Witam, jestem facetem, więc trochę nietypowe, że piszę na tym forum, ale chciałem się z wami podzielić moją historią.
Dużo ludzi opisuje tutaj dość dramatyczne, i przykre historie, z życia - czytając je naprawdę się zmartwiłem. Moja jest na szczęście nieco inna, w zasadzie, to pozytywna, mam nadzieję że tak też odczujecie ją po przeczytaniu.
Zdarzyło się to ładnych parę lat temu, w IV klasie liceum (bo jestem rocznik sprzed reformy).
Był to chyba luty albo marzec - czyli już końcówka, liceum w zasadzie niedużo zostało do matury (i w sumie całe szczęście o czym zaraz
)
Mieliśmy dość młodą nauczycielkę od Polskiego - pani Basia (myślę, że imię mogę podać). Wtedy miała ona 29 lat (chyba). Była to naprawdę fajna babka, umiała zainteresować przedmiotem, tym bardziej, że ja jestem humanistą. Nie była to młoda nauczycielka "ekstra laska" o których fantazje miewają młodzi chłopcy, uroda raczej skromna, aczkolwiek odpowiadająca mojemu gustowi.
No i organizowaliśmy pewne przedstawienie teatralne -> mniejsza już o szczegóły bo nie chciałbym was zanudzać. W każdym razie dzień w którym trzeba było przyjść w garniturze - dla mnie było to wtedy pewnym problemem, gdyż byłem zbuntowany i wolałem chodzić w glanach i podkoszulkach z nazwami kapel.
W każdym razie w trakcie organizacji tegoż przedstawienia, wyniknęła taka sytuacja, że trzeba było pojechać do mieszkania pani Basi, po jakieś tam materiały. No i pojechałem, bo jakoś tak mnie wystawili koledzy - wzbraniałem się przed tym, bo wiadomo że takie sytuacje są krępujące.
No ale pojechaliśmy. Weszliśmy do mieszkania i hm......
no właśnie i tu się zaczyna. Basia zaczęła na mnie patrzeć i uśmiechać się w sposób który... sami wiecie jak kobieta wtedy patrzy. Po chwili zbliżyła się do mnie, ja do niej, usta nasze również, no i się zaczęło, bez słów. Byłem zupełnie zdezorientowany... i podniecony. Po chwili spytała czy mi się to podoba. Byłem w stanie tylko kiwnąć głową, słowa nie mogłem wydusić
Oprócz samego faktu, i tego że bardzo mi się podobała (była wtedy b. elegancko ubrana, co jak odkryłem później, bardzo mnie kręciło), dochodziła jeszcze satysfakcja "ha! nikomu o tym nie powiem, bo i tak nikt by nie uwierzyli" ![]()
Zastanawiałem się, czy opowiadać intymne szczegóły, ale trudno! Jak wyznanie to wyznanie. Tym bardziej, że "sprawa zamknięta" i raczej anonimowo to opowiadam, więc sobie ani Basi nie zaszkodzę.
Oswoiłem się już nieco, pieściliśmy się nawzajem - Basia pytała, czy nie chcę się rozebrać, czy nie jest mi za gorąco - oczywiście było jak cholera! Ale mówiłem że nie - hm... chyba się bałem że ktoś nas nakryje i trzeba się będzie szybko zbierać? A może dalej czułem się spięty.
W każdym razie, w pewnym momencie Basia rozpięła mi rozporek, i zaczęła mnie pieścić ustami. I co? Oczywiście.....nie minęło kilkanaście sekund, jak "skończyłem"..... domyślcie się, jak okropnie się wtedy poczułem - co za obciach -co o mnie ona teraz pomyśli? Na szczęście podeszła do tego wszystkiego z uśmiechem, spytała czy nie chcę chwili przerwy - oczywiście że potrzebowałem, ale zacząłem zgrywać twardziela, że nie, i po chwili sam zacząłem ją pieścić (pewnie po to by zyskać trochę czasu na "regenerację"). A potem, kochaliśmy się
- ja z powodu niezbyt szczęśliwego startu, przez pierwsze minuty nie odczuwałem raczej przyjemności, ale nie chciałem jej zawieść, no i sama satysfakcja sprawiała że chciałem to kontynuować
A i potem zrobiło się przyjemnie i jej również sprawiłem chyba dużą przyjemność.
Trochę głupio się zrobiło po wszystkim, ale hm... uśmiech chyba załatwia wszystko
jakoś wróciliśmy do szkoły, oczywiście spóźnieni, jakaś gadka, że były korki itp.
Koledzy oczywiście robili niedwuznaczne aluzje, ale nie sądzę żeby się czegoś domyślali - to raczej takie głupie gadki jakie sadzą zawsze młode chłopaki między sobą kiedy tylko mogą.
Natomiast było mi mega-głupio i dziwnie przez cały ten dzień (podejrzewałem, że wszyscy się domyślają, co oczywiście było nieprawdą). Potem wraz z upływem czasu stopniowo to
"opadało" ale jednak cały czas czułem napięcie, mimo ogromnej satysfakcji z tego co się stało!
Aczkolwiek nie rozmawiałem już z Basią o tym, nie powtórzyło się to też więcej. Aczkolwiek zachowywała do mnie cały czas ogromną sympatię. Całe szczęście, że szkoła już niedługo się kończyła, bo nie wiem co by było gdyby został np. rok, jak wytrzymałbym to dziwne samopoczucie.
Z jednym wyjątkiem, przy wystawianiu ocen (miałem 5 ale chyba tak czy tak bym miał i bez tego) była mniej więcej gadka: proszę pani a za co? "ty dobrze wiesz za co". Klasa się zaśmiała, ale raczej nikt nie podejrzewał
to tylko tam humorystycznie dodam.
Potem nie utrzymywałem kontaktu, ale po 4 latach, podczas balu absolwentów, spotkałem ją i hm... wolałem nie dotykać tego tematu, ale ona wzięła mnie na bok i zaczęliśmy rozmawiać. Powiedziała mi, że ma nadzieję, że nie czułem się z tego powodu źle, że ona bardzo dobrze to wspomina, i strasznie mi dziękuje, bo przeżywała wtedy trudny okres, rozstała się wtedy z partnerem, a to bardzo pomogło jej dowartościować się i zaakceptować siebie, swoją samoocenę. Dzisiaj ma już męża i małe dziecko.
A mnie, Cóż, niewątpliwie to mi również pomogło - przede wszystkim, zyskałem sporo pewności siebie w kontaktach z kobietami (miałem kontakt z tak dojrzałą, kobietą to żadne rówieśniczki nie były mi straszne
), poza wszystkim, jest to naprawdę bardzo miłe wspomnienie - nie był to mój pierwszy raz, ale na pewno od pierwszego razu dużo lepszy! ![]()
No i najważniejsze, choć może nieco humorystyczne - z człowieka na którego ciężko było ubrać jakąkolwiek koszulę, stałem się w zasadzie fetyszystą garniturów i eleganckiej odzieży. I to "romans" z panią Basią to spowodował (jak wam napisałem, podczas całego tego zdarzenia miałem na sobie garnitur
). Mama nie mogła uwierzyć w tą przemianę.
Zgłębiając moją przypadłość, wiem że kobiety bardzo lubią facetów w garniturach i je to podnieca. Aczkolwiek przypuszczam, że pewnie pragną go rozebrać ? niż żeby został w garniturze podczas całego aktu? Proszę, powiedzcie
))
Być może pokręciłem jakieś szczegóły historii, ale sens na pewno zachowany. Takie historie jak widać się zdarzają, i wcale nie muszą być "złe" ani dla jednej, ani dla drugiej strony. W moim przypadku, pomijając moje głupie samopoczucie post factum, naprawdę było to super i hm.. jestem z tego dumny, choć nie mam z czego bo to Basia mnie uwiodła
ja bym pewnie sam z siebie się nie odważył.
Pozdrawiam wszystkich którzy przeczytali moją historię, mam nadzieję, że nie napisałem jej w sposób męczący, i łatwo przebrnąć przez ten dość długi post
Czekam na komentarze, może wam się coś takiego przydarzyło???