Witajcie, mam niesamowicie wielki problem (z mojego punktu widzenia) bo oczywiście według mojego chłopaka to nie problem.
Jesteśmy ze sobą już 3 lata, oboje studiujemy w Gdańsku ale jako, że oboje jesteśmy stąd - nie mieszkamy razem.
Do pewnego czasu było bardzo cudownie, ogólnie wydaje mi się, że mój mężczyzna jest wyjątkowo dojrzały, "myślący", przedsiębiorczy.
Rozmawialiśmy czasem o wspólnej przyszłości ale ustaliliśmy, że wszystko po studiach, na spokojnie, nic pośpiesznie bo teraz nam dobrze.
Od pewnego czasu zaczęło się psuć... Wydaje mi się, że z mojej winy, ponieważ przez studia przestawałam znajdywać dla niego czas..
Zaczęliśmy widywać się tylko w weekendy,bo w tygodniu cały czas nauka i inne obowiązki domowe.
Przestaliśmy się przez to zbliżać, zaczęły znikać "okazje" bo nawet jak się spotykaliśmy to na pare godzin, popołudnia a nie na noce.
Wtedy mój facet wynajął hotel, pojechaliśmy sobie na miły weekend - za pewne był przekonany, że będziemy się kochać a mi się nie chciało.. Byłam bardzo zmęczona i mimo, że spędziliśmy miło czas to zwyczajnie nie miałam ochoty..
Widać było, że był to dla niego cios i mimo moich tłumaczeń, że to nie o niego chodzi itd, nie przestał się tym martwić.
Co więcej, mnie też to martwiło jak cholera... Cały czas sie zastanawiałam, co ze mna nie tak??? Czemu u licha mi sie nie chce?
Nie chodzi tu o nikogo innego, nikogo nie mam, nikt mi sie nie podoba, mojego kocham.. Dodatkowo on sie stara, wynajal ten hotel, wyjechalismy... mialam strasznie wyrzuty sumienia..
Później było troche lepiej, nadrobiliśmy to, nastał troche lepszy okres.
A później znowu, bach.. katastrofa. Znow przestalismy sie spotykac tak czesto bo egzaminy, bo koła, bo seminaria bo to bo tamto.
Czasami nie pisalismy przez 2-3 dni, oprócz "milego dnia". Może wam sie to wydać głupie, ale my zawsze duzo rozmawialismy przez smsy..
Zauwazylam ze to również moja wina, że ja tez nie mam zbyt dużo czasu dla niego dlatego proponowałam kino, kawiarnie, spacer.. W odopowiedzi otrzymywałam tylko "wpadnij do mnie, obejrzymy film" i tak za kazdym razem. Wpadałam, godzinne wybieranie filmu bo zadne z nas nie wie co obejrzec, film, miło bo i przytulanie i kochalismy się najczesniej po, ale monotonia..
Kawiarnia nie bo po co, kawe mozemy w domu, kino nie bo po co, mamy filmy w domu, spacer nie bo zimno, bo coś tam, bo nie chce mu sie...
Nie pamietam kiedy bylismy razem na jakiejs imprezie.. Gdy on gdzies szedl, ja nie moglam z jakiś tam powodów.
Gdy ja gdzies szłam - on nie mógł, pod jakimś pretekstem - nie wiem czy wymyslonym, czy na prawdę..
Ostatnio gdy byłam u niego, kumpel do niego napisał smsa żeby poszli do pubu napić się i pooglądać w końcu jakieś laski..
Co ciekawe, kumpel tez ma dziewczyne dlatego... (zaluje ze to zrobilam, oj jak zaluje...) odblokowalam i przeczytalam rozmowe.
NIGDY w zyciu nie czytalam jego korespondencji, to powinno byc potepione - wiem, ale wydaje mi sie ze wiekszosc z was by tak postapila czytajac taka wiadomosc...
No i co sie okazało. Moj jakze kochany chlopak, napisal ze chcialby pobyc z jakas inna...
Na co wlasnie kolega na to mu to odpisał...
Przejechałam na rozmowe wyżej i pisał do niego z uczelni, że tyle pieknych dziewczyn jest, w kazdym kierunku swiata, az nie wie gdzie ma patrzec.. pozniej coś w rodzaju, że "z jedną to bym mógł być nawet na stałe, taka petarda że coś"
Kolega na to prześmiewczo, żeby zabrał je do samochodu a mój facet, że chciałby ale musi sie uczyc bo ma zaraz egzamin..
Rozumiem, doskonale rozumiem, że faceci tak pisza, ze to sa kumple i oni "inaczej" ze soba rozmawiaja ale zabolało mnie to jak nic....
Oczywiście nie przyznałam się do tego, że przeczytałam te rozmowy.. I cały czas to ukrywam bo wiem że by sie na mnie wkurzył i obrócił to przeciwko mnie..
Później mimo wszystko, mimo tej zlosci spedzilismy razem dzien, kochalismy sie, zapomnialam o tym jednak to wrocilo nastepnego dnia wieczorem.
Zaczelam delikatnie rozmowe czy mnie kocha, czy jest pewnien swojego uczucia.. potwierdzał.
Spytałam czy nie czuje ze nasz zwiazek troche ucierpiał przez ten brak czasu, a on ze nie, ze nie mam wymyslac zadnych kryzysów.
Spytałam go kiedy bylismy ostatni raz w kinie, restauracji cokolwiek to powiedział, że to przez to że nie mam czasu, że sesja, że musimy to pozdawać.
Potem zamiast odpowiedzieć mi na konkretne pytania, powiedzial ze wszystko jest dobrze, kocha mnie i ze mam skonczyc z wymyslaniem problemow.
Spytalam nawet czy nie zauwazyl ze rzadko kiedy wyznajemy sobie uczucia na co on - no i co, to nie zmienia naszych relacji...
Sama nie wiem co począć, czy ja wymyślam? Te wszystkie problemy?
Czy jest źle? Ja czasami całymi dnami nie wiem gdzie on jest, co robi, co u niego..
Nie chodzi mi o to ze nie moge go kontrolowac, bo nigdy tego nie robilam ale kompletnie nie wiem jak spedza czas gdy mnie nie ma...
Pomóżcie bo wariuje... Czuje sie desperatką że tutaj napisalam, ale czytałam pare mądrych rad w innych tematach więc mam nadzieje, że u mnie też ktoś znajdzie jakieś rozwiązanie, porade..
+z góry przepraszam za błędy, literówki itd..
Podobne tematy
"Czy jest źle? Ja czasami całymi dnami nie wiem gdzie on jest, co robi, co u niego.."
Nie możesz zadzwonić po prostu albo napisać sms ? ![]()
"Czy jest źle? Ja czasami całymi dnami nie wiem gdzie on jest, co robi, co u niego.."
Nie możesz zadzwonić po prostu albo napisać sms ?
Piszę, to czasami widzę że odczytał, ale nie odpisuje.. Czasem odpisuje następnego dnia, czasem wieczorem.
Czasem nie na temat..
Nie chcę ciągle pisać i wydzwaniać, być natarczywa. Nie chcę go kontrolować, nie na tym to polega...
Dlaczego nie możecie razem zamieszkać? To główne pytanie które mi się nasunęło.
Dla mnie to jest jakieś strasznie dziwne, studiujecie w tym samym mieście, jesteście ze sobą parę lat i... nie mieszkacie razem?
Co do jego rozmów - nie martwiłabym się akurat nimi jakoś bardzo. Ja też czasami z koleżankami komentuję facetów, czasami dość nieprzyzwoicie puszczamy wodze fantazji. I to kompletnie O NICZYM nie świadczy, jesteśmy wierne swoim facetom i ich kochamy. A faceci to już w ogóle.... Praktycznie wszyscy rozmawiają w taki sposób.
Co innego gdybyś przeczytała, że on Cię już nie kocha, że chce to zakończyć. Ale że określił jakąś "petarda", albo że wokół jest tyle pięknych lasek? To bolesne pewnie dla Ciebie, ale uważam że nie powinnaś się tym przejmować.
Dlaczego nie możecie razem zamieszkać? To główne pytanie które mi się nasunęło.
Dla mnie to jest jakieś strasznie dziwne, studiujecie w tym samym mieście, jesteście ze sobą parę lat i... nie mieszkacie razem?Co do jego rozmów - nie martwiłabym się akurat nimi jakoś bardzo. Ja też czasami z koleżankami komentuję facetów, czasami dość nieprzyzwoicie puszczamy wodze fantazji. I to kompletnie O NICZYM nie świadczy, jesteśmy wierne swoim facetom i ich kochamy. A faceci to już w ogóle.... Praktycznie wszyscy rozmawiają w taki sposób.
Co innego gdybyś przeczytała, że on Cię już nie kocha, że chce to zakończyć. Ale że określił jakąś "petarda", albo że wokół jest tyle pięknych lasek? To bolesne pewnie dla Ciebie, ale uważam że nie powinnaś się tym przejmować.
Nie stać nas na wynajem, ja nie pracuję, on troche dorabia... oboje studiujemy na dość cięzkich kierunkach, ja na dodatek dwa i po prostu nie dajemy rady. Dobrze było tak jak było, mieszkamy od siebie 10 minut autobusem..
Plany wspólnego mieszkania miały być po pracy magisterskiej.
Też czasem skomentuje jakiegoś kolesia ale nie piszą mi koleżanki że mam go zaprosić do samochodu a ja nie odpowiadam że chciałabym.. według mnie to jest przesada. Ani nie pisze że chciałabym spróbować z kims innym..
Tym bardziej, że mój facet jest taki.. że zawsze otwarcie mówił, że seks z kimś to tylko z miłości, że jest to dowód uczucia, kolejny etap związku. Co więcej, do tego stopnia że wkurzał się na kumpli że zaliczają jedną po drugiej, choć potem dawał na luz bo to nie jego sprawa.
A tu nagle takie wiadomości i takie podmiotowe podejscie do sprawy... Zabolało jak nigdy..
Poprzez przeczytanie tych wiadomosci sama wytworzylas sobie sytuacje braku zaufania. Ty tego zaufania naduzylas (czytajac prywatna korespondencje) i teraz sadzisz, ze i on moze (nijako ma prawo), ale w inny sposób.
Zupelnie niepotrzebne to bylo. Twoja wyobraźnia zaczela pracować, dopatrujesz sie zdrady i owszem szukasz dziury bo jak pewnie wiele osób napisze (i co jak sama niby wiesz) jest to zwykla męska gadka tak jak my dziewczyny gadamy o facetach z gazet (fajni są, chcialoby sie pobyć z nimi, ale to wszystko na poziomie abstrakcyjnym).
Teraz pewnie masz ochote sprawdzać go (wypytywanie o uczucia jest tego forma). Trochę kupa, bo wyglądacie na fajny związek.
Wydaje mi się, ze jedyne wyjście aby odzyskać poczucie zaufania w zwiazku to przyznac sie do przeczytania wiadomosci i powiedzieć, ze to wlasnie jest zrodlem Twoich obaw. Jasne, wymaga to sporo od Ciebie, ale w przeciwnym razie watpie czy poradzisz sobie z obawami, zazdrością, "wyluzujesz sie" - zupelnie sie na to nie zanosi.
Tak wiec odwagi i do boju, powodzenia!
Poprzez przeczytanie tych wiadomosci sama wytworzylas sobie sytuacje braku zaufania. Ty tego zaufania naduzylas (czytajac prywatna korespondencje) i teraz sadzisz, ze i on moze (nijako ma prawo), ale w inny sposób.
Zupelnie niepotrzebne to bylo. Twoja wyobraźnia zaczela pracować, dopatrujesz sie zdrady i owszem szukasz dziury bo jak pewnie wiele osób napisze (i co jak sama niby wiesz) jest to zwykla męska gadka tak jak my dziewczyny gadamy o facetach z gazet (fajni są, chcialoby sie pobyć z nimi, ale to wszystko na poziomie abstrakcyjnym).Teraz pewnie masz ochote sprawdzać go (wypytywanie o uczucia jest tego forma). Trochę kupa, bo wyglądacie na fajny związek.
Wydaje mi się, ze jedyne wyjście aby odzyskać poczucie zaufania w zwiazku to przyznac sie do przeczytania wiadomosci i powiedzieć, ze to wlasnie jest zrodlem Twoich obaw. Jasne, wymaga to sporo od Ciebie, ale w przeciwnym razie watpie czy poradzisz sobie z obawami, zazdrością, "wyluzujesz sie" - zupelnie sie na to nie zanosi.
Tak wiec odwagi i do boju, powodzenia!
Boje się jego złości, jest wrażliwy na punkcie swojej prywatności (wścibska siostra, czasem rodzice) a do mnie miał zaufanie.. Wiem, ze nie powinnam, czuje się z tym obrzydliwie, nigdy wcześniej nic nie czytałam, ale w momencie gdy ujrzałam początek wiadomości jego kumpla to serce mi po prostu zamarło.. W życiu bym sie po nim czegoś takiego nie spodziewała...
Boje się, że jak sie przyznam do przeczytania tych wiadomości, będzie na mnie zły, zniszczy to nasze zaufanie totalnie, bedzie miał do mnie żal jak ja w ogóle mogłam.. i już nic nie będzie do zbierania...
Czasem lepiej niektórzych rzeczy nie wiedzieć.. wtedy lepiej człowiek śpi.
Czasem lepiej niektórzych rzeczy nie wiedzieć.. wtedy lepiej człowiek śpi.
Tak i nie. Bo Ty niczego znaczącego się nie dowiedziałaś, a nie sypiasz spokojnie, masz tylko podłoże do obaw, sprawdzania go. To będzie rosło i pewnie przerodzi się w zazdrość i coraz mniejsze zaufanie = coraz wieksza potrzeba kontroli. I to moze naprawdę rozwalić związek od wewnątrz, a nie jego gadki z kumplem.
Pewnie, że się wkurzy, zawiodałaś jego zaufanie.
Paradoksalnie przerzucasz to na niego i zmniejszasz zaufanie do niego. Problem jest, ale on nie wie dlaczego, jeśli mu nie powiesz. Skoro jest wrażliwy i jak pisałaś wczesniej umie rozmawiać o uczuciach możesz wytłumaczyć mu swoje emocje: ciekawość zobaczenia wiadomości, że Cię zabolało to bo Ci na nim zależy i naturalnie chcesz być głównym i jedynym obiektem jego adoracji, a potem stek obaw, którego mimo, że próbujesz nie możesz odpędzić, niepewnośći potrzebą sprawdzania.
No i oczywiście, że uważasz swoje zachowanie za błąd i przepraszasz.
Pewnie, że nie stanie się to wszystko w jeden wieczór bo proces odbudowywania zaufania wymaga czasu, ale będziecie wobec siebie szczerzy, on pozna lepiej (wścibską) kobiecą naturę i kto wie, może to nawet zbliży was do siebie.
Inny scenariusz: nie zrobisz nic tego, będziesz ciągnąć wątek do strony 2418721873123 i zadawać pytania typu:
"napisał do kumpla, że laska z jego wydziału jest gorąca, czy to znaczy, że jemu na mnie nie zależy?"
"dał lajka pod zdjęciem koleżanki - czy mnie już nie kocha?"
"nie odpisał na sms przez 15 minut, czy nasz związek się rozpada?"
Sorry, za ironię, ale kobieca zazdrość i potrzeba kontrolowania to straszna broń przeciwko szczęśliwemu związkowi, nie pozwól żeby wdarła się w Twój. Lepiej teraz zebrać lanie za czytanie wiadomości niż doprowadzić do rozwoju toksycznych emocji.