Mam taki dość przykry problem. Co o tym sądzicie? chodzi o to, że mój mężczyzna jakby nie czuje do mnie pociągu mam wrażenie.
Na początku naszego związku szukał każdej sposobności, aby do "tego" doszło. Znamy się od 7 miesięcy, zaczeliśmy sie spotykac 5 miesięcy temu mniej wiecej. W kazdym razie na poważnie jesteśmy ze sobą nie tak bardzo długo. Oboje po strasznych związkach poprzednich. Jego zdradzała zona wielokrotnie, 3 tyg temu dostał rozwod z orzekaniem o jej winie. Kiedy sie poznalismy czekal na sprawe rozwodowa, wiec wszytsko bylo przesądzone. I wtedy było inaczej, była namiętnośc, nie moglismy się sobą nacieszyc. Zakochałam sie w nim bez pamiecie. Uwielbamy ze soba spedzac czas, swietnie nam sie rozmawia, ale widze ze on unika sytuacji w ktorych moze do czegos dojsc.... Zawsze wychodzimy na miasto zamiast spotkac sie w domu. Bo on lubi wychodzic i aktywnie spedzac czas. Jak juz po moich lekkich sugestiach mamy sposobnosc to on lezy obok mnie i niczego nie inicjuje dopoki ja sie ja do niego "nie dobiore". kiedys byl sex w samochodzie teraz czuje jakbysmy byli najlepszymi przyjaciółmi. Bo on nigdy nic sam ode mnie nie chce. Zakochałam się w nim bez pamięci. Ale brak mi tej ważnej dla mnie rzeczy ja jest namietnosc. Myslicie ze to moze byc kwestia stresu rozwodowego? i wszystko jeszcze wroci do normy czy ja poprostu mu sie nie podobam? czuje sie paskudna i niekobieca przez to wszytsko. Zaczyna mnie to dobijac. Ale tez nie chce naciskac za bardzo. Myslicie, ze jest jakas nadzieja? na poczatku kiedy juz sytuacja z rozwodem byla jasna wszytsko bylo wporzadku..
(Przez pomyłke dodałam ten sam post w innym dziale, wiec jeśli szanowny moderator/ka będzie chciał przyblokowac jeden to poproszę o tamten w dziale sex:))