Mam pytanie do kobiet, bo jestem facetem i nie rozumiem jak myślą kobiety.
Mój problem:
Znam pewną dziewczynę od ok. 3 lat i spotykałem ją kilka razy w tygodniu, ponieważ oboje należymy do pewnego klubu zainteresowań. I przez te lata traktowaliśmy się jako przyjaciele i nic do siebie nie czuliśmy. Kilka miesięcy temu zaczęliśmy intensywniej pisać w sprawach organizacyjnych klubu. Nasz znajomy z klubu zażartował, że jest zazdrosny, że my ze sobą piszemy i ona na początku brała udział w tych żartach, ale potem napisała mi, żebym tak nie żartował, bo ją to nie śmieszy. Zapytałem: "Dlaczego?" A Ona mi napisała, że ma z tym problem, bo z powodu swojego wyglądu i charakteru nigdy nie znajdzie męża. Ja chciałem ją pocieszyć i napisałem, żeby nie wmawiała sobie takich głupot, bo jest bardzo ładna i charakter ma w porządku. Potem, coraz częściej się mi zwierzała i do późnych godzin pisaliśmy ze sobą i rozmawialiśmy po spotkaniach klubu. Po pewnym czasie zapytałem: "Czym jest spowodowane i co ma na celu, to że nasze relacje ostatnio się bardzo poprawiły?", a ona mi, że nie wie jak to się stało, ale ona zaangażowała się w tę znajomość. Ja zapytałem, czy ona patrzy na to w sensie przyjaźni, czy związku, a ona, że jak ma być szczera to w kwestii związku. Bardzo się zdziwiłem, bo jestem od niej o rok młodszy, a mentalnie jeszcze więcej. Trochę mnie to wystraszyło, bo szczerze mówiąc, to zawsze czułem się przy niej niedojrzale. Ona zapytała, czy uważam, że powinniśmy uciąć kontakt, ale ja powiedziałem, że nie, ale, żebyśmy się poważnie nad tym zastanowili, bo jeśli to nie to, to nie chciałbym ranić jej, ani siebie. Planowaliśmy się trochę częściej spotykać i poznawać siebie bardziej, ale w tym czasie ona się przeziębiła i nie wychodziła z domu i nadal tylko ze sobą pisaliśmy. Ona pisała mi, że "jest jej przy mnie dobrze, że czuje się bezpieczna i że wie, że słucham to co ona mówi i jak jej pomagam, to jest to szczere". Jednak po tygodniu powiedzieliśmy sobie, że to jednak nie to. Ponieważ było to budowane bez uczuć, bo ja przez tę mentalną "różnicę wieku", czułem taką niepewności i bałem się zaangażować uczuciowo, a ona podobno bała się zaangażować, ponieważ "wiele nas różni" (tzn. nasze temperamenty, ja jestem spokojnym flegmatykiem, a ona wybuchową choleryczką). I postanowiliśmy zostać przyjaciółmi. Kilka dni tak ograniczyliśmy swoje relacje, ale potem znowu zaczęliśmy częściej ze sobą pisać. I ja zaprosiłem ją do siebie na oglądanie filmu, bo przed jej przeziębieniem już się zgadaliśmy na ten film. Ona przyszła i potem zapytała, czy nie moglibyśmy częściej oglądać, np jakiegoś serialu. I zaczęliśmy oglądać i teraz przychodzi do mnie ok. co 2 dni. Dziwi mnie trochę to, że podczas oglądania filmów, gdy leżymy sobie, to ona często mnie zaczepia (tzn. wie, że mam łaskotki, to mnie dotyka do żeber), jak zapytałem, czy jest jej zimno i czy zamknąć okno, to nie odpowiedziała, tylko powiedziała, żebym dotknął jej nosa, gdy go dotknąłem i powiedziałem, że jest zimny, to ona dotknęła mojego nosa (nie wiem, czy u kobiet to normalne, żeby dotykać ciała "męskich przyjaciół"). No i często coś próbuje we mnie zmieniać (np. jak jest u mnie, to czepia się, że nie zamykam drzwiczek od szafki). Też przy naszych znajomych mówi, że jestem mądry i że coś dobrze zrobiłem. Mi mówi, że jestem dojrzały. Ale jak była u mnie i dostałą sms-a od naszej wspólnej znajomej: "Jak nam się układa?", to się do mnie uśmiechnęła i odpisała, że się przyjaźnimy i przy znajomych też mówi, że się przyjaźnimy. Ja nie wiem, w jakim kierunku mam iść, bo nie chcę jej zranić, ani czegoś zepsuć, ale boję się że mogę się zaangażować, a jeśli z jej strony to tylko przyjaźń, to będzie nie fajnie.
I coraz bardziej uświadamiam sobie, że w ogóle nie rozumiem kobiet, tzn. co w ich głowie siedzi. Dlatego pytam kobiet, co wy o tym myślicie, czy to jest przyjaźń, czy coś więcej?