prawie model, być może gdzieś tak jest,
gdzieś tak mi się wydaje że co innego dostosowywanie się do dzieci, a do siebie wink nawzajem
zwłaszcza gdy pojawia się przepaść

gdzieś słyszałem że w związku to się liczy "chemia" nie "fizyka" tongue
nie którzy lubią nie tylko czystą, ta "trochę" brudna też nie jest zła

61 Ostatnio edytowany przez Monoceros (2016-11-22 01:42:32)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
Amethis napisał/a:

big_smile
ja się nawet cieszę, że są ludzie pozytywnej myśli, to dobrze wróży big_smile
zgodzić się z Tobą, muszę

dodam jeszcze że póki co, jego "starania" miały nikły wpływ na to oddziaływanie o którym piszesz
długoletnie związki są już czymś przesiąknięte, musiała by partnerka po pierwsze
mieć entuzjazm do zmian, którego chyba nie ma
musiało by to pewnie zjadliwe być, a pewnie nie jest
itd itp

opisujesz idealny prawie model, być może gdzieś tak jest,
gdzieś tak mi się wydaje że co innego dostosowywanie się do dzieci, a do siebie wink nawzajem
zwłaszcza gdy pojawia się przepaść

gdzieś słyszałem że w związku to się liczy "chemia" nie "fizyka" tongue
nie którzy lubią nie tylko czystą, ta "trochę" brudna też nie jest zła

Nie wiem czy Ci to ktoś kiedyś mówił ale piszesz czasem jak Yoda (zgodzić się z Tobą, muszę?) big_smile

Nie mówię o idealnym modelu, tylko o teorii psychologicznej. Jak dla mnie brzmi prawdziwie, zresztą trochę rzeczy sama obserwuję. Nie da się zaprzeczyć, że jak jeden partner zmienia się to drugi nie pozostaje obojętny. Chyba że jest już tak oddalony i obojętny, że związek to tylko na zdjęciach.

Co do "dostosowywania się" nie miałam na myśli "podporządkowania się", a po prostu reakcję. Jak dziecko dorasta, to zaczyna wychodzić z rodziny. Rodzina albo to przyjmie i wesprze i  oferuje wolność + więcej obowiązków, albo zacznie zatrzymywać, blokować. Każdy członek rodziny jakąś reakcję na to dorastanie wykaże, choć te reakcje i wzajemne wpływy nie są oczywiste. Ale jest parę prawidłowości, które się sprawdzają. Im bardziej rodzina chce zatrzymać dziecko, tym bardziej się ono "odpala" i zaczyna uciekać. Stąd różne drogi - ucieczki z domu, ucieczki w używki, ucieczki w świat szkolny/książek/filmów, albo wycofanie, albo agresja -- co ma na celu spełnić potrzebę autonomii. No to dawaj, rodzice jeszcze bardziej takiego człowieka ograniczają, zabraniają komputera, wyjść ze znajomymi itd. Młodsze rodzeństwo wtedy ma niezłą jazdę, bo takie dzieci z reguły muszą "nadrabiać" - wchodzą w pozycję tego grzecznego dziecka z dobrymi stopniami, posłusznego - bo rodzicom to się mega podoba. Dziecko jest wtedy chwalone, więc tym bardziej się stara. A to wkurza nastolatka. To tak na przykład. Dróg jest milion, reakcji też tyle samo. Różni ludzie na te same rzeczy mogą reagować różnie, najczęściej nie zdając sobie w ogóle sprawy, że w ogóle reagują.

No i w takim związku też można nie wiedzieć, że się reaguje. Ale póki relacja istnieje, to B oddziałuje na A z taką samą siłą jak A na B. wink

62 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-11-22 03:29:06)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
Monoceros napisał/a:
Amethis napisał/a:

ja się nawet cieszę, że są ludzie pozytywnej myśli, to dobrze wróży big_smile

Nie wiem czy Ci to ktoś kiedyś mówił ale piszesz czasem jak Yoda (zgodzić się z Tobą, muszę?) big_smile

"nie chcem, ale muszem" wink

Monoceros napisał/a:

Nie mówię o idealnym modelu, tylko o teorii psychologicznej.


big_smile na przykładzie dzieci, to może być dobrze trafiony "model/profil psychologiczny" wink akuratny
dla mnie idealny model, równoznaczny jest z teorią psychologiczną, już chwilę na tej planecie żyje

Monoceros napisał/a:

Jak dla mnie brzmi prawdziwie, zresztą trochę rzeczy sama obserwuję. Nie da się zaprzeczyć, że jak jeden partner zmienia się to drugi nie pozostaje obojętny.

"Nie da się zaprzeczyć" bo i po smile wystarczy założyć lub zwrócić uwagę na "nie pozostaje obojętnym",mógłbym zaproponować zabawę z fizyką, jednak już poniżej mnie ubiegłaś wink
zgodzić się ze mną pewnie, musieć będziesz, hahahah

dobra żarty na bok

w związku zawsze jest interakcja

Monoceros napisał/a:

No i w takim związku też można nie wiedzieć, że się reaguje. Ale póki relacja istnieje, to B oddziałuje na A z taką samą siłą jak A na B. wink

z psychologicznych teoriów :d
"opór, wyparcie, racjonalizacja, obojętność,wycofanie, bycie zimnym" itd itp, to też reakcja  jednak  z przeciwnym "znakiem/ładunkiem", także nie zawsze to jest na zasadzie inplus
idąc tropem fizyki "wektory o przeciwnych zwrotach" pewnie coś mówi big_smile, często nawet z siłą większą niż to co inicjuje reakcje, na zewnątrz to można np za nieświadomość odebrać

ja mam dość dość rozbudowaną wyobraźnie jakby co

nie tak dawno w innym temacie, któraś koleżanka próbowała mnie przekonać, że wystarczy jedno razowe działanie A na B, i B nie potrzebuje już A do prawidłowego funkcjonowania, też o relację chodziło

jeśli w związku ktoś nie czuje że reaguje, to chyba gdzieś poza związkiem jest, albo to nie jest świadomy związek,

chodź sądzę że zawsze jesteśmy świadomi, tylko po coś udajemy nie świadomość

63

Odp: Jak żyć bez namiętności..???
Monoceros napisał/a:

Co zrozumiałeś? Czy widzisz okazję do zmiany? Czy masz pomysły na to, jak to zmienić?

Zrozumiałem, że problem tkwi we mnie. Doszedłem do tego, dzięki temu forum i przeczytanym opisom historii innych ludzi, dzięki małej terapii prowadzonej równolegle do tego tematu i dzięki własnej analizie faktów i chęci naprawy relacji w domu. Tak faktycznie coś się zmieniło kilka dni temu, kiedy zrozumiałem, że człowieka nie można zaprogramować na swój model i przeprogramować według własnych potrzeb i oczekiwań. Wciąż wydawało mi się, że ja nie oczekuje przecież wiele, dlatego tak zajadliwie broniłem swoich racji. Pominąłem jednak w tym wszystkim fakt, iż druga strona to nie dodatek do mojego życia, które będzie idealne tylko wtedy gdy ona spełni takie to, a takie warunki... Ktoś mi fajnie powiedział - zrób tak, aby druga strona sama doszła do wniosku, że nie wyobraża sobie życia bez ciebie. Wtedy zajarzyłem - jak ma to zrobić, skoro wciąż czuje presje, jest atakowana - ja bym to olał zamiast starać się, by z kimś takim być.....

Monoceros napisał/a:

"Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów."

Teraz dopiero to rozumiem, szaleństwem też jest robić wciąż to samo i nie zauważyć, że nie przynosi żadnych rezultatów. Jak to mówią lepiej później niż wcale.

Monoceros napisał/a:

Czy masz pomysły na to, jak to zmienić?

Już zmieniam, przestałem atakować żonę czy to z rana czy też z wieczora... i nie jest tak, że tylko śpimy wink wink wink wink Zaprosiłem ją ostatnio do sklepiku i wydałem ostatnie pieniądze, aby kupiła sobie bielizną jaka JEJ ( a nie mi) pasuje. Na pytanie z jakiej to okazji?... odpowiedziałem z żadnej - to tak na poprawę samopoczucia. Bardzo jej się to spodobało.... Gdy idziemy spać, pozostawiam nasze relacje jej inicjatywie i gdy ma zamiar spać robi to wtulona we mnie, po prostu nic na siłę.
To nie jest też tak, że nastąpiła we mnie totalna zmiana i ktoś mi wyciął jedną półkulę. Kosztuje mnie to wiele pracy, gdyż kilkunastoletnie przyzwyczajenia i stare poglądy żrą się z tym co do mnie dociera i co muszę zmienić. Wiem jednak, ze trwać w tym co było nie ma sensu, bo przez kilkanaście lat się nie sprawdziło - muszę się uczyć na własnych błędach.

Mam jeszcze jedno zadanie, chcę z nią porozmawiać, lecz tym razem nie w klimacie czego oczekuje. Mam kilka swoich przemyśleń jeśli chodzi o moje problemy, które być może potwierdzę w trakcie terapii indywidualnej. Chciałbym z nią jednak porozmawiać i powiedzieć dlaczego kiedyś tak funkcjonowałem, a nie inaczej, z czym mam problem. To ma być rozmowa, w której zrozumie mój schemat dawnego postępowania, które czasami może się pojawić w przyszłości - bo zamierzam je zmienić, lecz nie da się wszystkiego od razu w jeden dzień. Nie zamierzam natomiast dyskutować z nią jak do tej pory, by uzyskać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania dotyczące jej postawy życiowej i co zamierza z tym zrobić. Mam nadzieję, że gdy w końcu pozna dlaczego zachowywałem się (zachowuje) w ten a nie inny sposób, zrozumie moje podejście i razem znajdziemy jakieś rozwiązanie by żyło się lepiej. Chcę jeszcze iść na tą terapię, bo przypuszczam, że tam się dopiero dowiem kilku perełek, które już od najmłodszych lat miały wielki wpływ na moje dotychczasowe życie, a czego nie dopuszczałem do świadomości, myśląc, że jestem w stanie je kontrolować.

Boję się, czy czasami życie nie robi mi jakiegoś kolejnego psikusa, bo nigdy nie spodziewałem się, że będę musiał zmienić swój pogląd i dopatrywać się problemu tam gdzie go nigdy nie szukałem - czyli w sobie. Nie wiem, czy sobie z tym poradzę, czy to jest faktycznie ta droga. Intuicja mi jednak podpowiada, że to jednak słuszne posunięcie i zamierzam iść w tym kierunku.

Snake napisał/a:

3. olej brak namiętności ...................... a namiętności poszukaj poza domem.

Dziękuję za takie podpowiedzi. Gdybym jej tam szukał, nie poruszałbym mojego problemu na forum. Szkoda by mi było czasu, wolałbym go poświęcić na korzystanie z namiętności, a nie rozdrapywanie czegoś, o co nie zamierzam walczyć.
Dzięki - z tej rady nie skorzystam... smile

64 Ostatnio edytowany przez Facet79 (2016-11-22 23:19:47)

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

Takie pytanko : wiele było wątków na tym forum udowadniających jak to seks w związku i małżeństwie jest o wiele lepszy, wręcz nie do porównania z seksem singla czy jednorazową przygodą czy seksem w agencjach. No to jak to ? Małżeństwo bez namiętności ? Jak to tłumaczyć ? Czyż Miłośc nie powinna powodować sama z siebie, że seks jest super ? Przecież są uczucia, emocje i tak dalej... No jak to ? Można mieć żonę a nie mieć namiętności ? Hm... TO po co się żenić i wchodzić w związki ? Skoro może być Miłość a potem małżeństwo a w łóżku nic.

65

Odp: Jak żyć bez namiętności..???

@facet79
Tym razem obserwacja bardzo trafna. W takim małżeństwie nie ma żadnej miłości. Po prostu ludzie nie mają odwagi się rozstać. Albo im się to finansowo nie kalkuluje.

Posty [ 1 do 65 z 95 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Jak żyć bez namiętności..???

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026