Wątek zainspirowany sceną z ostatniego odcinka "Rancza" oraz ostatnią kumulacją w Lotto.
Czy duża wygrana pieniężna byłaby dla Was szczęściem czy przekleństwem?
Podobne tematy
2 2015-06-07 21:14:12 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-06-07 21:20:45)
Szczęściem, przy czym pewnie bym na zawał "zeszła" ... ![]()
A tak serio, mówi się,że "pieniądze szczęścia nie dają" ja uważam, że "pomagają szczęściu".
Lepiej mieć pieniądze, niż ich nie mieć, aczkolwiek dla mnie nie są "wyznacznikiem" człowieka... .
Szczęściem, bo zawsze lepiej mieć niż nie mieć, ale nie zmieniłoby to w żaden sposób mojego życia. Zainwestowałabym jakoś te pieniądze, a miesięcznymi zyskami obdarowałabym rodzinę i jakieś fundacje zajmujące się zwierzętami oraz schroniska dla zwierząt.
4 2015-06-07 21:35:55 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-06-07 21:36:30)
Dla osoby kreatywnej, ambitnej, sprytnej, bez sentymentów, dla odważnej nie ciamajdy. Byłoby jak najbardziej szczęściem.
Ja jakbym wygrała wiedziałabym co zrobić. Od razu.
Magiczna zasada:
Po pierwsze nikomu się nie przyznawać.
Zmienić miejsce zamieszkania.
NIE SZALEĆ, potraktować to jak ,,normalne'' myśleć, na początku wpłacić na konto i dać sobie ,,na wstrzymanie'' kilka tygodni, przemyśleć, skalkulować. Zainwestować w nieruchomości, odłożyć coś na lokaty. Kupić tylko to co potrzebne np. mieszkanie samochód. Jeżeli podzielić się z dziećmi czy z kimś. Magiczna zasada, nie przyznawać się skąd, po prostu spadek od ciotki z Ameryki. Nigdy nie wolno wyznać prawdy, tylko wymyślić jakąś dobrze podkręconą, ale wiarygodną informacje o ciotce w USA czy coś podobnego. I tego się trzymać. O ile już ktoś dowie się, ze to była wygrana, to wcisnąć mu kit, ze wygrana ale w zdrapce, czy w automacie. Że to było kilkanaście.... ale tysięcy. No i oczywiście narzekać na brak gotówki. Dla niepoznaki. Zawsze można powiedzieć, że oprócz majątku ciotka zostawiła długi, także zostało tyle co kot napłakał. Te inwestycje to oczywiście na drugim końcu Polski. I bank też nie lokalny.
Ale w tym Ranczu to z tych Solejuków naprawdę zrobili cioty zrobili ![]()
Ha jeszcze się publicznie spowiadali, że wygrali i co z kasą zrobią, a za to jak zachowywali się ich zazdrośni przyjaciele to powinien być taki ch... a nie impreza. Owszem to serial, ale mam nadzieje, że prawdziwy nowobogacki nie weźmie przykładu z Kazi i Macieja i o wiele mądrzej zainwestuje.
Pierwszy raz zgodzię się z Lutką... Szok.
Nie wiem co było w Ranczu, ale ja znam kilka osób, które nie ucieszyłyby się z takiej ilości gotówki, bo nie wiedzieliby co z tym zrobić.
Nie wiem co było w Ranczu, ale ja znam kilka osób, które nie ucieszyłyby się z takiej ilości gotówki, bo nie wiedzieliby co z tym zrobić.
Serio?
8 2015-06-07 21:52:55 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-06-07 22:06:59)
Solejukowie 5 mil i 7 dzieci (nie wiedzieli co zrobić z kasą) bez komentarza ![]()
Ale żałosne to było, jak wyliczali, 700 tys na Caritas, no jak oni nie umieją zarządzić kasą już tam osoby z Caritasu będą wiedziały jak to rozdysponować, dla biednych ![]()
Cóż ktoś musi klepać biedę, żeby bogaty był ktoś ![]()
Ale tak sobie znów pomyślałam, w sumie to prawdę pokazali. Według przysłowia: Dlaczego głupi bo biedny, dlaczego biedny bo głupi''
Zostając przy serialu, Kozioł i Czerepach na pewno nie mieliby problemu z wygraną, i przebiliby to w sukces
No i takich ludzi lubię i cenie.
Ale dziś w Ranczu rozwaliła mnie szczególnie Lucy tekstem: ,,W tym kraju wszystkie mówią że są fajne, a świństwa robią''
![]()
Dla osoby kreatywnej, ambitnej, sprytnej, bez sentymentów, dla odważnej nie ciamajdy. Byłoby jak najbardziej szczęściem.
Myślę, że ostatnią rzeczą, jaką osoba ambitna, kreatywna i bez sentymentów by zrobiła, to te pieniądze spożytkowała tak jak mówisz. Czyli zainwestowała w "coś". Wyjątkiem są osoby, które zajmują się zawodowo inwestowaniem w "coś" na co dzień. Takie osoby jednak nie zajmują się spekulacjami w rodzaju gier losowych.
Na moje życie taka wygrana nie miałaby wielkiego wpływu. Nie lubię za dużo myśleć o pieniądzach. Marzenia zawodowe wolę realizować normalną, ciężką robotą. A osobistych za wiele nie mam. Uważam, że pieniądze prowokują do zbędnych (jeśli nie szkodliwych) spekulacji i marnują nasz czas na myślenie o różnych zbytkach. Pieniądze mają być i tyle.
cslady napisał/a:Nie wiem co było w Ranczu, ale ja znam kilka osób, które nie ucieszyłyby się z takiej ilości gotówki, bo nie wiedzieliby co z tym zrobić.
Serio?
Tak, ale to dość religijne osoby, które cenią skromność, więc nie dziwi mnie to w takim kontekście.
Tak, ale to dość religijne osoby, które cenią skromność, więc nie dziwi mnie to w takim kontekście.
No to niczym Solejukowie ![]()
12 2015-06-07 22:18:52 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-06-07 22:20:04)
Krejzolka82 napisał/a:cslady napisał/a:Nie wiem co było w Ranczu, ale ja znam kilka osób, które nie ucieszyłyby się z takiej ilości gotówki, bo nie wiedzieliby co z tym zrobić.
Serio?
Tak, ale to dość religijne osoby, które cenią skromność, więc nie dziwi mnie to w takim kontekście.
Na pewne radio by wydali...
A tak serio, jeżeli faktycznie tacy skromni są, to szacun:)
Czy duża wygrana pieniężna byłaby dla Was szczęściem czy przekleństwem?
Szczęściem, jasne, że szczęściem
, w końcu od przybytku głowa nie boli. Prawdę mówiąc nie miałabym najmniejszego problemu ze spożytkowaniem tych pieniędzy.
Moim zdaniem to co było pokazane w "Ranczu" przez pryzmat wygranej Solejuków było jak najbardziej prawdziwe. Ostracyzm społeczny, strach przed przemocą, kradzieżą, zagubienie to jest cena, którą płaci się za niespodziewane, nagłe wzbogacenie się.
Zastanówcie się: wygrywacie duże pieniądze... więc skoro je macie, to zaczynacie spełniać swoje marzenia. Więc nowy dom, samochód - bo dlaczego nie, przecież mam pieniądze, to nie będę mieszkać kątem u teściów. Pojawia się wokół Was mnóstwo ludzi, którzy nagle Was lubią, najczęściej prosząc o pożyczkę, darowiznę. Nie dajecie, bo w imię czego? Stajecie się - ci gorsi, nieużyci. Nie wiecie kto kontaktuje się z Wami, bo Was zwyczajnie lubi a kto, bo ma w tym swój interes (nawet jak Was nie prosi o kasę). Jest jeszcze opcja wyprowadzki z dotychczasowego miejsca zamieszkania. Całkowita zmiana środowiska, znajomych, których trzeba najpierw zdobyć. Wokół Was pojawia się towarzyska pustka. Dla większości jest to niekomfortowa sytuacja, stresująca i dołująca. Zakupy przestają cieszyć - bo skoro na wszystko mnie stać, wszystko mam na wyciągnięcie ręki, odpada czekanie na coś, marzenie o tym. To co mam przestaje być cenne. Bo przyszło za łatwo.
Ja się skłaniam raczej do tezy, że duże pieniądze, które przyszły nagle są bardziej przekleństwem niż szczęściem.
Moim zdaniem to co było pokazane w "Ranczu" przez pryzmat wygranej Solejuków było jak najbardziej prawdziwe. Ostracyzm społeczny, strach przed przemocą, kradzieżą, zagubienie to jest cena, którą płaci się za niespodziewane, nagłe wzbogacenie się.
Oczywiście, że tak. Zdarzyło nam się kilka razy pomarzyć i rozmawiać z mężem na temat, jak zmieniłoby się nasze życie, gdybyśmy wygrali tak dużą kwotę i oboje doszliśmy do wniosku, że nikomu nie przyznalibyśmy się. Ja sama z własnej potrzeby spełniłabym kilka dobrych uczynków, paru osobom pomogła, sfinansowała jakąś drogą operację ratującą czyjeś dziecko, ale otoczenie nie wiedziałoby, że tak bardzo zmienił nam się status materialny. Jednym słowem spełniłabym kilka marzeń - kupiła dom (mam w tym względzie spore wymagania), zmieniła samochód, zobaczyła wreszcie Niagarę, popłynęła w rejs, zwiedziła kilka wspaniałych miejsc, ale zrobiłabym to w sposób, który nie razi.
SZCZĘŚCIEM , jak najbardziej:)... Pięniądze pomogly by mi spelnić wiele marzeń... jak np. podróże po świecie.
Uszczęśliwila bym też bliskich , ofiarowując im jakomś gotówkę...
ale otoczenie nie wiedziałoby, że tak bardzo zmienił nam się status materialny. Jednym słowem spełniłabym kilka marzeń - kupiła dom (mam w tym względzie spore wymagania), zmieniła samochód, zobaczyła wreszcie Niagarę, popłynęła w rejs, zwiedziła kilka wspaniałych miejsc, ale zrobiłabym to w sposób, który nie razi.
Myślisz, że otoczenie nie zauważyłoby nowego domu (zapewne wybudowanego szybko - bo jak są pieniądze, to pozostają tylko przestoje związane z technologią budowania), wycieczek i nowego samochodu - choćby najskromniejszego, ale jednak świeżutki lakier rzuca się w oczy...? ![]()
Myślę, że jedyne otoczenie, które by nie zauważyło zmiany statusu materialnego to jest zupełnie nowe otoczenie. Ale czy warto dla kasy porzucać starych przyjaciół?
Ja wiem, co mógłbym zrobić z taką gotówką, ale nikomu nie powiem, bo wyjdę na świra.
Czy duże pieniądze dają szczęście? Chyba spadkobiercom, którzy czekają na zejście donatora, jak Etiopia na deszcz.
Ja bym sobie kupiła jakąś bezludną wyspę.
No, chociaż na to to milon mógłby być mało ![]()
Myślisz, że otoczenie nie zauważyłoby nowego domu (zapewne wybudowanego szybko - bo jak są pieniądze, to pozostają tylko przestoje związane z technologią budowania), wycieczek i nowego samochodu - choćby najskromniejszego, ale jednak świeżutki lakier rzuca się w oczy...?
Myślę, że zauważyliby, ale by ich to nie raziło, a to dlatego, że nie szalałabym, bo nawet nie czuję takiej potrzeby. Przecież co chwilę ktoś kupuje dom albo samochód i jakoś nikt z tego powodu nie snuje domysłów.
Pomyśleliby, że chcąc spełnić swoje marzenie o domu (co prawda nowoczesnym, ale nie byłaby to żadna rezydencja) sprzedałam mieszkania i dobrałam trochę kredytu. Samochód, który kupiłabym nie byłby bryką za pół miliona, a i dziś przecież czymś jeździmy - ja swoim, mąż swoim. Podobnie z wycieczkami - obecnie od czasu do czasu gdzieś bywam i coś zwiedzam, a urlop jeśli spędzam, to za granicą, więc nikt nie musiałby wiedzieć, że zamieniłam to wszystko na drogie, wypasione wakacje. O tym ile mam na koncie ani w co inwestuję nawet nie mówiłabym, więc tutaj wszyscy żyliby w zupełnej niewiedzy.
Nawet dziś, bez wygranej, gdybym kupiła nieduży dom i wymieniła samochód, nikt nie pytałaby skąd wzięłam na to pieniądze, a na dobrą sprawę nawet gdyby coś się wydało, to przyjaciele (nie mylić z bliskimi znajomymi) cieszyliby się moją radością, a inni mnie nie interesują.
u mnie wzroslaby moja podejrzliwosc...