Mercedesko, jak dla mnie nie jest OK. Zdaję sobie sprawę z tego, że każdy związek jest inny, ale to rozliczanie... jak dla mnie to za dużo. To, że nie myje rąk i nie zmienia koszulki, to powiem Ci, że częste u facetów, mój też nie przywiązywał do tego wagi, ale wiedział, że dla mnie to ważne, po prostu zaczął to robić, teraz dzieci uczy podobnie. Takie rzeczy można wyegzekwować. Tylko, że u nas, jak my się poznawaliśmy mieliśmy naście lat, szkołę, studia i kasy było jak na lekarstwo, ale mój teraz mąż potrafił dać ostatnie pieniądze żeby mi zrobić przyjemność. Potrafił nie kupić sobie butów, które potrzebował żeby kupić mi kolczyki bez okazji, bo przechodził i mu się spodobały i wiedział, że się ucieszę
mi go było aż żal i prosiłam żeby tak nie robił. Ja zaczęłam w szkole średniej ulotki roznosić żeby trochę grosza zarobić i mu czasem za jedyne pieniądze kupowałam różne rzeczy... Mi się wydaje, że tak wygląda miłość, kiedy się drugiemu człowiekowi ofiarowuje ostatnie. Tylko ta druga nie może być jak studnia bez dna, to powinno działać w obie strony. 
Teraz, po 11 latach znajomości i 5,5 roku od ślubu mamy znacznie lepszą sytuację finansową, ale on nie jest skąpy, nie wylicza ile zarobiłam, a ile wydałam. Rozbiłam nasz nowy samochód kilka lat temu, na który się zadłużyliśmy, a on mnie przytulił i powiedział, że najważniejsze, że żyję. Resztę się nadrobi. To było bardzo budujące. Dla mnie to jest miłość 
Choć i niejednokrotnie było mi ciężko, tyle lat się znamy a bardzo często zapomina o moich urodzinach. Ja delikatnie przypominam już wcześniej, a on w dniu urodzin jak poparzony wychodzi z domu i kupuje co bądź, bo wie, że w końcu mu wypomnę... Tylko ja bym wolała małego kwiatka z głębi serca niż drogą biżuterię kupioną na siłę, bo ładnego nic nie mieli, ale wiem co mi zrobisz jak nic nie kupię - to mnie b. boli i już mu to powiedziałam, ale to jak grochem o ścianę. Trochę się przyzwyczaiłam do tego dziwacznego zachowania. Czasem zasypuje mnie prezentami bez okazji, a jak jest okazja, to nie usłyszę nawet "Wszystkiego Najlepszego". Już staram się nie złościć.
Wiem, że kiedy będę potrzebowała jego wsparcia, to je otrzymam. Udowodnił to podczas porodów (trzech), podczas operacji (dwóch). Był ze mną dzień i noc, czuwał przy łóżku. Załatwił opiekę do dzieci, a były maleńkie, bo jedno miało niecałe 2 lata, a drugie 3 miesiące. Zagadywał mnie żebym nie myślała o zbliżającym się zabiegu, że mnie kocha. Snuliśmy plany, on zachował zimną krew nawet jak ja się załamałam. To jest dla mnie miłość.
Drobnę wady ignoruję, przyzwyczaiłam się do jego pewnych cech i czuję, że dobrze, że jesteśmy razem. Może dlatego już mamy trójkę dzieci - bo mu ufam i jest on dla mnie wsparciem.
Może to choć trochę odpowiada na Twojego pierwszego posta co do miłości 
Powodzenia życzę i rozeznania, czy to na pewno Twój książę z bajki 
Oczywiście nie mówię, że ma być taki jak mój. On ma się Tobie podobać 