Witajcie, prosiłbym o radę.
Od ok. trzech-czterech tygodni spotykam się z dziewczyną, która wydaje mi się bliską tej, jakiej zawsze szukałem. Z ważnych wiadomości, ja mam 28 lat, ona 25, wykonujemy analogiczną pracę, wiele nas łączy, mamy bliskie światopoglądy i, jak na razie, mamy o czym rozmawiać. Spotykamy się ok. dwa razy na tydzień, bywa, że rzadziej, jak mamy wyjazdy etc. Wspólnie spędzamy czas, a to kino, a to teatr, wyjście na spacer, do restauracji/pubu etc. Tutaj nie ma problemu. Do tej pory spotkań było gdzieś ok. 7-8. Mało-dużo w kontekście prezentowanego poniżej problemu? Oceńcie sami.
Mimo, że oboje myślimy o tej znajomości poważnie i mieliśmy na ten temat szczerą rozmowę podczas, której wyszło, że obie strony są zainteresowane, by przerodziło się to w coś poważniejszego, pojawił się, niemal od razu, bardzo poważny problem.
Moja wybranka jest osobą, która nigdy nie była z facetem. Byłbym jej pierwszym. Sama przyznała, że wynika to, z tego, że nie wzbudzała zainteresowania mężczyzn (dla mnie dziwne, ale wierzę na słowo). Brzydka w żadnym wypadku nie jest, przeciwnie, wręcz dla mnie to jeden z podstawowych kanonów urody. Z tego też powodu (braku obycia z facetami na innej płaszczyźnie niż kumpelstwo) jest bardzo niezgrabna w kontakcie fizycznym i w relacjach uczuciowych (uwierzcie mi, było to widać, zwłaszcza na początku znajomości). I nie chodzi tutaj o seks, co mógłby sugerować tytuł, celowo trochę przyciągający uwagę tym właśnie aspektem. Nie, chodzi o tak prozaiczną sprawę, jak trzymanie się za ręce. W szczerości przyznała mi, że nasze kontakty są dla niej bardzo intensywne, niejako ?za szybko? się to wszystko odbywa? Co jest za szybkie? Do końca nie wiadomo, bo do tej pory nie było nawet pocałunków w usta, ledwo udało mi się w policzek, co ją speszyło. Dopiero od niedawna bierze mnie, jak spacerujemy, pod rękę. Nie za rękę, ale pod. Nie byłby to problem, gdyby nie była to blokada przed posunięciem się naprzód w kontakcie fizycznym. Dla mojej wybranki jest to jakiś poważny problem. Gdy próbuję coś zrobić (ręka, usta), spotykam się z realnym oporem, na który muszę od razu zareagować spasowaniem, żeby nie doszło do jakiejś krępującej sytuacji. Często na spotkaniach nie patrzy się mi w oczy, widać jakby miała jakąś nieumiejętność wynikającą z nieśmiałości (?). Bo raczej nie z arogancji, co niekiedy sugeruje się osobom, które nie patrzą w oczy. Kiedy, przykładowo, próbuję złapać "lekki" kontakt fizyczny, np. poprzez ściąganie jej robali (:D) z nóg, pleców etc., jak jesteśmy w jakimś parku, to nie reaguje jakbym cokolwiek zrobił. Dziwaczne...
Nie wiem za bardzo jak się w tym odnaleźć. Z jednej strony, widać zainteresowanie, chęć spotkań, brak wyrobienia w stereotypowych ?kobiecych? gierkach, a z drugiej zaczynam się zastanawiać, czy to problem nie jest w tym, że może jej nie pociągam fizycznie. Niestety, widać, że unika takich rzeczy jak pocałunki, czy łapanie za rękę. Ale już przytulanie na dzień dobry i ?do zobaczenia? (ważne) są jak najbardziej realizowalne. No, ale po co byłoby to całe spotykanie się (widzę jej inicjatywę!) gdyby nie brała mnie na serio jako ?partii na związek? i bynajmniej nie ?biały?? Na przeczekanie dla innego? Wątpię. Mam chyba dość mocną "pozycję monopolisty", ale co z tego?
Istotny może być wątek rodzinny. Na ile wiem, jej matka jest dość zaborcza, ale tak w białych rękawiczkach. Mimo, że nie mieszka z matką, ta ma nad nią pewien rodzaj ?lekkiej? kontroli.
Pewnego razu, przyznaję, po irytacji po blokadzie na poziomie łapania za rękę (!), powiedziałem jej, że bez rozwijania, choćby stopniowego, kontaktu fizycznego, nie będzie związku, powiedziała, by dać jej czas, że musi bardzo powoli, że kontakt fizyczny to problem etc. Zgodziłem się na to, bo co mogłem innego zrobić? Tylko zerwać kontakt. Niestety, ale cały czas czuję niepokój, że lada chwila powie mi, że to jednak nie to, bo nie ma ekscytacji seksualnej. Wiem też, że nie jest osobą aseksualną (kilka razy wyszło podczas rozmowy co jest "sexy" dla niej, ale dużo mi to nie powiedziało jednak).
Chcę temu dać szansę, bo wiele rzeczy jest naprawdę świetnych i obiecujących. Nie chcę szukać innej, może i bardziej seksualnie otwartej, ale za to nie posiadającej jej przymiotów charakteru. Pytanie tylko, czy jest szansa, że ona w końcu się przełamie, poczucie coś głębiej i chęć kontaktu? Czas z mojej strony to nie problem, bo mogę jej go trochę dać, by potem wygrać. Tylko czy to jest to przezwyciężenia? No i co robić, by to się stało? Mam ukrytą nadzieję, że to nie jest problem w mojej fizyczności, chyba aż tak odrażający nie jestem. Nie chcę też "wymuszać pocałunków" itp. Tzn. staram się być z jednej strony zdecydowanym, niekiedy wyruszającym na "nieznane wody" (pocałunek w policzek... jak to musi fatalnie brzmieć dla czytającego!), organizującym nasze spotkania, a z drugiej nie łamać jej siłą, którą nic bym nie wskórał (a może jednak?).
Podobno, kobiety, zwłaszcza z mniejszą pewnością siebie i bez doświadczeń związkowych, potrzebują więcej czasu, by się zaangażować uczuciowo, zakochać etc. Chciałbym, żeby tak było, ale czy są symptomy, że jest szansa? Naprawdę, po ostatnich moich fatalnych związkach, z zupełnie innym typem kobiet, sukces tutaj byłby dla mnie czymś naprawdę "uskrzydlającym" ;-). Zwłaszcza, że traktuję ją bardzo serio.
Nie wiem do końca jak to wszystko rozumieć, bo doprawdy teorii na ten temat jest od groma i jedna przeczy drugiej.
Ok, dość na tym, bo będę się powtarzać. Liczę że nie zanudziłem, bo wpis rzeczywiście bez fajerwerków. Ale dotyczy tylko jednego problemu, bynajmniej nie jakieś ekscytującego.