Czesc.. w sumie we wrzesniu bedzie dwa lata jak nie pracuje-L4, pozniej macierzynski. I teraz powinien byc powrot do pracy ale zaszłam w druga ciaze-obecnie jestem w 34 tyg. Wszytsko jest ok, tylko czasami dopadaja mnie takie dni w ktorych nie moge sobie poradzic ze soba:( Jestem zła na dziecia bo marudzi, bo mnie wszystko boli a dziec tego nie rozumie, czasami zdarza mi sie krzyknac:( Jestem taka wnerwiona ze czasami wydaje mi sie ze wybuchne. Nie mam komu podrzucic dziecia-mieszkamy 400 km od rodziny, maz bardzo duzo mi pomaga, wraca z pracy o 15,30 wiec jest lzej a mimo wszystko jestesmy skazani na siebie. Nie mam chwili bo jak wraca to idziemy na spacer albo zakupy albo trzeba posprzatac... Ja juz nie daje rady psychicznie.. Wstaje rano i od razu chce mi sie beczec jak pomysle o tym samym schemacie ktory jest codziennie.. Nie negujcie mnie, kochama swojego dziecia tylko czasami rece mi opadaja..
Podobne tematy
Cześć. Ja już siedzę w domu 2 lata, tyle, ile ma mój syn. Mieszkam z teściami, ale nie mam od nich zbyt dużo pomocy. Mąż pracuje, więc siedzę sama. Moja mama mieszka we Francji, a dziadkowie nad morzem, 2500km i 800km. Czasem miewam też gorsze dni, wierz mi.
Są dni, kiedy mały marudzi, a ja muszę posprzątać, zrobić pranie, obiad, a jeszcze wieczorem pomóc mężowi w Atelier. Masakra.
Czasem jestem tak zmęczona, że nie mam siły pocałować synka na dobranoc.
Serduszko doskonale Cię rozumiem i wcale się nie dziwie. Ja pracuje na 3/4 etatu i jestem szczęśliwa jak opuszczam dom, mojego marudnego dwulatka i 9 latka. Gdybym musiała siedzieć w domu i codziennie przerabiać to samo to bym chyba zwariowała.
Pewnie jest dużo takich osób jak Ty, pocieszenie tylko takie że dzieci rosną na szczęście i wtedy możliwości wyjścia z domu czy pracy jest więcej.
Trzymaj się
Wiem, ze jest takich kobiet wiecej tylko najgorsze ze o tym sie nie rozmawia. Wszyscy dookola gadaja jakie to macierzynstwo cudowne.. Owszem jest cudowne ale jestesmy tylko ludzmi i sa gorsze dni. A najgorsze jest to ze nawet nie ma komu sie wygadac bo kolezanki niestety sie wykruszyly.. Maz wyslucha przytuli i tyle.. ech..
doskonale ciebie rozumiem, na szczęście dzieci rosną i coraz częściej można wychodzić do ludzi, znaleźć pracę choć parę godzin dziennie czy na weekendy. Masz prawo być zmęczona.
Nie negujcie mnie, kochama swojego dziecia tylko czasami rece mi opadaja..
My nie negujemy... my rozumiemy ![]()
Chyba każda matka tak ma, że czasem ma ochotę pieprznąć to wszystko i uciec tam, gdzie nikt nie będzie od niej nic chciał, gdzie nie będzie musiała choć przez jakiś czas nic dla nikogo robić. I to zdarza się nie tylko przy niemowlaku, ale przez cały czas opieki nad dzieckiem. Z własnego doświadczenia wiem, że nasila się kiedy dzieci są w wieku nastoletnim ![]()
Z tego co piszesz masz fajnego męża, który radzi sobie z opieka nad dzieckiem. Zostaw go więc na weekend a sama wyjedź gdzieś na te dwa dni odpocząć. Jeżeli fundusze pozwalają, to radziłabym jakiś hotel, ośrodek wypoczynkowy, gdzie nie będzie Cie obchodziło nic ze spraw przyziemnych typu przygotowywanie jedzenia. Jeżeli środki są skromniejsze, to może wyjazd do jakiejś koleżanki. Nic tak nie działa lepiej na psychikę kobiety niż wspólne ploty ![]()
A tak na co dzień - to wysyłaj swojego faceta samego na spacer w dzieckiem, a Ty w tym czasie do łóżka, przed telewizor, do wanny, czy co tam lubisz. Godzinka, czy dwie takiego relaksu i od razu inaczej się patrzy na świat. A trochę bałaganu w domu to nie jest koniec świata ![]()
Dokładnie... idealizowanie macierzyństwa też mnie drażni bo niestety trud wychowania i rutynowej codzienności jest przy tym obecny. I trzeba czasami sobie ponarzekać żeby wszystko co złe z nas uszło, bo trzeba działa dalej i nabierać nowej siły. Mój mąż ostatnio też był cały dzień z dziećmi wyglądał okropnie jak wróciłam z pracy, nie poczesany, nie ogolony w dresowych gaciach ze znudzoną miną. I pytam się go co fajnie mieć wolne nie ? Chciałbyś tak z dziećmi w domu siedzieć.. odpowiedź była "a w życiu, już nic mi się nie chce".
U mnie walczy teściowa jak ja jestem w pracy, ale z 1 synem siedziałam 3 lata prawie w domu też bez pomocy kogokolwiek, mąż pracował w delegacjach i wracał na weekend. Więc wiem jak to jest
Serduszko monotonia męczy. Dzieci też. Do tego jesteś w ciąży (a wiadomo, że ciąża sama w sobie jest mecząca). Stąd ten kiepski stan psychiczny. Ale wiesz? Ten stan nie będzie trwał wiecznie. czekają Cię ciężkie chwile (bo dwoje małych dzieci to podwójna praca), ale one będą rosły i stawały się mądrzejsze. A wtedy Tobie będzie coraz lżej i będziesz mogła bardziej skupić się na sobie.
A na tą chwilę może zrób sobie dzień odetchniecia. Idz do
fryzjera, kosmetyczki czy choćby na jakieś małe zakupy dla dzieciatka w drodze. Idź sama. Nie spiesz się. Nawet dwie godzinki bez dziecka poprawią Ci humor.
Ja sama kocham syna najmocniej na świecie i uwielbiam być z nim, ale są takie dni, że marzę tylko o tym, żeby go ktoś zabrał zdala ode mnie.
Kochana, może moja historia doda Ci trochę otuchy.
Również mam synka 21 miesięcznego, w październiku wróciłam do pracy na cały kwartał ponieważ już pod koniec listopada wyszedł test pozytywny, wtedy gdy już odpuściliśmy i kochaliśmy się z mężem chyba trzy razy (drobne problemy i zmęczenie plus stres związany z powrotem, pracuję w sprzedaży).
Teraz jestem znowu w domu z synkiem, mało tego, pod sercem noszę bliźniaki, jestem w 32 tygodniu ciąży, niektóre już rodzą bliźniaki w tych tygodniach, a jeszcze na dodatek od miesiąca są u mnie w domu dzieci mojego męża, dwoje nastolatków, 13 lat i 15 lat bo ich mama wyjechała do Irlandii i zabiera jest dopiero za miesiąc, a od dwóch tygodni ich ojciec jest na poligonie!!!
Padam na ryj.
Od rutyny, od ciąży, od schematu i braku operatywności bo trudno o nią jak w samym brzuchu mam teraz 10 kg więcej.
Kochana, może moja historia doda Ci trochę otuchy.
Również mam synka 21 miesięcznego, w październiku wróciłam do pracy na cały kwartał ponieważ już pod koniec listopada wyszedł test pozytywny, wtedy gdy już odpuściliśmy i kochaliśmy się z mężem chyba trzy razy (drobne problemy i zmęczenie plus stres związany z powrotem, pracuję w sprzedaży).
Teraz jestem znowu w domu z synkiem, mało tego, pod sercem noszę bliźniaki, jestem w 32 tygodniu ciąży, niektóre już rodzą bliźniaki w tych tygodniach, a jeszcze na dodatek od miesiąca są u mnie w domu dzieci mojego męża, dwoje nastolatków, 13 lat i 15 lat bo ich mama wyjechała do Irlandii i zabiera jest dopiero za miesiąc, a od dwóch tygodni ich ojciec jest na poligonie!!!Padam na ryj.
Od rutyny, od ciąży, od schematu i braku operatywności bo trudno o nią jak w samym brzuchu mam teraz 10 kg więcej.
O matko Boska... na Twoim miejscu będąc pewnie miałabym wielkie pretensje do męża, nie dość że w tym stanie nie masz jego pomocy z dwulatkiem to jeszcze dodatkowe obowiązki z jego dziećmi.
Zielony_Domek napisał/a:Kochana, może moja historia doda Ci trochę otuchy.
Również mam synka 21 miesięcznego, w październiku wróciłam do pracy na cały kwartał ponieważ już pod koniec listopada wyszedł test pozytywny, wtedy gdy już odpuściliśmy i kochaliśmy się z mężem chyba trzy razy (drobne problemy i zmęczenie plus stres związany z powrotem, pracuję w sprzedaży).
Teraz jestem znowu w domu z synkiem, mało tego, pod sercem noszę bliźniaki, jestem w 32 tygodniu ciąży, niektóre już rodzą bliźniaki w tych tygodniach, a jeszcze na dodatek od miesiąca są u mnie w domu dzieci mojego męża, dwoje nastolatków, 13 lat i 15 lat bo ich mama wyjechała do Irlandii i zabiera jest dopiero za miesiąc, a od dwóch tygodni ich ojciec jest na poligonie!!!Padam na ryj.
Od rutyny, od ciąży, od schematu i braku operatywności bo trudno o nią jak w samym brzuchu mam teraz 10 kg więcej.O matko Boska... na Twoim miejscu będąc pewnie miałabym wielkie pretensje do męża, nie dość że w tym stanie nie masz jego pomocy z dwulatkiem to jeszcze dodatkowe obowiązki z jego dziećmi.
Jest bardzo ciężko, bo i nie czuję jakiegoś docenienia, czujecie klimat, NIKT do tych dzieci się nie odzywa poza ojcem i matką (telefonicznie) biega wokół nich ciężarna, a mąż wraca z delegacji i burzy się bo w lodówce kabanosów nie ma - akurat się skończyły.
Jeszcze wcześniej próbowałam im pokazać świat bo są dziećmi bardzo fajnymi ale nie odróżniają Sukiennic od Wawelu, ale poddałam się. Zaciskam zęby, jeszcze miesiąc, mąż jutro wraca po czym znowu na dwa tygodnie znika.
Ja z dzieciakami mam relacje bardzo OK, ale co z tego jak dla wszystkich trzeba ugotować czy posprzątać bo mimowolnie szybciej dom się brudzi.
Bardzo pomagają przy bracie, wychodzą z nim na plac zabaw, pomagają przy myciu etc. Ale zero intymności.
Z mężem do awantury doszło choćby w tym tygodniu, mam żal właśnie o brak docenienia....potrafił zapytać swojego syna czy jest jedzenie......
Poryczałam się wtedy pamiętam u ginekologa w gabinecie.
Jest smutno i ciężko.
A ja mam propozycję. Raz w tygodniu niech przyjdzie niania na 2 godzinki. Albo godzinkę. Niech wyjdzie z dzieckiem na godzinny spacer a wtedy Ty Mniej swoje rytuały. ja tak robiłam. Niespełna roczna córeczka i ciąża. Przychodziła niania ( wydawałam na nia tygodniowo około 20 zł) Na 2 godzinki. Zabrała córke na plac zabaw i do parku. Ja w tym czasie sie relaksowałam. wanna- świece , melisa i książka. Lub juz w zaawansowanej ciązy... spałam ;-) Albo niania została z Mała w domku a ja szłam sama na spacer z muzyką tam gdzie drzewa i przyroda.Albo na masaż !!!!( polecam masaż relaksacyjny- raz w miesiącu godzinka naprawde pomaga ) Wilk syty i owca cała- ja byłam zrelaksowana a i jak mąż wracał do domu to nie bylo nerwowośći czy zmęczenia bo te 1-2 godzinki tygodniowo zawsze mnie odstresowały;-)
Dobrze o Tobie świadczy,że w tej sytuacji nie wyładowujesz się na dzieciach męża, nie masz do nich żalu i pretensji, nie każdy by tak potrafił tu i teraz na Twoim miejscu. Dobrze też,że dzieciaki zajmą się trochę maluchem i te relacje też są poprawne.
No myślę,że Twój przykład będzie pocieszeniem dla autorki.
A mąż rzeczywiście nie rozumie Cię w tej sytuacji, musiałby znaleźć się w Twojej skórze choć przez 2,3 dni żeby dowiedzieć się jak ciężko kobiecie ciężarnej fizycznie to ogarnąć i psychicznie dobrze się trzymać.
Dobrze o Tobie świadczy,że w tej sytuacji nie wyładowujesz się na dzieciach męża, nie masz do nich żalu i pretensji, nie każdy by tak potrafił tu i teraz na Twoim miejscu. Dobrze też,że dzieciaki zajmą się trochę maluchem i te relacje też są poprawne.
No myślę,że Twój przykład będzie pocieszeniem dla autorki.
A mąż rzeczywiście nie rozumie Cię w tej sytuacji, musiałby znaleźć się w Twojej skórze choć przez 2,3 dni żeby dowiedzieć się jak ciężko kobiecie ciężarnej fizycznie to ogarnąć i psychicznie dobrze się trzymać.
Tak, to prawda.
Po prostu wszelkie "hormonalne" słabości zdusiłam w sobie. Ale trochę mi żal, tyle pracy, że nie ma jak cieszyć się ciążą.
Dzieciaki znikają pod koniec czerwca i wtedy mogę już tak naprawdę rodzić, czyli zero odsapki przed porodem.
Liczę, że dziewczyny w brzuchu będą silne jak mama i dadzą choć dwa tygodnie wytchnienia.
Modlę się o to ![]()
zielony domku mąż powinien bardziej docenić ciebie i co robisz , na pewno ci ciezko
poly28 napisał/a:Dobrze o Tobie świadczy,że w tej sytuacji nie wyładowujesz się na dzieciach męża, nie masz do nich żalu i pretensji, nie każdy by tak potrafił tu i teraz na Twoim miejscu. Dobrze też,że dzieciaki zajmą się trochę maluchem i te relacje też są poprawne.
No myślę,że Twój przykład będzie pocieszeniem dla autorki.
A mąż rzeczywiście nie rozumie Cię w tej sytuacji, musiałby znaleźć się w Twojej skórze choć przez 2,3 dni żeby dowiedzieć się jak ciężko kobiecie ciężarnej fizycznie to ogarnąć i psychicznie dobrze się trzymać.Tak, to prawda.
Po prostu wszelkie "hormonalne" słabości zdusiłam w sobie. Ale trochę mi żal, tyle pracy, że nie ma jak cieszyć się ciążą.
Dzieciaki znikają pod koniec czerwca i wtedy mogę już tak naprawdę rodzić, czyli zero odsapki przed porodem.
Liczę, że dziewczyny w brzuchu będą silne jak mama i dadzą choć dwa tygodnie wytchnienia.
Modlę się o to
No to powodzonka, trzymam kciuki za Ciebie i córeczki ![]()
Madziu, wybacz, że to napiszę, ale podziwiam Cię, że zdecydowałaś się na następną ciążę mając takiego męża...
Przecież on Ci w niczym nie pomaga, a jeszcze problemy robi i nie najlepiej traktuje. Wszystko ma być tak, jak on chce.
Nie, Kochana, jak jest w domu naprawdę pomaga i byłabym nieuczciwa gdybym napisała, że jest inaczej.
Teraz go nie ma i jeszcze cierpi na syndrom "niedzielnego ojca" czyli według niego dzieci są szczęśliwe wtedy gdy kupi się im buty za 250 zł, a nie wie, że córka nie lubi dżemów (jego córka zaznaczam) z kawałkami owoców.
Nie walczę już z tym. Wiedziałam, że dzieci chwilę z nami będą - dwa miesiące, ale mimo wszystko jest ciężko.
Gdyby po prostu okazał więcej życzliwości i zrozumienia byłoby super.
Niby po tej ostatniej awanturze coś do niego dotarło, ciekawe jak długo.
to polecam na odstresowanie usiąć wieczorem z lampką wina przy kompie, wejsc do fajnego sklepu online i cos sobie zakupic:) mi to pomaga:) A tutaj macie fajna stronke z rabatami z Interii ![]()
![]()
to polecam na odstresowanie usiąć wieczorem z lampką wina przy kompie, wejsc do fajnego sklepu online i cos sobie zakupic:) mi to pomaga:) A tutaj macie fajna stronke z rabatami z Interii
No taaaakkkk... zwłaszcza w ciąży i po całym dniu biegania za maluchem. Rzeczywiście ma się nastrój na zakupy online kiedy się ze zmęczenia "pada na pysk"
![]()
Lampka wina w ciąży????!!! ktoś albo ma staropolskie zwyczaje albo problem z czytaniem ze zrozumieniem
23 2015-05-29 11:04:06 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-05-29 11:08:26)
Są wina 0,0%. Piwa też:)
Czesc.. w sumie we wrzesniu bedzie dwa lata jak nie pracuje-L4, pozniej macierzynski. I teraz powinien byc powrot do pracy ale zaszłam w druga ciaze-obecnie jestem w 34 tyg. Wszytsko jest ok, tylko czasami dopadaja mnie takie dni w ktorych nie moge sobie poradzic ze soba:( Jestem zła na dziecia bo marudzi, bo mnie wszystko boli a dziec tego nie rozumie, czasami zdarza mi sie krzyknac:( Jestem taka wnerwiona ze czasami wydaje mi sie ze wybuchne. Nie mam komu podrzucic dziecia-mieszkamy 400 km od rodziny, maz bardzo duzo mi pomaga, wraca z pracy o 15,30 wiec jest lzej a mimo wszystko jestesmy skazani na siebie. Nie mam chwili bo jak wraca to idziemy na spacer albo zakupy albo trzeba posprzatac... Ja juz nie daje rady psychicznie.. Wstaje rano i od razu chce mi sie beczec jak pomysle o tym samym schemacie ktory jest codziennie.. Nie negujcie mnie, kochama swojego dziecia tylko czasami rece mi opadaja..
No ja rozumiem. Ja z dzieckiem usiedziałam w domu góra tydzień. Idzie zwariować. Aż dziwne, że ty tyle wytrzymałaś. Szczerze ja to bym rzuciła wszystko w cholerę i uciekła. Rozumiem twoje rozgoryczenie, rozczarowanie. Bo generalnie to czego się spodziewałaś? Macierzyński to nic fajnego. O tym tylko fajnie się pisze i jest fajne w teoria w praktyce to trudy, nudy i dramat.
Ja polecam szczera rozmowę z mężem. I postawienie mu żądań. Powiedz, że dla jednego dziecka się już poświęciła, drugiego się nie podejmiesz niech on coś wymyśli, weźmie urlop tatusiowy czy jak się to nazywa, albo zatrudni nianie. A starsze dziecko do żłobka czy przedszkola. Bo ty masz już kompletnie dość tej farsy i wracasz do pracy i koniec kropka. Tylko stanowczo.
Faktycznie to może być nie do wytrzymania.
Witam...
Pomyśl ze, kiedyś twoi rodzice teżmusieli przezto przejść... ![]()
Wychowywanie i opieka nad dzieckiem, dziecmi nie jest latwa i przyjemna na co dzień...
Czas mija , dzieci rosną i milo jest , kiedy zaczynają pomagać.. jest przy tym niekiedy bardzo wesolo.
Opiekuje się 3-letnim wnuczkiem , ktory funduje mi wszystkie mozliwe emocje..
Dziś wpadl na pomysl żeby zabawki na podwórko wyrzucic przez okno bo będzie prościej i szybciej ![]()
Życzę Ci wytrwalości.
Są wina 0,0%. Piwa też:)
To nie jest wino czy piwo. To jest wtedy napój bezalkoholowy. I nie ma nic wspólnego z tymi napojami o których pożycza nazwę. ![]()
I po co wogóle pić substytuty? Jak już nie można oryginału, to przecież jest tyle innych smacznych napojów...
A jakby towarzystwo w którym je pijemy dziwnie patrzyło... to zmienić towarzystwo!
serduszko1245 napisał/a:Czesc.. w sumie we wrzesniu bedzie dwa lata jak nie pracuje-L4, pozniej macierzynski. I teraz powinien byc powrot do pracy ale zaszłam w druga ciaze-obecnie jestem w 34 tyg. Wszytsko jest ok, tylko czasami dopadaja mnie takie dni w ktorych nie moge sobie poradzic ze soba:( Jestem zła na dziecia bo marudzi, bo mnie wszystko boli a dziec tego nie rozumie, czasami zdarza mi sie krzyknac:( Jestem taka wnerwiona ze czasami wydaje mi sie ze wybuchne. Nie mam komu podrzucic dziecia-mieszkamy 400 km od rodziny, maz bardzo duzo mi pomaga, wraca z pracy o 15,30 wiec jest lzej a mimo wszystko jestesmy skazani na siebie. Nie mam chwili bo jak wraca to idziemy na spacer albo zakupy albo trzeba posprzatac... Ja juz nie daje rady psychicznie.. Wstaje rano i od razu chce mi sie beczec jak pomysle o tym samym schemacie ktory jest codziennie.. Nie negujcie mnie, kochama swojego dziecia tylko czasami rece mi opadaja..
No ja rozumiem. Ja z dzieckiem usiedziałam w domu góra tydzień. Idzie zwariować. Aż dziwne, że ty tyle wytrzymałaś. Szczerze ja to bym rzuciła wszystko w cholerę i uciekła. Rozumiem twoje rozgoryczenie, rozczarowanie. Bo generalnie to czego się spodziewałaś? Macierzyński to nic fajnego. O tym tylko fajnie się pisze i jest fajne w teoria w praktyce to trudy, nudy i dramat.
Ja polecam szczera rozmowę z mężem. I postawienie mu żądań. Powiedz, że dla jednego dziecka się już poświęciła, drugiego się nie podejmiesz niech on coś wymyśli, weźmie urlop tatusiowy czy jak się to nazywa, albo zatrudni nianie. A starsze dziecko do żłobka czy przedszkola. Bo ty masz już kompletnie dość tej farsy i wracasz do pracy i koniec kropka. Tylko stanowczo.
Uwielbiam Twoja racjonalność i rzeczowość buziaki
Ludmilo lubie Cie jestes racjonalna babka lubie Cie czytać nie kolejna dzidzia piernik co pierniczy ja potłuczona,tylko racjonalna logiczna babka ! brawo brawo pewnie umysł ścisły ..uwielbiam Twoja racjonalność i logicznosc , naprawdę
M?rtainn napisał/a:Są wina 0,0%. Piwa też:)
To nie jest wino czy piwo. To jest wtedy napój bezalkoholowy. I nie ma nic wspólnego z tymi napojami o których pożycza nazwę.
Nasze rodzime i owszem. Niemieckie, belgijskie, czy nawet z UK już specjalnie smakiem nie odstają od normalnych piw alkoholowych. Taki Nanny State z Brew Doga jest znakomity. W ogóle nie odstaje smakiem od innych IPA. Smakuje jak dobre IPA, a nie ma alkoholu. Da się? Da się. Tylko nasi "piwowarzy" tego nie potrafią po prostu i dlatego powstaje coś, co nawet w smaku piwa nie przypomina:)
30 2015-06-05 12:34:36 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-06-05 12:46:00)
Ja tego do konca nie rozumiem - bardzo milo wspominam swoj urlop macierzynski. Nigdy potem nie mialam juz takiego luzu jak wtedy - zadnego wstawania do pracy, wysluchiwania idiotycznych polecen szefa, tluczenia sie autobusami do pracy i z powrotem, robienia zakupow w pospiechu, gotowania napredce obiadow...
urlop macierzynski to jak roczne wakacje - kto narzeka na wakacje, za ktore mu placa?! ![]()
Ja tam bym sobie teraz chetnie posiedziala w domu ![]()
Tak sobie mysle, ze autorka i kobiety z podobnymi problemami musialy miec bardzo wygodne zycie wczesniej skoro taki przestoj w zyciu jest dla nich meczacy, a nie sprawia im radosc.
Najwiekszym obciazeniem w takiej sytuacji to jest nie dziecko/ciaza/dzieci ale maz/partner z pretensjami rozwalajacy schemat dnia i absorbujacy bardziej niz te dzieci.
Chyba każda matka tak ma, że czasem ma ochotę pieprznąć to wszystko i uciec tam, gdzie nikt nie będzie od niej nic chciał, gdzie nie będzie musiała choć przez jakiś czas nic dla nikogo robić. I to zdarza się nie tylko przy niemowlaku, ale przez cały czas opieki nad dzieckiem. Z własnego doświadczenia wiem, że nasila się kiedy dzieci są w wieku nastoletnim
Z ta tylko roznica, ze jako mama nastolatka mozesz rzeczywiscie sobie pieprznac i np. wyjechac dokads odreagowac, do bobasa jest sie poniekad uwiazanym.
Ja swoja panszczyzne odrobilam przy corce, 3 lata prawie z nia przesiedzialam. Potem przedszkole i powrot do zycia. Kiedy nie jest sie z kims, nawet najukochansza istota na swiecie, 24/7 wtedy ciesza te godziny spedzone razem. A w innym przypadku potrafia zadusic i zameczyc.
Iceni, moze wlasnie nie kazdej kobiecie powrot do zycia zawodowego kojarzy se z jakims koszmarem. Dla wielu, wczesniej aktywnych zawodowo, pan to jest wyteskniony powrot. Dla mnie byl.
bardzo milo wspominam swoj urlop macierzynski. Nigdy potem nie mialam juz takiego luzu jak wtedy - zadnego wstawania do pracy, wysluchiwania idiotycznych polecen szefa, tluczenia sie autobusami do pracy i z powrotem, robienia zakupow w pospiechu, gotowania napredce obiadow...
dokładnie
dlatego ja zakończenie swojego "urlopu macierzyńskiego" będe odwlekać tak długo jak sie da, bo mi jest po prostu na nim dobrze i miło. I jak dla mnie bycie matką nie wiąże się z żadnym wielkim poświęceniem i wyrzeczeniem.
33 2015-06-05 13:20:12 Ostatnio edytowany przez Dolly85 (2015-06-05 13:34:17)
Urlop macierzyński nie przebiega u każdej kobiety tak samo.Bo okoliczności są różne i dzieci również i nikt mi tu nie powie że tak nie jest bo przerabiałam to podwójnie.
Poza tym faktycznie będąc na urlopie, za który się dostaje pieniążki i jest poczucie świadomości,że jak się skończy człowiek wraca do pracy, nie jest źle! Wręcz przeciwnie tak jak piszesz Iceni, można sobie odpocząć od pracy i cieszyć się macierzyństwem,chwilami z dzieckiem.
Ale jak ktoś tej pracy nie ma, nie ma urlopu macierzyńskiego, nie ma pomocy,nie dostaje pieniążków, jest na dodatek w ciąży z małym dzieckiem u boku(które potrafi dać w kość) i kupą obowiązków bez perspektyw na pracę to już tak pięknie NIE jest.
I ja to doskonale rozumiem.
A dzieci tez są rożne jak niebo i ziemia. Sama mam 2 synów i na ich przykładzie wiem o tym bardzo dobrze i wszyscy wokół też. Są dzieci że tak to ujmę bezproblemowe i takie trudniejsze w wychowaniu. Jedne np. śpią od 2 miesiąca życia całe noce inne do 3 lat tak jak mój syn budzą w nocy po kilka razy. Więc taka matka też nie zawsze tryska energią i pozytywnym myśleniem.
"Ale jak ktoś tej pracy nie ma, nie ma urlopu macierzyńskiego, nie ma pomocy,nie dostaje pieniążków, jest na dodatek w ciąży z małym dzieckiem u boku(które potrafi dać w kość) i kupą obowiązków bez perspektyw na pracę to już tak pięknie NIE jest"
I tu się powinnam poprawić, bo się zagalopowałam..autorka ma pracę.. bo jest na L4 tylko perspektyw nie ma na powrót do niej póki co
34 2015-06-05 13:26:37 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-06-05 13:30:13)
bbasia napisał/a:Chyba każda matka tak ma, że czasem ma ochotę pieprznąć to wszystko i uciec tam, gdzie nikt nie będzie od niej nic chciał, gdzie nie będzie musiała choć przez jakiś czas nic dla nikogo robić. I to zdarza się nie tylko przy niemowlaku, ale przez cały czas opieki nad dzieckiem. Z własnego doświadczenia wiem, że nasila się kiedy dzieci są w wieku nastoletnim
Z ta tylko roznica, ze jako mama nastolatka mozesz rzeczywiscie sobie pieprznac i np. wyjechac dokads odreagowac, do bobasa jest sie poniekad uwiazanym.
Ja swoja panszczyzne odrobilam przy corce, 3 lata prawie z nia przesiedzialam. Potem przedszkole i powrot do zycia. Kiedy nie jest sie z kims, nawet najukochansza istota na swiecie, 24/7 wtedy ciesza te godziny spedzone razem. A w innym przypadku potrafia zadusic i zameczyc.
Iceni, moze wlasnie nie kazdej kobiecie powrot do zycia zawodowego kojarzy se z jakims koszmarem. Dla wielu, wczesniej aktywnych zawodowo, pan to jest wyteskniony powrot. Dla mnie byl.
Tak, Mussuko, tylko autorka słowem nie wspomniała, ze jej się tęskni za powrotem do pracy ![]()
A ze jest zmeczona monotonia? No sorry, ale to już jest wina braku kreatywności. Owszem, pod koniec drugiej ciąży może być ciężko, ale to kilka miesięcy do przetrwania. Niestety, ale nikt za autorkę tej ciąży nie dokończy.
Z małym dzieckiem można robić dużo fajnych rzeczy, na które normalnie nie ma czasu.
A to, o czym na przyklad wspomniała Cyniczna - ze po całym dniu prania, sprzątania, gotowania i opieki nad dzieckiem pada z nóg, a jeszcze musi pomoc mężowi. No sorry:D sprząta, pierze czy gotuje to się bez względu na to czy się ma dzieci i w jakim wieku. Te obowiązki nie znikają z chwila gdy dziecko idzie do przedszkola. Tych obowiązków z czasem tylko ROŚNIE - bo dochodzi konieczność dowozenia dziecka do przedszkola/szkoły organizowania pracy i opieki w czasie ferii i wakacji, zajęc pozaszkolnych, odrabiania lekcji, a do tego wszystkiego dzień staje się krótszy, bo dochodzi praca.
A jak ktoś tak kocha prace, ze 3 lata bez pracy to wyrzeczenie, to nie powinien się decydować na drugie dziecko.
Ja przypominam, ze jeszcze 30 lat temu 3/4 tych obowiązków kobiety wykonywały ręcznie - nie było automatycznych pralek, pampersów, gotowych obiadkow w sloiczkach itd. A jednak kobiety dawały radę wychować po 4 dzieci.
Życie współczesnej matki z jednym dzieckiem NIE JEST męczące. To tylko się w głowach przewraca od dobrobytu, a siedzenie w domu z jednym dzieckiem to jest pieprzona sielanka! ![]()
Ale jak ktoś tej pracy nie ma, nie ma urlopu macierzyńskiego, nie ma pomocy,nie dostaje pieniążków, jest na dodatek w ciąży z małym dzieckiem u boku(które potrafi dać w kość) i kupą obowiązków bez perspektyw na pracę to już tak pięknie NIE jest.
Pięknie może być, wiem bo przerabiałam. Nie jest perfekcyjnie, a to duża różnica.
Więc taka matka też nie zawsze tryska energią i pozytywnym myśleniem.
A w pracy zawsze tryskasz energia i pozytywnym myśleniem? Zawsze jesteś miła dla swojego szefa/klientów/współpracowników i myślisz o nich tylko na różowo?Każdy dzień w pracy jest taki piękny, że po jego zakończeniu od razu marzysz o następnym? Chyba nie...dlaczego więc oczekiwać tego od matek na macierzyńskim? Matka też człowiek. Perfekcjonizm jest zgubny w każdej dziedzinie.
Uważam podobnie jak Iceni - dzieci nie są żadnym problemem. Staja się nim , kiedy zakręcona na punkcie perfekcji matka chce sprostać wszystkim oczekiwaniom, nawet tym najśmieszniejszym. Taka kobieta będzie mieć wypucowany na błysk dom, będzie czekać na mężusia z obiadkiem, znosić jego fanaberie i grzecznie wykonywać polecenia wszystkich "mądrzejszych" od siebie. Frustracja murowana...a wyładowana na kim ? no oczywiście na najsłabszym, czyli na dziecku. W takiej sytuacji o radości z macierzyństwa rzecz jasna mowy być nie może
36 2015-06-05 14:11:46 Ostatnio edytowany przez Dolly85 (2015-06-05 14:17:34)
Ale jak ktoś tej pracy nie ma, nie ma urlopu macierzyńskiego, nie ma pomocy,nie dostaje pieniążków, jest na dodatek w ciąży z małym dzieckiem u boku(które potrafi dać w kość) i kupą obowiązków bez perspektyw na pracę to już tak pięknie NIE jest.
Pięknie może być, wiem bo przerabiałam. Nie jest perfekcyjnie, a to duża różnica.
Więc taka matka też nie zawsze tryska energią i pozytywnym myśleniem.
A w pracy zawsze tryskasz energia i pozytywnym myśleniem? Zawsze jesteś miła dla swojego szefa/klientów/współpracowników i myślisz o nich tylko na różowo?Każdy dzień w pracy jest taki piękny, że po jego zakończeniu od razu marzysz o następnym? Chyba nie...dlaczego więc oczekiwać tego od matek na macierzyńskim? Matka też człowiek. Perfekcjonizm jest zgubny w każdej dziedzinie.
Uważam podobnie jak Iceni - dzieci nie są żadnym problemem. Staja się nim , kiedy zakręcona na punkcie perfekcji matka chce sprostać wszystkim oczekiwaniom, nawet tym najśmieszniejszym. Taka kobieta będzie mieć wypucowany na błysk dom, będzie czekać na mężusia z obiadkiem, znosić jego fanaberie i grzecznie wykonywać polecenia wszystkich "mądrzejszych" od siebie. Frustracja murowana...a wyładowana na kim ? no oczywiście na najsłabszym, czyli na dziecku. W takiej sytuacji o radości z macierzyństwa rzecz jasna mowy być nie może
A czy ja tu "oczekuję" od matki perfekcjonizmu na macierzyńskim że tak naskakujesz ?
Ja piszę,że rozumiem autorkę i to że jest jej ciężko w danej sytuacji bo rutyna, masa obowiązków, brak pomocy i do tego ciąża mogą człowieka wymęczyć i fizycznie i psychicznie.
A odnośnie mojej pracy to: Nie zawsze tryskam w niej energią, ale zawsze jestem miła dla szefa i klientów, bo nie wyobrażam sobie by ktoś z nich miał być ofiarą mojego gorszego dnia.
Tylko nie wiem co to ma za znaczenie.
to ma takie znaczenie, że w pracy nie zawsze wszystko idzie gładko, i nie zawsze jest pięknie, a mimo to uczestnictwo w niej jest gloryfikowane w stosunku do urlopu macierzyńskiego i tego słynnego siedzenia w domu. Większość żąda tylko pracy i pracy, bo to rzekomo taka sielanka i wielki rozwój, a w domu z dziećmi to koszmar. Trudno jest o kilka lat przerwy, bo co to za życie wśród pieluch i płaczu? Natomiast ja uważam, że ten czas jest super i można go naprawdę świetnie wykorzystać np na samorozwój właśnie. I dodam, że nie jestem na żadnym płatnym urlopie, po prostu zrezygnowałam z pracy po urodzeniu dziecka i kiedyś będę musiała szukać nowej. Więc nie mam różowo, a mimo to jakoś cieszę się z tego, że jestem z dziećmi i widzę w tym więcej dobrego niż złego
Też będąc w drugiej ciąży miałam małe dziecko, masę obowiązków i nikt mi nie pomagał, więc i ja rozumiem autorkę. Ja jestem z tych, co mało narzekają, autorka może nie...trzeba tez wziąć pod uwagę, że jest w końcówce ciąży, więc hormony robią swoje. Może wystarczy to po prostu przeczekać?
38 2015-06-05 14:37:37 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-06-05 14:52:10)
Ja z tego wszystkiego rozumiem tylko pogorszenie samopoczucia spowodowanego koncowka ciąży. To samo w sobie jest ciężkie i nie wymaga tłumaczenia.
Ale poly, ty chyba za bardzo wszystko oceniasz z własnej perspektywy - dwa kilkulatki w domu to zupełnie co innego - skoro autorka już TERAZ ma kryzys, przy jednym dziecku, to co będzie za 2 lata? Za 4?
I nie ma żadnej "masy obowiązków" bo przy rocznym dziecku obowiązki kończą się na ugotowaniu obiadku, spacerku i wstawieniu prania. Reszta to normalne życie i obowiązki, które trzeba wykonać tak czy inaczej.
Ale to jest to, o czym właśnie wspomniała MamaMamusia - kwestia priorytetow.
Ja jak tylko zaszlam w ciążę odkrylam blogoslawienstwo gotowania obiadów w dużych ilościach i mrozenia ich na zapas, zwiniecia dywanów, bo zamiatalo się 5 minut a odkurzalo 30, poznikały z okien wszystkie niepotrzebne firanki itd. Itd. I nagle się okazało, zo dom da się posprzątać w godzinę, a nie 3, ze obiad można gotować co 2-3 dni a całe lato przesiedziałam z młoda w ogrodzie. Jaka monotonia, jaka rutyna, kiedy WSZYSTKO, co jest do zrobienia zabiera 4h , a reszta to czas dla dziecka?
To wszystko siedzi w głowie - priorytety i organizacja własnego czasu. To, czy chcesz czas poświęcić na mycie podłogi i lepienie pierogów, czy pakujesz torbę i robisz sobie piknik w ZOO ![]()
Ja od momentu zajścia w ciążę do momentu kiedy Mloda skończyła 3 lata zdazylam przeprowadzić się raz w obrębie Krakowa, potem pod koniec ciąży przeprowadzic się nad morze, po pol roku wrócić z powrotem do K., a jak młoda miała 2,5 roku przeprowadzic się za granice.
I nadal twierdzę, ze ten czas to była sielanka i minimum obowiązków przy dziecku, bo to, co się zaczyna w momencie powrotu do pracy - przedszkola, opiekunki, kombinowanie wolnego przy przyziębieniach, bo dziecka z katarem do przedszkola nie wpuszcza, trcenia urlopu z głupich powodów, organizowanie życia pod to kto ma dziś dziecko odebrać ze szkoły - to jest dopiero prawdziwy koszmar życia, który rozwala plany i wykancza.
A nie usmarkany dwulatek, który ma focha od 3 dni ![]()
To bardzo dobrze,że jesteś z tych silniejszych i widzisz pozytywy, tak powinno być ale niestety tak u każdego nie jest.
Przy pierwszym synku siedziałam 3 lata w domu i tez pozytywnie na to spoglądałam, choć brakowało mi towarzystwa dorosłych i męża.
Przy drugim szczerze to cieszę się,że mam możliwość urwać się do pracy(wszystkim wychodzi to na dobre) bo moje nerwy są dość porządnie nadszarpnięte.
Piszesz o samorealizacji... fajnie jak matkom się to udaje, siedząc w domu. Ja przy moim drugim synku to taki termin jak samorealizacja to sobie mogę wsadzić głęboko, nie ma na to szans żeby przez chwilę poczytać przy nim książkę nawet.Także dla niektórych samorealizacja i rozwój to jest właśnie możliwość pracy.
A dużo też zależy od tego czy człowiek lubi swoją pracę i jaka ona jest. Bo ja swoją np. lubię i czuję że w niej odpoczywam. W domu niestety nie mam luzu bo moje dziecko jest bardzo absorbujące a nie jest jedyne więc muszę dzielić czas na dwoje plus obowiązki które trzeba regularnie wykonywać żeby się nie zakopać- i nie mówię tu o perfekcjonizmie wcale, bo do tego to mi daleko.
Także podejrzewam,że jak bym była na miejscu autorki to też bym podobnie ubolewała. Roczny urlop macierzyński to nie to co kilka lat spędzonych w domu.
I nie ma żadnej "masy obowiązków" bo przy rocznym dziecku obowiązki kończą się na ugotowaniu obiadku, spacerku i wstawieniu prania. Reszta to normalne życie i obowiązki, które trzeba wykonać.
Oj, Iceni... albo masz słaba pamięć, albo miałaś naprawdę idealnie grzeczne dziecko.
Może i przy rocznym dziecku nie ma z pozoru wiele roboty ale:
- trzeba mieć cały czas oczy dookoła głowy, bo mały, ciekawy świata człowiek wlezie wszędzie, a jak nie wlezie to będzie mędził, że chce wleźć, że mama ma być w zasięgu wzroku, że ma nosić, pokazywać, zabawiać
- może i dziecko śpi - o ile dobrze pamiętam - około dwóch godzin w czasie dnia, ale w tym czasie też nie da się zrobić wszystkiego tego w czym dziecko przeszkadza
- trudno się np. gotuje obiad z rocznym dzieckiem, bo w kojcu za bardzo już nie usiedzi (ciekawe jest), jest już na tyle duże, że spokojnie dosięgnie rączką do blatu stołu czy kuchenki, te pokrętełka od gazu i światełko w piekarniku są fascynujące, kuchenne szafki i szuflady są kopalnią skarbów.
Gotowanie z dzieckiem jest jak najbardziej możliwe, tylko wymaga od nas o wiele więcej podzielności uwagi oraz odrywania się od właściwej roboty, żeby po raz kolejny włożyć z powrotem zawartość szuflad na miejsce, żeby się po prostu przypadkowo nie wywalić na jakimś niezauważonym okrągłym trzonku od łyżki albo rozsypanym ryżu ![]()
41 2015-06-05 15:02:44 Ostatnio edytowany przez Dolly85 (2015-06-05 15:06:45)
Iceni napisał/a:I nie ma żadnej "masy obowiązków" bo przy rocznym dziecku obowiązki kończą się na ugotowaniu obiadku, spacerku i wstawieniu prania. Reszta to normalne życie i obowiązki, które trzeba wykonać.
Oj, Iceni... albo masz słaba pamięć, albo miałaś naprawdę idealnie grzeczne dziecko.
Może i przy rocznym dziecku nie ma z pozoru wiele roboty ale:
- trzeba mieć cały czas oczy dookoła głowy, bo mały, ciekawy świata człowiek wlezie wszędzie, a jak nie wlezie to będzie mędził, że chce wleźć, że mama ma być w zasięgu wzroku, że ma nosić, pokazywać, zabawiać
- może i dziecko śpi - o ile dobrze pamiętam - około dwóch godzin w czasie dnia, ale w tym czasie też nie da się zrobić wszystkiego tego w czym dziecko przeszkadza
- trudno się np. gotuje obiad z rocznym dzieckiem, bo w kojcu za bardzo już nie usiedzi (ciekawe jest), jest już na tyle duże, że spokojnie dosięgnie rączką do blatu stołu czy kuchenki, te pokrętełka od gazu i światełko w piekarniku są fascynujące, kuchenne szafki i szuflady są kopalnią skarbów.
Gotowanie z dzieckiem jest jak najbardziej możliwe, tylko wymaga od nas o wiele więcej podzielności uwagi oraz odrywania się od właściwej roboty, żeby po raz kolejny włożyć z powrotem zawartość szuflad na miejsce, żeby się po prostu przypadkowo nie wywalić na jakimś niezauważonym okrągłym trzonku od łyżki albo rozsypanym ryżu
Potwierdzam, Iceni Ty piszesz jakbyś pisała o przedszkolaku co najmniej.
A przecież to nie jest zwykłe gotowanie obiadku, ani zwykłe pranie itp.. bo pod nogami jest dziecię którego na moment nie można zostawić samego.
Przypomnę stare przysłowie - małe dzieci, mały kłopot. Z pieluch wyrasta sie bardzo szybko i niestety z czasem jest tylko gorzej. Dziecko dorasta, zaczynają się szkoły, wpływ rówieśników, miesiączki, inicjacje seksualne, pyskówki, narkotyki, bójki i tego typu atrakcje...Trzeba mieć kasę na modne ciuchy, tablety, o edukacji nie wspomnę. Jak ktoś mając male dzieci nie ma czasu na samorealizację i jest potwornie zmęczony opieką nad niemowlakiem, to co będzie dalej? Wtedy to dopiero trzeba mieć oczy dookoła głowy...do tego oczywiście praca, dom, bo przecież też trzeba będzie sprzątać i gotować..a lat nam przybywa, a nie ubywa. Wychowywanie małych dzieci to jest jedynie rozgrzewka , króciutki przedbieg . warto w tym czasie nabrać sił i sie porządnie wyspać, bo wychowanie nie kończy się na odstawieniu od piersi i radosnym powrocie do pracy.
Przypomnę stare przysłowie - małe dzieci, mały kłopot. Z pieluch wyrasta sie bardzo szybko i niestety z czasem jest tylko gorzej. Dziecko dorasta, zaczynają się szkoły, wpływ rówieśników, miesiączki, inicjacje seksualne, pyskówki, narkotyki, bójki i tego typu atrakcje...Trzeba mieć kasę na modne ciuchy, tablety, o edukacji nie wspomnę. Jak ktoś mając male dzieci nie ma czasu na samorealizację i jest potwornie zmęczony opieką nad niemowlakiem, to co będzie dalej? Wtedy to dopiero trzeba mieć oczy dookoła głowy...do tego oczywiście praca, dom, bo przecież też trzeba będzie sprzątać i gotować..a lat nam przybywa, a nie ubywa. Wychowywanie małych dzieci to jest jedynie rozgrzewka , króciutki przedbieg . warto w tym czasie nabrać sił i sie porządnie wyspać, bo wychowanie nie kończy się na odstawieniu od piersi i radosnym powrocie do pracy.
Zgadzam się małe dzieci mały kłopot.. jednak większe dzieci prócz całej masy problemów jakich mogą( a wcale nie muszą ) nam przysporzyć mają też swój mały świat, czas spędzony poza domem w szkole czy wśród rówieśników, siłą rzeczy nie jesteśmy fizycznie z nimi 24/24 tak jak z niemowlakiem.
Piszesz ,że w tym czasie gdy dzieci małe warto nabrać sił i się porządnie wyspać.. oj chciałabym bardzo się wyspać
ale się nie da uwierzysz?
Samorealizacja jak dla mnie bardzie możliwa przy starszych dzieciach jednak, tak samo jak i wysypianie się. Zdecydowanie
sa takie sprytne wynalazki jak blokady na pokretla, szuflady, zaslepki do kontaktow, przenosne kojce dla dzieci - Wszystko to w zasadzie kosztuje grosze, a czesc mozna pozabezpieczac samemu.
Dziecku sie kladzie mate na podlodze i zabawki, a reszte sie robi na stole.
Moja siostra ogarniala 3 malych dzieci (rok po roku ) serio dla mnie jedno mialoby byc wyzwaniwm?
Tak, mialam wyjatkowo grzeczne dziecko, ale to tez jest kwestia NAUCZENIA dziecka kiedy sie ma bawic samo.
Przeszkadza ci dziecko w obieraniu ziemniakow - daj mu kubek i ziemniaka - masz spokoj na 15 minut - przeszkadza w przygotowaniu prania - daj mu wpychac ubrania do pralki..
Mnostwo zachowan "przeszkadzajacych" mozna zabijac "nie rusz,nie dotykaj, nie przeszkadzaj, nie brudz" albo wykorzystac je by zajac dziecko - dzieci uwielbiaja nasladowac rodzicow i wystarczy to wykorzystywac by miec spokoj.
O wysypianiu się pisałam metaforycznie, w sensie że trzeba nabrać sił, dużo sił, bo prawdziwa jazda dopiero się zacznie.
sa takie sprytne wynalazki jak blokady na pokretla, szuflady, zaslepki do kontaktow, przenosne kojce dla dzieci - Wszystko to w zasadzie kosztuje grosze, a czesc mozna pozabezpieczac samemu.
Dziecku sie kladzie mate na podlodze i zabawki, a reszte sie robi na stole.
Moja siostra ogarniala 3 malych dzieci (rok po roku ) serio dla mnie jedno mialoby byc wyzwaniwm?
Tak, mialam wyjatkowo grzeczne dziecko, ale to tez jest kwestia NAUCZENIA dziecka kiedy sie ma bawic samo.
Przeszkadza ci dziecko w obieraniu ziemniakow - daj mu kubek i ziemniaka - masz spokoj na 15 minut - przeszkadza w przygotowaniu prania - daj mu wpychac ubrania do pralki..
Mnostwo zachowan "przeszkadzajacych" mozna zabijac "nie rusz,nie dotykaj, nie przeszkadzaj, nie brudz" albo wykorzystac je by zajac dziecko - dzieci uwielbiaja nasladowac rodzicow i wystarczy to wykorzystywac by miec spokoj.
Nie każdy ma w domu miejsce na kojec, nie każde dziecko chce się bawić w tym kojcu!, Tak jak piszesz można zachęcić dziecko do wkładania prania do pralki do naśladowania naszych czynności jednak nie na każde dziecko to działa a jak działa to na kilka chwil.
Nie zgodzę się z tym że dziecko można nauczyć kiedy ma się samo bawić. Tego się nie da nauczyć, można zachęcać i jedno dziecko na to pójdzie a inne będzie wisieć na Tobie i jak tylko zorientuje się,że mama wstała to biegnie za nią wymagając by siedziała z nim i towarzyszyła w zabawie
Jakkolwiek by ciezko nie bylo warto ten czas docenic i wykorzystac go dla siebie, a nie przeciwko sobie, bo jednak to szybko mija. dziecko jest nastolatkiem o wiele dluzej niz niemowleciem.
Warto dostrzegac to wszystko, co sie wiaze z rozwojem malego dziecka i nie pozwalax by rutyna i obowiazki przeslonily to, co najwazniejsze ![]()
Bo to sie juz nie wroci ![]()
48 2015-06-05 15:29:13 Ostatnio edytowany przez Dolly85 (2015-06-05 15:30:17)
Jakkolwiek by ciezko nie bylo warto ten czas docenic i wykorzystac go dla siebie, a nie przeciwko sobie, bo jednak to szybko mija. dziecko jest nastolatkiem o wiele dluzej niz niemowleciem.
Warto dostrzegac to wszystko, co sie wiaze z rozwojem malego dziecka i nie pozwalax by rutyna i obowiazki przeslonily to, co najwazniejsze
Bo to sie juz nie wroci
Tak właśnie sama sobie nie raz to powtarzam! ![]()
I warto by autorka też w ten właśnie sposób chociaż sama siebie podnosiła na duchu, dzieci tylko raz będą takie małe.
Potem zostaną już tylko wspomnienia, zdjęcia..
49 2015-06-05 15:31:39 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2015-06-05 15:34:37)
Na każde dziecko działa coś innego. Jak masz czas i odpowiednie nastawienie to jesteś w stanie to odkryć. Jeśli jednak wkurzasz się na dziecko bo jest rzekomo trudne i niesubordynowane to prosta sprawa, że nic z tego i że będziesz zmęczona macierzyństwem. Moim zdaniem nie ma trudnych dzieci.
PS.Nie piszę tego do żadnej konkretnej osoby , a ogólnie ,mimo tego że użyłam drugiej osoby
Iceni napisał/a:sa takie sprytne wynalazki jak blokady na pokretla, szuflady, zaslepki do kontaktow, przenosne kojce dla dzieci - Wszystko to w zasadzie kosztuje grosze, a czesc mozna pozabezpieczac samemu.
Dziecku sie kladzie mate na podlodze i zabawki, a reszte sie robi na stole.
Moja siostra ogarniala 3 malych dzieci (rok po roku ) serio dla mnie jedno mialoby byc wyzwaniwm?
Tak, mialam wyjatkowo grzeczne dziecko, ale to tez jest kwestia NAUCZENIA dziecka kiedy sie ma bawic samo.
Przeszkadza ci dziecko w obieraniu ziemniakow - daj mu kubek i ziemniaka - masz spokoj na 15 minut - przeszkadza w przygotowaniu prania - daj mu wpychac ubrania do pralki..
Mnostwo zachowan "przeszkadzajacych" mozna zabijac "nie rusz,nie dotykaj, nie przeszkadzaj, nie brudz" albo wykorzystac je by zajac dziecko - dzieci uwielbiaja nasladowac rodzicow i wystarczy to wykorzystywac by miec spokoj.Nie każdy ma w domu miejsce na kojec, nie każde dziecko chce się bawić w tym kojcu!, Tak jak piszesz można zachęcić dziecko do wkładania prania do pralki do naśladowania naszych czynności jednak nie na każde dziecko to działa a jak działa to na kilka chwil.
Nie zgodzę się z tym że dziecko można nauczyć kiedy ma się samo bawić. Tego się nie da nauczyć, można zachęcać i jedno dziecko na to pójdzie a inne będzie wisieć na Tobie i jak tylko zorientuje się,że mama wstała to biegnie za nią wymagając by siedziała z nim i towarzyszyła w zabawie
Ale jak to wymaga? zamyka ci drzwi? przywiazuje do krzesla?
Jedyne, czym cie moze "zmusic" to wyciem, a skoro ulegasz lzom i rozpaczy bo dziecko nie potrafi samo usiedziec w pokoju przez chwile to sorry... sama jestes sobie winna (to nie jest "wina" dziecka! ani jego charakter - to jest wina twojej uleglosci, ze na te lzy zawsze reagowalas i dalas sobie wejsc na glowe.
a kojec da sie wstawic do kazdego pomieszczenia
moja corka potrafila sie bawic na 0,5m2 bo tak byla NAUCZONA. Miala taki zestaw stolik+krzeselko, ktore mozna bylo zestawic w wysokie krzeselko do karmienia - i byla w tym krzeselku uczona sie bawic ZANIM nauczyla sie chodzic. Zanim jeszcze nauczyla sie chodzic miala wyrobiony nawyk bawienia sie w jednym miejscu. Dlaczego? Wlasnie dlatego, zeby mi dziecko u spodnicy nie wisialo.
Ale pewnych zachowan trzeba uczyc z wyprzedzeniem, a nie jak juz sie maly terrorysta nauczy rodzicow szantazowac ![]()
A według mnie są takie dzieci" trudne" to pojęcie ogólne ale można tu podpiąć choćby nadpobudliwość, która wiąże się z tym,że dziecko gorzej śpi, nie potrafi sam się zająć sobą w zabawie bo wszystko je nudzi i wszystko jest na chwilę,trzeba mieć sporo energii bo takie dziecko potrzebuje uwagi z naszej strony non stop.
A twoje dzieci sa nadpobudliwe?
53 2015-06-05 15:49:03 Ostatnio edytowany przez Dolly85 (2015-06-05 15:51:21)
poly28 napisał/a:Iceni napisał/a:sa takie sprytne wynalazki jak blokady na pokretla, szuflady, zaslepki do kontaktow, przenosne kojce dla dzieci - Wszystko to w zasadzie kosztuje grosze, a czesc mozna pozabezpieczac samemu.
Dziecku sie kladzie mate na podlodze i zabawki, a reszte sie robi na stole.
Moja siostra ogarniala 3 malych dzieci (rok po roku ) serio dla mnie jedno mialoby byc wyzwaniwm?
Tak, mialam wyjatkowo grzeczne dziecko, ale to tez jest kwestia NAUCZENIA dziecka kiedy sie ma bawic samo.
Przeszkadza ci dziecko w obieraniu ziemniakow - daj mu kubek i ziemniaka - masz spokoj na 15 minut - przeszkadza w przygotowaniu prania - daj mu wpychac ubrania do pralki..
Mnostwo zachowan "przeszkadzajacych" mozna zabijac "nie rusz,nie dotykaj, nie przeszkadzaj, nie brudz" albo wykorzystac je by zajac dziecko - dzieci uwielbiaja nasladowac rodzicow i wystarczy to wykorzystywac by miec spokoj.Nie każdy ma w domu miejsce na kojec, nie każde dziecko chce się bawić w tym kojcu!, Tak jak piszesz można zachęcić dziecko do wkładania prania do pralki do naśladowania naszych czynności jednak nie na każde dziecko to działa a jak działa to na kilka chwil.
Nie zgodzę się z tym że dziecko można nauczyć kiedy ma się samo bawić. Tego się nie da nauczyć, można zachęcać i jedno dziecko na to pójdzie a inne będzie wisieć na Tobie i jak tylko zorientuje się,że mama wstała to biegnie za nią wymagając by siedziała z nim i towarzyszyła w zabawieAle jak to wymaga? zamyka ci drzwi? przywiazuje do krzesla?
Jedyne, czym cie moze "zmusic" to wyciem, a skoro ulegasz lzom i rozpaczy bo dziecko nie potrafi samo usiedziec w pokoju przez chwile to sorry... sama jestes sobie winna (to nie jest "wina" dziecka! ani jego charakter - to jest wina twojej uleglosci, ze na te lzy zawsze reagowalas i dalas sobie wejsc na glowe.a kojec da sie wstawic do kazdego pomieszczenia
![]()
moja corka potrafila sie bawic na 0,5m2 bo tak byla NAUCZONA. Miala taki zestaw stolik+krzeselko, ktore mozna bylo zestawic w wysokie krzeselko do karmienia - i byla w tym krzeselku uczona sie bawic ZANIM nauczyla sie chodzic. Zanim jeszcze nauczyla sie chodzic miala wyrobiony nawyk bawienia sie w jednym miejscu. Dlaczego? Wlasnie dlatego, zeby mi dziecko u spodnicy nie wisialo.
Ale pewnych zachowan trzeba uczyc z wyprzedzeniem, a nie jak juz sie maly terrorysta nauczy rodzicow szantazowac
Iceni naucz nadpobudliwe ruchowo dziecko bawić się samo w krzesełku albo w kojcu. To dam Ci medal. Nie każde dziecko Ci usiedzi na zawołanie tylko dlatego,że dasz mu coś do ręki, są dzieci które potrzebują energie z siebie wywalić, które nie potrafią spokojnie usiedzieć i zająć się ziemniakiem i kubkiem bo to dla nich mało interesujące.
A co do mojego syna to nie jestem w ciemię bita i nie rusza mnie jego płacz terrorystyczny uwierz, ja nie z tych. To dziecko, które od zawsze było bardzo ruchliwe i trzeba było być obrotnym,bo żadne kojce i krzesełka na niego nie działały.
Tak,śmiem twierdzić że mój młodszy syn jest nadruchliwy. Zresztą widzi to każdy kto spędzi chwilę w moim domu.Natomiast starszy to był aniołek według niego. Są bardzo różni.
No wiec to raczej inny problem niz rutyna i przemeczenie zwiazane z urlopem macierzynskim.
Znow patrzysz na problem autorki przez wlasne okulary. W zasadzie ci sie nie dziwie, ale czy uwazasz, ze twoim problemem jest fakt, ze jestes uziemiona w domu, czy ze twoje dziecko wymaga zwiekszonej uwagi?
Czy gdyby bylo takie jak starsze tez chcialabys uciekac z domu z przemeczenia?
Bo to sa dwie ROZNE sprawy.
Myslisz, ze nadruchliwosc twojego dziecka sie skonczy kiedy pojdzie do przedszkola? Ty od niego uciekniesz do pracy, ale po pracy dostaniesz podwojnie ![]()
Ja myślę, że autorka napisała post w przypływie gorszego samopoczucia, a nie tego że ma dość siedzenia z dzieckiem i się nad sobą użala.
Ja można powiedzieć jestem w identycznej sytuacji jak autorka. Mam 15 miesieczne dziecko i jestem w ciąży (tylko na początku). Mój syn jest wymagającym dzieckiem nie usiedzi na tyłku dłużej niż minutę. Z resztą było tak od zawsze (pół roku miał jak raczkowal). Zabawy na siedząco nigdy go nie fascynowały i nadaj nie fascynują. Wolał bez przerwy siadać i wstawać. I co chwila w coś przywalić. Bywają chwile, że jestem tym stasznie zmęczona i mam ochotę sobie ponarzekać, ale to nie zmienia faktu, że uwielbiam być z nim w domu i patrzeć jak się rozwija.
Nigdy nie podchodziłam do macierzyństwa jako do uwiązania. Nie czuje żebym cokolwiek traciła. Wręcz przeciwnie. Nie wróciłam do pracy w trakcie macierzyńskiego (choć miałam taką propozycję) właśnie dlatego, że ten czas chciałam poświęcić dziecku.
Ale powtórzę. To wszystko nie zmienia faktu, że są takie chwile, że jest się zmęczoną, niewyspaną, złą. Zwlaszcza gdy ma się dziecko bardziej temperamentne, bo nie każde da się posadzić, dać zabawki i spokojnie obiad robić. A gdy jeszcze do tego jest się w kolejnej
ciąży to samopoczucie może być znacznie gorsze.
Ja tego do konca nie rozumiem - bardzo milo wspominam swoj urlop macierzynski. Nigdy potem nie mialam juz takiego luzu jak wtedy - zadnego wstawania do pracy, wysluchiwania idiotycznych polecen szefa, tluczenia sie autobusami do pracy i z powrotem, robienia zakupow w pospiechu, gotowania napredce obiadow...
urlop macierzynski to jak roczne wakacje - kto narzeka na wakacje, za ktore mu placa?! ![]()
Ja tam bym sobie teraz chetnie posiedziala w domu ![]()
Tak sobie mysle, ze autorka i kobiety z podobnymi problemami musialy miec bardzo wygodne zycie wczesniej skoro taki przestoj w zyciu jest dla nich meczacy, a nie sprawia im radosc.
Najwiekszym obciazeniem w takiej sytuacji to jest nie dziecko/ciaza/dzieci ale maz/partner z pretensjami rozwalajacy schemat dnia i absorbujacy bardziej niz te dzieci.
Autorko, nie moge narzekac na nic poza ta rutyna. Mam cudownego męża, bardzo duzo mi pomaga. Tu chodzi o zmeczenie codziennascia, kazdy dzien tki sam. Nigdy nie miałam lekkiego życia, odkad pamietam pracowalam.. Chyba nie do konca zrozumialas o co chodzi..
LeeBee, dokładnie tak.. czasami są takie dni ze ma sie dosyc wszystkiego i wszystkich.. Dzisiaj juz jest duzo lepiej, swieci słonko.. Powrot formy.. ![]()
Mam 33 lata od 15 lat mam takie życie ,dzieci dom pranie gotowanie sprzatanie ,byłam może z 4 razy na wakacjach ,reszta życia to dzieci,czasem praca ,zmęczenie psychiczne i mysl ze tylko takie życie mnie czeka ....bezcenne ...czasem człowiek nie wie ile może znieść ile udzwignąc może..życie niestety nie daje nam łatwych wyborów ...nie daje prostych rozwiązań i drogowskazów.