Mąż + jego/nasz alkoholowy problem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30 ]

Temat: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Tematów małżeńskich widzę w różnych działach od groma, ja przychodzę z podobnym. Mąż jest Rosjaninem, ale mieszka w PL prawie od "zawsze",na stałe, bardziej Polskę traktuje jako swoją, ale obecną sytuację na świecie przeżywa. Największą trudnością naszej rodziny, bo mamy dzieci, jest problem mojego męża z alkoholem. Dla mnie problem, dla męża - standardowo, bo obstawiam, że nie jest wyjątkiem w swoich przekonaniach - nie ma sprawy, a ja jestem histeryzującą babą, bo tak mnie nazwal. Pracy mąż nie opuścił ani razu, ale czy wiecznie tak będzie? Jak przychodzi piątek wieczór czy sobota, mąż zaprasza kogoś do nas, do kogoś idzie: ostatnio wychodzi, bo nie zgadzam się na spraszanie kumpli od kieliszka przy dzieciach, i pije. Tłumaczy to tak, że musi się zrelaksować, coś mu się od życia po ciężkim tygodniu należy i nie mam nic do gadania. Dzisiaj też ma wychodne. Kiedyś w weekendy gdzieś jechaliśmy z dziećmi albo dawalismy dzieci do dziadkow i mieliśmy czas dla siebie, teraz mąż musi się napić. Przez dni pracy nie upił się ani razu, ale co jakiś czas kupuje sobie piwo. Piwo ma w kategorii mało szkodliwego alkoholu, co zinterpretować można tak, że to prawie nie alkohol, więc o co kaman? Zeszlej soboty wrócił ujarany zielskiem.
Z dziećmi nie spędza za wiele czasu, jak mantre powtarza dzieciom, że tatuś jest zmęczony, idźcie do mamusi. Ja słyszę w kółko, że lepiej mi ogarnianie dzieciaków wychodzi. Wszystko, jego zdaniem, wychodzi mi lepiej: sprzątanie, gotowanie. Nie zapytał od dawna, czy dobrze się czuje, czy nie chciałabym mieć chwili spokoju i czasu, gdzie mogłabym zrobić coś dla siebie czy dla odmiany ja się z kimś spotkać i wyjść. On może, ja - nie. I nie chce wyjść teraz na marudę, która wypomina mężowi, ale czasem brakuje mi chwili oddechu, gdzie mogłabym się wyciszyć od obowiązków domowych i dzieci. A dzieci jak dzieci: są kochane i wspaniałe, ale dają też popalić i mają swoje humorki. Wzięłam go na poważną rozmowę: wysłuchał w ciszy moich słów, że nie chce, aby dzieci wychowywał się przy ojcu, który pije w weekendy, patrzyły, jak tata po pracy, po zamknięciu za sobą drzwi od razu otwiera piwo. Bo to, że nie robi tego codziennie nie znaczy, że nie zacznie. Jak skończyłam, to odpowiedział, że robię histerie, on umie pić, a ja sobie  niepotrzebnie dopowiadam coś, czego nie ma. Co wyszło w efekcie końcowym z rozmowy? Nic. Odesłać mogę w tym miejscu każdego do pierwszych zdań postu: problem? Nie ma żadnego problemu, tylko jest niepotrzebnie dramatyzujące babsko.
Kiedyś życie seksualne mieliśmy udane, teraz, jeżeli coś robimy, to częściej dla męża, który sam skupiony jest na swojej przyjemności.
Maz kolejna sobotę spędza z kolegami i alkoholem, ja analizuje nasze życie i waham się, jaką decyzję podjąć, żeby nie wyrządzić krzywdy dzieciom i sobie. Myślałam, żeby odejść, zostawić go samego, być może to byłby kopniak dla męża, a jak nie będzie?
Mąż nie był absytentem, ale jak ktoś pije raz na miesiąc a jak pije co weekend i w tygodniu to nie jest ten sam poziom problemu.
Rok 2021 i obecny nie były dla nas najłatwiejsze i to jest łagodne określenie.

Post wyszedł dość długi, ale jest dla mnie ważne, żeby osoby czytające wiedziały, o co biega. Wszystkiego nie opisałam, bo musiałbym pisać przez trzy dni, a to mogłoby być za mało. Czy porzucić wstyd i powiedzieć najbliższym? Czy to męża problem z alkoholem czy powtarzając słowa męża: problem widzę tam, gdzie on nie istnieje i dramatyzuje? Dzieci mają ojca, ale tylko obecnego ciałem, bo nie dostają jego uwagi. Jakie kroki powinnam podjąć?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez wieka (2022-11-19 22:02:17)

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Współczuję, on nawet nie zamierza tego zmienić, tym bardziej leczyć. Żony alkoholików uważane są za współuzależnione i też powinny korzystać z terapii, więc pójdź tą drogą, żeby mieć siłę zmienić życie swoje i dzieci.

3

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Pierwszym krokiem będzie powiększanie Twojej wiedzy i oswajanie się z tematem. Polecam książkę "Koniec współuzależnienia", kanał Marka Sekielskiego na YouTube, generalnie poznawanie tematu.

Potem terapia dla współuzależnionych. Dalej już samo pójdzie.

I pamiętaj - dla dziecka lepszy jest 1 funkcjonujący samotny rodzic niż 1 funkcjonujący i 1 alkoholik.

Facet na damskim forum.

4

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem
Esmeesmeralda napisał/a:

Tematów małżeńskich widzę w różnych działach od groma, ja przychodzę z podobnym. Mąż jest Rosjaninem, ale mieszka w PL prawie od "zawsze",na stałe, bardziej Polskę traktuje jako swoją, ale obecną sytuację na świecie przeżywa. Największą trudnością naszej rodziny, bo mamy dzieci, jest problem mojego męża z alkoholem. Dla mnie problem, dla męża - standardowo, bo obstawiam, że nie jest wyjątkiem w swoich przekonaniach - nie ma sprawy, a ja jestem histeryzującą babą, bo tak mnie nazwal. Pracy mąż nie opuścił ani razu, ale czy wiecznie tak będzie? Jak przychodzi piątek wieczór czy sobota, mąż zaprasza kogoś do nas, do kogoś idzie: ostatnio wychodzi, bo nie zgadzam się na spraszanie kumpli od kieliszka przy dzieciach, i pije. Tłumaczy to tak, że musi się zrelaksować, coś mu się od życia po ciężkim tygodniu należy i nie mam nic do gadania. Dzisiaj też ma wychodne. Kiedyś w weekendy gdzieś jechaliśmy z dziećmi albo dawalismy dzieci do dziadkow i mieliśmy czas dla siebie, teraz mąż musi się napić. Przez dni pracy nie upił się ani razu, ale co jakiś czas kupuje sobie piwo. Piwo ma w kategorii mało szkodliwego alkoholu, co zinterpretować można tak, że to prawie nie alkohol, więc o co kaman? Zeszlej soboty wrócił ujarany zielskiem.
Z dziećmi nie spędza za wiele czasu, jak mantre powtarza dzieciom, że tatuś jest zmęczony, idźcie do mamusi. Ja słyszę w kółko, że lepiej mi ogarnianie dzieciaków wychodzi. Wszystko, jego zdaniem, wychodzi mi lepiej: sprzątanie, gotowanie. Nie zapytał od dawna, czy dobrze się czuje, czy nie chciałabym mieć chwili spokoju i czasu, gdzie mogłabym zrobić coś dla siebie czy dla odmiany ja się z kimś spotkać i wyjść. On może, ja - nie. I nie chce wyjść teraz na marudę, która wypomina mężowi, ale czasem brakuje mi chwili oddechu, gdzie mogłabym się wyciszyć od obowiązków domowych i dzieci. A dzieci jak dzieci: są kochane i wspaniałe, ale dają też popalić i mają swoje humorki. Wzięłam go na poważną rozmowę: wysłuchał w ciszy moich słów, że nie chce, aby dzieci wychowywał się przy ojcu, który pije w weekendy, patrzyły, jak tata po pracy, po zamknięciu za sobą drzwi od razu otwiera piwo. Bo to, że nie robi tego codziennie nie znaczy, że nie zacznie. Jak skończyłam, to odpowiedział, że robię histerie, on umie pić, a ja sobie  niepotrzebnie dopowiadam coś, czego nie ma. Co wyszło w efekcie końcowym z rozmowy? Nic. Odesłać mogę w tym miejscu każdego do pierwszych zdań postu: problem? Nie ma żadnego problemu, tylko jest niepotrzebnie dramatyzujące babsko.
Kiedyś życie seksualne mieliśmy udane, teraz, jeżeli coś robimy, to częściej dla męża, który sam skupiony jest na swojej przyjemności.
Maz kolejna sobotę spędza z kolegami i alkoholem, ja analizuje nasze życie i waham się, jaką decyzję podjąć, żeby nie wyrządzić krzywdy dzieciom i sobie. Myślałam, żeby odejść, zostawić go samego, być może to byłby kopniak dla męża, a jak nie będzie?
Mąż nie był absytentem, ale jak ktoś pije raz na miesiąc a jak pije co weekend i w tygodniu to nie jest ten sam poziom problemu.
Rok 2021 i obecny nie były dla nas najłatwiejsze i to jest łagodne określenie.

Post wyszedł dość długi, ale jest dla mnie ważne, żeby osoby czytające wiedziały, o co biega. Wszystkiego nie opisałam, bo musiałbym pisać przez trzy dni, a to mogłoby być za mało. Czy porzucić wstyd i powiedzieć najbliższym? Czy to męża problem z alkoholem czy powtarzając słowa męża: problem widzę tam, gdzie on nie istnieje i dramatyzuje? Dzieci mają ojca, ale tylko obecnego ciałem, bo nie dostają jego uwagi. Jakie kroki powinnam podjąć?

Zacytuję całość na wszelki wypadek, gdyby nie spodobały Ci się nasze odpowiedzi.

Zgadzam się z przedmówczynią, że pewnie jesteś współuzależniona i najlepiej jakbyś poszukała pomocy dla siebie w odpowiedniej placówce. Wymiana doświadczeń z osobami, które mają historie podobne do Twojej mogłaby Ci pomóc podjąć decyzję, co zrobić.

Z podobnych historii na forum wynika, że dopóki alkoholik nie dotknie dna, to będzie się coraz bardziej pogrążał. I będzie zaprzeczał, że potrzebuje pomocy, bo dzięki temu, że zaprzecza i zafałszowuje rzeczywistość może pić. Dzięki temu, że umie sobie przedstawić siebie w fikcyjnym świetle może dalej spokojnie pić, bo ktoś niezdolny do wmówienia sobie, że czarne jest białe widzi skutki swojego picia i nie oszukuje się, że jest inaczej, więc przynajmniej nad tym się zastanawia.

5

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Masz funkcjonalnego alkoholika.
Wysłać go na leczenie, bo rozwali rodzinę i wykończy Ciebie psychicznie.

Życie ...

6 Ostatnio edytowany przez Esmeesmeralda (2022-11-19 23:47:56)

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Czyli to nie jest moja skłonność do przesadyzmu, dramatyzowania i histerii? Powtarzam to, co mówi o mnie mąż i przez co chwilami  zastanawiałam się, czy faktycznie martwię się na zapas czy mam uzasadniony niepokój.
Jak mąż wychodzi na swoje popijawy nigdy nie wiem, czego się po jego powrocie spodziewać. O której wróci i w jakim stanie. Wraca raz mało, raz bardzo pijany. Agresji fizycznej nie ma, ale po pijanemu włączają mu się wulgaryzmy, czepialstwo. Na szczęście najczęściej idzie spać i śpi do rana, ale czasem rozsiądzie się i szuka zaczepki, rzucając głupie docinki do mnie. Zaciskam zęby i staram się puszczać mimo uszu, robię to po to, żeby nie wywołać awantury. W tej chwili siedzę sama, dzieci śpią, a mąż? Może wrócić w każdym momencie albo dopiero za trzy godziny.
I to pijaństwo powtarza się co tydzień. Tylko mąż uważa chyba, że jak to "tylko" wtedy to o co w ogóle robić problem?
Jego stanowisko do picia piwa już przedstawiłam. Tego piwa nie kupuje każdego dnia, ale kupuje. Może się to przerodzić w kupowanie codzienne.
Żal mi dzieci głównie. Potrzebują taty, kiedyś tata zajmował się nimi, a dzieci głupie nie są, wyczuwają nastroje i widzą, że coś się zmienia.

7

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem
Esmeesmeralda napisał/a:

Czyli to nie jest moja skłonność do przesadyzmu, dramatyzowania i histerii? Powtarzam to, co mówi o mnie mąż i przez co chwilami  zastanawiałam się, czy faktycznie martwię się na zapas czy mam uzasadniony niepokój.
Jak mąż wychodzi na swoje popijawy nigdy nie wiem, czego się po jego powrocie spodziewać. O której wróci i w jakim stanie. Wraca raz mało, raz bardzo pijany. Agresji fizycznej nie ma, ale po pijanemu włączają mu się wulgaryzmy, czepialstwo. Na szczęście najczęściej idzie spać i śpi do rana, ale czasem rozsiądzie się i szuka zaczepki, rzucając głupie docinki do mnie. Zaciskam zęby i staram się puszczać mimo uszu, robię to po to, żeby nie wywołać awantury. W tej chwili siedzę sama, dzieci śpią, a mąż? Może wrócić w każdym momencie albo dopiero za trzy godziny.
I to pijaństwo powtarza się co tydzień. Tylko mąż uważa chyba, że jak to "tylko" wtedy to o co w ogóle robić problem?
Jego stanowisko do picia piwa już przedstawiłam. Tego piwa nie kupuje każdego dnia, ale kupuje. Może się to przerodzić w kupowanie codzienne.
Żal mi dzieci głównie. Potrzebują taty, kiedyś tata zajmował się nimi, a dzieci głupie nie są, wyczuwają nastroje i widzą, że coś się zmienia.

Nie przesadzasz, nie dramatyzujesz, nie histeryzujesz. Macie realny problem w postaci alkoholizmu Twojego męża. Dopóki mąż nie widzi problemu, to choćbyś stawała na rzęsach nie wpłyniesz na niego w żaden sposób i zapewne nie da się wysłać na leczenie.  On musi sięgnąć dna, żeby się połapać co wyrządza Tobie, Waszym dzieciom. Dobrze, gdybyś poszukała pomocy dla siebie np. w Al Anon. Wygooglaj sobie co to. Poszukaj rodzin, które borykają się z podobnymi problemami, kobiety, które przeszły przez to samo mogą być nie lada wsparciem w podejmowaniu decyzji co z tym fantem dalej robić- odchodzić czy namawiać na leczenie. Prawdopodobnie jesteś współuzależniona, więc w pierwszej kolejności poszukaj pomocy dla siebie.

PS Moja rodzina w połowie jest rosyjska i wiem, ile tam się alkoholu leje i nikt nie postrzega tego jako problem ;/
PS 2 Mój mąż jest wysoko funkcjonującym ale trzeźwym alkoholikiem i jedno Ci mogę powiedzieć- Oni sami muszą widzieć problem i chcieć się leczyć. Twój mąż nie widzi problemu więc jeszcze trochę wody upłynie zanim dostrzeże, ile niszczy. Zatem szukaj pomocy dla siebie. Psychologicznej, w Al anon. Nic innego nie przychodzi mi do głowy.

Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa- Jiddu Krishnamurti

8

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem
Esmeesmeralda napisał/a:

Czyli to nie jest moja skłonność do przesadyzmu, dramatyzowania i histerii?

Niestety nie ...

Esmeesmeralda napisał/a:

Powtarzam to, co mówi o mnie mąż i przez co chwilami  zastanawiałam się, czy faktycznie martwię się na zapas czy mam uzasadniony niepokój.

On się sam oszukuje, by nie widzieć problemu. Regularne picie, nawet tylko weekendowe, to już alkoholizm.

Życie ...

9

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Rita, jest dokładnie tak, jak piszecie, że nie widzi problemu. Ma w głowie obraz alkoholika, że alkoholik to menel z czerwoną twarzą, najlepiej leżący w podartych ciuchach w krzakach, zarzygany po pas, robiący pod siebie  i pijacy codziennie. A on taki nie jest, jest inny, dba o siebie, nie wymiotuje, pracuje, więc czego od niego chce? I problem znika..
Napisałaś, że musi sięgnąć dna, żeby chcieć coś zmienić w życiu i się leczyć, ale co to dno oznacza? To pytanie retoryczne, bo dla każdego tym dnem będzie pewnie coś innego. A jak on nie  zechce się leczyć ani teraz ani za rok czy dwa?
Czuje się słaba psychicznie, że tak szybko wymiękam i biorę na serio opcje, żeby z dziećmi uciekać i żyć daleko od meza. Słaba psychicznie, bo stresuje się każdym nadchodzącym weekendem.
O Al anon czytam i chyba innej opcji do pomocy dla siebie nie widzę.

10

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

On ma inny obraz alkoholizmu, bo taki został mu przekazany, a alkoholizm ma różne oblicza i różne fazy.

Mąż nie uznaje piwa za alkohol, bo w Rosji uznano je dopiero w 2013 roku. W Polsce piwo też nie jest postrzegane jako problem.

"Sięgnięcie dna" to często właśnie zarzyganie, strata pracy, wypadek, utrata rodziny, a tego chyba nikt nie chce.

Ja widzę dwie możliwości. Jedna łagodna, druga trudna.

Łagodna: rozmowa i niech zrobi test na alkoholizm, przy tobie.
Takie testy są w internecie, możesz je wydrukować.
Niech zrobi też badania krwi - wątrobowe. Tam powinno być widać zmiany na skutek alkoholu.
Zaproponuj terapię, nie tylko antyalkoholową.
On ma problemy, nie rozmawia, nie rozwiązuje, tylko je zapija (jak to "silny" facet).

Trudniejsza: jestem wielkim przeciwnikiem tego środka, ale może takie coś da mężowi do myślenia.
Gdy w kolejny weekend wróci pijany zrób głośną awanturę, wezwij policję, powiedź do czego doszło i nie chcesz widzieć męża w domu  zgodnie z ustawą antyprzemocową (przemoc jest nie tylko fizyczna). Dostanie nakaz opuszczenia mieszkania na 2 tygodnie z zakazem zbliżania się.
Może to nim wstrząśnie.

Jeśli nic z tego nie sprawi, że zrozumie, że ma problem to musisz odejść od niego. To jest wersja ostateczna, ale musisz chronić siebie i dzieci.

Życie ...

11 Ostatnio edytowany przez Apogeum (2022-11-20 11:01:51)

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem
Esmeesmeralda napisał/a:

Rita, jest dokładnie tak, jak piszecie, że nie widzi problemu. Ma w głowie obraz alkoholika, że alkoholik to menel z czerwoną twarzą, najlepiej leżący w podartych ciuchach w krzakach, zarzygany po pas, robiący pod siebie  i pijacy codziennie. A on taki nie jest, jest inny, dba o siebie, nie wymiotuje, pracuje, więc czego od niego chce? I problem znika..
Napisałaś, że musi sięgnąć dna, żeby chcieć coś zmienić w życiu i się leczyć, ale co to dno oznacza? To pytanie retoryczne, bo dla każdego tym dnem będzie pewnie coś innego. A jak on nie  zechce się leczyć ani teraz ani za rok czy dwa?


Czuje się słaba psychicznie, że tak szybko wymiękam i biorę na serio opcje, żeby z dziećmi uciekać i żyć daleko od meza. Słaba psychicznie, bo stresuje się każdym nadchodzącym weekendem.

Jesteś słaba psychicznie nie dlatego, ze chcesz uciekać, ale dlatego, ze jeszcze tego nie zrobiłaś. A nie zrobiłaś tego, bo tak jak już ci napisano, jesteś wspoluzalezniona. Alkoholizm to choroba emocji. Twój mąż ma chore emocje, ale ty jako wspolozalezniona tez nie działasz racjonalnie. Osoba racjonalnie myśląca nie stresowalaby sie każdym nadchodzącym weekendem, bo by już tych weekendów z nim nie spędzała. Nie narażałaby dzieci na patrzenie jak ich ojca zabiera im alkohol. Jak sama napisałaś, jest obecny tylko ciałem. W takim stanie, w jakim jest, nic dobrego od niego nie dostaną. A złego sporo. A ty się jeszcze zastanawiasz, czy on niby na pewno nie ma racji, ze przesadzasz. Nie przesadzasz. A ten pierwszy akapit twojego wpisu czytałam już na tym forum tyle razy, ze ciężko policzyć. Kropka w kropkę to samo. I mam tu na myśli głównie postawę męża. Każdy wysoko funkcjonujący alkoholik tak mówi i myśli.

Pewnie myślisz, łatwo się pisze, ale to mój mąż, kocham go. Ale dzieci chyba tez kochasz, prawda? Wiec odetnij je od niszczyciela waszej rodziny. Jemu tez to wyjdzie na dobre. Tak długo jak z nim jesteś, dajesz mu przyzwolenie na picie. I dajesz mu komfort picia. A dzieci na to patrzą. Żyją w tym. Na to się umawialiście? To w nim pokochalas? On jest dorosły i niszczy. Przede wszystkim siebie. Dzieci są małe. Chroń je. I siebie. Dla siebie. Dla dzieci, które potrzebują cię teraz bardziej niż kiedykolwiek. A przy okazji wyświadczysz przysługę także jemu. Może za jakiś czas będzie trzeźwym alkoholikiem i zamiast bać się weekendów, będziesz je spędzać tak jak kiedyś. Może na powrót  będziesz żona. A nie tylko brzęcząca nad uchem mucha, sprzątaczka i kucharka. A on ojcem i mężem. Może. Kiedyś. Teraz na pewno nie.

Bądź sobą. Wszyscy inni są już zajęci.

                                            Oscar Wilde

12

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Niektórzy na tym dnie leżą latami,  nie można  powiedziec, że każdy alkoholik wychodzi z uzależnienia jak sięgnie dna.

13 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2022-11-20 10:42:47)

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem
Apogeum napisał/a:

Pewnie myślisz, łatwo się pisze, ale to mój mąż, kocham go. Ale dzieci chyba tez kochasz, prawda? Wiec odetnij je od niszczyciela waszej rodziny. Jemu tez to wyjdzie na dobre. Tak długo jak z nim jesteś, dajesz mu przyzwolenie na picie. I dajesz mu komfort picia. A dzieci na to patrzą. Żyją w tym. Na to się umawialiście? To w nim pokochalas? On jest dorosły i niszczy. Przede wszystkim siebie. Dzieci są małe. Chroń je. I siebie. Dla siebie. Dla dzieci. A przy okazji wyświadczysz przysługę także jemu. Może za jakiś czas będzie trzeźwym alkoholikiem i zamiast bać się weekendów, będziesz je spędzać tak jak kiedyś.

Zawsze w takich przypadkach mam wrażenie, że te matki, partnerki alkoholików tylko wycierają sobie usta dziećmi i siedzą z tymi alkoholikami z powodu własnych słabości i dlatego, ze wizja szczęśliwej rodzinki, która de facto jest tylko wizją, jest dla nich ważniejsza i cenniejsza niż prawidłowy rozwój rozwój i poczucie bezpieczeństwa dzieci
Rozumiem cały mechanizm, ale trudno mi to uszanować.



wieka napisał/a:

Niektórzy na tym dnie leżą latami,  nie można  powiedziec, że każdy alkoholik wychodzi z uzależnienia jak sięgnie dna.

Jasne, że nie każdy da radę. Przecież nie każdy ma „zasoby” w sobie i obok siebie, żeby się od tego dna odbić. Ale jednak obserwacje uczą, że większość póki tego swojego dna nie sięgnie, to będzie tylko się pogrążać.
I przecież też nie każdy musi dotrzeć do dna. Jakaś ingerencja z zewnątrz + większy potencjał do przebicia się przez system samooszukiwania się i zaprzeczeń = zwiększona świadomość niszczących skutków picia u alkoholika i podjęcie się terapii

14 Ostatnio edytowany przez Apogeum (2022-11-20 10:49:29)

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem
wieka napisał/a:

Niektórzy na tym dnie leżą latami,  nie można powiedziec, że każdy alkoholik wychodzi z uzależnienia jak sięgnie dna.

Tego nie wiem. Ale wyjdzie czy nie wyjdzie, dna sięgnie (takiego czy innego, bo kurs na picie już obrał). Tyle ze jeśli autorka z nim zostanie, to on pociągnie za sobą także i ja i niczemu niewinne dzieci. Już to robi, bo już to się na nich odbija.

Bądź sobą. Wszyscy inni są już zajęci.

                                            Oscar Wilde

15

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem
Apogeum napisał/a:
wieka napisał/a:

Niektórzy na tym dnie leżą latami,  nie można powiedziec, że każdy alkoholik wychodzi z uzależnienia jak sięgnie dna.

Tego nie wiem. Ale wyjdzie czy nie wyjdzie, dna sięgnie (takiego czy innego, bo kurs na picie już obrał). Tyle ze jeśli autorka z nim zostanie, to on pociągnie za sobą także i ja i niczemu niewinne dzieci. Już to robi, bo już to się na nich odbija.

Nie jest jedynym mającym taki obraz alkoholizmu, znam osoby dla których termin wysokofunkcjonujący alkoholik to termin obcy.

Nie chce, żeby dzieci go oglądały pijanego czy skacowanego i dorastaly w tym.
Dzisiaj tak samo jak co niedzielę leży i nic nie robi. Dzieci mają być cicho, bo on umiera, boli go wszystko, a jak coś się głośniej zrobi, to słyszę, że na złość i specjalnie mu to robimy, a ja mam ból dudy, że on dochodzi do siebie i w niczym nie uczestniczy. A przy dzieciach nie da się zachować idealnej ciszy. Tych weekendów zaczynam mieć dość, i pal licho ze mną, ale o dzieciaki głównie mi się rozchodzi.

16

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem
wieka napisał/a:

Niektórzy na tym dnie leżą latami,  nie można  powiedziec, że każdy alkoholik wychodzi z uzależnienia jak sięgnie dna.

I chyba tych jest więcej niż tych, którzy odbijają się od tego dna.

17 Ostatnio edytowany przez szeptem (2022-11-20 22:02:46)

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Esmeraldo już wiesz, że problem jest i to poważny. Wiele Ci już napisano; ja dodam jedynie z perspektywy  (dorosłego już mocno) dziecka, wychowanego w bardzo podobnym domu: nie potrafię wybaczyć rodzicom, a zwłaszcza matce, że nam taki los zafundowała. Że nie wykopała ojca pijaka za drzwi, nie postawiła nas, dzieci, na pierwszym miejscu. Mój ojciec nigdy nie przyznał, że jest alkoholikiem a matka że współuzależnioną. Ale są. Ojciec pije w komforcie do dziś, a ma 76 lat i mnóstwo chorób. Matka tkwi nadal przy nim, pomimo wielokrotnych gróźb odejścia (na nich jedynie się zawsze kończyło, nigdy się nie rozstali nawet na krótko). Sama jest nieszczęśliwym wrakiem kobiety i już tak pozostanie. Oni zniszczyli mi życie - bo przez taką rodzinę miałam i mam masę problemów na każdej płaszczyźnie. Jestem DDA. Nigdy nie zafundowałabym podobnych "atrakcji" swojemu dziecku. Ponoć alkoholowy dom to dla dziecka trauma porównywalna do przebycia obozu koncentracyjnego (!).
Wybieraj sama.

18

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

szeptem
szacunek, że coś takiego o sobie napisałaś

Życie ...

19

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Bardzo fajnie Ci tutaj napisano.
I ja dołączę do tego chóru.
Nie przesadzasz, nie dramatyzujesz, nie histeryzujesz.
Najlepsze co możesz dla siebie zrobić teraz, to sama pójść na terapie dla osób współuzależnionych. 
Nabrać siły i zrozumieć,że wasza rodzina nie ma dobrej przyszłości z alkoholikiem w domu.
Szeptem naprawdę świetny komentarz tutaj napisała.
Ja również miałem rodziców alkoholików,choc mi sie udało nie byc DDA,ale do dziś pamiętam strach przed każdym weekendem,starach,ból i nienawiść.
Bywało że ze strachu od piątku do niedzieli nie spałem.
Nie rób tego swoim dzieciom.
Gdy juz staniesz na nogach, zakomunikuj swojemu mężowi: "albo wódka,albo rodzina"
Zobaczysz co jest dla niego ważniejsze.

20

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Szukaj pomocy, nie przesadzasz.

https://youtu.be/7aMYDv5bijg?list=PLoY_ … &t=297

21 Ostatnio edytowany przez Esmeesmeralda (2022-11-20 19:59:47)

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Szeptem, bardzo dziękuję za Twoje słowa. Dziękuję za odpowiedzi każdemu, czasem takie wypowiedzi są potrzebne, żeby mieć dodatkowego kopniaka do zmian. Dla siebie, a dla dzieciaków głównie, żeby nie zniszczyć im życia.

22

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Szeptem mam podobne do Ciebie wspomnienia z dzieciństwa i w 100% się z Tobą zgadzam. Nigdy nie wybaczę mojej matce, że nie była w stanie nas kochać tak bardzo, żeby odejść od ojca, który zniszczył nam psychikę. Nie kochała nas tak mocno, zeby nas ochronić. Nigdy nie zrozumiem takich kobiet.
Esmeesmeralda teraz jest internet, dużo grup samopomocowych, kontaktów. Poszukaj czegoś w swojej okolicy i zacznij walczyć o siebie i swoje dzieci. One mają tylko Ciebie. Życzę powodzenia i siły. Obyś umiała odejść.

23 Ostatnio edytowany przez szeptem (2022-11-20 21:50:50)

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Farmamo, Szeptuchu - wiem, jest nas tak wielu i to takie strasznie przykre. Żadne dziecko nie powinno przez to nigdy przechodzić. Alkoholik w domu to skreślone, nieszczęśliwe dzieciństwo i skopane dalsze życie. Liczę, że Autorka jak i inne kobiety (w podobnej sytuacji) jakie to czytają wezmą sobie to do serc i podejmą zdecydowane kroki. Warto.

24 Ostatnio edytowany przez Prof_cio (2022-11-20 23:01:26)

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem
Szeptuch napisał/a:

Bardzo fajnie Ci tutaj napisano.
I ja dołączę do tego chóru.
Nie przesadzasz, nie dramatyzujesz, nie histeryzujesz.
Najlepsze co możesz dla siebie zrobić teraz, to sama pójść na terapie dla osób współuzależnionych. 
Nabrać siły i zrozumieć,że wasza rodzina nie ma dobrej przyszłości z alkoholikiem w domu.
Szeptem naprawdę świetny komentarz tutaj napisała.
Ja również miałem rodziców alkoholików,choc mi sie udało nie byc DDA,ale do dziś pamiętam strach przed każdym weekendem,starach,ból i nienawiść.
Bywało że ze strachu od piątku do niedzieli nie spałem.
Nie rób tego swoim dzieciom.
Gdy juz staniesz na nogach, zakomunikuj swojemu mężowi: "albo wódka,albo rodzina"
Zobaczysz co jest dla niego ważniejsze.

Zauważyłeś KOGO ma dotyczyć to ultimatum-komunikat?

25

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem
Prof_cio napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Bardzo fajnie Ci tutaj napisano.
I ja dołączę do tego chóru.
Nie przesadzasz, nie dramatyzujesz, nie histeryzujesz.
Najlepsze co możesz dla siebie zrobić teraz, to sama pójść na terapie dla osób współuzależnionych. 
Nabrać siły i zrozumieć,że wasza rodzina nie ma dobrej przyszłości z alkoholikiem w domu.
Szeptem naprawdę świetny komentarz tutaj napisała.
Ja również miałem rodziców alkoholików,choc mi sie udało nie byc DDA,ale do dziś pamiętam strach przed każdym weekendem,starach,ból i nienawiść.
Bywało że ze strachu od piątku do niedzieli nie spałem.
Nie rób tego swoim dzieciom.
Gdy juz staniesz na nogach, zakomunikuj swojemu mężowi: "albo wódka,albo rodzina"
Zobaczysz co jest dla niego ważniejsze.

Zauważyłeś KOGO ma dotyczyć to ultimatum-komunikat?

Nie rozumiem.

26

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem
Szeptuch napisał/a:
Prof_cio napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Bardzo fajnie Ci tutaj napisano.
I ja dołączę do tego chóru.
Nie przesadzasz, nie dramatyzujesz, nie histeryzujesz.
Najlepsze co możesz dla siebie zrobić teraz, to sama pójść na terapie dla osób współuzależnionych. 
Nabrać siły i zrozumieć,że wasza rodzina nie ma dobrej przyszłości z alkoholikiem w domu.
Szeptem naprawdę świetny komentarz tutaj napisała.
Ja również miałem rodziców alkoholików,choc mi sie udało nie byc DDA,ale do dziś pamiętam strach przed każdym weekendem,starach,ból i nienawiść.
Bywało że ze strachu od piątku do niedzieli nie spałem.
Nie rób tego swoim dzieciom.
Gdy juz staniesz na nogach, zakomunikuj swojemu mężowi: "albo wódka,albo rodzina"
Zobaczysz co jest dla niego ważniejsze.

Zauważyłeś KOGO ma dotyczyć to ultimatum-komunikat?

Nie rozumiem.

Ktoś, kto wyszedł z 'matuszki Rosiji' co uzna za ważniejsze?

27

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem
Prof_cio napisał/a:

Ktoś, kto wyszedł z 'matuszki Rosiji' co uzna za ważniejsze?

Serio uważasz że jest jakaś różnica pomiędzy Polakiem alkoholikiem/Niemcem alkoholikiem/Rosjaninem alkoholikiem?
Alkoholik to alkoholik,narodowość nie ma tu nic do rzeczy.

28

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Pomijając paskudną mentalność ruskich, to jest to naród, który chlanie ma we krwi. Polacy nie są lepsi, ale nawet my jakieś zahamowania mamy.

29

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Byłem kilka miesięcy w Szwecji.
Myślicie że Polacy dużo piją?
Tam niektórzy na rodzinnych spotkaniach wódkę piją ze szklanek.

Alkoholizm to ciężka, śmiertelna choroba.
Tak, choroba.

Nie zostawił bym nikogo w potrzebie, w chorobie..
Ale w tym przypadku to chory musi chcieć. Musi cholernie chcieć przestać pić i zrozumieć że nie ma do tego powrotu.
Ani jednego kieliszka, ani jednego piwa.

Jeśli nie chcesz się stać kolejną zabawką i poznać czyjeś rzeczywiste intencje, odkładaj seks w czasie.

30

Odp: Mąż + jego/nasz alkoholowy problem
Behemoth666 napisał/a:

Byłem kilka miesięcy w Szwecji.
Myślicie że Polacy dużo piją?
Tam niektórzy na rodzinnych spotkaniach wódkę piją ze szklanek.

Alkoholizm to ciężka, śmiertelna choroba.
Tak, choroba.

Nie zostawił bym nikogo w potrzebie, w chorobie..
Ale w tym przypadku to chory musi chcieć. Musi cholernie chcieć przestać pić i zrozumieć że nie ma do tego powrotu.
Ani jednego kieliszka, ani jednego piwa.

Choroba, taa... Chyba "choroba". I to na własne życzenie, bo nikt nikomu wódy/piwa/wina do gardła na siłę nie wlewa, więc nie pierd...ol, bo obrażasz ludzi naprawdę chorych. Wybiłbym kły każdemu, kto się uzala nad alkoholikami, bo oni tacy ''biedni i chorzy".

Posty [ 30 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Mąż + jego/nasz alkoholowy problem

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021