Witam!
Piszę w dość specyficznej i chyba rzadko poruszanej kwestii tutaj na forum. Nie mam konkretnego problemu ale zależy mi na wspólnej dyskusji. Po wielu latach bliższych relacji z kobietami dochodzę do wniosku, że wiele tzw "okazji" przeszło mi koło nosa. Tylko żeby ktoś źle tego nie odebral nie mówie tutaj broń Cię Panie o seksie, chodzi mi o to że były spotkania, było umawianie się na tzw "randki" a potem i tak nic z tego nie wychodziło.
Dochodzę do wniosku że problem leżał/leży w braku realnych i konkretnych działań z mojej strony, flirt, podryw te terminy nie są mi obce ale muszę dość do momentu gdzie przestaje spotykać się na zasadzie koleżeńskim a zaczynam flirtować.
Najgorsze jest to że 80% kobiet nie potrafi czekać, tylko brak podjętych stanowczych dzialań w ciągu 2-3 spotkań i facet jest szuflandkowany jako nieśmiały, taki który ma problemy z kobietami, a jak jeszcze sporo rozmów o wszystkim i o niczym to klasyczny przykład wejścia w ramę przyjaciele.
I dokładnie widzę to jak w latach 2006-2011 przez 5 lat uciekały mi okazje do poznawania pięknych kobiet a właściwie nie poznawania bo poznawałem owszem ale budowania związku.
Niby wiele osób twierdzi, że trzeba przypasować do siebie, wszystko przyjdzie samo, widocznie to nie było jeszcze to itd...no ale wiem też realnie na to wszystko patrząc, że nikt z ulicy nie powie możecie się pocałować ani też co myśli większośc facetów i ja też tak myślałem sama kobieta nie rozpocznie żadnych działań prowadzących do związku.
Brak adoracji, flirtowania, jakichkolwiek aspektów fizycznych nawet lekko seksualnych powoduje zamknięcie się drzwi pt "związek z taką kobietą".
Ja tego nie neguje bowiem trudno budować relacje z których miałby powstac związek, rodzina, dzieci tylko na bazie rozmów i patrzenia na siebie.
Ale...nie wszyscy faceci od razu by szli do łóżka, są nawet tacy którzy musza dotrzeć się i nawet głupie dotknięcie gdzieś poza dłonią jest kłpotliwe bo przecież to jest na początku obca osoba.
trwa to ileś czasu podczas gdy kobieta traci zainteresowanie lub pojawia sie zakłopotanie - nie dotyka mnie, nie chce się zbliżyć - pewnie mu się nie podobam i nici..wszystko opada a potem zdziwienia faceta że o to ona nagle ma nowego albo już go nie chce, traktuje go jak przyjaciela itd..
Zastanawiam się jakie macie w tym aspekcie przemyślenia, doświadczenie - coś czym moglibyście się ze mną podzielić.
Bo niby mówi się o..wykształceniu, dobrej pracy typu no porządna dziewczyna byle kogo nie chce...no okeeej..nawet o wyglądzie...też się często ten aspekt pojawia..
no ale gdy super przystojny gość, wykształcony ktory zarabia 4 tys zł na rękę, będzie początkowo aseksualny bo to niestety (wiem) tak wygląda..to i tak kobieta straci zainteresowanie.
I nie wiem z czego to wynika - niby nastawieni na seks faceci to idioci i zadna takiego nie potrzebuje ale z drugiej strony gdy facet bardzo stopniowo przechodzi z jednego etapu do drugiego i mijają spotkania - kończy jako koleżanka.
Bo wg wielu osób znajomych które pamiętaj u mnie tamten okres a nawet niektórych samych tych kobiet ja po prostu byłem za mało uczuciowy, emocjonalny i fizycznie nastawiony do relacji. To były takie koleżeńskie spotkania a nie konkretny flirt i konkretne dążenie do budowania zwiazku.
Tylko teraz moment...ja wiem że musi być flirt ale niekoniecznie musi to być na pierwszym spotkaniu, to jest tak jak w szkole podstawowej 1 klasa...rzadko kto, może poza jakiś rozrywkowym Jasiem od razu juz gra pierwsze skrzypce, każdy się dociera a potem z tego powstają extra znajomości, przyjaźnie na całe życie.
Ale nikt w pierwszej klasie podczas pierwszych tygodni nauki nie zachowuje się tak jak po 5 latach, stąd no...nie rozumiem podejścia kobiet..
Dlaczego nie można odczekać? dlaczego inny facet jest "lepszy" bo flirtuje od razu bo jest lovelasem i nie traktuje czasu na poznawanie siebie, budowanie komfortu przez rozmowe i poznawanie siebie?
Myślicie że to normalne? Kobieta jest zainteresowana ale facet podczas kilku pierwszych spotkań nie wykazuje żadnej inicjatywy nic się nie zmienia w relacji od razu - bach..ląduje zaszufladkowany jako przyjaciel aseksualny..
Ale tak jak mówie to jest kwestia kilku spotkań max do 5..a nie 20-30..
Nie rozumiem tego fenomenu..chodzi tu o brak czasu? czy też jego tracenie niepotrzebne? czy brak cierpliwości?
No bo jeszcze raz tak jak pisze..nie każdemu facetowi to przychodzi tak łatwo trzeba się poznać itd..tak jak w szkole, na kursach w pracy tak samo związek - to jest jakaś tam obca osoba i jak ktoś nie ma uosobienia takiego lekkiego, otwartego to przechodzi te etapy spokojnie.
Nie mówiąc o tym że facet też potrzebuje wiedzieć czy kobieta jest zainteresowana żeby móc działać, więc no...dla mnie jest to dziwne.
Obawiam sie że wiele facetów ma ten sam problem, że kobieta traktuje go jak przyjaciela a myślał że bedzie tak super i że za chwile wezmą slub, bo po prostu.
Wkurza mnie też tylko to, że dużo osób takie problemy lekceważy że ona nie była Ciebie warta itd..podczas gdy jest to kwestia tak jakby utraty zaufania poniekąd, ktoś pożyczy 500 zł i nie odda to jaka jest szansa że po ponowym pożyczeniu znów 500 zł odda 1000 zl?
No ok tylko dlaczego kobieta tak szybko trafi zainteresowania/zaufanie?
Nie zanudząjąc dalej, proszę jeśli ktoś ma jakieś przemyślenia o wskazówki jak działać co robić...a może ktoś wie dlaczego tak jest z kobietami?
Może kobiety potrafią to wyjaśnić, chociaż to pewnie tkwi w nich samych i nie jest to logicznie uzasadnione.
A może jakis facet ma podobne doświadczenia - że stał się przyjacielem bo za długo zwlekał z rozwojem relacji?
Dzięki z góry!