Witam wszystkich.
Piszę, bo czuję się zagubiona, bezwartościowa i nie widzę sensu w swoim życiu.
Mam 21 lat, zaczyna się 3 miesiąc od kiedy zostałam sama, bo chłopak po rocznym związku stwierdził, że związek go przerósł, za wiele kosztował i woli być sam. Czuje się jakby była bez jednej ręki. To był kolejny gwóźdź do trumny. Był moją ostoją, światełkiem które dawało mi jakiś sens.
Zawsze od kiedy pamiętam czułam się zagubiona, nie wiedziałam co chcę robić w życiu. Porzuciłam już trzy kierunki studiów, które szybko okazywały się nie dla mnie (jedynie pierwszy kierunek pociągnęłam semestr). Chodziłam na zajęcia, ale czułam się jakimś intruzem tam, bo w ogóle nie interesowało mnie to co studiuję.
Jak moje życie wygląda teraz? Próbuję pogodzić się ze stratą ukochanego każdego dnia(walczyłam o ten związek, ale mój Ex nie daje żadnej nadziei na coś więcej). Chodzę do pracy, którą znalazłam po rozstaniu i tylko ten fakt pokazał mi że coś znaczę. Staram się brać jak najwięcej zmian żeby ten przykry okres zaowocował chociaż pieniędzmi. Ale i tak nie wiem na co je wydać. Chcę iść w końcu na studia i je skończyć, ale zupełnie nie wiem na co iść. Nie wiem co chcę robić w życiu. Wegetuję z dnia na dzień nie widząc sensu. Mam za sobą dwie wizyty mu psychoterapeuty. Dodają mi sporo otuchy, ale następnego dnia znowu jest dół.
Czuję się nikim. Czuje się samotna i nic niewarta. Mój Ex dawał mi kopa energetycznego i przy nim czułam się chociaż trochę szczęśliwa. Nie wiem co dalej robić.
Proszę pomóżcie ![]()
Podobne tematy
Podjęłaś swą terapię, to mądre posunięcie dla każdego, kto zamienił się w, oplatający drugiego człowieka, bluszcz.
A Ty, takim bluszczem się stałaś. Wszystko w swym życiu uzależniłaś od swego eksa. On był odpowiedzialnym za Twoje szczęście, za Twoje poczucie wartości, za Twą atrakcyjność, za sens Twojego życia, za Twą energię, za... . Przerażające, jak bardzo uzależniłaś się od niego. Rozumiem Twój ból, bo wychodzenie z nałogu jest rzeczą trudną.
Chcesz żyć, nie wegetować. Rozumiem, bo życie jest piękne.
Oczekujesz pomocy. Cóż, Ty jesteś jedyną osobą, która może Tobie pomóc. Zacznij od... polubienia siebie, od spisania (bez nadmiernego krytycyzmu) swych zalet i odczytywania ich w każdej wolnej chwili.
cóż...wiem, że żadne słowa nie są w stanie Tobie pomóc, bo gdzieś tak w środku nie pozwalasz sobie ich zaakceptować...masz 21 lat i uważasz, że życie nie ma sensu? wiem jak to boli, czujesz, że żyjesz nie wiadomo dlaczego i nie masz przede wszystkim dla kogo, bo i tak nikt nie widzi twojego cierpienia.. ale uwierz mi tak nie jest. Ten człowiek nie był Ciebie wart. brzmi śmiesznie ale tak jest. Ja kiedyś dla ukochanego zrezygnowałam ze wszystkiego, był dla mnie "bogiem", a jak odszedł czułam się dnem, bezwartościowym ludzikiem, który niepotrzebnie zabiera tlen innym. Ale dostałam kopa od życia, wzięłam się za siebie i ruszyłam do przodu. a wiesz dlaczego? bo zdałam sobie sprawę, że życie na takim gnoju się nie kończy, gdzie był jak bolało jak franca??? gdzie był jak miałam obronę ? gdzie był jak był potrzebny? nie było go...dlatego proszę nie załamuj się i idź do przodu. musisz to przeczekać, ale uwierz mi obudzisz się pewnego dnia i będziesz wiedziała, że życie ma sens i ruszysz do przodu. Przede wszystkim rób dużo rzeczy odwracających uwagę od myśli i wspomnień. To mnie pomogło...dziś nie boję się powiedzieć, że jestem szczęśliwa:) mam ukochanego, który jest przy mnie w każdej ważnej chwili...pracę, o której nawet nie marzyłam i ludzi, których kiedyś spisałam na straty...i satysfakcję, że wygrałam siebie i to jest fajne:) pamiętaj jestem z Tobą. pozdrawiam
Tak sobie skaczę po forum i czytam.
Z tego, co wiem, niska samoocena, i problemy, o których mówisz, mają swoje podłoże gdzieś głębiej. Nie chodzi o sam fakt, że zostawił Cię chłopak. To naprawdę nie koniec świata, są gorsze sprawy czy problemy. Sama powiedziałaś "kolejny gwóźdź do trumny". A co było tym pierwszym gwoździem? Miałaś problemy w dzieciństwie? Nielubiana w szkole, "czarną owcą" w rodzinie? Cokolwiek. Nie chcę się bawić w jakiegoś psychologa, bo nie mam do tego kompetencji, ale pomyśl, co spowodowało znaczne obniżenie samopoczucia. Kiedyś musiałaś być szczęśliwa, wróć do tego. I jasne, to nie jest łatwe, mówić czy myśleć o przykrej przyszłości. Ale uwierz mi, że skoro napisałaś tutaj, poszłaś do terapeuty i szukasz tej pomocy, to jest dobrze. I jeśli tylko będziesz chciała, wszystko będzie coraz lepsze. Wiem, proste do powiedzenia i banalne. Przede wszystkim, radziłabym się zastanowić, czy są jakieś osoby, którym musisz wybaczyć. A może musisz wybaczyć sobie? Trudno cokolwiek pomóc, nie znając Twojej przeszłości. Poza tym, staraj się określić kim jesteś, czego chcesz. To jest dość trudne, skoro naprawdę jesteś zagubiona i zrezygnowałaś tyle razy ze studiów. Ale są do tego rozmaite testy osobościowe - może coś pomogą? A może po prostu wróć do czasów dzieciństwa, pomyśl, o czym marzyłaś, co chciałaś robić, gdy dorośniesz, co sprawiało Ci radość? Czasem trzeba wrócić do tego, co było kiedyś, by spokojnie żyć teraźniejszością. Powiedz jeszcze, dlaczego czujesz się bezwartościowa? Dlaczego życie jest bez sensu? Bo rozeszłaś się z chłopakiem? To przecież dobrze. Zmarnowałaś tylko rok. Może trochę cyniczne podejście, ale tak jest. A może dlatego, że nie wiesz, co chcesz robić? Też nie widzę w tym nic złego. Bo szukasz tego, co kochasz. Chcesz robić to, co kochasz. A kto szuka, ten znajdzie. Twoje życie byłoby bez sensu, gdybyś siedziała na tyłku i użalała się nad sobą, nic nie robiąc, by zmienić swój los. A tak nie jest, bo próbujesz coś zmienić. I tego Ci życzę. A gdyby było coś, o czym chcesz pogadać, jestem do dyspozycji. I jak to powiedział kiedyś ktoś mądry - Wszyscy ludzie są w codziennym życiu ?aktorami", wytyczającymi swoją drogę w świecie społecznym, często z poczuciem, iż brakuje im mapy! Tobie brakuje tej właśnie mapy. Ale prędzej czy później ją znajdziesz. Tyle ode mnie.
Witam, każdy człowiek ma ciężki czas w życiu, terapia to dobry sposób żeby Ci pomóc, może zrób coś dla siebie. Idź do fryzjera zmień styl ubioru, znajdź jakieś hobby, na pewno pomoże:)
Moze rozmowa przy lampce wina z koleznką,a może wyjazd na parę dni w jakieś fajne miejcse(na mnie działają Tatry).Kazdy z nas ma lepszy i gorszy okres w życiu nie mozna sie poddawać trzeba waczyć olepsze jutro a nie oddawac je walkowerem.Dziewczyno napisz sobie na kartce -jestem świetna ,jestem mądra,jestem najlepsza itd,Przyklej kartke na lodówkę codziennie czytaj i uwierz w to(będzie ok-ja wierzę).
cóż...wiem, że żadne słowa nie są w stanie Tobie pomóc, bo gdzieś tak w środku nie pozwalasz sobie ich zaakceptować...masz 21 lat i uważasz, że życie nie ma sensu? wiem jak to boli, czujesz, że żyjesz nie wiadomo dlaczego i nie masz przede wszystkim dla kogo, bo i tak nikt nie widzi twojego cierpienia.. ale uwierz mi tak nie jest. Ten człowiek nie był Ciebie wart. brzmi śmiesznie ale tak jest. Ja kiedyś dla ukochanego zrezygnowałam ze wszystkiego, był dla mnie "bogiem", a jak odszedł czułam się dnem, bezwartościowym ludzikiem, który niepotrzebnie zabiera tlen innym. Ale dostałam kopa od życia, wzięłam się za siebie i ruszyłam do przodu. a wiesz dlaczego? bo zdałam sobie sprawę, że życie na takim gnoju się nie kończy, gdzie był jak bolało jak franca??? gdzie był jak miałam obronę ? gdzie był jak był potrzebny? nie było go...dlatego proszę nie załamuj się i idź do przodu. musisz to przeczekać, ale uwierz mi obudzisz się pewnego dnia i będziesz wiedziała, że życie ma sens i ruszysz do przodu. Przede wszystkim rób dużo rzeczy odwracających uwagę od myśli i wspomnień. To mnie pomogło...dziś nie boję się powiedzieć, że jestem szczęśliwa:) mam ukochanego, który jest przy mnie w każdej ważnej chwili...pracę, o której nawet nie marzyłam i ludzi, których kiedyś spisałam na straty...i satysfakcję, że wygrałam siebie i to jest fajne:) pamiętaj jestem z Tobą. pozdrawiam
Czekam codziennie na to "przebudzenie", ale przy każdej pobudce czuję te cholerną pustkę, wiem jak będzie wyglądał dzień, co zrobię, co zobaczę, z kim pogadam i o czym mniej więcej. Wszystko jest takie do przywidzenia. Napisałam, że związek dawał mi kopa, bo nigdy nie wiedziałam co mnie czeka, wszystko się działo na obrotach zwłaszcza przez pierwsze 8 miesięcy. To mi się podobało tak naprawdę. Rutyna mnie zabija, wtedy szukam problemu i doszukuję się sensu każdego swojego kroku.
Ile zajęło Ci to "ogarnięcie się" po rozpadzie? U mnie problem nie wynika tylko z tego, ale w tym momencie to najbardziej mnie dobija.
Dziękuję za słowa otuchy. Zawsze jak czytam o zmianach u ludzi na lepsze to widzę jakąś nadzieję ![]()
Tak sobie skaczę po forum i czytam.
Z tego, co wiem, niska samoocena, i problemy, o których mówisz, mają swoje podłoże gdzieś głębiej. Nie chodzi o sam fakt, że zostawił Cię chłopak. To naprawdę nie koniec świata, są gorsze sprawy czy problemy. Sama powiedziałaś "kolejny gwóźdź do trumny". A co było tym pierwszym gwoździem? Miałaś problemy w dzieciństwie? Nielubiana w szkole, "czarną owcą" w rodzinie? Cokolwiek. Nie chcę się bawić w jakiegoś psychologa, bo nie mam do tego kompetencji, ale pomyśl, co spowodowało znaczne obniżenie samopoczucia.
Myślę, że wiele moich problemów zakorzeniło się w dzieciństwie, kiedy mój ojciec jeszcze pił. Do mojego szóstego roku życia sięgał po kieliszek i chociaż niewiele pamiętam z tego czasu to uważam, że wiele mam zahamowań właśnie przez to. Wiele wspomnień zatarłam też z własne woli żeby po prostu nie pamiętać. Tak sądzę.
Do końca liceum byłam w tej grupie uczących się dobrze, trzymających z tymi dobrze uczącymi się, ale zabawy z rówieśnikami nie miałam za wiele. Zmieniło się w klasie maturalnej, po której były już same balangi aż do pierwszego roku studiów. Wtedy ciągle się uczyłam, wychodziłam z domu tylko na uczelnie i to też wtedy jak chciało mi się wstać. Przez moją niechęć do wychodzenia zrobiłam sobie wiele zaległości, zaczęłam zastanawiać się po co się tego uczę. Nie miałam kasy na wyjścia ze znajomymi, chciałam mieć życie towarzyskie a nie wiedziałam po prostu jak. Rzuciłam pracę i poszłam do pracy. Pracując za barem bardzo się otworzyłam na ludzi, ale myślę też ze zniechęciłam do nauki/ zupelnie nie wiem co chcę robić. Wiem tylko że w przyszlości chciałabym mieć własne miejsce, gdzie ludzi nakarmię, napoję, zabawię, zapewnię dawkę kultury i rozmowy. Chciałabym mieć własną klubokawiarnię a do tego potrzebne są pieniądze, które zarobię mając papierek na uczelni. Albo i nie zarobię bo z zarobkami w Polsce jest jak jest. I kółko się zamyka. Boję się, że wszystko pójdzie na marne, więc już na starcie rezygnuję.
W sprawach damsko-męskich wiele złego we mnie zostało po pierwszym zwiazku. On był 4 lata starszy ode mnie, ale mocno zakompleksiony. Trzymałam się go, bo najpierw byłam zauroczona, potem bałam się samotności i podnosił mi poczucie wartości jako kobiety z tej racji, że w ogóle chce być ze mną. Słowami i czynami jednak ranił, bo wiele chciał we mnie zmienić. Narzekał, że mam za mały biust, porównywał mnie do swoich byłych i koleżanek, chciał mnie "zrobić" na swój sposób i zamienić w osobę, którą nie jestem. W sprawach łóżkowych też wiele rzeczy robiłam przeciwko sobie, nierzadko obrzydliwych wtedy i nawet teraz dla mnie. Był moim pierwszym chłopakiem i myślałam, że tak trzeba. Po kilku latach z dnia na dzień otrzeźwiałam i stanowczo to zakończyłam. Wtedy odzyskałam poczucie wartości i to tak trwało dosyć długo jak dla mnie, aż do teraz kiedy to M. mnie zostawił. Dla M. byłam ideałem, no przynajmniej fizycznie. Czułam się bosko i mogłam być sobą, dlatego też gdy zerwał straciłam w swoich oczach jako kobieta.
Przede wszystkim, radziłabym się zastanowić, czy są jakieś osoby, którym musisz wybaczyć. A może musisz wybaczyć sobie?
Czasami czuję w sobie odrazę, że tak drastycznie zerwałam z tamtym chłopakiem. Byłam straszna w swoich zachowaniu, chciałam się odegrać za wszystko co mi kiedyś mówił o moim wyglądzie itd. Powiedziałam wiele przykrych słów i chociaż były one prawdę to uraziłam go jako człowieka. Wiem, że bardzo długo się podnosił z tego...
Trudno cokolwiek pomóc, nie znając Twojej przeszłości. Poza tym, staraj się określić kim jesteś, czego chcesz. To jest dość trudne, skoro naprawdę jesteś zagubiona i zrezygnowałaś tyle razy ze studiów. Ale są do tego rozmaite testy osobościowe - może coś pomogą? A może po prostu wróć do czasów dzieciństwa, pomyśl, o czym marzyłaś, co chciałaś robić, gdy dorośniesz, co sprawiało Ci radość? Czasem trzeba wrócić do tego, co było kiedyś, by spokojnie żyć teraźniejszością.
Myślałam o jakimś doradcy. Podobno są osoby robiące takie testy i próbujące nakierować na właściwą ścieżkę. Chciałabym najpierw wrócić do równowagi emocjonalnej. Mam straszne wahania przez to rozstanie. Jednego dnia czuję się jak śmieć żeby następnego poczuć jak rosną mi skrzydła. Tych pierwszych momentów jest jednak więcej.
Powiedz jeszcze, dlaczego czujesz się bezwartościowa? Dlaczego życie jest bez sensu? Bo rozeszłaś się z chłopakiem? To przecież dobrze. Zmarnowałaś tylko rok. Może trochę cyniczne podejście, ale tak jest.
Nie chcę myśleć o tym czasie jako o zmarnowanym. Mam wspaniałe wspomnienia. Wiele się nauczyłam, dawało mi to energię wtedy kiedy byłam z M, ale kiedy odszedł to te energię zabrał wraz ze sobą... Boję się, że to on był tym moim motorem i bez niego nie mam tyle siły.
A może dlatego, że nie wiesz, co chcesz robić? Też nie widzę w tym nic złego. Bo szukasz tego, co kochasz. Chcesz robić to, co kochasz. A kto szuka, ten znajdzie. Twoje życie byłoby bez sensu, gdybyś siedziała na tyłku i użalała się nad sobą, nic nie robiąc, by zmienić swój los. A tak nie jest, bo próbujesz coś zmienić. I tego Ci życzę. A gdyby było coś, o czym chcesz pogadać, jestem do dyspozycji. I jak to powiedział kiedyś ktoś mądry - Wszyscy ludzie są w codziennym życiu ?aktorami", wytyczającymi swoją drogę w świecie społecznym, często z poczuciem, iż brakuje im mapy! Tobie brakuje tej właśnie mapy. Ale prędzej czy później ją znajdziesz. Tyle ode mnie.
Dziękuję Ci bardzo za słowa. Przeczytałam je w pracy kiedy miałam wolną chwilę i kiedy zaczynałam czuć ścisk na gardle. W momencie przeczytania zrobiło mi sie ciepło na serduchu i dziękuję, że poświęciłaś mi swój czas. Długa droga przede mną, ale ciesze się, że są takie osoby na świecie jak Ty ![]()
Moze rozmowa przy lampce wina z koleznką,a może wyjazd na parę dni w jakieś fajne miejcse(na mnie działają Tatry).Kazdy z nas ma lepszy i gorszy okres w życiu nie mozna sie poddawać trzeba waczyć olepsze jutro a nie oddawac je walkowerem.Dziewczyno napisz sobie na kartce -jestem świetna ,jestem mądra,jestem najlepsza itd,Przyklej kartke na lodówkę codziennie czytaj i uwierz w to(będzie ok-ja wierzę).
Najbardziej dobija mnie to (oprócz rozstania co w ogóle mnie rozłożyło na łopatki), że moi znajomi z liceum, z którymi ciągle trzymam i są moją najlepszą paczką właśnie kończą licencjata i mają połowę drogi za sobą.
Jest mi przed sobą i przed nimi wstyd. Najbardziej było gdy pytali, a ja znowu odpowiadałam że studiów nie ma...
Iwona90
Pamiętaj, że "przebudzenie" nie przyjdze samo, musisz mu trochę pomóc, chcieć zmienić coś w swoim życiu. do mnie przyjść nie mogło jakieś pół roku. Napisałaś, że życie z tym człowiekiem dawało Ci energię i chęć do życia? czy tylko on liczył się dla Ciebie? a gdzie znajomi, przyjaciele? ja w chwili rozstania zostałam sama, bo jego przyjaciele byli moimi pseudo przyjaciółmi, bo jak mnie zostawił to oni również. Oczywiście nastąpiła lawina złych chwil, bo w pół roku po jego odejściu musiałam odejść z pracy i okazało się, że jestem chora. i wtedy powtarzałam sobie, że gorzej być już nie może...wyłam co noc do szarej szpitalnej pościeli i była przy mnie tylko rodzina, która płakała i walczyła razem ze mną. i wiesz wtedy uzmysłowiłam sobie, że mam dla kogo żyć i na kogo liczyć. I było mi normalnie wstyd, że chce się poddać i żyje jeszcze moim byłym chłopakiem. Wróciłam do domu i znów dół, bo nie potrafię nic nie robić. Kolejne powtarzanie sobie, że gorzej być nie może i kiedyś się odbiję od dna...po miesiącu dostałam pracę daleko od miejsca zamieszkania. Rzuciłam się w wir pracy i to chyba mi pomogło żyć dalej, poznałam nowych ludzi, a z czasem mojego chłopaka.
ale nie żałuję tego wszystkiego co się wydarzyło. Wiem, że jestem silna i pewniejsza siebie. Mam cudownych ludzi przy sobie. Teraz czuję miłość, a czasem uśmiecham się do siebie i zastanawiam czy kiedyś tak kochałam...:)
Proszę Cię...życie ma sens. Napisałaś, że przewidujesz wszystko. dlaczego to robisz? dlaczego planujesz wszystko? Zrób czasem coś sponatnicznego, wyjdź gdzieś, choćby na spacer. Pomyśl czasem egoistycznie:) zmień coś w swoim życiu bo to naprawdę pomaga:) Musisz uwierzyć w siebie i swoje możliwości, Pamiętaj JESTEŚ NAJWAŻNIEJSZA! I musisz walczyć o siebie:*
Naprawdę, nie masz mi za co dziękować. Podziękuj lepiej sobie, że jesteś silna i robisz wszystko, by być jeszcze silniejszą.
Twój ojciec żyje? I powiedz, jakie uczucia do niego żywiłaś wtedy, a jakie teraz.
Co do nauki, powiem Ci tyle. Można mieć dobre wyniki i równie dobrze życie towarzyskie. Trzeba tylko nauczyć się to ze sobą godzić, a wcale nie jest to trudne. Wcale nie musisz być we wszystkim geniuszem, wystarczy, że nie będziesz jakimś totalnym nieukiem. Więc nie na rzecz nauki, nie musisz rezygnować z towarzystwa, a na rzecz towarzystwa - z nauki. wszystko z rozsądkiem ![]()
Sprawy damsko-męskie. Skoro miałaś chłopaka uwierz mi, że jesteś piękną osobą i fizycznie i z charakteru. Myślisz, że ktoś by chciał się z Tobą wiązać i to na taki długi okres, gdyby było inaczej? Wątpię.
A wybaczyłaś mu te krzywdy, jakie Ci wyrządził ? Jeśli tak, postaraj się go przeprosić, bo potrzebujesz tego wybaczenia, dla siebie.
Co do doradców. Nigdy z takich usług nie korzystałam. Ale widziałam dużo testów w internecie, które mogłyby się przydać. Wklep w google "psychologiczne testy osobowości/zawodowe" albo coś takiego. Tutaj Ci pokażę jeden test, może pomoże - http://www.oeiizk.edu.pl/wychowawca/debowska/3.pdf
Nie wracaj, do swojego M. Zachowaj dobre wspomnienia, ale nie wracaj do nich na razie. Po co to rozpamiętywać i robić sobie krzywdę?
I naprawdę, cieszę się, że moje słowa mają dla Ciebie jakieś znaczenie, to miłe.
Naprawdę, nie masz mi za co dziękować. Podziękuj lepiej sobie, że jesteś silna i robisz wszystko, by być jeszcze silniejszą.
Twój ojciec żyje? I powiedz, jakie uczucia do niego żywiłaś wtedy, a jakie teraz.
Nie pamiętam jakie wtedy żywiłam. Wiem, że jak już nie pił to był moim długoletnim autorytetem, zawsze często gadaliśmy na poważne temat, a teraz się zmieniło, bo Tata dużo pracuje. Aktualnie bardziej dogaduję się z Mamą, on bardziej rozumie co przechodzę
Co do nauki, powiem Ci tyle. Można mieć dobre wyniki i równie dobrze życie towarzyskie. Trzeba tylko nauczyć się to ze sobą godzić, a wcale nie jest to trudne. Wcale nie musisz być we wszystkim geniuszem, wystarczy, że nie będziesz jakimś totalnym nieukiem. Więc nie na rzecz nauki, nie musisz rezygnować z towarzystwa, a na rzecz towarzystwa - z nauki. wszystko z rozsądkiem
Sprawy damsko-męskie. Skoro miałaś chłopaka uwierz mi, że jesteś piękną osobą i fizycznie i z charakteru. Myślisz, że ktoś by chciał się z Tobą wiązać i to na taki długi okres, gdyby było inaczej? Wątpię.
A wybaczyłaś mu te krzywdy, jakie Ci wyrządził ? Jeśli tak, postaraj się go przeprosić, bo potrzebujesz tego wybaczenia, dla siebie.
przepraszałam go już po tym jak M. ze mną zerwał, on jasno odgadł co się u mnie wydarzyło i wiedział, że facet mnie zostawił dlatego się do niego odzywam. ale ja nie chciałam powrotu, chciałam go przeprosić, bo wiedziałam już co czuł. potraktował mnie jak szmatę, nawyzywał i dał jasno do zrozumienia, że ciesze się że przechodzę teraz coś takiego. dzisiaj znowu próbowałam, ale skonczyło się na wyzwiskach.
Co do doradców. Nigdy z takich usług nie korzystałam. Ale widziałam dużo testów w internecie, które mogłyby się przydać. Wklep w google "psychologiczne testy osobowości/zawodowe" albo coś takiego. Tutaj Ci pokażę jeden test, może pomoże - http://www.oeiizk.edu.pl/wychowawca/debowska/3.pdf
zastanawiam się nad osobistym odwiedzeniem jakiegoś psychologa z doradztwa zawodowego. wiem co mi wychodzi z takich testów, ale u mnie największy problem stanowi chyba brak wytrwałości i szybkie poddawanie się
Nie wracaj, do swojego M. Zachowaj dobre wspomnienia, ale nie wracaj do nich na razie. Po co to rozpamiętywać i robić sobie krzywdę?
te wspomnienia same mnie nachodzą w każdej możliwej sytuacji. nie potrafię się od nich uwolnić. nawet w snach jest M. i przez to pierwszą myślą jest myśl o nim. dzisiaj przez cały dzień myślę o nim i żadne działania mnie od tego nie odciągają. już nie wiem co robić
I naprawdę, cieszę się, że moje słowa mają dla Ciebie jakieś znaczenie, to miłe.
Dodają naprawdę wiele otuchy. Wszystko się u mnie nasiliło przez to rozstanie, wciąż wierzę że M. się odezwie i zaczniemy od początku
Nie odpowiedziałaś na moje pytania, Iwonko ![]()
Odpowiedziałam tak jak umiałam Magdo.
Co do wybaczenia wszystkiego złego wyrządzonego mi przez pierwszego chłopaka: nie umiem określić czy mu wybaczyłam. Wczoraj próbowałam z nim porozmawiać, ale on jest jeszcze gorszy niż kiedyś, zero porozumienia. Osądza z góry i tylko nasłuchałam się obelg pod swoim adresem. Mam tak czytam i się linczować przez niego? Jeszcze bardziej cieszę się, że umiałam wtedy podjąć taką decyzję. Życzę mu oczywiście jak najlepiej i tego żeby zaczął z szacunkiem traktować kobiety, a co za tym idzie przyjął, że nie zawsze może mieć rację. Można to potraktować jak wybaczenie?
A teraźniejszy związek rozpamiętuję wciąż, bo mam wspaniałe wspomnienia, które wracają same z siebie. Teraz też widzę, że w wielu sytuacjach nie postąpiłam tak jak można się było po mnie spodziewać i tak jak sama bym komuś podpowiedziała na chłodno.
Ja wciąż czekam...
Wcześniejsze odpowiedzi pogrubiłam w poprzednim poście, nie widzę żebym coś przegapiła, nakieruj mnie proszę, bo faktycznie nie widzę
Nadal nie wiem, co czujesz do taty.
Ale dobrze się dogadujecie i nie czujesz urazy ?
Co do tego chłopaka - wiesz. Po prostu go zraniłaś. I chce się odegrać, bo nadal go to boli. A co powiedziane w złości, nigdy się nie liczy. Niech to spłynie po Tobie, jak po kaczce ![]()
To popracuj nad silną wolą. Do tego nie potrzeba specjalisty. Zacznij od głupiego niejedzenia czekolady(czy czegoś takiego) przez określony czas. Albo jakiegokolwiek innego, łatwego ćwiczenia, podtrzymującego wytrwałość.
Skoro M. Ci się śni, znaczy, że o nim myślisz. Myślisz o nim, bo Ci się śni. Tu koło się zamyka. Twoim zadaniem, jest przerwanie tego koła. Miłego wieczorku, trzymaj się :*