Witam, opiszę swój problem bo nie wiem juz co mam robić.
Jestem z chłopakiem już rok, ale od kilku miesięcy mamy poważny problem. Mimo że mam chłopaka to czuję się bardzo samotna, nie czuje od niego ciepła, bliskości, namiętności. Kiedyś było zupełnie inaczej, teraz to ja głównie inicjuję czułości, pieszczoty, seks.. Jak juz dojdzie do seksu to jego penis nie jest taki twardy jakby mógł być, nie dotyka mnie, nie ma gry wstępnej. Najdziwniejsze jest to że on chce się spotykać i sam dzwoni, pyta o której się widzimy, mówi że tęskni, ale gdy już jesteśmy razem to robi się chłodny. Czuję się jakbym była z kolegą a nie chłopakiem. Gdy kilka dni temu przyszłam do niego to przez 2,5 godziny robił coś na komputerze, kiedy ja siedziałam, czekałam. Pocałowałam go w szyje, ale on tylko się uśmiechnął i dalej czytał coś na komputerze o jakiś grach. Gdy w końcu skończył, położył się i stwierdził że jest po tym zmęczony i że musi odpocząć. Wkurwiłam się strasznie, ale nie dałam tego po sobie poznać. Lecz po kilku minutach powiedziałam spokojnie że w takim razie pójdę do domu. Po tym wywiązała sie rozmowa, która przerodziła się oczywiście w kłótnie. Zaczął mieć pretensje że zachowuje się jak gówniara, że chcę iść. Podobna sytuacja: umawiamy się przez telefon, jest miły, mówi że czeka na mnie, kupiłam wino.. Przychodzę, i już widzę bijący chłod i wkurzenie.Posiedzieliśmy chwilkę, popijaliśmy wino, on znowu zaczął klikać na komputerze, aż w końcu położył się i zasnął. Rozpłakałam się i wyszłam po papierosy, choć długo nie paliłam, chciałam rzucić to świństwo. Gdy wróciłam usłyszalam że może dobrze że palę to się po papierosach uspokoję, że znowu zachowuję się jak gówniara. Nie mówiłam długo nic. Leżałam i próbowałam powstrzymać łzy. Po jakimś czasie wybuchłam. Powiedziałam że nie zyczę sobie żeby się tak o mnie wyrażał, bo to on zachowuje się jak gówniarz. Że nie szanuje mnie jak przychodzę, że zajmuje się innymi rzeczami a mnie ma w dup**.
Jestem osobą która daje mu swobodę, nie bronię mu się z kimkolwiek spotykać, a wręcz sama często namawiam by się z kimś umówił, że spotkamy się później a teraz niech zajmie się swoimi zainteresowaniami (bardzo lubi grać w gry komputerowe, i jest w tym na prawdę dobry). Czasami oczywiście gdy da mi słowo że mi w czymś pomoże, i przyjdzie a za chwilę się umawia z kumplem to się wkurwie, ale sądzę że wtedy mam podstawy. Jednak często mimo tego że ma cały dzień wolny i spotkamy się późnym popołudniem, wieczorem to dopiero gdy przychodzę to bierze prysznic, robi coś na komputerze, w domu, a ja siedzę, czasami niekrótko i czekam, mimo że miał na to cały dzień. Ale woli się obijać i leżeć w łóżku.
Zadzwonił dziś do mnie i powiedział żeby to naprawić to musimy się krócej spotykać, robić małe kroczki, że on potrzebuje czasu dla siebie (chociaż miał) że musi nauczyć się rozplanować czas, i żeby zająć się w pełni mną to musimy się spotykać na razie tak na 2 godziny.
Zgodziłam się, uważam że takie małe kroczki mają sens, jednak z drugiej strony miotam się czy taki związek ma jeszcze sens. Chociaż bardzo go kocham, i nie chcę się rozstawać to od dłuższego czasu jest w stosunku do mnie bardzo nerwowy. Krzyczy, drażni go byle głupota. Nie widzę żeby się cieszył z mojego przyjścia i nie szanuje tych spotkań. Jestem samotna, nie chcę się go prosić o czułość, bliskość, bo on też powinien tego potrzebować. Jestem sfrustrowana seksualnie, nie czuję się pożądana przez niego. On sam nawet nie potrafi mnie przytulić, tylko pyta sie czy ja go przytulę. Gdy robie mu loda, co uwielbiam, uwielbiam mu sprawiać przyjemność, to słyszę że on nie czuje żebym robi to dla niego, tak jak i inne rzeczy. No ręce mi opadają...
Starałąm się, starałam się do wczoraj. Wczoraj powiedziałam sobie dość, że ja już nic więcej nie mogę zrobić, jedynie nie dzwonić , nie starać się tak, tylko czekać. Dziś przez telefon zaproponował te małe kroczki, zobaczymy co będzie, ale juz powoli tracę nadzieję..