Hej Netkobietki, mój problem dotyczy dobrego znajomego, z którym mam kontakt od 3 lat. Wcześniej znaliśmy się tak na "cześć". Napisał do mnie wtedy jeszcze na naszej-klasie, pisaliśmy na gg, smsy itp. Bardzo dobrze mi się z nim pisało, umówiliśmy się na takie kumpelskie spotkanie, potem widzieliśmy się mnie więcej raz na tydzień. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nie jest mi obojętny, to samo odczuwałam z jego strony, ale nigdy o tym nie gadaliśmy, dlatego do tej pory nie znam jego "tamtych" intencji. Moje zauroczenie po 2-3 m-cach minęło mi z dnia na dzień (co mnie samą zdziwiło, bo jestem stała w uczuciach). Miałam poczucie, że wreszcie jakiś facet mnie rozumie itp i stąd pewnie ta "mięta"
Był ze mną na mojej studniówce- zaprosiłam go pod wpływem swojego "uczucia", czego później żałowałam trochę. Kiedy zorientowałam się, że mi "minęło"- było to jeszcze przed studniówką- wpadłam w popłoch, bo bałam się, że jemu dalej na mnie zależy i będzie myślał, że mnie też; na studniówce dobrze się bawiliśmy, ale po studniówce zaczęłam go unikać. Później była matura, rozjechaliśmy się na studia, ale jak zjeżdżaliśmy do domu, zazwyczaj się spotykaliśmy.
A teraz w czym tkwi problem- cały czas mam do niego ten dystans. Mam poczucie, że spotykam się z nim tylko dlatego, że "mi wypada", a nie dlatego, że chcę. Nie mam ochoty o czymś mu opowiadać, widywać się nim.. Źle się z tym czuję, bo jestem nieszczera wobec niego w swoim zachowaniu, co więcej on jest dla mnie bardzo miły i serdeczny, a ja tej serdeczności nie potrafię mu "oddać".. Mam nadzieję, że dość jasno opisałam sytuację, ewentualnie dopiszę coś w dalszych postach. Dziękuję za odpowiedzi, pozdrawiam ![]()
1 2011-08-04 22:48:41 Ostatnio edytowany przez panna_m (2011-08-04 22:50:52)
Podobne tematy
No jasno. Wiem co czujesz. Wolałabyś go jako chłopaka- ale że nie iskrzy to wolisz w ogóle dać sobie z nim spokój. Miałam kiedyś takiego kolegę, on coś tam do mnie, a ja nic. kolega-koleżanka. jakieś tam wypady na cole, po czasie mi się to znudziło i zmęczyło i doszłam do wniosku że nie potrzebuję mięć kolegi w jego osobie, nie chce żeby on był moim kolegom. Dziwne to było, ale męczyło mnie jego towarzystwo. Wolałam w tym czasie nie marnować czasu z nim tylko szukać faceta. Bo o wiele lepiej jest mieć faceta niż kolegę. Okłamałam go pewnego dnia że poznałam kogoś i jakoś ten kontakt się urwał.
Hej Netkobietki, mój problem dotyczy dobrego znajomego, z którym mam kontakt od 3 lat. Wcześniej znaliśmy się tak na "cześć". Napisał do mnie wtedy jeszcze na naszej-klasie, pisaliśmy na gg, smsy itp. Bardzo dobrze mi się z nim pisało, umówiliśmy się na takie kumpelskie spotkanie, potem widzieliśmy się mnie więcej raz na tydzień. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nie jest mi obojętny, to samo odczuwałam z jego strony, ale nigdy o tym nie gadaliśmy, dlatego do tej pory nie znam jego "tamtych" intencji. Moje zauroczenie po 2-3 m-cach minęło mi z dnia na dzień (co mnie samą zdziwiło, bo jestem stała w uczuciach). Miałam poczucie, że wreszcie jakiś facet mnie rozumie itp i stąd pewnie ta "mięta"
Był ze mną na mojej studniówce- zaprosiłam go pod wpływem swojego "uczucia", czego później żałowałam trochę. Kiedy zorientowałam się, że mi "minęło"- było to jeszcze przed studniówką- wpadłam w popłoch, bo bałam się, że jemu dalej na mnie zależy i będzie myślał, że mnie też; na studniówce dobrze się bawiliśmy, ale po studniówce zaczęłam go unikać. Później była matura, rozjechaliśmy się na studia, ale jak zjeżdżaliśmy do domu, zazwyczaj się spotykaliśmy.
A teraz w czym tkwi problem- cały czas mam do niego ten dystans. Mam poczucie, że spotykam się z nim tylko dlatego, że "mi wypada", a nie dlatego, że chcę. Nie mam ochoty o czymś mu opowiadać, widywać się nim.. Źle się z tym czuję, bo jestem nieszczera wobec niego w swoim zachowaniu, co więcej on jest dla mnie bardzo miły i serdeczny, a ja tej serdeczności nie potrafię mu "oddać".. Mam nadzieję, że dość jasno opisałam sytuację, ewentualnie dopiszę coś w dalszych postach. Dziękuję za odpowiedzi, pozdrawiam
nie wiesz dlaczego tak sie czujesz?
ja chyba wiem....
bo w zwiazkach ( chyba wszystkich, czy dziewczyna -chlopak, mezczyzna-kobieta, kolega-kolezanka)
potrzebna jest "rownowaga".Inaczej to meczy, bo daje poczucie, ze dostaje zbyt wiele, niemogac dac tyle samo wzamian- co z kolei prowadzi do niecheci. Calkiem zrozumiale.
doszłam do wniosku że nie potrzebuję mięć kolegi w jego osobie, nie chce żeby on był moim kolegom. Dziwne to było, ale męczyło mnie jego towarzystwo.
Też mam takie wrażenie.. I nie wiem, jak się teraz zachować.. Kłamstwo mnie nie przekonuje..
Jeśli macie pomysły to podzielcie się ![]()
pomaranczowa 1, rozjasniacz- dzięki za "analizę", dała mi do myślenia ![]()