Cześć. mam 21 lat, za mną ciężkie życie.. moja matka popadła w alkoholizm, wyniosłam się od niej w gimnazjum, całkowicie się zatraciła, nie mogłam już na to patrzeć, i tak żyć, wyprowadziłam się do babci. Po jakimś czasie matkę pozbawiono praw rodzicielskich. Mieszkałam u babci, skończyłam liceum z dobrymi wynikami i dostałam się na studia, babcia mnie nie wspierała, miała całkowicie odmienne poglądy na wszystko (nie mówię tego z perspektywy dziecka, któremu na nic się nie pozwala a jemu się to nie podoba).. po prostu była specyficzną osobą, o specyficzym charakterze, trochę zadufana w sobie? stawiająca siebie ponad wszystkich innych - mimo tego, że nie było tak na prawdę nawet ku temu powodów... Wreszcie wyrwałam się.. poszłam na studia - jakie chciałam.. uciekłam na drugi koniec Polski. pracuję w wakacje od matury, żeby móc sie utrzymać.. pomaga mi trochę siostra matki, jeżdżę do nich na święta itp. moja babcia zmarła rok temu, od tego momentu strasznie się czuję, mimo to jaka była, czuję jej brak, zawsze się cieszyła kiedy do niej dzwoniłam, choć tego nie mówiła - ja wiedziałam że jest dumna, że jestem ambitna i samodzielna.. z matką mam kontakt sporadyczny, ostatni raz widziałam ją na pogrzebie babci, nie przyszła wtedy na stypę (choć małą), nie zaprosiła mnie na herbatę, nie porozmawiała.. nie zapytała jak się czuję, nic. tylko po miesiącu skontaktowała się telefonicznie w sprawie mebli ze starego mieszkania babci. Wiem, ze przebywa teraz w ośrodku leczenia uzależnień - chodź podobno jest już po terapii i teraz tam pracuje jako szefowa kuchni. Odzywa się sporadycznie, tylko jak czegoś chce, nigdy nie zapyta co u mnie jak sobie radzę, czy jestem zdrowa? a może czy mam chłopaka.. NIC. potrafi zadzwonić o nr telefonu do kogoś i nie zapytać o nic. Zawsze po takich kontaktach czuję się jak nikt, jak gówno (za przeproszeniem). Ciocia mnie wspiera, chociaż nie ma prawie wcale z jej strony zaangażowania w to co u mnie.. ale nie mogę jej za to winić. Jestem bardzo samotna, od śmierci babci i wciąż nie mogę w to uwierzyć, choć minęło już tyle czasu, często płaczę i mam niską samoocenę, nie potrafię się cieszyć z małych rzeczy.. Chciałabym odciąć się od matki, ale boję się że jej też się coś stanie i później będę miała jeszcze większe wyrzuty sumienia, jednak z drugiej strony nienawidzę jej.. Chyba jestem w błędnym kole.
Podobne tematy
Witaj
Myslę że Twoja niska samoocena wynika z braku akceptacj, poczucia bezpieczeństwa w otoczeniu rodzinnym , a w szczególności matki.Musisz zaakceptować swoją przeszłość.Strata babci Cie boli bo mimo wszystko była to osoba u której mogłas otrzymać schronienie - poczucie bezpieczeństwa.Mimo tego ze radzić sobie , jestes samodzielna i brawa dla Ciebie za tą siłe to zmagasz się z demonami z przeszłości często wtakich sprawach pomaga psycholog ,szczera rozmowa jesli nie ma sie z kim pogadać.Pozdrawiam Cie:)
Rozważam wizytę u psychologa, nie chcę tylko spotkań grupowych typu DDA. Jestem raczej skryta, chodź tego tak nie widać, nawet moja ciocia do końca mnie nie zna, często żartuje na temat matki (szydercze poczucie humoru) - i tak ja też takie mam, to chyba zrodziło się w celach obronnych, cały czas szydziłam z matki (to do cioci, to do chłopaka), było mi wtedy lepiej i lżej. Ale od jakiegoś czasu zupełnie sobie nie radzę.. Czy ktoś był w podobnej sytuacji? Na dzień dzisiejszy nawet nie wyobrażam sobie, co trzeba by mi powiedzieć żebym się tak nie czuła?
Bardzo cię podziwiam, jesteś wspaniałą, niesamowicie silną i mądrą bardzo młoda kobietą.To oczywiste, że brak poczucia bezpieczeństwa, a przede wszystkim brak wsparcia od tej najważniejszej osoby rodzi niska samoocenę.Jednak naprawdę nie musisz i nie powinnaś tak o sobie myśleć. Wiem, to na pewno bardzo trudne, ale ja na twoim miejscu spróbowała bym 2 rzeczy - po 1 powiedzieć mamie jak czujesz się gdy tak cię traktuje,po prostu wyrzucić to z siebie bez względu na jej reakcję, a potem zakończyć ten etap życia i rozpocząć już swój własny nie związany z rodziną.Dopóki masz jakieś nadzieje na poprawę relacji z matką będziesz tkwiła w martwym punkcie i w żalu do niej.Ale to ja bym tak zrobiła, bo wiem, że mnie by to pomogło.
Współczuję ci bardzo, że nie doświadczyłaś prawdziwej rodziny i bardzo bardzo podziwiam za hart ducha.
Mówiłam jej nie raz, że nie tak powinna mnie traktować, pytałam dlaczego nie zapyta co u mnie? jak studia? ale konkretne pytania a nie CO U CIEBIE, bo wiadomo że na takie pytania odpowiada się od niechcenia (chociaż może w tym przypadku i to byłoby lepsze niż nic). Moja matka teoretycznie będąc w tym ośrodku przeszła etap terapii, ale patrząc na jej zachowanie, to wygląda tak jakby ani jeden etap terapii nie został spełniony. Nie umiem się odciąć - chodź wiem, że powinnam, bo tak jak wyżej powiedziałaś nie ruszę z tego miejsca.
Kilka tygodni temu miałam załamanie trochę, jak widzę jak rodzice mojego chłopaka go traktują, trochę mu zazdroszczę (choć próbuję tego nie pokazywać). To bardzo ciężkie.
Mówiłam jej nie raz, że nie tak powinna mnie traktować, pytałam dlaczego nie zapyta co u mnie? jak studia? ale konkretne pytania a nie CO U CIEBIE, bo wiadomo że na takie pytania odpowiada się od niechcenia (chociaż może w tym przypadku i to byłoby lepsze niż nic). Moja matka teoretycznie będąc w tym ośrodku przeszła etap terapii, ale patrząc na jej zachowanie, to wygląda tak jakby ani jeden etap terapii nie został spełniony. Nie umiem się odciąć - chodź wiem, że powinnam, bo tak jak wyżej powiedziałaś nie ruszę z tego miejsca.
Kilka tygodni temu miałam załamanie trochę, jak widzę jak rodzice mojego chłopaka go traktują, trochę mu zazdroszczę (choć próbuję tego nie pokazywać). To bardzo ciężkie.
Kurczę szczerze Ci współczuje , nie jest Ci łatwo ale jeśli nie masz nikogo bliskiego to moze psycholog indywidualnie, nic nie tracisz a wiele możesz zyskać ,moja rodzina tez jest specyficzna , nie można normalnie z nimi porozmawiać tylko zarz wciskają cie w szablony cieżko jest ale nie można tak za łatwo sie poddawać,trzymam kciuki za Ciebie.
Nie chcę się poddać, całe życie się trzymałam - choć płakałam po nocach i nikt o tym nie wiedział, tak jakbym nie zdradzała nikomu samej siebie.. ale ostatnio zaczynam sobie nie radzić, dopiero teraz zaczynam odczuwać brak tej osoby w moim życiu. Brak jakiejkolwiek osoby która chętnie wysłuchałaby co u mnie słychać (a nie tylko wpuściła i wypuściła drugim uchem), może coś spróbowała doradzić?
Nie chcę się poddać, całe życie się trzymałam - choć płakałam po nocach i nikt o tym nie wiedział, tak jakbym nie zdradzała nikomu samej siebie.. ale ostatnio zaczynam sobie nie radzić, dopiero teraz zaczynam odczuwać brak tej osoby w moim życiu. Brak jakiejkolwiek osoby która chętnie wysłuchałaby co u mnie słychać (a nie tylko wpuściła i wypuściła drugim uchem), może coś spróbowała doradzić?
Ale masz chłopaka i kontakt z jego rodziną.Jeśli to dobry chłopak i dobra rodzina, to może zapewnią ci choć trochę rodzinnego ciepła.Z domu odchodzi się prędzej czy później, a kontakt z rodzicami zostaje okrojony do minimum, bo zakładamy własną rodzinę i priorytety zmieniają się.Ważne żeby nie popełniać błędów swoich rodziców wobec własnych dzieci.Mnie się udało,czego i tobie życzę serdecznie ![]()
Nieraz teściowa okazuje się lepsza niż własna matka.Ale ja na twoim miejscu zainwestowała bym w swoją przyszłość,i bardzo cię proszę - nie możesz czuć się winna z powodu matki.Często niestety dzieci czują się winne, a to ciągnie tylko w dół psychiczny.Niektórzy twierdzą, że wybaczenie daje tę wolność od błędów tych, którzy nas skrzywdzili.Na twoim miejscu spróbowałabym terapii u dobrego psychologa.
9 2015-06-04 11:48:19 Ostatnio edytowany przez agugiee (2015-06-04 11:49:00)
Tak to prawda - jego matka jest po prostu kochaną kobietą. Pewnie będzie tak jak mówisz, że zaznam trochę rodzinnego ciepła u nich, chociaż myślę że minie jeszcze trochę czasu bo chyba teraz jestem na etapie "zazdrości" nie do końca chorej, ale przykrej zazdrości. chłopak jest kochany, choć trochę się nie dogadujemy ostatnio ale sądzę ze to przejściowe i .. chyba bardziej z mojej winy niż jego. Właśnie z tego powodu że sobie nie do końca radzę. To taki paradoks, wiele ludzi mówi "nie chcę być taka jak ona" a później zachowują się dokładnie w ten sam sposób.. i nie chodzi mi tutaj o picie, a o ogólne zachowanie - sposób nawiązywania relacji itp.
Trudno mi Ci radzić bo sama nosze za sobą taki problem przez lata. Jedno jest pewne nie poszukuj matki w obcych osobach, nawet jak to jest matka twojego chłopaka, a nawet zwłaszcza. Rozstaniesz sie z chłopakiem a będziesz cierpieć z powodu podwójnego rozstania. Jak mogę Ci coś poradzić to spróbuj poszukać na prawde dobrego psychologa i przepracuj to. Taki stan to nie grypa samo się nie wyleczy. Moze trafisz na kogoś fajnego w życiu i poradzisz sobie przy jego pomocy ale jaka jest szansa, ze Ci sie uda? Ja przez cale lata szukałam matki w innych ludziach i zawsze kończyło się żle. Idź po pomoc bo nawet fajni ludzie mogą nie miec siły nosić z tobą twojego ciężaru.
To nie jest raczej szukanie matki w kimś innym, to raczej zazdrość bo sama bym tak chciała mieć.
To co pozwolę sobie doradzić ,to najpierw DDA terapia , moze byc indywidualna lub grupowa i nawet leki jeśli lekarz psychiatra je zaleci.Idz do lekarza jeśli gorzej sie czujesz i trwa to dluzszy czas, raczej ten kto nie przeżył podobnych doświadczeń do Twoich tego nie zrozumie, istnieje takie ryzyko- ) wsparcie jest tu niezbędne a nie ataki na Twoja osobę .Powodzenia.