Może to pytanie jest trochę głupie lub źle sformułowane, ale nie wiedziałam jak to zacząć.
Pytam o to dlatego, że obecna sytuacja skłania mnie do takich przemyśleń i nie wiem co zrobić, jak się zachować, czy dać sobie czas.
Gdzieś 1,5 miesiąca temu poznałam chłopaka, z którym spędzam niemalże każdą wolną chwilę, weekendy staramy się spędzać razem na ile to możliwe, weekendowe wieczory czy popołudnia. Ostatnio wykorzystaliśmy piękną pogodę i wybraliśmy się na wycieczkę rowerową. On zabrał ze sobą koc i przekąski, z których skorzystaliśmy w trakcie. Było naprawdę miło i dobrze nam się rozmawiało.
Mimo, że znam go bardzo krótko to szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie trafiłam na kogoś takiego jak on, krótko : kogoś, kto by mnie szanował i u kogo widzę, że zależy mu na mnie bądź też póki co na naszej znajomości. Niestety nie mam zbyt dobrego oświadczenia jeśli chodzi o związki. Mam co prawda 22 lata a na ogół spotykałam albo takich, którzy chcieli jednego albo takich, którym udawało się wykorzystać moją naiwność. Nie wiem czy te niezbyt fajne doświadczenia mają wpływ na moją psychikę i na pewien rodzaj lęku, który mam przed bliskością, tego nie wiem.
Do rzeczy : jest to chłopak naprawdę miły, angażujący się w moje życie : czy to idę do lekarza, czy mam czym wrócić do domu, czy zabrałam parasol (jak była ulewa) - wtedy akurat go nie miałam, więc nie czekał pięciu minut tylko po mnie przyjechał do pracy jak i zawiózł mnie z psem do weterynarza, gdy został pogryziony (nawet nie musiałam go o to prosić).
Czy nawet jak byliśmy w kinie, podarował mi bilety na koncert, który chciałam iść jakiś czas temu a nie mogłam. Są to gesty, które naprawdę mnie zaskakują i sprawiają, że człowiek zastanawia się, co widział w tamtych kretynach, którzy nigdy mnie w ten sposób nie traktowali.
Jednak..co mnie martwi? To, że chyba nie ma między nami chemii, z mojej strony. Nic do niego nie czuję. Co więcej nawet nie czuję potrzeby przytulenia z jego strony, nie wspominając o pocałunku czy jakimkolwiek dotyku. Powiedziałam mu ostatnio o tym, ponieważ nasza rozmowa dotyczyła etapu naszej relacji, gdzie się znajdujemy i co o tym myślimy. Ja chcę być szczera, dlatego powiedziałam mu o tym wprost. Jest trochę starszy ode mnie, także pewnie miał już parę podobnych rozmów za sobą. Myślałam, ze to oleje, da sobie ze mną spokój i zacznie szukać kogoś innego. Sam mi przyznał, że nie szuka koleżanki i nie interesują go przelotne znajomości i powiedział jeszcze, że nie zawsze człowiek zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Może i to jest prawdą, ale w poprzednich moich nieudanych związkach coś do tej osoby czułam, chciałam być blisko a tutaj....? Przyznam, że nawet się odsuwałam od niego jak oglądaliśmy razem film, gdy próbował mnie objąć - no niestety, ale tak było.
Mimo tej rozmowy nie zniechęcił się do mnie a na drugi dzień przyjechał do mnie z kwiatami, zaproponował wyście do kina i tak jest do dziś. I ja się zastanawiam co jest ze mną nie tak, że nie mogę poczuć nic do człowieka, który okazuje mi tyle zainteresowania i wsparcia mimo naszej krótkiej znajomości? A co urzekało mnie w tamtych palantach? W końcu spotykam normalnego faceta tylko nie iskrzy tak, jak powinno. Nie wiem teraz czy dać sobie trochę czasu i jemu szansę czy nic na siłę? A może jednak miłość przyjdzie z czasem? Czy ktoś z Was miał podobnie?
Pozdrawiam.