Witajcie netkobietki.
Buszując po zakamarkach internetu znalazłem to forum. Wydaje mi się idealne dla rozwiązania mojego problemu. Ja mam 28 lat, moja dziewczyna 24 lata i właśnie kończy studia. Spotykamy się 4 miesiące. To mój drugi poważniejszy związek, jej również drugi. Można jednak powiedzieć, że to jednak nasze początki. Ja wcześniej miałem zupełnie nieudane 2 miesiące z byłą już koleżanką, moja luba miała 7 miesięczny związek na odległość gdzie spotykali się średnio co 2 tygodnie. 4 miesiące to krótki staż, jednak u nas początki były dość intensywne. Dość szybko i ja i moja dziewczyna zauroczyliśmy się sobą. Byłem pierwszym który w ogóle zobaczył ją nagą, był petting, do seksu nie doszło, doszliśmy do wniosku, że poczekamy jeszcze (to dla nas obojga będzie pierwszy raz). Nie mamy zbyt wiele czasu dla siebie ale staramy się dużo ze sobą rozmawiać. Wielokrotnie mówiła mi, że jestem tym jedynym, że chciałaby za mnie wyjść, mieć wspólne dzieci. Rozmawialiśmy dużo o ewentualnej przyszłości - tu faktycznie widać, że już sobie konkretne plany poczyniła. Niby wszystko pięknie i ładnie (choć jakoś, wydawałoby się, nienaturalnie szybko, z drugiej jednak strony po co tworzyć sztuczne granice skoro 2 osoby czują to samo ?) ale ... no właśnie.
Jest ona osobą bardzo skrytą i zamkniętą w sobie. Nie jest jednak zbyt nieśmiała. Po prostu jest przyzwyczajona do tego, że całe życie była sama, sama musiała wszystkie problemy rozwiązywać i tak jej zostało. Wzbrania się przed mówieniem czegokolwiek o sobie, przed jakimiś wyznaniami. Często odpowiada półsłówkami. Ma awersje przed przytulaniem i całowaniem z języczkiem. Nie lubi tego. Rozmawialiśmy o wspólnym zamieszkaniu po 9-10 miesiącach znajomości (to był jej pomysł i była nim do pewnego momentu zachwycona), zwłaszcza, że nadarza nam się idealna okazja ku temu. Teraz jednak dowiaduję się, że wolałaby jednak odłożyć to o rok. Zarzeka się jednak, że nie jest spowodowane to w żadnym razie myśleniem, że może jednak za wszystko sprawy się potoczyły, że to za wcześnie na taki krok, wręcz przeciwnie !. Ba od jakiegoś czasu daje mi do zrozumienia, że oczekuje ślubu po 2 latach znajomości (a więc oświadczyny pewnie po mniej więcej roku). Mnie to w żaden sposób nie przeraża. Ja również jestem nią zachwycony. Poza tym właśnie ale ...
Ja muszę czuć do ze strony swojej dziewczyny to uczucie. Słyszę deklaracje, słyszę poważne plany mówione na serio, ale ... nic poza tym. Ani przytulania ani całowania (nie ważne czy w miejscach publicznych czy na osobności). Dla mnie jak komuś tak poważnie zależy na drugiej osobie to te czułości powinny nie dość, że przychodzić naturalnie to jeszcze dodatkowo powinno się ich wręcz niecierpliwie wyczekiwać ! Tak samo nagła zmiana dotycząca wspólnego zamieszkania. Uprzedzając wszystkie pytania, tak rozmawialiśmy o tych sprawach. Tłumaczy się, że to wszystko to dla niej nowość, że za przytulaniem się i całowaniem nie przepada, nie jest przyzwyczajona. Odnośnie wspólnego mieszkania była zaskoczona, że mi tak zależało, że to żaden problem bo tylko odkładamy w czasie sam fakt a nie z niego rezygnujemy. Tłumaczy, że postara się zmienić. Bardziej na mniej otworzyć. Tylko, że ... te jej próby wyglądają bardziej na próby zadowolenia mnie a nie wynikają z jej chęci. W zasadzie powiedziała mi to wprost.
Niestety to jest jedyna kwestia, której mi u niej brakuje. Tej całej czułości. Bliskości. Kontaktu fizycznego. Cała reszta albo jest tą moją wymarzoną albo jestem w stanie zaakceptować to czego nie toleruję (tego jestem pewien). Dla niej wszystko jest w porządku. Dla mnie bardzo mile spędzony czas w jej towarzystwie, trzymanie się za ręce, okazjonalne pocałunki w usta (bez języczka), wymienianie się SMSami czy też dzwonienie do siebie w miarę możliwości, to zdecydowanie za mało. To nie jest coś na czym można budować tak poważny związek o jakim sobie marzy.
Dodam jeszcze, że byliśmy wspólnie na 3 dniowym wyjeździe. Wówczas wszystko było super. Nie przeszkadzało jej przytulanie się, całowanie, nocami dochodziło do wielu pieszczot, widać było, że jest napalona, chętna, sama była tym zaskoczona bo to dla mniej pierwszy raz taka sytuacja była. Była zachwycona. Ale to wszystko prysło jak wróciliśmy do zwykłych spotkań. I niestety poza wyjazdami ewentualnymi nie mamy żadnych szans na chwile intymności. Ona sama zresztą mówi, że czuje, że jak byliśmy wspólnie to było zupełnie inaczej.
Tu jest właśnie pytanie do Was. Czy po 4 miesiącach znajomości, kiedy są problemy z tymi czułościami, kiedy brakuje tego czegoś, tego uczucia - czy jest możliwe "wypracowanie" tego wszystkiego z czasem ? Tak wiem, że to co napisałem ukazuje Wam osobę pełną sprzeczności. Bo taka ona właśnie jest. Ostatnio mam coraz większe wątpliwości odnośnie tego wszystkiego. Powiedziałem jej to co tu napisałem. Obiecuje poprawę, obiecuje, że sobie przemyśli wszystko i się otworzy. Ale ... ale mi to sprawia wrażenie zmuszenia się do pewnych rzeczy których nie lubi, których nie chce. A ja litości nie potrzebuję. Mam wrażenie, że ona żyje iluzją mojej osoby. Bo gdyby faktycznie jej zalezało aż tak bardzo to by tego problemu nie było, a ja bym na tę stronę nie trafił. Jestem przekonany, że powinna znaleźć sobie kogoś z kim będzie chciała to wszystko przed czym się teraz wzbrania, ona jednak uważa, że to ja jestem tym jedynym ...
Coraz mniej mi zależy, coraz większe mam wątpliwości. Chciałem już nawet zerwać ale przekonała mnie, że jej zależy, że spróbuje coś zmienić. Ale ja ciągle o tym myślę. To boli. Bo jest wspaniała. "Tylko" ta jedna kwestia ... jakże istotna dla mnie.