No cóż,kieruję to zapytanie do mam, ojców, których dorosłe dzieci już opuściły rodzinne gniazdo.Chciałabym zapytać jak czuliście się, gdy wasze młode orły rozwinęły skrzydła i już tylko od czasu do czasu odwiedzają was? Czy nadal wasze relacje są podobne, czy zupełnie się zmieniły? Czy nieustannie tęsknicie za ich obecnością, czy raczej odetchnęliście z ulgą, że dziecko jest całkowicie samodzielne i przy okazji odpadło wam trochę trosk?:) A może sporo czasu wam zajęło zanim przyzwyczailiście się do nowej rzeczywistości?
Podobne tematy
Czy nadal wasze relacje są podobne, czy zupełnie się zmieniły?
Relacje są nawet lepsze (choć kiedyś nie wydawało mi się to możliwe). Nie denerwujemy się wzajemnie ![]()
Czy nieustannie tęsknicie za ich obecnością, czy raczej odetchnęliście z ulgą, że dziecko jest całkowicie samodzielne i przy okazji odpadło wam trochę trosk?:)
Ani jedno, ani drugie.
Oczywiście, że tęsknię. Na szczęście mamy częsty kontakt.
Nie odetchnęłam z ulgą, bo jeszcze nie są całkowicie samodzielne (studiują, ale do domu już raczej nie wrócą).
Troska o dzieci będzie mi chyba towarzyszyć do końca życia.
A może sporo czasu wam zajęło zanim przyzwyczailiście się do nowej rzeczywistości?
Zawsze wiedziałam, że taki czas nastąpi. Wychowywaliśmy dzieci na samodzielnych ludzi, dlatego ich osobne życie mnie cieszy.
Nie mam syndromu pustego gniazda. Jesteśmy znów tylko we dwoje, jak za dawnych, dobrych czasów ![]()
Poza tym każde z nas ma własną pracę zawodową i zainteresowania, więc na medytację nad pustym gniazdem zwyczajnie nie ma czasu ![]()
Dziękuję za odpowiedź.Widzę, że ewka założyła też temat na ten temat
tylko pod tyt.jak wykopać dorosłe dziecko z gniazda.I o dziwo jest on bardziej popularny niż mój
Moje dzieci w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy właśnie szykują się do "odlotu" z domu.Jedno całkiem daleko, bo do Danii.I tu zaczyna się mój dylemat.Jak to będzie,z jednej strony swoboda dla nich i dla mnie, co tu owijać w bawełnę,a z drugiej tęsknota i zmartwienie,czy im się dobrze wiedzie, czy są zdrowi, ogólnie czy wszystko jest ok.
Oni martwią się o mnie, bo zostawią mnie samą, no dobra - z psem
,ale ja wręcz namawiam ich aby opuścili dom,bo muszą się usamodzielnić całkowicie i żyć przede wszystkim swoim życiem.Pewnie jednak przez pewien czas będę im zawracać głowę telefonami, choć 3 razy w tyg.:D
Bardzo proszę o więcej wypowiedzi, może pomogą mi się trochę przygotować na ten fakt.
Uff, nareszcie. Wolna chata ![]()
Widzę, że ewka założyła też temat na ten temat
tylko pod tyt.jak wykopać dorosłe dziecko z gniazda.I o dziwo jest on bardziej popularny niż mój
Ale Twój temat był pierwszy ![]()
Jedno całkiem daleko, bo do Danii.
Dania nie jest tak daleko. Samolotem, to niecałe dwie godziny.
Gorzej (pod tym względem) jakby któreś dziecko wylądowało na innym kontynencie (u mnie jest taka możliwość).
I tu zaczyna się mój dylemat.Jak to będzie,z jednej strony swoboda dla nich i dla mnie, co tu owijać w bawełnę,a z drugiej tęsknota i zmartwienie,czy im się dobrze wiedzie, czy są zdrowi, ogólnie czy wszystko jest ok.
Oni martwią się o mnie, bo zostawią mnie samą, no dobra - z psem,ale ja wręcz namawiam ich aby opuścili dom,bo muszą się usamodzielnić całkowicie i żyć przede wszystkim swoim życiem.Pewnie jednak przez pewien czas będę im zawracać głowę telefonami, choć 3 razy w tyg.
Tęsknota i zmartwienie pewno Cię nigdy nie opuszczą, tyle że z czasem nieco słabną.
Jeśli nie masz skype'a, to sobie zainstaluj. Taka rozmowa sprawia wrażenie bliskości, dużo bardziej niż rozmowa przez telefon.
Czy mężczyźni / ojcowie jakoś inaczej odczuwają te sytuację? Jak to u Was wygląda? Jak odczuwa Wasz partner / mąż?
U mnie spodziewaliśmy się, że dla wszystkich będzie o wiele gorzej, a teraz chyba jednak wszyscy odpoczywamy od siebie, już kilka lat, rodzice są starci, może dlatego, czuję, że czasem po prostu mówiąc wprost jesteśmy zmęczeni wszyscy swoją obecnością, jeżeli za długo, choć bardzo się kochamy, ale każdy ma własny tryb życia.
nareszcie wolna , teraz wiem że żyję ,korzystam z życia całą gębą
Wydaje mi się, że taki prawdziwy syndrom opuszczonego gniazda bardziej dotyka tych rodziców, którzy przez całe życie skupiali się tylko na swoich dzieciach. Znam takich rodziców, szczególnie matki.
To faktycznie bywa problemem i to dużym.
Kiedy nie ma się własnego atrakcyjnego świata, to pomimo mniejszych obowiązków, nagle pojawiająca się pustka bywa strasznie bolesna.
Ja całe życie żyłam ze świadomością, że dzieci kiedyś dorosną i usamodzielnią się.
Dobrze jest, kiedy ten proces przebiega bez większych zakłóceń, bo tak jesteśmy skonstruowani, że o dzieci martwimy się do końca naszego życia.
Wtedy i radość z tego, że wreszcie "mamy je z głowy" jest zdecydowanie mniejsza ![]()
Jest trudno. Trzeba zacząć żyć dla siebie.