Witam. Jestem nowa na tym forum. Mam wielki metlik w głowie jak postąpić. Mianowicie moj facet ma kumpla, ktory prowadzi wlasny maly burdel. W sumie z tego co wiem sa tam dwa pomieszczenia. Jedno typu poczekalnia i pokój czerwony. W ten weekend jade do Polski a moj facet na to jade wtedy odwiedzić tego kolege. Oczywiście w sobote on pracuje i żeby go odwiedzic musii jechac do burdla. Juz raz zrobilam awanture bo nie podoba mi sie, że musi akurat tam sie z nim spotykac. On odebral to ze mu zakazuje sie z kolega spotykać. Tak nie jest. Sam fakt ze jedzie na caly wieczor siie bawic w to miejsce jest dla mnie jednoznaczne. Mój facet ma ze mna dobry seks mówi ze mu nic wiecej nie potrzeba, ze jest zadowolony i lubi go ze mna. Jestem tez otwarta na wszystkie Propozycje bo tez lubie seks. Ale to nie daje mi poczucia bezpieczenstwa w momencie gdy on pijany siedzii w brudlu a laski krążą dupami. Drugi jego argument ze mu nie ufam i ze skoro nie ufam to nie kocham. Bzdura. Kocham mocno i sie martwię, a on postawil kropke ze nie bede mu nic zabraniac i koniec. Proszę o jakąś pomoc, jak powinnam z nim jeszcze porozmawiać o tym zeby uszanowal to ze nie chce żeby mój facet szlajal sie u kumpla w burdlu. Czy mozliwe jest wtedy ze on mnie nie kocha, skoro nie szanuje moich trosk i mojego zdania? Prosze o jakies konretne wskazówki.
Dziekuje i milego dnia życzę
1 2015-06-08 12:53:56 Ostatnio edytowany przez Lia (2015-06-08 12:56:28)
Podobne tematy
No sorry, ale dla mnie takie zachowanie to już przekracza wszelkie granice. Nawet jeśli serio Cię kocha i nic tam nie robi takiego, to i tak ze względu na Ciebie powinien od samego początku odmawiać spotykania sie z tym kolegą w takim właśnie miejscu. Bo to jest takie troche nieszanowanie Ciebie ![]()
Pogadaj z nim jeszcze raz, ale nie wiem co dokładnie możesz mu powiedziec bo nie znam Twojego chłopaka i nie wiem jak mu przemówić do rozsądku. Może jeśli zrobisz mu awanturę zadziała, a może wlasnie przejmie się bardziej gdy nie będziesz się do niego odzywać, przez co zrozumie jak mocno Cię tym rani? Nie wiem.
Ale no cóż, ogólnie ja myślę ze nawet jakbys ustaliła z nim, że z tym jego kumplem będą się spotykać w innym miejscu, to i tak nie wiedziałbyś gdzie naprawde poszedł, bo musiałabyś go kurde śledzić żeby to sprawdzić. Więc po prostu licz na to że Twój chłopak nie popełnił jeszcze żadnego głupstwa, że jest Tobie wierny i że naprawdę Ciebie kocha.
Zdecydowanie przekroczenie wszelkich granic zdrowego podejścia do związku. Facet musi akurat odwiedzać kumpla tam gdzie są panienki, pod pretekstem odwiedzin chla i baluje tam cała noc...
To on musi tam go odwiedzać? w domu kolegi nie można?Albo zaprosić do siebie jak koniecznie chce ale nie no przecież tamten jest w pracy...
Jeśli kolega i towarzystwo jest dla niego ważniejsze niż spokój partnerki lub nie jest gotów na ustępstwa to adios muchachos.
Wyobrażasz sobie męża który nadal tak odwiedza kolegę?
Pora dorosnąć kolego albo żegnaj pana kopem za drzwi z tego nic nie będzie.
Zgłoś interes kolegi na policję i po problemie.
Może na razie tam nic nie robi,ale to kwestia czasu.Żebyś nie wiem jak była "dobra" w łóżku,to i tak choćby z ciekawości spróbuje.Albo pod presją kolegi.Ewidentnie widać, że to niepoważny facet, więc finału można się domyślić.
Dziekuje za tak liczny odzew. Dokładnie tak czuje brak szacunku do mnie i dorosłego podejścia do związku i jakiegokolwiek zastanowienia sie nad tym ze to co chce zrobić jest po prostu niestosowne. Niestety nie wiem jak wyglada prawo niemieckie na temat burdli ale wiem tylko ze sa w nim polskie dziewczyny. Co jest po prostu przykre. Za marne euro dawać sie polskim, ruskim i tureckim szwabom.
Najgorsze jest to ze nie wiem czy bede miec okazje z nim do soboty sie spotkać, bo przez telefon to nie jest to samo co w cztery oczy. Ale macie racje ze trzeba postawic ta sytuacje jasno. Dziękuję bardzo za cenne rady i gdyby jeszcze Wam coś wpadło na myśl moze jakich argumentów użyć bylabym wdzieczna.
Dla mnie, alarmujący byłby sam fakt, że mój partner ma kolegów, którzy w ten sposób zarabiają na życie i postawiłabym ultimatum albo kolega albo ja. W zasadzie nawet bym nie stawiała, skończyłabym relację po pierwszej jego sugestii, że wybiera się w odwiedziny do tego kolegi, niezależnie od tego, gdzie miałoby dojść do spotkania.
Dla mnie, alarmujący byłby sam fakt, że mój partner ma kolegów, którzy w ten sposób zarabiają na życie i postawiłabym ultimatum albo kolega albo ja. W zasadzie nawet bym nie stawiała, skończyłabym relację po pierwszej jego sugestii, że wybiera się w odwiedziny do tego kolegi, niezależnie od tego, gdzie miałoby dojść do spotkania.
Popieram, w tej sytuacji, tylko radykalne wyjście w postaci natychmiastowego rozstania może otrzeźwi jeszcze Twojego chłopaka.
Tutaj już niema o czym dyskutować, stawiać warunków i dawać...entą szansę.
On lubi tam chodzić i nie oszukujmy się, że gra z kumplem w szachy, a do tego ma za nic Twoje uczucia.
Szczerze mówiąc, nie wierzę, że on zrezygnuje dla Ciebie z tych wizyt, najwyżej zacznie się kryć i oszukiwać.
Dziwię się, że jeszcze chcesz z nim sypiać, ryzykujesz własnym zdrowiem.
Przeciez gdyby facet chcial zdradzic to znajdzie setki okazji. Nie powiedzialby Ci o tym tylko po prostu tam poszedl. Wcale nie dziwie sie ze wizyta w burdelu Ci sie nie podoba. Faceci nie sa z drewna i nawet jesli nie bedzie mial ochoty kolega moze chciec go "poczestowac i ugoscic po swojemu" . awantura niczego nie wskurasz on sam musi zrozumiec ze to jest niestosowne. Moze wyslij go na to forum by poczytal komentarze innych???
Ten klub jest jakies pół roku otwarty i moj facet tam nie był. Bo każdy weekend spedzamy razem a moj mieszka i pracuje jakies 100-150km od tej miejscowości. Dlatego tego jestem pewna a wiekszosc wolnego czasu spedzamy razem. Dlatego tak sie zmartwilam i jestem zła na niego ze tak chce zrobic. Jest to dla mnie szok i zupełnie coś nowego. Postanowilam że mu postawie ultimatum kolega-burdel albo ja. Nie mam zamiaru sie martwić i zadreczac o taką sprawę, jeśli nie będzie umial tego zrozumieć. Nie bede narażać po ra kolejny swojego czasu i zdrowia na czlowieka ktory tak postepuje. Dziękuję za pomoc. Jestem teraz swiadoma tego co od początku uwazam za normalne.
Na miejscu kolegi też bym poszedł z ciekawości, a jeśli dziewczyna miałaby pretensje to jej sprawa. Trudno być ograniczanym przez kogoś w tak głupich obawach.
Na miejscu kolegi też bym poszedł z ciekawości, a jeśli dziewczyna miałaby pretensje to jej sprawa. Trudno być ograniczanym przez kogoś w tak głupich obawach.
Jakby Twoja kobieta poszła sobie z ciekawości do pokoju pełnego gołych facetów wymachujących jej na głową gołymi k***mi też nie miałbyś nic przeciwko?
Spoko, powiedz mu, że Ty też idziesz do burdelu odwiedzić kumpelę-kokotę.
Popijecie, pogadacie...
Dla mnie to jest krótka piłka. Jak się jest w związku, to się nie chodzi w takie miejsca. Nie wierzę, że nie da rady się spotkać z kumplem w innym, bardziej normalnym miejscu. Chociaż kumpel prowadzący burdel, to raczej średni typek.
Pamiętam, był tutaj kiedyś na forum facet, który się żalił, że go dziewczyna rzuciła, bo był z kumplami w burdelu. Co prawda tłumaczył się, że on nie korzystał z "usług", tylko oglądał striptiz, a kolega się poszedł "zabawić". W tym wszystkim miał, oczywiście najwięcej pretensji do kolegów, że oni go tam "wyciągnęli". Ciężko mu było wytłumaczyć, że ma własną wolę i nie musiał tam iść. Ja się totalnie nie dziwię jego dziewczynie, że go po takiej akcji odprawiła. Może faktycznie z żadną nie spał, może spał, ale tak się tłumaczył, bo nie chciał się pogrążać.
Tutaj nie chodzi o jakieś obawy typu "pójdzie do tego burdelu i pewnie mnie zdradzi". Przecież, teoretycznie zdradzić można w każdej chwili, nie potrzeba do tego burdelu. Uważam po prostu, że facet powinien sam powinien wiedzieć, że skoro jest w związku, to najnormalniej w świecie się tam nie łazi. Pisałam, że na miejscu dziewczyny tego kolesia z forum zrobiłabym to samo. Tak, prawda jest taka, że wybaczając tego typu wyskoki, daje się w pewien sposób przyzwolenie na nie. Facet się nauczy, że "powkurza się, powkurza i jej przejdzie". Uważam, że lepiej przecierpieć swoje i kopnąć delikwenta w tyłek niż potem ryczeć po ślubie, a wiadomo, że wtedy ciężej jest się rozstać. Szczególnie, gdy pojawią się dzieci i tak dalej.
Inna sprawa, że pewnie nie skakałabym z radości, gdybym się dowiedziała, że mój facet łaził tam przed naszym związkiem. Po prostu dla mnie to jest takie żenujące. I obleśne. ![]()
Co bym na Twoim miejscu zrobiła? Na pewno się wkurzyła. Dobitnie wytłumaczyła mu dlaczego sobie nie życzę, by łaził do burdelu, czy to w celu odwiedzin kolegi czy też w innym. Przy okazji opieprzyła, że w ogóle wpadł na taki pomysł. No i, postawiła sprawę jasno- nie będę w związku z kimś, kto lata po burdelach. Chce tam łazić? Proszę bardzo, ale niech się liczy z tym, że "nas" już nie będzie.