Witam wszystich
potrzebuje obiektywnego spojrzenia na moj zwiazek. Jestem z chłopakiem 1.5 roku, mamy 21 lat i mieszkamy ze sobą pół roku. Wiem ze za bardzo pokazałam mu jak bardzo mi zalezy, byłam na kazde jego zawołanie. Zaślepiona wybaczyłam mu przykre dla mnie sytuacje gdy nie był wobec mnie w porządku. Odkąd mieszkamy razem było wiele akcji, ktore mnie wykonczyly. Często wolał znajomych ode mnie, potrafił zostawic mnie w nocy w srodku miasta bo cos mu odbiło i musialam wracac sama. Na dodatek jest bardzo leniwy i zazdrosny. Przez jego zazdrosc przestałam wychodzic, uzalezniłam sie od jego osoby. Za to on zaczął wykorzystywać to ze straciłam kontakt z wieloma osobami i często wychodzi sam, beze mnie, nawet gdy są to nasi wspolni znajomi, twierdzi ze musi odpocząc. Robię dla niego wszystko i czuję się niedoceniana. Byłam juz u psychologa ale był na NFZ i wizyta trwala 15min. Nie radze sobie z wieloma sytuacjami z przeszlosci, ciągle płaczę a on uwaza ze udaję i probuję cos na nim wymusic. Dobrze wie jak mnie podejsc. Gdy zrobil cos zlego i mielismy rozmawiac to zawsze zaczynalo go bolec serce i sie zle czul - wydaje mi sie teraz ze to byla manipulacja zeby uniknąc konsekwencji. To taki krótki wstęp, bo za duzo się wydatzyło zeby opisywac. Piszę tutaj głownie dlatego ze własnie poczułam się wykorzystana. Cały dzisiejszy dzien słyszałam od niego obrażliwe uwagi na moj temat (on uwaza ze to zarty, ja uwazam ze skoro przez pol roku wie ze sprawia mi tym przykrosc i proszę go zeby przestal to normalny kochający facet by przestał). Wieczorem zaczął się przymilać i było ok. Zapytał czy nie zajęłabym sie nim a potem on mi zrobi cudowny masaz (byla 1 w nocy). Zgodziłam się, zajmowałam się nim ponad 20min i po tym stwierdzil ze bylo super i ze on juz musi isc spac bo rano nie wstanie. A mnie moze jedynie przytulic. Ja powiedzialam ze ok ale jutro ma byc masaz. On zaczął sie wykręcac i powiedział ze jak ja mogę nie rozumiem ze on musi wczesnie wstac. To się zdenerwowalam i powiedzialam ze gdyby zapewnil mnie ze jutro zrobi masaz a teraz przytuli to byloby ok ale on sie odwrocil i miał mnie w dupie. Powiedziałam mu ze jak ja zajmowałam sie nim pol godziny to nie musial isc spac skoro wczesnie wstaje a jak ma mi zrobic masaz to mu sie przypomnialo. Powoedział ze jestem wredna, obrazil sie i przestal sie odzywac. Nie interesowalo go to ze wstalam z lozka i plakalam pol godziny. Czuję się strasznie wykorzystana. Jak dziewczyna do zaspokajania. Nie pomyślał ze ja tez potrzebuje czułosci i tego zeby chcial sprawic mi jakąs przyjemnosc. Zachował się egoistycznie! Zaspokojony poszedł spac nie patrząc na mnie. Co powinnam zrobic. Czy miałam prawo sie zdenerwowac?
Podobne tematy
nie, nie masz prawa miec pretensji, nie masz prawa sie denerwowac!
powinnas sie bardziej starac, wybaczac, negocjowac, i liczyc , ze moze kiedys ci okaze uczucie....
(to tyle tytulem ironii)
a teraz przeczytaj sobie to co napisalas i pomysl, ze to twoja corka(siostra, ktos kogo kochasz) pisze do ciebie.
co bys jej doradzila?
No tak. Jesteś dziewczyną do zaspokajania. Zdecydowanie. I jakie teraz są wnioski? Chcesz nią być dalej, czy znaleźć sobie kogoś kto będzie Ciebie szanował?
4 2015-05-22 08:29:46 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2015-05-22 08:53:02)
Witam wszystich
Czuję się strasznie wykorzystana. Jak dziewczyna do zaspokajania. Nie pomyślał ze ja tez potrzebuje czułosci i tego zeby chcial sprawic mi jakąs przyjemnosc. Zachował się egoistycznie! Zaspokojony poszedł spac nie patrząc na mnie. Co powinnam zrobic. Czy miałam prawo sie zdenerwowac?
starszny egoista z tego twojego chłopaka , przejrzyj na oczy
I Ty sie jescze pytasz, czy Twoj chlopak Toba manipuluje ??? Czy mam nadzieje, ze to jest tylko pytanie retoryczne ?
Manipuluje, wykorzystuje, poniza,niszczy...Moze jeszcze jakies epitety ?
Czy Ty komus cos zlego zrobilas, ze tkwisz w takim ukladzie ? Bo to zaden zwiazek, tylko uklad opart na jednostronnym wykorzstywaniu i niszczeniu.
Dlaczego uwazasz, ze nikt Cie nie pokocha szczera bezinteresowna miloscia ?
W zyciu idzie sie do przodu, siega sie wyzej.A Ty upadasz ?
Zastanow sie nad soba, dlaczego tak sie dzieje.
Zerwij ten chory uklad i nie wpakuj sie w przyszlosci w podobny.
Byłam kiedys w 2letnim związku w ktorym chłopak bardzo mnie kochał, szanował i był w stanie zrobić dla mnie wszystko. Tylko problem był taki, ze go nie kochałam, nawet nie kochaliśmy się razem. Z obecnym chłopakiem przezylam swoj pierwszy raz, bardzo sie zakochalam i boje sie ze moge nikogo juz tak nie pokochac. Czy moje obawy są słuszne?
czerwonykwiat, Twoje obawy nie są słuszne. Jesteś jeszcze młoda a już zbyt wiele poświeciłaś swojej cennej uwagi, dla chłopaka nie wartego Twoich uczuć. Nie rezygnuj ze swoich znajomych, on nie może Ciebie tym szantażować. Gdyby mu zależalo na Twoim szczęściu to cieszyłby się Twoim szczęściem a nie tylko wymagał, brał a od siebie nic nie dawał. Jeśli nie zrozumiesz tego, że masz prawo być szczęśliwa i chcieć oczekiwać od partnera pewnych zachowań, to daleko z tym nie zajdziesz. Bedziesz się w to jeszcze bardziej zagłębiać, a on będzie tylko brał i śmiał się z Ciebie. Pomyśl co będzie, jeśli on Ciebie wykorzysta aż do granic, a potem stwierdzi, że już nic nowego mu nie możesz zaoferować i pójdzie inną wykorzystywać? Wtedy dopiero będziesz sobie radzić albo plakać po kątach? Zacznij się zachowywać tak, jak on. Jeśli nie chcesz rezygnować ze związku to spróbuj innych metod niż do tej pory. Jeśli on nie wykaże inicjatywy i nie zacznie się starać dla Ciebie to znaczy, że potrafi tylko brać i żadnego pożytku z niego będziesz miała a ten związek do niczego dobrego Ciebie nie zaprowadzi. Postaw mu się i powiedz, że wychodzisz ze znajomymi na miasto/gdziekolwiek, zajmij się sobą a nie ciągle nim. Jeśli zauważy, że wymykasz mu się spod kontroli i nic z tym nie zrobi, to znaczy, że to koniec, a jeśli zacznie zabiegać o Twoją uwagę, wtedy może jeszcze istnieje szansa, ale takie przypadki ciężko się zmieniają. Dobrze się zastanów czy chcesz, aby Twoje życie już zawsze tak wyglądało.
Jeśli chcesz płakać,bać się,cierpieć,to z nim zostań. Sama wiesz,że nie jesteś i nie będziesz szczęśliwa z tym człowiekiem. Masz też bardzo niskie poczucie własnej wartości. jesli zechcesz możesz zawalczyć o swoje życie. Ale to Ty musisz chcieć. Jak na razie pozwalasz sobą sterować. Nie jesteś jego własnością. Bez niego nie zginiesz,ale sam musisz to wreszcie zrozumieć.
No to teraz sie zastanow.
Przypuscmy,ze nigdy juz nie bedzie dane Ci ie zakochac - chociaz ja w to nie wierze, -
jaki masz wybor ?
1.Zwiazek, kiedy on kocha i szanuje, a Ty nic nie czujesz ?
2.Zwiazek kiedy on wykorzstuje i niszczy Cie psychicznie, ale Ty niby kochasz.
3.Zostajesz sama.
Tak to prawda, że mam bardzo niskie poczucie własnej wartosci. W poprzednim związku to raczej ja dyktowałam warunki, byłam silna i bardziej niezależna. Teraz wszystko się zmieniło. Zostało 1,5 miesiaca wspolnego mieszkania i konczy sie nam umowa. Mam okazję dzisiaj wyjechac na weekend do rodziny. Planowalam zrobic to jutro ale oczywiscie chcialam zostac dłuzej z nim. Jak myślicie... Powiedziec mu ze mnie upokorzył wczoraj i pojechac do domu juz dzisiaj zeby przemyslal czy pojechac bez poruszania tematu ale stać się bardziej obojętną, nie dzwonić jako pierwsza i być bardziej oschła? Nie wiem co zrobic zeby zobaczyl z faktycznie mnie zranił. Wczorak skomentował to tylko mówiąc ze jestem wredna i poszedł spac nie patrząc na moje uczucia. Wiem, że on jest bardzo uparty i potrafi mną manipulować, ale bywały sytuacje ze gdy przegiął i nie odzywalam sie kilka dni to w koncu przeprosił.
autorko, a ja zamiast zwiazkami zastanowilabym sie, czemu pozwalam sie tak traktowac?
(tylko nie mow, ze z milosci! ja kocham swoje dziecko, ale nie pozwole mu sie terroryzowac
mozna kochac i nie dac sie terroryzowac partnerowi)
ktos, kto pozwala sie tak traktowac powinien szukac pomocy terapeuty- bo to normalne nie jest.
Tak to prawda, że mam bardzo niskie poczucie własnej wartosci. W poprzednim związku to raczej ja dyktowałam warunki, byłam silna i bardziej niezależna. Teraz wszystko się zmieniło. Zostało 1,5 miesiaca wspolnego mieszkania i konczy sie nam umowa. Mam okazję dzisiaj wyjechac na weekend do rodziny. Planowalam zrobic to jutro ale oczywiscie chcialam zostac dłuzej z nim. Jak myślicie... Powiedziec mu ze mnie upokorzył wczoraj i pojechac do domu juz dzisiaj zeby przemyslal czy pojechac bez poruszania tematu ale stać się bardziej obojętną, nie dzwonić jako pierwsza i być bardziej oschła? Nie wiem co zrobic zeby zobaczyl z faktycznie mnie zranił. Wczorak skomentował to tylko mówiąc ze jestem wredna i poszedł spac nie patrząc na moje uczucia. Wiem, że on jest bardzo uparty i potrafi mną manipulować, ale bywały sytuacje ze gdy przegiął i nie odzywalam sie kilka dni to w koncu przeprosił.
a po jaka cholere ty chcesz mu cos pokazywac?
po co ci wymuszone przeprosiny?
po co ci w ogole przeprosiny?
daje ci to satysfakcje?
Jedź do domu i nic mu nie mów. Przeprosiny nic nie dadzą. Dla takiego osobnika jedno przepraszam to nic wielkiego w zamian za dalszą możliwość manipulacji. To Ty musisz zmienić swoje postępowanie i wartości. W tym związku Ty jesteś tak samo ważna jak on. Jeśli on nie daje Ci poczucia szczęscia i spełnienia, to zacznij spełniać się sama, zajmij się sobą zamiast ciągle jemu nadskakiwać. A jak powie, że go znowu serce boli to zapytaj spokojnie czy masz zadzwonić po karetkę? I czy jak przyjadą do fałszywego alarmu to czy zapłaci grube koszta za to? ![]()
Jedź do domu i nic mu nie mów. Przeprosiny nic nie dadzą. Dla takiego osobnika jedno przepraszam to nic wielkiego w zamian za dalszą możliwość manipulacji. To Ty musisz zmienić swoje postępowanie i wartości. W tym związku Ty jesteś tak samo ważna jak on. Jeśli on nie daje Ci poczucia szczęscia i spełnienia, to zacznij spełniać się sama, zajmij się sobą zamiast ciągle jemu nadskakiwać. A jak powie, że go znowu serce boli to zapytaj spokojnie czy masz zadzwonić po karetkę? I czy jak przyjadą do fałszywego alarmu to czy zapłaci grube koszta za to? ![]()
Macie racje, że w przyszłości gdy przyjdzie czas na dzieci nie wazne bedzie jak bardzo go kocham tylko to zebym mogla na niego liczyc. Jeżeli chodzi o jego całokształt to jest bardzo leniwy, cały dzien potrafi spac, a zazwyczaj do 13 nawet 14. Studia olewa, nie chodzi na zajęcia, zamiast sie uczyc to czeka do 21, stwierdza ze nie ma siły i idzie na piwo, potem nie ma siły wstac. Była nawet sytuacja ze sie poklocilismy w nocy gdy był po kilku piwach i chciał prowadzic samochod, wsiadl do auta i odpalil silnik, ja wybieglam z mieszkania i gdy wycofywal zabralam mu kluczyki, schowalam w mieszkaniu to uslyszalam od niego ze nie chce mnie znac i to koniec bo nie chce mu ich oddac. Przeprosil mnie potem i było mu wstyd. Źle się dzieje ale tez potrafił powoli zmienic kilka rzeczy ktore mi przeszkadzały. Moja mama ma takie same podejscie jak Wy i słyszę od niej dokladnie to samo. Nie wiem czy tacy ludzie w ogole sie zmieniają, najgorsze jest to ze traktuje tez tak swoją mamę, olewa młodszego, wpatrzonego w niego brata, potrafi obiecac mu ze przyjedzie a potem mały czeka dwa dni i wydzwania bo starszy brat np poszedl na piwa i nastepnego dnia nie mogl jechac autem. Wiem ze jest egoistą ale caly czas miałam nadzieję ze się zmieni.
Daj sobie z nim spokój. Sama widzisz, że to mało wartościowy człowiek jest.
On uwaza ze przeze mnie ma kłopoty z sercem :] a taka prawda ze sam sobie powoduje stresujące sytuacje olewając studia i śpiąc do poludnia bo potem wszyscy mają do niego pretensje ze nic nie robi. Potrafi ładnie wszystko przekręcic na swoją korzysc.
Nie szkoda życia?
Uwierz, życie w pojedynkę jest fascynujące w porównaniu do życia z kreaturą.
Chyba naprawde byłam zaslepiona. Pracuję do pólnocy i wracacam przez połowę miasta, a on np zamiast po mnie wyjsc na przystanek to mowi ze jak wysiądę to mam zadzwonic i będzie caly czas ze mną rozmawiać bo jak cos się stanie to będzie wiedzial i przybiegnie. Chyba naprawde mu na mnie nie zalezy albo jest takim egoistą. Jezeli chodzi o sex to tez raczej nie patrzy na to ze mogę nie miec ochoty tylko slysze jakiea glupie zarciki ze pojdzie do innej .
Ale nie myslcie ze kocham sie z nim na kazde jego zawolanie. Akurat jezeli chodzi o sex to nie robię tego gdy nie chcę e denerwują mnie te glupie teksty.
Jeszcze jedno pytanie mam. Z tego co piszesz wynika, że Ty pracujesz. On chyba nie, bo studiuje, ale w sumie na zajęcia nie chodzi. Utrzymujecie się tylko z Twojej pensji?
Rodzice nas utrzymują. Ja pracuję zeby miec na swoje wydatki. Jego utrzymuje jego mama.
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi! Moja mama mowi mi to samo ale wiadomo ze ja jestem jej dzieckiem wiec będzie mnie bronic a dobrze jest poznac opinię obcycj osob.
dziękuję, nie spodziewalam sie tak szybkich odpowiedzi ![]()
W sumie to przykład typowego darmozjada i lenia, który zawsze jest zmęczony chociaż nic nie robi. A teraz pomyśl sobie co będzie, jak się te studia skończą (albo je skończy albo je wywalą), ty skończysz swoje i zaczniesz pracować na pełen etat, a w domu będziesz miała takiego darmozjada którego będziesz utrzymywać. Na serio tego chcesz?
Byłam kiedys w 2letnim związku w ktorym chłopak bardzo mnie kochał, szanował i był w stanie zrobić dla mnie wszystko. Tylko problem był taki, ze go nie kochałam, nawet nie kochaliśmy się razem. Z obecnym chłopakiem przezylam swoj pierwszy raz, bardzo sie zakochalam i boje sie ze moge nikogo juz tak nie pokochac. Czy moje obawy są słuszne?
Niesłuszne. Wystarczy, ze znajdziesz kogoś, kto będzie odnosił się do Ciebie z szacunkiem, a trudne to nie będzie, jeśli nie popełnisz tych błędów, które zrobiłaś z obecnym chłopakiem. Pamiętaj, ze bezwartociowy chłopak blokuje miejsce kogoś wartościowego, więc trzeba się go pozbyć.
26 2015-05-22 12:04:08 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-05-22 12:04:51)
To egoista. Można i takiego wychować ale mysle ze Ty nie jesteś w stanie nic na nim wymusić. Oczywiście w tym co opisujesz sa elementy szantażu (np. pojde do innej). Ktos tu zwrocil uwagę na wazny aspekt szacunku do samej siebie. Jeśli związek/układ wyniszcza, traci się szacunek do samej siebie a nie go buduje, to raz ze nie jest to milosc a dwa ze to niszczy poczucie wartości, moralność, szacunek do samego siebie, czyli ważne, istotne ludzkie wartości. Masz prawo się z tym nie zgadzać, nie akceptować tego i sama powinnas wyciagnac wnioski co dalej zrobić w tej sytuacji.
Chociaż to bardzo nieprzyjemne, co spotkało (spotyka) autorkę tematu, to myślę że życie chce ją czegoś nauczyć.
Wspomina że była przez DWA LATA w związku, z kimś kogo nie kochała. Chłopak był zakochany, szanował ją i okazywał to na wiele sposobów.
Widocznie typ zakochanego kundelka jej nie odpowiadał, tylko pytanie - czemu aż dwa lata? Strach przed samotnością? Możliwość wykorzystywania go? Jak nazwać TAKI związek czymś innym, niż manipulacją?
A teraz trafiła na osobnika w którym - pomimo tego, że niemalże pluje jej na twarz - jest zakochana. Najwidoczniej taki typ jej odpowiada. Biedaczyna... ![]()
*Rozmowa z nim prawdopodobnie nic nie da, ustawienie do pionu też nie, więc zacznij z nim mieszkać, ale żyć bez niego. Po półtora miesiąca znajdź coś na własną rękę, a na przyszłość ustal przed samą sobą, jakbyś chciała, by wyglądał związek, przy czym zaznacz spory margines błędu, bo nigdy nie spotkasz osoby takiej, jakiej chcesz.
PS. Takich wątków są miliony. Każdy jeden ma wspólną cechę: Miły kochający facet jest beeee, a pan dupek taaaki kochany.
Tak masz rację, role się odwróciły. Tylko że ja będąc z moim pierwszym chłopakiem byłam wobec niego szczera - wiedział że nie jestem pewna swoich uczyc, na dodatek zawsze mogł na mnie liczyć i mi ufać. Tamten związek opierał się głownie na wspolnym spędzaniu czasu, wspieraniu się, pomocy w trudnych sytuacjach a nie na wykorzystywani. Ten związek jest inny, bo nie mogę na niego w ogóle liczyc i on nic z siebie nie daje.
Ale masz rację, że muszę przeczekac 1,5 miesiąca i zakonczy to wszystko.
Chyba jestem kobietą kochającą za bardzo, czytałam na ten temat sporo artykułów i większosc cech się zgadza.
Kończ ten związek jak najszybciej no chyba ,że wolisz być poniżana, wykorzystywana i nieszczęśliwa. Evens ma rację kochający facet jest beee a taki skur**el jest super cóż jak widać dziewczyny bardziej wolą tych złych a potem płacz.
Fuck Logic.
Chyba jestem kobietą kochającą za bardzo, czytałam na ten temat sporo artykułów i większosc cech się zgadza.
przepraszam, ale sie nie zgodze.
ty nie jestes kobieta kochajaca za bardzo,
ty jestes masochistka- kochasz jak cie ktos poniza, a to sie leczy.
Powoli zaczynam wierzyć w teorię, że do walenia się bad boy, a do wychowywania "kochający". Póki nie byłem na tym forum to się z tego śmiałem, czym więcej czytam tym bardziej mi się zdaje że chyba tak faktycznie jest.
Powoli zaczynam wierzyć w teorię, że do walenia się bad boy, a do wychowywania "kochający". Póki nie byłem na tym forum to się z tego śmiałem, czym więcej czytam tym bardziej mi się zdaje że chyba tak faktycznie jest.
martain- bo to jest perspektywa tego forum(a na pewno tego dzialu)
ja czytam i nie dowierzam, ze kobieta moze sobie pozwolic na cos takiego.
nie znam prywatnie takiego przypadku.
to chyba jakis syndrom meczennicy.
bede z tym z kim cierpie najbardziej, potrafie tak kochac, ze wszystko zniose(jak nie musze nic znosic, to nie jest kochanie)
potem to opisze, niech wszyscy podziwiaja jaka jestem dzielna i kochajaca za bardzo...
No ja też własnie nie dowierzam, bo raczej się z tym w swoim środowisku nie spotkałem. Dziwne to jakieś.
No ja też własnie nie dowierzam, bo raczej się z tym w swoim środowisku nie spotkałem. Dziwne to jakieś.
nooo, dla mnie to tez fantastyka jakas...
a swoje lata mam, nie jedno widzialam, ale z tym co na tym forum, to sie nie spotkalam...
to nie moze byc norma, tylko wyjatek
W sumie racja. W końcu ludzie tu się nie pojawiają bo im się dobrze powodzi.
37 2015-05-22 13:58:49 Ostatnio edytowany przez Evens (2015-05-22 18:53:11)
Przepraszam że kontynuuję ten wątek (który nie jest bezpośrednio związany z tematem) ale chcę Cię spytać o kilka rzeczy i jednocześnie coś uświadomić.
Piszesz że:
Tylko że ja będąc z moim pierwszym chłopakiem byłam wobec niego szczera - wiedział że nie jestem pewna swoich uczuć
A nam jednak piszesz, ze go nie kochałaś - kogo próbujesz oszukać? Samą siebie, byś czuła się lepiej, czy nas? Przypominam, że my już wiemy, jaki miałaś do niego stosunek.
Nie byłem, nie jestem i na pewno nigdy nie będę kobietą, także dla mnie to może trochę niepojęte, ale załóżmy że byłaś niepewna swoich uczuć - jak można być NIEPEWNYM swoich uczuć po tak długim czasie, po DWÓCH latach?
Byłem kiedyś z dziewczyną przez półtora miesiąca - Nocowała u mnie kilkukrotnie, spędzałem z nią czas, jednakże wszelkie próby porozumienia się z nią kończyły fiaskiem. Zaintrygowała mnie chyba jej nieśmiałość i ładna buzia, sam nie wiem... W każdym razie, w trakcie naszego związku zauważyłem, że nie miała żadnego zdania, na wszystkie pytania odpowiadała "nie wiem". Nigdy nie spotkałem osoby z którą tak trudno się rozmawiało. Tak więc po 6 tygodniach zakończyłem związek, bo pomimo szczerych prób nic nie czułem
Z kolei Ty ciągnęłaś to przez dwa lata, nic do niego nie czując. Widać różnicę?
Piszesz, że tamten związek opierał się na:
Głównie wspólnym spędzaniu czasie, wspieraniu się i pomocy w trudnych sytuacjach
To jest właśnie manipulacja i wykorzystywanie, egoistyczne podejście do sprawy. WIEDZIAŁAŚ że nic do niego nie czujesz, ale wodziłaś go za nos, bo tak było Tobie wygodnie. Pewnie nie zdajesz sobie sprawy z tego, ale każdy dzień spędzony z Tobą był kolejnym wystrzelonym przez Ciebie pociskiem, który nieustannie zmierzał w jego kierunku, a wszystkie miały trafić w dniu, w którym z nim zerwałaś. I za każdym razem naciskałaś spust z premedytacją.
A teraz Twój mężczyzna robi to samo z Tobą - wykorzystuje Ciebie na swoją własną korzyść. Bo, uwaga(!), tak mu wygodnie... Jeszcze mała wzmianka, że gardzę takimi mężczyznami. Takim osobnikom powinno się serwować dziesięciokrotne połączenie głowy i krawężnika, może by się ogarnął, jeden z drugim.
Jeszcze wracając co do powyższego cytatu...
Głównie wspólnym spędzaniu czasie, wspieraniu się i pomocy w trudnych sytuacjach
Dryń dryń dryń, zarzucę nowinkę - każdy związek POWINIEN się na tym opierać. Tak właśnie działają związki. Tamten związek nie był związkiem, tylko nieszczęśliwą historią miłosną Twojego EX. Gdyby wiedział że go "nie kochasz" to dałby sobie spokój, a biedaczek pewnie stawał na głowie by rozpalić płomień, skoro "nie byłaś pewna uczuć".
Niemniej nie życzę Ci źle, każdy zasługuje na szczęście. Od niego odejdź, bo to co teraz czujesz to nie miłość, tylko syndrom sztokholmski.
Evens masz rację. Chyba dopiero to do mnie dociera.
Tak to prawda, że mam bardzo niskie poczucie własnej wartosci. W poprzednim związku to raczej ja dyktowałam warunki, byłam silna i bardziej niezależna. Teraz wszystko się zmieniło. Zostało 1,5 miesiaca wspolnego mieszkania i konczy sie nam umowa. Mam okazję dzisiaj wyjechac na weekend do rodziny. Planowalam zrobic to jutro ale oczywiscie chcialam zostac dłuzej z nim. Jak myślicie... Powiedziec mu ze mnie upokorzył wczoraj i pojechac do domu juz dzisiaj zeby przemyslal czy pojechac bez poruszania tematu ale stać się bardziej obojętną, nie dzwonić jako pierwsza i być bardziej oschła? Nie wiem co zrobic zeby zobaczyl z faktycznie mnie zranił. Wczorak skomentował to tylko mówiąc ze jestem wredna i poszedł spac nie patrząc na moje uczucia. Wiem, że on jest bardzo uparty i potrafi mną manipulować, ale bywały sytuacje ze gdy przegiął i nie odzywalam sie kilka dni to w koncu przeprosił.
Ty powinnaś os niego odejść! Na zawsze! Nie uciekać na chwilę i czekac na przeprosiny. On się nie zmieni. NIGDY! Będzie coraz gorzej. Wiem,bo żyłam w podobnym związku. Jeśli znów mu wybaczysz,to wybacz takie określenie,ale....sama sie mu podkładasz. I nie wiem co by musiał zrobic abyś Ty zrozumiała że on nie jest dla Ciebie. Chcesz zostać jego zabawką i workiem treningowym w końcu? Nie masz dość wyszydzania? Gdzie Twój honor? Dlaczego wierzysz w to,że on się zmieni??? Obudź się w końcu!!!
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi, ponieważ dały mi bardzo dużo do myślenia. Przed moim wyjazdem przepraszał mnie i prosił zebysmy weekend spędzili jednak razem (wiem, ze wszyscy jego znajomi wyjechali więc to tez pewnie było powodem) ja jednak nie uległam i pojechałam do rodzicow, ktorzy bardzo na mnie czekali. Podczas weekendu gdy rozmawialiśmy był opryskliwy, raz miły raz nie miły, wytykał mi ze sobie pojechałam na ten weekend, sugerował złośliwie zebym wróciła we wtorek rano a nie wczesniej czyli w poniedziałek. Wróciłam w poniedziałek wieczorem, bo tak mi bardziej pasowało. Wiedział od rana, że wracam. Gdy się zobaczylismy pogadał ze mną godzinę i stwierdził, ze skoro ja go zostawiłam na weekend to on teraz wychodzi. Wyszedł ze znajomymi, z ktorymi mam super kontakt więc rownie dobrze mogł wziąć mnie ze sobą. Ale nie ma co się oszukiwać, gdyby kochał to by się stęsknił a nie uciekał i robił na złość. Próbuję być twarda i nie dac sobą pomiatac. Nie uroniłam przed nim wczoraj ani jednej łzy i pokazałam, ze nie będę się go prosic. Musimy ze sobą mieszkac do konca czerwca. Zamierzam pokazać mu, że juz nie ma tej płaczącej i proszącej go o uwagę dziewczyny. Zamierzam wychodzić żeby widział, że mnie traci. Ale to tak strasznie boli. Ciężko mi odciąć się od myśli czy on mnie kiedykolwiek kochał, dlaczego tak mnie potraktował, nawet zastanawiam się czy mnie czasami nie oszukiwał albo oszukuje. Nie wiem jak się uporać z tymi myślami, które w jednej chwili niszczą całe moje bojowe nastawienie i tracę siły zeby byc twardą.
Polecam książkę "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy"
Jestes w tym "zwiazku"jak meczennica...Tak,manipuluje Toba.
Twój chłopak sprawdzą Twoje granicę, zwyczajnie chce wiedzieć na ile sobie może pozwolić... to jest manipulacja, nie daj się i walcz o swoją godność. Masz prawo do wyrażania swoich potrzeb i ich zaspakajania.
Cześć dziewczyny!
Bardzo często jak czytam jakieś wątki na forum zastanawiam się jak zakończyła się dana historia, dlatego wchodzę tu po 2 latach aby to zrobić.
Potrzebowałam jeszcze wielu miesięcy aby zrozumieć jak bardzo marnuję sobie życie. Dopiero rok po opowiedzeniu tutaj swojej historii wprowadziłam się od tego toksycznego chłopaka. Mimo wyprowadzki zbierałam się jeszcze po tym związku rok. Odzywał się do mnie, nadal manipulował, nawet dostał szansę, ale MIAŁYŚCIE RACJĘ - TACY LUDZIE SIĘ NIE ZMIENIAJĄ. Dopiero teraz mogę odetchnąć z ulgą, nigdy do niego nie wrócę, a nawet jestem w stanie już spotykać się z innymi facetami.
Powodzenia wszystkim!
Lubię czytać szczęśliwe zakończenia!
Lubię wiedzieć, ze ludzie podejmują dobre decyzje, bo czasem, gdy czytam to forum, to wydaje mi się, że laski marudzą, żalą się, a potem i tak wracają do swoich misiów i szkoda było czas marnować.
A Ty podjęłaś właściwą decyzję, gratulacje!
Dziękuję
I z pewnością mogę teraz stwierdzić, że lepiej jest być samej niż z kimś takim. Nawet jeżeli czasami brakuje mi drugiej osoby to przynajmniej nie chodzę zapłakana, zestresowana, mogę normalnie jeść, spotykać się ze znajomymi i zajmować się sobą.
No i brawo!
Żeby nie popełnić drugi raz tego samego błędu - marsz na terapię!